Opinia 1
O tym, że świat w całym swym ogromie został zredukowany do „globalnej wioski” przekonujemy się za każdym razem, gdy zamawiając cokolwiek na popularnych platformach sprzedażowych czas dostawy liczony jest w dniach, bądź wręcz godzinach i tak na dobrą sprawę mało kto zwraca obecnie uwagę na taki drobiazg, jak miejsce/kraj nadania. Liczy się jedynie to, że kliknięty dziś przedmiot dotrze do nas pod same drzwi/do pobliskiego paczkomatu / punktu odbioru jeśli nie jutro, to na przestrzeni kolejnych kilku dni. Jak łatwo się domyślić pojęcie „lokalności” niejako automatycznie zostało przeniesione ze sprzedawcy/sklepu właśnie na ów przysłowiowy paczkomat. O ile jednak sektor przemysłowo-odzieżowy w takim modelu biznesowym świetnie się odnajduje, to już branża audio, poza wszelakiej maści akcesoriami i okablowaniem, nadal pozostaje wierna lokalnym salonom stacjonarnym, gdzie można nie tylko zaczerpnąć porady, bo tego typu konsultacje z powodzeniem można prowadzić online/telefonicznie, co chociażby wstępnie rzucić uchem na interesujące nas urządzenia i dokonać wstępnej selekcji przed dalszymi, już domowymi odsłuchami. Przesadzam? Cóż, jeśli ktoś jest w stanie korespondencyjnie określić brzmienie dowolnego urządzenia i niemalże w ciemno kliknąć „kup teraz” to jego sprawa, jednak z przynajmniej z naszego punktu widzenia przypadkowość konfiguracji i kierowanie się jedynie liczbą gwiazdek, ilością „%” w znanej tylko autorowi skali czy odciskami kończyn, bądź innych narządów finalnemu efektowi brzmieniowemu tak skonfigurowanego systemu niespecjalnie służy. Oczywiście, z reguły zakupiony w ten sposób towar można zwrócić, lecz w tym momencie zasadnym wydaje się pytanie kiedy taka spedycyjna żonglerka nam się znudzi i wyczerpani ciągłym odsyłaniem nietrafionych komponentów zdecydujemy się na coś, czego już wymieniać nie będziemy mieli siły i cierpliwości. Dlatego też, wyjście z własnej strefy komfortu i własnych czterech kątów w ramach „wycieczki krajoznawczej” do (niekoniecznie) pobliskiego salonu audio zazwyczaj okazuje się jedną z najprostszych i zarazem najskuteczniejszych metod na oszczędzenie tak czasu, jak i nerwów oraz rozczarowań. Warto zatem mieć rozeznanie zarówno w lokalizacji takowych przybytków, jak i oferowanego przez nich asortymentu, by planując mniej, bądź bardziej spontaniczną (zazwyczaj warto się z odpowiednim wyprzedzeniem zaanonsować i zdefiniować interesującą nas konfigurację), by nie tłuc kilometrów po próżnicy. I właśnie w ramach swoistego uaktualniania stołecznej mapy „atrakcji turystycznych” i „punktów widokowych” w miniony czwartek udaliśmy się do zlokalizowanego na obrzeżach Warszawy, na ul. Ostródzkiej 273/1 salonu Hi-Fi System, by wiedzeni rozbudzaną przez facebookowy anons ciekawością na własne oczy i uszy przekonać się jak urządziła się tam urzędująca ekipa.
Zanim jednak przejdziemy do dania głównego, które niczym w „’Allo ’Allo!” czekało na nas na pięterku w pokoju odsłuchowym pozwolę sobie jedynie nadmienić, iż parter stołecznego salonu pełni przede wszystkim funkcję ekspozycyjną, gdzie z bezliku kolumn i zajmującej ścienne półki elektroniki można wstępnie wybrać interesujące nas modele. A, że oprócz własnych marek (m.in. Raidho, Scansonic, Trigon) w ofercie ma również reprezentantów wytwórców znajdujących się pod opieką innych dystrybutorów, więc jest w czym wybierać tym bardziej, że począwszy od drobnicy (dedykowanych krasnoludkom Neatów) oferta sięga górnych pułapów High-Endu, czego dowodem są witające od progu wchodzących gości majestatyczne Utopie Focala i nie mniej absorbujące swą posturą niedawno u nas goszczące Raidho TD3.10.
A przechodząc do właściwego rekonesansu i dwudaniowej obiado-kolacji najwyższa pora przenieść się na górną kondygnację i właściwy 30-metrowy, dyskretnie zaadaptowany akustycznie pokój odsłuchowy, gdzie na potrzeby naszej wizyty skonfigurowano system składający się z plikograja EverSolo DMP-A6 Master Edition Gen 2, przetwornika cyfrowo-analogowego Chord Electronics Dave, dzielonej amplifikacji Accuphase – przedwzmacniacza C-2300 i pary pracujących w trybie mono końcówek mocy P-4600 i w pierwszym podejściu zjawiskowych, będących wspomnianymi we wstępniaku bohaterami facebookowego anonsu JBL-ami Summit Makalu Ebony Veneer HGL. O czystość prądu zadbała Shunyata Research. I tu od razu wypada zaznaczyć, iż o ile tak z elektroniką Accuphase’a, jak i Chord-a przynajmniej do pewnego czasu (w przypadku Accu mniej więcej do poprzedniej generacji) kontakty mieliśmy dość regularne a Dave’a nawet u siebie gościliśmy i mniej więcej wiedzieliśmy czego się po nich spodziewać, to już same JBL-e, ilekroć pojawiły się na radarze naszych zainteresowań każdorazowo z przyczyn od nas niezależnych z owego radaru znikały ograniczając nasze wzajemne kontakty do czysto okazjonalnych i dalekich od miarodajności wystawowych rzutów okiem i uchem, czy to w ramach stołecznego Audio Video Show, czy też monachijskich eskapad. Jak jednak niniejszy tekst dowodzi, co się odwlecze …, więc koniec końców, poniekąd dzięki uprzejmości i gościnności ekipy Hi-Fi Systemu, okazja do „wieczorka zapoznawczego” się nadarzyła. I powiem szczerze, że warto było czekać, gdyż biorąc pod uwagę, iż pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz, to Makalu od pierwszych reprodukowanych przez siebie dźwięków „kupiły mnie” zarówno fenomenalną stolarką, niebanalną bryłą, jak i przede wszystkim klasą brzmienia. Niby można byłoby powiedzieć, że przy 190 kPLN łaski nie robią, jednak proszę mi wierzyć, że nie raz i nie dwa słyszałem i słuchałem kolumny po wielokroć droższe, które ani aparycją ani właśnie walorami sonicznymi z JBL-ami nie miały za bardzo czym i jak korespondować. Jeśli dodamy do tego swoistą kompaktowość (1102,3 x 464,3 x 393,0 mm) i zdolną do ogarnięcia solo wagę (69,2 kg/szt.) Makalu zaczynają jawić się jako wielce zdroworozsądkowe ucieleśnienie rasowego High-Endu. Jeśli chodzi o technikalia, to mamy do czynienia z konstrukcją trójdrożną, w której górę pasma obsługuje umieszczony w tubie 3” przetwornik kompresyjny D2830K, średnicę 8” kompozytowy (węglowo-celulozowy) JMW200SC a bas również kompozytowy, lecz już 12” woofer JW300SC, które w sumie oferują 88 dB skuteczność przy 4 Ω impedancji. Czyli wydają się całkiem przyjazne dla mającego je obsłużyć wzmacniacza. Czym innym jest jednak nakłonienie ich do wydania jakiegokolwiek dźwięku a czym innym sprawieni, by zagrały na miarę drzemiącego w nich potencjału. I właśnie dlatego napędzająca je para de facto stereofonicznych P-4600 pracowała w trybie zmostkowancych monobloków zdolnych oddać budzące respekt 900 W przy deklarowanych przez JBL-a 4Ω. Rezultat powyższych działań ewidentnie było słychać i powiem szczerze, że jak na salonowe, bądź co bądź niezobowiązujące i li tylko zapoznawcze realia, nie tylko trudno było się do czegokolwiek przyczepić, co w pełni zasłużenie nie skomplementować efektu finalnego. Pełna kontrola basu, swoboda i rozmach prezentacji, wysycona średnica przy jednocześnie fenomenalnie otwartej, rozdzielczej, acz dalekiej od ofensywności górze pasma. Kobiece wokale brzmiały zmysłowo, rock z właściwą sobie zajadłością kąsał zmysły a gdy wymagał tego materiał źródłowy, to basowe pomruki sugestywnie wprawiały w drżenie zajmowaną przez nas kanapę. Jeśli dodamy do tego, iż warunki odsłuchowe Hi-Fi Systemu wyraźnie wykraczają ponad to, co w swoim firmowym, stołecznym salonie ma do zaoferowania np. rodzimy dystrybutor Accuphase, to jasnym staje się, że mając chrapkę na „japońskie szampańskie złotka” pierwsze kroki warto skierować właśnie na Ostródzką a nie Kolejową. Czy można sobie wymarzyć lepszy początek znajomości?
Dyplomatycznie odpowiem, że … to się okaże, bowiem w ramach pokazania drugiego oblicza ww. systemu i zarazem nieco innego pomysłu na dźwięk po krótkiej przerwie technicznej miejsce postawnych Amerykanów zajęły filigranowe Dunki, czyli smukłe i nad wyraz kompaktowe Raidho Acoustics X2.6, gdzie reprodukcję góry pasma powierzono firmowej planarno-magnetycznej wstędze a średnicę i bas parze, również firmowych 6,5” mid-wooferów Ceramix. Jak łatwo się domyślić efekt przesiadki był zauważalny, ale uczciwie trzeba było przyznać, iż daleki od prostego rachunku ekonomicznego (czyli dwukrotnie niższej ceny), oraz trudnej do przeoczenia redukcji gabarytów – przy zbliżonej wysokości (Raidho mają 1065mm) i głębokości (410mm) pozornie niewiele węższy wymiar szerokości (360mm) jest mierzony wraz z rozstawem aluminiowych stóp dalece wykraczających poza obrys zwężających się ku tyłowi korpusów. Nieco mniejszy rozmach i swoboda prezentacji zostały zrekompensowane firmową holografią i całkowitą dematerializacją ww. kolumn na scenie a i szybkość, natychmiastowość transjentów mogły budzić autentyczny podziw. W trakcie odsłuchów wyszło również na jaw, że Raidho wymagają nieco więcej atencji przy optymalnym ustawieniu i o ile bliskość ścian wcale nie jest dla nich tak bardzo krytyczna, to warto poświęcić kilka minut na ich optymalne dogięcie względem miejsca odsłuchowego. Jednak nawet jak na dość niezobowiązujące, czysto rekonesansowe warunki naszej wizyty jasnym było, że i im warto będzie poświęcić dłuższą chwilę w przyszłości.
Na zakończenie chciałbym serdecznie podziękować Gospodarzom za zaproszenie, jak i przygotowanie nad wyraz ciekawego systemu, w dodatku w dwóch odsłonach a wszystkich zainteresowanych wysokiej jakości dźwiękiem zachęcić do odwiedzenia tytułowego salonu. A już zupełnie na marginesie szczerze przyznam, że z utęsknieniem wypatruję pierwszych oznak wiosny, gdyż lokalizacja Hi-Fi Systemu niemalże idealnie pokrywa się z moją dyżurną rowerową trasą wzdłuż Kanału Żerańskiego nad Zalew Zegrzyński, więc coś czuję w kościach, że oprócz standardowego popasu w Wodniku Szuwarku, również i na Ostródzkiej dziwnym zbiegiem okoliczności będzie wypadał mi od czasu do czasu dłuższy postój regeneracyjny. Krótko mówiąc oby do wiosny, choć nie wykluczam, że i przed pierwszymi przebiśniegami do tytułowego przybytku jeszcze zajrzymy …
Marcin Olszewski
Opinia 2
Nie do końca wiem, co było tego przyczyną, ale od jakiegoś czasu podobne do dzisiejszej relacje z porozrzucanych po naszym kraju salonów audio stały się u nas pewnego rodzaju rzadkością. Na szczęście nie oznacza to całkowitej rezygnacji z tego typu przedsięwzięć, co udowadniają ostatnie wizyty w gdańskim salonie Premium Sound, czy deczko wcześniejsza w katowickim RCM-ie, gdyż nie chodzi jedynie o różnego rodzaju elektronikę, tylko całokształt propozycji dla klienta od wielkości salonu, przez przygotowanie akustycznego sal prezentacyjnych, po bogactwo sprzętu na półkach. Wbrew pozorom to są ważne informacje. Jak doskonale zdajecie sobie sprawę nie wszystkiego w każdym miejscu w Polsce da się posłuchać i fajnie jest wiedzieć przed wyjazdem do wybranej mekki naszego hobby, czym nas tak naprawdę ugości. Jaki jest powód tego wprowadzenia? Oczywiście wzmianka o kontynuacji naszych działań na tym polu, z tą tylko różnicą, że tym razem w przybytku audio zlokalizowanym na warszawskim Targówku, a konkretnie bogato uzbrojonym w zabawki od podstawowego poziomu – dla zwykłego Kowalskiego, po najbardziej wymagającego melomana salonie Hi-Fi System.
Nasz bohater pomimo lokalizacji w klasycznym szeregowcu, to wbrew pozorom sporej wielkości salon. Gdy obejrzycie zdjęcia, przekonacie się, że oferuje sporo możliwości tak wystawienniczych dla sprzętu stojącego na półkach, jak i prezentacyjnych pod konkretnego słuchacza. Co prawda to nie nasz problem, niestety od strony logistyki jest nieco problematyczny, gdyż gówna sala odsłuchowa znajduje się na piętrze, na które prowadzą dość wąskie schody. Jednak jak po rozmowie z włodarzami tego miejsca okazało się, iż panowie znakomicie sobie z tym radzą, co udowodnili bezproblemowym przetransportowaniem na górę niedawno testowanych przez nas wielkich kolumn Raidho TD 3.10, czy stojących z boku Sonus Faber Stradivari. Wszystko co jest życzeniem potencjalnego klienta bez ociągania ląduje na piętrze. A paleta pomysłów do realizacji w tym miejscu jest bogata nie tylko od strony ilości urządzeń, ale także w pełnym spektrum cenowym i wyrafinowania konstrukcji. I co ciekawe, nie tylko urządzeń będących na wyposażeniu sklepu jako współpraca z wieloma rodzimymi dystrybutorami, ale także tych będących pod ich opieką. W ostatniej kwestii dużo tego nie ma, ale moim zdaniem wzięte pod ich skrzydła dwie kolumnowe marki w postaci Raidho oraz Scansonic i elektronika spod znaku niemieckiego Trigona to naprawdę bardzo ciekawa oferta. Naturalnie słowem kluczem jest dobra konfiguracja, jednak patrząc na bogactwo na półkach i podłogach salon w tej kwestii daje szeroki wachlarz możliwości.
Na koniec wspomnę o przygotowanej dla nas ciekawostce podczas tego wypadku. Było nią zaproponowanie nam krótkiego zapoznania się z najnowszą odsłoną kolumn JBL versus także nowego modelu ze swojego portfolio kolumn Raidho. Sparing na zasadzie zderzenia dwóch różnych szkół grania. Amerykańskich kolumn typu vintage’owy horn z wiekim basowcem z duńskim Hi Tech-em w postaci smukłych obudów ze zdublowanym małej średnicy niskotonowcem. Jak można było się spodziewać, to dwa inne światy. Jednak co bardzo istotne, każdy z nich w przynależny każdej konstrukcji sposób pokazywał muzykę inaczej, ale za każdym razem ciekawie. JBL-e były dla mnie zaskakująco fajnie przyjazne w oddaniu otwartości górnego zakresu, zaś Raidho z większą łatwością znikały z pomieszczenia. Jak widać, dla każdego coś innego. Dlatego powoli zbliżając się do końca tej opowieści, oczywiście wiedząc z autopsji, że pośród nas są wielbiciele obydwu szkól prezentacji, zanim trafi się chętny i opuści Hi-Fi System z owymi JBL-ami pod pachą powinniście sami się z nimi zapoznać..
Wieńcząc powyższą epistołę dziękuję gospodarzom salonu Hi-Fi System za zaproszenie, miłą atmosferę oraz wieńczący całe przedsięwzięcie międzykontynentalny i technologiczny sparing. Było na tyle ciekawie, że mam nadzieję, iż nie było to nasze ostatnie spotkanie.
Jacek Pazio