1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Reportaże
  6. >
  7. Gauder Akustik Berlina RC15

Gauder Akustik Berlina RC15

Opinia 1

Choć zwykło się mówić, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, to z drugiej strony nikogo raczej nie trzeba uświadamiać, iż czego by nie mówić, ale historia ma to do siebie, że lubi się powtarzać. Z tą tylko różnicą, że wraz z przebiegiem – przyrostem krzyżyków na karku częstotliwość owych powtórzeń przybiera nieco bardziej spokojniejszą formę. Przynajmniej tak to wygląda w naszym przypadku bowiem w ramach wstępu do dzisiejszej relacji i zarazem potwierdzenia powyższych tez pozwolę sobie sięgnąć pamięcią do redakcyjnych archiwaliów i odwołać się do swoistej, wręcz obsesyjnej pogoni za pewnymi kolumnami …
A było to tak. Zima w 2012 r., jak to zwykła ostatnimi czasy bywać, była bardziej mokra aniżeli mroźna, ale akurat w niczym nam to nie przeszkadzało, by 23 lutego pojawić się w, z dzisiejszego punktu widzenia, „dawnej” siedzibie katowickiego RCM-u, która mieściła się w suterenie kamienicy na ul. Matejki 4. Powód owej wyprawy był tyleż kuriozalny dla postronnych, co w pełni zrozumiały dla nas, i nam podobnych, pozytywnie zakręconych na punkcie dźwięku jednostek. Skoro bowiem nadarzyła się okazja posłuchania w kontrolowanych warunkach uchodzących za swoisty opus magnum High Endu kolumn, to naprawdę musiałby wydarzyć się jakiś kataklizm, by utrzymać nas w domach. Do Katowic dotarły bowiem wtenczas flagowe Isophony (chwilę później poszły wraz z ich konstruktorem na swoje i wylądowały w katalogu Gauder Akustik) Berlina RC11, które miały chwilę tam pograć, przed zaplanowaną na 28 lutego prezentacją w Studiu im. Agnieszki Osieckiej Programu III Polskiego Radia. Ot taki audiofilski „beforek” przed główną imprezą, na której również nie omieszkaliśmy się pojawić. A potem poszło już z górki, bo niczym małoletni psycho-fani podążyliśmy za 11-kami do Wrocławia – na organizowanego przez Piotra Guzka Audiofila (17/03/2012), by finalnie dotrzeć za nimi do aktualnej kwatery głównej RCM-u na ul. Czarnieckiego 17.

I gdy wydawać by się mogło, że czeka nas kolejny maraton, gdyż Roland Gauder raczył był w 2021 r. wypuścić ich inkarnację Black Edition, to szczęśliwym zrządzeniem losu dostarczona na testy parka została u nas na stałe, więc przynajmniej mieliśmy chwilę oddechu. To jednak nie koniec a zaledwie początek całej historii, bowiem, jak zapewne wierni czytelnicy raczyli byli zauważyć dr.Gauder nie zwykł był osiadać na laurach, więc w tzw. międzyczasie opracował kolejne flagowce – iście monstrualne Berliny RC15, które swoją premierę miały podczas monachijskiego High Endu 2025 a z ich poprawioną (tym razem w formie konstrukcji zamkniętych) odsłoną pojawił się w tym roku w Wiedniu. Jak jednak wiadomo wystawy służą wyłącznie do oglądania a nie słuchania, więc cierpliwie czekaliśmy na okazję, by postawnym Niemkom przysłuchać się w nieco bardziej kontrolowanych warunkach, więc gdy tylko nasze dzisiejsze bohaterki dotarły do Katowic logicznym było, że i my lada moment tam się pojawimy. A skoro czytają Państwo te słowa, to jest to niezbity dowód na to, że cały ów misterny plan się udał, wdrożyliśmy go w życie i mogliśmy Berlin RC15 w spokoju posłuchać.

Ok, może z tym spokojem nieco przesadziłem, bo kontakt z „dwiema diamentowymi wieżami”, z których każda może pochwalić się 218 cm wzrostu (bez wkręconych kolców 212 cm) i 290 kg wagi niezależnie od osłuchania i stażu nawet na największych twardzielach robi wrażenie. I bynajmniej nie chodzi o to, że patrząc na nie, znaczy się 15-ki spodziewamy się nie wiadomo czego, bo to w High Endzie tak to nie działa, lecz po prostu z racji swej postury Berliny budzą w pełni zrozumiały respekt jasno dając do zrozumienia, kto tu rządzi. Jednak, jak na powyższych zdjęciach doskonale widać w RCM-owskiej głównej sali odsłuchowej postawne Niemki może nie tyle znikły, co bez problemu się zmieściły i co nie mniej istotne nie przytłaczały swoją obecnością. Podobnie z resztą, jak towarzysząca im „tylko” 125 kg stereofoniczna A-klasowa końcówka mocy Vitus MP-S201. Jak jednak można się na miejscu przekonać, to tylko pozory, bowiem o ich realnej rozmiarówce niech najlepiej świadczy moja „mikrość” w ich towarzystwie a mam blisko 190cm wzrostu i chodzę w kategorii wagowej 100 kg +. Pomijając jednak kwestie natury aparacyjnej tytułowe Berliny są majestatyczne i imponujące i choć na pierwszy rzut oka wydają się być bliźniaczo podobne do ww. 11-ek, to tak naprawdę prezentują się zdecydowanie bardziej „poważnie”. Uwagę zwraca centralnie umieszczony moduł sekcji wysoko-średniotonowej, w którym na wspólnej aluminiowej płycie umieszczono diamentowy duet 20 mm tweetera i 5 cm średniototonowca uzupełniony o operujący w dolnej średnicy drajwer ceramiczny. Z kolei za reprodukcję basu odpowiadają dwie skrajne sekcje z parą 11” aluminiowych wooferów Etona każda. Same przetworniki mają membrany o strukturze plastra miodu i zostały one specjalnie zaprojektowane dla dr.Gaudera specjalnie z myślą o pracy w obudowach zamkniętych. Jeśli chodzi o resztę toru, to okablowanie w większości pochodziło od Furutecha a w torze oprócz wspomnianego wcześniej wzmacniacza Vitus MP-S201 pracowały przedwzmacniacz liniowy Vitus MP-L201 Mk2, odtwarzacz CD SCD-025 Mk.II a domenę analogową reprezentował „kompaktowy” TechDAS Air Force 4 z ramieniem Schroeder CB i wkładką Etsuro Urushi Gin-nezu / Silver Grey oraz przedwzmacniacz gramofonowy RCM Audio Big Phono.

Efekt? Najdelikatniej rzecz ujmując onieśmielający, bowiem niezależnie od poziomu głośności, czyli począwszy od niemalże teatralnego szeptu po stadionowy ryk operujemy w pełnej rozpiętości dynamiki i trudnej do „odsłyszenia” rozdzielczości. Dzięki konstrukcji zamkniętej obudów bas jest niesamowicie zwarty i piekielnie szybki. Nic nie dudni a nawet najbardziej karkołomne zmiany tempa nie stanowią dla Gauderów najmniejszego problemu, więc słuchając zarówno, opartego na ciszy „Brytningstid” Kennetha Sivertsena i Nilsa Petera Molværa, kultowego „Amused to Death” Rogera Watersa, jak i miażdżącego bezpardonowością „Macro” Jinjer nie sposób uznać, że niemieckie kolumny cokolwiek „uwiera” i nie czują się w danym repertuarze komfortowo. Ma być eterycznie i minimalistycznie? Proszę uprzejmie – 15ki znikają niczym rasowe monitory generując z porażającą holografią poszczególne źródła pozorne. Metalowa kakofonia ma rozrywać nas na strzępy? Też nie ma problemu, w dodatku przysłowiowa ściana dźwięku nie jest bezkształtnym monolitem, lecz prezentacji bliżej do misternej, wręcz koronkowo-pajęczej instalacji, gdzie w zależności od kąta pod jakim patrzymy odkrywamy kolejne warstwy i niuanse. Dźwięk nie jest przy tym sztucznie rozdmuchany a źródła pozorne powiększone, czego można byłoby się poniekąd spodziewać, po ponad dwumetrowych kolosach a tu niespodzianka, bowiem ich strzelistość ułatwia jedynie budowanie wysokości sceny i podkreślenie realizmu kubatur w jakich dokonano poszczególnych nagrań. Szczególnie wyraźnie to słychać przy repertuarze organowym, na którym Gaudery z niezwykłym pietyzmem odwzorowują wielkość poszczególnych piszczałek sprawiając, że włosy stają dęba nie tylko na karku, ale i również i na nogach (golący nogi „Szoszoni” proszeni są o niezabieranie głosu) . Co ciekawe zarówno pierwsze wrażenie, jak i późniejsze obserwacje dotyczą raczej reprodukowanego materiału, jego realizmu i wierności oryginałowi aniżeli jakiejś specyficznej manierze samych kolumn, które wydają się takowej w ogóle nie posiadać. Potrafią bowiem zagrać zarówno słodko i gęsto, jak również ostro i chropawo, lecz tak jak zaznaczyłem przed momentem nie jest to ich sygnatura, lecz cecha a nawet ich zbiór danego albumu, który lądował w odtwarzaczu, na talerzu gramofonu. Niemniej jednak, choć od wyjazdowych odsłuchów minęło kilka dni z przykrością muszę stwierdzić, iż przesłuchiwane od tamtej pory kolumny, nie wyłączając redakcyjnych 11-ek dziwnym zbiegiem okoliczności grają zastanawiająco małą skalą i bez zapamiętanej z 15-ek swobody idącej w parze z teoretycznie zupełnie naturalną, a w praktyce niezwykle trudnej do odwzorowania rozdzielczości.

Asekuracyjnie stwierdzę, że Gauder Akustik Berlina RC15 są może nie tyle najlepszymi kolumnami jakie dane mi było słyszeć, co na pewno jednymi z najlepszych. Ów asekurantyzm wynika jednak nie z (podobno) wrodzonej złośliwości, co jedynie z faktu, iż choć katowickie pomieszczenie całkiem dobrze znam, lecz jednak nie jest to nasz redakcyjny OPOS. A jak wiadomo „same” kolumny, nawet najlepsze, grają tak, jak dane okoliczności przyrody, czyli pomieszczenie i tor im na to pozwalają. Niemniej jednak, dysponując dość mrożącą krew w żyłach „luźną” kwotą 450 k€ warto choć przez chwilę zastanowić się nad jej zamianą na tytułowe kolumny i tym samym definitywnie zakończyć pogoń za przysłowiowym króliczkiem. Aby jednak takową decyzję podjąć warto najpierw, podobnie do nas połączoną z rekonesansem wycieczkę sobie zorganizować, bo z tego co mi wiadomo szans na ich posłuchanie w Polsce poza swoją siedzibą ww. dystrybutor nie przewiduje, więc jeśli ktoś liczył, że rzuci na nie tak okiem, jak i uchem podczas powoli zbliżającego się Audio Video Show, to bardzo nam  przykro, ale nic z tego.

Marcin Olszewski

Opinia 2

Z uwagi na fakt używania Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition od pierwszego pokazu tytułowego modelu dwa lata temu (jeszcze w Monachium) wiedziałem, że to tylko kwestia czasu, jak spychający moje kolumny na drugie miejsce w cenniku model Berlina RC-15 zawita w Polsce. Co prawda od tamtego czasu zdążyło upłynąć sporo wody w Wiśle i w tak zwanym międzyczasie w czerwcu wydarzyć się z nimi w roli bohaterek wystawa w Wiedniu, ale wreszcie, jak się spodziewałem, dotarły. Naturalnie w obecnej chwili do siedziby dystrybutora, czyli katowickiego RCM-u, do którego celem bliższego poznania ich sposobu na muzykę wybraliśmy się wespół z Marcinem w minioną sobotę. Oczywistą oczywistością jest fakt, że nawet to, będące znacznie przyjaźniejszym od warunków wystawowych spotkanie mimo w miarę dobrej znajomości lokalu nie pozwalało wyciągnąć konstruktywnych wniosków, jednak już pierwsze usłyszane dosłownie w drzwiach podczas mijania progu pokoju odsłuchowego dźwięki sugerowały, że rozmiar jednak ma znaczenie. Zapewniam Was, bazując na możliwościach posiadanych 11-ek wiem co mówię. O co chodzi? Zainteresowanych zapraszam do lektury poniższej relacji.

Jak wspominałem we wstępniaku, obecny flagowy model serii Berlina to inna liga w kwestii rozmiarów i wagi. Powodem oczywiście jest zastosowanie większej średnicy przetworników basowych, co przełożyło się na zapewnienie im do idealnej pracy większych nie tylko w domenie szerokości, ale także wysokości i głębokości skrzynek. Kolumny ważą bagatela 290 kilogramów i osiągają wysokość 212 centymetrów, co przy szerokości 47 cm i 74 cm głębokości naprawdę czyni je gabarytowymi potworami. Na co dzień mam duże kolumny, ale te nawet na mnie zrobiły wielkie wrażenie. A najciekawsze jest to, że nie tylko bliźniaczą do moich kolumn aparycją. Co mam na myśli? Chodzi o lekkie zmiany konstrukcyjnych założeń. Otóż Roland Gauder bazując na tych samych przetwornikach z sekcji średnio-wysokotonowej tym razem zamiast bezpośrednio umocować je w kompozytowym froncie, najpierw całą trójkę osadził w metalowej formatce i dopiero po tej aplikacji całość wkomponował w awers płynnie odseparowanej od modułów basowych skrzyni obsługującej środek i górę. Z pozoru zabieg wydaje się być sonicznie pomijalny, jednak według mocodawcy RCM-u zapewnienie większej sztywności podłoża dla czułych na zniekształcenie głośników dało znacznie lepszą propagację fal w zakresie mikrodynamiki i ogólnie rozumianych informacji. Ale to dopiero początek bardzo istotnych dla ostatecznego brzmienia kolumn zmian technikaliów. Mam na myśli podjęcie decyzji o zamknięciu obudów modułów basowych, czyli rezygnacji z konstrukcji BR na rzecz OZ. Wszyscy wiemy, kolokwialnie mówiąc z czym to się, dlatego dla mnie podczas tej wizyty był to chyba najważniejszy aspekt do subiektywnej oceny w stosunku do posiadanej przeze mnie wersji BR. Idąc dalej tropem zmian w odniesieniu do 11-ek konstruktor dołożył w 15-kach możliwość zasilania każdej sekcji z osobna z rozbiciem nawet na poszczególne sekcje basowe, czyli zastosował bardzo istotny dla purystów w końcowym modelowaniu dźwięku kolumn tri-wiring. Zaś całość zwieńczył dedykowanym terminalem zworowym do strojenia sekcji basu przy pomocy oferowanych przez niego wymiennych modułów. Jak widać, Roland Gauder poszedł na maxa. Jak to zagrało?

Zanim przejdę do konkretów nie mogę zapomnieć o przywołaniu reszty systemu zastosowanegm podczas naszej wizyty. Oczywiście w przypadku elektroniki był nim set spod znaku Vitus Audio — MP-S201 power amplifier i MP-L201 Mk II, zaś w roli źródła gramofon Air Force wspierany flagowym przedwzmacniaczem gramofonowym Big Phono RCM. Jak zaznaczałem, występy na obcym terenie nawet w momencie dobrej znajomości lokalu nie są w stu procentach miarodajnym mitingiem odsłuchowym i nigdy nie silę się na jakieś autorytatywne opinie. Jednak tym razem sprawy miały się nieco inaczej, gdyż zderzałem się z rozwinięciem tego, co aktualnie posiadam. Dlatego też z pełną świadomością czynu stwierdzam, iż tak dobrego grania w Katowicach jeszcze nie słyszałem. A jak wiecie z serii relacji, bywam tam często. Rozmach, swoboda, granie jakby od niechcenia i ten bas. Rozwibrowany, kiedy trzeba krótki i sprężysty, innym razem soczysty i wielobarwny, ale zawsze pod pełną kontrolą. Dodatkowo znakomite kreowanie sceny 3D po zamknięciu oczu natychmiast przenosiło mnie w miejsce rejestracji danego materiału muzycznego. A to przecież wydarzyło się podczas dość przypadkowego odsłuchu, to co wydarzyłoby się w znanym mi od podszewki środowisku sprzętowo-lokalowym? Aż boję się pomyśleć. Mało tego, z uwagi na szaleństwo logistyczne boję się też ewentualnej decyzji o próbie realizacji testu w mojej samotni. Na szczęście mocodawca RCM-u jest rozsądny i takiego scenariusza raczej nie rozpatruje nawet w najbardziej szalonych snach, bo zostałbym kaleką z połamanym kręgosłupem. A z dużą dozą prawdopodobieństwa byłby to dopiero pierwszy problem. Piję do mojego zafiksowania na swobodę prezentacji muzyki przez system w domu rodem z koncertów na żywo, która zapewne będąc lepsza od obecnie prezentowanej przez moje kolumny pozostawiłaby mi w duchu emocjonalne spustoszenie w postaci prób zostawienia ich sobie na stałe. Dobrze zatem, że test u mnie jest tak zwaną utopią.

Puentując powyższą relację z wyjazdu do Katowic gratuluję bossowi przyjęcia od skrzydła tak świetnej konstrukcji spod znaku Gauder Akustik i oczywiście dziękuję obsłudze za miłą wizytę okraszoną fajną atmosferą oraz zjawiskowo kreowaną muzyką. To była z wielką przyjemnością spędzona u Was sobota. Do następnego.

Jacek Pazio

Pobierz jako PDF