Opinia 1
Mając za sobą dwa spotkania z podstawową linią przewodów niderlandzkiej manufaktury Extraudio (USB i głośnikowymi) mogliśmy dalej eksplorować poziom One, bądź zgodnie z chronologią wziąć na tapet reprezentantów oczko wyższego Two. Traf jednak chciał, a dokładnie chełmżyński dystrybutor Quality Audio był na tyle uprzejmy, że chcąc tak naocznie, jak i nausznie zaprezentować metalurgiczne umiejętności ekipy z Leidschendam, raczył był dostarczyć do naszej redakcji topowe 3-ki. I o ile głośnikowce z owej królewskiej linii jeszcze moment na swoje przysłowiowe pięć minut sławy muszą poczekać, to w ramach dzisiejszego spotkania pochylimy się nad wielce eleganckimi łączówkami Extraudio XLR Three.
Jak zdążyliśmy już zasygnalizować w ramach sesji unboxingowej i potwierdzić powyższą galerią o ile przy elektronice zespół Extraudio nie tylko lubi, lecz i umie zaszaleć z kolorami (vide pomarańczowe XP5 & XP-A1500) o tyle w okablowaniu kurczowo trzyma się stricte wieczorowego dress code’u, czyli dystyngowanej czerni i równie eleganckich dodatków. W przypadku XLR Three oznacza to kruczoczarną, mięsistą plecioną koszulkę zewnętrzną, ozdobne trumnopodobne mufy z oznaczeniem modelu i kierunkowości oraz wzorowane na CF-601M-N1(R) / CF-602F-N1(R) Furutecha masywne wtyki z rodowanej miedzi tellurowej z charakterystycznymi carbonowymi banderolami. Co do przekroju, geometrii samych przewodników, czy ich izolacji oraz ekranowania nie wiadomo absolutnie nic. Jedyne o czym łaskaw był wspomnieć szanowny wytwórca, to zastosowanie w ich produkcji kriogeniki i to by było na tyle. Pozostaje nam zatem tylko test na tzw. macanta i organoleptyczne stwierdzenie, iż łączówki pomimo solidnej średnicy są zaskakująco wiotkie i nie wykazują nawet najmniejszych tendencji do sprężynowania, więc ich aplikacja w zasprzętowej przestrzeni jest czystą przyjemnością. Ponadto po kilkutygodniowych testach z niekłamaną satysfakcją pragnę poinformować, iż pomimo wspominanej mięsistości wierzchniej otuliny 3-ki nie wykazują apetytu na „łapanie” i gromadzenia na sobie kurzu, czego można byłoby, kierując się li tylko aparycją, spodziewać.
Przechodząc do części poświęconej walorom brzmieniowym dzisiejszego gościa i z racji kompletnej niewiedzy co do jego anatomii, a więc de facto nie posiadając żadnego punktu zaczepienia mogącego stanowić choćby delikatną wskazówkę a zarazem nie mając danych dotyczących jego przebiegu po prostu bez jakichkolwiek, nawet podświadomych oczekiwań, wpiąłem go w swój system i przez pierwszych kilka dni traktowałem czysto użytkowo. Znaczy się wzorem frakcji antykablarskiej, stwierdzając li tylko fakt jego działania i na tym poprzestając. Jednak po ochronnym okresie akomodacji żarty się skończyły i jego obecność, a dokładnie jego wpływ na efekt finalny – brzmienie mojej układanki, wreszcie mogła zostać zweryfikowana i oceniona. Całe szczęście z tym nie było najmniejszego problemu, gdyż Three ani myślał udawać, że go nie ma, a jego natywna sygnatura może nie tyle epatowała z każdego docierającego mych uszu dźwięku, lecz była równie wyczuwalna, jak miód z imbirem w gorącej herbacie. Mówiąc wprost pojawienie się topowego niderlandzkiego interkonektu zauważalnie przyciemniło i zagęściło przekaz w stosunku do tego, do czego zdążył przyzwyczaić mnie stanowiący punkt odniesienia WK Audio TheRed a jednocześnie pokazało skalę i rozmach zdecydowanie przekraczające możliwości niżej rangi rodzeństwa. Co ciekawe powyższe zmiany nie wpłynęły degradująco na ogólną rozdzielczość przekazu, więc zarówno na rockowym „Going to Hell” The Pretty Reckless, jak i okołojazzowym „W Hołdzie Mistrzowi” Stanisława Soyki wszystko zostało na swoim miejscu i niczego nie brakowało a jedynie zmieniła się perspektywa i narracja. W dodatku wszędzie tam, gdzie dotychczas rockowy pazur potęgowały wszelakiej maści szorstkości, wizgi i zgrzyty, przy Extraudio cały czas pozostawały one obecne, niemniej jednak ich egzystencja nie tyle absorbowała i od czasu do czasu wbijała szpilkę w ucho, co jedynie intensyfikowała i dociążała brzmienie stanowiąc jeden z wielu składowych misternej układanki.
Zmiana repertuaru na klasyczny i to zarówno ten kameralny – „’Diavolo’: Giuseppe Tartini – 6 Violin Sonatas” La Serenissima / Adrian Chandler, jak i pełno-gabarytowy – symfoniczny („Symphony No. 8 in E Flat Major „Symphony of a Thousand”” Los Angeles Philharmonic / Gustavo Dudamel ) odkryła kolejne oblicze niderlandzkiej łączówki, czyli idącą w parze z wysokiej próby rozdzielczością ponadprzeciętną … koherencję, w rezultacie czego choć nadrzędną rolę odgrywała całość – kompletny obraz kompozycji, bez trudu można było w owej całości dostrzec i jeśli taka była nasza chęć wyłuskać partię poszczególnego instrumentu z jego dokładną lokalizacją na scenie. A właśnie, wspomniane na wstępie lekkie przyciemnienie prezentacji nie tylko nie ukryło w cieniu dalszych planów, lecz jedynie szczelniej i skuteczniej zaczerniło ziejącą za nimi „aksamitną otchłań mroku” nadając całości iście hollywoodzkiej spektakularności. Chociaż … skoro o Hollywood mowa, to niejako na koniec nie mogłem odmówić sobie ponad godziny z takowym mrokiem, więc na playliście wylądował „The Dark Knight Rises” Hansa Zimmera i … to było to. Tytułowy interkonekt świetnie oddał klimat i nastrój soundtracku umiejętnie budując napięcie, potęgując podskórny niepokój i kiedy trzeba trzęsąc posadami mojego lokum. Warto w tym momencie wspomnieć, iż Extraudio najniższe składowe prezentuje z satysfakcjonującą precyzją i zróżnicowaniem, lecz reprezentuje raczej plastyczną i nieco krągłą stronę mocy, więc raczej nie należy oczekiwać po nim zbytniej chrupkości, czy wręcz analitycznego chłodu. Kontury kreślone są więc nieco grubszą kreską, więc jeśli wzmacniacz i/lub kolumny mają podobne inklinacje to o ile nie jesteście Państwo psychofanami drum’n’bass-owego undergroundu, to przed zakupem lepiej taką konfigurację przetestować na żywym organizmie, czyli w zaciszu własnych czterech ścian.
Jak mam cichą nadzieję z powyższego tekstu jasno wynika, iż Extraudio XLR Three to przewód wprost wymarzony dla wszystkich tych, który w dążeniu do prawdy o krok, bądź nawet dwa popadli w zbytnią analityczność i prosektoryjny chłód. Nie oznacza to jednak wykluczenia aplikacji naszego gościa w zrównoważonych tonalnie systemach. Bowiem również i w nich czarować może dojrzałością barw i iście stoickim spokojem. Dlatego też jeśli zamiast sztucznej ekscytacji i niczym nieuzasadnionych fajerwerków szukacie Państwo wyrafinowania i iście wieczorowej elegancji to Extraudio z pewnością spełni Wasze oczekiwania.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Jak zapewne wielu z Was wie, znany z ciekawie brzmiącej elektroniki niderlandzki producent Extraudio jakiś czas temu rozszerzył swoją działalność o segment okablowania audio. Na chwilę obecną nie jest to jakaś bardzo długa lista, jednak nie czekając bezczynnie na rozwój wypadków dotychczas mieliśmy już okazję przetestować dwie propozycje. Pierwszą była cyfrowa łączówka USB One, zaś drugą kabel kolumnowy Speker One. Oczywiście o wynikach z naszych spotkań z nimi możecie przeczytać w stosownych opisach w pierwszej wolnej chwili, natomiast dziś potencjalnych zainteresowanych zapraszam na kolejny test z tego zakresu działalności firmy. Co tym razem trafiło na tapet? Otóż w trzecim recenzenckim podejściu do okablowania pochodzącego z landu w sporej części położonego poniżej poziomu morza zajmiemy się przesyłem sygnału analogowego, a będzie nim dostarczony przez stacjonującego w Chełmży dystrybutora Quality Audio interkonekt Extraudio Three XLR.
Gdy podjąłem próbę zdobycia kompletu informacji o naszym bohaterze, jak zwykle odbiłem się od zwyczajowego ostatnimi czasy skrywania najbardziej wrażliwych danych. Oczywiście chodzi o popularność kopiowania wszystkiego co się da sprzedać przy minimalnym wkładzie własnej pracy i braku jakiegokolwiek doświadczenia, co ochronę swoich dóbr podnosi do rangi priorytetów pozwalających przetrwać w opanowanej wolną amerykanką biznesowej dżungli. Jednak, aby zasiać w potencjalnych kupujących nutkę pożądania producent celowo nie zataił wszystkiego. Co zatem wiemy? Niby niewiele, ale z drugiej strony jednak coś. Choćby to, że do budowy żył sygnałowych w tej serii okablowania użył kriogenizacji. Kolejną informacją jest sygnalizacja, iż dalszym procesie produkcyjnym zastosował elementy antymagnetyczne. A swoje zdradzanie wrażliwych danych zakończył notką wykorzystania w złączach miedzi tellurowej, rodu i pochodnych węgla. Tyle wiemy. Mało, czy dużo, tak naprawdę nie ma znaczenia, gdyż najważniejszym jest efekt, jaki przyniesie zastosowanie rzeczonego XLR-a w docelowym systemie, co w kolejnym akapicie postaram się Wam przybliżyć.
Co mogę powiedzieć o efekcie wpięcia XLR Three w mój system? Po pierwsze wzrosła waga dźwięku, a w szczególności nasycenie średnicy. A po drugie w efekcie poprzedniego działania poprzez zbliżenie pierwszego planu o pół kroku w moją stronę zyskało poczucie większej namacalności kreowanych źródeł pozornych. Jednym słowem muzyka nabrała zaskakująco pozytywnie wypadających rumieńców, gdyż choć minimalnie zwolniła w kwestii ataku dźwiękiem i jego ostrości, ale udanie unikając stanu jak po zażyciu Pavulonu, czyli nie serwując mi będącego efektem przesłodzenia prezentacji efektu nudy nadal epatowała dobrym timingiem, a przy okazji z fajnym feedbackiem bliższego obcowania z artystami przesiadłem się o dwa rzędy bliżej do wirtualnej sceny. A jeśli tak, chyba nikogo nie zdziwi fakt, że w takim przypadku twórczość stawiająca na łechtanie duszy romantycznego melomana czerpała z dobrodziejstw pełnymi garściami, zaś ta buntownicza nie tracąc nadmiernie animuszu dostawała często bardzo potrzebnego jej do wyrównania niedoborów wagi średnicy energetycznego kopa.
Chcąc potwierdzić przypuszczenia odnośnie odbioru sposobu na muzykę według Extraudio pierwszej grupy moich pobratymców w napędzie CD wylądował materiał fortepianowy Sokołowa „The Salzburg Recital”. A wylądował po to, aby przekonać się, czy dodatkowa szczypta body serwowana przez naszego bohatera nie zabija dźwięczności i odpowiedniej dostojności jednak bardzo trudnego do poprawnego oddania instrumentu. I muszę powiedzieć, że oprócz przesiadki nieco bliżej sceny i tym samym odczuwanie większej energii niskich, ale nadal dobrze kontrolowanych akordów i odrobinę mniej ekspansywnego wybrzmiewania tych najwyższych, bez problemu została zachowana nie tylko ekspresja raz szybkich, a innym razem wolnych, odgrywanych przez solistę pasaży, ale także wciągająca mnie z łatwością w wir wydarzeń nuta swobody wypełniania przezeń mojego pomieszczenia. Bałem się efektu ulania „klawiszowca” w jedną nazbyt zwartą bryłę, a tymczasem dostałem spektakl z wieloma ciekawymi akcentami natury energii i płynności wybrzmiewania.
Na przeciwnym biegunie postawiłem moje alter ego z młodości w postaci formacji AC/DC i jej kultowy album „Highway To Hell”. Jeśli system nadmiernym spowolnieniem zawartego w tej muzie szaleństwa zraniłby moją duszę, nie wiem, co by się wydarzyło. Na szczęście nic takiego się nie miało miejsca. Oczywiście pewne skutki typu pogrubienie instrumentów i ogólny wzrost ilości energii grania pełnym składem zauważalne były od pierwszego akordu, ale jak przypuszczałem, był to zastrzyk dobrodziejstw z tych ciekawie odbieranych. Lekko upłynniający, za to odbierany jako fajne podkręcenie soczystości przekazu, dlatego także w tym przypadku bez problemu mogę powiedzieć, że Niderlandczyk wyszedł ze starcia z tarczą. W innych kolorach, aniżeli mam na co dzień, ale ważne, że nie poległ, co często w przypadku nasycania prezentacji się zdarza.
Komu zaleciłbym soniczną kurację tytułową łączówką? Oczywiście wszystkim rozkochanym w muzykalnym sposobie podawania słuchanego materiału. Zapewni świetną soczystość, a przez to namacalność, ale przy tym raczej będzie unikał zabijania kreatywności w powoływaniu pojedynczych dźwięków przez czy to klasycznych, jazzowych, czy choćby rockowych artystów. Na swój sposób ich lekko podretuszuje, jednak nie wywróci przysłowiowego stolika do góry nogami. A komu by, go odradził? Naturalnie piewcom rysowania wydarzeń muzycznych przysłowiowym skalpelem. To nie jego domena i szkoda prądu, aby potem potencjalną porażkę konfiguracyjną zwalać na niego. Zatem jak widać na moich przykładach audio-freaków, wybór jest jasny i zależeć będzie od Waszego umiejscowienia się w jednym z obozów. Prościej polecić się nie da.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Quality Audio
Producent: Extraudio
Cena: 21 700 PLN