Opinia 1
Kiedy w zeszłym roku, dokładnie na początku grudnia zadaliśmy na FB pytanie, czy ktoś może miał już do czynienia ze zdobywającym coraz większą popularność w Azji switchem UNio Poki zwyczajowo rozpętała się święta, acz nieco jednostronna wojna, w ramach której przez nikogo niezapraszani decybelanci niczym przysłowiowy dziad do obrazu wykrzykiwali swoje tezy jakoby przewodami cyfrowymi, w tym infrastrukturą sieciową, płynęły zera i jedynki w rozpoznawalnej przez podobno rozumnych obserwatorów binarnej, a tym samym całkowicie niewrażliwej na „środek transportu”, postaci. Jak łatwo się domyślić powyższe pytanie nie miało na celu rozpoczęcia kolejnej, czysto akademickiej dyskusji między pszczołami i muchami co jest smaczniejsze, lecz jedynie weryfikację, czy przypadkiem ktoś już takowego switcha nad Wisłę nie sprowadził i stosownych, organoleptycznych prób nie przeprowadził. I choć poruszony wtedy temat po gwałtownej, acz chwilowej burzy przeszedł w stan swoistej anabiozy, to jak miał pokazać czas wcale nie został odłożony na półkę / do szuflady. Okazało się bowiem, iż zasiane przez nas ziarno trafiło na podatny grunt w podkieleckiej wsi Suków, by wykiełkować pod postacią oficjalnej, polskiej dystrybucji sprawcy całego zamieszania, czyli hongkońskiej marki UNgnoi, prowadzonej przez znaną nam i naszym Czytelnikom m.in. z testu kolumn One manufaktury AudioPhase.
Jak już zarówno w ramach facebookowej zajawki, sesji unboxingowej i powyższej galerii było wtenczas i teraz widać UNio Poki prezentuje się iście zjawiskowo. Masywny, wykonany z monolitycznego bloku aluminium korpus dostępny w naturalnym satynowym srebrze lub dostarczonej na testy czerni łapie za oko precyzyjnie sfrezowanymi w stylu Rose Cutting narożnikami i intrygującą błękitną iluminacją „podwozia”, którą, jeśli kogoś taki optyczny tuning razi można wyłączyć. W przeciwieństwie do większości popularnych konstrukcji na froncie, zamiast rzędu diod informujących o statusie poszczególnych portów znajdziemy jedynie zajmujący lewy kraniec wyfrezowany firmowy logotyp a po prawej oznaczenie modelu oraz dwie niewielkie diody wskazujące wykorzystanie wewnętrznego, bądź zewnętrznego zegara. Na płycie górnej uwagę zwraca finezyjnie perforowana rozeta zapewniająca wentylację trzewi urządzenia. Zdecydowanie więcej dzieje się na zakrystii, gdzie patrząc od lewej napotkamy zacisk uziemienia i gniazdo zasilania 12V (stosowny wtyczkowy zasilacz znajduje się w zestawie a na właśnie zakończonej wiedeńskiej odsłonie High Endu wprawne oko mogło wyłapać jeszcze ciepłą, liniową alternatywę), przełącznik podświetlenia i cztery porty Ethernet 2,5 Gbps, za którymi umieszczono, nieco odsunięte, przeznaczone dla streamerów 1Gbps złącze Ethernet oraz 10 Gbps optyczne SFP+. Listę zamyka zegarowe gniazdo BNC 10MHz, 50Ω.
Jeśli chodzi o trzewia, to zarówno na stronie producenta, jak i w naszej wiedeńskiej relacji widać, iż bazą nie jest transplantowana z któregoś z cywilnych dawców organów płyta główna, lecz własnej produkcji solidny laminat, na którym uwagę zwraca firmowy zegar UNio CHRONOS Class o ultraniskim szumie fazowym, oraz ponadnormatywnie rozbudowana sekcja zasilania DC obejmująca cztery niezależne filtry dla napięć 0.95, 1.1, 3.3 i 5 V.
A teraz najwyższa pora na najbardziej polaryzującą część dzisiejszego spotkania, czyli wpływ tytułowego switcha na … brzmienie korzystających z jego wdzięków urządzeń a tym samym finalnych walorów sonicznych całego systemu. Nie da się bowiem ukryć, iż obecność UNio Poki w torze okazała się nie tylko widoczna, chociażby z racji błękitnej iluminacji, co przede wszystkim słyszalna i to nie tylko na tle „cywilnego”, acz „grającego” zauważalnie lepiej aniżeli popularny Silent Angel Bonn N8 chińskiego switcha Motiedot ZX-K081WS, jak i będącego poniekąd biorcą, akceptorem jego organów Quality Science Audio QSA Red. Główne różnice dotyczyły przede wszystkim natychmiastowości i „zrywności” tytułowego malucha, który swym zamiłowaniem do błyskawicznego oddawania wszelkich transjentów i wartkości akcji przypomina coraz odważniej poczynające sobie na naszych drogach „skośnookie” elektryczne roadstery w stylu MG Cyberster, bądź Xiaomi SU7. Początkowo można odnieść wręcz wrażenie, iż owe zamiłowanie pędu niesie ze sobą również przesunięcie równowagi tonalnej w górę, jednak dłuższe odsłuchy weryfikują owe odczucia i pokazują, że to nie odchudzenie, czy też zbytnia chrupkość najniższych składowych a ich perfekcyjna kontrola i zróżnicowanie mogą wpływać na początkowe wnioski. Dołu bowiem nie tylko nie brakuje, co zapuszcza się on w wydawać by się mogło zupełnie abstrakcyjne czeluści a ponadto cały czas zachowywany jest jego pełen potencjał energetyczny, więc nawet najniższe składowe nie są bezkształtnym, gąbczastym dudnieniem, lecz potężnymi, zdecydowanie szybszymi aniżeli norrisowskie – wyprowadzane z półobrotu kopniaki, low-kickami. Jeśli dodamy niezwykle odważną a jednocześnie krystalicznie czystą i otwartą, napowietrzoną górę, oraz nie mniej rozdzielczą a zarazem nieprzegrzaną średnicę jasnym stanie się, że wszędzie tam, gdzie zazwyczaj robi się zbyt gęsto, czy wręcz duszno tytułowy switch może sprawdzić się równie skutecznie co solidne przewietrzenie i odgruzowanie nazbyt zagraconego lokum. Proszę tylko rzucić uchem na „The Bestiary” brooklyńskiej formacji Castle Rat, gdzie przy mikrofonie wije się, wokalnie udziela i za struny swego Gibsona SG szarpie niejaka ognistowłosa Riley Pinkerton. To dość mocne, łączące wzorowany na dokonaniach m.in. Black Sabbath ciężki Rock z powolną i mroczną jak sumienie polityka domowo-stonerową estetyką granie, gdzie zbytnie wysycenie, bądź zaokrąglenie praktycznie natychmiast zabija przejrzystość i komunikatywność prezentacji. A z Poki dostajemy z niezwykłą precyzją podany pierwszy plan, wyborną gradację planów i potężny a zarazem świetnie zróżnicowany fundament basowy, gdzie nic się nie zlewa i nie ulega uproszczeniu. Z kolei na niemalże mainstreamowym „I Forgive You” Cynthii Erivo dyskretne orkiestracje jedynie uzupełniają iście gospelowe wokalizy, które czarują zarówno namacalnością, jak i realizmem emisji, jakbyśmy słuchali surowej zgrywki ze stołu realizatorskiego a nie skompresowanego, przygotowanego do emisji radiowej mixa. Jeśli do powyższych obserwacji dodamy umiejętność gry ciszą i skupienie się na minimalistycznych niuansach, których nie brakuje na „Astrolabio mistico” Michela Godarda i Roberto Ottaviano jasnym stanie się, że naprawdę trudno będzie przypiąć Unio Poki jakąś łatkę a tym samym łatwo go zaszufladkować. Nie dość bowiem, że z łatwością oddaje natychmiastowość każdego blastu i smagnięcia blachy bądź gitarowego riffu to z równym entuzjazmem podchodzi do muzycznych miniatur, gdzie mniej znaczy lepiej a obok dźwięków naturalnego instrumentarium równie ważna jest wspomniana obecna między nimi cisza.
Może i UNio Poki nie jest najtańszą propozycją dla plikowo zorientowanych melomanów i audiofilów, ale patrząc na niego z perspektywy jego możliwości sonicznych śmiem twierdzić, że jego aplikację w lwiej części systemów należy rozpatrywać wyłącznie w kategoriach oczywistego progresu. Co prawda odbiorcy hołubiący zawoalowaniu i onirycznemu rozdrganiu jego natychmiastowość i precyzję mogą odebrać jako zbytnią bezpardonowość, ale warto mieć świadomość, że jakiekolwiek limitowanie czy to dynamiki, czy też rozdzielczości na wejściu systemu zemści się ich dalszą utratą na kolejnych etapach przetwarzania. A tak dostajemy pełen pakiet informacji docierający do nas / streamera wartkim strumieniem i w możliwie najwyższej jakości. W dodatku to dopiero początek zabawy, gdyż UNio Poki w pierwszej kolejności wato dopieścić z pomocą liniowego zasilacza a następnie rozpocząć poszukiwania odpowiedniego zegara, gdyż jak praktyka pokazuje również i przy switchach precyzja taktowania ma całkiem sporo do powiedzenia.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Gdy z pewnego dystansu spojrzymy obecny rynek audio, z uwagi na bardzo silny rozwój segmentu streamującego muzykę w walce o jak najlepszy wynik brzmieniowy tego sposobu obcowania z ukochanym repertuarem oprócz naturalnego poszukiwania dobrego źródła, mamy do czynienia z prawdziwą swtitchomanią. To co prawda tak zwane peryferia owej zabawy, ale jak nie raz i nie dwa miałem okazję się przekonać, bardzo ważne od strony ostatecznego brzmienia systemu. Na tyle istotne i bardzo mocno zmieniające reguły gry, że nawet ja, osobnik dość luźno podchodzący do zagadnienia muzyki z plików sprawiłem sobie takie ustrojstwo z wyższej jakościowo półki cenowej. Dlatego też chyba nikogo nie dziwi fakt, że ostatnimi. czasy tego rodzaju konstrukcje są u nas na porządku dziennym. Jakie? Nie będę uprawiał wyliczanki, gdyż łatwo to sprawdzić przy pomocy portalowej wyszukiwarki, tylko bez rozwadniania tekstu przedstawię naszego bohatera. A będzie nim stosunkowo niedawno wzięta w dystrybucję na naszym rynku przez rodzimego producenta kolumn Audiophase marka Unio, z portfolio której na dobry początek w okowy naszych samotni audio trafił niebanalnie prezentujący się switch Poki.
Rzeczony Unio Poki nie jest jakiś bardzo duży, ale jak na tego rodzaju urządzenie wspierające system plikowy osiąga spore gabaryty i oprócz tego może pochwalić się atrakcyjnym designem. Jego bryła to wariacja płaskiego, wykończonego w czerni, wykonanego z aluminium prostopadłościanu, który w celach nadania mu przyjemnego wyglądu ozdobiono wykończonymi w skokowymi ścięciami narożników frontu. Sam awers oprócz zabiegów wizerunkowego likwidowania ostrych narożników został wyposażony w dwie diody informujące o zastosowaniu wewnętrznego lub zewnętrznego zegara taktującego przechodzący przezeń sygnał, wyfrezowane logo marki oraz osadzone w spodzie, dające się ewentualnie wyłączyć, ciekawie wizualizujące produkt na półce podłużne podświetlenie ledowe. Jeśli chodzi o rewers, znajdziemy na nim 4 zwykłe wejścia LAN, jeden port dedykowany audio, wejście na zegar zewnętrzny, przełącznik inicjujący iluminację, zacisk uziemienia oraz bananowe gniazdo zasilania. Jak widać, konstrukcja jak na switch spora, przy tym ładna i co najważniejsze zaawansowana technicznie, bowiem pozwalająca zastosować ostatnio bardzo pożądany przez wyczynowych melomanów wzorcowy zegar taktujący.
Jaki finał soczniczny miał fakt wpięcia w posiadany tor tytułowego switcha? Biorąc pod uwagę jego zdroworozsądkową cenę ku mojemu zaskoczeniu bardzo ciekawy. Dźwięk zmienił swoje oblicze w dwóch aspektach. Pierwszym była korekta jego zejścia w dolnych rejestrach przy jednoczesnym zapewnieniu ilości w pełni kontrolowanej i bogatej w informacje energii. Zaś drugim zwiększenie oddechu prezentacji odbierane jako pewnego rodzaju ogólne oczyszczenie tła wokół źródeł pozornych, co skutkowało uczuciem większej bezpośredniości odbioru, a co za tym idzie namacalności wydarzeń scenicznych. Zbierając wspomniane aspekty w jedną całość powiedziałbym, że przekaz dawał ogólnie większy wgląd w nagranie z fajnym podkręceniem emocji w zakresie basu niższe zejście i kontrolowany kopniak. To natomiast dzięki udanej korekcie kwestii drive’u przekazu z automatu wzniosło na wyższy poziom ilości radości zawartej w słuchanej muzyce. A co najciekawsze, ów efekt miał miejsce praktycznie bez żadnej ingerencji w zakres średnicy, co pokazało, iż wszystko odbywało się na poziomie ogólnej neutralności, a nie siłowym faworyzowaniu któregoś z podzakresów.
Z tego też powodu fajnie wypadała choćby twórczość jazzowego specjalisty od grania tak zwana ciszą, jakim jest rodzima formacja RGG z płytą „Szymanowski”. Już w wersji bez switcha brzmiała dobrze, bo z solidnym pokazaniem najcichszego akordu od powołania go do życia , przez wybrzmiewanie, po łagodne zanikanie nie zapominając o wielobarwnym i długotrwałym zawieszeniem go w międzykolumnowej przestrzeni. A gdy w torze zawitał tytułowy, poprawiający warunki pracy źródła plikowego „rozgałęźnik” sygnału, wszystko w dobrym słowa znaczeniu lekko się wyostrzyło. Stało się wyraźniejsze, dzięki temu jakby bliższe scenicznej prawdy, do czego przecież cały czas w naszej zabawie dążymy.
Podobnie wypadała muzyka cięższego kalibru dla przykładu wyrazistego Rammsteina i jego ostatniego krążka „Zeit”. To nie jest jakiś dramatyczny wyścig następujących po sobie ataków dźwiękowych, jednak zapewniam, bez dobrej artykulacji poszczególnych fraz robi się zwyczajna nuda. Ma być wyraziście nie tylko w domenie ekspresji prezentacji, ale także akcentowania każdego zawartego w materiale impulsu. I to właśnie dzięki działaniu naszego bohatera bardzo się poprawiło. Oczywiście sprawy wyglądały w podobny sposób do muzyki jazzowej, co w efekcie skutkowało utrzymaniem wigoru prezentacji, a tym samym zapewniało jej wielobarwność, nieprzewidywalność i w konsekwencji cały czas trzymającą słuchacza w napięciu dobrze rozumianą agresję. Efekt był na tyle ciekawy, że gdy po sesji z jazzem miałem jakieś obiekcje co do sensu zastosowania Unio Noki w potencjalnym systemie audio, to po Rammstein-ie temat był jasny jak słońce, bez niego świat muzyki wiele traci.
Czy użycie będącego tematem tego testu switcha ma sens w każdej konfiguracji? Otóż bez jakiegokolwiek naginania faktów stwierdzam, że jak najbardziej. Powiem więcej. W tym konkretnym przypadku bez znaczenia jest fakt estetyki brzmienia danej konfiguracji przed jego zastosowaniem, gdyż działa na bardzo neutralnym polu. Jakim? Już o tym pisałem. Wzmacnia uderzenie bardziej rozdzielczym i niżej schodzącym basem i oczyszcza przekaz z tak zwanej mgiełki, co automatycznie poprawia motorykę dobiegającej do nas muzyki. Efekt jest na tyle ciekawy, że aby nie wpisał się w daną konfigurację, ta musi być naprawdę mocno „wykoślawiona”. Jeśli jednak taka nie jest, wpięcie w tor będącego tematem spotkania poprawiacza sygnału sieciowego Unio Noki będzie dobrem w najczystszej postaci.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: AudioPhase
Producent: UNgnoi
Cena: 7 400 PLN
Dane techniczne:
Prędkości transmisji danych:
-Porty LAN 1–4: 2,5 Gb/s
– LAN Zen Zone: 1 Gb/s
– Port SFP: 10 Gb/s / 1 Gb/s
Złącze: RJ45, 8-pin
Zasilanie: wejście DC 12 V / 3 A, 5,5/2,1 mm
Zegar wewnętrzny: CHRONOS Class, zegar o ultraniskim szumie fazowym
Wejście zegara zewnętrznego: BNC, 10 MHz, 50 Ω, fala sinusoidalna / prostokątna
Wymiary (S x G x W): 270 × 168 × 48 mm
Masa: 3,5 kg