1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Wzmacniacze
  8. >
  9. Gryphon Audio Helios

Gryphon Audio Helios

Opinia 1

Wszyscy wiemy, że konsekwentny rozwój technologii nieubłaganie obliguje producentów do unowocześniania swojej oferty. Problem jednak w tym, że wspomniany progres nie zawsze jest głównym motorem takiego postępowania przez niektóre podmioty. Mam na myśli oczywiście tylko w teorii w imię wspomnianego rozwoju ostatnio modne, częste, jedynie kuszenie klientów wprowadzaniem zmian li tylko w kwestii wyglądu zewnętrznego i ewentualne dodawanie całkowicie zbędnych dla użytkownika funkcji. Na szczęście nie jest to standardem, co udowadnia będąca tematem naszego spotkania duńska marka Gryphon Audio. Można ją lubić lub nie, ale nie można jej zarzucić, że kolokwialnie mówiąc „miesza” w ofercie w imię zysku opartego na bazie wprowadzania w urządzeniach kosmetycznych poprawek. Jeśli już zabiera głos w formie nowości, to tylko wówczas, gdy ma do zaoferowania coś naprawdę innego, czyli bardziej zaawansowanego technicznie i z tego powodu lepszego. To oczywiście ma swoje konsekwencje w postaci rzadkich zmian w cenniku, ale zapewniam, straty finansowe są niewielkie, za to dla wielu osobników parających się muzyką na zaawansowanym poziomie takie podejście do tematu jest gwarantem solidności marki, a w konsekwencji bardzo dużego zaufania do niej. I z takim przykładem zderzymy się dzisiaj. Chodzi o zmianę warty na drugim od góry w portfolio Duńczyków poziomie elektroniki. Otóż po wielu latach egzystencji przedwzmacniacza liniowego Pandora, którego przez kilka lat sam byłem szczęśliwym użytkownikiem, jego miejsce zastąpiła dostarczona do nas przez łódzki Audiofast nowa konstrukcja zarządzająca rozbudowanym systemem audio Gryphon Audio Helios. Także dzielona, jednak biorąc pod uwagę stabilność emocjonalną mocodawców brandu w kwestii jakichkolwiek zmian na 100% wykorzystująca dostępne obecnie nowocześniejsze rozwiązania techniczne, co powinno pozytywnie przełożyć się na dźwięk. Jak wypadła, naturalnie wyjaśni się w dalszej części tekstu.

Obie konstrukcje Gryphona w teorii są nierozłącznym kompletem. Jednak tylko w teorii, bowiem z uwagi na fakt przystosowania obsługi przez PSU jednocześnie także innych komponentów tej serii – podobnej wielkości pełnoprawnego przetwornika D/A lub phonostage’a – każdy z komponentów można nabyć z osobna. To ważne posuniecie, gdyż pozwala uniknąć zbędnego powielania sporych gabarytowo urządzeń w rozbudowanym na bazie tej marki systemie, co jest wielką zmorą wielu z nas. Wracając do kwestii traktowania Heliosa jako potencjalnego kompletu naturalną rzeczą jest fakt spakowania obu części w bliźniacze obudowy. Spore rozmiarowo, bo dość wysokie, szerokie i głębokie a do tego ciężkie, za to bardzo ciekawe wzorniczo. Mamy bowiem do czynienia z płaskimi prostopadłościanami, w których w wykorzystujące grube płaty aluminium awersy wkomponowano wyglądające przyjemnie dla oka, wcinające się lekko na górną połać skrzynki, wykonane ze szkła, skrywające wyświetlacz, diody informacyjne i sensoryczny przycisk startu urządzenia, swoiste kliny. Myślicie, że to nazbyt bogata w detale szata? Bynajmniej, w realu jest dokładnie odwrotnie, co na szybko możecie zweryfikować zapoznając się z serią załączonych zdjęć. Moim zdaniem jest bardzo dobrze. Jeśli chodzi o wyposażenie każdego elementu, w przypadku zasilacza z racji zaprojektowania układów elektrycznych jako dual-mono mamy do czynienia z dwoma gniazdami zasilania IEC, pięcioma wielopinowymi gniazdami łączącymi zasilacz z modułem sterującym lub dodatkowym urządzeniem współpracującym oraz zacisk uziemienia. Co ciekawe, dwa główne włączniki nieco ukryto, gdyż zorientowano je tuż przy froncie od sporu urządzenia. Ale myślę, że jest to przemyślane, gdyż w momencie planowanego dłuższego „postoju” elektroniki i utrudnionego dostępu do tylnego panelu, możliwość wyłączenia jej od awersu jest w pełni zrozumiałym i nie oszukujmy się dużym ułatwieniem. Przybliżając wyposażenie tak zwanej „centralki” śmiało mogę powiedzieć, że jest na bogato. A to oznacza serię wejściowych i wyjściowych gniazd analogowych w wersji XLR i RCA, 3 bliźniacze terminale łączące pre z PSU, dwa gniazda trybu Green Bias, zacisk masy oraz kilka wejść typu Jack jako opcja startu pełnego kompletu Gryphona za pomocą jednego dotknięcia pilota. Fajnym dodatkiem w „liniówce” jest także możliwość zaaplikowania w niej przedwzmacniacza gramofonowego i przetwornika cyfrowo-analogowego w formie modułów wpinanych od strony pleców. To oczywiście mniej zaawansowane technicznie konstrukcje od pełnoprawnych urządzeń w osobnych obudowach, ale na tyle udane brzmieniowo, że inżynierowie z Danii postanowili dać użytkownikowi możliwość wyboru dodatkowych komponentów w łatwiejszej do użycia formie. Całość testowanego kompletu standardowo wieńczy nieprzeładowany manipulatorami, bo dedykowany jedynie przedwzmacniaczowi, a przez to bardzo czytelny pilot zdalnego sterowania.

Gdy dobrnęliśmy do akapitu opisującego brzmienie testowanej konstrukcji, każdemu z Was zapewne z automatu formują się w myślach co najmniej trzy zasadnicze pytania. Czy nasz bohater wpłynął na mój system? Jeśli tak, czy pokazał inną stronę jego brzmienia w odniesieniu do niegdyś posiadanej Pandory i obecnie Commandera spod tego samego znaku co on? I gdy odpowiedź będzie twierdząca, w jaką stronę podryfowały zmiany. Na szczęście elektronikę tej marki z uwagi na wieloletnie wspinanie się po drabince jakościowej szerokiej oferty Gryphona znam od tak zwanej podszewki, dlatego też odpowiedź na przytoczone pytania nie sprawi mi najmniejszego trudu. Opinię na dwa pierwsze sformułuję w jednym zdaniu i będzie banalna. Tak, aplikacja Heliosa natychmiast pokazała jego pojawianie się w torze, a dotychczasowe brzmienie w nieco innym, aniżeli dotychczas znanym mi świetle. Niestety odnosząc się do trzeciego pytania garść informacji będzie nieco dłuższa, gdyż nie tylko jest interesująca, ale w pełni warta poświęcenia oferowanym aspektom brzmienia większej uwagi. Otóż tytułowy przedwzmacniacz swoją ofertą soniczną w moim odczuciu uplasował się pomiędzy spadającą z oferty Pandorą, a topowym Commanderem. To zaś oznacza lekkie odejście od pokazywania świata muzyki zawsze z pięknej, dobrze kontrolowanej, ale raczej krągłej i płynnej, za to pokazującej znakomitą głębię wydarzeń scenicznych strony tej pierwszej, na rzecz mocnego uderzenia zwartym, wyraźnie rysującym źródła pozorne pakietem wielobarwnej energii tego drugiego. Jednak gdybym miał ocenić głębokość korekty zmian, powiedziałbym, iż temat dzisiejszego spotkania ze swoim sposobem na muzykę plasuje się mniej więcej po środku będących punktami odniesienia produktów. Czyli w stosunku do Pandory oznacza to znacznie lepsze serwowanie ataku oraz solidniejsze zwarcie energii z nastawieniem na hołubienie utrzymania drive’u. Zaś zderzając go z Commanderem Helios oferuje mniejszą wagę dźwięku w rozumieniu uderzenia krągłym impulsem i z uwagi na mniejszą soczystość prezentacji delikatnie skromniejszą jej wielobarwność i lotność. Ogólnie czerpie coś z każdej zestawionej z nim konstrukcji, ale finalnie stawia na nieco inne aspekty, bo jest szybszy od poprzedniczki, ale nieco mniej energetyczny od flagowca. Czy to źle? Naturalnie nie gdyż właśnie po to, czyli jako nowa opcja brzmienia spod znaku Gryphona został powołany do przysłowiowego „życia”. Życia niosącego ze sobą z jednej strony bezkresne pokłady ekspresji w oddawaniu realiów agresji muzyki, a z drugiej jej intymności, ale bez popadania w zbytnią melancholijność. Gdybym pomagając zrozumieć ruch producenta miał w skrócie określić wprowadzane przez Heliosa zmiany na tle jego poprzedniczki, powiedziałbym, że to świetnie zaaplikowany, zastrzyk bardzo dobrze odbieranej przez każdy rodzaju muzyki adrenaliny. Raz szybkiej, innym razem za sprawą wirtualnego skrócenia dystansu od słuchacza o dwa rzędy do artystów zbliżającej nas do realiów sesji nagraniowej, ale za każdym razem ciekawie odbieranej.
A ciekawie choćby z tego powodu, że ostra i nie do końca świetna w realizacji rockowa batalia grupy Black Sabbath w materiale „Vol. 4” w najmniejszym stopniu nie przeistoczyła się w bolesną, bo kakofoniczną kawalkadę dźwiękową, tylko mocniej wyrażoną artystyczną myśl muzyków. To oczywiście zasługa utrzymania dobrej wagi przekazu, która za sprawą poprawionego w domenie szybkości ataku, a co za tym idzie timingu wizualizowania wirtualnej sceny pozwoliła mi znacznie realniej wejść w ten materiał. Mocny od strony uderzenia dźwiękiem, ale też niegubiący ogólnej krągłości popisującego się w danym momencie instrumentarium, co dla rocka jest być albo nie być w prawidłowym odbiorze zapisanego w jego kodzie DNA buntu.
Jak na tym tle wypadł drugi biegun muzycznych opowieści, czyli często wspominany przeze mnie jazz, tym razem w postaci najnowszej płyty Adam Bałdych European Quartet „Endless”? Owszem, czuć było w powietrzu powiew szybkości i większej czytelności kreowania muzyki. Jednak to zaowocowało pokazaniem większej ilości nadal przyjemnie podanych informacji, a dzięki lekkiemu przybliżeniu słuchacza do wirtualnej sceny mocniejszym uczuciem namacalności tego scenicznego wydarzenia. W teorii zmniejszenie soczystości powinno zaszkodzić realności odbioru, jednak w tym miejscu do głosu doszły rzeczy związane z otwartością projekcji, co w pełni zrekompensowało drobne, a przez nieburzące równowagi tonalnej zmiany na poziomie wagi dźwięku. Najzwyczajniej w świecie było nieco inaczej, a do tego w wielu miejscach lepiej, co bez dwóch zdań udowodniło sensowność wprowadzania Heliosa do oferty.

Komu poleciłbym najnowszy przedwzmacniacz z Danii? Po pierwsze wszystkim lubiącym neutralność prezentacji. Ale neutralność z lekkim wskazaniem na dobrze rozumianą płynność, przy mocnej dbałości o drive muzyki. W tych aspektach Helios wręcz bryluje. Ale to nie jedyna dedykacja, gdyż sądzę, iż nasz bohater bez najmniejszych problemów odnajdzie się także w zestawach solidnie osadzonych w masie. Tchnie w nie odrobinę świeżości, ale nie zapomni o odpowiednim dociążeniu i pokolorowaniu danego materiału. A jak z systemami cierpiącymi na przysłowiową anoreksję? Cóż, ręki na przysłowiowy pieniek nie położę, ale jestem dziwnie spokojny, że jeśli z toru wypchnie jakiegoś „suchotnika”, nagle świat muzyki pokaże się Wam ze znacznie ludzkiej strony, Znam ofertę Gryphona i wiem, że oczywiście w różnym stopniu, ale zawsze stara się dotrzeć do głębi oddziaływania na nasze zmysły. Dlatego też jedyną przeszkodą zawitania przezeń w Waszych systemach jest, jaką postawicie mu tamę w postaci posiadanych systemów i potencjalnych oczekiwań. Niestety, aby się o tym przekonać, musicie zaprosić go do swojego ogródka.

Jacek Pazio

Opinia 2

O ile, przynajmniej wg. zachowanych zapisków, otwarcie puszki Pandory potrafiło spowodować niezłe zamieszanie a z kolei aplikacja Commandera oznaczała przekazanie mu pełnego dowództwa, to przynajmniej trzymając się nomenklaturowo-mitologicznych analogii po Heliosie powinniśmy spodziewać się co najmniej … oświecenia. Przy czym jednostki permanentnie wpatrzone w ekrany smartfonów uprasza się o wzmożoną czujność na pasach z uwagi na możliwość przejazdu złotego rydwanu. Tyle niezobowiązujących dywagacji przedstawiciela pokolenia wychowanego na twórczości Jana Parandowskiego a zarazem pora na nieco poważniejsze zaanonsowanie bohatera naszego dzisiejszego spotkania. Panie i Panowie, oto „pierwsze urządzenie elektroniki użytkowej Gryphon Audio Designs otwierające nowy etap stylistyczny marki”, czyli … (i tu w tle powinny odezwać się werble, bądź za mikrofonem powinien zasiąść Michael Buffer) przedwzmacniacz liniowy Gryphon Audio Helios.

Skoro mamy do czynienia z tzw. ofertą środka nie powinien dziwić fakt, iż pod względem gabarytów Helios nieco przerasta Pandorę a jednocześnie jest zdecydowanie mniej absorbujący od Commandera. Oczywiście, zgodnie z rodową tradycją, nadal mamy do czynienia z dwuelementowym tworem, z którego jeden korpus wypełniają układy zasilania a drugi dedykowane sygnałom audio. Z czysto kronikarskiego obowiązku przypomnę tylko, że wzorem tak protoplasty, jak i ww. flagowca do zasilania naszego gościa potrzeba dwóch przewodów. Całe szczęście nie 20 a 16A, więc wystarczy zaopatrzyć się w dwie takie same sieciówki. Oba, utrzymane w stylistyce „Nordic Noir” korpusy zachwycają przełamaną trapezoidalnymi chroniącymi 4,3-calowy, pojemnościowy ekran dotykowy TFT wstawkami z hartowanego szkła monolitycznością anodowanych na czarno iście pancernych aluminiowych płyt. I tu miły akcent, bowiem przy ustawieniu jednostki sygnałowej na zasilaczu owe wcięcia harmonicznie przechodzą jedno w drugie tworząc optycznie spójny „klin”. Z racji przydzielonych funkcji moduł sygnałowy oprócz obecnego również w zasilaczu podświetlanego krwistoczerwonego logotypu i oznaczenia modelu informuje również o wybranym źródle, sile wzmocnienia oraz ułatwia nawigację po menu.
Jeśli chodzi o rewersy, to w zasilaczu do dyspozycji mamy wspomniane dwa, zintegrowane z komorami bezpieczników (T500mA / 250V), gniazda zasilające IEC C14 oraz dodatkowy zacisk uziemienia. Magistrala zasilająca obejmuje cztery wielopinowe złącza uzupełnione o centralnie umieszczony interfejs kontrolny. Rzut oka na plecy sekcji sygnałowej jasno daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z w pełni symetryczną architektura dual mono. Centrum zajmują dwa sloty na opcjonalne moduły DAC3 i PS3 (MM/MC) a pod nimi rozmieszczono interfejsy green bias, wejście na zewnętrzny czujnik IR, port USB do przyszłych upgrade’ów, przelotki triggera oraz analogiczne do zasilacza gniazda magistrali zasilającej. Z kolei okupująca obie flanki sekcja analogowa obejmuje po trzy wejścia XLR, dwa RCA i wyjścia – dwa XLR i pojedyncze RCA. Wszystkie pozłacane. Na wyposażeniu nie zabrakło stosownego i równie pancernego co same urządzenia pilota zdalnego sterowania.
Z kolei w ujęciu anatomicznym wygląda na to, że w projektanci Heliosa pod dowództwem Tom Møller mogli się wykazać, czy wręcz wyszaleć, gdyż przykładowo w sekcji zasilania znajdziemy dwa (po jednym na kanał) 65VA transformatory toroidalne współpracujące z imponującą baterią kondensatorów – 83 000 μF na kanał, przy czym zasilanie sekcji cyfrowych i analogowych dla każdego kanału również rozdzielono. Zastosowane czterowarstwowe płytki drukowane posiadają ścieżki o grubości do 70 µm.
Jak już zdążyłem wspomnieć Helios jest urządzeniem o w pełni symetrycznej architekturze dual mono pracującym bez globalnego ujemnego sprzężenia zwrotnego w czystej klasie A począwszy od bufora wejściowego po ultra – szybki stopień prądowy. Za regulację głośności odpowiada sterowany mikroprocesorowo, 85-stopniowy tłumik przekaźnikowy z precyzyjnymi rezystorami oraz przekaźnikami o ultra – niskiej pojemności.

A jak najnowsza odsłona duńskiej myśli technicznej wypada brzmieniowo? Otóż w telegraficznym skrócie śmiało można uznać, iż nad wyraz zgodnie ze swoim „odmłodzonym” i zarazem nieco surowszym od poprzednich generacji designem. Chociaż nie do końca, bowiem pamiętam czasy, gdy elektronice Gryphona przypisywano „analityczne ciągoty” i swoistą bezwzględność tak dla błędów realizacyjnych reprodukowanego materiału, jak i tych popełnionych podczas konfiguracji systemu. Ale nie uprzedzając faktów uczciwie trzeba przyznać, że Helios na tle swojego rodzeństwa wyróżnia się nie tylko aparycją, lecz również brzmieniem, bowiem o ile Pandora stawiała na gładkość, dyskrecję i koherencję przekazu dbając przy tym o przyjemną uchu dyskretną szczyptę słodyczy przy perfekcyjnej dbałości o konturowość źródeł pozornych a Commander dorzucał solidny zastrzyk energii i dosaturowywał przekaz oraz nadawał całości iście organicznej soczystości to nasz dzisiejszy gość pewne rzeczy robi po swojemu nieśmiało zerkając ku prehistorii. Nie oznacza to bynajmniej, że jego wpięcie w tor było niczym podmuch prosektoryjnego chłodu zza uchylonych drzwi na Oczki lecz raczej sprowadzenie roli przedwzmacniacza do jego podstawowej roli – regulacji wzmocnienia oraz wyboru i „elektrycznego” dopasowania źródeł do finalnego wzmocnienia. Koniec kropka. Dlatego też bezpośrednia przesiadka z Commandera z jednej strony obniżyła poziom eufonii a z drugiej niemalże całkowicie wyeliminowała może nie tyle samo urządzenie, komponent z toru co jego, urządzenia sygnaturę, gdyż w kategoriach bezwzględnych i poniekąd na potrzeby niniejszej recenzji z powodzeniem możemy uznać, iż tytułowy przedwzmacniacz takowej nie posiada. W związku z powyższym nikogo obeznanego z tematem nie powinien dziwić fakt, że stricte metaforycznie pozbawiony wszelkich zabiegów upiększających „Humanoid” Acceptu zabrzmiał jeszcze bardziej niepokojąco i apokaliptycznie. Mark Tornillo skrzypi i skrzeczy aż miło a ognistym riffom z jednej strony nie brakuje niemalże garażowej szorstkości, choć nie sposób odmówić im również wpadającej w ucho melodyjności. Generalnie chodzi o to, ze z Commanderem heavy-metalowe galopady stają się bardziej kąśliwe, absorbujące, gdyż trudno spokojnie zajmować się domowa krzątaniną, bądź innymi zadaniami natury koncepcyjnej, gdy niemalże mimowolnie podskakujemy przy każdym uderzeniu w blachy a jakiś wydziergany jegomość wydziera się nam tuż przy uchu. Tu Gryphon stawia sprawę jasno – chciałeś posłuchać muzyki, to siadaj na dupsku i słuchaj!
Co ciekawe równie apodyktyczną i bezkompromisową postawę „ponury Duńczyk” wykazuje przy zdecydowanie bardziej wyrafinowanym repertuarze. Przykładowo na mrocznym i przywodzącym na myśl misterium „Tomba Sonora” Stemmeklang i Kristin Bolstad odwzorowanie klimatu kamiennych katakumb, osiąga taką intensywność, że odsłuch ww. wydawnictwa nawet w upalne popołudnie nie niweluje wrażenia przenikającego do szpiku kości chłodu. I tu od razu pragnę zaznaczyć, iż ów chłód nie bierze się z bezduszności i desaturacji wprowadzanej przez przedwzmacniacz a jedynie z samego otoczenia w jakim zrealizowano nagranie a preamp Gryphona jedynie do owego źródła dociera i pełnię informacji o nim przekazuje. Warto również wspomnieć, iż pomimo jakichkolwiek zabiegów upiększających Helios ani nie odchudza przekazu, ani nie próbuje podnieść jego równowagi tonalnej, gdyż jeśli trzeba zapuścić się do samych piekieł, to nie ma z tym najmniejszego problemu, lecz sam z siebie nie wykazuje tendencji do podbijania i faworyzowania jakiegokolwiek z podzakresów. Doskonale słychać to na dość może nie tyle jasno, co wyraźnie akcentującej górę „Vapaa ja yksin” Chisu, gdzie zaburzenie ww. równowagi niejako z automatu sprawia, iż ów album staje się „niesłuchalny”. Tymczasem Gryphon sprowadził odsłuch do iście studyjnego poziomu, gdzie tak artykulacja, jak i siła emisji wokalu Christel Martiny Roosberg były niemalże tożsame z osobistym uczestnictwem w sesji nagraniowej.

Reasumując powyższe dywagacje nie pozostaje mi jedynie stwierdzić, że ekipa Gryphona zachowała się bardzo fair informując, iż Helios jest de facto przedstawicielem nowego pokolenia duńskich urządzeń. Dlatego też zabierając się za jego odsłuchy warto dać mu carte blanche i nie próbować patrzeć na niego z perspektywy starszego rodzeństwa, gdyż reprezentuje om zauważalnie odmienne podejście do tematu. O ile bowiem tak Pandora, jak i Commander swą obecność w torze zaznaczały i ukrywać jej nie zamierzały, tak Helios dąży ku możliwie bezwzględnej neutralności i transparentności. Dlatego też wpinając go w tor lepiej przygotować się na chwilę prawdy zarówno o posiadanym systemie, jak i wydawać by się mogło znanych na pamięć nagraniach.

Marcin Olszewski

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Audiofast
Producent: Gryphon Audio
Ceny:
Gryphon Audio Helios Mps: 119 200 PLN
Gryphon Audio Helios PSU 5: 82 600 PLN

Dane techniczne:
Wejścia: 3 pary XLR, 2 pary RCA
Wyjścia: 2 pary XLR, para RCA
Impedancja wejściowa: 25 kΩ (XLR); 12,5 kΩ (RCA)
Impedancja wyjściowa: 8 Ω
Pasmo przenoszenia: 0,1 Hz – 1,5 MHz (-3 dB)
Wzmocnienie: +18 dB
Zniekształcenia: THD + N: 0,003% (1 kHz, pasmo 10 Hz – 30 kHz, wyjście zbalansowane)
Maksymalny poziom sygnału wejściowego: 20 Vrms (XLR), 10 Vrms (RCA)
Pobór mocy:0,5 W (tryb czuwania), ok. 90 W (praca bez sygnału, z zainstalowanymi modułami PS3 i DAC3)
Wymiary (S x W x G)
Przedwzmacniacz: 47,5 × 17,3 × 36 cm
Zasilacz PSU 5: 47,5 × 17,3 × 36 cm
Waga
Przedwzmacniacz: 13,9 kg
Zasilacz: 13,9 kg

Pobierz jako PDF