Opinia 1
Mówcie co chcecie, ale będącą gościem dzisiejszej pogadanki rodzimą markę Fezz Audio śmiało można nazwać ambasadorem polskiej myśli technicznej. Powód? Nie będę zbyt długo się rozwodził, tylko przywołam udaną ekspansję na rynek azjatycki potwierdzoną m.in. firmowym salonem w … Guangzhou. Mało? Cóż, ja nie mam więcej pytań. Mam za to propozycję zapoznania się z relacją z sesji testowej oferującego sporą moc wzmacniacza. Oczywiście idąc za fotografiami będzie to opis brzmienia dostarczonego przez pabianicki 21Distribution – wzmacniacza zintegrowanego Fezz Audio Olympia. To nieduża, zgrabna, ale jak napomknąłem zaskakująco mocna konstrukcja, co sprawia, że w kwestii wysterowania większości kolumn głośnikowych jest bardzo uniwersalna. Zaintrygowani? Jeśli tak, zatem zapraszam zainteresowanych do lektury poniższego tekstu.
Jak unaoczniają fotografie, Olympia to zgrabne i przyjemne wzorniczo dla oka urządzenie. Mówimy tutaj o zintegrowanym wzmacniaczu, który do elektroniczne trzewia kryje wewnątrz typowej dla wielu urządzeń lampowych platformie, eksponując na niej zastosowany zestaw lamp sterujących, lamp mocy i transformatorów wyjściowych. Pomysł jest znany od lat, ale nie zawsze tak udany wizualnie, jak w przypadku ładnie zaprojektowanego przez firmę Fezz Audio. A ładnie dlatego, że oprócz zastosowania zaoblonej na krawędziach płaskiej skrzynki ze szklanymi bańkami na jej górnej połaci, zastosowano dodatkowo ciekawą grę kolorów. Chodzi oczywiście o srebrną obwolutę z aluminium i zachodzące lekko na rewers obie ścianki boczne oraz czerń górnej płaszczyzny, co jest obecnie najbardziej modnym połączeniem barwowym. Temat wyposażenia awersu rozwiązują zorientowane na zewnętrznych rubieżach dwie sporej średnicy gałki – lewa Volume, prawa selektor wejść oraz centralnie umieszczone, podświetlane logo producenta. Jeśli chodzi o rewers, ten typowo dla lampowych wzmacniaczy zintegrowanych oferuje nabywcy dwa odczepy da kolumn 4/8 Ohm. Nasz niepozorny piecyk to bezapelacyjny mocarz, bowiem aż 4 lampy KT88 na kanał pozwalają wygenerować wzmacniaczowi niebagatelne 100W mocy, a to już nie są przelewki. Wiem, bo podczas testu słyszałem, jak swobodnie radzi sobie z moimi wielkimi kolumnami, 3 wejścia liniowe RCA, wejście na końcówkę mocy, wyjście na subwoofer, przełącznik masy oraz niezbędne do pracy gniazdo zasilania IEC. Fajnym dodatkiem jest zastosowanie dodatkowego slotu – w wersji testowej była zaślepka – dla przetwornika cyfrowo-analogowego. Naturalnie w komplecie startowym występuje również pilot zdalnego sterowania oraz w znakomitej większości pochodzący z oferty JJ zestaw lamp.
Co potrafi lampowa Olympia? Naturalną koleją rzeczy odsłuch rozpocząłem stosując standardowe szklane bańki JJ. Nie powiem, dźwięk spokojnie się bronił, bowiem oprócz odpowiedniej kontroli moich kolumn, oferował niezłą barwę, plastykę i zaskakująco wyrazisty w kwestii budowania realiów wydarzeń scenicznych drive. Efekt był na tyle ciekawy, że gdy ktoś nie dysponuje wolnymi środkami pieniężnymi, spokojnie można z nim żyć. Efekt soniczny nigdy nas nie zawiedzie, ale uprzedzając nieco fakty nie będzie to ostatnie słowo tej konstrukcji. Do czego piję? Oczywiście do potencjalnej zmiany zestawu lamp na choćby na dostarczone przez dystrybutora jako w miarę niedroga alternatywa spod znaku Gold Lion. Po co o tym wspominam? Otóż, jeśli po ewentualnym zakupie tytułowej integry jesteście w stanie wysupłać kilka dodatkowych „dudków”, zapewniam warto przeznaczyć je na wspomniane szklane bańki. Może zabrzmi to górnolotnie, ale to całkowicie inny świat. Co prawda mniej agresywny w temacie krawędzi dźwięku i szybkości ataku, ale nie dość, że straty we wspomnianych kwestiach są minimalne, to zyskujemy rozmach prezentacji, czarujące rozwibrowanie dźwięku, jego większą homogeniczność, co z automatu przekłada się na lepszą namacalność kreowanych wydarzeń na szerokiej i głębokiej wirtualnej scenie. Nagle muzyka staje się bardziej radosna i kolorowa. Efekt jest na tyle udanie wprowadzony w życie, że muzyka nastawiona na czarowanie słuchacza czerpie z niego pełnymi garściami, a ta mająca go kolokwialnie mówiąc energetycznie sponiewierać, z minimalnym, naprawdę minimalnym w stosunku do lamp JJ uspokojeniem agresji jej podania, mimo wszystko dobrze oddaje zapisanego w kodzie DNA ducha grających wściekle na instrumentach buntowników.
Na pierwszy obrazujący możliwości Olympii ogień weźmy ostatnio mocno eksploatowanego przeze mnie Wojtka Mazolewskiego w kwintecie i jego koncertowy krążek „Live Spirit I” . To naturalnie mimo kilku dość wyrazistych w kwestii szybkości grania formacji utworów, bardzo nastrojowy materiał. Pokazujący nie tylko wirtuozerię muzyków, ale także ich zrozumienie siebie nawzajem, co przekłada się na fajnie współgrające ze sobą ciekawe pasaże instrumentalne. Oczywiście z pełną gamą najdrobniejszych niuansów każdego z nich. I właśnie ten ostatni aspekt wzniósł się na wyżyny dopiero po wymianie lamp na GL. Panowie bawiąc się czarowali i grą i barwą i sposobem artykulacji akordów, co nie ma się co oszukiwać, lepszy set lamp pokazał w najlepszym możliwym wydaniu.
Po takim pokazie audiofilskich smaczków przeskakując na drugi biegun muzycznych dokonań na testowym tapecie wylądowała grupa Iron Maiden z krążkiem „Fear Of The Dark”. To naturalnie klasyczny łomot. Ale nawet on dobrze odtworzony także dla nie do końca lubiących tego rodzaju muzykę melomanów potrafi nieść nutkę zaciekawienia. Ja oczywiście na podobnej muzie się wychowałem i nie miałem problemu z zatopieniem się w niej bez żadnych oporów, dlatego od pierwszych chwil wiedziałem, gdzie coś uleciało, a gdzie były ewidentne zyski. To oczywiste, że muzyka była płynniejsza i przez to deczko mniej diabelsko atakująca słuchacza, ale za to ogólna prezentacja zyskała w takich kwestiach jak barwa, melodyjność, dzięki czemu można było podnieść poziom jej słuchania o kilka oczek. Lubię dołożyć do pieca i gdy tylko podobne do testowej możliwości się zdarzają, bez namysłu je wykorzystuję. Nie powiem, mimo mniejszej ostrości i tak było pełen odjazd, bo z głośnością mogłem zbliżyć się do poziomów koncertowych, a to zawsze rekompensuje drobne niedociągnięcia w sferze kopania mnie mocną muzą. To podobnie do jazzu był także był fajny występ wzmacniacza.
Komu poleciłbym rzeczony wzmacniacz zintegrowany? W pierwszej kolejności naturalnie wszystkim wielbicielom tego typu konstrukcji Jest mocna, co pozwala wysterować większość kolumn, a po zmianie lamp dochodzi świetna barwa i wszelkie lampowe artefakty. A co z piewcami tranzystorów? Niestety ortodoksyjni zapewne nie znajda z nim nici porozumienia. Ale już otwarci na pewne ustępstwa w imię większej ilości muzyki w muzyce już tak. Jak duża będzie ostatnia grupa, nie wiem. Wiem jednak, że polska Olympia to świetny wzmacniacz i to ze światową renomą, co sprawia, że powinno go posłuchać u siebie pełne spektrum tak melomanów, jak i audiofilów. Zapewniam, nawet jak coś między Wami nie „pyknie”, jest tego wart.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Opinia 2
Obracając się cały czas w dość hermetycznym środowisku, czyli umownie rzecz ujmując dzień w dzień widząc te same twarze, o własnej w lustrze nawet nie wspominając, upływ owej „fundamentalnej wielkości fizycznej” wydaje się może nie tyle bezbolesny, co niemalże pomijalnie niezauważalny. W końcu wszystkie związane z nim procesy mają charakter ciągły i zazwyczaj powolny, poniekąd przypominając wpatrywanie się w transmisję online rdzewiejącej parkowej ławki, gdzie właśnie takie systematyczne, codzienne zerkanie nie unaocznia skali odbywającej się na naszych oczach erozji. Wystarczy jednak zrobić sobie dłuższą przerwę, która niczym twardy reset pozwala spojrzeć na dany obiekt, bądź nasze otoczenie świeżym okiem. I tak też jest z naszym dzisiejszym gościem, którego fakt istnienia był nam nie tylko znany, lecz i potwierdzony empirycznie redakcyjnymi testami, lecz po dwóch recenzenckich spotkaniach nasze kontakty ograniczyły się do corocznych migawek ze stołecznego Audio Video Show i monachijskiego High Endu. W rezultacie od testu Lybry 300B minęło ponad pięć a Miry Ceti … 9 lat. W tym czasie Fezzy przeszły poważny lifting i co tu dużo mówić po prostu w ramach generacji Evolution wypiękniały. Zamiast klasycznych, surowych kanciastości ich korpusy nabrały seksownych krągłości a miejsce nieco „garażowych” szyldów z firmowym logotypem zajęły podświetlone precyzyjne laserowe wycięcia ścian przednich. Owa transformacja, za którą stało biuro projektowe KABO & PYDO nie umknęła uwadze nie tylko „cywilnym” odbiorcom, co designerskiemu gremium Design Zentrum Nordhein Westfalen, które nowy projekt plastyczny ww. linii nagrodziło prestiżową nagrodą Red Dot. Oczywiście stosowne zmiany objęły również trzewia rodzimych lampiaków, lecz to już temat na osobny akapit. Jakby tego było mało zmienił się również model biznesowy wytwórcy, który lwią część swej uwagi, poza oczywistą działką projektowo-produkcyjną, skupił na działaniach eksportowych, lokalny rynek powierzając pabianickiemu 21Distribution . Tym oto sposobem nasz dzisiejszy gość, czyli Fezz Audio Olympia dotarł do nas nie z podlaskiej Kolonii Koplany a z podłódzkich Pabianic.
Skoro wspomniałem już o aparycji Olympii, to pozwolę sobie jeszcze co nieco o niej naskrobać, gdyż tytułowa integra ewidentnie na to zasługuje. Jej obły korpus okala pas satynowego aluminium, który dostępny jest w siedmiu (!!!) opcjach kolorystycznych – Big Calm (brązowej), Black Ice (czarnej), Burning Red (czerwonej), Evergreen (zielonej), Republika (czarno-białej), Sunlight (piaskowej) i widocznej na zdjęciach Moonlight (srebrnej). Każdorazowo masywne pokrętła – lewe odpowiedzialne za głośność i prawe za usypianie/wybudzanie ze standby oraz wybór źródeł są naturalnie (aluminiowo) srebrne. Podobnie jak chroniąca lampy klatka, która dla odmiany niezmiennie pozostaje czarna. Od razu nadmienię, iż owej osłony pozwoliłem sobie nie montować, więc jedynie doprecyzuję, iż jej front stanowi szklana tafla, więc wgląd na pyszniącą się na czarnej platformie nośnej szklarnię jest w pełni komfortowy. Włącznik główny ukryto w „podłodze”, tuż przy przedniej krawędzi. Co do lamp, to ekipa Fezza zaszalała i dążąc do jak największej uniwersalności Olympii wyposażyła ją w imponujący, jak na zaskakująco kompaktowe gabaryty zestaw lamp, o których dosłownie za chwilę. Za lampami natrafimy na duet masywnych rondli chroniących trafa. A jeśli chodzi o plecy, to patrząc od lewej do dyspozycji otrzymujemy zintegrowane z komorą bezpiecznika gniazdo zasilające IEC, zestaw zakręcanych terminali głośnikowych z osobnymi odczepami dla 4 i 8 Ω obciążenia, zaślepkę na opcjonalną kartę rozszerzeń (Bluetooth, Phono MM, DAC) oraz trzy pary wejść liniowych plus wejście direct (z zewnętrznego procesora / preampu) uzupełnione podwójnym wyjściem subwooferowym (wszystkie w standardzie RCA). Wzmacniacz posadowiono na czterech stożkowych nóżkach z dość twardej gumy zapewniającej zarówno odpowiednią stabilność, jak i antywibracyjną izolację, gdyż czego jak czego, ale wibracji lampy bardzo, ale to bardzo nie lubią.
I jeszcze jeden drobiazg. Zgodnie z informacjami dostępnymi na stronie w zestawie powinien znajdować się pilot zdalnego sterowania. Niestety w dostarczonym na testy egzemplarzu owego akcesorium zabrakło. Najwidoczniej ekipa Q21 uznała, że w ramach przygotowania do nowego sezonu przyda nam się podczas odsłuchów nieco ruchu. Niemniej jednak pilota w zestawie odbiorca końcowy powinien się spodziewać, tym bardziej, iż jest to dość zgrabna i poręczna jednostka wykonana z aluminium i wyposażona w pięć dużych, intuicyjnych przycisków umożliwiających uśpienie/wybudzenie wzmacniacza, wybór wejścia oraz regulację głośności. Skąd to wiem? Cóż, bynajmniej nie z kątowni a z zeszłomiesięcznego krótkiego „romansu” z Luną Mini katowaną na potrzeby poza soudrebelsowej publikacji.
Jeśli zaś chodzi o anatomię, to mamy do czynienia z konstrukcją dual mono, w której w sekcji wejściowej i jako odwracacze fazy pracują dwie pary podwójnych triod 12AX7 / 12AU7 natomiast w stopniu wyjściowym mamy po kwadrze popularnych tetrod strumieniowych KT88 zdolnych oddać w push-pullu po 100W na kanał. I tu od razu pozwolę sobie na dygresję, bowiem oprócz stanowiących standardowe wyposażenie JJ-ów dystrybutor był tak miły i dorzucił opcjonalny zestaw lamp premium, czyli Gold Lionów rosyjskiego Genalexa i to właśnie na nich finalnie prowadziłem odsłuchy. Oczywiście „fabryczne” lampy mocy można w dowolnym momencie wymienić we własnym zakresie a co do sterujących to warto mieć na uwadze, iż w standardzie Fezz posiada na pokładzie ECC82/12AU7 selekcjonowane przez TAD (Tube Amp Doctor) i spokojnie można je zostawić. Ponadto standardowe „bańki” przychodzą czytelnie ponumerowane, tak aby bez pomyłki umieścić je w złoconych, porcelanowych podstawkach, natomiast full-wypaśna extra – opcja takowych oznaczeń nie posiada. Wnętrze wzmacniacza dość szczelnie wypełniają dwie pokaźne płytki drukowane (po jednej dla każdego kanału) i pracujące na wyjściu firmowe (Toroidy.pl) toroidalne trafa głośnikowe o bardzo niskiej indukcyjności rozproszenia. Toroidalne są również dławiki. Płytkę z gniazdami wejściowymi uzbrojono w przekaźniki a same gniazda są złocone. Wzmacniacz wyposażono zarówno w dbający o dobrostan lamp soft-start (procedura zajmuje około 2 minuty), jak i auto-bias, więc śmiało możemy mówić o praktycznej bezobsługowości wzmacniacza.
Nie będę zaklinał rzeczywistości, że zastosowane w Olympii lampy mocy, czyli KT88 są moimi ulubionymi, bo mówiąc wprost takimi nie są. Co innego KT120-ki, choć już najnowsze KT150 takowego entuzjazmu u mnie nie budzą udowadniając, że moc to nie wszystko i warto pamiętać o czymś takim jak muzykalność. Dlatego do tytułowego Fezza podchodziłem bez większych emocji. Ot kolejna, lampowa integra o mocy wystarczającej do napędzenia większości kolumn z podobnego jej pułapu cenowego. Tymczasem już od pierwszych reprodukowanych przez Olympię taktów „Lost Pieces” Youn Sun Nah okazało się, że rodzimy lampiszon nader zgrabnie wymyka się prostemu, stereotypowemu zaszufladkowaniu i potrafi pokazać się od zaskakująco korzystnej strony. Warto jednak mieć na uwadze, iż jak na lampę Olympia niespecjalnie czuje ambicję uszczęśliwiania słuchaczy gęstym i słodkim niczym syrop klonowy dźwiękiem, gdyż bez trudu można znaleźć na rynku w pełni tranzystorowe konstrukcje oferujące bardziej dopalony temperaturowo i dosaturowany przekaz. Ot, chociażby daleko nie szukając i zarazem nieco spoilując (test wkrótce) Accuphase E-700. Ponadto Fezz do pełnego rozpostarcia skrzydeł i złapania wiatru w żagle potrzebuje czasu. I to zarówno, jeśli chodzi o wyciągnięcie prosto z kartonu i pofabryczne wygrzanie, jak i podczas codziennego użytkowania. Mówiąc wprost nawet mając na karku kilkaset przegranych godzin po włączeniu lepiej dać mu 3-4 kwadranse na prądowo – termiczną stabilizację i rozegranie, gdyż po wybudzeniu bywa zazwyczaj nieco zbyt zachowawczy emocjonalnie i szczególnie przy niskich poziomach głośności nienachalny pod względem rozdzielczości. A po spełnieniu powyższych warunków z łatwością można zauważyć, iż Fezz gra jedwabiście gładko, lekko obniżonym strojem z przyjemnie obszernym wolumenem i adekwatną do dysponowanej mocy swobodą. Zarówno źródła pozorne, jak i poszczególne plany definiowane są z wysoce satysfakcjonującą precyzją, przy czym organiczność i namacalność pierwszoplanowych artystów jest wręcz onieśmielająca. Podobnie z resztą jak timing basu umiejętnie podkreślający kluczową rolę sekcji rytmicznej i to nie tylko w skali makro, lecz również w zdecydowanie bardziej „ażurowej” jej mikro-odsłonie, gdzie wystarczy szarpnięcie struny kontrabasu, bądź uderzenie w werbel, by słuchacz podświadomie zaczynał rytmicznie podrygiwać. Co jednak istotne Olympia nie cierpi na męczącą nerwowość i nadpobudliwość, czy wręcz obsesję sztucznego podkręcania tempa i szukania drajwu tam, gdzie króluje np. przysłowiowa gra ciszą. Jednak, gdy owej ciszy jest jak na lekarstwo bądź nie ma jej wcale, jak np. na „Welcome to Horrorwood: Under Fire” Ice Nine Kills jasnym staje się, że deklarowana przez producenta moc nie jest li tylko pobożnym życzeniem, bądź przejawem marketingowej kreatywności, co stanem faktycznym. Bas jest mocny, zwarty i świetnie kontrolowany, lecz jednocześnie bez znamion żylastości, czy też zbytniej chrupkości. Ma solidny, pociągnięty mocną kreską kontur i świetne zróżnicowanie wypełnienia, co przy jego zwrotności i natychmiastowości z pewnością docenią miłośnicy ostrzejszych klimatów. Warto również wspomnieć, iż Olympia na tego typu krzykach i wrzaskach suto podlanych gitarowym jazgotem ani zbytnio nie epatuje garażowym brudem i męczącą na dłuższą metę ziarnistością ani nie próbuje nas ogolić ognistymi riffami utwardzając, bądź wręcz popadając w szklistość najwyższych składowych. A przecież nie sposób odmówić im swobody i energetyczności, więc nie ma mowy o ich wycofaniu, czy też zgaszeniu. Oczywiście warto zachować zdrowy rozsądek i umiar, gdyż Fezz nie zawsze i nie wszystko jest w stanie zaprezentować akcentując jedynie ewentualne zalety litościwie przemilczając ewidentne wady. Dlatego też sugeruję raczej nie spodziewać się cudów z okołobootlegowych koszmarków, które nawet na tytułowym lampowcu brzmią jazgotliwie, płasko i bez dynamiki, jakby nagrań dokonano, jeśli nie na pokomunijnym „jamniku”, to w ramach połączenia telefonicznego i to z budki (o ile jeszcze takowe gdziekolwiek się ostały). A tak już na serio i bez demonizowania, to Olympia nie boi się ostrego grania, więc niezależnie od tego czy najdzie nas ochota na serwowaną przez Megadeth dawkę thrashu, czy też sygnowany przez Behemotha monumentalny death/black metal możecie mieć Państwo pewność, że tytułowy lampiszon, o ile tylko nie podepniemy mu elektrostatów, albo kolumn o skuteczności stołu bilardowego z łatwością rozpęta w Waszym pokoju godną koncertowych doznań muzyczną apokalipsę.
Nie da się ukryć, że Olympia udała się ekipie Fezz Audio. Nie dość bowiem, że łapie za oko atrakcyjną bryłą i kusi szeroką gamą malowań, to jeszcze potrafi wycisnąć z popularnych i niedrogich lamp zaskakująco dużo wyrafinowania i muzyki. A jeśli dodamy do tego trudną do przecenienia wysoką moc jasnym stanie się, że warto go rozważyć nie tylko w kategoriach pierwszej, lecz również finalnej lampy. A swoją drogą owa lampowość widoczna jest głownie w designie i ilości oddawanego ciepła, bo pod względem sonicznym to po prostu świetny wzmacniacz i kompletnie bez znaczenia, że lampowy, bo tak jak wspomniałem na wstępie bez trudu można znaleźć konstrukcje tranzystorowe grające bardziej „lampowo” od niego. Dlatego też, jeśli lubicie Państwo słuchać praktycznie każdej muzyki dla przyjemności a nie z chęci dokonywania analitycznej wiwisekcji, a przy tym dysponujecie miejscem umożliwiającym zapewnienie Olympii odpowiednich warunków pracy (w przeszklonej szafce lepiej go nie zamykać), to po prostu warto zwrócić na niego uwagę i przygarnąć na weekendowe testy.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Dystrybucja: 21Distribution
Producent: Fezz Audio
Cena: 23 900 PLN; 26 000 PLN (z kompletem lamp premium)
Dane techniczne
Konstrukcja: dual mono
Moc: 2 x 100 W @ 4 Ω / 8 Ω
Zastosowane lampy: 8 x KT88 + 2 x 12AX7 + 2 x 12AU7
Wejścia analogowe: 3 pary RCA + direct
Wyjścia analogowe: sub-out
THD: <0,1% (poniżej 100 W); <1% (pełna moc)
Pasmo przenoszenia: 16 Hz – 80 kHz
Współczynnik tłumienia: >30
Impedancja wejściowa: 50 kΩ
Czułość: 0,7 V
Pobór mocy: 350 W (bez obciążenia); 700 W (pełna moc)
Dostępne kolory: Big Calm, Black Ice, Burning Red, Evergreen, Moonlight, Republika, Sunlight
Wyposażenie opcjonalne: moduł Bluetooth, karta Phono MM, karta DAC, kosz ochronny
Wymiary: 420 x 380 x 200 mm
Waga: 24 kg