1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Ricable Invictus Speaker Reference

Ricable Invictus Speaker Reference

Opinia 1

Od czasu do czasu nachodzi mnie dość niejednoznaczna pod względem odbioru refleksja, że raptem jakieś ćwierć wieku temu życie audiofilsko zorientowanych osobników homo sapiens wydawało się znacznie łatwiejsze. Od razu jednak zaznaczę – bynajmniej nie idealizuję okresu panowania ustroju słusznie minionego, który z premedytacją pominąłem, lecz sięgam pamięcią do czasów nowożytnych, gdzie nad Wisłą pierwsze i nieco chybotliwe kroki stawiał model gospodarki wolnorynkowej a nie centralnie sterowanej. Czyli towary na półkach już były w nader szerokim wyborze, dawne ikony rodzimego Hi-Fi i „High-Endu”, czyli Diory, Radmory i Altusy przeszły na w pełni zasłużoną emeryturę a decyzje zakupowe ograniczały jedynie zasobność portfela i fantazja nabywcy. Czyli pozornie tak jak obecnie, z tą tylko różnicą, że dziwnym zbiegiem okoliczności o stopniu zaawansowania świadczył fakt stosowania we własnym systemie bądź to gołych, bądź niejednokrotnie takich samych, lecz dopieszczonych złoconymi banankami przewodów. Oczywiście mowa o klasycznej miedzi beztlenowej, której czystością mało kto się wtenczas przejmował. A teraz? Sprzedawane na metry (ze szpuli) w wielkopowierzchniowych hipermarketach RTV „beztlenowce” znajdują się w kręgu zainteresowania osób zupełnie audio niezainteresowanych a jedynie szukających jakiegokolwiek sposobu na połączenie posiadanych kolumn ze wzmocnieniem, lub też przedstawicieli tzw. frakcji antykablarskiej. Reszta złotouchej populacji swą uwagę skierowała ku zdecydowanie bardziej wyrafinowanym konstrukcjom, gdzie oprócz mono/długo-krystalicznej i czystej jak łza (7 i 8N) miedzi pojawia się srebro, złoto i inne szlachetne materiały. Cały czas w tle przebija się również aspekt finansowy, gdzie równowartość, jeśli nie tropikalnych wakacji dla całej rodziny w formule all inclusive, co wypasionego turladła wiodących marek powoli przestaje kogokolwiek dziwić. Zasadnym wydaje się zatem pytanie, gdzie jest granica tego szaleństwa i czy pomimo aktualnych trendów da się połączyć zdroworozsądkowe podejście do dysponowania własnym budżetem z wyrafinowanym brzmieniem i cieszącą oko estetyką. Okazuje się, że jak najbardziej i wcale nie jesteśmy zdani na „kopie bezpieczeństwa” i przykłady zaskakująco podobnych do oryginałów „inspiracji” dostępnych na jednej z popularnych azjatyckich platform sprzedażowych. Wystarczy bowiem zerknąć do nader rozsądnie wycenionego portfolio włoskiej manufaktury Ricable, by na własne oczy i uszy się przekonać, że w zasięgu większości zainteresowanych znajdują się produkty wykonane nad dobrze, estetyczne, rozsądnie wycenione a przede wszystkim świetnie „grające”. W roli materiału dowodowego posłużę się przykładem serii Dedalus, z której mieliśmy okazję przetestować niemalże kompletny – analogowy set. Skoro zatem okupujące drugi stopień włoskiego podium modele okazały się mówiąc wprost tak zaskakująco dobre czym prędzej zgłosiliśmy się do rodzimego dystrybutora – Instal Audio po przedstawiciela topowej serii Invictus – przewody głośnikowe Speaker Reference.

Skoro zarówno nieco przydługi wywód wstępny, jak i kwestię unboxingu mamy już za sobą wreszcie możemy skupić się na bohaterach niniejszej recenzji. Sam sposób pakowania, oraz wzornictwo kartonów transportowych w porównaniu z niższą serią nie uległo praktycznie żadnym zmianom. Ba, okazało się wręcz, że oprócz w pełni zrozumiałej unifikacji Włosi stosują również „kodowanie kolorystyczne”, gdyż wszystko wskazuje na to, iż barwa żółta przypisana została przewodom głośnikowym, więc podobnie do Dedalus Speaker i na kartonowej wsuwce umieszczonej na czarnym pudełku Invictus Speaker Reference znajdziemy kanarkowe akcenty. Z kolei same charakteryzujące się zauważalną wagą przewody utrzymano w eleganckiej niebiesko-fioletowej tonacji przełamanej dystyngowaną czernią carbonowej plecionki i chromowanymi kołnierzami masywnych splitterów posiadających nie tylko firmowe logotypy, lecz również informujące o zalecanej kierunkowości piktogramy. Nie mniej biżuteryjnie prezentują się rozporowe, złocone wtyki bananowe przypominające mi nieco rozwiązania stosowane w modelu Quasarus przez rodzimą i z tego co mi wiadomo już nieistniejącą manufakturę Audionova.
Dokonując czysto wirtualnej wiwisekcji pod chabrową zewnętrzną polietylenowo – nylonową plecionką znajdziemy kilka autorskich rozwiązań w stylu podwójnego ekranowania – zewnętrznego z cynowanej miedzianej plecionki 7N i wewnętrznego z aluminiowo/mylarowo/magnezowej folii, w roli dielektryka wykorzystano podwójny technopolimer R-TEC (Ricable Technology Construction) a przewodnikiem jest oczywiście miedź MARC (Multicore Annealed Ricable Conductor) o czystości 7N. Zamiast jednak przysłowiowych dwóch drutów producent zdecydował się na zdecydowanie bardziej skomplikowaną topologię o heksafonicznej geometrii, gdzie z zastosował 1038 potrójnie skręconych w 6 żył przewodów uzupełnionych o 9-żyłowy izolowany przewód Solid Core. Jakby tego było mało zadbano o możliwie skuteczną redukcję szumów RNR (Ricable Noise Reduction) sięgając po germanowe półprzewodniki i otulenie całości bawełnianym oplotem.

Najwyższa pora na doznania natury nausznej, czyli z walorów czysto wzrokowych przechodzimy do strefy dźwięków, w których reprodukcji Invictusy miały swój niewątpliwy udział.
Na pierwszy ogień poszła nastrojowa a zarazem zaraźliwie bujająca „I Want You” Vanessy Fernandez. Wysoki głos wokalistki został przez włoskie przewody nieco dociążony i dopalony emocjonalnie, przez co jej postać automatycznie stała się bliższa i bardziej namacalna. Również małe co nieco skapnęło dla sekcji rytmicznej, więc trudność utrzymania kończyn w spoczynku ewoluowała do poziomu czystej niemożności. Przysłowiowy efekt Wow? Niewątpliwie, jednak bez zbytniej przesady i przekroczenia granicy dobrego smaku. Może i kontury, krawędzi kreślone były nieco grubszą aniżeli w przypadku Reference’ów Vermöutha kreską, ale różnice śmiało można było określić mianem innej estetyki a nie w kategoriach gorzej/lepiej. Ponadto o ile podczas testów Dedalusów zwracałem uwagę na fakt akcentowania, faworyzowania przełomu średnicy i góry, to już Invictus Reference będąc bardziej liniowym i „sprawiedliwym” przewodem całe pasmo traktuje na równi podkreślając totalność jego eufonii. Mówiąc wprost niezależnie od tego czy skupimy się na basie, średnicy, czy górnych zakresach każdorazowo powinniśmy dojść do wniosku, że jest ładniej, bardziej atrakcyjnie aniżeli zazwyczaj. Z premedytacją nie użyłem określenia „lepiej”, gdyż doskonale zdaję sobie sprawę, iż dla części odbiorców przyjemność odsłuchu wcale nie jest priorytetem i zdecydowanie bardziej wolą cierpieć nauszne katusze dążąc do możliwie najsurowszej, purystycznej prawdy, obnażając po drodze wszelakiej maści niedociągnięcia i mankamenty tak realizacyjne, jak i wykonawcę. A głośnikowy Invictus nie ukrywa, że akurat pod tym względem ma nieco inne spojrzenie na sposób i estetykę prezentacji stawiając na czysto hedonistyczną przyjemność jaką kontakt z muzyką, przynajmniej według niego, być powinien.
Dlatego też niemalże automatycznie sięgnąłem po „Pavane for a Dead Princess” Steve’a Kuhna ,w ramach niezobowiązującej dygresji zupełnie nie rozumiem, czemu Tidal zmienił dotychczasową – nader miłą w odbiorze, okładkę na nowszą wersję z 2015 r., który wydawał mi się wręcz idealnie wpisującą się w powyższą, sygnowaną przez Ricable narrację pozycją. I nie zawiodłem się. Pierwszoplanowość fortepianu była niezaprzeczalna, ale zamiast tanich sztuczek z powiększaniem, pompowaniem jego bryły zaakcentowana została jego dźwięczność i blask nader sugestywnie kontrastująca z lekką misiowatością kontrabasu i skrzącym się złotem blach. Proszę się jednak nie obawiać – o „misiowatości” przerośniętego rodzeństwa skrzypiec wspomniałem niejako z obowiązku, bo tak struny, jak i pudło mają właściwy udział procentowy w finalnej kreacji ww. instrumentu a jedynie sama kreska je definiująca powstała z pociągnięć miększym ołówkiem. Kontrabas nadal jest zatem kontrabasem a nie bezkształtną, impresjonistyczną plamą. Ot, jedynie przybyło mu tu i ówdzie nieco tłuszczyku.
Niejako na deser zostawiłem surowy, pierwotnie dziki i niepokojąco chropawy album „Skapanir” ukrywającego się za szyldem Danheim duńskiego producenta i muzyka Mike’a Schæfera Olsena. Wydawać by się mogło, że twarde, gardłowe frazy brzmiące jakby sam szatan gwoździe gryzł i tłuczonym szkłem gardło przepłukiwał, otulone nie mniej „szamańskim” instrumentarium mogą zabrzmieć we włoskiej interpretacji nieco zbyt słodko i mówiąc lapidarnie „ładnie”. Okazało się jednak, że nawet „dosładzanie” serwowane przez Invictusy Reference ma swoje granice i to, co pierwotnie dzikie takim pozostało. Mroczny i skąpany we mgle skandynawski klimat został nie tyle rozświetlony, co wręcz zintensyfikowany. To już nie była li tylko obserwacja z bezpiecznego siedziska na kanapie. Przybliżenie pierwszego planu spowodowało niejako wchłonięcie słuchacza, umieszczenie go w centrum wydarzeń – kręgu pląsających demonów, antycznych bogów i samych wikingów. Ulewne strugi deszczu, złowrogie krakanie, to wszystko stawało się w pełni fizycznym elementem naszego otoczenia a nie dwuwymiarowym obrazkiem na ekranie telewizora. Niesamowite wrażenie robiła również de facto sztucznie wykreowana przestrzeń z iście bezkresną głębią i holograficzną trójwymiarowością. Prawdę mówiąc nieco obawiałem się zbytniej obfitości basu, który na tym albumie ma niemalże transowo-ambientową formę, więc wcale nie tak trudno z nim przesadzić a tym samym spowodować zawłaszczenie przez niego części pozostałych podzakresów reprodukowanego pasma. Jednakże nawet przy mało cywilizowanych poziomach głośności basu było dużo, jednak jego definicja była, a przynajmniej taką mi się wydawała zgodna z samym zamysłem autora. Potrafił być zatem, w zależności od potrzeb bądź to wszechpotężny i wręcz lepki niczym gęsta mgła w mroźny jesienny poranek na mokradłach, by po chwili przejść do postaci szorstkich i krótkich dźwięków ludowych perkusjonaliów.

Jeśli miałbym spróbować rekomendować Ricable Invictus Speaker Reference jakiejś określonej grupie odbiorców, to z pewnością w pierwszej kolejności wspomniałbym o posiadaczach nazbyt analitycznych, czy wręcz antyseptycznych systemów, którzy w euforycznym dążeniu do prawdy poszli o krok, bądź dwa za daleko. Kolejnymi beneficjentami włoskiej myśli technicznej z powodzeniem mogą być miłośnicy może nie tyle bezpłciowej neutralności, co naturalności, gdyż bez wątpienia przyjemność odsłuchu ulubionych nagrań w ich przypadku zauważalnie wzrośnie. A co do użytkowników gęstych i ciemnych jak espresso doppio konfiguracji, to … końcowa ocenę pozostawiam już im samym, gdyż każdy ma własny próg przekraczając który ilość cukru w cukrze może okazać się na dłuższą metę nieco zbyt ciężkostrawna. W każdym bądź razie u mnie nijakich anomalii nie odnotowałem a Ricable Invictus Speaker Reference pozostawiły po sobie bardzo miłe wspomnienia.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³ + Graphite Audio IC-35 Isolation Cones
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference; Acrolink 7N-A2070 Leggenda
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence; Artoc Ultra Reference; Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VM

Opinia 2

Z tytułową włoską marką Ricable dość niedawno mieliśmy okazję już się zapoznać. Niby od jakiegoś czasu była dystrybuowana na naszym rynku, jednak jakimś dziwnym trafem brnęła przez życie bez jakichkolwiek opiniotwórczych sesji prasowych. Na szczęście nie tylko dla niej, ale również prawdopodobnie potencjalnych klientów mimo dostępu do szerokiej palety produktów do opisania nie odcinamy przysłowiowych kuponów dzwoniąc jedynie do zaprzyjaźnionych dystrybutorów, tylko wertując bezkresny Internet po krótkim mailingu postaraliśmy się o jej występy na naszym portalu. Wówczas wyrok padł na komplet okablowania sieciowego, sygnałowego i kolumnowego z serii Dedalus. Nie będę przytaczał wyniku tego starcia, gdyż o jego efektach w ramach przypomnienia lub pierwszego kontaktu możecie poczytać o tym na naszych łamach, tylko wspomnę, iż była to pozytywna przygoda z okablowaniem dla tak zwanego zwykłego Kowalskiego. Kable niedrogie, wykonane na najwyższym poziomie i co istotne ze świetnym wynikiem brzmieniowym w rankingu cena/jakość. I właśnie ten ostatni parametr skłonił nas do przyjrzenia się, co będący bohaterem dzisiejszej rozprawki wytwórca jest w stanie zaprezentować na nieco wyższym, ale na tle światowej konkurencji nadal na przyjaznym dla portfela, pułapie cenowym. Tym razem więc swój wzrok skierowaliśmy dość punktowo, czyli na sektor okablowania głośnikowego, Takim to sposobem na redakcyjnym tapecie wylądował kabel kolumnowy z linii Invictus, o dostarczenie którego standardowo zadbał koniński dystrybutor Instal Audio.

Przywołując kilka najważniejszych informacji na temat głośnikówki Invictus, naturalnie idąc za informacjami producenta, mamy do czynienia z przewodnikiem na bazie miedzi 7N wykonanym w firmowej technologii Ricable MARC (Multicore Annealed Ricable Conductor). Jeśli chodzi o budowę kabla, ta opiera się o 1038 (0.08 mm każdy) potrójnie skręconych w 6 żył cienkich drucików oraz 9-żyłowego, izolowanego przewodu solid Core, co skutkuje przekrojem 7.6 mm2 czystego przewodnika. W służbie izolacji dielektrycznej wykorzystano podwójny technopolimer. Ekranowaniem wewnętrznym zajmuje się mariaż Aluminium, Mylaru i Magnezu. Zewnętrzny ekran zapewnia cynowany oplot miedziany. Na koniec całość otulono koszulką z mieniącego się błękitem z nutka bieli nylonu. Jeśli chodzi o zaterminowanie dostarczonego do testu kabla, został uzbrojony w rozpierane gwintowaną częścią obudowy, pozłacane bananowe wtyki z czystej miedzi OFC, osadzone w magnetycznym korpusie z wykończeniem węglowym. Tak prezentujące się druty w drogę do klienta spakowano z eleganckie kartonowe pudełka.

Próbując opisać dzisiejsze okablowanie kolumnowe, nie sposób choćby symbolicznie nie odnieść się do modelu z poprzedniego testu. Przyczyna jest prozaiczna, gdyż nie tylko usadowi dalszy przebieg testu w znanych Wam od jakiegoś czasu realiach brzmieniowych, ale również pokaże, w którą stronę wraz ze wzrostem ceny firmowe brzmienie ewaluuje. A przyznam, że w bardzo interesującym, gdyż bazując na wcześniejszym, już pokaźnym nasyceniu przekazu, idzie o krok dalej. Przesada? Zanim wydacie wyrok, wietrzące porażkę gorące głowy proszę o spokój. Otóż sukces tego posunięcia jest możliwy dzięki zachowaniu dobrej dźwięczności i raczej nadawaniu dodatkowej szczypty energii, a nie szkodliwej masy rozgrywającym się w naszych pokojach wydarzeniom muzycznym. Tłumacząc z polskiego na nasze, owszem muzyka jest bardziej soczysta, dzięki czemu odznacza się mocniejszym pulsem, ale przy tym nic nie terminuje jej w kwestii ilości otaczającego muzyków powietrza i lotności górnych rejestrów. To bardzo ryzykowane posunięcie, ale muszę przyznać, że mimo zderzenia tego pomysłu z już dość gęstym zestawem audio nie odbiło się to najmniejszą czkawką. Naturalnie muzyka jakby minimalnie zwolniła, ale za to oferowała coś, za co czasem osobiście z przyjemnością oddaję pogoń za ideałem w wartościach bezwzględnych, czyli niedoścignioną melodyjność. A co w tym wszystkim było najzabawniejsze, to fakt bardzo ciekawych finalnych wniosków nawet w muzyce ocierającej się o konszachty z szatanem, mimo dość przypadkowego występu w konfiguracji testowej.
Na początek części obrazującej zaistniała sytuację, tak zwana woda na młyn Invictusa w postaci kompilacji Christiny Pluchar „Teatro d’Amore”. Bezkompromisowe oddanie wysokich lotów męskiej i nie tylko, wokalistyki z udziałem różnorodnego instrumentarium bez najmniejszych problemów przeniosło moją duszę w czasy Claudio Monteverdiego. Przyjemna w odbiorze szlachetność wydobywających się z gardeł artystów fraz, ich rozplanowanie między kolumnami w szerz i w głąb, mimo nieco większego niż mam na co dzień sznytu nasycenia sprawiała, że natychmiast zapominałem o Bożym świecie. Powiem więcej. Owe pozorne odstępstwo od wzorca powodowało, że z przyjemnością przesłuchałem cały krążek, gdyż nie dość że niezbyt inwazyjnie zmieniło punkt ciężkości przekazu, to właśnie takim podgrzaniem środka pasma podkręcało wywoływane tak podaną muzyką emocje. Zazwyczaj z uwagi na wieloletnią znajomość tego materiału wybieram z niego dwa lub trzy kawałki, jednak tym razem nie byłem w stanie tego zrobić, tylko w błogim letargu doczekałem do samoczynnego powrotu soczewki lasera do stanu spoczynku. Powodem tego stanu rzeczy była umiejętność zestawu nadrobienia solidnego nasycenia odpowiednim pakietem świeżości jego propagacji. Niby gęsto, ale za to dźwięcznie, z czego tego typu nurty muzyczne zazwyczaj czerpią pełnymi garściami.
W podobnym tonie, choć z założenia powinien był nastąpić lekki zgrzyt, przebiegła sesja z jazz-em. Na tapecie wylądował „Amaryllis”, czyli świetna pianistka Marilyn Crispell z równie rewelacyjnym Garym Peacockiem na kontrabasie i znakomitym Paulem Motianem na perkusji. Owszem było krągło, ale w fortepianie znakomicie przekładało się to na jego nadal daleką od ospałości dostojność w dolnych rejestrach, a w perkusji na dobitności oddania pracy stopy na wielkim kotle. To było ciekawe doświadczenie, gdyż całość wybrzmiała bez w teorii mających spore szanse wystąpić, większych problemów, którym naturalnie zapobiegała wspomniana na początku swoboda i dźwięczność prezentacji. Jednak gdybym na siłę miał szukać przysłowiowej dziury w całym, powiedziałbym, iż jedynym spornym niuansem była skupiona bardziej na pudle rezonansowym z lekkim odejściem od pakietu danych o strunach, prezentacja atrybutu Peacocka w postaci bardzo wymagającego znakomitej rozdzielczości w centrum pasma – tutaj mieliśmy lekkie zagęszczenie – kontrabasu. Ale żebyśmy się zrozumieli. Ten temat jest pokłosiem zwyczajnego czepialstwa mającego pokazać wręcz palcem, jaki wynik soniczny na tle używanych podczas sesji odsłuchowych pomiędzy testami (Tellurium Q Silver Diamond) serwowały mi kable z Italii.
Na koniec parę słów o mocniejszym graniu spod znaku Metallica „Ride The Lighting”. W tym przypadku jedynym wyczuwalnym od samego początku na lekki minus tematem w stosunku do wzorca była szybkość narastania sygnału. Nie masa, nie swoboda – te były rade, a atak. Jednak nie zostałem zaskoczony lejąca się magmą, tylko jako skutek postawienia konstruktorów na emocje w środku pasma, atak nie był natychmiastowy. Być może, nie wróć, źle napisałem. Z pewnością w dedykowanych do opiniowanych kablom konfiguracjach taki stan nie będzie miał racji bytu, jednak abyście zrozumieli niesioną przez naszych bohaterów atmosferę, jestem zobligowany o tym wspomnieć. Szkoda? Bynajmniej, gdyż jeśli ktoś umie przejść nad tym do porządku dziennego, reszta składowych tej twórczości od zazwyczaj wykrzykiwanej, a nie śpiewanej wokalistyki, przez nasycenie instrumentów, po ich zarezerwowaną dla ostrej jazdy energię były tym, co tygrysy lubią najbardziej. Po prostu dostałem ścianę dalekiego od bólu, za to oferującego fajny odbiór nawet przy wysokich poziomach głośności, dźwięku. A chyba o możliwość odkręcenia gałki wzmocnienia bliskiego maksimum naszej wytrzymałości w tych parcelach muzycznych chodzi.

Puentując powyższy słowotok nie ucieknę od jednego. Otóż nie mogę nie zaznaczyć, iż będące clou programu okablowanie kolumnowe stoi po nie tylko soczystej, ale również ciepłej stronie mocy. To na szczęście jak wynika z tekstu, w sobie tylko znany sposób producent znakomicie napowietrza, jednak wstępnie robiąc sobie listę odsłuchową przez zmianami w systemie, owe wagowo-barwowe zapędy należy wziąć pod uwagę. Na szczęście to nie oznacza startowego skazywania opisywanych drutów na występy jedynie w systemach oschłych i krzykliwych, gdyż nawet w moim, już samym w sobie mocno podkręconym barwowo i tętniącym solidną dawką energii przez cały okres testu zaznałem wiele z pozoru niemożliwych do zaistnienia przyjemności. Tak więc jedynym przeciwwskazaniem są zestawy mocno przegrzane lub zwaliste. Reszta jak najbardziej jest w spektrum grupy docelowej biało-błękitnych włoskich ogierów.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10 SE-120
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
– streamer Melco N1A/2EX
– switch Silent Angel Bon n N8
Kolumny: Dynaudio Consequence Ultimate Edition, Gryphon Trident II
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Hijiri HDG-X Milion
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
– wkładka: MIYAJIMA MADAKE
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Dystrybucja: Instal Audio
Ceny: 5 469 PLN / 2 m (para); 6 139 PLN / 3 m (para); 6 769 PLN / 4 m (para); 7 399 PLN / 5 m (para)

Dane techniczne
Pojemność: 35 pF/m
Rezystancja: 2.3 Ω/km
Obsługiwane waty RMS: Maks 800 W RMS
Średnica zewnętrzna: Ø 22 mm
Przekrój przewodnika: 7.60 mm²
Konstrukcja przewodników: 1038 potrójnie skręconych drutów w 6 żył + 9-żyłowy izolowany przewód Solid Core
Średnica żył: 0.08 mm
Materiał przewodnika: Miedź 7N 99.99999% MARC (Multicore Annealed Ricable Conductor)
Geometria: Heksafoniczna
Izolacja dielektryczna: Podwójny technopolimer R-TEC (Ricable Technology Construction)
Ekranowanie wewnętrzne: Aluminium / Mylar / Magnez
Ekranowanie zewnętrzne: Oplot miedziany 7N MARC dodatkowo cynowany
Oplot zewnętrzny: Osłona o wysokiej zwartości polietylenu / nylonu
Materiał wtyków: Czysta miedź OFC RCCP (Ricable Copper Connector Project),pozłacane 24-karatowym złotem

Pobierz jako PDF