1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. TAD Micro Evolution One (ME1)

TAD Micro Evolution One (ME1)

Link do zapowiedzi: TAD Micro Evolution One (ME1)

Opinia 1

Po listopadowej pogoni podłogowej nowości, czyli modelu Evolution One (TAD-E1TX-K) zwieńczonej wyjazdowym odsłuchem w katowickim Audio Stylu jednogłośnie uznaliśmy z Jackiem, że jeśli tylko nadarzy się okazja i cokolwiek z oferty japońskiego TAD-a pojawi się w naszym zasięgu, to jej (znaczy się okazji) nie zmarnujemy i postaramy się owe coś na testy w naszym redakcyjnym OPOS-ie ugościć. Chwilę to trwało, ale cierpliwość się opłaciła, gdyż koniec końców, z „małą pomocą” Hi-Ton Home of Perfection, zawitały u nas przeurocze i wydawać by się mogło wprost idealne do niewielkich M3/M4 podstawkowe monitory TAD Micro Evolution One (ME1) wraz z dedykowanymi im standami TAD-ST3-S.

Patrząc a następnie obmacując i opukując ME1 nie sposób nie odnieść wrażenia, iż ekipa z Tokyo (tym razem już bez Andrew Jonesa) za punkt honoru postawiła sobie w możliwie niewielkiej bryle zmieścić niemalże wszystko co najlepsze. Mamy zatem nie tylko przepięknie wykonane z brzozowej sklejki i MDFu, perfekcyjnie wykończone korpusy obudów z charakterystycznymi przymocowanymi do boków masywnymi płytami stanowiącymi osłony autorskiego układu bas refleks zapewniające równomierną dyspersję tak na boki, jak i w przód oraz tył, ale przede wszystkim firmowe przetworniki. Średnicę i najwyższe rejestry obsługuje bowiem koaksjalny TAD Coherent Source Transducer z 9 cm stożkową, magnezową sekcją średniotonową i 25 mm berylową kopułką wysokotonową a bas 16 cm przetwornik z membraną z wielowarstwowego kompozytu z włókien aramidowych (MACC). Dzięki powyższym zabiegom bryły nie szpecą żadne brzydko mówiąc dziury tak od frontu, jak i pleców. A właśnie, na ścianie przedniej średnio-wysokotonowiec ukryto za delikatną siateczką a pod wooferem umieszczono elegancką srebrną tabliczkę z logotypem producenta, za to na tylnej znajdziemy elegancko wpuszczony szyld z iście biżuteryjnymi, podwójnymi terminalami głośnikowymi. W ramach niezobowiązującej ciekawostki wspomnę jeszcze o fakcie, że ME1 początkowo oferowane były jedynie w wersji piano black i dopiero w 2017 na Tokyo Audio Show zaprezentowana została srebrno-tytanowa opcja, którą mamy przyjemność u siebie gościć. A tak pół żartem, pół serio można stwierdzić iż otrzymaliśmy 2/3 tego, co mogliśmy podziwiać w TAD-E1TX-K – „brakuje” jednej szesnastki na basie i tyle. I jeszcze jeden drobiazg natury użytkowej, który z pewnością zainteresuje posiadaczy małoletniej progenitury i wszelakiej maści zwierzaków, czyli możliwość przykręcenia kolumn do firmowych standów dzięki odpowiednim, nagwintowanym otworom umieszczonym w ich podstawach.

Rozpoczynając część opisującą nasze zmagania odsłuchowe uczciwie się przyznam, że podchodziłem do nich z pewną niepewnością, bowiem blisko czterdziestometrowy OPOS nie wydaje się naturalnym, dedykowanym środowiskiem dla bądź co bądź niewielkich podstawkowców. Ze starszym rodzeństwem, czyli słuchanymi w Katowicach Compact Evolution One, o flagowych Compact Reference One nawet nie wspominając, takowych obaw bym nie miał, jednak w tym przypadku … Skoro jednak powiedziało się „A”, czyli wyraziliśmy chęć zrecenzowania TAD-ów, to wypada powiedzieć „B” i sprawdzić jak tytułowe maluchy z Kraju Kwitnącej Wiśni poradziły sobie w zastanych warunkach lokalowych. Oczywiście na wszelki wypadek przygotowaliśmy też plan awaryjny i gdyby okazało się, że nasz 38-metrowy oktagon przerasta swą kubaturą możliwości Micrusów, to po prostu wdrapalibyśmy się z nimi „na wieżę” gdzie z powodzeniem sprawdzały się np. zdecydowanie mniejsze aniżeli obiekt niniejszej epistoły Trenner&Friedl ART.
Pełen rozterek umieściłem w napędzie „Cześka” (C.E.C. TL 0 3.0) dość leniwie rozpoczynający się album „Hunt” formacji Amarok i niemalże jak na przysłowiowych szpilkach czekałem na rozwój wypadków. Pierwsze takty „Anonymous” i … Przestrzeń kreowana przez ME1 od razu okazała się iście zjawiskowa. Szczekający psiak wylądował daleko poza bazą wyznaczoną przez rozstaw kolumn a delikatne elektroniczne pasaże rozlały się po całym OPOS-ie. Lokalizacja źródeł pozornych też nie schodziła poniżej high-endowej referencji, co niespecjalnie mnie dziwiło biorąc pod uwagę możliwości podłogowego rodzeństwa. Podobnie było ze średnicą na tyle zespoloną z najwyższymi składowymi, że podobnej homogeniczności próżno byłoby ze świecą szukać nawet na zdecydowanie wyższych pułapach cenowych. Jak widać nie bez kozery reprodukujący ww. pasmo koncentryk otrzymał nazwę Coherent Source Transducer. Ta niezwykle wciągająca mieszanka karmelowej słodyczy, niesamowitej rozdzielczości i trudnej do opisania gładkości nad wyraz udanie odciągała uwagę od najniższych składowych, które choć obecne, a przy tym świetnie kontrolowane, z oczywistych względów nie zapuszczały się w rejony zarezerwowane dla pełnopasmowych konstrukcji. Czy można zatem uznać, że TAD-y grają odchudzonym, bądź wręcz pozbawionym fundamentu basowego dźwiękiem? Absolutnie nie. One po prostu stawiając na jakość a nie ilość reprodukują jedynie to, co mogą zapewnić na najwyższym poziomie, by to, co owych standardów nie spełnia po prostu dyplomatycznie pomijać. Dlatego też bez najmniejszych problemów urzekająco pokażą partie kontrabasu na „Afro Bossa” Duke’a Ellingtona, czy nawet wejście waltorni na „The Battle” z „Gladiatora” Hansa Zimmera , by już po chwili mierząc się z „J.S. Bach: Organ Works” w wykonaniu Masaaki’ego Suzuki nader sugestywnie kierować wzrok słuchaczy ku nieco wyższym podzakresom. Co ciekawe efektu tego nie sposób określić mianem radykalnego odcięcia, lecz delikatnego wycofania a co najlepsze, jeśli tylko znamy i pamiętamy te nagrania z sesji ze zdecydowanie większymi kolumnami to chciał nie chciał nasz umysł sobie to i owo dopowie, bo skoro zawsze zejście na sam dół pasma było, to i tym razem być powinno. Powyższe „anomalie” niespecjalnie wychodzą na pierwszy plan przy mniej zobowiązującym repertuarze. Nawet pulsujący popowo – dance’owym beatem momentami zaskakująco płynnie przechodzącym w klimaty country album „Hurts 2B Human” P!nk nie tylko nie sprawił TAD-om najmniejszych problemów, co zabrzmiał wręcz na tyle soczyście, rozdzielczo i … holograficznie, że był w stanie zawstydzić niejedną bardziej audiofilską realizację. Głos P!nk był niezwykle mocny, głęboki i wysycony, podobnie z resztą jak pojawiających się w duetach z nią Khalidem, czy Chrisem Stapeltonem. ME1 robiły jeszcze jedną rzecz. Otóż w sposób całkowicie bezpardonowy pokazywały gdzie instrumentarium stanowiły naturalne gitary, perkusje itp. a gdzie całość była nazwijmy to „syntetyczna” i gdzie P!nk zaśpiewała pełnią płuc, a gdzie jej głos poddano nie zawsze wychodzącym jej na dobre zabiegom „upiększającym”. Zamiast jednak owe różnice eksponować, czy wręcz piętnować japońskie maluchy ograniczały się li tylko do przekazywania słuchaczom pełnego spectrum informacji końcowy werdykt pozostawiając odbiorcy.

Po kilkutygodniowej obecności TAD-ów Micro Evolution One w naszym, redakcyjnym systemie śmiem twierdzić, że są to konstrukcje wybitne z jednym małym „ale”. Nie naginają bowiem praw fizyki i nie próbują za wszelką cenę grać na przysłowiową „setkę” każdego repertuaru niezależnie od kubatury w jakiej przyjdzie im „występować”. O ile bowiem w np. dwudziestu metrach niezwykle trudno będzie im cokolwiek zarzucić tak pod względem dynamiki, jak i rozciągnięcia (szczególnie w dół) pasma, tak w większych pomieszczeniach (vide nasz 38-metrowy OPOS) jeśli tylko nie będziemy widzieli szans na rezygnację z ich holografii i koherencji to zasadnym będzie rozejrzenie się za równie wyrafinowanym co same ME1 … subwooferem (próby rozpocząłbym co najmniej na poziomie REL-a G1 MkII a najlepiej parki takich SUB-ów). Herezja? Dla dwugłośnikowych ortodoksów może i tak, jednak życie nauczyło mnie, żeby nigdy nie mówić nigdy i właśnie TAD-y Micro Evolution One są tego najlepszym przykładem.

Marcin Olszewski

Opinia 2

Pamiętacie nasz wyjazdowy reportaż o gorących nowościach z Audio Video Show 2018, czyli japońskich kolumnach TAD Evolution One (E1TX-K)? Jeśli tak, to zapewne wiecie, iż była to subtelna zapowiedź kolejnych spotkań a tym brandem, z tą tylko różnicą, że już na własnym podwórku. Fakt, od tego czasu w królowej polskich rzek zdążyło upłynąć już sporo wody. Jednak w myśl przysłowia: „Co się odwlecze, to nie uciecze”, wreszcie przyszedł czas na kolejny, tym razem w kontrolowanych warunkach, miting z tą w moim odczuciu bezapelacyjną legendą segmentu High End. O czym konkretnie mowa? Otóż miło mi poinformować zainteresowanych, iż na pierwszy ogień zostały wytypowane konstrukcje monitorowe w postaci modelu Micro Evolution One (ME1), za pojawienie się których słowa podziękowania należą się warszawskiemu przedstawicielowi TAD-a – salonowi Hi-Tone Home of Perfection.

Jak przystało na produkt z kraju kwitnącej wiśni, w przypadku monitorów TAD mamy do czynienia z pewnego rodzaju dziełem sztuki użytkowej. Począwszy od nadających spokój wizualny obudowom krągłości każdej krawędzi, przez utrzymanie w tym duchu lekko pochylonych dedykowanych podstawek, dbałość o każdy szczegół osadzonego na tylnej ściance terminala z podwójnymi zaciskami kolumnowymi i firmowego znaczka na froncie, po kolorystykę stonowanego złota jako ostatni designerski szlif, wszystko zdaje się być podporządkowane jednemu celowi: z łatwością odnaleźć się w każdych warunkach lokalowych. Nie wiem, jak Wy, ale ja takie podejście do tematu z marszu kupuję.
Gdy zamknęliśmy temat aparycji, przyszedł czas na kilka informacji technicznych. Analiza zdjęć trochę wprowadza w błąd, gdyż mimo iż na ściance przedniej widzimy dwa przetworniki, co sugerowałoby system dwudrożny, tak naprawdę mamy do czynienia z jednym przetwornikiem koaksjalnym (9.5 cm stożkowy średniak i realizowane przy pomocy berylowej kopułki 2.5 cm wysokie tony) i kompozytową 16 cm stożkową niskotonówką czyniąc z tych maluchów tak naprawdę konstrukcję trójdrożną. Jak wspomniałem kilka zdań wcześniej, zaciski do okablowania znajdziemy na plecach obudów. Natomiast jeśli chodzi o porty bas-reflex, te w częstym dla tej marki stylu zaaplikowano na bocznych ściankach. Jednak myliłby się ten, kto sądziłby, że mamy do czynienia ze zwykłymi dziurami. Otóż Japończycy postanowili pójść własną drogą i pod wykończonymi w ciemniejszym złocie niż reszta obudowy osłonami zastosowali będące ich firmowym rozwiązaniem aerodynamiczne uformowane dwukierunkowe tunele wytłaczanego przez membrany głośników powietrza. Niestety, z braku możliwości rozebrania kolumn na części pierwsze, nic więcej na temat tego rozwiązania nie jestem w stanie powiedzieć. Jednak po kilkunastu dniach zabawy zapewniam potencjalnych malkontentów, iż podczas pracy nawet na wysokich poziomach głośności ani razu nie miałem do czynienia z tak zwanym burczybasem, czy szumem z dużą energią wydmuchiwanego powietrza, tylko cichym wielobarwnym oddaniem najniższych częstotliwości. A to niestety potrafi niewiele konstrukcji konkurencji. Wieńcząc tę część tekstu jestem zobligowany wspomnieć o bardzo ważnych w procesie zakupu informacjach liczbowych typu: waga dochodząca do 20 kg. sztuka, impedancja 4 Ω i niezbyt duża skuteczność 85 dB.

Aplikując tak małe kolumny w moim pokoju zawsze biorę poprawkę na mogące wystąpić problemy z ilością najniższych rejestrów. Jednak z wieloletniej zabawy z podobnymi konstrukcjami wiem, jak często producenci chcą na siłę pokazać, iż nawet ponadnormatywny metraż nie jest im straszny. To naturalnie zazwyczaj kończy się, jeśli nawet sporą ilością, to w wartościach bezwzględnych niestety bardzo monotonną jakością tego zakresu pasma akustycznego. Jak było w tym przypadku? Z przyjemnością uspokajam, iż już po pierwszych chwilach z TAD-ami byłem niezmiernie ukontentowany, że potomkowie samurajów nie ferowali siłowo tej częstotliwości. Co jednak ważne, nawet przy cichych odsłuchach bas zawsze sygnalizował swój byt. Bez nachalności, tylko jako czytelny impuls. Dla kogoś zbyt mało? Zaraz, zaraz. To akurat było dla mnie zaletą, bowiem przekręcenie gałki wzmocnienia w prawo co prawda powodowało naturalne zwiększenie jego ilości, jednak nic a nic nie traciłem z rozdzielczości. Czyli przekładając z polskiego na nasze, dźwięk nie opierał się na niskotonowej magmie, tylko wielowymiarowej wirtuozerii operującego w tym zakresie instrumentarium. To pierwszy bardzo pozytywny podpunkt obcowania z japońskimi kolumnami. Kolejnym była teoretycznie zarezerwowana jedynie dla monitorów, jednak w tym przypadku jakże wyśmienita umiejętność budowania wydarzeń muzycznych w moim pokoju. I nie chodzi mi w tym momencie jedynie o głębokość wirtualnej sceny, ale również sposób zawieszenia źródeł pozornych w wymiarze 3D. Zazwyczaj z racji swoich rozmiarów konstrukcje podstawkowe bronią się jedynie spektakularną głębią nie do końca radząc sobie z wizualizacją jej w odpowiednim rozmiarze i z niezbędną dla utożsamiania się ze słuchaną muzyką namacalnością poszczególnych scenicznych bytów. Dlatego z przyjemnością informuję, iż w tych aspektach Micro Evolution One były fenomenalne. Idźmy dalej. Trzecim pozytywem tego spotkania, za sprawą aplikacji berylowego przetwornika wysokotonowego w centrum średniaka, była zjawiskowa spójność i witalność przekazu muzycznego. Bez względu na odległość fotela od frontu kolumn nie udało mi się uchwycić oderwania się jednego z zakresów pasma akustycznego od linii muzycznej. Tak tak, to jest domena głośników koaksjalnych. Sam z takim kiedyś obcowałem i wiem, że są nie do pobicia. Ok. Wszystko wygląda na fantastyczne. A jak pokazywała to konkretna muzyka? Bardzo dobrze. Naturalnie z poprawką na walkę kolumn z przeciwnością losu w postaci zbyt dużego pomieszczenia. Jednak bez paniki. O dziwo, podczas słuchania muzyki klasycznej w momencie nadania jej bliskiego realiom na żywo wolumenu okazało się, że gdy orkiestra grała tutti, kolumny jak na swoje gabaryty zjawiskowo to oddawały. Był rozmach, szybkość, ale i spora masa orkiestrowego wielogłosu. Po prostu Japonki w fantastyczny sposób naginały prawa fizyki. Ale nie w znany ogólnie sposób jako nieokreślona lawa, tylko naszpikowana informacjami energia niskich rejestrów. Po tym doświadczeniu zmieniłem tematykę muzyczną i na talerzu CD-ka wylądowała muzyka dawna. Dlaczego? Ta zazwyczaj nagrywana jest w wielkich budowlach, co pozwoliło mi sprawdzić, jak tak małym skrzynkom uda się przenieść mnie na odsłuchiwaną sesję nagraniową. I? Tym razem klasę pokazał tandem średnio-wysokotonowy. Rozmach, powietrze i fajna kolorystyka wokalizy i instrumentów dawnych nie pozostawiały złudzeń, ze maluszki również w tym są bardzo dobre. Naturalnie wysyceniem średnicy nie zdołały przebić moich austriackich szaf, ale nawet podczas najbardziej złośliwej analizy nie próbowałbym robić z tego wielkiego szumu. I nawet nie chodzi o wytykanie kontrpartnerom różnicy klas, tylko zwyczajne zdroworozsądkowe dozowanie sił w stosunku do zamiarów. Jednak jeśli miałbym doszukać się jakiś ograniczeń, uwagę potencjalnych zainteresowanych skierowałbym w stronę doboru materiału muzycznego, Mianowicie jedyne z czym Micro One miały lekki problem, to muzyka rockowa i elektronika. I gdy jeszcze przy cichym słuchaniu było całkiem ok., to już wyższe poziomy grania pokazywały, iż nasze bohaterki stworzono do czego innego i nieco mniejszych muzycznych samotni. Jednakże nawet tego nie traktowałbym jako niuans, gdyż żaden myślący meloman nie będzie szukał zemsty na swoich organach słuchu przy użyciu tak wyrafinowanych konstrukcji, tylko sięgnie po inne, rodem z rynku pro, ziejące nienawiścią potwory. Jestem w błędzie? Zapewniam Was. Jeśli ktoś tak myśli, nie za bardzo wie, o co chodzi w zabawie w audio na poziomie High End, do którego opisywane TAD-y niezaprzeczalnie się zaliczają, chodzi.

Cóż. Dla postronnego czytelnika analiza powyższego testu może zalatywać moim oderwaniem się od rzeczywistości. Tymczasem po dogłębnym zapoznaniu się z walorami sonicznymi tytułowych kolumn nie mogłem inaczej tego ująć. Oczywiście po raz kolejny zalecam przyłożenie odpowiedniego filtra w kwestii możliwości w zastanych warunkach lokalowych. Ja chcąc być obiektywnym bez najmniejszego problemu to zrobiłem, czego wynikiem było zwracanie uwagi na mogące Was zaczarować największe zalety w dedykowanych pokojach. I gdy teraz po raz kolejny analizuję moje wnioski, nie zdziwiłbym się, gdyby nawet ciężka muza w sprzyjających warunkach była całkiem ok. Niestety to musicie sprawdzić sami. Ja z ręką na sercu mogę powiedzieć jedno, po aplikacji monitorów TAD Micro Evolution One w swój tor audio zderzycie się z pięknem muzyki w wydaniu mistrzyń w budowaniu realiów wirtualnego świata.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0, przetwornik D/A Reimyo DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond, Statement
IC RCA: Hijri „Milon”, Vermoutch Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Dystrybucja: TAD
Kolumny na testy dostarczył Hi-Ton Home of Perfection
Cena: 55 000 PLN

Dane techniczne
Konstrukcja: 3-drożna, basrefleks
Przetworniki:
– niskotonowy: 16 cm z membraną MACC (wielowarstwowy kompozyt z włókien aramidowych)
– średnio-wysokotonowy: koaksjalny TAD Coherent Source Transducer z 9 cm stożkową sekcją średniotonową i 25 mm berylową kopułką wysokotonową
Pasmo przenoszenia: 36Hz – 60kHz
Częstotliwości podziału: 420Hz, 2.5kHz
Maksymalna moc wejściowa: 150W
Skuteczność: 85dB (2.83V, 1m)
Impedancja znamionowa: 4Ω
Wymiary (S x W x G):251 × 411 × 402 mm
Waga: 20 kg / szt.
Dostępne warianty kolorystyczne: piano black, titanium silver

Pobierz jako PDF