Opinia 1
Po wcześniejszym zapoznaniu się z możliwościami trzech podstawowych modeli bezpieczników z oferty Quantum Science Audio oraz przeprowadzeniu, niejako na własne potrzeby, eksploracji wyższych (z Silverem włącznie) półek jej portfolio wydawało nam się, że jeśli będziemy wracać do tematu, to raczej na redakcyjny tapet weźmiemy coś z okolic topu. Tymczasem jak to w życiu bywa przewrotny los pisze swoje scenariusze i dziwnym zbiegiem okoliczności a de facto dzięki uprzejmości chełmżyńskiego Quality Audio trafiła do nas parka … QSA Blue. Czyżby niemalże po roku od poprzedniej publikacji temat wymagał przypomnienia? Przewrotnie stwierdzę, że i tak i nie, gdyż choć umaszczenie bezpieczników się zgadza, to w tzw. międzyczasie rodzimy dystrybutor łaskaw był ściągnąć oprócz wcześniej przez nas przesłuchiwanych szklanych również i ceramiczne wersje najpopularniejszych modeli. A skoro parka szklanych Blue w zadku mojego odtwarzacza (Vitus Audio SCD-025 Mk.II) od dłuższego czasu tkwi, to zrozumiałym jest, że gdzie, jak nie u siebie mógłbym nausznie przekonać się o różnicach pomiędzy obiema ww. wersjami. Dlatego też, jeśli zachodzicie Państwo w głowę, w którą stronę – szkła, bądź porcelany pójść nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić Was na ciąg dalszy.
Jak widać na powyższych zdjęciach pod względem aparycji zmieniło się niewiele. Ba, na pierwszy rzut oka owych różnic nie widać wcale. Wystarczy jednak wytężyć wzrok, bądź uzbroić oko w jakieś, nawet niewielkie wspomaganie, by zauważyć, iż o ile w szklanych wersjach mniej więcej 0,5mm przestrzeń pomiędzy błękitną „banderolą” z oznaczeniem kierunkowości a metalowymi nakładkami jest przezroczysta (najłatwiej zweryfikować to patrząc pod światło), o tyle w ceramikach owa przestrzeń jest porcelanowo – biała. Oczywiście stosowną sygnaturę można znaleźć na umieszczonej na plecach pudełka, w którym bezpiecznik dociera do odbiorcy, naklejce, gdzie znajdują się również wskazówki co do typu, rozmiaru i wartości danego egzemplarza. Jeśli zaś chodzi o technikalia, to wszystkich zainteresowanych bardziej szczegółowymi dywagacjami o owych zagadnieniach zapraszam do naszych wcześniejszych wynurzeń a pozostałej części odbiorców, którym do pełni szczęścia wystarczy jedynie jakieś nośne i pobudzająca wyobraźnię hasło wspomnę jedynie, iż tytułowy producent swoją radosną twórczość opiera na „kwantowej zmianie struktury molekularnej metali zmniejszającej cyfrową sygnaturę i szumy w dźwięku”.
Pomijając tak niepozorność postury naszych dzisiejszych bohaterów, jak i domniemaną zawiłość procesu ich kwantyzacji, kluczowym i jak łatwo można się domyślić wymagającym empirycznej weryfikacji aspektem jest fakt, bądź też jego brak, wpływu na dopieszczone nimi urządzenie. Łatwo powiedzieć i pokazać, co z resztą unaocznia powyższa relacja z jesiennej aplikacji „szklanych Smerfów”, trudniej zrobić, gdyż wymiana bezpieczników to czynność znacząco bardziej absorbująca aniżeli prozaiczne roszady kablowe, przynajmniej w przypadku mojego „Vitka”, wymagająca nie dość, że wyłuskania dwóch sztuk z dedykowanej im szufladki, to również wcześniejszego ustawienia odtwarzacza tyłem do przodu, by w ogóle dostęp do owej komory uzyskać, a następnie, chcąc uniknąć każdorazowej gimnastyki, przez ponad tydzień odsłuchowych zmagań z takim, dość nietypowym, ustawieniem funkcjonować. Czego jednak nie robi się dla zaspokojenia własnej ciekawości.
Zanim jednak do krytycznych i co tu dużo mówić bratobójczych odsłuchów doszło dałem ceramikom kilka dni na „ułożenie” w nowym lokum i … Doskonale znając uprzestrzenniająco – wyswabadzającą naturę „szklanego Smerfa” przesiadka na jego porcelanowe rodzeństwo okazała się zaskakująco wyraźna. Otóż zachowując podobną barwę i dźwięczność ceramiki może nawet nie tyle dociążyły, co dopaliły energetycznie przekaz akcentując i nieco wypychając przełom niższej średnicy i basu. W związku z powyższym równowaga tonalna została dyskretnie przesunięta w dół a jednocześnie operujące w ww. podzakresie instrumentarium niejako z automatu skuteczniej łapało za ucho skupiając na sobie uwagę słuchaczy. Śmiem twierdzić, iż w nazbyt analitycznych, czy też cierpiących na niedostatki wypełnienia niższych 2/3 reprodukowanego pasma, ów zabieg ma spore szanse przywrócić przyjemność odsłuchu. Ba, wręcz uleczyć taką konfigurację z wydawać by się mogło natywnej anemii. Nie mniej usatysfakcjonowani powinni być posiadacze niewielkich monitorów, gdzie jak wiadomo w większości przypadków dół jest co najwyżej sygnalizowany, więc za jego rozciągnięcie i wolumen w znacznej części odpowiada nasze, dopowiadane przez umysł wyobrażenie. A tu dodatkowy zastrzyk energii, czy wręcz sprężyste kopnięcie pozwala na znaczące ograniczenie „elementu baśniowego”, czyli owych dopowiedzeń na rzecz fizycznie odczuwalnych częstotliwości. Wystarczy bowiem sięgnąć po „From Zero” Linkin Park i zupełnie zapomnieć o jego cyfrowej i zazwyczaj irytującej chrupkości, czy też boleśnie słyszalnej kompresji. Partie perkusji, ze szczególnym uwzględnieniem stopy, wreszcie mają odpowiednią moc a każde „kopnięcie” Colina Brittaina jesteśmy w stanie poczuć na własnych trzewiach. Z kolei na lepiej zrealizowanym „At Peace” Propagandhi bez trudu można zauważyć, że i na górze dzieje się całkiem sporo a każdy z dźwięków ma właściwą sobie aurę, więc nie ma mowy o limitacji wolumenu egzystujących tamże informacji a jedynie przesunięciu akcentu na skali częstotliwości.
I tu pozwolę sobie na stricte subiektywną refleksję. Otóż przykładowo tak na „starych” (bez i), jak i, a może przede wszystkim, nowych – z „i” , inkarnacjach Dynaudio Contour 30 mając do wyboru obie wersje QSA Blue bez chwili wahania celowałbym w ceramiki, to od ponad półrocza ciesząc oczy i uszy zdecydowanie potężniejszymi, trójdrożnymi AudioSolutions Figaro L2 również bez większych wątpliwości utwierdzam się w przekonaniu o słuszności wcześniejszych zakupów wersji szklanych. I bynajmniej nie oznacza to, że ceramiki są gorsze od szklanych, lecz jedynie potwierdza fakt konieczności dopasowania konkretnej wersji pod indywidualne oczekiwania i sam system słuchacza. Swoje trzy grosze wnosi oczywiście również preferowany repertuar, gdyż np. ciężkiej, operującej głównie w niskich rejestrach elektronice (vide. „are you listening?” Winterburn) obecność „porcelanek” nadaje bliższej klubowym doznaniom intensywności.
Choć zabierając się za test tytułowych maluchów miałem jakieś podświadome wątpliwości, czy cała ta zabawa w szkło i ceramikę nie będzie nosiła znamion typowego dylematu „osiołkowi w żłobie dano”, to jak dowiodła praktyka sprawa okazała się zaskakująco prosta i jednoznaczna. Wystarczy bowiem wskazać dystrybutorowi interesujący nas model, wziąć obie jego (modelu, nie dystrybutora) odsłony na testy a następnie zdecydować się na tę, która lepiej wkomponuje się w nasz system i będzie bliższa naszym oczekiwaniom, co do efektów, jakie z jej pomocą będziemy chcieli uzyskać. Czyli reasumując, bezpiecznik QSA Blue Ceramic sprawdzi się wszędzie tam, gdzie jego szklany odpowiednik nie będzie w stanie spełnić pokładanych w nim nadziei pod kątem energetyczności i intensywności przełomu niższej średnicy i basu, czy też jedynie basu, którym to obecność ceramika ewidentnie służy. Jeśli jednak nie czujemy w tym podzakresie niedosytu, to „szklany Smerf” zapewni lepszą liniowość i otwartość, swobodę prezentacji. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko zachęcić Państwa do samodzielnych eksperymentów, tym bardziej, że cały czas poruszmy się na zaskakująco przystępnych pułapach cenowych a progres w stosunku do „cywilnego” rurkowca jest ewidentny, choć wspominam o tym jedynie z kronikarskiego obowiązku, gdyż nie taki był cel powyższego, bratobójczego pojedynku.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRay Speakers + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Choć bezpieczniki to dla wielu z nas bardzo istotny element finalnego strojenia systemu audio, opisy ich działania nie są zbyt częstym tematem recenzji. Powodów oczywiście jest wiele, a pierwszym z brzegu jest na chwilę obecną podobnie do niegdysiejszego pukania się w głowę co poniektórych podczas rozmów o niezmiernie istotnym dla zestawu działaniu okablowania, lekki opór audiofilskiej materii przed kolejną w ich mniemaniu „wydumką” chcących nas niecnie wykorzystać producentów audiofilskich gadżetów. Nie powiem, kiedyś także podchodząc do tej kwestii miałem lekkie opory natury moralnej, jednak „nauszne” przekonanie się na własnej skórze w swojej zbieraninie dało ewidentne potwierdzenie, iż te małe rurki mają niebagatelne znaczenie. Na tyle, że obecnie w swojej elektronice nie mam żadnego zwykłego – czytaj przemysłowego – bezpiecznika, tylko w zależności od potrzeby danej konstrukcji odpowiednio formującego jej finalne brzmienie. Tak, tak, formującego brzmienie, co w dzisiejszej epistole postaram się opisać na bazie konstrukcji z tej samej linii produktowej mającego już swoje bezpiecznikowe pięć minut na naszym portalu, powołanego do życia w Stanach Zjednoczonych, a dystrybuowanego przez chełmżyńskie Quality Audio producenta Quantum Science Audio, z którego szerokiego portfolio na nasz tapet dotarły bezpieczniki QSA Blue w odmianie z korpusem szklanym i ceramicznym.
Jak sama nazwa marki sugeruje, podstawowym działaniem tego podmiotu w zakresie powoływania do życia wszystkich oferowanych konstrukcji jest technologia ich kwantyzacji. To coś na kształt uderzania danej konstrukcji wiązkami energii, co powoduje dodatkową aktywację zastosowanych w bezpiecznikach metali finalnie przekładające się na swobodniejszy przepływ elektronów. Naturalnie ilość procesów kwantyzacji wpływa wprost proporcjonalnie do ich finalnego brzmienia i tym sposobem jakości pozycjonującej daną konstrukcję na drabince cennika, ale jak podczas badań się okazało, oprócz działań kwantowych ważne są również zastosowane półprodukty. Co mam na myśli? Otóż do tej pory nasze odsłuchy dotyczyły bezpieczników skonstruowanych na bazie szklanej rurki. Grały, jak grały, co opisaliśmy w stosownym teście porównawczym kilku różnych linii produktowych. Tymczasem audiofilska brać w toku prób we własnych systemach stwierdziła, że owszem oferta jest fajna, ale chcieliby na bazie tego samego poziomu cenowego uzyskać nieco inny brzmieniowy wynik. Naturalnie tytułowy producent poszedł za ciosem i powołał do życia równoległe byty dla dotychczasowej oferty, jednak tym razem jako korpus posłużyła nie szklana rurka, a ceramiczny cylinder. Nie, nie macie omamów, dziś sprawdzimy, jak brzmi wersja szklana i ceramiczna tego samego modelu bezpiecznika.
Co się wydarzyło po zmianie bezpiecznika z korpusem ze szkła na od strony bezpieczeństwa dla elektroniki teoretycznie taki sam, a jedynie z inną obudową wykorzystującą ceramikę? Ku mojemu zaskoczeniu znaczącej przemianie uległa masa i przez to energia podania muzyki. To było coś na kształt zastrzyku większego body, co z automatu przekładało się na wzmocnienie odczuwalnej energii. Naturalnie z drugiej strony barykady wpłynęło to na szybkość narastania sygnału, jednak nie w jakiś szczególnie degradujący przekaz sposób, tylko na poziomie mniejszego zaangażowania systemu w pogoń za wycznowością podania jej w tym aspekcie. A nie byłbym sobą, gdybym nie dodał, że w moim mniemaniu dla wielu z Was druga, będąca zarzewiem tego spotkania, czyli kamionkowa opcja byłaby tą lepszą pod każdym względem. Powodem jest delikatne, ale jednak jakby ukulturalnienie słuchanej muzyki, która nadal oferowała pełną ekspresji zadziorność, ale przy okazji ją upłynniała. To dzianie było na tyle fajne, że w gatunkach stawiających na muzykalność idealnie wpisywało się w oczekiwania słuchacza nie powodując efektu zadyszki w domenie swobody prezentacji, zaś w ostrzejszej twórczości przy jedynie symbolicznym potraktowaniu wyrazistości ataku oraz ostrości kreski rysującej dane wydarzenie, serwowała odbiorcy przyjemny w odbiorze pakiet doznań natury często w niewielkiej ilości, ale jednak oczekiwanej muzykalności. Efekt działania ceramicznej wersji bezpiecznika był na tyle przyjazny, że bez problemu pokuszę się o stwierdzenie, iż wielu przypadkach idąc za przysłowiem i „wilk był syty i owca cała”. Pełna zgoda, że dla purystów szklana rurka dawała większą dramaturgię podczas odtwarzania choćby koncertującego w piątek na PGE Narodowym zespołu AC/DC „Power Up”, gdyż ma być ostro i jeśli zostało słabo zrealizowane nieco boleśnie, bo nie chcą uśrednień, ale już podczas odsłuchu przykładowej Cassandry Wilson z krążka „Loverly” w przypadku projekcji zjawiskowego wokalu i ciekawie wtórującego mu instrumentarium z wieloma balladami na liście utworów podobny wybór nie byłby taki oczywisty, a wręcz powiedziałbym karkołomny. Ale żebyśmy się dobrze zrozumieli, obydwie bezpiecznikowe opcje w przypadku spowodowanego siłami wyższymi braku wyboru na tle zwykłych, czyli przemysłowych konstrukcji wypadały znakomicie. I ta bardziej otwarta i ta lekko koloryzująca, gdyż w stosunku do kaleczących przekaz seryjnych drucików w podłużnych cylindrach szły w kierunku nasycania i kontrolowanego ujędrniania słuchanej muzyki. Jedyną różnicą zaś pomiędzy nimi był poziom wagi dźwięku, który w opisany powyżej sposób zmieniał jej projekcję i finalny odbiór przez słuchacza. Za każdym razem bardzo dobry, jednakże z nastawieniem na wzmocnienie nieco innych akcentów, czego naturalnie oczekiwali zaprawieni w bojach uzyskania jak najlepszego dla siebie dźwięku zainteresowani melomani.
Jak spuentuję powyższy opis? Otóż w tym przypadku nie ma nad czym deliberować ani określać docelowej grupy odbiorców, bo sprawa jest jasna jak słońce. Już wersja szklana daje pozytywny feedback w postaci dawki dobrze wyważonej magii i płynności słuchanego materiału. A jeśli z jakiś powodów dla kogoś to zbyt mało, po próbie ze szkłem sięga po ceramikę. Co finalnie zostanie, zależeć będzie od oczekiwań nabywcy. Jedno jednak jest pewne, do przemysłowej wersji bezpiecznika po zderzeniu z ofertą QSA definitywnie nie będzie powrotu. Dlatego też lojalnie ostrzegam, jeśli nie jesteście przygotowani na emocjonalny szok będący wynikiem przekonania się, że te maleństwa mają aż tak wielkie znaczenie, siedźcie cicho i nie kontaktujcie się z dystrybutorem, bo kolokwialnie mówiąc zrobicie sobie wielkie kuku, z którym później będziecie musieli żyć. A po co Wam to? Tym bardziej, że powrót do „fabrycznego” punktu wyjścia boli.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord,
Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stolik: BASE AUDIO 2.
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy
– gramofon: Clearaudio Concept
– wkładka: Dynavector DV20X2H
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon: Studer A80
Dystrybucja: Quality Audio
Producent: Lieder International Company
Cena (rozmiar 5 x 20mm / 6 x 30mm / 10 x 38mm): 400 PLN