Opinia 1
Choć słyszących i myślących użytkowników wysokiej klasy systemów od dawna nie trzeba przekonywać, że ich przez lata mozolnie konfigurowane zestawy grają na tyle, na ile pozwala im najsłabsze ogniwo, a więc istotne jest nie tylko co i gdzie gra, lecz również czym jest połączone, to dziwnym zbiegiem okoliczności każdorazowa wzmianka o otrzymaniu na testy, bądź rezultatach tychże praktycznie dowolnego typu okablowania przyciąga nie tylko jednostki zainteresowane tematem, co istne zgraje dyskutantów owym, empirycznie doświadczonym obserwacjom przeczących. Co ciekawe można zauważyć pewną prawidłowość, bowiem im ktoś mniej ma ww. doświadczenia a tym samym wiedzy, tym głośniej doświadczenia takowym materiałem „badawczym” dysponujących neguje. W rezultacie wcześniej bądź później całość zaczyna przypominać rozmowę ze ślepym o kolorach i grę w szachy z gołębiem, by po jakimś czasie obniżyć temperaturę i nie tyle wy-, co przy-gasnąć w oczekiwaniu na kolejne zarzewie. Skoro jednak od naszego ostatniego spotkania z amerykańską myślą techniczną w postaci przewodu zasilającego Transparent XL Power Cord Gen.5 upłynęło ponad 8 lat a w tzw. Międzyczasie, znaczy się w okolicach listopada 2021 r., światło dzienne ujrzała kolejna, jak łatwo się domyślić szósta odsłona, to pozwolimy sobie, m.in. dzięki uprzejmości ekipy stołecznego Hi-Fi Clubu, wrócić do tematu, nasze standardowe – czysto subiektywne, spostrzeżenia przede wszystkim kierując do tych, którzy usłyszeli i uwierzyli, pozostałej części „zaimpregnowanych” na empiryczne doświadczenia sugerując spalenie buzujących w nich emocji na pobliskiej siłowni plenerowej, bądź bieżni. Zatem niepotrzebnie nie rozwlekając wstępniaka, Panie i Panowie, oto Transparent XL Power Cord Gen.6.
Jak już śledzący nasze poczynania zainteresowani czytelnicy, zerkając na sesję unboxingową mogli zauważyć Transparent XL Power Cord Gen.6 dostarczany jest w eleganckim, czarnym, wyściełanym powycinaną „pod wymiar” gąbką i zaskakująco pokaźnych rozmiarów neseserze. Ów pozorny przerost formy nad treścią nie wynika bynajmniej z chęci deklasacji zapakowanej w mniej absorbująco gabarytowo opakowania konkurencji, lecz z prozaicznej unifikacji „futerałów” w obrębie serii/marki niezależnie od długości „wsadu”. A właśnie, tytułowa XL-ka standardowo dostarczana jest w 2m przebiegach, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by zamówić sobie dłuższe/krótsze odcinki. Sam przewód jest przy tym dość giętki, co przy nieprzesadzonej średnicy pozwala na jego sprawną aplikację w wąskich przestrzeniach zaszafkowych. Nad kolorystyką nie ma co się rozwodzić, gdyż króluje tu ponadczasowa czerń zarówno, jeśli chodzi o sam peszel pokrywający przewód, jak i umaszczenie satynowych wtyków. Za jedyny element dekoracyjny można uznać przyozdobioną oznaczeniem modelu charakterystyczną karbonową mufę kryjącą autorski system filtracji.
Zgodnie z solennymi zapewnieniami producenta niniejszy przewód zasilający jest „idealnym, wysokoprądowym i wolnym od szumów rozwiązaniem dla bardziej zaawansowanych systemów muzycznych i filmowych z poziomu Connoisseur (Znawcy/Konesera). Dobrze współpracuje z innymi przewodami z poziomu Ultimate i jest znaczącym ulepszeniem w stosunku do kabla zasilającego z serii REFERENCE”. Wszystko jasne, prawda? Zakładam, że oprócz najbardziej ortodoksyjnych wyznawców marki większość czytelników powyższą deklarację może potraktować jako klasyczny przykład marketingowej „mowy-trawy” będącej li tylko wypełnieniem wierszówki, żeby strona www nie wyglądała zbyt ubogo. Tymczasem, wbrew owym pozorom, drzemie w tym cytacie głębszy sens, lecz aby go zrozumieć trzeba po prostu go poznać. Okazuje się bowiem, iż w Transparencie opracowano tak na własne, jak i potencjalnych nabywców oraz użytkowników potrzebę podwójny, acz całkiem logiczny system hierarchicznej kategoryzacji zestawów audio idący w parze z „poziomami muzykalności” rozpoczynający się od podstawowego – „Satysfakcjonującego (Satisfying)”, poprzez Ulepszony podstawowy – „Angażujący (Engaging)”, Lepszy – „Wiarygodny (Believable)”, Ulepszony lepszy – „Autentyczny (Authentic)”, Premium – „Realistyczny (Realistic)”, Ulepszony lepszy – „Jak żywy (Lifelike)”, Znawcy – „Ostateczny (Ultimate)”, na Ulepszonym znawcy – „Transcendentnym (Transcendent)” skończywszy. Do tego dochodzi jeszcze przypisana każdemu levelowi kolorystyka i ściągi który model okablowania, gdzie przynależy, więc tak na dobrą sprawę można bazując na powyższej rozpisce przynajmniej wstępnie zorientować które stadium audiophilii nervosy reprezentujemy i którą linią produktową powinniśmy się zainteresować.
Jeśli ktoś liczył, że to koniec teorii i okrągłych zwrotów, to prosiłbym jeszcze o dosłownie chwilę cierpliwości i uwagi, gdyż niestety dalej będziemy operowali na poziomie wysokopojemnych ogólników. Cóż jednak począć, skoro usilnie próbując wycisnąć jakieś „twarde” dane i konkrety można jedynie dotrzeć do informacji o bardziej zwartej/szczelnej konstrukcji przewodników z miedzi OFHC względem poprzednika, ręcznej terminacji firmowymi wtykami oraz redukujących szumy przy jednoczesnej pełnej przepustowości energii filtrach umieszczonych w wypełnionym żywicą epoksydową module z włókna węglowego. I to by było na tyle, co biorąc pod uwagę uderzające, iście jednojajowo bliźniacze, podobieństwo obu generacji niejako skazuje potencjalnych nabywców na weryfikację metryk poszczególnych egzemplarzy po nr. seryjnych. Wbrew pozorom taka zachowawczość w zmianach aparycyjnych ma też i dobre strony, gdyż konia z rzędem temu, kto bazując li tylko na wyglądzie będzie w stanie zauważyć ewentualny upgrade wiadomego okablowania zasilającego z 5-ej na 6-ą generację. A jak wiadomo, czego oczy nie widzą …, czyli niczego nie sugerując śmiało można założyć, iż ewentualne odświeżenie posiadanych kabliszczy będzie dla osób postronnych całkowicie nomen omen transparentne ….
Ponieważ, jak już zdążyłem we wstępniaku wspomnieć, od naszego ostatniego spotkania z 5 generacją zasilających XL-ek upłynęło ponad 8 lat a w tzw. międzyczasie z mojego ówczesnego systemu ostała się bodajże jedynie listwa zasilająca i jakby tego było mało zmianie uległo również samo lokum, to do naszego dzisiejszego sprawcy całego zamieszania podchodziłem bez jakichkolwiek skojarzeń i oczekiwań. Było to o tyle kluczowe, iż poprzednio na testy otrzymaliśmy fabrycznie nowe egzemplarze o zerowym przebiegu, które w ramach standardowej akomodacji „wygrzewałem” przez kilka dni, lecz patrząc z perspektywy czasu na wcześniejsze obserwacje i porównując je chociażby z poczynionymi przez Jacka, po kolejnym tygodniu grania, a następnie zestawiając je z charakterystyką brzmieniową obecnie testowanej sztuki mam pewne przypuszczenia dotyczące niewystarczającego przebiegu 5-ek. Całe szczęście stanowiący przedmiot dzisiejszego spotkania egzemplarz na swym liczniku miał zdecydowanie dłuższy staż „pod prądem”, a i u nas na puste przebiegi nie miał co liczyć. W rezultacie zasilając 300W Vitusa, jak i wraz drugim egzemplarzem równolegle recenzowaną , dysponującą podobną mocą parkę Electrocompanietów AW 800 M (recenzja wkrótce) które Volty i Ampery „ciągnęły z gniazdka” bardziej ochoczo niż mrównik (Aardvark) z „Różowej Pantery” polujący na niewielkie, acz słynące ze swej pracowitości owady, miał okazję udowodnić swoją deklarowaną w materiałach reklamowych wysokoprądowość. I śmiem twierdzić, że ową próbę zdał z wysoce satysfakcjonującą notą.
Zacznijmy jednak od początku, czyli od ustawiającej na odpowiednio wysokim pułapie poprzeczkę wymagań muzyki operowej – mojego ulubionego albumu „Verdi: Il Trovatore” z Luciano Pavarottim, gdzie tytułowemu przewodowi z zaskakującą skutecznością udało się połączyć właściwą gradację wielu planów z sugestywną trójwymiarowością sceny i koherencją rozgrywającego się przed nami spektaklu. Jakby tego było mało całość została zaprezentowana w iście organicznie naturalnej plastyce, więc nie dość, że precyzja definicji źródeł pozornych zapewniała wzorowy porządek podczas najbardziej dynamicznych scen, to ani razu nie udało mi się przyłapać XL-ki na próbach zbytniego konturowania i siłowego ekstrahowania poszczególnych bytów z tła. Z nią w torze wszystko było właśnie naturalne i niewymuszone, lecz z jednej strony bez jakichkolwiek oznak nerwowości, podkręcania tempa, rozdmuchiwania brył, czy bezsensownego prężenia muskułów, a z drugiej zgrabnie unikając spowolnienia i impresjonistycznego rozmazania dalszych planów. Może w kategoriach bezwzględnych nie było takiej natychmiastowości i takiego oddechu – budowania wymiaru wysokości jak z Furutechem Nanoflux Power NCF, lecz biorąc pod uwagę „drobną”, wynoszącą nieco ponad 8 kPLN różnicę w cenach obu przewodów nie widzę problemu z przymknięciem oka na powyższe odstępstwa. Śmiało można uznać, iż amerykański przewód robi wszystko nie tylko poprawnie, co po prostu dobrze bądź bardzo dobrze, vide plastyka prezentacji, a że droższa i operująca na wyższych pułapach zaawansowania konkurencja robi coś lepiej, to raczej oczywista oczywistość, tym bardziej, że w portfolio Transparenta znajdziemy jeszcze topowe Opusy i to raczej dla nich zarezerwowane są stricte ultra high-endowe doznania.
Z kolei na reprezentującym nieco odmienne podejście do melodyki i estetyki jako takiej repertuarze, czyli daleko nie szukając thrashowym „Te Rā” Alien Weaponry, bądź też industrialno-metalcore’owym „PALEHELL” Paledusk natywna gładkość i dojrzałość barwowa Transparenta sprawiły, że zamiast domniemanego złagodzenia przekaz uległ dodatkowej i mile widzianej intensyfikacji. Okazało się bowiem, że lekka tonizacja i przyprószenie złotem zazwyczaj siermiężnie szorstkiej, garażowej góry pozwalają słuchać dłużej i co najważniejsze głośniej, na czym motoryka i generalnie aspekt dynamiczny tylko zyskiwały budując imponujący fundament basowy, który nie tylko budził respekt swymi rozmiarami i zejściem, co naturalnością różnicowania wszelakiej maści blastów, uderzeń stopy i szarpnięć basowych strun. I to nie tylko pod względem gabarytu i definicji – rozmiarówki, co również w kwestiach emisji energii, przez co nawet na iście koncertowych poziomach głośności zamiast monotonnego łupania dostępny był nader szeroki wachlarz intensywności – od delikatnych muśnięć, po potężne uderzenia.
Jak mam cichą nadzieję z powyższego tekstu jasno wynika Transparent XL Power Cord Gen.6 z powodzeniem powinien wkomponować się wszędzie tam, gdzie zarówno króluje szeroko rozumiana równowaga tonalna, jak tam i gdzieś po drodze ktoś zrobił o krok, bądź pół, za daleko w stronę zbytniej analityczności. Aplikacja XL-ki 6-ej generacji nie wpłynie w nich na ewentualne obniżenie rozdzielczości, za to wyeliminuje zbytnią szklistość i beznamiętność prezentacji. Jeśli zatem chcecie Państwo poczuć na własnej skórze jak brzmi większe stężenie muzyki w muzyce, to tytułowy Transparent wydaje się dla Was stworzony.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRay Speakers + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Zapewne gdy tylko przeczytaliście tytuł dzisiejszego spotkania, nikogo nie trzeba było przekonywać, że pochodzące zza wielkiej wody okablowanie to bez dwóch zdań pełnokrwisty mainstream ekskluzywnego segmentu High End. Jednak co w jego działalności jest bardzo istotne, mimo rozdawania kart pośród najlepszych, a więc za spore pieniądze, nie zapomina o mniej zamożnej klienteli. A najciekawsze, że z równie dobrym wynikiem sonicznym w odniesieniu cen do jakości, jak w topowych konstrukcjach. Skąd to wiem? Po trosze z poprzedniego testu protoplastów dzisiejszego modelu, a po trosze po wielu zapytaniach od znajomych z for internetowych o datę publikacji dzisiejszego wystąpienia. Czego? Oczywiście testu dystrybuowanych przez warszawski Hi-Fi Club amerykańskich kabli zasilających Transparent XL Power Cord Gen.6. Jak wypadły na tle poprzedników? Czy obroniły wspomnianą korzystną relację jakości do ceny? Po odpowiedź zapraszam do kolejnych akapitów.
Idąc za informacjami producenta w rzeczonych kablach zasilających wykorzystano wysokiej jakości beztlenową miedź OFHC. O splocie, jego ekranowaniu oraz sposobie izolacji nie wiemy niestety nic. Wiemy za to, że na tle poprzedniej generacji w modelu 6 została poprawiona kwestia zwartości całej konstrukcji poprawiając w ten sposób stabilność mocowania wszelkich elementów akcesoryjnych. W tym ostatnim przypadku mówimy oczywiście o stabilniejszej aplikacji wtyczek oraz umocowanego w centralnej części długość kabla układu redukcji szumów. Ów układ w celach wizualnych oraz ochrony przez szkodliwym wpływem wibracji ukryto w wykonanych z kompozytów z włókna węglowego owalnych modułach zalanych żywicą epoksydową. Na koniec po finalnym zaterminowaniu Power Cord XL Gen.6 pakowany jest w estetyczną, czarną, wyściełaną profilowaną gąbką walizę. Jak widać, niby produkt dla mniej zamożnych klientów, ale traktowanie ich na najwyższym, wyznaczanym przez topowe konstrukcje poziomie. Szacunek.
Co brzmieniowo zaoferowała szósta generacja uwielbianego przez użytkowników kabla serii XL? Po pierwsze przekaz nadal cechuje dobra esencjonalność. Po drugie wszystko podparte jest solidną, może nie rysowaną skalpelem, ale umiejętnie unikającą efektu szkodliwego uśredniania wydarzeń w tym pasmie podstawą basową. A po trzecie za sprawą otwartości prezentacji poprzez pełen detali środek i dźwięczne wysokie tony dostajemy bardzo dobry wgląd w nagranie. Zaraz, zaraz, to wypisz wymaluj cechy bardzo bliskie poprzednikowi, to gdzie wpływ rozwoju technologii? Już wyjaśniam. W teorii wszystko jest podobne, jednak jak to zwykle bywa, diabeł tkwi w szczegółach. A tym razem jest to większa rozdzielczość wizualizowania muzyki, która dawne, czasem odbierane jako zbyt solidne nasycenie przekuła w przyjemną dla ucha plastykę. Ów efekt sprawił, że muzyka fajnie przyspieszyła, czyli obecnie dostajemy lepszy drive, dzięki czemu w dobrym znaczeniu tego słowa więcej i szybciej się dzieje. Dlaczego napisałem o dobrym znaczeniu słowa „więcej”? To proste. Często więcej jeśli nie oznacza wzrostu poziomu zniekształceń, to najczęściej nadinterpretację wyższej średnicy i ofertę nazbyt żywych wysokich tonów. W tym przypadku zaś aby nie wpaść w sidła przywołanego efektu otwierania dźwięku, konstruktorzy okablowania odchudzając środek zadbali o jego gładkość i plastykę. Jest lżejszy, a przez to szybszy, jednak bardzo homogeniczny, co sprawia, że muzyka mimo oferowania większej witalności w sobie tylko znany sposób jest daleka od nachalności. Co jak co, ale frazy „Transparent” i „natarczywość” od zawsze były tak zwanymi antonimami i chwała amerykańskim inżynierom, że nadal tak jest. Jak to ma się do odtwarzania konkretnej muzyki?
Wbrew pozorom tak w muzyce rockowej – co notabene jest naturalną koleją rzeczy, jak i ociekającej emocjami na bazie nostalgii jazzowej, czy barokowej zmiany oferowane przez najnowszy model popularnych XL-ek były tak zwaną wodą na ich młyn. Powód chyba jasny, czyli zwiększenie lotności dźwięku, która heavy metalowcom z Behemotha („The Satanist”) pozwoliła mocniej uderzyć bezpośredniością brutalizmu tergo typu twórczości, a muzyce sakralnej w interpretacji Jordi Savalla z płyty „Jerusalem” nabrać odpowiedniego rozmachu w kwestii wypełniania mojego pomieszczenia zarejestrowanym w kubaturach kościelnych uduchowionego materiału. I nie ma znaczenia, o jakiej muzyce będziemy rozprawiać, gdyż testowane okablowanie w obydwu przypadkach uwalniało znacznie większe pokłady swobody prezentacji, co automatycznie zwiększało poczucie większej obecności muzyki w pokoju. Odczuwalnie świeższej w projekcji i dzięki poprawie szybkości narastania sygnału dającej więcej frajdy poprzez zaskakiwanie mnie następującymi po sobie, już dalekimi od przegrzania, czyli przewidywalności frazami. Jednym słowem, najnowsza odsłona kabli Transparent XL Power Cord Gen. 6 to propozycja obcowania z muzyką żywszą i przez to ciekawszą.
Gdzie ulokowałbym naszego bohatera? Bez owijania w bawełnę i jakiegokolwiek naciągania faktów widzę tylko jedno miejsce, gdzie miałby pod górkę. Mowa oczywiście o systemach z dużą nadwagą. Transparent to nadal operowanie barwą i nasyceniem, tylko w żywszym wydaniu. Ale i w takich przypadkach nie zawsze wróżyłbym totalną porażkę. Chodzi mianowicie o to, że czasem winowajcą takiego stanu rzeczy jest zastosowane okablowanie. I jeśli takowe jest przyczyną konfiguracyjnej porażki, tytułowy przewód zasilający XL Gen. 6 nagle może okazać się ratunkiem w ciężkiej sytuacji. Tak więc jak widać, wszystko zależeć będzie od naszych preferencji wespół z tym, co udało nam się zestawić. Jednak jedno jest pewne, nowa seria amerykańskich kabli to puszczenie wodzy w projekcji muzyki w stronę większego oddechu, przy zachowaniu estetyki gładkości i nasycenia, co sprawia, ze to bardzo ciekawa brzmieniowo propozycja. A jeśli tak, gdy jesteśmy na rozstaju dróg, grzechem byłoby go nie wypróbować.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Dynavector DV20X2H
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy Studer A80
Dystrybucja: Hi-Fi Club
Producent: Transparent Audio
Cena: 14 300 PLN; + 1 850 PLN za dodatkowy 1m