Opinia 1
To, że dzisiejsze spotkanie nie jest naszym pierwszym z duńską manufakturą Zikra Audio, z pewnością wie znacząca większość z Was. Jednak raczej niewielu zdaje sobie sprawę z faktu, iż tym razem wzięliśmy na tapet ich flagową konstrukcję. Konstrukcję już podczas ustalania jej wizyty bardzo mocno mnie intrygującą, bowiem każde dotychczasowe zderzenie z Duńczykami zawsze kończyło się pozytywnie zaskakującym wynikiem brzmieniowym. Jednak nie w sensie powielania przez testowane konstrukcje estetyki lampowego sznytu sonicznego, tylko sposobu podejścia do kreowania dolnych rejestrów. Rejestrów, które mimo wielu zalet oferowanych przez urządzenia oparte o lampy elektronowe dla mnie są przysłowiową piętą Achillesa w rozumieniu idealnej prezentacji muzyki. Co mam na myśli? Naturalnie brak bezkompromisowego zejścia i zwarcia oferowanej energii basu, co w moim rankingu oczekiwań czyni go najsłabszym ogniwem wizualizowania słuchanego materiału. Ogniwem, z którym właśnie w sobie tylko znany sposób bezkonkurencyjnie radzi sobie nasz bohater. Co zatem tym razem odwiedziło moją samotnię? Jak wspominałem, top oferty, czyli dystrybuowane przez gdański Premium Sound, ciężkie jak diabli i spore gabarytowo monofoniczne końcówki mocy Zikra Audio 211 Nano X Core Silver Wired. Co prawda obiecywane nam już jakiś rok temu, jednak najważniejsze, że w końcu są. Czy biorąc pod uwagę wyartykułowane przed momentem informacje podobnie do mnie wyczuwacie nutę zaintrygowania? Jeśli tak, nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić zainteresowanych do lektury kilku akapitów o brzmieniu widniejących na zdjęciach końcówek.
Przybliżając nieco aparycję opisywanych końcówek pierwszą istotną informacją jest wykorzystanie przez konstruktora typowych dla tego typu konstrukcji obudów w formie skrywających układy elektryczne platform nośnych dla lamp elektronowych i prostopadłościennych kubków transformatorów. Co ciekawe, gdy porównacie owe katafalki z tymi zastosowanymi we wcześniej testowanych modelach wzmacniaczy, zobaczycie lekkie zmiany w wykończeniu. Wówczas były to wpadające w szarość, szorstkie w wykończeniu, firmowe obudowy produkującej je firmy, a obecnie po zmianie ich wyglądu przez wytwórcę i z braku akceptacji wyglądu przez szefa Zikry owe silosy są lekko zaoblone i do tego lakierowane na połyskującą czerń. Jeśli chodzi o rozplanowanie elementów zastosowanych na górnej połaci platform, z przodu mamy zestaw lap sterujących i mocy a za nimi transformatory. Ciekawostką jest fakt zaprojektowania obydwu monobloków jako lustrzane odbicie, czyli przeciwieństwo do mainstreamu z uwagi na cięcie kosztów produkcji proponowania tylko lewych lub prawych konstrukcji, co daje efekt wizualnej elegancji. Dla wielu z Was to może jest banał, jednak dla ludzi kochających dbałość o estetykę wyglądu ten zabieg jest bardzo istotny. Jeśli chodzi o parametry, najważniejszym jest moc, której poziom we wspomnianych piecykach bez problemu jest w stanie osiągnąć 35W mocy. To zaś wiedząc, że Waty z lampy to inne Waty od tranzystora, pozwala postawić tezę, iż są w stanie zapewnić wystarczającą moc dla znakomitej większości kolumn głośnikowych. W kwestii innych istotnych danych technicznych natomiast z uwagi na brak zwyczajowego u konkurencji wylewania tak zwanych pobożnych życzeń, tylko rzetelny opis działań konstruktora posłużę się cytatem dostarczonym przez dystrybutora.
„Zikra Audio w swoich monoblokach 211 zastosował wyjątkowo rozbudowany i przemyślany zasilacz anodowy pracujący przy napięciu aż 1200 V. Kluczowym elementem jest wielostopniowy układ filtrujący oparty na dużych dławikach oraz pojemnym banku kondensatorów, którego zadaniem jest maksymalne wygładzenie napięcia zasilającego jeszcze zanim trafi ono do lampy mocy.
Producent nie poszedł tu na kompromisy – zastosowane rozwiązanie pozwala zredukować resztkowe zakłócenia do poziomu zaledwie około 0,11 mV. W praktyce oznacza to absolutnie czarne tło i brak jakiegokolwiek przydźwięku sieciowego. To wynik, który nie tylko wykracza poza standardy konstrukcji lampowych, ale śmiało ociera się o poziom referencyjny.
Na uwagę zasługuje również sekcja prostowania, w której pracują dwie lampy prostownicze 5R4WGY połączone równolegle. Takie rozwiązanie obniża impedancję wewnętrzną zasilacza i poprawia jego wydajność prądową, co ma bezpośrednie przełożenie na stabilność napięcia w dynamicznych momentach nagrania. Innymi słowy – wzmacniacz nie „siada” przy impulsach i zachowuje swobodę nawet przy bardziej wymagającym materiale.
Całość uzupełniają elementy zwiększające niezawodność, jak układ ograniczający prąd rozruchowy, co przy tak wysokich napięciach i dużych pojemnościach ma kluczowe znaczenie dla trwałości lamp i komponentów.
W odsłuchu przekłada się to na ciszę tła, z której muzyka wyłania się z wyjątkową klarownością, a także na poczucie swobody i kontroli, szczególnie w zakresie mikrodynamiki.”
Jak wynika z powyższego tekstu, konstrukcja sama w sobie jest ciekawa, zatem nie ma co rozwadniać tekstu, tylko przejdźmy do opisu jej brzmienia.
Co mogę powiedzieć o najmocniejszej sekcji wzmacniającej z portfolio Zikra Audio? Oczywiście w pierwszym rzędzie jestem zobligowany wspomnieć, iż konsekwentnie pokazała, jak powinno prowadzić się sekcję dolnego zakresu. Bardzo doby atak, zejście i kontrola jego poczynań powodowały, że muzyka brzmiała spójnie i odpowiednio agresywnie. Tak agresywnie, gdyż zwyczajowe umilanie życia przez lampę bez konkretnego uderzenia czytelnym i mocnym impulsem dolnego zakresu często powoduje lekką utratę tak ważnych dla pokazania zamierzeń artystów elementów zapewniających odpowiedni poziom ekspresji ich poczynań na scenie. Co prawda na tle wcześniej opisywanych modeli rysunek nie tylko samego basu, ale także znakomicie czytelnych źródeł pozornych w wersji 211-ek nie był już tak ostry, jednak był to efekt ogólnego zwiększenia plastyki przekazu, a nie pojawienia się jakiegokolwiek problemu. A co sądzę o reszcie składowych dźwięku? Jak wspomniałem, przekaz ogólnie był bardziej płynny. Cały czas serwował dobry atak i różnicowanie oferowanej energii, jednak myślą przewodnią był większy udział gładkości. Jednakże tak naprawdę nie jestem do końca pewien, czy to w całości sposób na muzykę serwowany przez końcówki, czy mariaż z tranzystorowym, a nie jak powinno być lampowym, a najlepiej firmowym przedwzmacniaczem. Dlaczego o tym wspominam? Oczywiście bazując na doświadczeniach testowych samego pre, które było pierwszym goszczonym przeze mnie urządzeniem tej marki dobitnie pokazującym, że bas dla Zikry jest niezmiernie ważnym elementem prezentacji i dlatego odpowiednio solidnie artykułowany, co w przypadku z automatu raczej wyrazistego w brzmieniu tranzystora już nie musi być aż tak wyraziste. Jednak abstrahując od rozważań na temat wykorzystanego pre liniowego jedno jest pewne, 211 Nano X Core Silver Wired konsekwentnie podążał drogą kipiącego emocjami pokazywania świata muzyki. Owszem, nie jej pełnego spektrum w rozumieniu wzięcia na tapet wyczynowych realizacji twórczości elektronicznej, która dla każdej lampy jest nie lada wyzwaniem, ale już dobrze zrealizowany rock, czy free-jazz były dla testowanej konstrukcji tak zwaną bułką z masłem. Na tyle dobrze odwzorowującym realia danego materiału muzycznego, że skonfigurowany testowo system świetnie pokazywał nie tylko pełne spektrum wirtualnej sceny w każdym wymiarze z odpowiednią wysokością zawieszenia źródeł pozornych, ale także realnie namacalny ich obraz w estetyce 3D.
Jeśli chodzi o zderzenie moich wniosków z realna muzyką, o opisanych umiejętnościach tytułowych monobloków bardzo dobrze świadczy choćby materiał sakralny w wykonaniu Jana Garbarka z formacją wokalną The Hillard Ensemble w postaci płyty „Officium”. To sesja nagrywana na żywo i do tego w wielkiej kubaturze klasztornej, co w momencie nieradzenia sobie przez system z odpowiednim rozlokowaniem scenicznych bytów i ich czytelnością oraz zróżnicowaniem wykorzystywanej przez każdy z nich energii – oczywiście z tymi jako odpowiedź wszechobecnego echa włącznie, kolokwialnie mówiąc od strony duchowej wręcz umiera. Aby nie zaznać takiej porażki, po pierwsze projekcja tej twórczości biorąc pod uwagę wykorzystane w niej źródła dźwięku oczywiście musi być pokazana z odpowiednią plastyką. Po drugie z poczuciem swobody wypełniania goszczącego muzyków pomieszczenia. A po trzecie z dobrą definicją ataku, transparentności i zwarcia poszczególnych fraz. Jak można się domyślić, nasz bohater z realizacją wszystkich przywołanych punktów mnie miał najmniejszego problemu. Powiem więcej. Na tle wcześniej wypadających nieco bardziej wyraziście w domenie krawędzi testów z prostszymi konstrukcjami wspominana na samym początku opisu dzielonki plastyka okazała się w tym przypadku być świetnym w odbiorze podniesieniem poprzeczki jakości prezentacji. A będąc szczerym na samym początku słysząc ów sznyt grania flagowej Zikry nieco się obawiałem, a tutaj taki pozytywny Zonk.
A co z ostrzejszym graniem? Jak zaznaczałem, elektronika wykorzystująca sztuczne dźwięki na poziomie 20 Hz może nie wypadała źle, ale raczej powinna być odtwarzana przez mocne piece tranzystorowe. Ale już taki Rammstein na płycie „Zeit”, czy AC/DC z moim ulubionym krążkiem „Higway To Hell” brzmiały na wymaganym przeze mnie poziomie ekspresji. I to ekspresji w rozumieniu ilości energii, w głównej mierze jej zróżnicowania i zejścia w dolne partie wykorzystywane przez rockowe instrumenty. Wizualizacja tych nurtów była na tyle wciągająca emocjonalnie, że początkowo cały czas wyczuwalne lekkie okraszenie muzyki gładkością jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w jednej sekundzie odeszło w niebyt. A powiedziałbym nawet, że w większości przypadków był to lek poprawiający odbiór muzyki. Nie determinujący jej w pełnym spektrum, tylko nadający konkretnym frazom stosownej dla danego repertuaru estetyki jego podania, co nie jest takie oczywiste.
Komu poleciłbym tytułową lampową parkę z Danii? Przekornie swoją opinię wyrażę w dwóch wersjach. Pierwsza będzie bezwarunkowym zachęceniem wszystkich melomanów kochających muzykę przez duże „M”. Zestaw Zikry Audio zapewni im płynność przekazu podpartą odpowiednim rozmachem i kontrolowaną energią, co pozwoli zatopić się bez ograniczeń w znakomitej większości muzyki. I nie dlatego, że zawsze będzie milusio, tylko dlatego, że zestaw będzie potrafił pokazać dany materiał w zarezerwowanej dla niego estetyce wyrazistości. W przypadku tak jak ja zastosowania niefirmowego przedwzmacniacza liniowego z nutą płynności, ale zawsze z powiewem radości. Natomiast drugą, niestety dopiero zapowiedzianą w kontaktach mailowych z producentem wersją polecenia monobloków będzie przypuszczenie jeszcze lepszego występu końcówek z dopasowanym do nich już na poziomie projektowania firmowego, jak przystało na ekstremalny High End, dzielonym przedwzmacniaczem. Powód takiego obrotu sprawy wyjaśniłem w tekście. Zatem jeśli jesteście poważnie zainteresowani nabyciem rzeczonych końcówek i już w konfiguracji z posiadanym pre liniowym sprawiły Wam wiele radości, nawet nie to, że fajnie by było, ale wręcz powinniście posłuchać ich w firmowym komplecie. Idąc za ekranową prawdą z filmu „Chłopaki nie płaczą” ręki za wynik takiego mariażu oczywiście na pieniek nie położę, ale bez najmniejszych problemów stawiam skrzynkę gruszek przeciwko skrzynce jabłek, że komplet Zikra Audio kolokwialnie mówiąc Was ugotuje. Co zrobicie, nie mam pojęcia, ja jednak wiem, iż skorzystam z propozycji producenta i już dla własnych doświadczeń z przyjemnością posłucham od początku do końca jego pomysłu na wzmocnienie sygnału audio. Jak będzie, pokaże czas. Jedno jednak jest pewne, będzie się działo. Mam tylko nadzieję, że nie na tyle dobrze, abym jako odskocznia od codziennej prezentacji tranzystorowej nie musiał sobie takiego zestawu sprawić. I nie dlatego, że jest wymagający dla portfela, tylko najzwyczajniej w świecie miałbym problem ze znalezieniem miejsca dla kolejnego rozbudowanego zestawu wzmacniającego, gdyż reszta aspektów związanych z jego nabyciem byłoby jedynie celebrowaniem pełnej radości ze słuchania muzyki.
Jacek Pazio
Opinia 2
Choć dla zgrubnie rzecz ujmując ogółu populacji za wszelakiej maści urządzeniami odtwarzającymi muzykę stoją globalne koncerny, to dla promila bądź co najwyżej kilku dziesiątych % osobników homo sapiens zakażonych audiophilią nervosą obszarem poszukiwań specjalistycznej aparatury są niewielkie, bardzo często jednoosobowe manufaktury. Prowadzone przez prawdziwych pasjonatów byty, dla których nie liczą się wolumeny sprzedaży, zdobywanie kolejnych rynków, czy też podporządkowywanie własnej kreatywności prostym excelowym kalkulacjom. Z oczywistych, wynikających z fizycznych ograniczeń mocy przerobowych względów ich katalogi zawierają po kilka, góra kilkanaście modeli i to zazwyczaj nie tyle dostępnych od ręki, co wykonywanych na indywidualne zamówienie składane po odsłuchach egzemplarzy demonstracyjnych. Dziwne? Niewykluczone, choć raczej dla przyzwyczajonego do spontanicznego klikania na gwarantujących błyskawiczną dostawę globalnych platformach sprzedażowych pokolenia najmłodszych konsumentów, lecz dla odbiorców mających świadomość istoty „ręcznej roboty” i stricte rzemieślniczego tempa pracy jest to raczej czas na zacieśnienie relacji z samym wytwórcą, bądź jego lokalnym przedstawicielem i zarazem budowanie świadomości wyjścia z cienia masowej anonimowości. Zakładam a bazując na empirycznie zdobytym doświadczeniu owo założenie uznaję za bliskie pewności, że tego typu decyzje zakupowe nie są dziełem przypadku i wynikiem bezrefleksyjnego, buforowanego możliwością darmowego zwrotu, kliknięcia „kup teraz”, więc cierpliwie czekając na swoją sztukę można zawsze o nurtujące nas niuanse się dopytać a i pewna customizacja w takich przypadkach nie jest czymś niezwykłym. I właśnie z kręgu takich mikro-producentów po raz kolejny mamy przyjemność powitać w naszych skromnych progach duńską markę Zikra Audio i to za sprawą topowych monobloków 211 Nano X Core Silver Wired w wersji High Gain.
Nie da się ukryć, iż wizytująca nas tytułowa parka prezentuje się nad wyraz zjawiskowo. Wykonane z polerowanej stali smukłe korpusy są swoimi lustrzanymi odbiciami, więc otrzymujemy nie dwie identyczne sztuki, jak to miało miejsce np. w przypadku Air Tight ATM-2211, lecz lewy i prawy monoblok, które oczywiście możemy zamienić miejscami dostosowując ich ustawienie do własnych np. podłączeniowych potrzeb. I tak, centrum frontowego „lądowiska” zajmuje pojedyncza lampa mocy 211, której, przynajmniej wg. instrukcji, z lewej towarzyszy prostownicza 5U4G (w naszym przypadku 274 Emission Labs) a z prawej prostownicza EZ81 i pracująca w stopniu wejściowym EC8010. To jednak nie koniec atrakcji, bowiem na dalszym planie, pomiędzy chroniącymi trafa i dławiki „silosami” umieszczono pracujące w zasilaczu dwie kolejne lampy prostownicze Chatham 5R4WGA. Zarówno wejścia liniowe (pojedyncze RCA), jak i dedykowane obciążeniom 4 i 8Ω terminale głośnikowe oraz gniazdo zasilania zamontowano horyzontalnie na niewielkiej „półce” za osłonami traf. Jeśli zaś chodzi o nieco bardziej szczegółowe technikalia to jak łatwo się domyślić mamy do czynienia z konstrukcjami SET – Single-Ended Triode i na co wskazuje sama nazwa okablowanymi wewnętrznie przewodami z czystego srebra w koszulkach z naturalnej bawełny oraz posrebrzanej miedzi w teflonowej izolacji w zasilaniu. Montaż komponentów wewnętrznych wykonano w technice punkt-punkt.
Zakładam, że pomijając tak aparycję, jak i technikalia najbardziej interesującą potencjalnych nabywców kwestią pozostaje jak Zikra Audio 211 Nano X Core Silver Wired grają, gdyż uszczuplając domowy budżet o drobne 45,5k€ można poprzeczkę własnych oczekiwań wywindować na dowolnie ambitny poziom. I muszę uczciwie przyznać, że jedynie miłośnicy prosektoryjnego chłodu i laboratoryjnej analityczności mogą po kontakcie z Zikrami czuć jakiś bliżej nieokreślony niedosyt. Nie dość bowiem, że duńskie monosy w niezwykle udany sposób łączą iście holograficzną rozdzielczość z kremową gładkością prezentacji, to jak na swoje dość ograniczone możliwości mocowe całkiem dziarsko radziły sobie z naszymi dwiema wieżami. Na niezobowiązująco sączącym się z głośników repertuarze w stylu „Memory” Palomy Dineli Chesky bez trudu oddawały trójwymiarowość nagrania z precyzyjnie rozmieszczonymi muzykami i świetnym odwzorowaniem otaczającej ich aury pogłosowej. Dodając do tego aksamitną soczystość barw unikającą stereotypowego lampowego przegrzania ich charakterystykę śmiało można było uznać za uroczo relaksującą i zarazem niepopadającą w asekurancką „krągłość”, którą cześć dopiero wkraczających w świat High-Endu odbiorców może po lampach się spodziewać. Nie odnotowałem też przejawów prób szukania dróg na skróty i uproszczeń w trakcie odsłuchów bardziej złożonego repertuaru i choć na „Parasomnia” Dream Theater Zikry niebezpiecznie zbliżały się do kresu swoich możliwości, to summa summarum zarówno połamane linie melodyczne jak i gęste aranżacje zabrzmiały z odpowiednią mocą i ciężarem gatunkowym. W dodatku uwagę zwracała ponadprzeciętna komunikatywność prezentacji. Solówki Petrucci’ego miały niezwykłą energię, rozbudowany do iście gargantuicznych rozmiarów zestaw perkusyjny Portnoya bez skrępowania korzystał z możliwości obu kanałów, co i rusz skłaniając woofery do ciężkiej pracy a i sam wokal LeBrie nie męczył nawet pod koniec krążka. Oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę, że z 30 watowej lampy nie da wycisnąć się takiej matematyczno-precyzyjnej kakofonii jak z kilkusetwatowej tranzystorowej spawarki, ale śmiało można uznać, że jeśli tylko na Dreamach i im podobnych kapelach kończy się „brutalna” półka naszej pliko/płyto-teki, to z powodzeniem możemy duńskie lampiszony brać pod uwagę. A jeśli lwia część naszych zbiorów muzycznych kwalifikuje się jako „cywilizowana”, to już w ogóle nie ma czym się przejmować, tylko zastanowić się, z czym tytułowe monosy spiąć, bowiem o ile z Commanderem Gryphona otrzymaliśmy brzmienie niezwykle wyważone, dojrzałe i w kategoriach bezwzględnych nieco przyciemnione, czy wręcz dyskretnie uspokojone, to nasze doświadczenia z firmowym przedwzmacniaczem jasno dawały do zrozumienia, iż z 211-ek z powodzeniem można uzyskać jeszcze wyższą rozdzielczość i holografię połączone z iście alpejską rześkością słonecznego poranka. Ponadto firmowy preamp ma szansę dorzucić od siebie bardziej angażującą mikrodynamiką, co z pewnością docenią miłośnicy prowadzenia odsłuchów przy dość niskich poziomach głośności. I choć nie powiem, żeby jakoś specjalnie ów aspekt doskwierał mi podczas redakcyjnych nasiadówek, to jednak z Gryphopnem 211-ki Zikry „otwierały” się w pełni dopiero przy średnich dawkach decybeli, na niższych grając po prostu „ładnie i przyjemnie”. Warto ponadto nieco pogimnastykować się z doborem optymalnych kolumn, gdyż sam fakt „poradzenia sobie” z Gauderami na reprezentowanym przez Zikrę pułapie powinien być jedynie punktem wyjścia aniżeli finałem poszukiwań. Łatwiejsze do wysterowania, bardziej skuteczne konstrukcje pozwolą 211-kom rozwinąć skrzydła a tym samym nieco przesunąć granice brutalności reprodukowanego łomotu.
W ramach podsumowania nie pozostaje mi nic innego, jak tylko stwierdzić, że monobloki Zikra Audio 211 Nano X Core Silver Wired w wersji High Gain śmiało mogą pretendować do miana ekstremalnego High-Endu a z firmowym przedwzmacniaczem z powodzeniem możemy mówić o systemie marzeń dla najbardziej wymagających odbiorców. Jak jednak w życiu bywa również i w tym przypadku wypadałby jednak nadmienić, że jest to propozycja dla w pełni świadomych własnych oczekiwań audiofilów i melomanów, gdyż jeśli czyjąś ambicją jest eksploracja najmroczniejszych zakamarków death i black metalu a jednocześnie na porządku dziennym są niemalże koncertowe dawki decybeli, to zdrowy rozsądek i praktyka podpowiadają, iż zdecydowanie rozsądniej byłoby sięgnąć po jakieś tranzystorowe spawarki. Niemniej jednak, jeśli tylko budżet i warunki lokalowe, szczególnie przy pełnym duńskim secie, pozwalają, to możliwość codziennego korzystania z efektów radosnej twórczości Michaela Zingenberga wydaje się spełnieniem wszelkich audiofilskich pragnień a jedynym zmartwieniem ich posiadacza staje się jedynie znalezienie wystarczającej ilości czasu na to, by w pełni się nimi, Zikrami nie pragnieniami, nacieszyć.
Marcin Olszewski
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Premium Sound
Producent: Zikra Audio
Cena: 44 000 € (Low Gain), 45 500 € (High Gain)
Dane techniczne
• Lampy mocy: 211
• Lampy wejściowe: EC8010
• Moc wyjściowa: 32 W / 4, 8 lub 16 Ω
• Pasmo przenoszenia: 12-115 kHz
• Gniazda wejściowe: RCA/WBT
• Wymiary (S x G x W): 330 x 450 x 250 mm
• Gwarancja: 10 lat (z wyłączeniem lamp)