1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Cyrus TTP

Cyrus TTP

Link do zapowiedzi: Cyrus TTP

Opinia 1

Tak jak jeszcze kilka lat temu mogliśmy obserwować trend dozbrajania większości liczących się producentów Hi-Fi / High-End (począwszy od Bowers & Wilkins, poprzez Focala, Klipscha, Musical Fidelity, Sonus fabera na T+A, Martinie Loganie czy McIntoshu skończywszy) w ofertę słuchawkową, tak obecnie trudno nie zauważyć podobnego podejścia do analogu. Mówiąc wprost, jeśli zajrzymy do katalogu któregoś z największych graczy i nie znajdziemy w nim choćby jednego gramofonu, to śmiało możemy podnieść zarzut jego niekompletności. To oczywiście dość poważne uproszczenie, ale nie da się ukryć, iż coś jest na rzeczy, skoro nawet Gryphon czy też Mark Levinson o stosowne szlifierki swe portfolio wzbogacili. Nie ma co się jednak oszukiwać – nikt przy zdrowych zmysłach nie próbuje tu na nowo wynajdywać koła i wyważać już otwartych drzwi, więc zamiast kombinować jak koń pod górę zainteresowani po prostu zgłaszają się do świadczących usługi OEM wyspecjalizowanych w analogu wytwórców i dostają szyty na miarę model, który z niekłamaną dumą mogą sygnować własnym logotypem. Tak było m.in. z korzystającymi z „pomocy” Clearaudio Marantzem i McIntoshem, zacieśniającym stosunki z VPI Markiem Levinsonem, czy wspomnianym Gryphonem, który zapukał do drzwi Helmuta Brinkmanna. A to przecież jedynie wierzchołek góry lodowej, której niewidoczną ponad powierzchnią wody podstawę stanowi bezlik konstrukcji zamawianych a Audio-Technice, Pro-Jectcie, czy Redze. Z kolei nasz dzisiejszy gość uznał, iż do pełni szczęścia wystarczą mu konsultacje i doradztwo „jednego z niemieckich producentów” w opracowaniu łożyska, silnika i talerza a resztę ogarnie we własnym zakresie. Oczywiście poza ramieniem – tu wybór padł na popularną Regę RB330. O kim i o czym mowa? O Cyrus-ie i jego gramofonie TTP, którym dzięki uprzejmości Stratos International przez kilka ostatnich tygodni mogliśmy się do woli nacieszyć a wrażeniami z jego użytkowania właśnie się z Państwem dzielimy.

Może a raczej na pewno zdjęcia tego nie oddają, ale „na żywo” Cyrus TTP robi iście piorunujące wrażenie, które potęguje próba jego (znaczy się gramofonu, nie wrażenia) podniesienia. Okazuje się bowiem, iż Anglicy zamiast standardowej MDF-wej „deski” plintę wykonali z litego bloku aluminium. Jakby tego było mało również i talerz z owego surowca wytoczono, więc pomimo swej niezaprzeczalnej kompaktowości TTP może pochwalić się słuszną wagą 24 kg a tym samym i z racji pokaźnej masy talerza w pełni zasługuje na miano klasycznego mass-loadera. Napęd na zawieszony na hartowanej stalowej osi obracającej się na ultra-precyzyjnym łożysku ze zintegrowanym smarowaniem talerz przenoszony jest za pomocą paska ze sterowanego obwodem cyfrowym silnika prądu stałego okupującego lewy tylni narożnik. Jak już zdążyłem, wspomnieć we wstępniaku w roli ramienia występuje tu klasyczna Rega RB330, którą na potrzeby testu uzbroiliśmy w redakcyjną wkładkę Dynavector DV – 20X2.
Pod względem obsługi mamy do czynienia z pełnym „manualem”, więc w lewym narożniku frontu znajdziemy jedynie trzy niewielki przyciski odpowiedzialne za wybór prędkości obrotowej (33 1/3 i 45 RPM) oraz wyłącznika. Z kolei na plecach panel przyłączeniowy obejmuje gniazdo dla zewnętrznego (standardowego ) zasilacza, regulatory obrotów, zacisk uziemienia i gniazdo dla opcjonalnego, firmowego zasilacza PSX-R. Przewód sygnałowy zamontowany jest na stałe i wyprowadzony jest od spodu gramofonu a wraz z gramofonem istnieje możliwość otrzymania opcjonalnej (widocznej w sesji unboxingowej) – dostępnej u lokalnego sprzedawcy akrylowej osłony. Gramofon ustawiono na trzech regulowanych i demontowalnych nóżkach, co pozwala nie tylko precyzyjnie go wypoziomować, co eksperymentować z alternatywnymi rozwiązaniami firm trzecich.

Ponieważ dziwnym zbiegiem okoliczności TTP niemalże minął się w naszych drzwiach z opuszczającym redakcję phonostagem 40 PPA, sesje odsłuchowe prowadziłem przy użyciu swojego dyżurnego Tellurium Q Iridium . A jak powyższa układanka wypadła?

Na pierwszy ogień poszedł duet kanarkowo-żółtych placków „Live In The Union Chapel” Procol Harum, który zabrzmiał z niezwykłą energetycznością i sugestywnie zaakcentowaną warstwą wokalną. Głos Gary’ego Brookera został podany blisko, ze świetnie oddaną siłą emisji i realizmem właściwym dobrym koncertowym realizacjom. Całe szczęście Cyrus nie próbował podkręcać całości poprzez eksponowanie basu, więc i motoryce nagrań nie sposób buło cokolwiek zarzucić. Powyższe obserwacje potwierdził odsłuch ciężkiego i gęstego „Das Seelenbrechen” Ihsahn który nie tylko nic a nic nie stracił ze swej czytelności, co wręcz kipiał od buzującej w nagraniach energii. A biorąc pod uwagę, iż mamy do czynienia z materiałem tyleż awangardowym, co również szalenie wymagającym od samego słuchacza jasnym staje się, iż każde uproszczenie, czy wręcz pominięcie jakiegoś składowego dźwięku mogłoby naruszyć skomplikowaną strukturę mrocznej całości. A z TTP w torze ogrom informacji płynie wartkim i zarazem krystalicznie czystym nurtem i jedynie od klasy wkładki zależeć będzie czy nie zmarnujemy drzemiącego w nim potencjału.
Jeśli jednak komuś takie około metalowe klimaty nie pasują zawsze może sięgnąć po klasyczny hollywoodzki blockbuster w stylu „Star Wars: The Force Awakens” Johna Williamsa i na własne uszy przekonać się, że orkiestrowe tutti wcale nie jest monolityczną ścianą dźwięku, lecz pomimo swej kinowej spektakularności nic a nic nie traci z wieloplanowości i zróżnicowania, złożoności aparatu wykonawczego. I choć może pod względem rozdzielczości nie jest to przysłowiowe dzielenie włosa na czworo, to mówiąc zupełnie szczerze absolutnie niczego mi nie brakowało, gdyż muzyka na tyle skutecznie wciągała w wir wydarzeń, że nie wiem, czy ewentualna większa skrupulatność w oddawaniu najmniejszych detali i faktur poszczególnych drugo i trzecioplanowych dźwięków nie kłóciłoby się z głównym wątkiem narracji. A ten poniekąd podporządkowany był koherencji, przyjemności odbioru i muzykalności z jednoczesnym wystrzeganiem się wspomnianych wcześniej uproszczeń.
I wcale nie oznacza to, że liczył się tylko drajw i fun, gdyż również w opartym na grze ciszą repertuarze w stylu „Minione” Anny Marii Jopek / Gonzalo Rubalcaby bądź „Sketches Of Spain” Milesa Davisa nie sposób mówić o jakichkolwiek oznakach wyrywności, czy podskórnej nerwowości w stylu gotującego się na światłach muscle-cara. O nie, tutaj wpisana w DNA kompozycji niespieszność i cyzelowanie każdego dźwięku z dynamiką operującą w domenie mikro a nie marko okazały się zaskakująco bliskie sercu tytułowej szlifierki, która w oka mgnieniu zmieniła się z kipiącego testosteronem łobuziaka w wyrafinowanego bywalca salonów wywodzącego się z kręgu tzw. „old money”. Cyrus zaczął bowiem grać z rozczulającą może nie tyle nonszalancją co niewymuszoną swobodą i brakiem wyczynowości. Nikogo nie pospieszał, nie podkręcał tempa, lecz pozawalał płynąć muzyce zgodnie z zamysłem jej (od)twórcy.

Choć doskonale zdaję sobie sprawę, że Cyrus TTP, chociażby z racji, iż dla Anglików to swoisty debiut, przynajmniej jeśli chodzi o gramofony, nie będzie pierwszym wyborem, to jednak po tym, co dane było mi usłyszeć pozwolę sobie uznać go za wielce ciekawą propozycję nie tylko dla ortodoksyjnych fanów marki. Jest świetnie wykonany, budzi zaufanie solidnością bryły, intuicyjnością obsługi i przede wszystkim brzmieniem. Ponadto jak na mass-loadera jest zaskakująco kompaktowy, więc jeśli tylko szukacie Państwo gramofonu, który nie będzie przytłaczał Waszego systemu optycznie i oprócz wyglądu zależy wam na jakości brzmienia, to zainteresowanie TTP jest wielce wskazane. A i już zupełnie na koniec – nie oszczędzajcie na wkładce, bo szkoda na takie eksperymenty i czasu i środków.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Jak sugeruje nasza portalowa wyszukiwarka, po kilku odbytych przez lata spotkaniach z elektroniką będącego tematem spotkania angielskiego Cyrusa stosunkowo niedawno przyszedł czas na sekcję analogową. Piję oczywiście do ostatniego mitingu z jednym z przedstawicieli tego segmentu – phonostage’a 40 PPA . Jak wynika z końcowych wniosków, był to na tyle ciekawy sparing, że z automatu zasugerowaliśmy dystrybutorowi, iż jeśli nie stanowi to dla niego problemu, chętnie przyjrzelibyśmy się będącemu w jego ofercie gramofonowi. Oczywiście na decyzję nie trzeba było długo czekać i dzisiejszym tematem będzie właśnie gramofon. A konkretnie dystrybuowany przez Stratos International Cyrus TTP.

Patrząc na naszego bohatera myli się ten, kto sądzi, że to banalna, bo podobnie do sporej grupy konkurencji wykonana w MDF-u, prosta w budowie konstrukcja. Z przyjemnością stwierdzam, że nic z tego, gdyż za sprawą swojej wagi jako pokłosie wykonania plinty z bloku aluminium to solidny mass-loader. Mam nadzieję, że wiecie czym taki rodzaj drapaka się odwdzięcza – jeśli nie, za moment o tym napiszę. Owszem, projekt nie ma specjalnych wizualnych udziwnień, a jedyną ekstrawagancją jest wykończenie solidnej podstawy w technice szczotkowania. Jednak malkontentów zawczasu zapewniam, te drobne szczegóły wespół z zastosowanym materiałem na podstawę w końcowym fizycznym odbiorze bardzo mocno zyskują. Przywołując pakiet informacji o wyposażeniu TTP spieszę donieść, iż w tym przypadku zastosowano ramię pochodzącej także z Wysp Brytyjskich Regi oraz precyzyjny silnik synchroniczny z cyfrowym układem regulacji obrotów. Co ciekawe i zazwyczaj jest niedoceniane przez znakomitą większość producentów, naszego bohatera przystosowano do zamiany startowego zasilacza wtyczkowego na bardziej rozbudowany technicznie i przez to poprawiający stabilność obrotów firmowy power-box PSX-R2. Naturalnie kompletując uzbrojenie werku nie zapomniano także o talerzu podtrzymującym czarne placki. Ten jest bardzo ciężki, bo podobnie do podstawy także wykonany z aluminium i dodatkowo uzbrojono go w zdejmowaną nakładkę z antystatycznego tworzywa sztucznego, a podczas swej pracy współpracuje z precyzyjnie wykonanym łożyskiem smarowanym olejem. Jak widać na unboxingu , producent nie zapomniał także o opcjonalnej, wykonanej z akrylu osłonie przeciwkurzowej. Naturalnie nie jest to zabezpieczenie na poziomie laboratoriów z dogłębną filtracją otaczającego nas powietrza do poziomu mikro-czastreczki, jednakże ze zdobytej podczas niegdysiejszego stosowania tego typu akcesoriów autopsji wiem, że w walce z wszechobecnym kurzem to naprawdę bardzo pomocna rzecz. Jak wypadł tak prezentujący się przybysz z Anglii?

Jak wspominałem przed momentem, Cyrus TTP jest mas-loaderem, czyli gramofonem w swym brzmieniu stawiającym na mocny udział wagi i sztywności plinty. To zaś zazwyczaj jest gwarantem wyrazistej prezentacji. Naturalnie mam na myśli czytelną krawędź, zebranie się energii w sobie i będące znakiem szczególnym takich rozwiązań nienaganne utrzymanie timingu słuchanej muzyki. Jednym słowem nie ma się co spodziewać tak zwanych ciepłych klusek, tylko dobrze rozumianego konkretu. Ale tak naprawdę tylko od nas, czyli wyborów co do zastosowanej wkładki zależeć będzie, jaki będzie finał soniczny tego gramiaka. Oczywiście jakiejś ponadprzeciętnej plastyki i mięsistej krągłości rodem z kultowego Linn-a na bazie Cyrusa raczej nie uzyskacie, jednak nie jest to żaden złośliwy, bo mający pokazać jakieś problemy przytyk, tylko wyartykułowanie cech będących wynikiem wyborów podczas projektowania tego modelu gramofonu. Cech, które akurat sam w konfigurowaniu analogowego źródła od wielu lat hołubię. To, że z muzyką obcujemy za pomocą źródła analogowego, nie oznacza od razu zatapiania się w jej odmianie zawsze i wciąż mlekiem i miodem płynącej. Owszem płynność, soczystość, plastyka są naturalnym minimum, jednak nie zawsze powinny być czymś nadrzędnym w jej projekcji, gdyż nawet jeśli jakiś nurt na tym zyska, na bank straci ten z drugiej strony barykady. Po co o tym wspominam? Oczywiście jako wstęp do przybliżenia tego, co zaproponował mi tytułowy drapak z zastosowaną, od wielu lat używaną przeze mnie wkładką Dynavector DV-20×2. Zastosowany rylec to w dobrym znaczeniu słowa diabeł w czystej postaci. Swoimi walorami typu uderzenie kontrolowaną, dobrze nasyconą i wielobarwną energią podpartą dobrze zdefiniowaną, jednak nienachalną ekspresją górnego zakresu i szybkości narastania sygnału we współpracy z angielskim werkiem potrafił idealnie trafić w punkt w danym momencie odtwarzanego materiału.
Na pierwszy ogień wziąłem ostatni czarny krążek AC/DC „Power Up”. Aby uzyskać zawartą w nim nieprzewidywalność soniczną, podanie materiału wymaga od systemu dobrej szybkości narastania sygnału oraz odpowiednio skompensowanej energii. Jakiekolwiek upiększanie nadmierną soczystością i gładkością bez względu na fakt, jak nam się to podoba, najzwyczajniej w świecie zabije w nim ducha rockowego szaleństwa. A przecież to ostatnie jest myślą przewodnią muzycznego zabierania głosu elektrycznych panów. Musi być drive oraz dobre akcentowanie ostrości rysunku, gdyż przekaz zwyczajnie stanie się nudny. Na szczęście to, co oferowały swoją konstrukcją tak sam gramofon, jak i wkładka idealnie wpisało się w oczekiwania muzyki. Co ciekawe, a dla mnie po latach użytkowania Dynavector-a było przyjęte z ulgą, bardzo podobne cechy formowania jakości spektaklu scenicznego obydwu współpartnerów nie przekraczały linii dobrego smaku, a jedynie na swój sposób całkowicie się uzupełniały. Dostałem mocne i soczyste kopnięcie atakiem gry pełnej formacji, intensywne w brzmieniu gitary i pełen werwy wokal, czyli to, z czego ten zespół znam od lat mojej młodości. Przyznam szczerze, że lekko obawiałem się nadmiernego akcentowania krawędzi i ostrości, a tymczasem bez problemu mogłem wewnętrznie wrócić do pierwszych spotkań z tym tuzem rocka.
Po mocnym uderzeniu na testowym tapecie wylądował jazz. A żeby było naprawdę wymagająco, dobrze zrealizowany, bo z repertuaru Wojtka Mazolweskiego w Quintecie w postaci płyty „Beautiful People” . Tym razem to muza zmuszająca system do oferowania dużej kultury w jego brzmieniu. Powinno zapewniać odpowiedni pakiet nie tylko informacji o pojedynczym akordzie od momentu formowania w przestrzeni, po wygaśnięcie, ale także rozwibrowanie stosownej ilości energii dla danego impulsu oraz ogólnej swobody wybrzmiewania. Jak można się domyślić, jeśli w znacznie gorzej zrealizowanym masteringowo rocku tandem gramofonu z wkładką dobrze sobie poradzili, nie było żadnego problemu także w jazzie. Lotnym, czasem szybkim, innym razem melancholijnym, ale zawsze docierającym do głębi mojej duszy romantycznego melomana. Choć jak to zwykle bywa podczas sesji testowych zderzyłem się z przypadkową konfiguracją, finalnie było to niezmiernie udane połączenie. Na tyle mocno mnie intrygujące, że gdy zazwyczaj nie wnikam we wnioski Marcina na temat tego samego testowanego urządzenia, tym razem byłem ciekawy, jak on to odebrał. Jak? Ja wiem, Wy zaś przeczytajcie sobie o tym w jego tekście sami.

Komu poleciłbym będący punktem zapalnym spotkania gramofon marki Cyrus TTP? Otóż z pełną świadomością wszystkim. A dlatego, że zawsze pokaże muzykę pełną życia. Owszem bez nadmiernego rozwadniania się nad jej płynnością i pozornie fanie odbieranym pięknem nadmiernej soczystości muzyki, jak to lubi pewna część moich pobratymców w zabawie z analogiem, ale tylko jako efekt planowanych wyborów podczas powoływania tej konstrukcji na desce kreślarskiej do przysłowiowego życia. Jednak przywołane określenie „bez nadmiernego” nie oznacza, że jego brzmienie pozbawione jest cech związanych z muzykalnością – co to, to nie. Po prostu zrobi to w estetyce pełnej kontroli. Jednak kontroli, którą w sporym zakresie stosując odpowiednią wkładkę można na swoją modłę uformować. Wystarczy tylko wiedzieć jak i czy tego naprawdę chcemy. Ważne jednak, aby tak jak będący tematem tego spotkania werk oferował stabilną platformę do ostatecznego formowania jego brzmienia. Jeśli ten aspekt spełnimy, do pełnego sukcesu w zbudowaniu znakomitego źródła analogowego zostanie tylko kilka drobnych kroczków.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Stratos International
Producent: Cyrus
Cena: 17 990 PLN

Dane techniczne
Obsługiwane prędkości: 33 1/3 , 45 RPM
Pobór mocy: 20W Max; <0.5W Standby
Wymiary (W x S x G): 120 x 430 x 37 6mm
Waga: 24 kg

Pobierz jako PDF