Opinia 1
Jak z pewnością zdążyliście Państwo zauważyć kulinarna metaforyka w kontekście Hi-Fi i High-Endu przewija się w naszych subiektywnych wynurzeniach równie często co motoryzacyjna. I jest to zabieg z naszej strony tyleż nieprzypadkowy, co wręcz w pełni świadomy – mający na celu uświadomienie zainteresowanym, że po pierwsze audio-hobby to przede wszystkim zabawa, po drugie okazja do realizacji własnych, nieraz totalnie odjechanych pomysłów i po trzecie możliwość podejmowania czasem przeczących racjonalnym przesłankom decyzji zakupowych. Krótko mówiąc „kuchenne rewolucje” w audiofilskim wydaniu i to z krucjatami krzyżowymi i świętymi wojnami włącznie. Nie wierzycie? Cóż, widocznie nigdy nie byliście świadkami, o uczestnictwie nawet nie wspominając, „ustawek” pomiędzy ortodoksyjnymi wyznawcami pomidorowej z ryżem i makaronem, bądź sernika z i bez rodzynek. A co z miłośnikami japońskich noży ze stali damasceńskiej i akolitami porcelanowej alternatywy spod znaku Kyocery, konsumentami wołowiny Wagyu i Black Angus? Do tego dochodzi jeszcze nieraz obsesyjne przywiązanie do wybranej kuchni regionalnej i mamy wypisz, wymaluj obraz naszego audio-piekiełka. Można jednak do tematu a dokładnie obu, czyli tak kulinariów, jak i audio podchodzić na totalnym luzie i z radosną spontanicznością stawiając na kuchnię Fusion i autorskie kompozycje przypraw łącząc przysłowiowy ogień z wodą by finalnie osiągnąć pełną harmonię rodem z symboliki yin i yang. I zazwyczaj taką filozofią kierują się doświadczeni dystrybutorzy kompletując własne portfolio z marek, urządzeń i akcesoriów, które dopiero zestawione razem potrafią oczarować potencjalnego konsumenta/nabywcę wyrafinowanym smak … znaczy się brzmieniem. I tak, jak odwiedzając polecaną restaurację warto podpytać kelnera o niekoniecznie widniejące w menu spécialité de la maison tak my co jakiś czas pytamy naszych dostarczycieli „zabawek” o rekomendowane przez nich zestawienia, które następnie co jakiś czas testujemy w ramach serii „systemy marzeń”. A tym razem padło na Lector Audio Poland, które wzorem kuchni tak włoskiej, jak i japońskiej postanowiło udowodnić, że z zaskakująco przystępnych finansowo ingrediencji da się stworzyć coś niebanalnie smakowitego. O czym zatem będzie dzisiaj mowa? O systemie w skład którego weszła włoska elektronika LECTOR Strumenti Audio pod postacią odtwarzacza CD CDP 603 i wzmacniacza zintegrowanego ZXT 70 mk2 uzupełniona japońskim okablowaniem Tiglon Azure Dragon, czyli dwoma przewodami zasilającymi MS-DR20A, łączówką RCA MS-DR20R i głośnikowcami MS-DR20SP.
Od razu zaznaczę, iż naszą dzisiejszą układankę niezwykle trudno byłoby nazwać nowością chociażby z racji faktu, iż odtwarzacz miał swoją premierę na początku 2014 r. a pierwsza wersja integry obecna jest na rynku od co najmniej października 2016, przy czym wynikający z delikatnego upgrade’u zasilania (dodanie czterech kondensatorów) sufiks mk2 pojawił się w 2023r.. Wygląda zatem, że stojący za włoska marką Claudio Romagnoli wyszedł z całkiem słusznego założenia, że jeśli coś działa i w dodatku działa dobrze, to nie ma co zbytnio w tym grzebać, bo lepsze jest wrogiem dobrego. Ponadto trudno nie zauważyć, iż zarówno opracowany wtenczas design, jak i funkcjonalność przez ponad dekadę nic a nic nie straciły z aktualności, gdyż od swoich narodzin nie aspirowały do czegoś, czym z założenia miały nie być. Charakterystyczne obłe korpusy wykonane z solidnych, giętych blach zdobią eleganckie fronty z czernionego akrylu. Uwagę zwraca umiejscowienie przycisków włączenia, które zlokalizowano na lewych ściankach, co warto mieć z tyłu głowy planując ustawienie obu urządzeń w docelowej szafce/na stoliku.
W CDP 603 w lewej części frontu umieszczono szufladę klasycznego napędu z tacką a po prawej niebieski (podobno istnieje możliwość zamówienia również wersji zielonej i czerwonej) wyświetlacz i rządek pięciu przycisków do obsługi odtwarzania. Szybki rzut oka na plecy jasno daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z klasyka gatunku – „purystycznym” odtwarzaczem CD dysponującym jedynie parą wyjść RCA i gniazdem sieciowym, który opcjonalnie można doposażyć w wyjście SPDIF. Koniec kropka.
Z kolei ZXT 70 mk2 również stawia na elegancję i minimalizm, przez co akrylowa taflę jego frontu zdobią jedynie dwie zlokalizowane po prawej stronie chromowane gałki – lewa odpowiedzialna za regulację głośności i prawa pełniąca rolę selektora wejść. Widok pleców potwierdza, znane z CD-ka, purystyczne podejście do tematu, czyli skoro mamy do czynienia z na wskroś analogowym wzmacniaczem zintegrowanym, to próżno szukać tu interfejsów sekcji DAC-a, bądź streamera. Zamiast tego mamy pięć wejść liniowych RCA, dwie pary wyjść na zewnętrzne rejestratory plus parę z regulowanym poziomem wyjściowym do opcjonalnej końcówki mocy. Terminale głośnikowe są pojedyncze a listę zamyka zintegrowane z komorą bezpiecznika gniazdo zasilające IEC.
Z czysto kronikarskiego obowiązku wspomnę, iż oprócz standardowego pilota z membranowymi przyciskami otrzymaliśmy również opcjonalny, w pełni aluminiowy sterownik Alu RCH X i to właśnie z niego podczas testów korzystałem.
A co do japońskiego okablowania Tiglon Azure Dragon (zasilające MS-DR20A, RCA MS-DR20R, głośnikowy MS-DR20SP), to zgodnie z nomenklaturą jest ono może nie tyle przyodziane w lazurowe, co po prostu granatowe koszulki PVC i w przypadku zasilających utrzymane w tej samej tonacji solidne wtyki Furutech FI-11-N1(R). Niezależnie od przydzielonej funkcji każdy z egzemplarzy charakteryzuje się nieprzesadną średnica i wielce przyjemną wiotkością przez co ich układanie i aplikacja w nawet ciasnych przestrzeniach zaszafkowych jest całkowicie bezproblemowe. W roli przewodników wykorzystano poddawaną autorskiemu procesowi Hyper Saturated Energizer miedź DF-OFC i magnezowe ekranowanie. W zasilającym mamy trzy żyły o przekroju 2mm² każda, w głośnikowych dwie żyły po 3mm² a w interkonektach producent owymi wartościami niestety się nie chwali.
Jeśli chodzi o technikalia, to CDP 603 bazuje na mechanizmie Sanyo z laserem SF101N tegoż samego producenta zamontowanych na stalowej ramie odseparowanej od podstawy elastomerowymi przekładkami, przetworniku Burr Brown 1794 A i parze pracujących w stopniu wyjściowym lamp ECC81. Oprogramowanie transportu jest autorstwa Lector-a a w sekcji zasilania znajdziemy klasyczny transformator toroidalny. Toroid znajdziemy również we wzmacniaczu , w którym za regulację głośności odpowiada błękitny Alps współpracujący z sekcją przedwzmacniacza z parą ECC-88 na pokładzie, które pracując w klasie A sterują
stopniem wyjściowym gdzie przymocowane do radiatora tranzystory MOSFET oddają po 70W na kanał.
Pod względem brzmieniowym tytułowa układanka stawia akcent głównie na muzykalność i swobodę prezentacji z sugestywnie przybliżonym pierwszym planem, dyskretnie podbitym przełomem niższej średnicy i wyższego basu oraz słodką górą. To dźwięk na wskroś … „analogowy”, naturalnie „organiczny” i od pierwszych taktów sprawiający, że z zakładanego trybu analizy mimochodem przełączmy się w stan zaangażowania w wir wydarzeń a zarazem bezwysiłkowej absorbcji docierających naszych uszu dźwięków. W rezultacie czego zarówno „Symphonica” George’a Michaela zachwycała płynnością i elegancją aranżacji, jak i „Legacy” Five Finger Death Punch pozwalały na kontrolowane szaleństwo (ekstatyczne podrygiwanie w fotelu) i wystawianie się na basową kanonadę basowych szarpnięć i podwójnej stopy. I gdy wydawać by się mogło, że włosko/japoński zestaw z racji swej muzykalności preferować będzie raczej łagodniejszy repertuar, to bardzo szybko okazało się, że i z ostrym rockiem mu za pan brat a z racji wspomnianej muzykalności wszelakiej maści przejawy ofensywności i zbytniej napastliwości są może nie tyle całkowicie tonizowane, co po prostu cywilizowane. Zachowują swą natywną dynamikę i rozmach, lecz przy okazji już nie ranią i nie męczą nawet przy iście stadionowych poziomach głośności. A właśnie, patrząc na niezbyt imponującą moc ZXT 70 mk2 można byłoby domniemywać, iż nie będzie on skory do oddawania natychmiastowości dynamicznych skoków obecnych czy to w wielkiej symfonice, czy ciężkim metalu. Tymczasem włoska integra zarówno na 5FDP, jak i jeszcze bardziej wymagającym „Hymns in Dissonance” Whitechapel zachowywała się niczym Maserati Quattroporte Levante Trofeo pokonujące Passo dello Stelvio. I choć efekt „wow” robił tu dźwięk silnika/praca wydechu, czyli wspomniana górka na przełomie średnicy i basu, oraz wyższy, kreślony nieco grubszą i mocniejszą kreską bas aniżeli jego faktyczne zejście w samą otchłań Hadesu, to bądźmy szczerzy – tu liczy się frajda z jazdy i adrenalina a nie pozbawione emocji dzielenie włosa na czworo. I ową frajdę goszczący u mnie zestaw dawał.
Na osobny akapit zasługuje CDP 603, który pod względem tak wysycenia, jak i wielkości kreowanych źródeł pozornych przywodził na myśl bardzo miło przeze mnie wspominanego, w końcu razem spędziliśmy blisko osiem lat, również lampowego Ayona CD-35 ustępując Austriakowi jedynie pod względem rozdzielczości i dynamiki. Rekompensował to ponadprzeciętną muzykalnością i „lampową” gładkością, dzięki której do głosu dochodziła pobłażliwość dla niekoniecznie referencyjnie, bądź chociażby przyzwoicie zrealizowanych nagrań. A jeśli komuś nadal byłoby za mało „cukru w cukrze” i zależałoby mu na dalszym „dopaleniu” dźwięku, to w tym momencie na ring wchodzą D Ren Pro i o jakichkolwiek szpilkach, czy „latających żyletkach” możemy zapomnieć.
Podobnie pozwolę sobie ocenić solowe występy Tiglonów, które odebrałem jako niezwykle swobodne, wręcz z rozmachem, lecz zarazem dobrze zagnieżdżone w basie i z przyjemnie zaakcentowaną średnicą. Uwaga kierowana jest w nich na pierwszy plan a pozostałe rzędy i aura pogłosowa, choć słyszalne i obecne przyjmują tu rolę uzupełniającą i dopełniającą spójność prezentacji. Jest to również granie jedwabiście gładkie i wyrafinowane, świetnie operujące emocjami, lecz unikające zapuszczania się w jakieś ekstrema po obu skrajach pasma.
Jak mam cichą nadzieję z powyższego opisu jasno wynika, iż okablowany podstawowymi modelami Tiglon Azure Dragon duet Lectora jest wprost idealną propozycją dla wykazujących melomańskie podejście do życia miłośników wysokiej próby dźwięku. Nie jest to pod żadnym pozorem analityczne i nastawione na prosektoryjną wiwisekcję granie, lecz sposób na obcowanie z muzyką na poziomie emocji i to tych zazwyczaj pozytywnych. Ponadto z racji wielce przystępnych cen stanowi „ulgowy bilet” wstępu na audiofilskie salony, gdyż z powodzeniem może współpracować ze zdecydowanie droższymi od siebie kolumnami. A szukając mu odpowiedniego towarzystwa sugerowałbym zainteresować się „lokalnymi”, znaczy się włoskimi propozycjami z katalogu Chario, Gold Note (upolowanie Goldenote X-96 z pewnością zamknęłoby temat na długie lata), czy Opery.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Jak zapewne z własnego doświadczenia wiecie, ostatnimi czasy niemalże standardem jest, że urządzenia audio są wielofunkcyjne. To oznacza, że źródła nie tylko są dawcami sygnału, ale także go przyjmują na wewnętrzny przetwornik, a wzmacniacze oprócz posiadania w sobie zbędnego dla jego podstawowych funkcji DAC-a, to jeszcze nierzadko potrafią mieć streamer. Cel? Naturalnie konstruktorzy pakują do każdego rodzaju konstrukcji co się da w imię tak lubianej przez klientów wielofunkcyjności, a co za tym idzie większej sprzedawalności swoich zabawek, jednak w swoich odezwach pomijają fakt częstego szukania oszczędności wpływających na ostateczny dźwięk urządzenia. To ostatnie stwierdzenie jest oczywiście naturalną koleją rzeczy, gdy musimy zmieścić się w danym budżecie z nadmiernie rozbudowanym od strony wyposażenia produktem. Po co o tym wspominam? Chyba jasne, że jako zachętę do zapoznania się z dzisiejszym opisem zestawu marzeń, który od początku do końca idzie pod prąd opisanego przed momentem trendu, gdzie każdy komponent jest samowystarczalny. O czym mowa? Otóż Panie i Panowie oto dostarczony przez rodzimego przedstawiciela na Polskę włoski Lector i japoński Tiglon, czyli zestaw stosunkowo niedrogiego odtwarzacza płyt kompaktowych CDP 603 i wzmacniacza zintegrowanego ZXY 70 Mk2 (oczywiście w imię utrzymania fajnego brzmienia przy skromnym budżecie bez dodatkowych funkcji), które w testowym boju wspierać będzie także niedrogi komplet okablowania spod znaku Tiglon Dragon.
Wspomniana elektronika Lector to typowych rozmiarów konstrukcje, których trzewia w celach ciekawego designu spakowano w obudowy z mocno zaoblonymi bokami i od frontu zaślepionymi grubymi płatami czarnego akrylu. Nie powiem, efekt mimo dość neutralnego odbioru na podstawie zdjęć, na żywo nabiera znacznych rumieńców. Ale to nie jedyny zabieg wizualny, gdyż dla uzyskania pełnego wzrokowego sukcesu inżynierowie dodali na awersach chromowane akcenty w postaci stosownego dla każdego komponentu wyposażenia. I tak wzmacniacz z przodu może pochwalić się wielkimi srebrnymi gałkami funkcyjnymi (wzmocnienie i selektor wejść liniowych) oracz czterema ciekawie uzupełniających wizerunek śrubami ze srebrnymi główkami w narożnikach, zaś odtwarzacz oprócz okienka na szufladę dla płyt CD oraz zielonego wyświetlacza z informacjami o stanie urządzenia i danych dotyczących słuchanego materiału, dodatkowo pięcioma guzikami sterującymi CD-kiem i podobnie do wzmacniacza srebrnymi śrubami w narożnikach. Jeśli chodzi o rewersy, te z uwagi na bardzo proste zdania nie są obarczone zbędną ilością przyłączy, tylko podstawowymi terminalami. A są nimi w odtwarzaczu jedynie wyjście analogowe RCA oraz gniazdo zasilania, zaś w piecyku pakiet wejść liniowych RCA, gniazda głośnikowe, zacisk masy i oczywiście gniazdo zasilania. Co ciekawe, a dla wielu z Was może być w tym przypadku najważniejszą kwestią, oba urządzenia nie tylko są purystami w kwestii swojego działania, ale jeszcze na przekór tendencjom upraszczania układów elektronicznych mogą pochwalić się ciekawie brzmieniowo zaaplikowanymi lampami elektronowymi. Tak tak, nie dość, że są jednofunkcyjne, to jeszcze z lampami na pokładzie, co obecnie naprawdę jest wielką rzadkością, na którą często próżno czekają miłośnicy muzyki przez duże „M”. Zbliżając się do końca opisu Lector-ów dodam jeszcze, że oba urządzenia uruchamiamy znajdującymi się po lewej stronie obudowy włącznikami, zaś ciekawostką konstrukcyjną wpływającą na odpowiednie rozłożenie masy urządzeń na podłożu jest posadowienie ich na trzech stopach. Jak widać na zdjęciu wzmacniacza, w teście zastosowałem pod nim dodatkowo nieco poprawiające płynność prezentacji sześciokątne miękkie podkładki Tiglon-a.
Idąc za informacjami ze wstępniaka w teście wykorzystałem także zaproponowane przez dystrybutora niedrogie okablowanie Tiglon Azure Dragon, w skład którego wchodziły dwie sieciówki, sygnałówka RCA oraz przewody głośnikowe. Co jest w nich interesującego? Banał, ale dla sporej grupy melomanów istotny, bowiem chodzi o znakomity bilans zderzenia ceny produktu do oferowanej jakości. A, że sama elektronika także była bardzo przystępna cenowo, nie zdziwiłem się, gdy wybór dystrybutora padł na tak dobrze uzupełniający się tandem.
Jak zabrzmiał tak bardzo purystyczny, bo korzystający z płyt CD, a nie modnych ostatnio plików, zestaw odtwarzacza z równie prostym wzmacniaczem wspartych w układach wewnętrznych lampami elektronowymi? Oczywiście płynnie, z fajną barwą i przyjemnym podkręceniem emocji w wyższej średnicy. Co ciekawe, przekaz nie był ospały, ani zwalisty, jak to w imię zbliżania się maksymalizacji ilości muzyki w muzyce bywa w podobnych, posiadających bańki z wolnymi elektronami konstrukcjach. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu oferował dobry timing oraz zwarcie dolnego zakresu, a wszystko doprawiała lekko ożywiona wyższa średnica. jednak nie było to szkodliwe rozjaśnianie przekazu, tylko jakby tchnięcie w nią szczypty powietrza i doświetlenia, co zwiększało poziom jej rozwibrowania i przez to łatwiejszego docierania do zawartych w muzyce emocji. W zależności od słuchanego materiału raz była to radość, innym razem wściekłość, jednak w obu przypadkach opisane zalety brzmienia tytułowego zestawu były pomocne w pokazaniu ekspresji muzyków. Ekspresji bez problemu wypełniających mój pokój w 3 wymiarach i z bezproblemowym znikaniem kolumn z pokoju. Naturalnie, aby być uczciwym, trzęsień ziemi rodem z wielkich końcówek mocy i oferowanej przez nie ostrości rysunku źródeł pozornych nie dostałem, ale nie oszukujmy się, opisywany set miał sprawiać maksimum przyjemności za relatywnie niewielkie pieniądze i podpisuję się obiema rękami, iż taki stan od pierwszych traktów zaliczyłem. Było spokojnie i lotnie, ale z pełnym zaangażowaniem zestawu w pokazanie raz pazura, zaś innym razem elegancji zawartej w lądującym w CD-ku materiale.
Jako pokazanie optymalizacji przyjemności podczas słuchania muzyki dla duszy posłużę się krążkiem Gary’ego Peakocka „Tangents”. To typowy melancholijny jazz, który dzięki pracy ciekawie wkomponowanych w tor lamp elektronowych znakomicie oddawał emocjonalny stan tej muzyki oparty o emocje grania tak zwaną ciszą. Muzyka płynęła niespiesznie, jednak dzięki zachowaniu dobrego rytmu, przyjemnej dla ucha gładkości i swobody wybrzmiewania nie tylko nie powodując efektu zmęczenia niechcianą monotonią, ale dzięki drobiazgowemu pokazywaniu zawartych w niej informacji pozwalała mi wejść w zamierzenia artystów dosłownie i w przenośni bez opamiętania. Bardzo lubię, gdy artyści cyzelują pojedyncze nuty, jednak wiem, że jeśli tylko spadnie drive ataku i serwowanej przez nie energii, natychmiast włącza się u mnie czerwona lampka z informacją, że panowie jakby „przynudzają”. Naturalnie nie oni, tylko system, ale chciał, nie chciał, nie mogę dalej tego słuchać i zmieniam materiał. W tym przypadku niczego takiego nie było. A powiem więcej. Dzięki pracy podkręconej wyższej średnicy było nader świetnie, bo z fajną iskrą dającą lepszy wydźwięk radości zwartej w tym projekcie.
Kreśląc coś o próbie z mocniejszym uderzeniem w postaci Black Sabbath „Vol.4” przyznam, że także słychać było pracę inżynierów nad ożywieniem górnego środka pasma, jednakże dzięki gładkości i płynności prezentacji nie przeistaczało się to w męczący krzyk. To w przeciwieństwie do jazzu muza zazwyczaj cierpiąca na słabość realizacji i zabiegi ożywiające już jasno grające płyty zazwyczaj kończą się sromotną porażką. Na szczęście zazwyczaj nie oznacza zawsze i kolejny raz przekonałem się, dlaczego. Chodzi oczywiście o udane doprawienie tej kultowej płyty przez system Lectora zaletami szklanych baniek. I choć zabrzmiała nieco jaśniej, była daleka od szkodliwej nachalności. Za to na tyle fajnie otwarta, że kawałkiem „Changes” zauważalnie mnie poruszyła. Zawsze słucham tego z wolumenem głośności na pograniczu bólu ucha i dotychczas wydawało mi się, że dalsze otwieranie się tego wokalu wypadnie fatalnie. Tymczasem z włosko-japońskim tandemem zabrzmiał prawdziwiej. Nie wiem, jak to się stało, pewnie to sprawka lampowego sznytu w odtwarzaniu wokalizy przez system, ale kolokwialnie mówiąc kawałek wszedł mi lepiej niż zwykle.
Czy tytułowy zestaw za rozsądne pieniądze jest ofertą dla każdego melomana? Dla mnie, jeśli chodzi o melomana, jak najbardziej. Tacy osobnicy nie szukają wyczynowości, tylko skupiają się na muzyce, która w tym przypadku daje wiele radości. Co innego audiofile cierpiący na syndrom notorycznego szukania dziury w całym. Ci zapewne do czegoś się przyczepią. Jednak nie będzie to skutek jakiegokolwiek problemu z elektroniką, tylko ich rozbujałych oczekiwań od czegoś, co za przyzwoitą kasę ma dać nam fun z obcowania z muzyką. Jeśli zatem nie jesteście chorzy na audiophilię nervosę, tytułowy zestaw Lectora z okablowaniem Tiglona jest świetnym pomysłem do odsłuchu przed najprawdopodobniej nabyciem go na długie lata.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Lector Audio Poland
Producenci
– LECTOR Strumenti Audio
– TIGLON
Ceny
LECTOR CDP 603: 12 500 PLN
LECTOR ZXT 70: 12 800 PLN
LECTOR Pilot Alu RCH X: 925 PLN
Tiglon Dragon Power MS-DR20A: 2 350 PLN / 2m
Tiglon Dragon RCA MS-DR20R: 1850 PLN / 1,5m
Tiglon Dragon Speaker MS-DR20SP: 2 850 PLN / 2 x 3,5m
Tiglon D Ren Pro: 345 PLN
Dane techniczne
LECTOR CDP 603
Pasmo przenoszenia: 20-20Khz +/- 1 db
Zniekształcenia THD: < 0.1 %
Jitter: < 20 ps
Zastosowane lampy: para 12AT7/ECC-81
Wyjścia: para RCA
Wymiary (S x G x W): 430 x 300 x 100 mm
Waga: 12 kg
LECTOR ZXT-70
Moc wyjściowa: 2 x 70W / 8Ω; 2 x 100W / 4Ω
Zastosowane lampy: para 6922/ECC-88
Wejścia: 5 par RCA
Wyjścia: 2 pary RCA (line out), para RCA (pre-out)
Pasmo przenoszenia: 15 – 150 kHz +/- 1 dB
Współczynnik tłumienia: > 100
Zniekształcenia THD: < 0.1 %
Odstęp sygnał/szum: 100 dB
Wymiary (S x G x W): 430 x 300 x 105 mm
Waga: 8 kg