1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Stealth Audio Black Magic Ultra T-Select

Stealth Audio Black Magic Ultra T-Select

Opinia 1

Jak z pewnością nasi wierni Czytelnicy zdążyli zauważyć dziwnym zbiegiem okoliczności choć to zazwyczaj pokaźnej postury urządzenia i kolumny są motywem przewodnim naszych niezobowiązujących i wybitnie subiektywnych refleksji a wszelakiej maści okablowanie i audio-akcesoria pełnią rolę swoistych przerywników dających wytchnienie naszym plecom, to popularność postów z linkami do naszych wynurzeń wydaje się ową prawidłowość odwracać. Okazuje się bowiem, że zdecydowanie więcej do powiedzenia nt. takowych akcesoriów i okablowania mają jednostki nimi zupełnie niezainteresowane, aniżeli stanowiące grupę docelową – obeznane, osłuchane z wielkogabarytowymi i górnopółkowymi komponentami w stylu high-endowych źródeł, przetworników, wzmacniaczy, czy wspominanych kolumn. Pomijając jednak modelowy wręcz przykład efektu Dunninga-Krugera, gdzie tego typu publikacje ściągają niczym płomień świecy ćmy jednostki wychodzące z założenia, że skoro się nie znają – nie miały obiektu dyskusji w ręku, o „przesłuchaniu” nawet nie wspominając, to się wypowiedzą, zastanawiający jest brak choćby śladowego pragnienia organoleptycznego – nausznego potwierdzenia głoszonych przez nich negacji wpływu „bibelotów” na cokolwiek z dźwiękiem związanym. Rozumielibyśmy, że nikt przy zdrowych zmysłach nie porywałby się na szarpanie się z ćwierćtonowymi kolumnami, bądź 150 kg wzmacniaczem, ale czemuż nie zbudować odpowiedniej narracji na własnych doświadczeniach z niepozornym, mieszczącym się w pudełku po małej pizzie kabelkiem. Najwidoczniej wystarczy im wiara, która podobnie jak cena podobno czyni cuda. My jednak do wszelakich zjawisk nadprzyrodzonych podchodzimy z daleko idącym sceptycyzmem i nawet jeśli ktoś takowe prawdy objawione nam oznajmia kurtuazyjnie kiwamy głową a następnie, jeśli nadarza się ku temu okazja owemu czemuś uważnie przysłuchujemy. I właśnie z takim przypadkiem przyszło nam się zmierzyć, bowiem dzięki uprzejmości łódzkiego Audiofastu dotarł do nas przewód … Ethernet Stealth Audio Black Magic Ultra T-Select, na którego test serdecznie zapraszamy.

Choć zarówno dostępne na stronie producenta oraz dystrybutora zdjęcia a poniekąd i sama nazwa mogą sugerować, iż tytułowy przewód jest, bądź przynajmniej powinien być czarny, to jak unaocznia powyższa galeria Stealth Audio Black Magic w swej topowej inkarnacji Ultra T-Select jest … biały. W dodatku o domniemanej „magiczności” świadczyć może jedynie charakterystyczna ruchoma carbonowa tuleja nanizana na jego przebieg, bo i samą średnicą, jak i bizantyjskością aparycji pochwalić się nie może. Ot tytułowy Stealth ma w pełni akceptowalną grubość, białą plecionką koszulki ochronnej niczym specjalnym się nie wyróżnia a pod względem podatności na zginanie i układanie mamy do czynienia z w pełni ergonomiczną wiotkością. A właśnie, skoro o ergonomii mowa to nie sposób nie wspomnieć, iż zastosowane przez Serguei’a Timacheva RJ-ki mają praktycznie całkowicie chowające się w gniazdach „zatrzaski”, więc wypinanie przewodu w sytuacji, gdy dostęp do gniazda jest utrudniony, jak chociażby w Lumïnach z racji „cofnięcia” ściany tylnej względem nawisu płyty górnej może wymagać nieco wprawy.
Pod względem budowy nasz dzisiejszy gość składa się z czterech skręconych ze sobą przewodów koncentrycznych w izolacji teflonowej. Ponadto zamiast ogólnodostępnego asortymentu producent zdecydował się na opatentowane własne złącza RJ45 w powłoce z włókna węglowego.

Dla jednych stety, dla innych niestety, ale inaczej wyjść mi nie chciało i nie dało się ukryć, iż apllikacja Stealth Audio Black Magic Ultra T-Select była … zauważalna. Znaczy po przesiadce z własnego punktu odniesienia coś się zmieniło. Co? Otóż amerykański interkonekt „gra” niezwykle płynnie, koherentnie i niemalże krągło, lecz bez wyraźnej utraty rozdzielczości, gdyż zarówno definicja planów, ich gradacja oraz rozlokowanie źródeł pozornych są na bardzo wysokim poziomie. Jednak od pierwszych taktów „Eternal Blue” Spiritbox wyraźnie słychać, iż w porównaniu z moim dyżurnym TIGLON-em TPL-3000L-WT (White Tiger) amerykańska łączówka nieco inaczej rozkłada akcenty, czyli w tym wypadku przesuwa je w kierunku spójności i soczystości tkanek wypełniających bryły, czy też kluczowości harmonii w przekazie. W rezultacie początkowo można odnieść wrażenie delikatnego spowolnienia przekazu i złagodzenia ataku. Jakby natychmiastowość zmian ewoluowała w kierunku płynności ich następowania niczym przy przesiadce z Vitus Audio SCD-025 Mk.II na któryś ze starszych modeli C.E.C-a. Jednak bardzo szybko okazuje się, że wszystko przebiega z właściwym sobie timingiem a jedynie wspomniane koherencja i gładkość a tym samym brak ostrości, szorstkości i podskórnej nerwowości powodują pozorne uspokojenie. A to z kolei bynajmniej nie objawia się niczym następstwa przyjęcia pavulonu a brakiem zazwyczaj zupełnie niepotrzebnej ofensywności, jak przykładowo nazbyt szorstkich górnych rejestrów w „Negative Spaces” Poppy. W rezultacie drącej się wokalistki można było słuchać nie tylko głośniej, co przede wszystkim dłużej bez wyraźnego zmęczenia. Całe szczęście amerykańska łączówka nie próbowała w ten sam sposób „uszlachetniać” dołu reprodukowanego pasma, więc tutaj różnicowanie konsystencji, faktur było pełne, praktycznie nienaruszone. Jedynie wspomnianą wcześniej „krągłość” śmiało można było uznać za „znak firmowy”, więc jeśli ktoś lubi być „golony” w trakcie odsłuchu niczym podczas wizyty w profesjonalnym barber shopie, to sygnatura Stealtha może wydać się mu nazbyt uładzona. Jednak jak to mówią de gustibus …, więc generalnie nie ma co gdybać, tylko wypożyczyć i posłuchać we własnym przewodzie
Nijakich uwag nie powinno być za to na leniwie sączącym się repertuarze w stylu „Diavola” Gabrielle Cavassa’y, gdzie blisko „ujęta” mikrofonem artystka jedynie roztacza wokół siebie aurę zmysłowego seksapilu i pewnej tajemniczości a Stealth jedynie pozwala sobie ów nastrój intensyfikować. Nie podaje wszystkiego na srebrnej tacy i nie dokonuje beznamiętnej analizy, lecz budując scenę nieco dalej niż mam na co dzień pozostawia miejsce na pewne niedopowiedzenie i własną, znaczy się słuchacza, interpretację.

Jak na high-endowe standardy Stealth Audio Black Magic Ultra T-Select jest niezwykle dyskretną, żeby nie powiedzieć „skromną” wizualnie propozycją. Jednak jego siła nie tkwi w iście bizantyjskim przepychu opakowania a wyrafinowanym i niezwykle zrównoważonym brzmieniu, które ani się nie narzuca, ani nie próbuje niejako na nowo zdefiniować naszych ulubionych i niemalże znanych na pamięć nagrań. Po prostu sprawia, że brzmią one nieco dojrzalej i atrakcyjniej, co szczególnie w przypadku ciężkiego rocka wydaje się wielce pożądaną cechą.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Z uwagi na fakt braku akceptacji pewnych aspektów w naszej zabawie przez wielu moich pobratymców powiem wprost, temat tego spotkania jest bardzo gorący. Chodzi oczywiście o będące zarzewiem wielu sporów pośród audio-freaków okablowanie cyfrowe. Okablowanie, które w rozumieniu oponentów z racji przesyłania uporządkowanych pakietów zer i jedynek ma być wolne od jakiegokolwiek wpływu na brzmienie wykorzystującej je elektroniki. Niestety z doświadczeń nie tylko moich, ale zapewne także wielu z Was wynika, iż kolokwialnie mówiąc ta teoria nie trzyma się kupy, bo zamiany znakomicie słychać. Z jakich powodów to nie miejsce do rozkminiania tak polaryzującej kwestii, jednak nie mogę nie wspomnieć, iż nie raz i nie dwa gościłem u siebie zatwardziałego piewcę braku takiej możliwości, któremu po usłyszeniu różnic dotychczasowy techniczny świat wykonywał przysłowiowego fikołka. Ale zostawmy niewierzących w spokoju i przyjrzyjmy się tematowi tej epistoły. A będzie nim próba określenia cech brzmienia kabla zza wielkiej wody w postaci dostarczonego przez łódzkiego dystrybutora Audiofast Stealth Audio Black Magic Ethernet.

Jeśli chodzi o garść informacji na temat rzeczonego przewodu, w pierwszej kolejności spieszę donieść, że jak to u inżynierów tego podmiotu jest standardem, wszystko jest albo opatentowane, albo co najmniej firmowym pomysłem. Idąc za danymi ze strony Stealth Audio konstrukcja opiera się o firmowy splot 4 teflonowych przewodów koncentrycznych tworzących jedną zwartą wiązkę. Tę zaś wieńczą opatentowane przez Amerykanów wtyki RJ45 na bazie obrabianego maszynowo włókna węglowego. Ostatnią istotną informacją – przynajmniej dla sporej grupy z nas, jest zapewniający najwyższą jakość produktu ręczny proces produkcyjny każdej sztuki i przed spakowaniem w estetyczne opakowanie poddanie procesowi testowemu na specjalnie zaprojektowanej do tego celu maszynie. Jak widać, informacje, mimo że jest ich kilka, są jednak bardzo zdawkowe, jednak tak naprawdę najważniejszy jest efekt soniczny oferowany przez naszego bohatera, o czym skreślę kilka zdań w kolejnym akapicie.

Co mogę powiedzieć o tytułowej cyfrówce spod znaku Stealth Audio? Otóż najważniejszą jej cechą jest bardzo lubiana przez wielu melomanów muzykalność. Bez poszukiwania nadmiernej ekspresji, jednak z zachowaniem pełnej palety informacji, co wespół ze świetną barwą i esencjonalnością słuchanej muzyki podnosi namacalność jej odbioru. Naturalnie efektem jest minimalne ugładzenie krawędzi dźwięku i agresji ataku, ale myli się ten, kto sądzi, że muzyka jakoś dramatycznie zwolniła tempo. Co to, to nie, gdyż konsekwentnie serwowała mi ofensywne basowe impulsy, ciekawie rozwibrowaną średnicę – mimo sporej soczystości i co prawda ocieplone, ale nadal dźwięczne wysokie tony. Po prostu po kablowej roszadzie z mojego codziennego kabla LAN duńskiej marki Dyrholm na Amerykanina zmianie uległy tylko priorytety brzmienia systemu, a nie jakość prezentacji. Przekaz wzmocnił się w domenie masy i płynności, co spowodowało przyjemne w odbiorze ukulturalnienie słuchanej muzyki. Nadal oferującej odpowiedni pakiet ekspresji, jednak tym razem z wyczuwalnie większą nutą gładkości oraz przyjemnej w odbiorze, bo dobrze rozumianej krągłości. A co w tym wszystkim było najistotniejsze, to fakt, że gdy twórczość ukierunkowana na docieranie do głębi duszy melomana romantyka zjawiskowo na tym w zrozumiały sposób tylko zyskiwała, to ta z puli buntu mimo lekkiego utemperowania bezpośredniości specjalnie niczego nie traciła, a jedynie przyjemniej wybrzmiewała. Efektu działań kabla Black Magic na polu jazzu ze zrozumiałych względów nie będę przywoływał, bo szczypta płynności przy dobrym pakiecie informacji zawsze jest mile widziana. Warto natomiast nieco przyjrzeć się przykładowym rozszalałym pasażom rockowym. Chodzi o to, że w pierwszym momencie wyczuwalne minimalne uspokojenie prezentacji natychmiast z wielką przyjemnością kompensowałem głośnością słuchania. Kocham ten rodzaj muzyki i bez problemu biorę na przysłowiową klatę słabą jakość realizacji. Jeśli jednak podczas podobnego do testowego odsłuchu wirtualny świat pomiędzy kolumnami jest udanie pokolorowany, natychmiast łapię za pilota i podnoszę dawkę wypełniających mój pokój decybeli. Chyba nikogo nie muszę przekonywać, że wówczas rockowe popisy odbiera się inaczej. Naturalnie w tym przypadku tylko i wyłącznie lepiej.

Gdzie sytuowałbym punkt zapalny naszego spotkania? Ze zrozumiałych względów w pierwszej kolejności w systemach cierpiących na zbytnią oschłość, chłód oraz niedowagę projekcji muzyki. Stealth Audio Black Magic jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sprawi, że muzyka nabierze odpowiednich proporcji w domenie wagi i gładkości, a przez to muzykalności. Ale tak naprawdę bez problemu spróbowałbym również zastosować go w zestawach neutralnych. Wiem, że teoretycznie dają Wam wszystko. Jednak czasem może okazać się, że nie do końca lub najzwyczajniej w świecie zmieniły się Wasze preferencje i doprawienie brzmienia posiadanej układanki audio dobrze rozumianą muzykalnością będzie trafieniem w nowy punkt oczekiwań znudzonej starym brzmieniem duszy. Czy tak finalnie będzie, nie wiem. Wiem jednak, że w obu przypadkach warto podnieść testową rękawicę.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Audiofast
Producent: Stealth Audio Cables
Cena: 16 360 PLN / 1m + 2 3640 PLN / 0,5m

Pobierz jako PDF