Opinia 1
Obserwując tzw. wysoką półkę cyfrowego segmentu Hi-Fi, czy wręcz zapuszczając się na przedpola High-Endu można odnieść wrażenie, że od pewnego czasu próbuje się na nich umościć byt tyleż zrozumiały, co wyraźnie czerpiący inspiracje z sąsiedniego, poświęconego wzmocnieniu, obszaru. O ile bowiem od lat nikogo już nie dziwią naszpikowane „wodotryskami” niczym świąteczny keks bakaliami super-integry, o tyle łączących kilka funkcji źródeł wcale nie ma tak dużo. Tzn. bez trudu można wskazać kilka ambitnych streaming-DACów, lecz już upolowanie wzbogaconego o wejścia analogowe i regulowany stopień wyjściowy rodzeństwa wymaga pewnego zachodu. Dlatego też ze zrozumiałym zainteresowaniem zerkaliśmy na poczynania hongkońskiego Lumïna, który po serii wielce udanych streamerów i transportów cyfrowych zaczął eksperymentować z zaawansowaną tak technologicznie, jak i brzmieniowo integracją. A efektem owych działań był m.in. pełniący rolę streamera, DAC-a i przedwzmacniacza flagowy kombajn, elegancko określany mianem hub-a, czyli majestatyczny Lumïn P1, do którego nieco później dołączył „budżetowy” i nieco zubożony P1 Mini. Jak jednak wiadomo równowaga w naturze jest niezwykle chwiejna, więc o ile wtenczas – na jesieni 2022 r, kiedy mieliśmy na testach P1-kę, niejako oczywistym konkurentem wydawał się Auralic z jego topową ofertą, to obecnie, raptem po trzech latach, dziwnym zbiegiem okoliczności a dokładnie m.in. na skutek zaistniałej sytuacji geopolitycznej, z owej pary na rynku ostał się jedynie sprawca dzisiejszego zamieszania. Dlatego też trudno nie odnieść wrażenia, że obecnie Lumïn jest w nieco innym miejscu niż jeszcze chwilę temu, gdyż do gry o zdecydowanie wyższe stawki włączyli się nowi gracze jak np. EverSolo z wszystkomającym DMP-A10. I w takich to, nad wyraz dynamicznych okolicznościach przyrody, dzięki uprzejmości wrocławskiego Audio Atellier, przyszło nam się zmierzyć oko w oko z najnowszą odsłoną wspomnianego Hub-a, czyli Lumïnem P2, na którego test serdecznie zapraszamy.
Patrząc na powyższą galerię i porównując obiekt naszych dzisiejszych zainteresowań z jego protoplastą z powodzeniem można sobie odpuścić zabawę w znajdź X różnic, bo po prostu szkoda na nią czasu, prądu i nerwów. Mówiąc wprost mamy do czynienia z iście bliźniaczą wizualnie konstrukcją. Po co bowiem zmieniać coś, co działa, sprawdza się na co dzień i jest na tyle charakterystyczne wzorniczo, że nie sposób pomylić go z czymkolwiek innym. Dlatego też iście pancerny, wykonany z grubych płatów anodowanego na czarno, bądź srebrno aluminium korpus łapie za oko masywnym, lekko pochylonym i zarazem łukowatym frontem z ukrytym w centralnie umieszczonym wykuszu charakterystycznym błękitnym wyświetlaczem, pod którym przycupnął dyskretny firmowy logotyp. Zdecydowanie więcej dzieje się na cofniętym względem obrysu korpusu rewersie, gdzie do dyspozycji otrzymujemy parę liniowych wejść zbalansowanych i RCA, podobny zestaw wyjść o regulowanym poziomie wyjściowym (firmowa bezstratna regulacja Leedh Processing). Z kolei domenę cyfrową reprezentują wejścia AES/EBU, koaksjalne, optyczne, USB, trzy wejścia HDMI wraz w wyjściem HDMI Arc. Z kolei wyjścia są w formacie koaksjalnym, BNC i USB. Komunikację ze światem zewnętrznym zapewniają porty RJ45 1000Base-T i SFP Gigabit. Listę zamykają zacisk uziemienia oraz zintegrowane z komorą bezpiecznika i włącznikiem głównym gniazdo zasilania IEC. Na wyposażeniu nie zabrakło również eleganckiego pilota zdalnego sterowania, którego obecność cieszy, choć doskonale zdaję sobie sprawę, że większość użytkowników chociażby z racji przyzwyczajenia i poniekąd również wygody, częściej sięgać będzie po tablet/smartfon z firmową aplikacją, którą pozwolę sobie uznać za jeśli nie najlepszą, to na pewno jedną z najlepszych na rynku.
Jak łatwo się domyślić, skoro z zewnątrz różnic nie ma żadnych, to muszą one być ukryte w trzewiach naszego bohatera. I tak też jest w istocie, bowiem P2-kę wyposażono w najnowszą wersję firmowej platformy sprzętowej z nowym, wydajniejszym procesorem oraz mocniejszą odsłoną przetworników. A doprecyzowując w sekcji cyfrowej pracują dwie (po jednej na kanał) kości ES9038Pro SABRE32. Miłym akcentem jest w konwencjonalne, oparte na dwóch niewielkich toroidach zasilanie oraz w pełni zbalansowany analogowy stopień wyjściowy w topologii dual-mono z transformatorami Lundhala.
Co do warstwy programowej mamy natywną obsługę sygnałów PCM 384 kHz/32 bit, DSD512, MQA, bezlik serwisów streamingowych i oczywiście Roon Ready.
Pomijając zagadnienia technologiczne kluczowym jest jednak ewentualny, acz domniemany progres w stosunku do poprzednika, gdyż coś przecież musiało być na rzeczy, skoro P2-ka światło dzienne jednak ujrzała. I tak też jest w istocie, gdyż nawet baśniowo-oniryczny „The Meaning of Flowers” Agnes Obel już od pierwszych taktów pokazał niby tożsame z wcześniejszymi odsłonami, lecz zarazem wyraźnie może nie tyle odmienione, co bardziej dopracowane i „wierniejsze prawdzie” – bardziej holograficzne oblicze. O ile bowiem P1-ka co prawda, wzorem U2 Mini powoli odchodziła od „analogowej gęstości” swoich poprzedników na rzecz wyrafinowanej rozdzielczości, to nie da się ukryć, iż na tle P2-ki były to li tylko niewinne przymiarki. Od razu jednak uspokoję wszystkich obawiających się zbytniej analityczności i prosektoryjnego chłodu, bo to nie o to w hongkońskiej transformacji chodzi. Po prostu ze stricte eufonicznego poziomu przyjemnej gładkości, dosaturowania i nieprzesadzonej słodyczy nasz dzisiejszy gość ewoluował na pułap niezwykle realistycznego wyrafinowania, gdzie już nie musi ratować się „zabiegami upiększającymi”, gdyż prezentowana prawda o reprodukowanym nagraniu doskonale sama się broni. Uwagę zwraca iście zjawiskowa holograficzna przestrzenność z niezwykle precyzyjnym ogniskowaniem źródeł pozornych i definicja brył poszczególnych wokalistów i instrumentów. Narracja prowadzona jest od pierwszego, nieco przybliżonego planu w głąb podlegającej wzorowej gradacji sceny, więc jedynie od preferencji odbiorcy zależeć będzie, czy uwagę skupi na pierwszoplanowych wydarzeniach, czy też skusi się na nieco bardziej dogłębną i wnikliwą eksplorację. Warto jednak w tym momencie podkreślić, iż Lumïn do niczego nie zmusza a jedynie oferuje obie drogi, możliwości poznania żadnej z nich nie faworyzując.
Z kolei na epickim, niepokojącym i nieco „stechnicyzowanym” sonicznie albumie „Terror Management Theory” formacji TEMIC na pierwszy plan wychodzi wspominana wcześniej rozdzielczość, gdyż pomimo karkołomnych prog-metalowych wygibasów i wirtuozerskich popisów na scenie panuje wzorowy ład i porządek a każdy z dźwięków ma swoje precyzyjnie określone miejsce w przestrzeni i czasie. Nic się nie zlewa a jednocześnie wyrywa przed szereg. Zakręcone jak domek ślimaka partie perkusji, której najdelikatniej rzecz ujmując nie oszczędza Simen Sandnes bezlitośnie tłukąc w swoje Mapex-y mają niezwykle przyjemną barwę i mięsistość, lecz jednocześnie nie brzmią nazbyt miękko, pluszowo, co w momentach, gdy dołącza do nich bas Jacoba Umansky’ego a dodatkowo całość „przykrywa kołderka” z klawiszy Diego Tejeidy jest krytyczne, gdyż już robi się gęsto a to przecież dopiero interludium do popisów wokalnych Fredrika Bergersena Klempa i ognistych riffów Erica Gillette’a , gdzie jakakolwiek droga na skróty, czy też próba uproszczenia natywnej złożoności kompozycji kończy się irytującym jazgotem. A tymczasem P2-ka z niezwykłą swobodą a jednocześnie pietyzmem oddawała zamysły artystyczne muzyków oszałamiając bogactwem detali i maestrią wykonania. Uwagę zwracała obszerność, rozmach i napowietrzenie, które do niedawna w Lumïnach, choć niezaprzeczalnie obecne, niespecjalnie były w równie wyrazisty sposób akcentowane, czy wręcz dopuszczane do głosu. Kolejną zmianą jest natychmiastowość i bezpardonowość ataku, który z fazy dystyngowania i elegancji przeszedł do stadium budzącej respekt skuteczności. Pół żartem, pół serio można byłoby stwierdzić, że na „Insanium” Whom Gods Destroy P2 przy P1 pod względem ekspresji i dynamiki jest niczym Jason Statham przy Danielu Craigu. W jego grze jest więcej „złego chłopca” i tego błysku w oku, po którym już wiesz, że zaraz „będzie się działo”. I tu od razu mała dygresja, o ile bowiem przy korzystaniu z poczciwej „skrętki” możemy w dość wyraźny sposób modelować brzmienie tytułowego kombajnu, to przesiadka na SFP nie tylko przypina mu przysłowiowe wrotki i odrzutowy plecak, co sprawia, że docieramy do samego źródła prawdy i nieskalanej postaci materiału źródłowego. Może zabrzmi to nazbyt górnolotnie, ale właśnie przy/po światłowodzie dochodzimy do poziomu „niegrania” okablowania, czyli upragnionej bezstratności i zakładam, że finalnej transparentności transferu. I to po prostu słychać – dźwięk jest bardziej klarowny, holograficzny i realistyczny. Dlatego też jeśli ktoś lubi bawić się i słuchać „kabelków” to droga wolna, bo P2-ka taką możliwość mu oczywiście oferuje, jeśli jednak dojdziemy do stadium słuchania muzyki a nie sprzętu, wtedy magistrala SFP załatwi temat.
Zabierając się za podsumowanie dzisiejszego spotkania nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zasugerować, że jeśli tylko zastanawiacie się, bądź zastanawialiście się Państwo nad poważną, jeśli nie gruntowna przebudową Waszego systemu audio pod kątem jak najlepszego wykorzystania potencjału streamingu audio bez irracjonalnej multiplikacji sprzętowego stanu posiadania, to śmiem twierdzić, iż Lumïn P2 ma całkiem spore szanse stać się rozwiązaniem Waszych dylematów. Ba, w przypadku dzielonego wzmocnienia równie dobrze może z toru wyeliminować konwencjonalny przedwzmacniacz. Będzie mniej kabli, mniej odrębnych elementów w torze a jednocześnie nie czuję się na siłach uznać, iż powyższa redukcja nosić będzie znamiona jakiegokolwiek kompromisu. Podobnie z resztą sytuacja może wyglądać w przypadku posiadanego, obsługującego transport CD DAC-a, którego równoległa z Lumïnem obecność może okazać się tyleż zastanawiająca co dyskusyjna. Mówiąc wprost wokół P2-ki z powodzeniem można zbudować wysokiej klasy system złożony ze źródeł analogowych, ewentualnego transportu CD i końcówki/końcówek mocy oszczędzając czas, środki i miejsce a jednocześnie mając pewność, że wspomniane kompromisy rozpatrywać będziemy jedynie w kategoriach „co by było gdybyśmy dysponowali 2-3x większymi środkami”. A z P2-ką wreszcie można dogonić metaforycznego króliczka i zająć się tym co najważniejsze, czyli słuchaniem ulubionej muzyki.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Jedno jest pewne, patrząc na częste zawirowania bytowe i jakościowe pośród azjatyckich producentów urządzeń streamujących muzykę – pozwolicie, że nie będę kopal leżących i zaniecham ewentualnej wyliczanki porażek – tytułowego bohatera śmiało można określić jako jednego z niewielu najbardziej stabilnych filarów tego kawałka tortu audio. I nie chodzi jedynie o fakt wieloletniego utrzymywania się na tym trudnym rynku, ale także o szeroką ofertę oraz bardzo przemyślane wprowadzanie do niej nowych konstrukcji. Naturalnie w tym ostatnim przypadku piję do unikania zmian pod tak zwaną publiczkę, tylko podejmowanie jakichkolwiek decyzji dopiero w momencie wewnętrznego przekonania, że oferuje się urządzenie wyraźnie lepsze jakościowo, co jak zapewne wiecie, nie jest niestety standardem. Oczywiście taka strategia jest głęboko przemyślana, gdyż z jednej strony firma zyskuje szacunek pośród zadowolonych użytkowników, zaś z drugiej swoim postępowaniem zachęca nowych do pójścia zaproponowaną przez nią drogą. O kim mowa? Naturalnie o marce Lumin, z oferty, której dzięki logistycznym zabiegom wrocławskiego dystrybutora Audio Atelier w naszych progach zawitała swoista nowość na rynku w postaci obecnie topowego hub-a, czyli odtwarzacza sieciowego zespolonego z przedwzmacniaczem o oznaczeniu Lumin P2.
Jak obrazują fotografie, nowa wersja kombajnu Lumina w kwestii obudowy wykorzystuje bryłę bliźniaczą do poprzednika P1. Mówimy o sporej wielkości aluminiowym prostopadłościanie, w którym front od lewej do prawej strony jest płynnie przebiegającym, dlatego przyjaznym dla oka łukiem, zaś w wektorze pionowym połacią pochylającą się ku tyłowi. Dodatkowym ciekawym zabiegiem wizualnym jest aplikacja w centrum wspomnianego awersu mieniącego się błękitem, na bazie kilku linijek pokazującego pełen pakiet informacji o słuchanym materiale – mimo możliwości podglądu w dedykowanej aplikacji – dość czytelnego z rozsądnej odległości wyświetlacza. Całości fajnego odbioru postrzegania tej części streamera jest podfrezowanie jego dolnej krawędzi imitując w ten sposób jakby stopy podpierające całość konstrukcji i przy tym nadając pewnego rodzaju lekkości jednak masywnej bryle. Może zdjęcia tego nie oddają, ale zapewniam, na żywo naprawdę świetnie to wygląda. Jeśli chodzi o rewers urządzenia, tutaj mamy typowy zabieg Lumina, czyli cofnięcie panelu przyłączeniowego względem górnej połaci obudowy oraz boków. Co oferuje Lumin od tak zwanej zakrystii? Oczywiście baterię przyłączy realizujących pełen komplet zadań. A to oznacza serię wejść cyfrowych dla źródeł zewnętrznych – LAN, HDMI, USB, COAX, AES/EBU, BNC, a także analogowych w postaci pary RCA i XLR oraz będąc dawcą sygnału bezpośrednio do końcówki mocy pakiet wyjść analogowych – RCA, XLR. Oczywiście znajdziemy na nim także zintegrowane z bezpiecznikiem gniazdo zasilania IEC i obecnie standardowy w urządzeniach najwyższej klasy zacisk masy. Jak widać, nasz bohater jest nie tylko zgrabny i atrakcyjny wizualnie, ale także wielofunkcyjny, co w obecnie wymagających czasach czyni bardzo uniwersalnym.
Jak P2 wykorzystywany jako źródło sterujące końcówką mocy Gryphon Apex – do czego notabene został specjalnie przygotowany – wypadł brzmieniowo? Otóż inżynierowie dbając o wypracowaną przez lata rozpoznawalność marki poprzez estetykę prezentacji muzyki nie wywrócili przysłowiowego stolika do góry nogami w rozumieniu diametralnej zmiany tego parametru. To nadal jest znany od lat Lumin. Barwny, esencjonalny i pełen energii, a przez to z łatwością zbliżający słuchacza do sedna muzyki. Jednak tak jak w każdym jego nowym i lepszym jakościowo modelu jest najważniejsze, także obecny flagowiec jest znacznie prawdziwszy do kreowaniu świata zawieszonych w eterze dźwięków do starszej wersji. Gdybym miał go skonfrontować z poprzednikiem, powiedziałbym, iż to w wielu aspektach wypisz wymaluj P1-ka. Jednak jak wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach. A pierwszym z brzegu, który tak naprawdę wpływa na całość ogólnego postrzegania nowości z Azji jest rozdzielczość. Rozdzielczość wpływająca na czytelność krawędzi dźwięku, poprawę ataku z automatu pozytywnie korygującego motorykę kreowania wirtualnej sceny i co bardzo ważne eliminację przysłowiowej mgiełki zwiększając tym sposobem bezpośredniość oddziaływania muzyki na słuchacza, co diametralnie podnosi poziom namacalności jej odbioru. Jednym słowem Lumin P2 to ewidentny krok ku poprawieniu realizmu słuchanego materiału. A co w tym jest najciekawsze i tak naprawdę całkowicie zrozumiałe, to taki sam sposób projekcji muzyki bez względu na repertuar od kojącego duszę melomana jazzu, po wściekle atakującą narządy słuchu piewcę elektroniki. I tak naprawdę nie ma w tym nic dziwnego, gdyż każdy repertuar będąc odtworzonym w bardzo dobrej jakości zawsze odwdzięczy się świetnym odbiorem. I gdy wydawało mi się, że powyższe aspekty projekcji muzyki to maksimum możliwości tytułowego Lumina P2, za namową dystrybutora wcześniej wykorzystywane połączenie na bazie kabla LAN zastąpiłem przewodem światłowodowym. Efekt? Otóż nie wiem, jak to racjonalnie wytłumaczyć, ale znaczącej poprawie uległa mikrodynamika. Nagle muzyka zaczęła tryskać większą paletą wcześniej nie do końca wyciągniętych przez źródło z zapisu cyfrowego informacji, dzięki czemu stała się bardziej wielobarwna i oferująca nieprzebrane pokłady oddechu prezentacji. Nie powiem, to był naprawdę dobry ruch. W codziennym użytkowaniu przeze mnie transportu Lumina niestosowany, dlatego też rad jestem, że dałem się namówić na tę próbę.
A rad z tego powodu, gdyż muzyka stawiająca na emocje wywoływane przez jazzowe tria w stylu RGG z płytą „Szymanowski” czerpała ze wspomnianej świetnej mikrodynamiki pełnymi garściami. To jeden z moich podstawowych nurtów codziennego zagłębiania się w świat zapisanych na pięciolinii nut i gdy zostanie zwizualizowany z pełną paletą rozwibrowanych i lotnych informacji, jak zrobił to tytułowy Lumin P2, dosłownie i w przenośni bezwiednie zaliczam efekt ciarek na plecach. Nawet nie wiem, kiedy wchodzę w trans cyzelowania pojedynczego dźwięku, co w zaskakująco szerokiej palecie zaoferował mi opisywany odtwarzacz sieciowy, a czego powiem szczerze, w aż takim wydaniu się nie spodziewałem. Naprawdę mnie zaskoczył.
Naturalnie także nie żałując sobie w czerpaniu z przywołanych umiejętności sonicznych P2-ki bardzo dobrze zabrzmiała muza z nutą buntu w tle. W tym przypadku mam na myśli mocnego w wyrażaniu swoich uczuć i z taką samą agresją brzmiącego Rammsteina na krążku „Zeit”. Jak wiadomo piosenkarz nie przebiera w środkach, aby dostać się do naszego emocjonalnego wnętrza. Jednak w całkowicie odmiennym stylu od rodzimego trio RGG. Z założenia jego popisy brzmią ostro wyraziście i to w sensie muzyki, jak i wokalizy. Na tyle ekspresyjnie, że gdy system ma problemy z dobrym odtworzeniem tego jednak mocno skompresowanego materiału, dostajemy bolesną „jatkę”, a nie wyrazisty protest-song. Na szczęście podczas stosownej sesji testowej Lumin pokazał, że gdy w kodzie DNA ma wpisane operowanie świetną barwą, kontrolowaną masą i jako ostatnią wymienioną dobrą dynamiką, nawet takiego trudnego do odtworzenia materiału da się posłuchać z przyjemnością i to przy wysokim poziomie głośności. Nikt chyba nie będzie zdziwiony, że tak jak w przypadku jazz-u, tak też występem Rammsteina byłem pozytywnie zaskoczony.
Czy bazując na powyższym opisie brzmienia wyrywkowo wybranych krążków jestem w stanie polecić tytułowy kombajn całej populacji wielbicieli muzyki? Powiem tak. Od strony uniwersalności – mowa o samowystarczalności obsługi końcówki mocy z pominięciem przedwzmacniacza liniowego – w oparciu o sygnał generowany przez siebie lub innego zewnętrznego źródła jak najbardziej. Natomiast patrząc nań od strony stricte brzmieniowej i znając naprawdę bardzo ciężkie przypadki poszukiwań przez ludzi masakrycznie pokracznego dźwięku, jedyną grupą mogącą mieć problemy z akceptacją tak muzykalnego źródła w mojej ocenie są piewcy szybkości oraz agresywności prezentacji ponad wszystko. I nie dlatego, że Lumin będąc ułomnym temu nie sprosta, tylko dlatego, że u podstaw jego projektowania było maksymalne zbliżenie nas do piękna muzyki, a nie ranienie nią swoich uszu. Zatem jeśli szukacie samowystarczalnego i do tego oferującego pełen emocji, bo od pierwszych minut wciągający słuchacza dźwięk źródła plikowego, będący głównym punktem tego spotkania Lumin P2 powinien być konstrukcją tak zwanego pierwszego wyboru podczas planowania odsłuchów. Naprawdę warto się nim zainteresować.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Audio Atelier
Producent: Pixel Magic Systems Ltd.
Cena: 55 990 PLN
Dane techniczne
Natywna obsługa: max. DSD512, max. 384 kHz/16–32 bit, pełne dekodowanie MQA
Upsampling (wszystkie formaty): max. DSD256, max. PCM 384kHz
Wejścia cyfrowe:
– USB: DoP 128; PCM 384kHz/16–32-bit; DoP128
– AES/OPTICAL/SPDIF: PCM 44.1 – 192 kHz/ 16–24-bit; DSD64 (DoP64)
– 3 x HDMI: PCM 2.0; 4K Video Passthrough
Wyjścia cyfrowe:
– USB: Natywnie DSD512; PCM 44.1–384 kHz/16–32 bit
– BNC SPDIF: PCM 44.1 – 192 kHz / 16–24 bit; DSD64 (DoP64)
– HDMI: HDMI ARC, Passthrough, PCM 2.0, 4K Video Passthrough ARC support; PCM 2.0
Wejścia analogowe: Para RCA, Para XLR
Wyjścia analogowe: Para RCA, Para XLR
Napięcie wyjściowe: 3Vrms RCM; 6Vrms XLR
Komunikacja: Ethernet RJ45 network 1000Base-T; SFP Gigabit (1000Base-T); USB (obsługa pamięci masowych);
Zastosowany przetwornik: 2x ESS SABRE32 ES9038Pro
Obsługiwane protokoły: UPnP AV, Roon Ready, TIDAL Connect, Spotify Connect, Flac lossless Radio stations, Apple AirPlay, Gapless Playback, On-Device Playlist
Obsługiwane formaty audio:
– bezstratne: DSF (DSD), DIFF (DSD), DoP (DSD); PCM: FLAC, Apple Lossless (ALAC), WAV, AIFF;
– kompresowane stratnie: MP3, MQA
Filtry: MQA QRONO d2a dla PCM
Wymiary (S x G x W): 350 x 380 x 107 mm
Waga: 12 kg