Opinia 1
Wiele fajnych rzeczy można powiedzieć o stanowiącej temat obecnego spotkania marce, ale na tle długiej wyliczanki jedno stwierdzenie w mojej opinii jest dla niej kluczowe. Chodzi oczywiście o jasną deklarację, iż jest niekwestionowanym przedstawicielem tak zwanego wyspiarskiego mainstreamu w segmencie Hi-Fi. I nie mam na myśli li tylko przyjaznych dla zwykłego Kowalskiego cen za proponowane konstrukcje, ale także idącą w znakomitej komitywie z nimi jakość oferowanego dźwięku. Znam tę kwestię bardzo dobrze z autopsji, dlatego gdy tylko coś z portfolio tego podmiotu pojawia się w moich progach, wiem, że proces testowy będzie fajnie spędzonym czasem przy muzyce. A gdy to „coś” jest jeszcze z działu analogowego, wówczas przyjemność wzrasta logarytmicznie. Co tym razem wpadło mi w ręce? Otóż bardzie ciekawy wzorniczo, bo swoim designem na tle dawnych konstrukcji oferujący nutę nowoczesności, dostarczony przez Stratos International phonostage Cyrus 40 PPA.
Dość typowo dla zabawek Cyrusa także rzeczony przedwzmacniacz gramofonowy jest stosunkowo kompaktowy. Jak zwykle to z lekko podciętymi dolnymi krawędziami, dość głęboka i niezbyt wysoka, za to w temacie szerokości o rozmiarze niegdysiejszych konstrukcji midi, wykonana z aluminium, prostopadłościenna skrzynka, której wystrój frontu na tle dawnych pomysłów na design śmiało można określić jako awangardowy. A awangardowy dlatego, że bez mała cały awers jest jednym wielkim wyświetlaczem z pełną gamą informacji o stanie urządzenia i zadanych przez nas parametrach jego działania. Co ciekawe, producent chcąc pomóc nam w procesie wyboru warunków pracy 40 PPA w komplecie startowym przewidział dostarczanego w komplecie pilota. Jeśli chodzi o tylny panel przyłączeniowy, potencjalny nabywca dostaje w dobrym znaczeniu słowa istne szaleństwo. A powodem takiej oceny jest oferta czterech wejść dla wkładek gramofonowych MM i MC. Naturalnie dla każdego z nich jest przewidziany osobny zacisk uziemienia. Oprócz wspomnianych przyłączy wejściowych znajdziemy także dwa rodzaje terminali analogowych w standardach RCA i XLR. Z uwagi na nowoczesność urządzenia producent przewidział na rewersie także dodatkowe gniazda pozwalające na diagnostykę pracy i upgrade firmware.
Czym uwiódł mnie – jeśli oczywiście taki stan miał miejsce – tytułowy wzmacniacz delikatnego sygnału z wkładki gramofonowej? Otóż pierwszym plusem była udanie wdrożona w życie plastyka górnych rejestrów. Muzyka brzmiała nader płynnie, jednak bez odczuwalnej utraty pakietu informacji. Po prostu oferowała przyjemny dla ucha posmak gładkości, co wespół z solidnym nasyceniem dodatkowo potęgowało uczucie większej namacalności wirtualnej sceny. Drugim, oczywiście nader pozytywnym aspektem wpięcia Cyrusa w mój tor okazało się być wizualizowanie wydarzeń scenicznych bez efektu meczącego na dłuższą metę efektu przyduchy w środkowej i dolnej części pasma. Piję w tym momencie w pozytywnym słowa znaczeniu do zakresu pracy wysokich tonów, które były w pełni zaangażowane w służbie reszty podzakresów i dzięki temu nie limitowały ekspresji projekcji słuchanego materiału. Niestety często nieumiejętne trzymanie na wodzy tego zakresu kończy się zabiciem drzemiącej w muzyce radości, czyli drive’u i swobody jej wybrzmiewania. Na szczęście inżynierowie Cyrusa to doświadczone „drapieżniki” w dziedzinie audio i wykorzystując przez lata gromadzoną wiedzę poradzili sobie z tym tematem na tak zwanym luziku. Na tyle skutecznie, że mimo nastawienia przekazu raczej na muzykalność, a nie poszukiwanie wyczynowości system w świetnym wydaniu oferował mi dobrą wagę, czytelność i zadziorność podczas zatapiania się każdej położonej na talerzu gramofonu płycie.
Weźmy dla przykładu widoczny na zdjęciach krążek rodzimego trio RGG „Endorfina”. Mimo faktu, że wysokie tony nie szukały nadmiernego poklasku, czego w imię ekstremalnej ich witalności i będącej wynaturzeniem zjawiskowej ekspresji bardzo często szuka wielu melomanów, tak ważne dla twórczości tej grupy perkusjonalnia swym bytem za każdym razem trafiały w punkt niezbędnej dla danej nuty czytelności. Mogąc pochwalić się lotnością i dźwięcznością pozwalały muzyce wypełniać mój pokój z należną dla danego muzycznego pasażu swobodą. Mam oczywiście na myśli nie tylko błysk blach talerzy, ale także dzięki oddechowi prezentacji czytelność i rozwibrowanie popisów kontrabasisty oraz czarowanie raz dostojnością, a innym razem perlistością tak ważnego dla tej formacji fortepianu. Dzięki temu tak pełny skład, jak i solowe popisy artystów wypadały równie interesująco, żeby nie powiedzieć intrygująco co, jeśli mamy zatracić się w tak emocjonalnej muzyce oprócz hołubienia tego rodzaju muzyki, jest jednym z podstawowych warunków technicznych każdego muzycznego „rozdania”.
W przypadku cięższego grania w postaci krążka „Live After Dead” grupy Iron Maiden zaś Cyrus także pokazał ciekawą stronę tego nasączonego artystyczną wściekłością nurtu muzycznego. Przez opisany sposób na muzykę może w nieco bardziej spokojnej odsłonie, aniżeli mam to z kilkukrotnie droższego, używanego na co dzień phonostage’a, ale nadal z pełnym zaangażowaniem w utrzymanie drive’u i serwowanie zwartej w danym akordzie energii. Było szybko i mocno, a moim zdaniem pozorne dążenie do sedna muzykalności nie dość, że nie było jakimkolwiek problemem, to jawiło się jako pozytywny aspekt pozwalający z większą przyjemnością oraz poziomem głośności posłuchać tej zazwyczaj marnie zrealizowanej muzy. A że lubię dać po przysłowiowych garach, naturalną koleją rzeczy z premedytacją chwyciłem za pilota i napełniłem pokój fajnie okraszonym nienachalną plastyką muzycznym buntem.
Gdzie tytułowy phonostage jest w stanie zagościć na stałe? Być może Was zaskoczę, ale powiem tak. Cyrusa 40 PPA bez wyjątku powinni posłuchać wszyscy poszukujący dobrego przedwzmacniacza gramofonowego. A powodem jest bardzo dobre radzenie sobie z każdym materiałem. Owszem, z nutą większego zaangażowania w estetykę płynności, ale w gdy kolokwialnie mówiąc trzeba będzie przyłożyć, nie będzie z tym problemu. A jeśli tak, nie dziwcie się, że nie widzę przeciwwskazań dla nikogo. Tym bardziej, że jak to zwykle u wyspiarzy spod tego znaku towarowego jest w standardzie, żądana za phono cena w stosunku do oferowanej jakości dźwięku nie budzi najmniejszych wątpliwości co do uczciwości producenta. Gdy posłuchacie Cyrusa sami, przekonacie się, że takie są fakty.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Opinia 2
Choć „angielskie pudełka po butach” znam od dekad i przynajmniej jeśli chodzi o charakterystyczny design oraz brzmienie nigdy nie miałem z nimi żadnych problemów, to panujący na ich plecach, wynikający z nikczemnej postury, ścisk a w przypadku wzmacniaczy niechęć do klasycznych terminali głośnikowych, nader skutecznie eliminował jakiekolwiek rozważania nad aplikacją czegokolwiek z wyspiarskiego portfolio w moim systemie. Dlatego też, pomimo miłych wspomnień, jakie po sobie zostawiły CDt-XR & i7-XR i Pre-XR & Mono X 300 Signature zainteresowanie marką wykazywałem co najwyżej umiarkowane. Tymczasem lokalne zmiany dystrybucyjne zbiegły się z sukcesywną rozbudową portfolio Cyrusa o jubileuszową serię 40 i topową 80, które śmiało można uznać za nowe otwarcie i prawdziwą estetyczno-funkcjonalną rewolucję. Przesadzam? Bynajmniej, wystarczy tylko niezobowiązująco rzucić okiem, by przekonać się, że np. dotychczasowe zamiłowanie do wyświetlaczy rodem z popularnych w latach 90-ych minionego tysiąclecia kalkulatorów ustąpiło miejsca wysokorozdzielczym ekranom LCD a siermiężna guzikologia czujnikom dotykowym. Dlatego też, kiedy ekipa Stratos International – nowego przedstawiciela Cyrusa na naszym rynku zgłosiła się do nas z pytaniem, czy przypadkiem nie mielibyśmy ochoty przyjrzeć i przysłuchać się jeszcze ciepłemu, pachnącemu fabryką przedwzmacniaczowi gramofonowemu Cyrus 40 PPA oczywiście wyraziliśmy żywe zainteresowanie i z radością przyjęliśmy pod swój dach ww. urządzenie.
Jak już zdążyłem nadmienić Cyrus 40 PPA jest reprezentantem nowej, jubileuszowej serii 40 i co z resztą doskonale widać jest po prostu ponadprzeciętnie, szczególnie jak na phonostage urodziwy i szczodrze może nie tyle przez naturę, co przez swoich projektantów i konstruktorów wyposażony. Zacznijmy jednak na razie od frontu, który w całości pokrywa czerniona tafla akrylu skrywająca pod sobą zajmujący niemalże całą wysokość i lwią część szerokości szalenie czytelny wyświetlacz, któremu towarzyszą ulokowane wzdłuż lewej krawędzi dotykowe przyciski odpowiedzialne za wybór źródła, nastawy obciążenia oraz aktywację filtra subsonicznego. Lewy górny róg okupuje firmowy, również podświetlany logotyp. Co jednak istotne użytkownik wcale nie musi przyozdabiać ww. tafli materiałem daktyloskopowym, bowiem wraz z jednostką główną dostarczany jest … pilot zdalnego sterowania, z którego to pomocą dokonamy pełnej konfiguracji przedwzmacniacza praktycznie nie ruszając się z kanapy. A jest co ustawiać, bowiem, nieco uprzedzając fakty i opis ściany tylnej 40-ki do dyspozycji mamy … cztery wejścia, które możemy dowolnie zdefiniować jako MM/MC dobierając odpowiednie wzmocnienie, rezystancję, czy kapacytancję, aktywować wspomniany filtr subsoniczny, dopasować do własnych wymagań jasność wyświetlacza i LED-ów a nawet ustawić czas po którym urządzenie przejdzie w tryb standby.
Sam korpus jest zamkniętym aluminiowym profilem w mniej więcej połowie swej długości przyjmującym postać poprzecznie prążkowanej piórami radiatorów „tary” (młodszym czytelnikom wyjaśniam, iż mowa o „ręcznej” protoplastce współczesnych pralek). A co do „pleców”, to oprócz klasycznego gniazda zasilającego IEC, jak już zdążyłem zdradzić mamy pełną rozpustę, czyli wyjścia liniowe w standardzie RCA i XLR, cztery pary wejść RCA – każda z własnym zaciskiem uziemienia, porty USB i Ethernet do aktualizacji firmware, przełącznik masy i firmowy wielopinowy terminal jeśli najdzie kogoś ochota na dopieszczenie 40 PPA zewnętrznym zasilaczem 40 PSU. Uff, wyliczanka robi wrażenie. I powiem szczerze, że szukając podobnie wypasionej kontrpropozycji na myśl przychodzą mi na razie jedynie zdecydowanie droższe Violectric PPA V790, Gold Note PH-1000 i Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl. Słowem zapowiada się całkiem ciekawie. Jeśli chodzi o trzewia, to de facto zajmują one nieco połowę objętości korpusu i mają postać sześciowarstwowego laminatu zlokalizowanego tuż pod ww. żebrowaniem radiatorów. Zasilacz jest impulsowy, więc wyposażony w solidny toroid 40PSU jest jak najbardziej wart uwagi. Całe szczęście nie trzeba od razu drenować na niego portfela a jedynie rozważyć jego zakup, gdy już oswoimy się z możliwościami samego przedwzmacniacza.
Przechodząc do opisu wrażeń nausznych nie mogę zacząć inaczej aniżeli od absolutnej ciszy i czarnej niczym Vantablack otchłani tła jaką wita odbiorców tytułowy phonostage. Jeśli dodamy do tego budzącą szacunek rozdzielczość i onieśmielającą dynamikę jasnym będzie, że nie jest to propozycja dla miłośników poobiedniej drzemki przy leniwie snującej się „muzyczce z głośniczka”. Co ciekawe owa dynamika bynajmniej nie jest pochodną jakiejś nerwowości, bądź utwardzenia i zbytniej chrupkości najniższych składowych, lecz natywnej zdolności oddania pełnego potencjału energetycznego zawartego w materiale źródłowym. Bas na „AFR AI D” Mariusza Dudy jest potężny, majestatyczny, jednak świetnie kontrolowany, więc nie zamazuje pozostałych podzakresów. Uwagę zwraca jednak ogrom przestrzeni jaki jest w stanie wygenerować angielski przedwzmacniacz. Na powyższej elektronice, gdy jej rozmiary wytycza jedynie wyobraźnia oraz umiejętności twórcy a nie kubatura pomieszczenia taki sposób reprodukcji sprawdza się wybornie. Cyrus wchłania nas w muzyczny mikrokosmos a operując przyjemnie wysyconymi i zarazem witalnymi barwami oraz niezaprzeczalną homogenicznością przekazu jednoznacznie stawia na atrakcyjność prezentacji automatycznie wywołując pełne zaangażowanie odbiorcy. Na nieco bardziej siermiężnym, czy wręcz garażowym „Never Say Die!” Black Sabbath do głosu dochodzi również humanitarne traktowanie niezbyt wysokich lotów realizacji. Co prawda słychać oczywiste mankamenty techniczne w stylu zbytniej jazgotliwości i upośledzonej rozdzielczości góry, o śladowych ilościach finezji oraz wyrafinowania nawet nie wspominając, ale zaraźliwa motoryka i galopujące tempo robią swoje, więc nie sposób spokojnie usiedzieć w miejscu. To takie słuchanie dla chwilowej frajdy, wspomnienia lat minionych i tamtych „smaków”, niczym przejażdżka Bertone X1/9, gdzie jest ciasno, siedzi się prawie jak w gokarcie a przekroczenie 100 km/h skutecznie kończy każdą rozmowę. Proszę jednak mnie dobrze zrozumieć. Cyrus ww. album gra szorstko i brudno, bo tak właśnie owo wydawnictwo brzmi, więc wszystko jest w jak najlepszym porządku. Wystarczy bowiem sięgnąć chociażby po współczesny repertuar w stylu „Hardwired … To Self-Destruct” Metallici, bądź nawet „I Loved You at Your Darkest” Behemotha a dostaniemy kawał potężnego łojenia bez jakichkolwiek anachronicznych artefaktów. Będzie piekielnie szybko, ciężko a jednocześnie bez utraty czytelności i irytujących uproszczeń w kulminacyjnych momentach, więc jeśli tylko reszta systemu (ze szczególnym uwzględnieniem wkładki) podoła takiemu natłokowi informacji, to o „przepustowość” tytułowego phonostage’a możemy być spokojni. I już kończąc „piekielne klimaty” jedynie pragnąłbym jeszcze skomplementować Cyrusa za brak utwardzenia i szklistości najwyższych rejestrów, co właśnie w takich mocno ofensywnych realizacjach potrafi bardzo dawać się we znaki. A tu otrzymujemy pełen pakiet informacji ale bez zbytniego epatowania „latającymi żyletkami”. Mała rzecz a cieszy.
Na klasyce, w tym symfonice („Gustav Holst: The Planets” Vienna Philharmonic/Herbert Von Karajan,1962) , jak i jazzie („Minione” Anna Maria Jopek / Gonzalo Rubalcaba , „Sketches Of Spain” Miles Davis) do głosu doszły jeszcze wyrafinowanie i przyjemne „drążenie” wieloplanowości, gdzie uwagi słuchacza nie pochłania w lwiej części jedynie pierwszy plan, lecz w zależności od kierunku skierowanego wzroku odkrywamy kolejne partie instrumentów i detale, które do tej pory nam umykały. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by ulubiony repertuar kontemplować z szerokiej perspektywy jako nierozerwalną, koherentną całość, lecz z drugiej strony w tzw. okamgnieniu możemy przestawić się w tryb wnikliwej eksploracji, a to, szczególnie patrząc przez pryzmat zaskakująco przystępnej ceny naszego gościa, wcale nie jest takie oczywiste.
Mówiąc wprost nie spodziewałem się, że w tak niepozornym ciałku może drzemać taki potencjał. A tymczasem Cyrus 40 PPA wręcz rwie się do grania i z racji wrodzonego, lekkiego usportowienia potrafi nie tylko tchnąć solidną dawkę życia w nazbyt ospałe systemy lecz również odkryć do tej pory nieco przykurzone pokłady rozdzielczości nawet z dość budżetowych wkładek. Dodając do tego świetną ergonomię i bogactwo przyłączy, o atrakcyjnym designie nawet nie wspominając nie pozostaje mi nic innego jak tylko szczerze go zarekomendować.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Dystrybucja: Stratos International
Producent: Cyrus Audio
Cena: 10 990 PLN
Dane techniczne
Wejścia: 4 pary RCA (MM/MC)
Wyjścia: Para RCA, para XLR
Napięcie wyjściowe: 9V
Wzmocnienie (MC): 30dB, 50dB, 60 dB, 65dB
Regulacja obciążenia wkładki: 11Ω, 16Ω, 33Ω, 47Ω, 100Ω, 150Ω, 333Ω, 500Ω, 1kΩ, 47kΩ; 100pF, 1nF, 2nF, 3nF
Zgodność z krzywą RIAA: ±0.5dB
Czułość wejściowa: 4mV (MM); 120μV – 4mV (MC)
Zniekształcenia THD: 0.001% (MM); 0.0018% (MC)
Odstęp sygnał/szum: -87dBA (MM); -79dBA (MC)
Separacja kanałów: -90dB (MM); -95dB (MC)
Aktualizacja firmware: via RJ45, USB-A
Pobór mocy: 30W; <0,5W Standby
Wymiary (W x S x G): 88 x 220 x 365 mm
Waga: 4,8 kg