Opinia 1
Nie da się ukryć, iż z perspektywy większości tak zainteresowanych tematem odbiorców/konsumentów, jak i czysto postronnych jednostek obszary pro-audio i Hi-Fi/High-End, choć tematycznie ze sobą związane więcej dzieli aniżeli łączy. Niby i tu, i tu wszystko kręci się, bądź przynajmniej kręcić powinno, wokół muzyki, lecz jedni, ci „zza szyby” z dźwiękiem pracują a inni – „cywile” mniej bądź bardziej świadomie „konsumują”. Logicznym zatem wydaje się pogląd, iż diametralnie inne potrzeby wymuszają sięganie po równie różne narzędzia, czyli przekładając z polskiego na nasze – urządzenia reprodukcję dźwięku umożliwiające. I choć nie brakuje wytwórców skupionych jedynie na odbiorcach z jednej bądź drugiej strony ww. „szyby”, to jak już kilkukrotnie udowadnialiśmy są też tacy, którzy wszystkich traktują tak samo, zbytnio nie dokonując selekcji swojej klienteli na bramkach. I właśnie z owego wielce demokratycznego grona wyłuskaliśmy kanadyjskiego Brystona, który w związku z niedawną zmianą polskiego dystrybutora, oprócz ugruntowanej renomy wśród audio-profesjonalistów, zaczyna coraz odważniej rozpychać się właśnie przy stricte „konsumenckim stoliku”. Tym oto sposobem, dzięki uprzejmości aktualnego opiekuna marki – białostockiego Rafko mamy okazję podzielić się z Państwem wrażeniami z odsłuchów wielce poważnego zestawu pre/power, czyli przedwzmacniacza BR-20 i stereofonicznego wzmacniacza mocy 14B³.
Choć Bryston BR-20 gościł już u nas tuż po swojej premierze w 2021 r, to jego powtórna wizyta nie wynika li tylko z chęci przypomnienia o jego istnieniu w związku ze zmianą dystrybucji, lecz przede wszystkim z faktu, iż przynajmniej na chwilę obecną Kanadyjczycy lepszego przedwzmacniacza w ofercie nie mają a uzgadniając z ekipą Rafko szczegóły testu 14B³ uznaliśmy za stosowne recenzowanie ww. końcówki z dedykowanym jej preampem, gdyż wspólnie założyliśmy, że właśnie w takiej konfiguracji będzie ona pracowała u większości nabywców. Tym oto sposobem wszystkich zainteresowanych szczegółami związanymi z 20-ką odsyłam do naszych wcześniejszych wynurzeń. A tym, którym wystarczą highlighty pragną donieść, iż tytułowy przedwzmacniacz na swym wykonanym z masywnego płata aluminium awersie może pochwalić się, patrząc od lewej niewielkim błękitnym wyświetlaczem, gniazdem słuchawkowym 6,3mm i bezlikiem diod (czternaście informujących o parametrach sygnałów cyfrowych i dwie dodatkowe wskazujące na ustawienia zbalansowania kanałów, 10 dla źródeł cyfrowych plus cztery dla analogowych i aureola kolejnych 36 otaczających gałkę wzmocnienia) oraz przycisków informujących tak o parametrach obsługiwanych sygnałów, jak i wybranym wejściu, w opozycji do których pyszni się masywna gałka regulacji głośności okupująca prawą flankę.
Logicznym odzwierciedleniem bogactwa frontu jest ściana tylna przywodząca na myśl raczej zaawansowany procesor audio a nie stereofoniczny przedwzmacniacz. Wejścia analogowe są cztery – po dwie pary XLR i RCA, za to wyjścia tylko XLR, choć podwójne, więc bez kombinowania spokojnie możemy podpiąć cztery monobloki. Sekcja cyfrowa obejmuje zaskakująco szeroki zestaw przyłączy – po parze AES/EBU, Coaxiali i Toslinków (kończą pracę na 192kHz/24bit) uzupełnionych pojedynczym USB Audio (PCM 384 kHz/32bit; DSD256). Do tego dochodzą cztery porty USB-C do obsługi pamięci masowych / dongla Wi-Fi i gniazdo Ethernet. Decydując się na opcję z kartą HDMI dostajemy dodatkowe 4 wejścia i jedno wyjście w ww. formacie obsługujące zarówno sygnał wizyjny 4K HDR, jak i DSD64. Wyliczankę zamykają gniazdo zasilające IEC-320 C14 i interfejsy RS232 (mini jack), USB-B i RJ45 do komunikacji z „domową inteligencją”. Co do dokładnej wiwisekcji trzewi, to jak wspomniałem chętnych odsyłam do naszej wcześniejszej recenzji a w ramach dzisiejszego spotkania pozwolę sobie jedynie nadmienić, iż aktualny „wypust”, przynajmniej jeśli chodzi o jego sekcję cyfrową, bazuje na parze przetworników AKM AK4490 a moduł streamera oparto o platformę Raspberry Banana Pi.
Jak na oferowaną, deklarowaną przez producenta moc 14B³ prezentuje się całkiem kompaktowo, tym bardziej, że mówimy o klasycznym, tranzystorowym i pracującym w klasie AB a nie D-klasowym wzmacniaczu. Czar kompaktowości pęka jednak jak bańka mydlany, gdy próbuje się ową 41 kg „kruszynkę” wyłuskać z kartonu i ustawić w docelowym miejscu. Okazuje się bowiem, że minimalistyczna tafla frontu wykonana z masywnego aluminiowego bloku z wygrawerowanym logotypem i oznaczeniem modelu oraz centralnie umieszczonym włącznikiem głównym w wersji cywilnej – pozbawionej frontowych uchwytów niespecjalnie logistykę ułatwia. Co prawda na ścianie tylnej uchwyty już są, lecz biorąc pod uwagę, iż to od frontu umieszczono dwa potężne toroidalne trafa i właśnie tam usytuowana jest większość masy urządzenia już zawczasu sugeruję poważne rozważenie „studyjnej” opcji 19” (z uszami) zamiast „cywilnej” 17-ki. Serio, serio. Później mi podziękujecie. A wracając do meritum, o stanie pracy informują ulokowane tuż nad włącznikiem dwie niewielkie diody a za element dekoracyjny można uznać zarówno lekkie podfrezowania wokół sekcji informacyjno, użytkowej, jak i podłużne, biegnące w poprzek frontu wgłębienia. Ozdobiona firmowym logotypem płyta górna jest gęsto perforowana a zamiast konwencjonalnych ścian bocznych mamy gęsto użebrowane pionowe radiatory, które jak łatwo się domyślić pełnią rolę czysto użytkową a nie li tylko dekoracyjną. Ściana tylna oferuje tylko to, co niezbędne i zarazem znane z wcześniejszych/mniejszych modeli. Czyli wspomniane uchwyty po bokach, a tuż przy górnej krawędzi (duże ułatwienie przy podpinaniu) charakterystyczne terminale wejść zbalansowanych w postaci combo XLR/ 6,3mm TRS uzupełnione o zestaw gniazd RCA i stosowny przełącznik wyboru. Tuż obok przycupnął kolejny hebelek umożliwiający ustawienie optymalnego wzmocnienia – 23 lub 29 dB. Piętro niżej napotkamy terminal 12V triggera oraz pojedyncze, zakręcane terminale głośnikowe akceptujące zarówno wtyki bananowe/BFA, jak i widły, choć te daje się wpiąć jedynie od góry, co przy ciężkich i sztywnych przewodach może być nieco problematyczne. Najniższy poziom zajmuje trójbolcowe gniazdo zasilające IEC i komora z bezpiecznikami. Jak z pewnością wprawne i obeznane z kanadyjską elektroniką oko wyłapało brak jest znanego z 3B³ i 4B³ przełącznika umożliwiającego zmostkowanie wzmacniacza i korzystanie z niego w formie monobloku. Pomijając względy czysto techniczne warto wziąć jednak pod uwagę, iż 14B³ dysponuje mocą 600W przy 8 i 900W przy 4Ω obciążeniu na kanał, więc śmiało możemy uznać, brak owej funkcjonalności za niezwykle mało istotny drobiazg. Tym bardziej, iż zgodnie z zapewnieniami producenta, logiką, oraz … matematyką na poziomie klas nauczania początkowego 14B³ jest de facto … parą zamkniętych w jednym korpusie monobloków 7B³. I to bez żadnych oszczędności, czy też wymuszonych przez księgowych optymalizacji kosztów własnych. Dlatego też w zasilaniu mamy po solidnym 850VA toroidzie i po 88 000μF pojemności filtrującej na kanał, które z kolei odpowiadają za dostarczenie nieprzerwanego strumienia życiodajnej energii do 32 (po 16 na stronę) tranzystorów bipolarnych pracujących w stopniu wyjściowym. Jeśli dodamy do tego ultra niskie zniekształcenia (<0.005%) i całkiem wysoki (>500) współczynnik tłumienia i weźmiemy pod uwagę deklarowaną moc, to śmiało można z góry założyć, iż 14B³ poradzi sobie praktycznie z każdymi dostępnymi na rynku kolumnami.
Zanim przejdziemy do części poświęconej walorom sonicznym tytułowego duetu pozwolę sobie na małą dygresję odnośnie ergonomii i szybkości działania webowego, dostępnego pod adresem http://my.bryston.com/ interfejsu Brystona BR-20. Otóż nie wiem, czy to z racji dokonanych zmian konstrukcyjnych, mającego miejsce w tzw. międzyczasie wzrostu moich osobistych wymagań i oczekiwań, czy też znacznego rozrostu liczby dodanych do swojego profilu albumów, lecz w trakcie niniejszego testu znacznie mniej entuzjastyczne je oceniałem aniżeli podczas naszego poprzedniego spotkania. Już wyjaśniam o co chodzi. 0 ile bowiem do samej ergonomii obsługi podstawowych funkcjonalności nie miałem większych zastrzeżeń, gdyż tak intuicyjność, jak i czytelność poszczególnych zakładek, w tym możliwość zmiany nazw wejść, czy też dokonywania wszelkich innych nastaw, były wysoce satysfakcjonujące, to już obsługa streamera wymagała ode mnie znacznych pokładów empatii i cierpliwości. Z nieznanych mi bliżej przyczyn każdorazowe załadowanie listy ulubionych albumów z Tidala trwało zaskakująco dłuuugo, zauważalnie dłużej aniżeli przeglądanie np. zawartości 4TB Soundgenic-a, o porównaniu pracy mojego dyżurnego Lumina U2Mini nawet nie wspominając. Dodatkowo brak możliwości sortowania po dacie dodania a jedynie w porządku alfabetycznym nie poprawiał sytuacji. Oczywiście do wszystkiego można się przyzwyczaić, jednak nomen omen mając własne, już zakorzenione przyzwyczajenia z pewnością chwilę może zająć oswojenie się z nowymi regułami obsługi. Dlatego też sekcję streamera można śmiało potraktować, jako gratisowy dodatek umożliwiający wstępną weryfikację, czy pliki to nasza bajka, a jeśli znajdziemy z nimi nić porozumienia już bez większego pośpiechu można rozejrzeć się za docelowym transportem.
Na wstępie muszę przyznać, iż jako wieloletni użytkownik „zaledwie” 300W modelu 4B³ byłem szalenie ciekaw cóż pokaże jego starsze i przy tym dwukrotnie mocniejsze rodzeństwo. I szczerze powiedziawszy się nie zawiodłem, bowiem 14B³ zachowując transparentność i uniwersalność mojej wcześniejszej amplifikacji zaoferował jeszcze większą swobodę i niewymuszoność prezentacji. I proszę wziąć pod uwagę fakt, iż już w ramach niezobowiązującej rozgrzewki zamiast asekuracyjnego plumkania na playliście wylądował album „Para Bellum” Testamentu, po którym do mikrofonu dorwała się płeć piękna pod postacią siostrzyczek Wild, czyli „zero.point.genesis” The Pretty Wild, gdzie względnego spokoju czy gry ciszą nie było nawet jak na lekarstwo co wcale. I właśnie na takim radosnym łomocie kanadyjski duet ani nie tracił zimnej krwi, ani nie próbował zdemolować mojego lokum. Piszę o tym nie bez przyczyny, gdyż dość powszechne jest mniemanie, iż przy takich mocach nawet smyrnięcie miotełką werbla wprawia w drżenie nie tylko rodowe skorupy, co cały, załadowany nimi po sam sufit kredens. I pewnie tak by było, gdyby w torze zabrakło BR-20, którego przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie rozkręca na 100%. Za to po prostu Kanadyjczycy wespół zespół robili swoje grając dokładnie to, co trafiło „na taśmę”. Tam gdzie miało być szorstko i brudno było. Tam gdzie ostro także spokojnie można było dźwiękiem się ogolić, ale wystarczyło, by do głosu doszło nieco zdroworozsądkowego romantyzmu (vide „Meant to Be”) a okazywało się, że i z mikrodynamiką elektronice z kraju klonowego liścia jest po drodze. Bowiem niczym rasowy set na 300B potrafiła cyzelować najdelikatniejsze akordy, czy też z iście laserową precyzją zawieszać je w hektarach przestrzeni nieprzeniknionego mroku. Odsłuchy „Pax” Tingvall Trio i „Shiraz” Dhafera Youssefa unauszniły (bo przecież nie unaoczniły), że i gra ciszą, pogłosem, czy właśnie operującym ww. środkami artystycznego wyrazu zredukowanym do minimum składem nie tylko ma sens, co potrafi zachwycić delikatnością i wyczuciem klimatu. Do tej pory uważałem, że mój dawny 4B³ był przysłowiowym „drutem ze wzmocnieniem”, jednak pojawienie się w moim systemie 14-ki dość bezpardonowo owe wyobrażenia zweryfikowało. Nie dało się bowiem nie zauważyć, iż to co 4-ka robiła dobrze, bądź wręcz świetnie, czyli m.in. znikanie w torze, 14-ka doprowadziła do istnej perfekcji. Ot chociażby zdolność idealnego dopasowania się do reprodukowanego materiału powodująca, że niczym kameleon, bądź wręcz jakiś wyimaginowany zmiennokształtny byt końcówka Brystona z czysto instrumentalnej roli elementu toru audio de facto stawała się uczestnikiem „wykonu”. Było jej jeszcze mniej w owym torze, wyraźniej dominowała nad młodszym i słabszym rodzeństwem tak pod względem rozdzielczości, jak i koherencji przekazu, choć akurat tu co nieco miał do powiedzenia BR-20. A właśnie, aby wycisnąć z obu naszych dzisiejszych gości wszystko co najlepsze nie polecam zbytniego kombinowania i rozważania opcji „cebula mode on”, gdyż tutaj każda, nawet najmniejsza składowa toru jest doskonale słyszalna i podawana nie tyle na dłoni, co na perfekcyjnie wypolerowanej srebrnej tacy. Dlatego też sugeruję po zakupie ww. parki od razu i to w trybie ekspresowym przesiąść się na XLR-y i przynajmniej 14B³ zafundować jakąś solidną (akurat tutaj rozmiar-średnica żył będą miały fundamentalne znaczenie) sieciówkę, znaczy się przewód zasilający i raczej wpiąć ją bezpośrednio w ścianę, gdyż praktyka dowodzi, a i sam Bryston udowadnia, że lwia część wszelakiej maści listew i kondycjonerów boleśnie limituje drzemiący w nim potencjał.
Wracając do meritum i zarazem starając się usilnie kanadyjski duet nawet nie tyle przyłapać na jakimś ewidentnym potknięciu, co po prostu solidnie przewłóczyć co i rusz sięgałem po niezwykle zróżnicowany repertuar. I może dziwnie to zabrzmi, niemniej jednak niezależnie czy były to uwspółcześnione interpretacje klasyki w stylu „Bach: The Cello Suites – Recomposed” Petera Gregsona, czy pozornie niezobowiązujące, lecz tak naprawdę niezwykle wielowarstowe i zagmatwane konglomeraty klasyki i jazzu w odsłonie niezastąpionego Johna Zorna („Fantasma”), czy nawet totalnie zdehumanizowany elektroniczny „Hyperpop Psychedelic Dimension” H501L za każdym razem łapałem się na tym, że dosłownie po kilku taktach przestawałem w nawet najmniejszym stopniu analizować obecność recenzowanego zestawu, gdyż na tyle dyskretnie usuwał się on w cień, że najważniejsza stawała się „grana” przez niego muzyka. W dodatku grana tak, jak rzadko kiedy, żeby nie napisać nigdy. Działo się to również za sprawą bezwzględnej kontroli jaką przejmowała nad kolumnami 14-ka, co szczególnie przy dopiero co wspomnianej, „połamanej” elektronice robiło naprawdę piorunujące wrażenie. Zróżnicowanie i wgląd w fakturę nawet najniżej schodzących dźwięków były perfekcyjne i co ciekawe wcale ów strumień informacji nie był efektem prosektoryjnej ekstrakcji, lecz jedynie wynikał z całkowicie bezinwazyjnego dotarcia do źródła, sedna i pokazania go takim jakim ono rzeczywiście jest. Bez uśredniania, upraszczania, czy maskowania pozornie bardziej atrakcyjnymi ozdobnikami. Krótko mówiąc – chcecie wiedzieć co macie w nagraniach i co tak naprawdę potrafią Wasze kolumny – sięgnijcie po będący przedmiotem niniejszych wywodów kanadyjski zestaw.
W ramach podsumowania pozwolę sobie metaforycznie stwierdzić, iż tytułowy duet z powodzeniem można byłoby reklamować fragmentem utworu „Take the Power Back” Rage Against The Machine, gdzie Zack de la Rocha melodeklamuje w końcówce „Come on, come on! We gotta take the power back. No more lies. No more lies. No more lies.(…)”. Bo właśnie takie są Brystony BR-20 & 14B³ – mają pełną władzę nad kolumnami i nie kłamią. Przy czym lojalnie ostrzegam – w większości przypadków kontakt z nimi będzie biletem w jedną stronę. Od razu jednak dodam, iż będzie to podróż w jedynie słusznym kierunku …
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Kanadyjski Bryston to dość specyficzna w naszym hobby marka. Chodzi oczywiście o jej konotacje z rynkiem pro, na którym notabene radzi sobie bardzo dobrze. I gdy wydawałoby się, że wystarczy od głównego nurtu działań tylko odcinać przysłowiowe kupony, jej mocodawcy są tak zaangażowani w emocjonalne w sprawianie nam przyjemności z obcowania z muzyką, że postanowili stworzyć coś, co po przygotowaniu jej na profesjonalnym sprzęcie w studiu odtworzy ją w naszych domostwach. W tym celu stworzyli ciekawą grupę produktów, która nie tylko jest w stanie pokryć pełną paletę zapotrzebowań klientów w zależności zasobów środków pieniężnych, ale jeśli już ktoś zdecyduje się na ożenek z Bryston-em, z automatu jest chroniony 10 letnią gwarancją niezawodności konstrukcji. Myślicie, że to ostatnie to żart? Bynajmniej, o czym dobitnie przekonał się jakiś czas temu Marcin, gdy jego końcówka mocy 4B3 po bodajże 6 latach nawet nie to, że przestała grać, ale czasem zdradzała niepokojące symptomy potencjalnego problemu, wówczas bez jakiegokolwiek marudzenia została ekspresowo poddana wnikliwemu przeglądowi. No dobrze, wystarczy tego lukrowania, przyjrzyjmy się dzisiejszemu zestawowi dostarczonemu do testu. Otóż tym razem białostocki dystrybutor Rafko postawił na rozbudowaną, bo dzieloną sekcję wzmocnienia tej marki. W jej skład wchodzi testowany już jakiś czas temu przez nas, wyposażony w przetwornik D/A przedwzmacniacz liniowy BR-20 i wydajną, na chwilę obecną całkowicie nam nieznaną końcówkę mocy 14B³. Co wynikło z mariażu tego tandemu z moim systemem, naturalnie opiszę w poniższym tekście.
Rozpoczynając opis budowy tytułowych produktów z Kanady od przedwzmacniacza liniowego w kwestii obudowy mamy do czynienia z typowych rozmiarów skrzynką z frontem z grubego płata aluminium. Jeśli chodzi o wyposażenie awersu, że tak powiem, rodem z rynku pro jest na bogato. To zaś oznacza, iż spełniając rolę typowej centralki dla najbardziej skomplikowanego zestawu audio jest bardzo mocno uzbrojony w pozwalające sterować BR-20-ką manipulatory. Znajdziemy na nim rozbudowaną sekcję przycisków wyboru wejść cyfrowych – aż 10 sztuk oraz czterech wejść analogowych 2 x XLR i 2 x RCA, dwa guziki obsługujące ustawienie balansu między kanałami, przyciski MUTE, POWER, serię diod informujących o wyborze danej funkcji, podobnie rozbudowaną serię diod informujących o obsługiwanym formacie cyfrowym i częstotliwości jego próbkowania, gniazdo słuchawkowe, czujnik podczerwieni do pilota zdalnego sterowania, z lewej strony nieduży wyświetlacz, zaś z przeciwległej sporej wielkości gałkę wzmocnienia. Jak wspominałem, jest na maxa. I wiecie co, podobnie jest na tylnym panelu. To oczywiście oznacza bogactwo wejść analogowych, cyfrowych – w tym (opcjonalną) mnogość w rzadko spotykanej w naszej zabawie HDMI, ale niestety z punktu widzenia posiadaczy większości urządzeń lampowych tylko wyjść analogowych w wersji XLR. To ostatnie naturalnie skutek pochodzenia z rynku pro. W komplecie opisanej centralki znajdziemy także zgrabnego pilota zdalnego sterowania.
Dotarłszy z opisem do będącej dla nas nowością końcówki mocy, pierwszym ważnym aspektem do wspomnienia jest jej prawie podwojony w kwestii wysokości obudowy w stosunku do pre rozmiar obudowy. Wykonany podobnie do preampa z grubego puca glinu front 14-ki w celach wizualnego ożywienia jednak sporej jego połaci w centralnej części delikatnie podfrezowano. Co do wyposażenia, będąc jedynie dawcą końcowej dawki energii do kolumn końcówka oferuje znacznie mniej fajerwerków, bo tylko włącznik inicjujący jej pracę i dwie diody informujące o tym stanie. Na rewersie natomiast dostajemy do dyspozycji pojedyncze terminale kolumnowe, wejścia sygnału w postaci RCA/XLR, przełącznik potwierdzający wybór jednego z nich, hebelek wyboru wzmocnienia oraz gniazdo zasilające. W odróżnieniu od sterownika w celach grawitacyjnego chłodzenia wzmacniacza górna połać obudowy została poddana perforowaniu podłużnymi otworami wentylującymi jego trzewia, zaś boki typowo dla tego rodzaju urządzeń wykonano z mocno użebrowanych radiatorów. Jak widać, w odróżnieniu do poprzedniej konstrukcji w tym przypadku mamy do czynienia z urządzeniem bardzo schludnym wizerunkowo, ale za to wydajnym prądowo.
Jak zapamiętałem spotkanie z mocarnym Bryston-em? Naturalnie w wielu aspektach powtórzył, a w wielu poprawił bardzo dobry wynik z innych starć. Chodzi o to, że tym razem zapas mocy pozwolił mu na tle słabszych konstrukcji pokazać więcej swobody w prowadzeniu kolumn, a to wprost przełożyło się na mniejsze poczucie szorstkości prezentacji oferując nieco pełniejsze granie. To oczywiście nadal było rysowanie muzyki wyraźną kreską ze świetnym atakiem i kontrolą całości pasma, ale już z posmakiem większej krągłości prezentacji. Taka sytuacja sprawiła, że muzyka brzmiała w sposób bardziej namacalny, gdyż po pierwsze brzmiała bez jakiejkolwiek szkodliwej wolaki pomiędzy mną a artystami, po drugie znakomicie oddawała nieobliczalność zmian tempa i wyrazistości brzmienia muzyki w zależności od słuchanego materiału, a po trzecie serwowała niekończące się pokłady w pełni kontrolowanej, a przez to wielobarwnej energii. Jednym słowem tętniła w duchu w jakich przewidzieli ją muzycy, czyli tak jak lubię bez owijania w bawełnę. Osobiście mimo tak fajnego wyniku w momencie decyzji zakupowej brzmienie systemu próbowałbym nieco bardziej pokolorować, ale tylko jako finalny szlif, a nie korekta wywracająca całość do góry kołami. Jednak gdybym nie miał takiej możliwości, podczas wyboru pomiędzy testowanym dzisiaj zestawem, a jakimś umilaczem życia za wszelką cenę, bez zastanawiania się wybrałbym ofertę z kraju klonowego liścia, gdyż przysłowiowy ogień podczas obcowania z muzyką jest dla mnie czymś nadrzędnym.
Pierwszym z brzegu udowadniającym takie podejście do tematu przykładem była choćby ścieżka dźwiękowa z filmu „Blade Runner 2049” Hansa Zimmera wespół z Benjaminem Wallfisch-em. Wszyscy wiemy, iż to wbrew pozorom bardzo trudny materiał do odtworzenia, gdyż brak kontroli i możliwości wytworzenia odpowiedniej ilości nisko schodzącej energii nie odda pewnego rodzaju mroczności tej muzyki. Muzyki mającej podnieść poczucie dramatyzmu eliminowania brylujących poza kontrolą systemu, będących skrzyżowaniem człowieka z robotem samo-kontrolujących się osobników. Modulowane niskie pomruki mają wywołać w naszych trzewiach stany przedzawałowe i takie w fantastycznej odsłonie dostałem. Mało tego, wspomniane mocne uderzenie dźwiękiem było dodatkowo serwowane z wymaganą natychmiastowością zmian nie tylko tempa, ale także przechodzenia z nadinterpretacji wyrazistości w oczekiwaną przez kompozytora płynność brzmienia muzyki. To istny rollercoaster, który oprócz prezentowanych na ekranie wydarzeń mających poruszyć nasz ośrodek przyswajania obrazu, dobrze zaprezentowaną, pełną nieprzewidywalności ścieżką dźwiękową ma dopełnić misję uświadomienia nam być może czekającej nas przyszłości. W moim odczuciu Bryston pokazał to bardzo dobitnie i co ciekawe, w tym przypadku zastanawiałbym się, czy ocieplać jego prezentację.
Bardzo dobrze wypadła także muzyka jazzowa spod znaku Billy Hart Quartet „Just”. Ta oczywiście dla mnie mogłaby mieć nieco więcej ciepła i pozytywnie rozumianej krągłości, co oczywiście stosownym okablowaniem spokojnie można zrobić, ale mimo tego pokazała dla mnie najważniejsze cechy w odtwarzaniu tego rodzaju materiału. W pierwszej kolejności chodzi o czytelność kreowania źródeł pozornych jako osobnych bytów w domenie ostrości krawędzi, a dzięki temu także znakomitego rozplanowania ich na wirtualnej scenie. W drugiej o umiejętne brylowanie w pokazywaniu stosownej dla danego instrumentu energii. Zaś trzeciej o swobodę i lotność podania całości materiału. W tej muzyce przynajmniej dla mnie uśredniając wspomniane aspekty zbytnią błogością podania skazujemy się na nudę. Na szczęście kanadyjski tandem w swoim – czytaj wyraźnym – stylu mimo z pozoru nieco chłodnawego od moich końcowych oczekiwań sposobu na jazzowe opowieści, pokazał ów materiał z bardzo ciekawej strony. Owszem, strony raczej wyrazistej i szybkiej, aniżeli mocno soczystej i przez to przyjemnie łechczącej ego miłośnika ciepłego plumkania, ale za to z najważniejszymi, a nie zdziwiłbym się gdyby nie idealnymi dla wielu z Was niuansami w kwestii obrazowania nie raz i nie dwa pojawiającego się nawet w międzykolumnowym eterze najdrobniejszego dźwięku. W tym nasz bohater był znakomity.
Komu zarekomendowałbym tytułowy zestaw wzmocnienia z Kanady? Bez problemu większości z Was. Naturalnie czasem trzeba będzie lekko dostosować resztę toru, aby uzyskać idealną dla siebie synergię w kwestii barwy i soczystości. Ale nie zniechęcajcie się, bowiem już na starcie macie pod ręką takie atuty jak kontrola znakomitej większości zespołów głośnikowych, dobre zejście niskich rejestrów i wzorową reakcję na wymogi w danym momencie słuchanego materiału muzycznego, co zazwyczaj jest piętą achillesową zbyt pięknie brzmiących wzmacniaczy. Reasumując, jeśli jesteście na etapie roszad w tej sekcji rozbudowanego toru audio, warto jest podjąć rękawicę i wpiąć u siebie tytułowy zestaw Bryston BR-20 & 14B³. Nawet jak coś nie pyknie, nudy nie będzie, bo to mający konotacje z rynkiem pro w pozytywnym znaczeniu słowa diabeł w estetycznej, bo skierowanej do wymagającego klienta szacie.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Rafko
Producent: Bryston
Ceny
Bryston BR-20: 29 995 PLN; 32 995 PLN z kartą HDMI; 33 995 PLN z kartą Phono; 36 995 PLN z HDMI i Phono
Bryston 14B³: 51 995 PLN
Dane techniczne
Bryston BR-20
Wejścia analogowe: 2 pary RCA; 2 pary XLR
Wyjścia analogowe: 2 pary XLR
Wejścia cyfrowe: 2 x AES/EBU; 2 x Coax; 2 x Toslink; USB Audio (PCM 384 kHz / 32 bit; DSD x 4(DSD 256)); 4 x USB3.0 (obsługa pamięci masowych) / Adaptera Wi-Fi
Komunikacja: Ethernet
Karta HDMI 4K HDR (opcja): 4 wejścia; 1 wyjście (obsługa DSD)
Pasmo przenoszenia: 20 HZ – 20 kHz
Odstęp sygnał/szum: 110 dB
Zniekształcenia intermodulacyjne: ≤ 0,0003%
Zniekształcenia THD+N (20 HZ – 20 kHz): ≤ 0,0006%
Czułość wejściowa: 2V RMS
Impedancja wejściowa: 50 kΩ (RCA); 10 kΩ (XLR)
Pobór mocy: 45W; 0,5W Standby
Wymiary (S x W x G): 430 x 116 x 330 mm
Waga: 5,5 kg
Bryston 14B³
Moc ciągła (RMS): 2 x 600W / 8Ω; 2 x 900W / 4Ω
Wejścia: para XLR; para RCA
Zniekształcenia THD+N: <0.005%
Pasmo przenoszenia: <1Hz – 100kHz: -3dB
Impedancja wejściowa: 7.5kΩ (RCA); 5kΩ (XLR)
Szum: -118dB (RCA); -122dB (XLR)
Współczynnik tłumienia: >500 / 20Hz (8Ω)
Wymiary (S x W x G): 430 x 205 x 427 (467 z uchwytami) mm
Waga: 41 kg