Opinia 1
Z moich dotychczasowych doświadczeń z tą niemiecką marką wynikają nie tylko jasne, ale jakże istotne dla uzyskania dobrej jakości brzmienie systemu przesłanki. To zawsze jest energetyczne, z zachowaniem kontroli w dolnym zakresie, odpowiednią wagą w środku pasma i oferujące otwartą prezentacje granie. Teoretycznie jej produkty mają wszystko, czego osobnikowi poszukującemu świetnej projekcji ulubionej muzyki do szczęścia potrzeba, a mimo to ludzie z różnym skutkiem wolą eksperymentować z bardziej znanymi, czasem na tle naszego zachodniego sąsiada mizernie wypadającymi brandami. Owszem, bywa, że takie podejście kończy się pełnym sukcesem, ale nie raz i nie dwa słyszałem opinię, iż zanim coś udało się sklecić, dany delikwent przeszedł konfiguracyjną gehennę. A przecież miał pod ręką coś od tak zwanego strzału stawiającego dźwięk w co najmniej dobrym wydaniu, co później drobnymi ruchami można na swoją modłę podkolorować. Tak tak, będący bohaterem tej epistoły niemiecki Trigon w każdym dotychczasowym wydaniu to był kawał solidnej od strony technicznej, jak i sonicznej maszyny. Czy nadal tak jest, i na przykładzie czego będziemy to weryfikować? Otóż dzięki udanym konsultacjom z warszawskim Hi-Fi Systemem bez najmniejszego problemu udało się pozyskać na testy obecnie flagowy, wyposażony w przetwornik D/A wzmacniacz zintegrowany Trigon Excellence. Intrygujące? Jeśli odpowiedź jest twierdząca, wszystkich zainteresowanych zapraszam na kilka poniższych spostrzeżeń.
Jak wspominałem przed momentem, nasz bohater to kawał maszyny. A na potwierdzenie tego faktu niech posłuży punkt odniesienia, jakim jest stojący za nim na fotografiach, ważący ponad 30 kg zasilacz do mojego przedwzmacniacza liniowego Commander. Już on swą aparycją przytłacza znakomitą większość urządzeń, a od Trigona jest nieco mniejszy, zatem możecie wyobrazić sobie, że co jak co, ale niemieccy inżynierowie kreśląc plany na powołanie do życia modelu Excellence na ile się da, nie szczędzili środków pieniężnych, aby zadowolić nawet najbardziej marudnego klienta. I tak naprawdę jest, bowiem oprócz sporych gabarytów został bogato uzbrojony. Oczywiście obudowa to konstrukcja wykorzystująca grube płaty aluminium, której boki wieńczą solidne radiatory chłodzące trzewia konstrukcji. Jeśli chodzi o rozplanowanie awersu, w jego centrum widzimy wielki, kolorowy wyświetlacz, na jego bokach dwie gałki funkcyjne – selektor wejść oraz głośność, a pod nim cztery okrągłe przyciski i po środku gniazdo słuchawkowe. Dotarłszy z opisem do tylnego panelu przyłączeniowego, idąc za wstępniakiem kolejny raz stwierdzam, iż jest na bogato. A to za sprawą mnogości wejść nie tylko analogowych w obydwu standardach RCA/XLR, ale jako odpowiedź na zaimplementowany wewnątrz przetwornik także wszelkich cyfrowych, co sprawia, że gdy się na niego zdecydujemy, z automatu nabywamy rasową centralę sterującą nawet najbardziej rozbudowanym systemem audio. Tak bogate wyposażenie wieńczy zestaw terminali kolumnowych na bazie wtyków WBT oraz zintegrowane w łącznikiem głównym i bezpiecznikiem gniazdo zasilania IEC. Naturalnie w zestawie w kartonie znajdziemy także mimo, że systemowego, ale o dziwo bardzo czytelnego pilota zdalnego sterowania. Jak wynika z opisu wyglądu i dostępności ilości funkcji mamy do czynienia z czymś nietuzinkowym, zatem nadszedł czas na przybliżenie, jak to się ma do estetyki brzmienia.
Jakie wrażenie pozostawił po sobie Trigon? Bez dwóch zdań bardzo dobre. A jedną z głównych cech pozwalających w taki sposób określić jego odbiór było swobodne prowadzenie przez cały przekrój częstotliwościowy moich wielkich kolumn jak na przysłowiowej smyczy. Bas oprócz tego, że schodził do czeluści Hadesu, do tego był w pełni kontrolowany. Średnica odpowiednio dociążona i przy tym pełna informacji. Zaś górne pasmo epatowało swobodą i dźwięcznością. A najciekawsze było to, że przekaz był bardzo spójny, bowiem każdy wymieniony wycinek częstotliwości nie próbował żyć swoim życiem, tylko płynnym przejściem znakomicie współgrał z sąsiednim. Gdzie zatem jest haczyk? Otóż moim zdaniem to nie jest haczyk w rozumieniu czegoś nie do końca idealnego, tylko wynik wyborów konstruktorów. Chodzi mianowicie o unikanie przez niemiecki wzmacniacz jakiegokolwiek sztucznego podgrzewania atmosfery odtwarzanej muzyki. Wszystko co robił, miało na celu pokazanie danego materiału w estetyce dokładności i wyrazistości, co dla wielu melomanów lubiących tak przyjemne dla ucha, ale jednak przekłamujące rzeczywistość forsowane ocieplania i uplastycznienia przekazu może być zbyt dosadne. Ale owa dosadność nie jest ani nachalna, ani szorstka, ot muzyka jest podawana z mocnym zaznaczeniem dobrze określonej w domenie ostrości rysunku energii, którą z fajnym feedbackiem jako świetna otwartość prezentacji wspierają – odpowiednio doświetlając centrum pasma – najwyższe rejestry. Po prostu niemiecka integra nie owijała niczego w przysłowiową bawełnę, tylko dany materiał zawsze pokazywała z świetnie wypadającą werwą podpartą czytelnym rozplanowaniem wirtualnych bytów na scenie.
Wziąwszy pod uwagę powyższy stan rzeczy chyba nikogo nie muszę przekonywać do opinii o bardzo dobrym występie tytułowej sekcji wzmocnienia w repertuarze elektronicznym choćby spod znaku Massive Attack na płycie „Blue Lines”. To naszpikowana mocnymi akcentami wyrazistości oraz efektami opartymi na bazie impulsu energii muzyka, a że pochodzący zza naszej zachodniej granicy ekscelencja takie klimaty ma wpisane w kodzie DNA, bez najmniejszego problemu raz byłem atakowany oczekiwaną agresywną poszczególnych fraz muzycznych, by za moment w kontrze lub jako podkręcenie emocji zaliczyć sesję sejsmicznych pomruków. Odbiór zaliczam do jednego z bardziej udanych wliczając w to nawet spotkania ze znacznie droższymi konstrukcjami. Trigon nie pozostawiał złudzeń podczas projekcji tej muzy, że co jak co, ale dobrze rozumiana agresja prezentacji to jego prawdziwe „ja”, co świetnie sprawdzało się także w repertuarze rockowym. Owszem, wówczas ten ostatni, gdy był słabo zrealizowany, nie zostawiał jeńców. Jednak, jeśli słuchałem swoich ulubionych kapel typu AC/DC, czy Metallica, przyswajanie marnej jakości, ale za to pokazanej w prawdziwym wydaniu ich twórczości w ogóle nie sprawiało mi najmniejszego problemu, żeby nie powiedzieć, iż dzięki temu przy okazji świetnie przypominało mi lata właśnie takiego pochłaniania materiału. Brutalnego i ostrego, ale dzięki temu docierającego do dna duszy.
W nieco innym, jednak w wielu aspektach także fajnym duchu wypadła muzyka rodzimego trio Marcina Wasilewskiego z gościnnym występem saksofonisty Joakima Mildera „Spark Of Life”. To spokojny, wzbogacony o popisy dęciaka jazz, w idealnym pokazaniu którego istotne są dwie kwestie. Pierwszą jest czystość podania oraz ostrość rysunku źródeł pozornych. Zaś drugą odpowiednie wyważenie pomiędzy wyrazistością, esencjonalnością, gładkością i otwartością brzmienia materiału. I gdy wezmę wszystkie wspomniane niuanse pod uwagę, bez problemu mogę powiedzieć, że efekt próby systemu z tym materiałem był co najmniej dobry. A dobry, nie bardzo dobry, gdyż opisywany wzmacniacz w podstawowej estetyce brzmienia, której celowo nie modelowałem przed odsłuchem, aby pokazać jego prawdziwie „ja”, nieco tonował poziom gładkości i miękkości. Reszta kwestii, czyli rysowanie i lokowanie scenicznych bytów w idealnie wyrysowanym wirtualnym świecie z ciekawą propozycją zróżnicowania energii każdego instrumentu były znakomite. Niestety wspomniane na samym początku unikanie podgrzewania atmosfery przyjemnymi krągłościami i uplastycznianiem przekazu powodowało, że ortodoksyjni wielbiciele tego rodzaju muzyki mogą być nieco niedopieszczeni. Ogólnie całość wypadała interesująco, jednak przydałaby się szczypta barwy i miękkiego body. Naturalnie to z łatwością dało się osiągnąć odpowiednią kablekologią, jednak wspominałem już, iż zamierzenie jej nie czyniłem. Z każdym urządzeniem w większym lub mniejszym stopniu da się osiągnąć fają nić porozumienia, jednak warto jest wiedzieć, jak gra bez takich działań. Trigon oferuje mocny akcent energii oraz nienaganną bezpośredniość i tylko od potencjalnego użytkownika zależeć będzie – piję do rozumnej konfiguracji, jak wypadnie z tematach z puli robienia sobie „kuku” nadmiernym ugładzaniem go. Sam z siebie – być może na szczęście – tego z konstrukcyjnego założenia nie zrobi.
Kogo może rozkochać w sobie mocarny z wyglądu i taki sam w rozumieniu wyrazistego w estetyce prowadzenia jednak dość trudnych kolumn Trigon Excellence? Szczerze powiedziawszy z uwagi na wyartykułowane zalety powinien mieć o rząd wielkości więcej zwolenników, aniżeli przeciwników. Ci pierwsi bez problemu docenią jego nieskrepowane epatowanie energią i ciekawą wyrazistością podania materiału. Natomiast drudzy, jeśli go nie pokochają – co niestety jest sporym prawdopodobieństwem, to jedynie z dla wielu z nas bardzo prozaicznego powodu stronienia od przegrzewania i nudnego umilania słuchanej muzyki. Niestety pochodzący zza zachodniej granicy wzmacniacz powstał w oparciu o całkowicie inne założenia już na poziomie projektowania. To jest maszyna do odtwarzania muzyki przez duże „M”, a nie błogiego „pitu pitu”. Owszem, wspomnianą w dobrym rozumieniu agresję można go nieco ujarzmić, ale ciepłych klusek z niego nie zrobimy. Zatem sprawa jest jasna jak słońce, kochasz „ogień” krzyżujesz szpady z Trigonem, stawiasz na krągłość, plastykę i ciepłe podanie muzyki ponad wszystko, omijasz go szerokim łukiem.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Opinia 2
Co prawda zgodnie z przypisywaną Heraklitowi z Efezu maksymą „Panta rhei” również i w branży audio trudno spodziewać się stabilizacji, to przypadek tytułowej marki śmiało zasługuje na miano klinicznego. Okazuje się bowiem, iż praktycznie (z jednym wyjątkiem) ilekroć sygnowane przez niemieckiego Trigona, bo to o nim mowa, urządzenia trafiały do nas na testy, to za każdym razem dostawcą był inny dystrybutor. W 2019 r. Trinity przyszło z katowickiego RCM-u, w 2021 r. Epiloga i zestaw pre/power Dialog & Monolog dostarczyła ekipa EIC a pod koniec minionego roku bohater dzisiejszego spotkania, czyli wzmacniacz zintegrowany Trigon Excellence trafił w nasze skromne progi za sprawą stołecznego Hi-Fi Systemu. Czyżbyśmy mieli zatem do czynienia z przysłowiowym „gorącym kartoflem”? Niekoniecznie. Po prostu odkąd pamiętam Trigon nigdy nie był u nas marką modną, czy też pierwszego, bądź nawet drugiego wyboru, więc świadomość jego istnienia miała jedynie garstka zainteresowanych a co za tym idzie zamiast zalegać w magazynach stawiających na bardziej rozpychających się na rynku zawodników „opiekunów” cały czas szukał kogoś, kto poświęci mu nieco więcej atencji i energii. Z drugiej strony nie wydaje mi się by i sam wytwórca czuł jakąś nieprzemożoną potrzebę pchania się na okładki i rozkładówki audiofilskich periodyków, bądź też zależało mu na jakiejś zmasowanej kampanii reklamowej. Skoro bowiem od sierpnia 1996 nie tylko utrzymuje się na powierzchni, lecz i sukcesywnie rozbudowuje i regularnie odświeża swoje portfolio to znak, że jednak wolumeny sprzedaży nie są wcale takie śladowe i najwidoczniej li tylko nad Wisłą miał nieco pod górkę. Jak będzie dalej czas pokaże, więc nie uprzedzając faktów nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić Państwa na ciąg dalszy.
Zgodnie z dostępnymi informacjami Excellence zastąpił goszczącego u nas blisko pięć lat temu Epiloga i patrząc zarówno na aparycję naszego dzisiejszego gościa, jak i jego parametry trudno się z ową narracją nie zgodzić. Bez trudu można jednak zauważyć, iż pomimo zachowania firmowego designu Excellence zdecydowanie wyładniał. Chodzi bowiem o to, iż jego wykonana z grubego płata szczotkowanego aluminium płyta frontowa zyskała na symetrii bowiem w porównaniu z protoplastą okupujący lewą flankę krzyżowy wybierak zastąpiono bliźniaczym do prawej gałki wzmocnienia selektorem źródeł. Ponadto pod centralnie usytuowaną taflą akrylu zamiast archaicznych wyświetlaczy zagościł wysokorozdzielczy 7” ekran LCD (możliwość wyboru jednej z 8 grafik tła), pod którym umieszczono cztery dotykowe przyciski odpowiedzialne za włączenie/wyłączenie urządzenia, odłączenie/załączenie wyjść głośnikowych, wywołanie menu i aktywację trybu mono oraz gniazdo słuchawkowe 6,3mm. Klasyczne ściany boczne nadal zastępują gęsto użebrowane radiatory a na plecach uwagę zwracają solidne uchwyty ułatwiające przenoszenie 26 kg integry. Na nich jednak podobieństwa z przodkiem się kończą, bowiem zamiast znanej z Epiloga modułowości mamy zamknięty i skończony układ gniazd. Nie ma jednak co rozpaczać, bo ekipa z Fuldabrück zamiast dylemat wyboru scedować na nabywcę fabrycznie zaaplikowała full-pakiet wszelakiej maści przyłączy. Mamy zatem do dyspozycji nie tylko po dwie pary wejść analogowych w standardzie RCA i XLR, lecz również wyjścia XLR i pętlę na zewnętrzny rejestrator/procesor. Z kolei domenę cyfrową reprezentuje zestaw wejść USB i pary Toslink plus para koaksjali. Terminale głośnikowe WBT są pojedyncze, acz szeroko rozstawione a pomiędzy nimi ulokowano zintegrowane z włącznikiem głównym i komora bezpiecznika gniazdo zasilające IEC. W zestawie nie zabrakło również solidnego, aluminiowego pilota i zaskakująco porządnego przewodu zasilającego.
Jeśli zaś chodzi o trzewia, to w każdym kanale pracuje po osiem tranzystorów zdolnych łącznie oddać 200 przy 8Ω i 330 W przy 4 Ω a z kolei w sekcji przetwornika znajdziemy układ ESS Sabre obsługujący sygnały PCM do 32-bit/768kHz i DSD64, którego filtrację możemy ustawić z poziomu menu.
Doskonale pamiętając dynamiczną i żywiołową naturę Epiloga zabierając się za odsłuchy Excellence zamiast asekuracyjnego plumkania i windzianych smętów od razu sięgnąłem po „Ascension” Paradise Lost i z nieukrywaną satysfakcją odnotowałem fakt, iż niemiecka integra wzorem swego protoplasty nie zamierzała brać jeńców atakując słuchaczy lawiną brutalnych dźwięków. Przekaz był niezwykle dynamiczny, mroczny i zarazem szalenie czytelny. Niezależnie od poziomu spiętrzenia i skomplikowania, zagmatwania dźwięków rozdzielczość pozostawała na wysoce satysfakcjonującym poziomie pozwalając z łatwością wniknąć w strukturę, tkankę nagrań. Uwagę przykuwała fenomenalna motoryka i timing, co w ciężkim metalowym repertuarze tylko zwielokrotniało siłę rażenia. Majestatyczne riffy, potężne perkusyjne pasaże co i rusz wstrząsały moim pokojem odsłuchowym a złowieszczy wokal Nicka Holmesa budził autentyczną grozę, tym bardziej, że zarówno namacalność i niemalże fizyczna materializacja frontmana były ewidentne i niezaprzeczalne, gdyż Trigon nieco dopalając środek pasma nie omieszkał również dyskretnie wypchnąć go przed głośniki dbając jednocześnie o prawidłowa gradację dalszych planów.
Z czystej ciekawości wykopałem również nieco zakurzony, nadgryziony zębem czasu powermetalowy „Unholy Savior” Battle Beast i tutaj również nie było się do czego przyczepić. Oczywiście nieco infantylne wokalizy i wyzierająca tu i ówdzie „plastikowość” aranżacji nadal trącały „cepelią”, ale złego słowa nie można było powiedzieć zarówno o rozmachu prezentacji, jak i zaraźliwej, niepozwalającej spokojnie usiedzieć w miejscu motoryce, więc ww. album wybrzmiał od pierwszej do ostatniej nutki.
Zmiana repertuaru na jazzowe improwizacje w postaci „Live at Smoke” Ala Fostera pokazała, że i z pozbawionym elektrycznego wspomagania instrumentarium nasz gość radzi sobie wyśmienicie. Począwszy od oddania panującego między muzykami flow, poprzez niezwykle precyzyjne definiowanie ich na scenie a kończąc na miłemu uszom organicznemu wysyceniu barw Excellence jasno dawał do zrozumienia, że i w mniejszych składach, stawiających nie raz i nie dwa na granie ciszą odnajduje się jak ryba w wodzie skupiając uwagę słuchaczy w pierwszej kolejności na centrum „kadru” a następnie dopuszczając niezobowiązująca eksplorację dowolnych zakamarków. Nie broni dostępu zarówno do audiofilskich smaczków, jak i atrakcji w postaci informacji o mechanice pracy użytego podczas występu instrumentarium, czy żywiołowej reakcji oklaskującej prawdziwy dream team publiczności. I tu od razu kolejny plus, bowiem owe oklaski nie dobiegają z głośników, lecz tytułowa integra umieszcza je wokół nas niejako z automatu rezerwując nam miejsce przy stoliku Smoke Jazz Club na nowojorskim Broadway’u. Ponadto nie próbuje sztucznie rozdmuchiwać i powiększać sceny do iście stadionowych rozmiarów. O nie, skoro realizacji dokonano na niewielkiej, kameralnej scenie przytulnego jazzowego klubu, to trudno się dziwić, że całość właśnie tak brzmi – blisko, namacalnie i na swój sposób intymnie a dynamika operuje przede wszystkim w domenie mikro a nie makro.
W ramach podsumowania pozwolę sobie stwierdzić, iż o ile tylko nie jesteście Państwo miłośnikami sterylnego chłodu, lub pozbawionej zarówno czytelności, jak i życia ospałości, to Trigon Excellence ma szanse na długo, bądź wręcz na stałe zagościć w Waszym systemie. Jest bogato wyposażony, oferuje istny bezlik możliwości dopasowania jego funkcjonalności do wymogów i widzimisię odbiorców i co najważniejsze gra dosłownie wszystko – od brutalnego metalu po wyrafinowane jazzowe improwizacje. I w dodatku gra tak dobrze, że siadając do odsłuchu lepiej zarezerwować sobie dwa, bądź trzy kwadranse zapasu, bowiem z autopsji wiem, że nawet przy niezwykle napiętym grafiku niezwykle trudno jest wyłączyć go po jednej płycie.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Dystrybucja: Hi-Fi System
Producent: Trigon
Cena: 59 990 PLN
Dane techniczne
Wejścia: 2 pary XLR, 2 pary RCA, 4 x SPDIF (2 x Coax., 2 x Opt.), 1 x USB
Rezystancja wejściowa: 47 kΩ
Czułość wejściowa: 1V RMS
Moc wyjściowa: 2 x 200 / 8Ω; 2 x 330 W / 4 Ω
Współczynnik tłumienia: >100 (8 Ω / 1 kHz)
Zniekształcenia (THD + N): < 0,02%
Wyjścia: słuchawkowe 6,3mm Jack; para XLR (preamp-out)
Pasmo przenoszenia: 2 Hz – 200 kHz (-3 dB)
Stosunek sygnału do szumu: -92 dBA w odniesieniu do 1 W przy 4 Ω
Pobór mocy: < 1 W (standby)
Wymiary (S x W x G): 440 x 179 x 425 mm
Waga: 26,1 kg