1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Vermöuth Audio Reference RCA & XLR

Vermöuth Audio Reference RCA & XLR

Opinia 1

Kiedy patrzymy na biało-czerwoną flagę, czy też orła w godle, to wiemy, że mówiąc możliwie lapidarnie „jesteśmy u siebie”. Jeśli jednak co nieco zapamiętaliśmy ze szkoły, pojeździliśmy po świecie, bądź interesujemy się weksylologią, to powinniśmy również mieć świadomość, iż podobne uczucie mają zamieszkujący część z ponad 17 000 wysp … Indonezyjczycy. Tak, tak. Niby dystans ponad 10 000 km dzielący Warszawę od Dżakarty, czyli teoretycznie ok.15 a tak po prawdzie z reguły ponad 20h podróży samolotem (brak rejsów bezpośrednich), wskazują na dwa zupełnie inne zakątki globu, lecz na potrzeby niniejszego tekstu postaram się wykazać, iż Polska i Indonezja mają ze sobą zdecydowanie więcej wspólnego, aniżeli tylko kolorystykę flagi i królewskiego ptaka w godle. Patrząc bowiem z naszego – audiofilskiego punktu widzenia, dla większości populacji homo sapiens wyroby klasy Hi-Fi i High-End, czy to z Polski, czy Indonezji, to ewidentna egzotyka. Przecież bazując na stereotypach Indonezja to wakacje marzeń – nurkowanie na jednych z najpiękniejszych raf koralowych, warany z wyspy Komodo, delfiny z Loviny, czy Wodospady Sekumpul, a Polska to Wałęsa, wódka i Chopin. Może i jest to zbyt daleko posunięte uproszczenie, ale proszę mi wierzyć, pomimo całej tej otoczki bycia „Mesjaszem narodów” rzeczywistość jest taka a nie inna i zamiast mieć do kogokolwiek pretensję za taki stan rzeczy nie ma co się zżymać, dziwić, czy rozpaczać, tylko zakasać rękawy i brać się do roboty, by ową sytuację zmienić. Na naszym „podwórku” pracę od podstaw w 2010 r. rozpoczął m.in. Łukasz Fikus, wprowadzając na światowe salony odsłuchowe urządzenia sygnowane marką Lampizator. A tymczasem dokładnie w tym samym roku …. na Bali, Hendri Ramli powołał do życia Vermöuth Audio. Przypadek? Dziwny zbieg okoliczności? Cóż, o ile miłośnicy wszelakiej maści teorii spiskowych mają tu pełne pole do popisu, to już ewentualne dywagacje pozostawię Państwa wyobraźni. Ze swojej strony jedynie dodam, że fakt wspomnianej przed chwilą zbieżności dat, wypłynął już po odsłuchach i niejako poza częścią merytoryczną niniejszego testu, a że „niechcący” potwierdził tezę o zaskakującym podobieństwie naszych krajów, to wypada się chyba tylko cieszyć, że przynajmniej wstępniak „spina” się pod względem logicznym. Żeby jednak tradycji stało się za dość i zachować chociażby pozory jako takiego porządku, warto byłoby wspomnieć o bohaterach niniejszej epistoły, czyli należących do topowej serii Reference interkonektów RCA i XLR, które to dotarły do nas bezpośrednio od producenta, gdyż w momencie publikacji tej recenzji Vermöuth Audio nie miał jeszcze polskiej dystrybucji.

Geneza powstania Vermöuth Audio również wydaje się dziwnie znajoma, gdyż początkowo Hendri Ramli prowadził salon audio i dopiero za namową swoich klientów całkowicie poświęcił się obecnej działalności. Mamy zatem dość podobny scenariusz do tego, o jakim wspomina kanadyjska ekipa stojąca za testowanym na naszych łamach przewodzie Luna Cables Rouge USB. Wróćmy jednak na Bali. Aktualna oferta Vermöuth Audio obejmuje pięć, lub sześć (w zależności od podziału) linii firmowo konfekcjonowanych, oraz dostępnych na metry (tzw. bulk) przewodów audio, trzy modele podstawkowych kolumn, minimalistyczny wzmacniacz zintegrowany, pełną paletę wtyków własnej produkcji a nawet stopki antywibracyjne i … przetwornik, znaczy się głośnik średnio-niskotonowy. Uczciwie trzeba przyznać, że to całkiem sporo, jak na jednoosobową (!!!) manufakturę. Warto też nadmienić, iż ceny podstawowych kabli głośnikowych, czyli modelu Serenade zaczynają się od …64$ za 1,8m kpl. a kończą na 1 520$ za będącym tematem niniejszej recenzji Referencem XLR, czyli zarówno początkujący, jaki doświadczony miłośnik dobrego brzmienia powinien znaleźć coś dla siebie.

Choć w przypadku Reference’ow obracamy się jeszcze na całkiem akceptowalnych, jak na audiofilskie standardy, pułapach cenowych, to sięgając po nie doświadczamy czegoś w rodzaju nader przyjemnego zaskoczenia przeradzającego się w pełni fizyczne poczucie, iż rzeczywiście mamy do czynienia z pełnokrwistymi, iście high-endowymi produktami, gdyż postrzegana wartość tytułowych przewodów zdecydowanie przekracza to, do czego zdążyła przyzwyczaić nas podobnie wyceniona konkurencja. Własnej produkcji, fenomenalne carbonowe korpusy wtyków, pozornie skromne i nieabsorbujące wizualnie opalizujące białe koszulki z dodatkowo naciągniętą ażurową czarną siateczką dają wyśmienity rezultat wzorniczy. Zero krzykliwości, zero usilnych prób złapania potencjalnego klienta za oko, za to skromnie, ale z klasą.
Dokonując czysto wirtualnej wiwisekcji wewnątrz indonezyjskich przewodów znajdziemy wiązki przewodów z miedzi UPOCC o zróżnicowanych średnicach i przekrojach w teflonowej izolacji, na którą nanoszone są kolejne powłoki PVC. Przykładowo w interkonekcie RCA mamy dwa przewody – jeden o przekroju 0,405 mm2 składający się z jednej żyły 0,28, ośmiu 0,165 i dwudziestu dwóch żył 0,10 i drugi, tym razem o przekroju prostokątnym (0,332 mm2). Dodatkową izolację stanowią separujące poszczególne żyły rurki PE wypełnione powietrzem. Całość jest następnie owijana taśmą PTFE, ekranem aluminiowo-mylarowo-miedzianym, plecionką z miedzi OCC, ponownie taśmą PTFE i płaszczem z PVC i dopiero taki „wrap” przyodziewany jest w zewnętrzny peszel.
Z kolei sama, wykonywana na obrabiarkach CNC, konfekcja to już zupełnie inny rozdział. Przykładowo w XLR-ach wtyki mają piny z miedzi tellurycznej pokrytej bezpośrednio rodem,  zakręcane RCA wykonano podobnie. Tak, dobrze się Państwo domyślają – to dokładnie ta sama jakość co w topowych Furutechach, czy Oyaide, więc już sam know-how i wkład materiałowy sprawiły, że do właściwych odsłuchów podchodziłem z niezwykle wygórowanymi oczekiwaniami.

Skoro już wspomniałem o oczekiwaniach, to i punkt odniesienia wydaje się nie bez znaczenia, wiec … proszę tylko zerknąć na dopiero co przez nas testowane jubileuszowe Siltechy Crown Princess & Prince 35 Anniversary a wszystko powinno stać się jasne. Krótko mówiąc tzw. zaistniałe okoliczności nie tylko Vermöuthom życia nie ułatwiły, co wręcz niejako już na samym starcie wymusiły granie na przysłowiową setkę, czyli ile tyko fabryka dała. Oczywiście pierwszy tydzień przeznaczyliśmy na obowiązkowa akomodację i ułożenie się w systemie, jednak nawet wyjęte prosto z pudełek i jedynie wstępnie wygrzane przez producenta „Indonezyjki” od pierwszych taktów ochoczo zakasały rękawy i wzięły się za robotę, dając nam jasny sygnał, iż zdają sobie sprawę z powagi sytuacji.
Niejako na wstępie chciałbym jedynie nadmienić, że mając do dyspozycji tytułowe łączówki zarówno w wersji RCA, jak XLR, oraz wyposażony w stosowne przyłącza mój dyżurny system już na etapie rozgrzewki doszedłem do wniosku, iż oba przewody charakteryzują się dokładnie takim samym brzmieniem, natomiast ewentualne różnice wnikają li tylko z tego, że zarówno Ayon CD-35, jak i Bryston 4B³ uparcie lepiej grają w połączeniu zbalansowanym. Dlatego też dalsze roszady ograniczyłem do toru analogowego, gdzie Vermöuthy RCA mierzyły się z Tellurium Q Silver Diamond.
No to najwyższy czas w końcu napisać jak Reference’y tak naprawdę grają, a grają na pierwszy rzut ucha wprost urzekająco. Wpinamy je w tor, włączamy ulubioną muzykę i zaczynamy się ciężko zastanawiać jak to możliwe, że po pierwsze do tej pory nie mieliśmy przyjemności z Vermöuthami a po drugie, że dawno nie spotkaliśmy się z tak fenomenalną relacją jakość/cena. Przesiadka z droższej konkurencji nic a nic nie boli, nie słychać, żebyśmy musieli godzić się na jakiekolwiek kompromisy i cieszyć się z jakiegoś aspektu kosztem innego. Tutaj wszystko jest na swoim miejscu i w dodatku w wyśmienitej jakości. Począwszy od oniryczno – cold wave’owego albumu „Migawka” Meli Koteluk, gdzie naturalne instrumentarium nader udanie przeplata się z elektronicznymi plamami utkanymi na konsolecie, a głos wokalistki swobodnie wędruje na wirtualnej scenie, skończywszy na czerpiącym pełnymi garściami z dobrodziejstw sporego aparatu orkiestrowego wydawnictwie „Symphonica” George’a Michaela. Dwa diametralnie inne światy, dwie zupełnie inne estetyki a nawet światy, bo z jednej dość skupiona w centrum kadru rodzima produkcja a z drugiej typowo symfoniczny rozmach, budzące respekt „teatralne” przestrzenie i konieczność oddania tak akustyki, jak i fizycznej obecności Michaela na scenie, o publiczności nie wspominając. Tymczasem Vermöuthy z zaskakująca łatwością i całkiem naturalnie spajały poszczególne elementy tej muzycznej układanki w nierozerwalną, koherentną całość a jednocześnie nie powodowały jej stężenia – nie blokowały możliwości wglądu do jej wnętrza i śledzenia poszczególnych partii. Zgodnie ze słowami samego Hendri’ego Reference’y „zostały tak zaprojektowane, by odtwarzać w najbardziej neutralny i możliwie wierny sposób to, co zostało zarejestrowane w studiu.” Co ciekawe nikt w firmie nie uważa, że ma wyłączność na jedynie słuszną prawdę, więc i owa neutralność, to pojęcie czysto subiektywne, dlatego też od razu dodają, iż dla Nich ww. pojęcie opiera się przede wszystkim na … muzykalności. I to jest właściwie najlepsza definicja topowych Vermöuthów. Mamy bowiem soczystość barw, niczym nieskrępowaną dynamikę zbudowaną nie tylko na sprężystym, nisko schodzącym basie ale i odpowiedniej energii średnicy, co jednak ciekawe bez sztucznego pompowania dźwięku delikatnym podbiciem przełomu średnicy i basu. Są przy tym bardziej wysycone od Tellurium Q Statement a jednocześnie mniej „hollywoodzko” spektakularne od Cardasów Clear Reflection XLR . Podobnie jest z wyższą częścią reprodukowanego pasma – intensywny, pulsujący życiem środek przechodzi w równie żywiołową górę i jeśli komuś w tym momencie zapala się pomarańczowa lampka, że mogą być problemy, to od razu uspokajam, że będą … o ile tylko system jest błędnie skonfigurowany i sam z siebie sypie ordynarnie podkreślonymi sybilantami. W przeciwnym, tak jak napisałem, wypadku góra będzie intensywna, rozświetlona, ale i wyrafinowana, a przy tym krystalicznie czysta, w związku z powyższym, czy to szeleszcząca na „Little French Songs” Carla Bruni, czy też drące się w niebogłosy Heidi Shepherd i Carla Harvey na „Lilith” Butcher Babies będą brzmiały … naturalnie. Ich głosy zostaną podane blisko, niejako zmaterializują się w naszej odsłuchowej przestrzeni, a my wreszcie poczujemy jak to jest, gdy ulubiony artysta jest na wyciągnięcie ręki.

Mamy zatem do czynienia z niezwykle oryginalnym a zarazem organicznym zespoleniem mocy i wyrafinowania. Śmiało można uznać, iż interkonekty Vermöuth Audio Reference są tym wśród audiofilskiej metalurgii, czym pochodząca nomen omen z Indonezji kawa Kopi luwak (i bynajmniej nie chodzi o nad wyraz istotny udział niejakiego Łaskuna muzanga (Paradoxurus hermaphroditus) w procesie jej pozyskiwania) dla złotouchych smakoszy, z tą tylko różnicą, że za zdecydowanie mniej zaporową cenę i zamiast być łagodniejszymi od pozostałych gatunków kawy, znaczy się innych przewodów, są urzekająco muzykalne, intensywne a zarazem rozdzielcze. Ale zaraz, skoro Vermöuthy są takie wyjątkowe pod względem brzmieniowym a jednocześnie zdecydowanie mniej drenują kieszeń wymagających nabywców, to może jednak nie są synonimem Kopi luwak, lecz nadal pozostając w segmencie speciality, pochodzącą z najlepszych panamskich plantacji odmianą Geisha o kwiatowo-brzoskwiniowych nutach? Nie czas jednak i nie miejsce na dywagacje natury kulinarnej, lecz odkąd ze względu na ciśnienie z bólem serca musiałem ograniczyć spożycie ww. płynnych delicji z ośmiu espresso doppio dziennie do jednego … tygodniowo, uwielbiam tego typu eksploracje a kontakt z przewodami Vermöuth Audio nie dość, że okazał się nad wyraz udany, to w dodatku nie mając żadnych skutków ubocznych pozawalał na praktycznie nielimitowaną ich „nauszną konsumpcję”.
Krótko mówiąc moja gorąca rekomendacja i delikatna wskazówka dla wszystkich tych, dla których High-End kojarzy się z najwyższą jakością dźwięku i wykonania a nie sztucznie pompowanymi cenami. Jeśli jeszcze nie mieliście Państwo przyjemności ze specjałami autorstwa Hendri’ego Ramli, to lepiej jak najszybciej nadróbcie zaległości, bo coś czuję w kościach, że lada moment będzie o nich naprawdę głośno.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature)
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Dynaudio Contour 30
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Audiomica Laboratory Pebble Consequence USB; Fidata HFU2
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasiilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3

Opinia 2

W dzisiejszych czasach oczywistym jest, iż umiejętne wykorzystywanie internetu jawi się jako jeden z ważniejszych elementów promocji prowadzonego biznesu. Przecież każdy, nie przebierając w słowach „głupek” wie, że dzięki niemu przynajmniej w teorii, wielki świat dla każdego z nas stoi otworem. Niestety, jak wspomniałem, to jest jedynie ogólna teoria, gdyż często wydawałoby się oczywista oczywistość, czyli z pozoru proste brylowanie w necie w poszukiwaniu zainteresowania potencjalnych klientów, bez względu na włożone wysiłki nie przynosi spodziewanych efektów. Czas mija, a mimo wkładania w taką działalność sporego wysiłku, na naszym froncie nic specjalnego się nie dzieje. Owszem, drobne postępy są zauważalne, ale na przełom zazwyczaj trzeba trochę poczekać. Jaki cel ma powyższy wywód? Otóż bardzo prosty. Od początku naszej zabawy w prowadzenie opiniotwórczego portalu o tematyce audio walczyliśmy jak lwy o jak największy rozgłos w tak zwanym audiofilskim świecie. I gdy już od dość dawna mamy sporą rzeszę zagranicznych czytelników, to dopiero ostatnimi czasy udaje nam się nawiązywać kontakty z pozbawionymi przedstawicielstw w naszym kraju (przynajmniej do momentu testu) producentami. O kogo chodzi? Pierwszym była niemiecka marka VIABLUE, zaś kolejnym, jest nasz dzisiejszy punkt zainteresowań. Czyli? Otóż miło mi poinformować, iż w ostatnim czasie udało nam się dogadać temat z indonezyjskim producentem okablowania Vermöuth Audio, który na pierwszy recenzencki ogień własnym sumptem wystawił do walki dwa kable sygnałowe z topowej serii Reference i to zarówno w wersji RCA, jak i XLR.

Idąc za uzyskanymi od producenta informacjami wsad materiałowy, czyli w tym przypadku miedź UPOCC zaimplementowano według własnej specyfikacji. Mianowicie mamy do czynienia z plecionką wielu cienkich drucików o różnej średnicy i przekroju. Te zaś ubrano w kilka warstw teflonu, a z zewnątrz przystrojono w przyjaźnie odbieraną przez nasze organy zarządzania wizją, przełamaną krzyżującymi się cienkimi czarnym paskami, białą plecionkę. Ale to dopiero początek wizualnej orgii. Otóż drogą przyciągania naszego wzroku podążają również wykorzystujące w swej zewnętrznej warstwie włókno węglowe wtyki RCA i XLR. Jeśli chodzi o sprawy ewentualnego pozycjonowania konstrukcji z serii Reference za szafką ze sprzętem audio, dla ewentualnych zainteresowanych mam dobrą wiadomość. Może nie przelewają się przez palce jak rozgotowane spaghetti, ale nie są również bardzo sztywne, co według mnie nikomu nie sprawi problemów aplikacyjnych w nawet najcięższych „zaszafkowych” warunkach. Na koniec tego akapitu ostatnia ważna informacja. Nie wiem, czy się zdziwicie, czy nie, ale znając mocno rozwinięty rynek podróbek producent w dbałości o potencjalnego klienta do swoich kabli dostarcza stosowny certyfikat oryginalności Do tego kontynuując temat wzrokowego lokowania produktu każdą z żył z osobna (plus i minus) umieszcza w nadającym produktowi posmaku wykwintności lnianym woreczku, a na koniec całe sygnałowe puzzle pakuje do stosownych kartonowych pudełek.

Ok. Znacie historię pojawienia się kabli sygnałowych Vermöuth Audio na naszym portalu. Zapoznaliście się z grubsza z ich budową i wyglądem. Zatem przyszedł czas na kilka zdań o wartościach sonicznych. A zapewniam, te biorąc pod uwagę ich cenę, są nader ciekawe, a pokusiłbym się o stwierdzenie, że nawet zjawiskowe. Dlaczego? Otóż w pewnym sensie łączą trochę wodę z ogniem. O co chodzi? Zazwyczaj, gdy dodajemy przekazowi muzycznemu odrobinę soczystości, natychmiast cierpią na tym wysokie tony. To naturalnie jest mniej odczuwalne w miarę wspinania się po szczebelkach hierarchii jakości danej marki, ale niestety zazwyczaj owa równowaga osiągana jest na zbyt wysokich poziomach cenowych dla zwykłego Kowalskiego. Tymczasem w przypadku ocenianych kabli Vermöuth Audio mamy do czynienia ze stosunkowo tanimi w zderzeniu z najlepszymi na rynku konstrukcjami. O dziwo zwiększenie masy dźwięku nie powoduje uczucia utraty oddechu słuchanej muzyki. Pojawia się niezbędne do odpowiedniego pozycjonowania przekazu w zakresie soczystości na przełomie środka z basem wypełnienie, ale nadal przy pełnej współpracy z witalnymi wysokimi tonami. Prezentacja zyskuje na ogólnej energii wybrzmiewania, nie tracąc przy tym nic a nic z tak ważnej dla każdego rodzaju muzyki lekkości jej podania. Nic nie wychodzi przed szereg w poszukaniu poklasku, a jedynie nasączone jest dźwięcznymi alikwotami, a to potrafią tylko nieliczni. Każda, dosłownie każda, płyta od ciężkiego rocka lat siedemdziesiątych do uduchowionego Baroku swoją napowietrzoną prezentacją sprawiały, że chciało się wysłuchać jej do samego końca. I nie było znaczenia, czy w napędzie lądował dość niedawno wydany folk-metal spod znaku Svansevit Schuttenbach, czy profesor muzyki dawnej Jordi Savall, za sprawą przepuszczenia sygnału audio przez tytułowe druty od źródła po końcówkę mocy muzykę śmiało można było określić jako kojącą moje stargane życiem ego audiofila. Pracujące w dolnych i środkowych rejestrach instrumenty odwdzięczały się odpowiednią majestatycznością, ale z zarezerwowanym dla ich czytelności pakietem informacji, Zaś wszytko co działo się na górze, mimo wspomnianego rozświetlenia sceny ani razu, posługując się nomenklaturą fotograficzną, nie doprowadziło do tak zwanego przepalenia kadru. Wszystko zadziwiająco trafiało w punkt. Słodzę? Bynajmniej. Owszem, dla miłośników szybkości, postawienie na dodatkową masę może powodować delikatne zwolnienie tempa narastania sygnału, ale pamiętajcie, ja w pakiecie startowym mam wpisane dobre wysycenie, a mimo to uwzględniając powyższe nic a nic strasznego się nie stało. Ot, muza nabrała dodatkowej, często oczekiwanej dostojności. I tyle.

Chciałbym, żebyście mnie dobrze odebrali. Tytułowe kable nie są może przysłowiowym ósmym cudem świata, tylko zaskakująco ciekawą ofertą na swoim, dumpingowo nieadekwatnym do oferowanych walorów sonicznych, pułapie cenowym. A czy się wpiszą w daną układankę, zależeć będzie od wielu czynników. Jakich? To zależy. Ja jedno mogę powiedzieć na pewno. U mnie, czyli w już wysyconym zestawie, nie miałem najmniejszych problemów z utrzymaniem brzmienia na zjawiskowym, bo gęstym, ale przy tym swobodnie zrealizowanym w moim pokoju w zakresie szerokości i głębokości wirtualnej sceny muzycznej poziomie. To zaś sugeruje, że potencjalna porażka jest możliwa jedynie w przypadku wcześniejszej całkowitej ignorancji poziomu wysycenia zestawu przez potencjalnego właściciela. Jeśli nie przekroczyliście zdroworozsądkowego punktu „G” muzykalności swojej układanki, seria okablowania Reference marki Vermöuth Audio ma bardzo duże szanse na wyparcie z zestawu dotychczasowych, konkurencyjnych łączówek. Jest tylko jedna bariera. Jaka? Musicie osobiście się z nimi zmierzyć. Ja nakreśliłem ich walory, a Wam pozostało tylko to potwierdzić.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0, przetwornik D/A Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond, Statement
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Producent: Vermöuth Audio
Ceny
Vermöuth Reference RCA: 850$ /1m kpl. + 160$ za dodatkowe 0,25m (kpl.)
Vermöuth Reference XLR: 1 520$ /1m kpl. + 275$ za dodatkowe 0,25m (kpl.)

Pobierz jako PDF