1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Siltech Crown Princess & Prince 35 Anniversary

Siltech Crown Princess & Prince 35 Anniversary

Opinia 1

Chyba nikomu, nawet śladowo zorientowanemu w tematyce audio nie trzeba wyjaśniać, iż od lat największy ruch można obserwować przede wszystkim na obszarze szeroko rozumianego okablowania. Co z resztą nie dziwi, gdyż na dobrą sprawę na początku mniej, bądź bardziej komercyjnej działalności zarówno nakłady finansowe, jak i konieczna do prowadzenia produkcji przestrzeń może ograniczyć się do iście symbolicznego kapitału i … kuchennego stołu. Mowa oczywiście o stadium radosnej dłubaniny rodem z raczkującego DIY, gdy z błyskiem w oku i lutownicą w dłoni domorośli fascynaci zaplatają, skręcają i otulają fikuśnymi peszelkami najprzeróżniejsze druty i druciki, by po chwili z wypiekami na twarzy i nieukrywaną dumą prezentować swe dzieło w kręgu bliższych i dalszych znajomych. Jak kończy się większość tego typu objawień wiemy doskonale, lecz o dziwo wiedza ta w niczym nie przeszkadza kolejnym zastępom chętnych próbować szczęścia i liczyć na zaszczytne miejsce w panteonie sław. Pomimo jednak prawdziwej klęski urodzaju sezonowych „hitów” dziwnym zbiegiem okoliczności grono na samym szczycie pozostaje od lat dość hermetyczne i niezmienne. I właśnie z tegoż nad wyraz ekskluzywnego grona na potrzeby niniejszej recenzji pozwoliliśmy sobie wyłuskać wielce szacownego jubilata, który w ramach obchodów 35-lecia działalności postanowił wprowadzić na rynek dwa niezwykle intrygujące przewody – interkonekt Crown Princess i głośnikowy Crown Prince – oba z oczywistym dopiskiem 35 Anniversary. Jak nietrudno się domyślić, chociażby po królewskiej nomenklaturze, mowa o holenderskim Siltechu, którego to ww. przewody znalazły się w naszej redakcji za sprawą krakowsko – warszawskiego Nautilusa.

Jeśli mnie pamięć nie myli seria Crown 35 Anniversary pierwszy raz oficjalnie światło dzienne ujrzała podczas zeszłorocznego monachijskiego High Endu. Nie ukrywam, iż fakt ten początkowo umknął naszej uwadze, gdyż w natłoku wrażeń, spotkań i odsłuchów o tego typu gafy nietrudno. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, gdyż zamiast próbować wyciągać jakiekolwiek i przy okazji obarczone zarówno zmęczeniem, jak i dalekimi od ideału warunkami lokalowymi, wnioski możemy teraz, już bez pośpiechu, jak i we w pełni kontrolowanym otoczeniu, organoleptycznie sprawdzić, co tak naprawdę w najnowszym holenderskim srebrze „piszczy”. A zgodnie z deklaracjami producenta piszczeć powinno sporo, bo oparte na monokrystalicznym srebrze jubileuszowe modele z jednej strony są ukoronowaniem trzydziestopięcioletniego doświadczenia, a z drugiej stanowią swoisty pomost pomiędzy popularną linią Classic Anniversary a okupującymi podium ultra high-endowymi „Koronami” (Empress Crown, Empress Double Crown i Triple Crown). Mamy zatem niezwykle atrakcyjną pod względem ergonomii wiotkość, jaką pamiętam z nomen omen świetnych Classic 770 a jednocześnie wkład materiałowy zarezerwowany do tej pory wyłącznie dla koronowanych głów.
Zapowiada się ciekawie? Śmiem twierdzić, że tak, tym bardziej, iż poprzeczkę oczekiwań podnoszą już same opakowania w jakich tytułowa parka jest oferowana. Od razu uprzedzę, żebyście się Państwo nie spodziewali nie wiadomo czego w stylu kosztownych skórzanych neseserów w stylu tych, w jakich dostarczane są Triple Crowny, ale granatowe książko-podobne pudła w jakich spoczywają jubileuszowe „druty” też za banalne i sztampowe uznać nie sposób. Jeśli ktoś jeszcze nie miał przyjemności ich poznania, to odsyłam do unboxingu a co do samej zawartości owych etui, to interkonekty zakonfekcjonowano najwyższej klasy wtykami Oyaide XLR Focus 1 o pinach wykonanych z brązu fosforowego pokrytych 1,5 μm warstwą srebra i 0,3 μm rodu. Nie mniej biżuteryjnie prezentują się ich korpusy z chromowanego mosiądzu, oraz masywne, ozdobne mufy przyozdobione jubileuszowymi logotypami i jak to zwykle u Siltecha bywa numerami seryjnymi. Design obu modeli udało się utrzymać w niewymuszonej elegancji i jedwabiście połyskujące elementy konfekcyjno-konstrukcyjne zrównoważono ciemnogranatowymi nylonowymi koszulkami chroniącymi same przewody.

Przechodząc do walorów brzmieniowych dzisiejszych bohaterów już na wstępie chciałbym rozprawić się z niezwykle krzywdzącym i zarazem z gruntu nieprawdziwym stereotypem głoszącym jakoby srebro grało sucho, cienko i ostro. Bynajmniej nie przeczę, że i na takie przypadki można natrafić, lecz powyższe kalumnie dotyczą li tylko przewodów wykonanych z kolokwialnie mówiąc podłej jakości surowca i przez jednostki niemające najczęściej pojęcia o co w Hi-Fi, o High-Endzie nawet nie wspominając, tak naprawdę chodzi. Nie wystarczy bowiem nabyć kilku metrów „militarnych” srebrnych przewodów w teflonie, przyodziać je w pstrokate koszulki i zakonfekcjonować przypadkowymi wtykami i dorobić do tego odpowiednio barwny podkład marketingowy, bo coś takiego nawet po „kriogenizacji” w domowej zamrażarce pewnego poziomu przeskoczyć szans nie ma. W nieco innej, przynajmniej jeśli chodzi o gościnne występy w naszych – redakcyjnych systemach, sytuacji znalazł się duet Crown Princess i Prince 35 Anniversary, który to chcąc nie chcąc musiał zmierzyć się ze wspomnieniami po Triple Crownach. A to, jak sami Państwo się domyślacie wcale nie taka łatwa sprawa. Całe szczęście 35-ki nie próbują udawać starszego rodzeństwa i mierząc siły na zamiary, grają tak, jak domniemywam zaplanował ich konstruktor – sam Edwin Rijnveld. Nie mając zatem tej potęgi co 3 Korony bynajmniej nie limitują dynamiki i to nawet na tak spektakularnym repertuarze jak ścieżka dźwiękowa „Aquaman” autorstwa Ruperta Gregson-Williamsa. Nie mamy zatem typowego dla części, szczególnie tej zza oceanu, audiofilskiego okablowania efektu „Wow” i powiększania dosłownie wszystkiego począwszy od źródeł pozornych a na rozmiarach sceny skończywszy, lecz Siltechy trzymając się faktów wolały przekazywać spektakl muzyczny w rzeczywistej skali. Uwalniały, wyswabadzały dynamikę, lecz jej nie „pompowały”.  Będąc solidnie usadowionymi na basowym postumencie i wysyconej średnicy jednocześnie podkreślały przestrzenność dźwięku i aurę pogłosową pomieszczeń, w jakich dokonywano nagrań, ale też nie próbowały dorabiać jej tam, gdzie de facto jej nie było. Dzięki temu zarejestrowany w uznawanym za jedno z „najcichszych” studiów Europy, belgijskim Galaxy materiał „Ferdinando Fischer: From Heaven on Earth – Lute Music from Kremsmunster Abbey” Huberta Hoffmanna zabrzmiał diametralnie inaczej, w sposób niezwykle skupiony, intymny i zawieszony w nieprzeniknionej, atłasowej czerni od pełnego pogłosów i dźwiękowych refleksów krążących gdzieś pod kamiennym sklepieniem Opactwa Noirlac naszego dyżurnego „Monteverdi – A Trace of Grace” Michela Godarda. Niby obie pozycje reprezentują dość zbliżony do siebie nurt muzyki dawnej, lecz podejście do sposobu realizacji, będące w obu przypadkach na iście mistrzowskim poziomie stawia je w na całkowicie przeciwległych krańcach skali. Co ciekawe, o ile nie sposób w tym momencie stwierdzić, które jest lepsze, to o ile z chęcią posłuchałbym lutni Huberta Hoffmanna w klasycznym, sakralnym wnętrzu, to już Godarda z ferajną w nieco hermetycznym belgijskim studiu już niekoniecznie. Za to sama precyzja, z jaką reprodukowane były partie instrumentów strunowych i to niezależnie od okoliczności wypadała wręcz wybornie.
Jeśli zaś chodzi o zdecydowanie mniej wymuskane i przy okazji u większości wyrafinowanych audiofilów, o Szanownych Kolegach po piórze nawet nie wspominając, budzące nieukrywaną odrazę cięższe klimaty, to … biorąc pod uwagę firmowe zamiłowanie Siltechów do rozdzielczości i braku jakiegokolwiek zawoalowania najwyższych składowych można byłoby mieć pewne, acz w pełni uzasadnione obawy. Tymczasem nawet iście wybuchowa mieszanka elektroniki i ostrego, skandynawskiego łojenia pod postacią albumu „HELIX” formacji Amaranthe, czy nawet cięższego – thrashowego „Lilith” kalifornijskiego Butcher Babies nie powodowała, przynajmniej u mnie niedosytu. Holenderskim przewodom udało się bowiem zachować świetną dynamikę, wgląd w nagranie, konieczną przy tego typie muzyki nieraz chropawą i iście zwierzęcą agresję a jednocześnie nie sposób było doszukać się w przekazie jakiejkolwiek granulacji czy szklistej ofensywności. Z niezwykłym pietyzmem oddana została różnorodność podstawy basowej. Nawet przy najbardziej szaleńczych blastach, podwójnych stopach i unisono z basem nic się nie zlewało, nie nakładało na siebie, bądź nie chowało za większymi elementami. Krótko mówiąc czysta i to krystalicznie czysta, iście atomowa moc płynąca srebrnymi arteriami.
Z premedytacją przez cały czas używałem liczby mnogiej, gdyż zarówno Princess, jak i Prince wykazywały dokładnie takie same cechy brzmieniowe, więc rozdzielnie testu na opis jednego i drugiego byłoby niczym innym jak sztucznym nabijaniem wierszówki. A przecież nie po to bierzemy z Jackiem najprzeróżniejsze urządzenia i akcesoria na redakcyjny tapet, by zarówno w trakcie odsłuchów, jak i po ich zakończeniu ordynarnie lać wodę.

Mając na koncie kontakt z dość szerokim wachlarzem wyrobów Siltecha i patrząc na dotychczasowe odsłuchy z perspektywy czasu, śmiem twierdzić, iż to właśnie Crown Princess i Prince 35 Anniversary reprezentują najbardziej korzystną dla końcowego odbiorcy relację pomiędzy oferowaną jakością brzmienia a może nie najniższą, lecz jeszcze całkiem akceptowalną, jak na high-endowe realia, ceną. Warto również mieć na uwadze, że mowa o limitowanej edycji jubileuszowej, której więcej na „sklepowych półkach” raczej się nie uświadczy, czyli tak na dobrą sprawę zakup tytułowych Siltechów w pewnym sensie należy traktować jako inwestycję nie tylko natury stricte audiofilskiej, lecz również kolekcjonerskiej.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature)
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Dynaudio Contour 30
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Audiomica Laboratory Pebble Consequence USB; Fidata HFU2; Luna Cables Rouge USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasiilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3

Opinia 2

To, że pochodzący z Holandii producent okablowania audio Siltech, według wielu audiofilów serią Triple Crown mówiąc kolokwialnie rozbił bank, czyli mocno odskoczył konkurencji, nie jest pozbawione nutki prawdy. Naturalnie w wielu przypadkach wiele zależy od konkretnego systemu, ale z licznych rozmów wiem, że aby topowe konstrukcje nie wpisały się w jakąś układankę, musi się skumulować wiele przeciwności losu. Owszem, takie również się zdarzają, jednak pomijając ten ewentualny margines porażek oficjalna wieść gminna niesie, iż bez dwóch zdań Siltech stał się wzorem do naśladowania. I nie ma znaczenia, czy ja, czy Wy, czysto hipotetycznie będziemy próbować z tym polemizować. Fakt jest faktem, że wielu uważa wspomnianą markę za the best. Po co przywołanym do tablicy Holendrom tak nieprzyzwoicie słodzę? Spokojnie, nie bez przyczyny. Mianowicie chodzi o wizytę w naszej redakcji nowej serii drutów, z której u nas pojawiły się łączówki XLR Crown Princess i głośnikowe Crown Prince w jubileuszowej wersji 35 Year Anniversary. To zaś pozwoli nam przyjrzeć się z bliska, jak daleko topowe konstrukcje Siltecha odskoczyły od zajmujących niższe szczeble w cenniku serii. Zainteresowani? Jeśli tak, nie pozostaje nic innego, jak zaprosić do lektury poniższego tekstu, o którego metalurgiczny wsad zadbał krakowsko-warszawski dystrybutor Nautilus.

Analiza budowy będącego zarzewiem tego spotkania jubileuszowego Siltecha nie będzie oferować jakiś przełomowych danych na temat ogólnego wyglądu. Niestety całość wdrożonych do tej wersji zmian typu: inny splot poszczególnych pakietów drucików, nieco inny skład użytego do ich wyprodukowania srebra, zawarte w przypominających pociski filtry, czy choćby zmiana izolatorów poszczególnych warstw srebrnych warkoczyków, ukryto pod zewnętrzną otuliną. Jedno co możemy z pewnością stwierdzić, to wygląd i kolor otulającego przewodniki z zewnątrz materiału. Ten z szerokiej palety barw wykorzystuje ciemny odcień błękitu i jest fantastycznie odbieraną przez nasz ośrodek zarządzania wizją opalizującą plecionką. Temat akcesoriów łączeniowych w stylu XLR, RCA, czy widełek i bananów dla okablowania głośnikowego w wersji do zaopiniowania Holendrzy zabezpieczyli przy pomocy szczytowej oferty japońskiego Oyaide. Jak to często w sektorze High End bywa, wszystkie kable są kierunkowe, czego odzwierciedlenie znajdziemy na wspomnianych, wykończonych w srebrnym macie baryłkach. Ale oprócz azymutu podłączania znajdziemy tam dodatkowo bardzo ważne dla potencjalnego nabywcy, bo stwierdzające oryginalność produktu, przypisane osobno dla każdego kabla, dodatkowo potwierdzone stosownym certyfikatem numery seryjne. Banał? Bynajmniej. A jeśli ktoś twierdzi inaczej, niech wpisze w wyszukiwarkę modele dzisiejszych bohaterów, a okaże się, że dostarczone do testu sztuki są mocno „przewartościowane”. Oczywiście ostatnie zdanie jest żartem, ale nie przytoczonym dla zabawy, tylko jako ostrzeżenie przed zakupem okablowanie tej i innych znanych marek z niewiadomego źródła. Wieńcząc dzieło wypuszczenia na rynek jubileuszowego wcielenia okablowania panowie z położonego najniżej w Europie landu postanowili spakować pięknie prezentujące się kolorowe węże w dodające kolejnej szczypty smaku pudełka w kształcie grubych książek. Zbędny blichtr? Ludzie, błagam. Przecież rozprawiamy o serii ponadczasowej, a ta ma być inna niż wszystkie. I nie chodzi li tylko o oferowane brzmienie, ale również wizerunkową otoczkę, co według mnie udało się zbudować w stu procentach.

Pierwsze, co po wpięciu w tor opisywanych dzisiaj drutów daje się wyartykułować, to konsekwentne hołdowanie 35-tek zjawiskowej muzykalności. Dźwięk wydaje się być przy tym nieco ciemniejszy, ale w żadnym wypadku nie możemy mówić o jego zgaszeniu. Nadal jest bogaty w alikwoty wysokich rejestrów, z tą tylko różnicą od próbującej za sprawą zbytniej jaskrawości być przebojową za wszelką cenę konkurencji, że jest dopełnieniem przekazu nastawionego na dobre wysycenie, a nie gwiazdą samą w sobie. Naturalną konsekwencją kreowania gęstego spektaklu muzycznego jest osadzenie dźwięku w masie, ale o dziwo z zachowaniem sprężystych niskich tonów. Jest moc, a przy tym krawędź, co nie pozwala na szkodliwe uśrednianie wydarzeń na wirtualnej scenie i nie oszukujmy się, jest podstawą do uzyskania ponadprzeciętnej rozdzielczości. Reasumując powyższy słowotok, nabywając jubileuszowe Siltechy mamy do czynienia z bardzo spójną, nastawioną na muzykalność, ale bogatą w informacje ofertą soniczną, na co wielu z Was z pewnością bardzo liczy. Próbując przybliżyć wynik połączenia mojego seta srebrnymi Holendrami w pierwszej kolejności przywołam sesję płytową Bałdych & Herman „The New Tradition”. Niby nuda. Przecież skrzypce i fortepian pozornie nie mają potencjału same stworzyć wciągającej wielu melomanów suity. Tymczasem sposób oddania majestatu instrumentu klawiszowego i zjawiskowej wirtuozerii skrzypiec (Adam Bałdych na tle większości podobnych mu muzyków gra zjawiskowo rozwibrowanymi pociągnięciami smyczka po strunach), plus bogactwo informacji każdego pasażu nutowego, okazały się być swoistym muzycznym narkotykiem zmuszającym nie do przesłuchania tego krążka do końca. Na drugi ogień poszła wokaliza Anny Marii Jopek w kompilacji „Ulotne”. Wynik? Cóż, Pani Ania zawsze lekko podkręca rozmach świeżości (czytaj napowietrzenia) swoich projektów płytowych, a mimo to, dzięki sznytowi grania holenderskich węży, w założeniach nostalgiczna opowieść nic a nic nie straciła na duchowości. Było soczyście, ze swobodą i niezbędną dla tego typu twórczości nutą intymności, czyli wynik na miarę oczekiwań artystki. Na finał starcia z pochodzącym z rejonów europejskich depresji pomysłem na dźwięk postanowiłem zmierzyć się z czymś cięższym. W rolach głównych była folkowo-damsko-męska wokaliza, rockowe instrumentarium i metalowa ekspresja, czyli znany z moich tekstów Percival Schuttenbach „Svansevit”. Jeśli znacie, to wiecie, ale jeśli nie, to informuję, iż w tym przypadku zderzamy się z szaleństwem w każdym aspekcie muzycznym. Tutaj piekielne tempo prezentuje każdy punkt programu. Od wokali rodem z ludowych przyśpiewek, po przypisane dla muzyki metalowej nie tylko mocno energetyczne, ale również wściekle szybkie uderzenia muzycznego składu. Mówiąc wprost, muzyka nie daje nam szans na odpoczynek. A jeśli tak, to wyobraźcie sobie, co byłoby w momencie braku odpowiedniej rozdzielczości przekazu. To byłaby przysłowiowa w złym tego słowa znaczeniu ściana bliżej nieokreślonego dźwięku. A przecież nie o to w muzyce, bez względu na jej nurt chodzi. Owszem, kiedy wymaga tego materiał, mamy dostać kopa, ale w innym przypadku powinniśmy zostać zaproszonymi do kościoła na pięknie zaśpiewane religijne pieśni. Ale za każdym razem, owoc pracy systemu audio mam być odzwierciedleniem zapisanych na srebrnym krążku nut, a nie daleką od prawdy wariacją według czy to urządzeń, czy użytego do ich połączenia okablowania. Na szczęście konstruktorzy Siltecha wiedzą, jak połączyć muzykalność z rozdzielczością i nawet ze starcia z tak ekstremalną muzą za sprawą serii okablowania na 35-cio lecie istnienia marki potrafili wyjść z tarczą.

Jak widać, znajdująca się gdzieś w środku cennika jubileuszowa seria kabli Siltech’a ma wiele cech topowych Triple Crown”ów. Naturalnie wszystko adekwatnie do ceny jest mniej zjawiskowe. Jednak zderzając dzisiaj opisywany zestaw z potencjalną konkurencją jestem przekonany, że wywołani do tablicy interlokutorzy będą musieli się sporo napocić, aby sprostać bardzo wysoko zawieszonej przez Holendrów poprzeczce pod względem jakości generowanego dźwięku. Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie: „Do jakiego potencjalnego zestawu pasują bohaterowie dzisiejszego testu?”. Odpowiedziałbym, że prawie do każdego, gdyż jedynym mogącym mieć ewentualne problemy, będzie tylko zagubiony w poszukiwaniu zbytniego wysycenia orędownik źle interpretowanej muzykalności. Wszystkie inne pokażą Wam, jak powinna brzmieć prawdziwa muzyka. I nie ma znaczenia, czy układanka jest neutralna, czy już w pakiecie startowym lekko zagęszczona. Jeśli w żadnym z przywołanych przypadków nie przekroczyliście cienkiej linii zdroworozsądkowego spojrzenia na tak zwaną eufonię, lub jej siłowe unikanie, holenderska rodzina książęca z pewnością odwdzięczy się Wam pięknym dźwiękiem.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0, przetwornik D/A Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond, Statement
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Dystrybucja: Nautilus
Ceny
Siltech Crown Princess 35 Anniversary 2 x 1m: 14 900 PLN (SST Connect, Neutrik XLR), 16 900 PLN (Oyaide XLR Focus 1)
Siltech Crown Prince 35 Anniversary: 49 900 PLN / 2 x 2.5 m, 59 900 PLN / 2 x 3 m

Pobierz jako PDF