Opinia 1
Choć temperatury za naszymi oknami wreszcie przypomniały sobie, że mamy lato, to dziwnym zbiegiem okoliczności w naszej redakcji co i rusz goszczą dodatkowo dorzucające od siebie kilka stopni Celsjusza lampiaki. A to wpadła parka potężnych VTL-i , a to uroki roztaczał niby zintegrowany, choć dwupudełkowy Destination Audio GM70, czy swoje przysłowiowe trzy grosze wtrącił ulampiony phonostage Circle Labs V1000. Czego się jednak nie robi by zaspokoić ciekawość i na własne uszy przekonać się o walorach kolejnych efektów radosnej twórczości tak rodzimych, jak i zamorskich bazujących na jakże przedpotopowych szklanych bańkach mistrzów lutownicy. Dlatego też z nieukrywaną radością powitaliśmy w naszych skromnych progach, dostarczoną przez łódzki Audiofast, wielce urodziwą i zarazem zaskakująco kompaktową, szczególnie jak na kraj pochodzenia, amerykańską lampową integrę Audio Research I/50, na której test serdecznie zapraszamy.
Nie da się ukryć, że jubileuszowa 50-ka prezentuje się wprost obłędnie i pomimo oczywistego osadzenia w lampowych retro-realiach ma spore szanse skraść serce niejednego miłośnika współczesnego designu. A to wszystko za sprawą niezwykle udanego, lekkiego optycznie ażurowego projektu bryły głównej i szerokiego wachlarza dostępnych umaszczeń. Zamiast bowiem zwyczajowego monolitu praktycznie cały korpus wykonano z perforowanych blach, co zapewnia nie tylko swobodną cyrkulację chłodzącego trzewia powietrza, lecz również nadaje całości wspomnianej lekkości. Jakby tego było mało płyta górna pełni nie tylko rolę użytkową, lecz również dekoracyjną, gdyż dostępna jest nie tylko w zwyczajowej czerni bądź naturalnym srebrze, lecz również decydowanie bardziej atrakcyjnych ceramicznych wybarwieniach Cerakote – Red, Blue i widocznym na powyższych zdjęciach Gold. A to nie wszystko, bowiem tak lampy, o których dosłownie za chwilę, jak i dwa pokrętła (selektora wejść – lewe, regulacji głośności – prawe), przycisk włącznika głównego i wyjście słuchawkowe (6,3mm Jack) umieszczono na tafli czernionego akrylu. A wracając do ulampienia naszego gościa, to wyliczankę otwiera parka informujących o wybranym wejściu i sile wzmocnienia … LED-wych LexieTubes® uroczo nawiązująca do oldschoolowych lamp Nixie i dająca przedsmak tego, co kryje pierwsza z dwóch umieszczonych na górnej platformie nośnej 50-ki klatek. I tak jeśli Lexie uznamy za pierwszą linię, to drugą stanowi rządek trzech, już klasycznych, podwójnych triod 6922 (ECC88) Elektro-Harmonixa pracujących w stopniu wejściowym (jedna) i w roli drajwera (pozostałe dwie). Z kolei stopień wyjściowy to bateria czterech tetrod strumieniowych 6550WE Sovteka. Drugą klatkę nader szczelnie wypełniają transformatory, co warto mieć na uwadze, gdyż to właśnie one w głównej mierze odpowiadają za 18 kg wagę amerykańskiej konstrukcji. Wspomniane przed chwilą perforowane osłony oczywiście można usunąć, lecz sam proces wymaga użycia znajdującego w zestawie imbusowego wkrętaka. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że nawet „oklatkowana” 50-ka prezentuje się na tyle urodziwie, że jeśli tylko ktoś nie jest obsesyjnie uzależniony od widoku rozżarzonych baniek, to z powodzeniem może sobie jej konwersję do wersji „cabrio” darować. I właśnie z takiego założenia wyszliśmy pozostawiając tytułowy wzmacniacz w fabrycznie dostarczonej postaci.
Z kolei, jak to w klasycznych lampowcach bywa, dość skromna pod względem powierzchni ściana tylna na tle nic niemającego frontu wydaje się wręcz zatłoczona. Patrząc od lewej mamy płytkę opcjonalnego modułu phonostage’a, dwie pary wejść liniowych RCA i parę XLR-ów, gniazdo zasilające, komorę bezpiecznika i wyjścia głośnikowe z osobnymi odczepami dla 4 i 8Ω obciążenia oraz zaślepkę dla opcjonalnego modułu DAC-a. W standardowym wyposażeniu nie zabrakło również eleganckiego, aluminiowego pilota z membranowymi przyciskami oferującego dostęp do wszystkich funkcji integry, z regulacją iluminacji LexieTubes® włącznie.
Zakładam, że nie przez przypadek zanim po włączeniu powstałej z okazji 50-lecia marki integry z głośników popłyną pierwsze dźwięki trzeba odczekać równiutkie, odmierzane przez LexieTubes® 50 sekund. Niemniej jednak przyznać trzeba, iż ów czas oczekiwania ma w sobie coś z magii znanej wszystkim tym, którzy pamiętają czasy lampowych radioodbiorników z „magicznym oczkiem”, które również potrzebowały dłuższej chwili na rozruch. Swoją drogą te kilkadziesiąt sekund to idealny czas na to, by się przed odsłuchem wyciszyć, oczyścić głowę z codziennych trosk i „konsumpcję” muzyki rozpocząć bez zbędnych, rozpraszających obciążeń.
A proszę mi wierzyć na słowo, bądź co zdecydowanie bardziej wskazane przekonać się na własne uszy, że warto potraktować tytułową 50-kę z odpowiednią atencją, gdyż bardzo szybko się okazuje, że Audio Research wypuszczając ją na rynek nie tylko wykonał ukłon w kierunku młodszych i/lub niekoniecznie chcących drenować domowy budżet melomanów i audiofilów, lecz podszedł do tematu zupełnie na serio i bez prób odcinania kuponów od w pełni zasłużonej renomy. Mówiąc wprost nie ma tu mowy o liczeniu na to, że „zagra modna metka”, bo I/50 jak na swoją cenę i deklarowane przez producenta 50W gra po prostu świetnie, z łatwością radząc sobie z moimi, dość pokaźnymi trójdrożnymi AudioSolutions Figaro L2. I to nie na pseudo audiofilskim plumkaniu a „Unsung Prophets And Dead Messiahs” Orphaned Land, gdzie orientalna, niezwykle bogata ornamentyka idzie w parze z epickimi orkiestracjami, partiami chóralnymi i przede wszystkim ostrym, metalowym łojeniem z growlem włącznie. Czyli czymś, przy czym część mocnych tranzystorów z powodzeniem mogłaby dostać zadyszki. Tymczasem I/50 w ten jakże problematyczny materiał wszedł jak nóż w masło pozostawione na słońcu. Co ciekawe zamiast operować w asekuracyjnej lampowej słodyczy i miękkości postawił na rozdzielczość, otwartość i swobodę prezentacji budując niezwykle obszerną i głęboką scenę a następnie z iście aptekarskim pietyzmem rozlokowując na niej poszczególne źródła pozorne. Czyżbyśmy mieli zatem do czynienia z udającą tranzystor lampę w stylu starszych modeli Octave? Nic z tych rzeczy. Po prostu Amerykanie unikając zbytniego przegrzania i przesłodzenia prezentacji niejako nie dali się zaszufladkować jako stereotypowo lampowe granie. Tylko tyle i aż tyle, aczkolwiek doskonale zdaję sobie sprawę, iż część nabywców wychodzi z założenia, że skoro za lampy zapłaciła, to ma je być słychać i to w z góry wiadomy syropowo lepki i słodki sposób. A tu sorry Gregory, ale słodyczy jest tyle, ile rzeczywiście znalazło się na nagraniu a o lepkość musi zadbać we własnym zakresie sam nabywca np. podgryzając podczas odsłuchu nerkowce z żurawiną. Jak łatwo się domyślić taka narracja świetnie sprawdza się przy gęstych, wieloplanowych aranżacjach dając nie tylko świetny wgląd w nagranie, lecz również czujnie trzymając rękę na pulsie i dbając tym samym o motorykę i wartkość dziejących się na scenie wydarzeń.
Góra pasma jest świeża, otwarta i zarazem na tyle wyważona, żeby nawet na ostrych riffach, czy bezpardonowym młóceniu blach nie wywołać grymasu bólu u słuchacza. To dobra wiadomość dla fanów (naj)cięższych odmian Rocka, gdyż nie od dziś wiadomo, iż dobrze nagrane albumy z tego typu ekstremalnymi doznaniami nausznymi można na palcach, jeśli nie jednej, to na pewno dwóch rąk policzyć, a decydując się na tytułowego Audio Researcha nie będzie się trzeba obawiać, iż z racji swej realizacyjnej pośledniości przyjdzie im obrastać kurzem i pajęczynami. Oczywiście im bardziej dopieszczoną i wyrafinowaną strawę 50-ce dostarczymy, tym łatwiej będzie jej nabrać wiatr w żagle i rozwinąć skrzydła prezentując pełnię bogactwa nie tylko reprodukowanego materiału, lecz i własnego potencjału. I tu od razu uwaga natury użytkowej. O ile bowiem z racji swych 50W wydawać by się mogło, iż I/50 poradzi sobie z większością dostępnych na rynku konstrukcji, to bazując na autopsji i czysto empirycznych doświadczeniach nieśmiało chciałbym zasugerować zdroworozsądkowe podejście do tematu i unikanie zestawów o skłonnościach do grania porównywalnych do stołu bilardowego. Czyli o ile jeśli tylko impedancja kolumn nie schodzi zbyt dramatycznie poniżej 4Ω, to wystarczy, żeby skuteczność bliższa była 88dB, bądź nawet je przekraczała i wszystko powinno być OK. Spełnienie powyższych kryteriów powinno zaowocować niżej schodzącym i lepiej ukrwionym basem, dzięki czemu nawet syntetyczne infradźwięki na „are you listening?” Winterburn nie dość, że się nie snują przy podłodze, to jeszcze zapuszczają się w rejony zazwyczaj zarezerwowane dla sporo mocniejszych konstrukcji.
Warto również wspomnieć, iż tytułowa integra nie odżegnuje się tak od typowo lampowej koherencji, jak i niepodrabialnej, zazwyczaj szklanym bańkom przypisywanej emocjonalności partii wokalnych, w tym ze szczególnym uwzględnieniem kobiecych. Wystarczy tylko sięgnąć po „2” jucho i Domowych Melodii, by ugościć charyzmatyczną wokalistkę z jej niesforną, uzbrojoną w naturalne (niezelektryfikowane) instrumentarium ferajną we własnych czterech kątach. I tu dochodzimy do sedna, a tak naprawdę znaku firmowego I/50, czyli uzależniającej od pierwszych taktów mikrodynamiki i zdolności oddania ekspresji wykonawczej stających przed mikrofonem wykonawców. Jeśli zatem tylko lubicie Państwo odnosić wrażenia każdorazowego wchodzenia w interakcję z ulubionymi artystami, to z pomocą amerykańskiej integry właśnie ową bliskość osiągniecie.
Jeśli tak ma wyglądać „entry level”, czyli poniekąd przedsionek portfolio Audio Researcha, to śmiem twierdzić, iż I/50 nie tylko przywraca wiarę w rasowe Hi-Fi, czy wręcz High-End, co jest nader namacalnym dowodem, na to, że szukając w pełni bezobsługowej, zdroworozsądkowo wycenionej i zarazem niezwykle atrakcyjnej tak pod względem wizualnym, jak przede wszystkim sonicznym lampowej integry wbrew pozorom nie jesteśmy zdani na pochodzące z „Państwa Środka” konstrukcje. Ba, za sprawą tytułowego wzmacniacza mamy szansę na „ulgowy” bilet wstępu na salony marki, która przynajmniej do tej pory znajdowała się poza zasięgiem statystycznego audiofila i melomana.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRay Speakers + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Nie ma się co oszukiwać, tylko uczciwie przyznać, że tytułowa konstrukcja przeczy stereotypom, jakoby wszystko co z Ameryki zawsze jest wielkie i ciężkie. Otóż nie tym razem. I zapewniam, to nie jest żaden wypadek przy pracy, tudzież wynik cięć budżetu podczas powoływania do życia. Otóż to zaplanowana realizacja zamierzeń mających na celu zbudowanie czegoś niedużego, ładnie się prezentującego oraz muzykalnie brzmiącego z segmentu dla statystycznego Kowalskiego. Tak tak, nawet najwięksi gracze myślą o nieco mniej zamożnej klienteli, bez której tak naprawdę nie byłoby ich na mapie. O kim mowa? Jak wskazuje tytuł spotkania, oczywiście o jankeskim specjaliście od budowania wielkich, ciężkich i naturalnie swoją ofertą soniczną brylujących w segmencie High End produktami opartymi na lampach elektronowych Audio Research. A co trafiło w nasze ręce? Otóż po opiniowanej jakiś czas temu, w stosunku do dzisiejszego bohatera ekstrawagancko wyglądającej stereofonicznej końcówki mocy AR Reference 160S, tym razem łódzki Audiofast spośród szerokiej oferty Amerykanów dostarczył z pozoru filigranowy, ale za to wielki duchem muzycznym i aparycyjnym zintegrowany wzmacniacz lampowy Audio Research I/50.
Jak obrazują zdjęcia, mamy do czynienia ze stosunkowo niedużą, za to bardzo zwartą lampową konstrukcją – to pierwsza istotna cecha wzmacniacza wspomniana we wstępniaku. Obudowa w ogólnym rozumieniu jest powieleniem pomysłów typu: skrywająca trzewia z układami elektrycznymi platforma nośna dla reszty osprzętu. Jednak co wizualnie ten pomysł wyraźnie odróżnia od typowych propozycji, to fakt przykrycia górnej połaci czymś na kształt nieco wystającym poza obrys pionowych ścianek daszkiem. I co ciekawe, ów daszek nie występuje li tylko w dostarczonym do nas kolorze złota, ale w ofercie do wyboru jest kilka barw jego wykończenia, co daje możliwość dostosowania ogólnej aparycji wzmacniacza do osobistych preferencji – tutaj mamy realizację drugiej cechy z akapitu rozbiegowego. Naturalnie owa platforma jak to zwykle bywa, jest solidnie zabudowana, a znajdziemy na niej tuż przy froncie dwa sprej średnicy pokrętła manipulacyjne (wybór wejść i poziom wzmocnienia), zaraz za nimi imitujące lampy elektronowe LED-owe wyświetlacze pokazujące czas rozgrzewania się konstrukcji do stanu pracy oraz zadany poziom głośności, za nimi skryte pod elegancką kratką lampy mocy (6550) oraz sterujące, zaś na samym tyle także posadowione pod identycznym domkiem z kratownicy transformatory z kondensatorami. Jak widać, jak na stosunkowo niewielką bryłę wyposażenie bogate co sprawia, że nabywając I/i50 dostajemy zwartą i ładną, dzięki czemu bardzo łatwo ustawialną w zazwyczaj pozbawionych nadmiaru wolnego miejsca oraz wymagających zgody naszych drugich połówek, centralnych miejscach w salonie konstrukcję. A co z trzecim punktem pierwszej części dzisiejszego opisu, czyli brzmieniem? To naturalnie będzie tematem kolejnej części skądinąd finalnie zapewniającego mi sporo przyjemnych emocjonalnych doznań testu.
Jak zagrał tytułowy, nie oszukujmy się jednak nieduży w stosunku do oczekujących sporej mocy kolumn lampowy wzmacniacz? Skłamałbym, gdybym nie powiedział, że z zaskakującym sukcesem. Naturalnie do średnich poziomów głośności, gdyż fizyki nie oszukamy, ale oferta soniczna w zakresie swobody prowadzenia wielkich Gauderów była bardzo dobra. Pełna kolorów, dobrego nasycenia i sporej jak na możliwości testowanej konstrukcji ilości dolnych rejestrów. To zaś sprawiło, że przekaz emanował zjawiskową muzykalnością. Bez wyostrzeń, ale też bez nudnego uśredniania nadmiernym syropem, za to z fajnym osadzeniem w masie, bogatą paletą barw i rozwibrowaniem ładnie doświetlonej słodkimi górnymi rejestrami średnicy. Jednym słowem piękna, gdy w napędzie wylądował odpowiedni materiał nigdy nie kończąca się przepiękna opowieść o danych zapisach nutowych. Mowa o wszelkiego rodzaju jazzowych i barokowych produkcjach, które czerpały z dobra umiejętnie zaaplikowanych lamp elektronowych pełnymi garściami.
Pierwszymi z brzegu są choćby produkcje Gary Burtona „The New Quartet” oraz Jordi Savalla „El Cant De La Sibil-La: Mallorca / València, 1400-1560”. W pierwszym przypadku spośród znakomicie grającego i rozumiejącego się składu za sprawą możliwości amerykańskiego pieca na pierwszy plan wybijał się właśnie instrument frontmena, w postaci bajecznie zawieszonego w eterze i mieniącego się milionem barw oraz różnorodnością epatowania energią brzmienia wibrafon. Soczysty, ale nie nazbyt ciężki, dźwięczny, jednak nie jednostajnie, tylko z feerią impulsów niczym płomień palącej się świeczki, co z automatu bezwiednie przywiązywało całą uwagę słuchacza. Zaś w drugim krążku przy znakomitym udziale w celebrowaniu sakralnych pieśni tak instrumentów z epoki często towarzyszącego głównej wokalistce w postaci żony Jordi Savalla Montserrat Figueras wielogłosowego chóru, jak i wszechobecnego echa jako feedback wysokości goszczącego muzyków klasztoru, największą wygraną w moim mniemaniu była właśnie Montserrat. Jej donośny głos przeszywał duszę nie tylko barwą czy doniosłością śpiewania z pełnych płuc, ale także, a być może najbardziej będącą pochodną przyjemnego dla ucha rozwibrowania dźwięku przez szklane bańki namacalnością odbioru. To był nokaut. I żeby nie było, całkowity i do tego w obydwu przypadkach.
Jeśli chodzi zaś o materiał wymagający maksimum drapieżności, z oferty którego w mojej płytotece do opisania brzmienia systemu wybrałem muzykę grupy Black Sabbath „Vol. IV” , bywało różnie. Raz bardzo dobrze, a innym razem z naturalnych względów nie źle, jednakże nieco za bardzo zachowawczo. Dobrze podczas prezentacji ballady „Changes”, gdyż pięknie brzmiący i dobrze osadzony fortepian oraz majestatycznie, przezywające duszę partie melotronu znakomicie podbudowywały emocje, jakie u mnie zawsze wywołuje śpiewany przez Ozzy Osbourne’a tekst. Natomiast nie do końca idealnie podczas prezentacji reszty materiału. Chodzi oczywiście o typową dla lampowej konstrukcji tendencję do lekkiego uspokajania ostrości rysunku muzycznego z aplikacja dawki krągłości całemu pasmu akustycznemu, co wielu z Was może oczywiście się podobać, jednak dla ortodoksyjnych słuchaczy może być jednak niechcianym odstępstwem od prawdy. Osobiście taki sposób na muzykę przyjmowałem bez najmniejszego problemu, jednak zdając sobie sprawę, że idealne odtworzenie powinno brzmieć nieco inaczej i chcąc być fair w stosunku do potencjalnych zainteresowanych I/50-ką nie mogłem o tym wspomnieć. Jednak zaznaczam, to są konsekwencje założeń konstrukcyjnych, a nie jakiekolwiek problemy, zatem proszę potraktować to jako niezbędną informację w rzetelnym teście, a nie jako deprecjonowanie urządzenia. Ale jak wspominałem, to był inny, a nie wadliwy pomysł na jednak bardzo wyrazistą w domenie nieprzewidywalności serwowania nam pozytywnej agresji muzykę.
Jaka będzie puenta tego testu? Najprostsza jak to tylko możliwe. Otóż jak wspominałem na samym początku, założeniem podczas powoływania do życia tytułowej integry Audio Research I50 było zaproponowanie klientowi czegoś niedużego, ładnego i przyjemnie brzmiącego. I gdy zapoznaliście się z powyższym opisem, jasno z niego wynika, iż nasz bohater taki właśnie jest. A jeśli tak w szczególności przypominając przyjemność grania nie można mieć do niego pretensji o upiększanie świata spod znaku rockowego szaleństwa. Ma pokazywać ładną stronę muzyki i znakomicie się w tym sprawdza. A, że robi to bardzo dobrze czasem nawet z diabelnie trudnym materiałem – piję do ballady Black Sabbath, moim zdaniem jedynymi osobnikami mogącymi mieć jakieś drobne „ale”, będą piewcy masakrowania a nie karmienia pięknem swoich narządów słuchu w postaci unikających dróg na skróty ekstremalnie ortodoksyjnych słuchaczy tego typu twórczości. Reszta populacji kochających muzyka melomanów bez problemu znajdzie z nim nić porozumienia. A znajdzie dlatego, że to zgodnie z początkowym pomysłem konstruktorów bardzo zgrabny i muzykalny wzmacniacz za stosunkowo nieduże pieniądze.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord,
Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stolik: BASE AUDIO 2.
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Dynavector DV20X2H
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy Studer A80
Dystrybucja: Audiofast
Producent: Audio Research
Cena: 32 800 PLN; + 4 500 PLN moduł phono MM/MC High Output (42dB gain); + 5 300 PLN moduł DAC
Dane techniczne
Moc wyjściowa: 2 x 50W
Pasmo przenoszenia: 10Hz – 22kHz [-3db]
Wejścia: 2 pary RCA, para XLR; opcjonalne – para RCA (phono); USB, Opt., Coax, Bluetooth
Czułość wejściowa: 1,25V RMS
Impedancja wejściowa: 100kΩ (XLR); 48 kΩ (RCA)
Odczepy dla głośników: 8Ω, 4Ω
Zastosowane lampy: 2 pary 6550WE; 3 x 6922 (1 stopień wejściowy, 2 driver)
Pobór mocy: 252W max.
Wymiary (S x W x G): 42 x 18 x 34 cm
Waga: 18,1 kg