1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Stealth Audio Octava AES/EBU

Stealth Audio Octava AES/EBU

Opinia 1

Wydawać by się mogło, że po plikowej rewolucji, która jeńców w postaci popularnych dotychczas formatów (CD/SACD) raczej nie brała, konwencjonalne przewody cyfrowe może nie tyle zejdą do podziemia, czy też stracą rację bytu, co zostaną przesunięte nawet nie na drugi a trzeci plan. Niby sytuację „optyków” nieco ratuje powszechność tego typu wyjść w telewizorach, choć ich pozycję coraz intensywniej podgryza popularyzacja w stereofonicznych DAC-ach portów HDMI, dzięki którym wyłuskanie sygnału audio jest równie intuicyjne jak w przypadku gniazd USB, które to właśnie dzięki plikom z niszy PC-Audio w tzw. okamgnieniu weszły na audiofilskie salony i tak po prawdzie zaczęły rozdawać karty. Skoro bowiem jasnym stało się, że to właśnie po USB da się przesłać gęste formaty, które standardowe złącza i protokoły limitowały do 192kHz/24Bit w późniejszej fazie ratując się protezą w postaci DoP (DSD over PCM), bądź własnymi, z reguły niekompatybilnymi poza daną marką rozwiązaniami, trudno się dziwić, że uwaga nabywców skupiła się właśnie na przewodach dedykowanych transmisji po USB. Czyli co? Zostaje przysłowiowy kabel od drukarki a reszta kolekcjonowanych długie lata drutów ma wylądować w koszu, bądź na dnie jakiegoś pudła w pawlaczu z innymi „przydasiami”? Niekoniecznie, gdyż po pierwsze nie wszyscy audiofile i melomani na pliki przeszli, po drugie proszę sobie wyobrazić, że są tacy którym wspomniane archaiczne 192kHz/24Bit w zupełności wystarcza, po trzecie cały czas są dostępne na rynku transporty CD do których większości plikograjów jeszcze duuużo brakuje, a po czwarte nie można przecież zapominać o nader pokaźnym gronie posiadaczy dzielonych, konwencjonalnych źródeł cyfrowych, którzy wymieniać na razie nic nie zamierzają a jedynie wycisnąć ostatnie soki z posiadanych konfiguracji. I właśnie im dedykujemy niniejszy odcinek naszych subiektywnych opowieści biorąc na redakcyjny tapet, dostarczony przez łódzki Audiofast przewód cyfrowy Stealth Audio Octava AES/EBU.

W ramach wprowadzenia, czyli krótkiej charakterystyki debiutującej na naszych łamach amerykańskiej marki warto wspomnieć, iż sama jej nazwa jest akronimem hasła Sound Technology Enabling Audibly Lucid Transcomponent Harmony, czyli Technologii Dźwięku Umożliwiającej Słyszalną Harmonię Międzyelementową, co cywilizując przekaz może oznaczać zapewnienie synergii pomiędzy spinanymi komponentami. Przyznacie Państwo, że to całkiem nośny przekaz marketingowy jak na stosunkowo młodą, gdyż działającą „zaledwie” od 1999 r. firmę, która może nie wyważa już otwartych drzwi i nie próbuje na nowo wynaleźć koła, jednak patrząc na jej bezkompromisowe podejście do tematyki audio trudno oprzeć się wrażeniu, że jeśli nie wszystko, to przynajmniej większość pozornie oczywistych i od lat niezmiennych rozwiązań stara się robić po swojemu i we własnym zakresie. Takim też, w pełni autorskim projektem jest tytułowa łączówka, którą tak naprawdę tworzy … osiem (jak widać podpowiedź kryła się w nazwie) równolegle poprowadzonych, otwierających amerykańskie portfolio przewodów Varidig. Dla porządku tylko dodam, że w oczko niższym od Octavy Sextecie siedzi sześć Varidigów. Czyli tak naprawdę mamy do czynienia ze wspólną terminacją ośmiu w pełni funkcjonalnych interkonektów. Żeby jednak nikt nie zarzucił, że Serguei Timachev i jego ekipa idą na łatwiznę zamiast białych peszelków, w jakich oferowane są Varidigi, tym razem zdecydowano się na dystyngowaną czerń siedmiu przebiegów i stanowiący element przełamania ewentualnej monotonii pojedynczy, przyobleczony w granatową (navy blue) koszulkę, co na skutek skręcenia składowych na podobieństwo liny okrętowej nadaje całości optycznej dynamiki. Ów linopodobny splot poszczególnych przewodów owinięty jest wokół plecionego kewlarowego rdzenia środkowego a konfekcji dokonano zaprojektowanymi w Stealth Audio (podobno absolutnie najlepszymi) dedykowanymi transmisji cyfrowej złączami o karbonowych korpusach i bardzo lekkich, pustych w środku stykach z litego srebra i wspornikach z kewlaru. Pomimo dość zauważalnej średnicy Octava jest zaskakująco wdzięcznym pod względem układania, wręcz wiotkim przewodem, więc poza wygospodarowaniem miejsca na sam wtyk i kilku centymetrów na zagięcie okablowania nie przewiduję większych problemów z jego aplikacją. Skoro już jesteśmy przy technikaliach nie sposób nie wspomnieć, iż każdy z ośmiu, tworzących Octavę Varidigów ma pojedynczy rdzeń przewodzący sygnał i czterowarstwowy ekran/masę LITZ o zmiennym skoku – jego grubość (średnica) nie jest stała, lecz zmienia się na długości. Z kolei w roli dielektryka zamiast „litego” zastosowano „porowaty” Teflon. I jeszcze jedno. Otóż dostarczony na testy egzemplarz jest wersją podstawową i zarazem tańszą od modelu z dodatkiem „-T” w nazwie, który z kolei może pochwalić się ruchomą tuleją tuningową Stealth, której finalne umiejscowienie odbywa się w każdym systemie „na słuch”, co dość wyraźnie wskazuje na jej słyszalny wpływ na efekt finalny. Jak to się sprawdza w praktyce nausznie zweryfikujemy przy najbliższej nadarzającej się okazji, która to, nieco uchylając rąbka tajemnicy, czai się tuż za horyzontem.

Jak z pewnością zdążyli Państwo zauważyć nigdzie do tej pory nie wspomniałem z czego tak naprawdę Octava jest wykonana, tzn. co jest w niej przewodnikiem i proszę mi wierzyć, bądź nie, ale taka informacja również i w dalszej części niniejszej epistoły nie padnie. Powód takiego niedomówienia z naszej strony jest prozaiczny i oczywisty zarazem – skoro sam producent nie raczył był takowymi niuansami ze światem się podzielić, to i nam nawet do głowy nie przyszło dokonywać bestialskiej wiwisekcji dostarczonego kabelka. Niby w sieci na upartego można napotkać nader lakoniczne wzmianki o stosowaniu srebrnych i złotych solidcore’ów, stopów metali monokrystalicznych i amorficznych, jednak to wszystko mało konkretne ogólniki. Jedyne co pewne i potwierdzone, to fakt, iż Stealthy wykonywane są ręcznie, acz każdy egzemplarz zanim opuści „fabrykę” przechodzi restrykcyjne testy pomiarowe. Nici zatem z dywagacji i czysto teoretycznych założeń, że skoro przewodnikiem jest X, lub Y pokryty Z, to cośtam, cośtam. Niestety nie tym razem. Typowa carte blanche, gdzie nieobciążeni jakimikolwiek wcześniejszymi doświadczeniami i skojarzeniami chciał nie chciał musimy sami odrobić pracę domową i odpowiedzieć, jak nam tytułowa łączówka gra w systemie.
A proszę mi wierzyć, wbrew temu co twierdzą zagorzali kablosceptycy, że gra. Jednak aby poznać pełnię jej możliwości należy uzbroić się w cierpliwość i poczekać aż się ułoży, zaakomoduje i rozegra, co przynajmniej w moim systemie zajęło jakiś … tydzień. Sporo? Nie przeczę, jednak efekt finalny wart był poświęconego czasu, bowiem wyjęta prosto z miękkiego etui Octava grała najdelikatniej rzecz ujmując dźwiękiem kompletnie pozbawionym życia i barw. Efekt był na tyle niepokojący, iż początkowo obawiałem się czy przypadkiem przewód nie uległ jakimś niewidocznym gołym okiem uszkodzeniom podczas przebytej podróży. Skoro jednak nic nie przerywało sygnału nawet podczas poruszania kablem w trakcie odsłuchu, to taką ewentualność odrzuciłem. Kolejne podejrzenia padły na źródło, czyli Lumina U2 Mini, a dokładnie na to, czy przypadkiem w ferworze walki nie poprzestawiałem czegoś w konfiguracji jego wyjść cyfrowych, gdyż na co dzień korzystam praktycznie wyłącznie z USB. Szybka inspekcja menu i kolejne pudło – wszystko jest OK, w dodatku, z konwencjonalnych interfejsów tylko AES/EBU było aktywne, więc ewentualne interferencje też nie wchodziły w rachubę. No nic, najwyżej odeśle się dystrybutorowi kabelek bez testu, na który szkoda i czasu i prądu (w myśl naszego motta, iż „Życie jest zbyt krótkie na nudne, w domyśle złe, Hi-Fi”). Jednak wraz z przebiegiem dźwięk Octavy zaczął ewoluować. W pierwszej kolejności iście papierowa głębia ostrości krok po kroku szła do tyłu mozolnie, bo mozolnie, acz konsekwentnie umiejscawiając na właściwych miejscach kolejne plany. Następnie zszarzała i gęsta woalka zaczęła opadać z poszczególnych muzyków a ich bryły nabierały nie tylko definicji, ale i barw. Co ciekawe soczystość i saturacja świetnie kontrastowały z kompletnie nieprzeniknioną czernią tła, które zostało nad wyraz skutecznie oczyszczone z wszelakiej maści pasożytniczych artefaktów. Warto jednak nadmienić, iż łączówka Stealth-a daleka jest od „audiofilskiej” hiper-detaliczności i kreślenia źródeł pozornych z laserową precyzją. Zamiast bowiem iść w laboratoryjną analityczność stawia na naturalną miękkość i swobodę przekazu oferując jednocześnie wysoce satysfakcjonującą rozdzielczość w jej zupełnie nienachalnej formie, czyli takiej, gdzie słychać wszystko, lecz bez sztucznego podrasowywania drugo- i trzecioplanowych drobiazgów odrywających uwagę widza, znaczy się słuchacza, od głównego nurtu akcji.
Wracając jednak do dosłownie przed chwilą wspomnianej czerni i właściwej hierarchii akcentów świetnie to jest pokazane na „Sounds of Mirrors” Dhafera Youssefa, czyli albumie, gdzie poszczególne dźwięki, jak i warstwa wokalna tworzą misterną i niezwykle filigranową, koronkowa pajęczynę, instalację muzyczną zawieszoną właśnie w owym aksamitnym i nieprzeniknionym mroku. Jakakolwiek anomalia, zaszumienie może nie tyle burzy ów konstrukt, co wyraźnie go deformuje sprawiając, iż orientalne instrumentarium zamiast koić zaczyna drażnić nasze umęczone codzienną gonitwą zmysły. A z Octavą w torze czerń jest niczym Vantablack absorbując niemalże 100% (dokładnie powyżej 99,965%) trafiającego na niego promieniowania, w tym widocznego światła, mikrofal i fal radiowych. Nie jest to jednak lepka magma zabijająca wszelakiej maści pogłosy i wybrzmienia, gdyż akurat one amerykańska łączówka prezentuje nad wyraz pieczołowicie, lecz ich wybrzmienia są niczym nieskrępowane i jeśli tylko tak zostały zarejestrowane, stworzone na konsolecie, to mogą praktycznie wygasać w nieskończoność, gdyż nic im tego procesu nie przerwie. Po prostu każde z takich wybrzmień gaśnie w swoim tempie, powoli zanurzając się w bezkresnym i nieprzeniknionym mroku. Oznacza to mniej więcej tyle, że jeśli nie wszyscy, co przynajmniej zdecydowana większość miłośników gry ciszą będzie w siódmym niebie.
Z przeciwległego bieguna, czyli repertuaru nie dość, że z ciszą niewiele mającego wspólnego, to dość ściśle nawiązującego do iście piekielnych rozkoszy, pozwoliłem sobie sięgnąć po niezbyt ekstremalny, przynajmniej z perspektywy mojej płytoteki, thrashmetalowy „Titans of Creation” Testamentu. Oczywiście dla jednostek nieobeznanych z taką estetyką pierwsze kilka minut może okazać się równie odświeżające jak zjazd po papierze ściernym do wanny z jodyną. Jednak tu chodzi o coś zupełnie innego. O co? O … nie, nie o ogłuszenie, czy sponiewieranie słuchacza, gdyż to jedynie ewentualne bonusy, a o możliwie wierne oddanie zarówno potęgi i ciężaru reprodukowanego dzieła, wraz z piekielną szybkością, z jaką rozgrywają się na scenie wydarzenia. Niby oczywista oczywistość, jednak jak na razie Octava prezentowała się jako niezwykle organiczny i eteryczny przewód znajdujący upodobanie w wysublimowanych i dopieszczanych, niespiesznych dźwiękach. A takowych na ww. wydawnictwie nie ma. Jak się jednak okazało wystarczyło zaledwie kilka taktów „Children of the Next Level” by w łączówkę Stealth Audio wstąpiło złe i pokazała swoje dotychczas skrzętnie ukrywane zdecydowanie mroczniejsze oblicze. Może nie było to całkowite zerwanie z wydawać by się mogło natywną wysoką kulturą przekazu, ale czuć było, że większość lin asekuracyjnych strzeliło jak sznurki do snopowiązałki a nasz okręt niemiłosiernie targany jest wodami mrocznego przypływu. Gitarowe riffy i solówki Alexa Skolnicka, bestialskie, gęste blasty Gene’a Hoglana wspieranego przez piekielnie szybkie szarpnięcia basu DiGiorgio i niepodrabialny wokal Chucka Billy’ego tworzą wybitnie apokaliptyczny klimat, w którym nader łatwo się pogubić a następnie próbować ratować się idąc na skróty i upraszczając aranżacje, co sprawia, że cały spektakl traci większy sens. A Octava za ową galopadą swobodnie nadąża oddając złożoność aranżacji i nader udanie serwując nagromadzone tamże emocje. Jedyne do czego mógłbym się na siłę przyczepić, to delikatne zdystansowanie – odsunięcie pierwszego planu od słuchacza i lekkie zmiękczenie samych uderzeń czy to stopy, czy generalnie dźwięku. Co prawda zyskuje na tym kultura przekazu, lecz niejako przy okazji ginie część garażowej agresji.

W ramach finalnego podsumowania zasadnym wydaje się pytanie, czy Stealth Audio Octava AES/EBU jest przewodem dla każdego. Abstrahując od przekraczającej 30 kPLN ceny, która stanowi nader oczywisty stopień selekcji potencjalnych nabywców, śmiem twierdzić, że ze sporą dozą prawdopodobieństwa tak, choć ze wskazaniem tych, którzy w dążeniu do maksymalnej bezkompromisowości zabrnęli o krok, bądź dwa za daleko i chcieliby nieco złapać oddechu i swobody przekazu. W systemach, gdzie wszystko się spina i nic poprawiać nie trzeba Octava również się sprawdzi. Z kolei posiadacze nazbyt lekkich i eterycznych setów powinni mieć się na baczności, gdyż łączówka Stealth Audio sama z siebie niczego w domenie masy im nie sprezentuje, więc już o odpowiednią kaloryczność kontentu muszą zadbać we własnym zakresie. Generalnie uczciwie trzeba przyznać, iż jest to wielce intrygujący przewód manufaktury, która pomimo ponad dwóch dekad na rynku dziwnym zbiegiem okoliczności, przynajmniej u nas, do szerszej świadomości odbiorców przebić się nie może, a szkoda, bo to, co oferuje nie tylko może się podobać, ale i się podoba. Jeśli zatem szukacie Państwo czegoś niekoniecznie oczywistego a jednocześnie świetnie wykonanego i nie mniej intrygującego pod względem sonicznym, to odsłuch Stealth Audio Octava AES/EBU wydaje się wręcz obowiązkowy.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini / U2 Mini + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³ + Graphite Audio IC-35 Isolation Cones
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference; Acrolink 7N-A2070 Leggenda
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VM

Opinia 2

Nie od dzisiaj wiadomo, że co meloman lub audiofil, to inny pomysł na wygenerowanie sygnału dla posiadanej układanki audio. I nie myślę tym twierdzeniem wskrzeszać odwiecznej wojny domowej pomiędzy piewcami techniki analogowej i cyfrowej, tylko skupię się na tematyce źródeł cyfrowych. Chodzi mianowicie o to, że w zależności od złożoności systemu stosujemy dwa rodzaje odtwarzaczy płyt kompaktowych lub wszelkiej maści streamerów, jakimi są produkty zintegrowane i bardziej rozbudowane na osobny transport i przetwornik cyfrowo/analogowy. I gdy w pierwszym przypadku temat kompletnego źródła z racji kompaktowości konstrukcji jako taki jest zamknięty, to już druga opcja niesie ze sobą pewne wyzwania w postaci dobrania odpowiedniego interkonektu cyfrowego. I właśnie do użytkowników tej drugiej opcji skierowany jest dzisiejszy test. Czego? Jak zwykle bardzo ciekawego od strony oferty brzmieniowej produktu, którym w dzisiejszym spotkaniu jest pochodząca z dystrybucji łódzkiego Audiofastu, flagowa cyfrówka AES/EBU amerykańskiej marki Stealth Audio Octava.

Niestety tytułowa marka swoje patenty technologiczne kryje jak tylko może, dlatego bazując na wiedzy zaczerpniętej z otchłani internetu w temacie konkretów wiemy niewiele. Dyskutanci wspominają coś o wykorzystaniu różnego rodzaju materiałów przewodzących typu: srebro, złoto, amorficzne stopy metali, czy kompozyty na bazie włókien węglowych oraz półproduktów do wykonywanych własnym sumptem wtyków takich jak kevlar, tytan, czy PTFE. To oczywiście z mojej strony bardzo skrótowe podejście do informacji zawartych w odezwie od producenta, jednak całość przekazu jest na tyle zdawkowa, że nie będę się nad nią uzewnętrzniał i odeślę zainteresowanych na stronę dystrybutora. Jedno co wiemy na pewno, to fakt budowy modelu Octave z ubranych w czarną otulinę z niebieskim motywem jednej z żył, 8 pełnoprawnych kabli sygnałowych z osobnym plecionym rdzeniem i otulonych czterowarstwowym ekranem LITZ o zmiennym skoku, jako osiem równoległych sygnałów zaterminowanych jedną wtyczką. Koncepcja ma przypominać rozwiązanie zastosowania ośmiu osobnych DAC-ów w przetworniku cyfrowo-analogowym, co ma skutkować lepszą rozdzielczością dźwięku na niskim poziomach głośności i zmniejszeniem tak zwanego dzwonienia dźwięku, odbieranego przez niektórych jako nalot cyfrowości. Co bardzo istotne, z uwagi na skomplikowanie konstrukcji wszytko wykonywane jest ręcznie, co z automatu daje dodatkową pewność stuprocentowej jakości, na którą firma daje dożywotnią gwarancję. Jednak to nie koniec ciekawostek na temat tego modelu łączówki cyfrowej, gdyż na życzenie możemy zamówić wersję Octava-T, na którą nałożono tuleję tuningującą brzmienie w zależności od jej położenia na całym przebiegu kabla. Jej zaletą jest płynne – w zależności od potrzeb konkretnej konfiguracji systemowej – dostrajanie finalnego brzmienia przesuwając ją co pół cala od jednej do drugiej strony. Niestety na testy dotarła wersja standardowa i nie mogliśmy potwierdzić sposobu działania pomysłu w realnym starciu, jednak bazując na wiedzy kilku podobnych patentach innych producentów wiem, że to ma rację bytu. Dlatego jestem dobrej myśli, że i mi kiedyś uda się tego zakosztować.

Gdybym miał w skrócie opisać brzmienie opiniowanej cyfrowej sygnałówki, powiedziałbym, iż stawia na dobrze rozumiane nasycenie przekazu. Muzyka jest odpowiednio dociążona, ale przy tym również energiczna i w żadnej mierze nie ospała. Naturalnie w starciu z drutami goniącymi atak ponad wszystko jest wyczuwalnie bardziej dostojna, jednakże w wartościach bezwzględnych w tej materii określiłbym ją jako trochę poniżej poziomu neutralności. To źle? Bynajmniej, gdyż nie dość, że sam lubię taką prezentację – patrz posiadany przeze mnie kabel Hijiri HDG-X Milion, to przy dbałości o dobrą wagę przekazu oferuje odpowiednią ilość informacji. Informacji nie tylko na górze pasma, ale również, a pokusiłbym się o stwierdzenie, że przede wszystkim w jego centralnym i dolnym zakresie. Dlaczego to takie ważne? Otóż brak rozdzielczości w tych newralgicznych częstotliwościach sygnału audio skutkuje katastrofą typu ograniczenie mikrodynamiki, a przez to nudną na dłuższą metę, pozbawioną kontroli „bułą”. Tymczasem Octava owszem jest soczysta i pulsująca energią, ale przy okazji wulkanem najdrobniejszych szczególików. A zapewniam wszystkich niedowiarków, wbrew pozorom w dolnym zakresie dzieje się bardzo dużo, bez czego wielu nurtów muzycznych nie da się słuchać. Choćby pierwszy z brzegu jazz. Niby spokojna muza, jednak bez pokazania słuchaczowi ciężkiej pracy kontrabasisty okraszonej dobrym konsensusem pomiędzy struną i pudłem jego rezonansowym, byłby to zbitek pojedynczych lub ciągłych buczeń. A gdy dobrze zestrojony, czyli oferujący niezbędną rozdzielczość system wyłuska nam najdrobniejsze niuanse pracy tego tandemu, okaże się, że nawet najdelikatniejsze szarpnięcie struny potrafi długotrwale mienić się feerią odcieni, zachowując przy tym odpowiedni bagaż energii i pewnego rodzaju z jednej strony mocny, ale z drugiej nieprzerysowany atak. To jest bardzo trudne do wyważenia, dlatego gdy do testu trafiają kable hołubiące barwę, zawsze w serii krążków testowych ląduje muzyka jazzowa. Dla wielu nieznających się na rzeczy słuchaczy odtworzeniowa bułka z masłem, niestety dla wiedzących jak powinna dobrze zabrzmieć czasem przysłowiowy Palec Boży. A to dopiero jedna strona medalu zatytułowanego Stealth Audio Octava, gdyż nasz pacjent w wyniku fajnej pracy w służbie dobrej rozdzielczości świetnie radzi sobie również w oddaniu realiów materiału muzycznego w kwestii wielkości w trzech wymiarach wirtualnej sceny. Co oznacza zwrot „świetnie”? Otóż być może na przekór wielu z Was nie szuka poklasku w jej karykaturalnym nadmuchiwaniu – znam takie przypadki i uwierzcie mi, to być może jest efektowne, jednak dalekie od prawdy i do tego pozbawiające nas szans na stworzenie w domu sonicznej intymności – tylko stara się pokazywać to, czym chciał nas uraczyć producent. Wyobraźcie sobie, gdyby w CD-ku lądowała muzyka kościelna i system z każdej produkcji na siłę wyciskał hektary przestrzeni. Przecież byłaby to stadionowa karykatura. Dlatego tak ważne jest utrzymanie wodzy fantazji w strojeniu naszych zestawów, żeby z nagrania studyjnego nie robić koncertu, a z koncertu czegoś na kształt obserwacji słuchowiska odgrywającego się po przeciwległej stronie jeziora. Wiem, trochę przerysowuję problem, ale sens jest zrozumiany. Chodzi o wyważenie dosłownie wszystkich aspektów prezentacji nie tylko tych stricte dźwiękowych, ale również sytuacyjnych, co z przyjemnością oświadczam, nasz zaoceaniczny bohater umie skalkulować. Co bardzo istotne, nie tylko we wspominanym jazzie, ale dosłownie każdym gatunku muzycznym. A umie dlatego, że przy stawianiu na dobre osadzenie dźwięku nie spowalnia go, tylko utrzymuje odpowiedni timing, bez czego w mocnym graniu by poległ, w z moich obserwacji wynika, że radzi sobie równie znakomicie.

Jak można się zorientować, powyższy opis jak ulał pasuje do wielbicieli muzyki przez duże „M”. Gęstej, ale przy tym i nacechowanej odpowiednim pakietem informacji. Jednak wszelkich poszukiwaczy drugiego dna proszę o spokój. Zanim gdzieś w duchu w teorii określając się z inną grupą docelową odpuścicie próbę na własnym organizmie, mimo wszystko zalecam tego nie robić. To mimo esencjonalnej prezentacji naprawdę znakomity kabel. Owszem, pokazuje nasycony świat, ale przy tym odpowiednio energiczny i umiejący oddać zawartą w muzyce radość. Naturalnie głowy za sukces nie położę, ale nie zdziwię się, gdy wielu sceptyków jeśli nie zapragnie go mieć na stałe, to przynajmniej na długo zostanie w ich pamięci. A to moim zdaniem w obecnym zalewie rynku audio co prawda tanią, ale jednak bylejakością, jest dobrą prognozą na potencjalny sukces. A jeśli tak, myślę, że warto sprawdzić, co z tego wyniknie u Was.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– transport: CEC TL 0 3.0
– streamer: Melco N1A/2EX + switch Silent Angel Bonn N8
– przetwornik cyfrowo/analogowy: dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy: Mutec REF 10 SE-120
– reclocker: Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Omega Clock
– Shunyata Sigma V2 NR
Przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
Końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
Kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
Kable głośnikowe: Synergistic Research Galileo SX SC
IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond, Hijiri Milion „Kiwami”, Siltech Classic Legend 880i
IC cyfrowy: Hijiri HDG-X Milion
Kabel LAN: NxLT LAN FLAME
Kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Essence MC
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy Sensor 2 mk II

Dystrybucja: Audiofast
Producent: Stealth Audio Cables
Cena: 30 060 PLN / 1m + 4 340 PLN za dodatkowe 0,5m

Pobierz jako PDF