Opinia 1
Po stricte high-endowym DAC2 z portfolio niderlandzkiego Extraudio przez nasze systemy przewinęła się zarówno budżetowa łączówka USB i głośnikowce z linii One, jak i adresowany do zdecydowanie bardziej zaawansowanych melomanów duet pre/power XP5 MKII & XP-A1500 MKII udowadniające, że ekipa z Leidschendam potrafi odnaleźć się praktycznie na dowolnym pułapie cenowym. Dlatego też mając już na koncie doświadczenia z górnopółkowym przetwornikiem i zarazem kontynuując eksplorację nieco bardziej przyjaznych domowemu budżetowi propozycji dzięki uprzejmości chełmżyńskiego Quality Audio przygarnęliśmy pod redakcyjny dach podstawowy model DAC-a, czyli Extraudio DAC1 MKII DUAL R2R, na którego test serdecznie zapraszamy.
Pomimo deklarowanej przez producenta i poniekąd znajdującej odzwierciedlenie w cenniku „budżetowości” Extraudio DAC1 MKII prezentuje się wręcz wybornie. Masywny płat frontu wykonano bowiem z aluminium lotniczego, starannie wypolerowano i polakierowano na „fortepianową” czerń. Lewą flankę we władanie otrzymał obrotowy selektor wejść w formie chromowanej gałki a przez całą szerokość płyty czołowej biegnie równiutki rządek siedmiu mini diod informujących o aktywnym wejściu uzupełniony o siedmiodiodowy, acz już dwupiętrowy suplement komunikujący wybrany filtr (nastaw dokonujemy niewielkim przyciskiem) i częstotliwość dekodowanego sygnału. Jak widać zgodnie z wyznawanymi przez Holendrów dogmatami, również i tym razem komunikację ze światem zewnętrznym powierzono niewielkim diodom w pełni świadomie rezygnując z jakichkolwiek wyświetlaczy, które wprowadzają do układów wewnętrznych degradujące brzmienie zakłócenia i inne elektro-śmieci. I tu pozwolę sobie na małą dygresję natury użytkowej, bowiem o ile do jaskrawości ww. sygnalizatorów jeszcze można się przyzwyczaić o tyle z pardon my French z oczojebnością aureoli okalającej biszkoptowy włącznik główny podczas wieczorno-nocnych odsłuchów ewidentnie było mi nie po drodze, gdyż ustawiony vis a vis mojego siedziska DAC bezlitośnie wwiercał się w me zmysły niebiesko-białym strumieniem fotonów. Finalnie podczas jego (DAC-a, nie strumienia) użytkowania ów irytujący element zasłaniałem stawiając przed nim odzianą w fikuśny płaszczyk figurkę Lego Lorda Vadera.
Kontrowersji nie budzą za to plecy 1-ki, gdzie do dyspozycji otrzymujemy po parze wyjść analogowych w formacie RCA i XLR, zestaw interfejsów obowiązkowych cyfrowych w postaci wejścia optycznego, koaksjalnego, BNC, AES/EBU i USB, które uzupełnia dodatkowy moduł z anteną Bluetooth 5.0 Aptx HD i I²S (RJ-45 / HDMI LVDS), przy czym, dzięki stosownemu pokrętłu konfigurację poszczególnych pinów da się dopasować do wymagań nadajnika. Wyliczankę zamyka trójbolcowe gniazdo zasilające IEC.
Jeśli zaś chodzi o trzewia, to w przeciwieństwie do bazującej na ogólnodostępnych kościach przetworników konkurencji Extraudio w swoim najtańszym przetworniku pozostało wierne znanym z wyższych modeli rozwiązaniom i zdecydowało się na wykorzystującą własne oprogramowanie w układzie sterującym FPGA poczwórną drabinką rezystorową o rozdzielczości 28-32 bitów. Całość korygowana jest przez kolejny układ FPGA odpowiedzialny za konwersję i korektę ww. liniowości czterech modułów DAC. Osobna kość ARM FPGA odpowiada za częstotliwości próbkowania oraz wybór wejść i kondycjonowanie sygnałów cyfrowych. Warto również wspomnieć, iż w drabince R-2R Extraudio wykorzystuje ponad 600 rezystorów foliowych Vishay o tolerancji 0. 01%, które są ręcznie lutowane wysokiej jakości cyną. Po starszym rodzeństwie 1-ka odziedziczyła nie tylko czterowarstwowe płytki drukowane, czy odseparowanie układów analogowych od cyfrowych, lecz również modułową budowę przez co z łatwością będzie można ją w przyszłości upgrade’ować.
W sekcji zasilania znajdziemy dwa opatentowane niskoszumne transformatory klasy medycznej które z 45 000 µF bankiem kondensatorów dostarczają życiodajną energię do czterech oddzielnych linii zasilających – osobnych dla sekcji cyfrowych oraz analogowych w układzie dual-mono. A kolei stopień wyjściowy jest w pełni dyskretny i pracuje w klasie A.
Zanim zacznę rozwodzić się nad walorami sonicznymi naszego gościa od razu na wstępie pozwolę sobie skomplementować go za zdecydowanie mniej wybredną pod względem okablowania sekcję cyfrową aniżeli miało to miejsce w przypadku jego szlachetniej urodzonego poprzednika, czyli DAC2. O ile bowiem 2-ka potrafiła „nie widzieć” niektórych, zazwyczaj dłuższych aniżeli 1m łączówek USB, o tyle będącej przedmiotem niniejszej recenzji 1-ce podczas blisko dwutygodniowej bytności w moich skromnych progach ani razu nie zdarzyło się strzelić podobnego „focha”, więc przynajmniej pod tym względem odpadło mi dostosowywanie systemu pod jej wymagania i artystyczny „rider”.
W dodatku jej brzmienie śmiało można było określić jako nie tylko zaskakująco śmiało korespondujące z tym znanym z odsłuchów starszego rodzeństwa, co na swój sposób jeszcze bardziej „rześkie”. Na „’Round M: Monteverdi Meets Jazz” sopran Roberty Mameli brzmiał z niezwykłą swobodą, mocą i krystaliczną czystością, przy czym choć niderlandzki DAC sugestywnie akcentował najwyższe składowe i grał nieco „wyżej” aniżeli mój dyżurny Vitus , to nawet w najbardziej karkołomnych partiach nie wykazywał maniery do utwardzania, czy też szklistości prezentacji. Po prostu nie wysycał tak wyższej średnicy jak duński punkt odniesienia, przez co nieco inaczej rozkładał akcenty. Mając jednak na uwadze sygnaturę tak firmowego okablowania, jak i przede wszystkim sygnowanej tym samym logotypem elektroniki śmiem twierdzić, iż nie był to przypadek, lecz celowe i w pełni świadome działanie mające na celu idealne trafienie w punkt równowagi pełnej firmowej układanki. Wystarczy mieć zatem ów fakt na uwadze i po prostu dobrać pasujące do naszych preferencji okablowanie. W moim systemie świetnie sprawdziły się w tej roli zarówno dyżurne Vermöuth Audio Reference XLR, jak i cierpliwie czekające na swoje przysłowiowe pięć minut Extraudio XLR Three, które dyskretnie dosaturowując przekaz nic a nic nie ujęły z rozdzielczości i blasku góry. Swoje trzy grosze potrafił również dorzucić rodzaj aktywnej filtracji, więc wystarczyło tylko przeklikać dostępne opcje i wybrać najlepiej pasującą do naszych preferencji. Wspominam o tych nieco „kosmetycznych” zabiegach nie bez przyczyny, bowiem zmiana repertuaru na daleki od barokowej słodyczy i finezji „Death Above Life” Orbit Culture unauszniła, że DAC1 MKII nie tylko posiada całkiem ostre pazurki, lecz potrafi zrobić z nich użytek i jeśli tylko zmultiplikujemy jego manierę aplikując w torze inne urządzenia i komponenty o podobnie odważnej górze dźwięki dobiegające naszych uszu mogą okazać się nazbyt ekspresyjne i na dłuższą metę po prostu męczące. Niemniej jednak w zdroworozsądkowo skonfigurowanym torze Extraudio ma szansę nie tylko zapewnić nam fenomenalną rozdzielczość i holograficzną trójwymiarowość prezentacji, lecz również zagwarantować jej krystaliczną czystość i jedwabistą gładkość. Oczywiście, gdy tylko wymaga tego materiał źródłowy na światło dzienne wyciągane są garażowa szorstkość, czy mroczny i lepki bród. Wystarczy bowiem sięgnąć po doomowo-stonerowy „Wizard Bloody Wizard” Electric Wizard, by po wspominanej jedwabistości nie pozostało nawet wspomnienie a jej miejsce zajęła rdzawa chropawość. I o dziwo nawet na takim, pozornie siermiężnym, garażowym materiale DAC1 zachwyca realizmem prezentacji, gdzie prawda wcale nie odstręcza a jedynie pokazuje muzykę taką jaka ona jest w swej naturalnej i nieupiększonej postaci. I nawet to, że na ww. wydawnictwie bas nie zapuszcza się do samych wrót Hadesu nie jest pokłosiem obecności tytułowego przetwornika w torze a oddaniem stanu faktycznego, czyli braku takowych częstotliwości w samym mixie. Jedynka bowiem nie czuje się w obowiązku kreowania dźwięków, które na jej wejście nie trafią, więc jeśli ich w materiale źródłowym nie będzie, to i z kolumn ich nie usłyszymy. Jeśli jednak ktoś z ekipy łaskaw był takowe zagrać / wygenerować, jak daleko nie szukając na „Reborn” Infected Mushroom, to możemy mieć pewność, że z całą mocą i pakietem stosownych informacji zostaną one przez tytułowy przetwornik do wzmacniacza przesłane.
W ramach podsumowania pozwolę sobie jedynie stwierdzić, że Extraudio DAC1 MKII DUAL R2R nie tylko nie przynosi wstydu swojemu starszemu rodzeństwu, co nader dobitnie pokazuje jak dynamiczny postęp w domenie cyfrowej dokonuje się na naszych oczach i uszach. Okazuje się bowiem, że choć mamy w tym przypadku do czynienia zaledwie z początkiem niderlandzkiego katalogu, to tak pod względem rozdzielczości, jak i otwartości i komunikatywności przekazu „budżetowa” 1-ka śmiało może zostać określona mianem stricte high-endowego przetwornika stanowiącego świetną partię dla gustujących w „analogowych krągłościach” transportów w stylu 432 EVO, Sforzato czy rodzimego XACT S1. Dlatego też poszukując zdolnego podołać dynamice rozwoju cyfrowego audio przetwornika warto wypożyczyć naszego dzisiejszego gościa co najmniej na weekend i samemu, na własne uszy przekonać się co DAC1 potrafi wycisnąć z ciągów zer i jedynek.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; Furutech Nanoflux Power NCF; 2 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + WK Audio TheRed Power
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Choć nie jest to standardem, to niektórzy producenci po osiągnięciu sukcesu w postaci dotarcia ze swoją ofertą do stosunkowo zamożnego klienta, nie zachłystują się sukcesem postanawiają pojawić się ze swoim dziełem pod przysłowiowymi strzechami. Naturalnie mam na myśli podjęcie próby takiego przeprojektowania urządzenia, aby zachowując cechy flagowej konstrukcji w swojej klasie cenowej zabrzmieć na bardzo dobrym poziomie. Jak wspominałem, w tej materii bywa różnie, bo często po jednostkowym spektakularnym sukcesie niepotrzebnie i do tego ryzykownie podejmowane są z różnym skutkiem kończące się wyścigi zbrojeń cenowych z konkurencją. Na szczęście tytułowy podmiot z Niderlandów nie poszedł drogą wojny cenowej, bowiem zdaje sobie sprawę, iż fajnie zarabia się na zamożnych klientach, ale przyszłość firmy zależy od stabilności finansowej. Stabilności i spokoju o przysłowiowe „jutro”, czego bezwarunkowym filarem jest dostępność produktów dla szerokiej rzeszy odbiorców. I z realizacją takiego biznesplanu marki Extraudio mamy dziś do czynienia. Ta bowiem po udanym debiucie przetwornika cyfrowo-analogowego DAC 2 w tym roku zaproponowała jego znacznie bardziej przyjazną cenowo wersję, czyli będący tematem naszego spotkania, dostarczony przez stacjonującego w Chełmży dystrybutora Quality Audio Extraudio DAC 2 MkII R2R. Jak wypadnie, czy gra była warta świeczki, postaram się opisać poniżej.
Rzeczony przetwornik w temacie wyglądu i opakowania układów elektrycznych w stosunku do starszego brata jest bardzo podobny. Naturalnie nie jest to podobieństwo bliźniacze, ale ogólna wielkość i kształt są takie same. Różnica zaś tkwi w wykorzystaniu skromniej prezentujących się półproduktów do wykonania frontu i blach na resztę obudowy oraz samego ich wykończenia. Dodatkowo te dwie konstrukcje różnią się w wyposażeniu tylnego panelu – droższa wersja miała obecnie pominięty zestaw wyjść analogowych z wysokim poziomem sygnału, natomiast tańsza oprócz braku wspomnianych gniazd ma mniej ekstrawagancką designersko gałkę selektora wejść. Reszta, czyli zestaw wejść cyfrowych – Optical, AES/EBU, SPDIF, BNC oraz USB, a także wyjść analogowych – RCA i XLR na rewersie jest taki sam. Naturalnie oprócz nich na tylnym panelu obydwu przetworników znajdziemy jeszcze kilka terminali natury regulacyjnej i sygnałowej oraz prądowej, ale ta kwestia w obydwu produktach jest identyczna. Jeśli chodzi o obsługiwane formaty dziś przedstawianego modelu, możemy pracować z sygnałem SPDIF do 24 / 192, USB/I2S do 24 / 384 / 768, DSD-DXD do DoP, oraz DSD 64 / DSD 128 / DSD 256 / DSD 512. A gdy podczas użytkowania zdecydujemy się na jakiś z nich, mamy do dyspozycji dodatkowo 4 stany filtra cyfrowego modulującego finalne brzmienie DAC-a sygnalizowane odpowiednimi kolorami diody – czerwony, pomarańczowy, zielony, wyłączony. Jak widać, jest na bogato tak w obsłudze sygnałów oraz możliwości ostatecznego strojenia pracy naszego bohatera, co pokazuje jego dobrze rokującą uniwersalność.
Czy lekkie „odchudzenie” zaawansowania technicznego naszego bohatera w stosunku do stojącego wyżej w hierarchii przetwornika nie spowodowało dramatycznego osłabienia jakości jego brzmienia? Otóż w moim odczuciu niewiele, a jeśli już coś wychwyciłem typu deczko mniejsza kultura projekcji, co jest naturalnym pokłosiem tego typu działań, to w minimalnym stopniu i z zauważalnym uwzględnieniem położenia nacisku na nieco inne, dla wielu być może bardzo istotne aspekty przekazu. Mianowicie chodzi o temperaturę prezentacji muzyki. Wcześniej oferowała więcej body, co powodowało większe skupienie na pokazaniu esencjonalności jej wizualizacji, ale z automatu niegroźnie, jednak spowalniającą reakcję systemu na szybkość narastania sygnału. Natomiast najnowsze wcielenie przetwornika teraz oznaczonego DAC1 MkII R2R co prawda w brzmieniu jest mniej dociążone, za to przy dobrym zachowaniu wagi dźwięku zyskało na lekkości i otwartości malowania w naszym pokoju artystycznego świata. Gdybym miał to określić w łatwy do zrozumienia sposób, powiedziałbym, że muzyka nabrała oddechu i dzięki wyczuwalnemu doświetleniu wyższej średnicy fajnej lotności. Owszem, nie była już tak homogeniczna, jak u poprzednika, ale jak wspomniałem, nadal emanowała stosowną do oczekiwań słuchanego materiału masą, a co za tym idzie, zapewniała wszelkim źródłom pozornym na wirtualnej scenie wymagany poziom energii do wyartykułowania ich ekspresji. Co w takim postawieniu sprawy okazało się być dodatkowym plusem, to fakt poprawienia ostrości rysunku wszelkich scenicznych bytów. Nie powiem, lubię system, który dba o takie aspekty, a że podobne, co bardzo ważne, nieprzerysowane usłyszałem podczas tego testu, tendencyjnie zaznaczam je podczas opisywania najważniejszych sonicznych cech naszego bohatera. Reasumując powyższą listę zmian spowodowanych mającym na celu zaproponowanie klientom coś fajnego w przystępnej cenie, przeprojektowaniem droższej wersji przetwornika w jego tańszego odpowiednika śmiało powiedzieć, iż z jednej strony nawet w najmniejszym stopniu nie są to zmiany bolesne, ale za to z drugiej proponujące nam nieco inne spojrzenie na ulubioną muzykę.
Spojrzenie na tyle kosmetyczne i nieinwazyjne, ale za to fajnie pokazujące to, czego akurat słuchamy, że nawet tak trudny materiał, jak ścieżka dźwiękowa opery „Traviatta” Verdiego wydana przez Deccę z udziałem Luciano Pavarottiego z 1991 roku czasem zabrzmiała z większą werwą od droższej wersji przetwornika. A dlatego, że system lepiej reagował na dość często pojawiające się w partyturze uderzenie słuchacza czy to pełnym składem orkiestrowym, a innym razem wspieranym dodatkowo wielogłosowym chórem. Mocne nasycenie owszem, pięknie brzmi, jednak, gdy mamy pokazać skoki energii z dobrą krawędzią rozpoczynającej jej atak, zalety DAC 1 były wręcz idealnym partnerem do pokazania tej kwestii. Ale zapewniam, mimo mniejszego zaangażowania przetwornika z zapewnienie mocnej soczystości brzmienia bardzo istotnej dla tego rodzaju twórczości wokalizy, Luciano Nadal brzmiał jak prawdziwy Luciano, a nie jak w ciężkim stadium anoreksji odznaczającym się brakiem poweru w śpiewanych przez niego wersetach. Sam byłem tym faktem zaskoczony, ale w ten sposób, czyli z dobrym odbiorem ogólnego podejścia do tematu wizualizowania tej opery odebrałem wersję wykreowaną przez naszego bohatera.
A co wydarzyło się w muzyce znacznie mocniejszej choćby spod znaku formacji Antimatter z jej krążkiem „Black Market Enlightrnment”? Pewnie nie będę zbyt oryginalny, gdy odpowiem, że sytuacja była podobna. Oczywiście czuć było inne podejście do wagi instrumentów i głosu artysty, jednak nadal w tej materii wszystko mieściło się w granicach dobrego poziomu, a za to te rockowe przedsięwzięcie dostało fajnego kopa. I w rozumieniu szybkości zmian tempa i ogólnym rozmachu prezentacji, co znakomicie słychać było od pierwszego, chyba najbardziej spektakularnego, dlatego łatwego do popsucia przez system ciekawego odbioru całej płyty „The Thrid Arm”. Był ogień w rozumieniu ekspresji brzmienia instrumentów oraz wielkości i swobody wypełniania mojego pokoju wielką ścianą dźwięku, co tak jak powinno, już na starcie zachęcało do zgłębienia tego krążka od dechy do dechy. I gdyby miał być szczerym, nie wiem, czy po tym, jak przetwornik zaprezentował się w tym nagraniu, kilku z Was nawet dysponując większą gotówką i lubując się w takim materiale, szukając tego typu urządzeń zamiast na starszego, z założenia brzmiącego bardziej wyrafinowanie, nie postawi na tego niepozornego, bo naprawdę bezpiecznie wycenionego, ale z wielkim duchem Holendra. To naprawdę diabeł w owczej skórze, który potrafi zaskoczyć, jednak tylko w pozytywnym znaczeniu.
Gdzie widziałbym naszego bohatera? Tak naprawdę wszędzie. A swoje typowanie opieram nie tylko na usłyszanych zaletach większego drive’u przy zachowaniu dobrej wagi dźwięku usłyszanych podczas swojej sesji testowej, ale także świetnym występie w systemie opartym o lampowe wzmocnienie Triode Japan z kolumnami Peak Consult na w zeszłym tygodniu odbywającej się wystawie AVS w Warszawie. Jeśli z jakiś powodów nie zgłębiliście mojego 17-stronicowego słowotoku z tego wydarzenia, wspomnę tylko, iż mimo wredności akustycznej okupowanego przez dystrybutora Extraudio malutkiego, z automatu podbijającego basowe mody pokoju, z przecieków wiem, że to właśnie ten przetwornik w dużej mierze pozwolił na znakomity występ całego zestawu. Dlatego tak naprawdę nie widzę dla niego przeciwwskazań. A to chyba jasne, że jeśli szukacie takiej zabawki, Dac 1 MkII R2R powinien znaleźć się na Waszej liście do weryfikacji. Moim zdaniem jest warty każdej spędzonej z nim minuty naszego wolnego czasu przy muzyce.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Quality Audio
Producent: Extraudio
Cena: 38 500 PLN
Dane techniczne
Zastosowany przetwornik: 32Bit – Opatentowana przez Extraudio topologia R-2R DAC
Pasmo przenoszenia: +/-0,1dB 5Hz do 180Khz
Stosunek S/N przy 20kHz: >132dB
Zniekształcenia THD @ -1dB: <0,004%
Precyzja rezystora: 28bit 0,01%
Jitter RMS: 0.3pS
Wejścia: Coax, BNC, AES/EBU, Optyczne (24 bit / 192 kHz); USB 2.0 , I²S RJ-45 / HDMI LVDS (PCM, DXD 24 bit/768 kHz; DSD512)
Łączność: Bluetooth 5.0 Aptx HD
Wyjścia: Para RCA, para XLR
Napięcie wyjściowe: 2,3V (RCA); 4,6V (XLR)
Impedancja wyjściowa: 50Ω(RCA); 3Ω(XLR)
Filtry: 4 filtry cyfrowe, czerwony, pomarańczowy, zielony, wyłączony
Pobór mocy: < 0,5 W (stand-by)
Wymiary (S x W x G): 44 x 12 x 40 cm
Waga: 10 kg