1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Źródła
  8. >
  9. dCS Bartók APEX

dCS Bartók APEX

Link do zapowiedzi: dCS Bartók APEX

Opinia 1

Jeśli chodzi o angielskiego specjalistę od źródeł i przetworników cyfrowych Data Conversion Systems Ltd, wydawało nam się, że mieliśmy u siebie już wszystko. Jednak, gdy przyjrzeliśmy się tematowi niego głębiej, okazało się, iż dziwnym trafem nie gościliśmy jeszcze konstrukcji startowej. Chodzi oczywiście o model przetwornika D/A z wbudowanym streamerem Bartok w wersji Apex. Wersji, która na swój sposób zmieniając brzmienie starszych modeli przetworników bardzo mocno przypadła klientom do gustu, co znakomicie odwzorowuje wiele opinii w internecie. Niestety my nie mieliśmy okazji zapoznać się z ww. modelem przed zmianami, dlatego dzisiaj zapraszam zainteresowanych na kilka spostrzeżeń zapisanych na tak zwanej czystej kartce. Panie i panowie oto on, dystrybuowany przez łódzki Audiofast dCS Bartok Apex DAC/Streamer w pełnej krasie.

Na tle reszty rodziny Bartok jest naturalnie aluminiową, ale już prostą, prostopadłościenną skrzynką z płaskim awersem. Starsi bracia w temacie frontu mogą pochwalić się zmyślnymi motywami fali i temu podobnymi łukowatymi zabiegami wizualnymi, ale z uwagi na zrozumiałe cięcie kosztów w najtańszej konstrukcji marki mocodawcy postawili na prostotę w każdym calu. Naturalnie nie zwolniło ich to z zastosowania na przednim panelu niezbędnych akcesoriów. W ich skład wchodzą zlokalizowany z lewej strony wyświetlacz, obok niego 6 guzików pozwalających obsłużyć wszystkie funkcje urządzenia, 2 gniazda wbudowanego wewnątrz wzmacniacza słuchawkowego oraz typową dla dCS-a oraz znajdująca się na prawej flance gałka nie tylko do regulacji głośności, ale w wielu przypadkach wspomagająca nawigację po rozbudowanym menu urządzenia. Co znajdziemy na plecach? Cóż, wszystko do czego przyzwyczaił nas dCS, czyli serię wejść cyfrowych w każdym standardzie z kilkoma wejściami i wyjściami na zewnętrzny zegar taktujący sygnał cyfrowy włącznie, wielopinowy terminal do upgrade-u elektroniki, wyjścia analogowe RCA/XLR oraz zintegrowane z bezpiecznikiem i głównym włącznikiem gniazdo zasilania IEC. Jak widać po powyższej wyliczance, z jednym drobnym szczegółem to typowy, uzbrojony po zęby przedstawiciel angielskiej szkoły produktów cyfrowych. Co mam na myśli z owym szczegółem? Otóż z racji zamierzonego dla podstawowego produktu w ofercie cięcia kosztów w zestawie nie znajdziemy pilota zdalnego sterowania. Jest do dokupienia jako dodatkowe wyposażenie. Za to typowo dla tej marki w kartonie znajdziemy pełen komplet okablowania cyfrowego i analogowego, aby bez problemu móc wpiąć się Bartokiem w każdy potencjalny set audio. To oczywiście proste kable, ale ważne, że są i nie musimy szukać na panikę, aby odpalić nową zabawkę. A jak komuś nie podpasują, zawsze we własnym zakresie może dobrać sobie coś z szerokiej oferty na rynku u innych producentów.

Jak zabrzmiał nasz bohater? Powiem tak. Na podstawie testowanego dwa razy przetwornika Vivaldi wiem, co wprowadza zastosowana w konstrukcjach tego brandu wersja Apex. To ewidentna korekta estetyki brzmienia urządzeń w stronę przyjaźniejszego dla ucha nasycenia, a tym samym wagi dźwięku. Starsze wersje były do bólu transparentne i melomani mający problem z odpowiednią konfiguracją reszty posiadanego systemu oceniali je jako zbyt szczupło grające i czasem nawet bezduszne. Oczywiście nie wszyscy, bo wielu, ze mną włącznie, chwaliło sobie akurat taką estetykę podania muzyki. Na szczęście jednak dla ogółu freaków muzycznych inżynierowie dCS-a postanowili odgórnie ukulturalnić sposób prezentacji oferowany przez swoje produkty i na światowe salony wkroczyła odmiana Apex. I dobrze, gdyż sygnowany tym znakiem Bartok od pierwszego dźwięku pokazał, że na muzykę patrzy bardziej dojrzale. Z większym przywiązaniem do wagi wydarzeń scenicznych, co z automatu przełożyło się na wzmocnienie muzykalności i namacalności prezentacji. Jednak co dla mnie było bardzo ciekawe, sam rysunek wirtualnych bytów był tak jak lubię, czyli bardzo wyraźny, co pokazywało, iż inżynierowie z jednej strony tchnęli w dźwięk nieco ludzkiej tkanki, ale z drugiej nie odeszli od przez lata wypracowanej szkoły raczej kreślenia niż malowania grubym pędzlem słuchanego materiału. Efekt wprowadzonych w Bartoku poprawek konstrukcyjnych był na tyle udany, że gdybym miał w miarę czytelnie określić jego obecną estetykę brzmienia, powiedziałbym, iż to typowy dCS, tylko z bardziej ludzkim obliczem. Obliczem pokazującym lepszy impuls uderzenia energią, ale przy zachowaniu tak ważnego dla pokazania istoty materiału muzycznego czytelnego pakietu informacji. Dla mnie osobiście najtańszy Anglik zabrzmiał intrygująco, bo ciekawie i bardzo blisko moich codziennych wyborów. A zapewniam, mając nawet czystą kartę, bazując na doświadczeniach testowych ze starszymi braćmi nie dawałem mu szansy na aż tak fajny wynik. Wynik pozwalający nie tylko z wielką przyjemnością na luzie, ale także głębokim zaangażowaniem zmysłów słuchać dosłownie i w przenośni każdego rodzaju muzyki. Wszystko zależało od wybranego materiału.
Mocny rock choćby w postaci niedawno wydanej kompilacji „Greatest Hits” zespołu Aerosmith bez problemu pokazywał wymagany od takich formacji lwi pazur. Muzyka świetnie utrzymywała timing, oczywiście nieobliczalność następujących po sobie zmian tempa oraz poziom agresji śpiewu i grania artystów. Ale szczerze muszę przyznać, że efekt nie byłby tak dobry, gdyby nie będąca wynikiem wprowadzenia wersji Apex, także mocna w swym wydźwięku aplikacja w dźwięk dawki masy, a w wyniku tergo w pełni kontrolowanej energii. To moim zdaniem było idealne trafienie w punkt potrzeb tego rodzaju muzy, co odwdzięczyło mi się uczestnictwem w pełnym ekspresji rockowym spektaklu.
A jak wypadła druga strona medalu? Tutaj posłużyłem się ostatnio często słuchanym polskim zespołem RGG i płytą „Memento”. To formacja, której muzyka bez dobrego wyostrzenia ich popisów w domenie krawędzi nie ma szans na zrozumienie przez melomana sensu zawieszenia w eterze długiego, często pojedynczego akordu lub delikatnego, ledwie słyszalnego dźwięku. A takie są u nich na tak zwanym porządku dziennym. Jednak, aby odbiór ich popisów zakończył się pełnym sukcesem, przekaz musi cechować coś jeszcze. Naturalnie mam na myśli niezbędną tkankę nośną każdego impulsu. Brak dobrego osadzenia w masie nie pozwoli systemowi poprawnie różnicować rozwibrowania powołanych do życia fal dźwiękowych, bowiem bez tego nie dość, że będzie nudny, to jeszcze prawdopodobnie anorektyczny. Oczywiście Bartok Apex na takie potrzeby był w pełni przygotowany i nie tylko dał podwaliny do posadowienia przekazu na odpowiednim fundamencie masy, ale także zapewnił muzyce niezbędną ostrość wizualizowania niby poszczególnych, ale suma summarum idealnie współbrzmiących ze sobą składowych danego zapisu nutowego. To podobnie rockowych do buntowników był co prawda w odmiennym stylu, ale równie emocjonalny pokaz wirtuozerii tym razem jazzmanów.

Czy rzeczony angielski specjalista od raczej kreślenia, aniżeli soczystego malowania świata muzyki ma szanse rozkochać w sobie pełne spektrum melomanów? Oczywiście nie. Jednak nie dlatego, że Bartok Apex ma jakieś wady. On po prostu ma wyrazistą estetykę brzmienia, a nie wszyscy są na coś takiego do końca gotowi lub zwyczajnie tego nie chcą. Ci ostatni wolą świat ciepły, słodki i moim zdaniem co najmniej nazbyt spokojny, od czego Anglicy od początku zabawy w konstruowanie elektroniki świadomie stronią. Ich oferta to pełne życia uderzenie pełnym informacji dźwiękiem i albo to lubisz, albo omijasz szerokim łukiem. Jeśli zatem taka estetyka jest Twoim konikiem, moim zdaniem Bartoka Apex z jego wielofunkcyjnością trudno będzie pobić.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Opinia 2

Wygląda na to, że generalnie rzecz ujmując w szeroko rozumianej tzw. „cyfrze” po chwilowym zachłyśnięciu się liczbami i poniekąd bezrefleksyjnym wyścigu czy to na rozdzielczość matryc (fotografia), czy też „gęstości” plików (audio) przyszło opamiętanie a do głosu dopuszczono zdrowy rozsądek. Nie dość bowiem, że dziwnym zbiegiem okoliczności 100 MPix-owe „puszki” (200 MPix-owe matryce w smartfonach z racji udziału w efekcie końcowym AI śmiało można uznać za byt równoległy) nie wywróciły przysłowiowego stolika a i DSD512, czy DSD1024 są nadal formatami na tyle niszowymi, iż zdolność ich odtwarzania okazuje się równie przydatna i pożądana, co 1000 konny silnik podczas jazdy w warszawskich korkach, śmiało możemy stwierdzić, cytując klasyka „Na Zachodzie bez zmian”. Do tego wystarczy dodać mało optymistyczne prognozy dotyczące cen pamięci i … nagle okazuje się, że zdecydowanie rozsądniej skupić się na poszukiwaniu jakości tam, gdzie jej przyrost rzeczywiście jest widoczny/słyszalny – jak daleko nie szukając w przepastnych zasobach Qobuz-a, z którego to oferty od niniejszej recenzji będziemy korzystali . I wszystko wskazuje na to, że podobny punkt widzenia przy przyjęła ekipa z Cambridgeshire sukcesywnie aktualizując swoje produkty do najnowszej inkarnacji APEX. Dlatego też po niemalże flagowym Vivaldim a następnie Rossinim przyszła pora na najmniejszy z „pełnowymiarowych”, nie można przecież zapominać o „desktopowej” serii Lina, brytyjskich urządzeń, czyli podstawowy i jak na portfolio tytułowej marki można zaryzykować stwierdzenie, że wręcz „budżetowy” a zarazem wszystkomający, gdyż w dostarczonej przez łódzki Audiofast najbardziej „wypasionej” odsłonie, mogący pochwalić się również wzmacniaczem słuchawkowym, sekcją streamera, upsamplera i przedwzmacniacza przetwornik cyfrowo-analogowy dCS Bartók APEX, na którego test serdecznie zapraszamy.

Skupiając się na aparycji naszego gościa i porównując go do starszego rodzeństwa z powodzeniem można wspomnianą we wstępniaku „budżetowość” udokumentować. O ile bowiem oba ww. modele cechowała pewna finezja formy, chociażby z racji designerskiej „falistości” frontów, o tyle Bartók trzyma się prostopadłościennego minimalizmu. Całe szczęście tak wyświetlacz, jak i wspieraną niewielkim pokrętłem klawiszologię ma w pełni „firmową” i tożsamą z braćmi. Mówiąc wprost lewą flankę zajmuje podświetlony firmowy logotyp oraz niewielki, kilkuwierszowy display, którego czytelność ogranicza się do bezpośredniej obsługi a już z 2-3 metrów jesteśmy jedynie w stanie stwierdzić fakt jego obecności. Centrum to już królestwo sześciu niewielkich przycisków odpowiedzialnych za włączanie/usypianie urządzenia oraz nawigację po menu i dokonywanie stosownych nastaw a prawy narożnik okupuje wspomniane pokrętło i para gniazd słuchawkowych w standardzie 4-pinowego XLR-a i dużego Jacka. Pełnię obsługi, poza wyklikiwaniem frontowej klawiatury, zapewnia opcjonalny pilot zdalnego sterowania oraz będąca jego wielce satysfakcjonującym zamiennikiem darmowa i szalenie intuicyjna aplikacja Mosaic. To właśnie z jej poziomu, bez ruszania się z kanapy jesteśmy w stanie nie tylko zarządzać rozgłośniami radiowymi i platformami streamingowymi, czy też posiadaną plikoteką, lecz również wybrać najbardziej wpasowujący się w nasze osobiste upodobania poziom upsamplingu (DXD, DSD, DSDx2, DSDx4) oraz typ filtra dla sygnałów PCM (7) i DSD (5), a nawet jeden z pięciu „mapperów”, czyli wariantów sterowania przetwarzaniem próbek sygnału przez Ring DAC ) – w trakcie testów upgrade’owaliśmy firmware do ver. 3.0. Od razu nadmienię, iż różnice pomiędzy poszczególnymi nastawami są słyszalne, choć dość dyskretne, więc tu raczej chodzi o finalny sznyt aniżeli dramatyczne przewartościowanie brzmieniowych priorytetów i firmowej sygnatury.
Zdecydowanie więcej dzieje się na ścianie tylnej, gdzie do dyspozycji, patrząc od lewej, otrzymujemy po parze wyjść analogowych RCA i XLR, parę wejść AES/EBU, koaksjalne, BNC i optyczne, wejścia USB w wersji A i B, port Ethernet i dwa wejścia oraz jedno wyjście zegarowe w standardzie BNC. Listę zamyka integrujący urządzenie z domową inteligencją port RS232 oraz zintegrowane z komora bezpiecznika i włącznikiem głównym gniazdo zasilające IEC.
Pod względem anatomicznym inkarnacja APEX na tle wcześniejszych odsłon Bartóka może pochwalić się zarówno zmodyfikowaną sekcją Ring DAC™-a, jak i analogowego stopnia wyjściowego, przy czym udoskonalenia objęły również zagadnienia związane z ich zasilaniem.

O ile podczas historycznego, bratobójczego pojedynku pomiędzy naszym redakcyjnym Vivaldim ver. 2 a wersją APEX większa „gęstość” i nasycenie brzmienia nowszej generacji mogły być dziełem przypadku, to już powtórka z rozrywki w przypadku Rossiniego ową przypadkowość niemalże całkowicie wykluczała. I podobnie było z Bartók-iem, który od pierwszych taktów nawet tak pierwotnie surowych, jak „Cowboys from Hell” Pantery, unausznił, że nawet thrash może zabrzmieć … atrakcyjnie. Jeśli bowiem piskom i wrzaskom Phila Anselmo nie sposób odmówić mocy i ekspresji a partiom gitarowym Dimebaga Darrella ognistości przy jednoczesnym braku ofensywności i granulacji, to już jest dobrze, bo wcześniejsze odsłony dCS-ów na podobnym materiale serwowały słuchaczom krwawą łaźnię niejako wykluczając ciężkie brzmienia z posiadanej pliko/płyto-teki. A tu zamiast podkreślenia jazgotliwości i mizerii realizacji angielski kombajn nie dość, że dodał przekazowi energii,wykopu i ciężaru, to jeszcze pokazał, że i w kwestii najniższych składowych da się to i owo poprawić sprawiając, że jasnym było, czemu powyższe, jakże przedpotopowe wydawnictwo nie miało żadnych kompleksów przed pierwszymi czterema albumami Metallici, czy podobnym zestawem sygnowanym przez Megadeth. Aby jednak uwolnić pełnię drzemiącego w tytułowym przetworniku potencjału warto było sięgnąć po z nieco większą troską i finezją zrealizowany materiał, jak chociażby „Dry Martini Jazz” The West Side Jazz, który choć nad wyraz asekuracyjny tak pod względem repertuarowym, jak i wykonawczym sprawia, że główne cechy dCSa stają się aż nadto oczywiste. I tak, holografia i trójwymiarowość sceny są permanentne i bezdyskusyjne. Gradacja planów i perfekcyjna precyzja ogniskowania źródeł pozornych sprawiają, że przestajemy zwracać na nie uwagę i skupiamy się wyłącznie na muzyce, która choć bliska i namacalna nie nosi znamion krępującej nachalności a jedynie podkreśla intymność panującej atmosfery. Do tego dochodzą wierność odwzorowania barw i faktur oraz gabarytów użytego instrumentarium, co na audiofilskich samplerach wcale nie jest takie oczywiste i powszechne. A tu czuć niewymuszoność i flow obecny pomiędzy muzykami, przez co i sama muzyka pozbawiona jest podskórnej nerwowości, czy też wyczynowości. I jest to aspekt o tyle godny podkreślenia, gdyż w „erze przed-APEX-owej” takie cechy dawało się wycisnąć z dCS-ów jedynie za pomocą porządnych, zewnętrznych zegarów i odpowiednio wyrafinowanego okablowania a tu owa swoboda, wyrafinowanie i soczystość dostępne były od pierwszego strzału i bez żadnego kombinowania z uszlachetniającymi brytyjskie źródło peryferiami. Miło, nieprawdaż? A żeby było jeszcze ciekawiej, to podobne ochy i achy pojawiły się w moich notatkach nawet przy zdecydowanie bardziej mainstreamowym „wsadzie”, bowiem będący połączeniem folku i mrocznej, ambientowej elektroniki „Tungl” Eivør oszałamiał bogactwem dźwięków i złożonością kompozycji a Bartók, bądź co bądź będący swoistym hołdem dla jednego z największych współczesnych kompozytorów również w elementach folkowych się lubującego, poczynał sobie tu nad wyraz swobodnie. Co istotne akcent postawiony został na koherencję i wszechobecną spójność a nie kontrasty. Przypadek? Nie sądzę.

Z jednej strony doskonale zdając sobie sprawę z wynikającej z jakże przyziemnych, znaczy się finansowych, względów elitarności a z drugiej mając pełną świadomość rządzących High Endem reguł, pomimo najszczerszych chęci nie mogę pozostać obojętny na wdzięki i walory tak funkcjonalne, jak i brzmieniowe tytułowego kombajnu. Nie da się bowiem ukryć, iż dCS Bartók APEX pomimo dość niskiej rangi w firmowym portfolio jest źródłem wybornym i będącym mokrym snem większości audiofilów i melomanów. Dlatego też, jeśli macie Państwo chrapkę na „ulgowy” (cudzysłów bynajmniej nie pojawił się tu przypadkowo) bilet do elitarnego grona posiadaczy dCS-ów, to śmiem twierdzić, iż właśnie Bartók APEX da Wam taką szansę. I choć z pewnością rozsądek może podsuwać Wam „alternatywną” Linę, to spieszę donieść, że nasz dzisiejszy gość to jednak zauważalnie wyższa liga. A czy jest to liga mistrzów oceńcie sami, mając przy tym świadomość, że można jeszcze lepiej, co pokazuje z pełną perfidią jego, znaczy się Bartóka, starsze rodzeństwo.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Dystrybucja: Audiofast
Producent: dCS
Cena: 97 400 PLN DAC/Streamer; 110 200 PLN Headphone DAC/Streamer; + 3080 PLN pilot

Dane techniczne
Przetwornik: dCS Ring DAC™
Konwersja: PCM do DXD, DSD lub DSDx2
Wejścia cyfrowe:
• Ethernet RJ45 (24-bit / 44.1 – 384 kHz PCM, DSD/64 & DSD128 @ DFF/DSF)
• USB 2.0 typ B (24-bit / 44.1 – 384 kHz PCM, DSD/64 & DSD128 @ DoP)
• USB On-The-Go typ A (24-bit / 44.1 – 384 kHz PCM, DSD/64 & DSD128 @ DFF/DSF)
• 2 x AES/EBU (24-bit / 44.1 – 192 kHz PCM, DSD/64 & DSD/128 @ DoP)
• Dual AES (24-bit / 88.2 – 384 kHz PCM, DSD/64 & DSD/128 @ DoP)
• Coax 24-bit / 44.1 –192 kHz PCM & DSD/64 @ DoP)
• BNC (24-bit / 44.1 – 192 kHz PCM & DSD/64 @ DoP)
• SPDIF Toslink (24-bit / 44.1 – 96 kHz PCM)
Wyjścia analogowe: Para XLR; para RCA
Napięcie wyjściowe: 0.2, 0.6, 2 lub 6V (ustawiane w menu)
Impedancja wyjściowa: 3Ω XLR; 52 Ω RCA
Wyjścia słuchawkowe: 4 pinowe XLR; 6,3 mm Jack
Min. impedancja słuchawek: 33 Ω
Moc wyjściowa na wyjściach słuchawkowych: 1,4 W rms przy 33 Ω; 0,15W rms przy 300 Ω.
We/wy zegara: 2 x wejścia BNC, 1 x wyjście BNC
Szum resztkowy: > –113dB0, 20Hz – 20kHz
Przesłuch L-R: > -115dB0, 20Hz – 20kHz
Filtry:
– Tryb PCM: do 6 filtrów daje kompromisy między odrzuceniem obrazu Nyquist a odpowiedzią fazową.
– Tryb DSD: 4 filtry stopniowo zmniejszają poziom szumów poza pasmem audio.
Sterowanie: Aplikacja dCS Mosaic; RS232 (sterowany przez urządzenia firm trzecich); Pilot (opcjonalnie)
Pobór mocy: 30 W typowo / 50 W maksymalnie
Kolor: czarny lub srebrny
Wymiary (S x G x W): 444 x 430 x 115 mm
Waga: 16,7kg

Pobierz jako PDF