1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Gold Note PH-1000

Gold Note PH-1000

Link do zapowiedzi: Gold Note PH-1000

Opinia 1

Nasza redakcyjna przygoda z mającą swoją siedzibę w słonecznej toskańskiej miejscowości Montespertoli, prowadzoną przez Maurizio Aterini’ego, marką Gold Note rozpoczęła się dość skromnie, bo od niepozornego przedwzmacniacza gramofonowego PH-10. Okazało się jednak, iż niezbyt absorbujące gabaryty kryją szczere złoto a sam maluch na tyle nas zauroczył, że po kilku miesiącach zorganizowaliśmy sobie przysłowiową powtórkę z rozrywki dopieszczając go dedykowanym zasilaczem PS-10. Najwidoczniej nasze działania zostały gdzieś „w centrali” docenione, gdyż kolejnym stopniem wtajemniczenia, jaki dane nam było osiągnąć stał się kilkutygodniowy romans z włoskim „systemem marzeń” w skład którego weszły odtwarzacz CD-1000, przedwzmacniacz P-1000, dwie (zmostkowane) końcówki mocy PA-1175 i iście zjawiskowe, modułowe kolumny XS-85. Jeśli zastanawiacie się Państwo, cóż po takim zestawie wziąć na tapet, by nie czuć oczywistego, egzystencjalnego rozdarcia wynikającego z konieczności ewentualnego kompromisu i obniżenia lotów, spieszę z wyjaśnieniem, iż nic takiego miejsca, przynajmniej na razie mieć nie będzie, gdyż dzięki częstochowskiemu dystrybutorowi marki zawitał do nas topowy przedwzmacniacz gramofonowy Gold Note PH-1000, któremu śmiało, podobnie do naszpikowanych wszelakim dobrem górnopółkowych integr, już na starcie można dodać przedrostek „super-”.

Jak przystało na reprezentanta topowej linii PH-1000 prezentuje się nad wyraz okazale i atrakcyjnie, gdyż zgodnie z firmowymi kanonami unifikacji wszelakiej maści manipulatory, przełączniki i hebelki zostały zredukowane do postaci pojedynczej, acz wielofunkcyjnej gałki SKC (Single Knob Control) wspomaganej 2,8″ kolorowym wyświetlaczem TFT. Wystarczy tylko poprzez jej obrót wybrać interesujący nas parametr, wciśnięciem odblokować jego edycję, dokonać stosownych nastaw i zatwierdzić. Prosto, szybko, elegancko. Na froncie nie zabrakło oczywiście ulokowanego nieopodal lewego górnego narożnika złotego medalionu z podobizną starożytnego rzymskiego legionisty dmącego w róg buccina i … wyjścia słuchawkowego ujęte w ramy wyznaczone przez dwa pionowe srebrne pasy zagłębione w tafli frontu. Kolejny jego portret, tym razem wkomponowany w okrągłe podfrezowanie, znajdziemy na gęsto ponacinanej po bokach płycie górnej. Generalnie warto zwrócić uwagę iż zamiast standardowych blach Gold Note stosuje masywne, szczotkowane i anodowane na czarno, srebrno, bądź złoto aluminiowe płaty o niemalże półcentymetrowej grubości. Jednak prawdziwą radość dla oczu stanowi widok ściany tylnej, z której oszałamiająco bogata ofertą mógłby konkurować chyba jedynie Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl. Znajdziemy bowiem na niej trzy pary wejść RCA i dwie XLR, z których dwie (po jednej z każdego typu) z pomocą frontowej gałki możemy przestawić w tryb pracy liniowej (z pominięciem korekcji dedykowanej wkładkom gramofonowym) oraz zdublowane – dostępne zarówno w formie pary RCA, jak i XLR wyjścia analogowe. I tutaj kolejna miła niespodzianka. Otóż dostarczona do nas sztuka była wersją „fullwypaśną”, czyli doposażoną w pracujący w klasie A moduł przedwzmacniacza liniowego. Tego typu modyfikacje w Gold Note nie dziwią, gdyż jest to możliwe dzięki jego modułowej budowie, co dobrze wróży na przyszłość, odnośnie ewentualnych, późniejszych upgrade’ów. A właśnie, skoro o nich mowa, to kolejne terminale służą do podpięcia zewnętrznego stopnia lampowego TUBE-1012/TUBE-1006 oraz zasilania PSU-1250/PSU-1000.
Wzorem swojego młodszego rodzeństwa, również i tytułowe phono oprócz standardowych nastaw dotyczących impedancji (12 opcji), pojemności (6 opcji) i wzmocnienia (7 kroków) zapewnia swoim użytkownikom dostęp do alternatywnych dla obowiązującej obecnie krzywej RIAA, ponad czterdziestu (!!!)archiwalnych korekcji, w tym Capitol, Columbia / CBS, Deutsche Grammophone, Decca London USA, Decca London UK i Decca Mono 78rpm, Epic, HMW, Mercury, RCA Victor, Philips, Elektra, L’Oliseau-Lyre, Parlophone. Z miłych dodatków warto wspomnieć o eleganckim, systemowy pilocie, który pozwala nie tylko, nie ruzając się z ulubionego fotela zmienić źródła, lecz również poszczególne nastawy a w naszej wersji również nader dokładnie operować głośnością.
I na koniec jedna, dość istotna uwaga natury użytkowej. Otóż choć producent chwali się, iż dzięki zastosowaniu m.in. „filtrów audio o zerowych zniekształceniach i szumach” oraz wyeliminowaniu negatywnych sprzężeń zwrotnych, PH-1000 jest „najcichszym przedwzmacniaczem gramofonowym na rynku”, to przynajmniej nasz – dostarczony na testy egzemplarz niezwykle trudno było za cichy uznać. Mówiąc wprost, jego szum własny był wyraźnie słyszalny, do czego przy „normalnych” – nisko, bądź średnio- skutecznych kolumnach (vide moje Contoury 30) można się było przyzwyczaić, lecz już przy 109 dB Avantgarde Acoustic Trio Luxury Edition 26, które mamy zaszczyt u siebie gościć, sytuacja okazała się delikatnie mówiąc nieco problematyczna a stereotyp „szum starej płyty” nabrał zdecydowanie nieoczekiwanej, namacalnej postaci.

Abstrahując jednak od owego nadprogramowego, jednak jak by nie patrzeć w pełni analogowego „podkładu”, uczciwie trzeba przyznać, że PH-1000 dość zauważalnie różni się brzmieniowo od swojego młodszego rodzeństwa. To co w PH-10 sprawiało przyspieszone bicie serca, czyli ponadprzeciętna dynamika i spontaniczność, tym razem ewoluowało do zdecydowanie bardziej dojrzałej i wyważonej formy. Nie oznacza to bynajmniej emocjonalnego zdystansowania, czy też zachowawczości a raczej skierowanie uwagi na wyrafinowanie i wszechobecny, oparty na dostojeństwie spokój. Dziwne? Niekoniecznie. Po prostu o ile mniej więcej dziesięciokrotnie tańszy PH-10 ze swoim nieco zawadiackim temperamentem wprost idealnie wpisywał się w, jak to Jacek poetycko określa, „muzykę buntu” w stylu „Extreme II – Pornograffitti” Extreme, podkręcając tempa, dociążając przekaz i suto okraszać go wysokooktanową adrenaliną, to PH-1000 zdecydowanie bliżej było nostalgicznej zadumie emanującej z „You Want It Darker” Leonarda Cohena. Inny punkt widzenia wynika niejako z „targetu” – docelowego odbiorcy a tym samym preferowanego przez niego repertuaru. Bądźmy bowiem szczerzy, odsetek miłośników Sepultury, Slayera i Behemotha wśród mówiąc wprost majętnych, proszę pamiętać, iż poruszamy się na pułapie 40-60 kPLN, audiofilów i melomanów będzie w zdecydowanej mniejszości w porównaniu z wiernymi akolitami twórczości jeśli nie Brucknera i Wagnera, choć akurat w jego przypadku ekipa Apocalyptici świetnie się spisała, to z pewnością Milesa, Trane’a, czy Stańki. Czyli osób operujących w nieco bardziej cywilizowanych nurtach muzycznych. Z topowym Gold Notem otrzymamy zatem niezwykle spójny, koherentny przekaz z odpowiednią przestrzenią i w pełni komfortowym dystansem dzielącym nas od pierwszoplanowych solistów, co jest kolejną różnicą w stosunku do 10-ki, która poczynania frontmanów potrafiła przybliżać. Ot, zajmujemy miejsca w dajmy na to piątym rzędzie widowni i dzięki temu jesteśmy wystarczająco blisko, by dostrzegać mimikę i wirtuozerię gwiazdy wieczoru a jednocześnie bez niepotrzebnego kręcenia głową obejmujemy wzrokiem całą scenę i rozgrywający się na niej show. To trochę tak, jakbyśmy porównywali wersję mono i stereo genialnego „Sketches of Spain” Milesa Davisa. Jedna daje nam bliskość i namacalność pierwszego planu a druga przestrzeń i lepszą separację źródeł pozornych. Czyli każdy powinien posłuchać obu i dopiero na tej podstawie zadecydować, który „pomysł na dźwięk” bardziej wpasowuje się w jego gusta. PH-1000 podaje dźwięk trąbki Milesa bardziej eterycznie i zwiewniej, aniżeli robiła to 10-ka, jednak nie zaburza to ani równowagi tonalnej, ani nie powoduje zbytniej ekspansywności górnych rejestrów. Z kolei na „Moonlight Serenade” Raya Browna i Laurindo Almeidy pierwsze skrzypce grała artykulacja przesuwając na dalszy plan kwestie gabarytów i pojemności pudeł rezonansowych.
Czy zatem z włoskim super-phono zdani jesteśmy li tylko na naturalne instrumentarium i muzykę młodości poprzednich pokoleń? Absolutnie nie, wystarczy bowiem sięgnąć po „Lo-Fi Lo-Ve” i na własne uszy przekonać się ileż dobrego z elektronicznego instrumentarium był w stanie wyczarować Tomasz Pauszek. Właśnie tutaj owa trójwymiarowość prezentacji i budowanie istnych hektarów przestrzeni powoduje, że oniryczne plamy dźwiękowe nader szczelnie wypełniają pokój odsłuchowy. Chociaż nie. Źle się wyraziłem. One może nie tyle wypełniają, co transformują go do roli wrót do autorskiego mikrokosmosu, czyli my pozostajemy tam, gdzie byliśmy – nadal piastując rolę obserwatora, lecz zamiast naszego systemu mamy „okno na świat”. Świat rodem z opowieści SF, międzygalaktycznych sag i Avatara w 3D i 4K.

Gold Note PH-1000 wydaje się nader ciekawą a przy tym zdecydowanie bardziej „przyszłościową” – odporną na technologiczne zawirowania, kontrpropozycją dla zyskujących na popularności wysokiej klasy przedwzmacniaczy z zaimplementowanymi układami zaawansowanych DAC-ów. Powód? Dość oczywisty. Warto mieć bowiem na uwadze, iż zmiany w domenie cyfrowej następują z taką dynamiką, że na dobrą sprawę chcąc być zawsze na czasie i korzystać z uroków najnowszych układów musielibyśmy żonglować naszymi komponentami niemalże co sezon zmieniając je na nowsze – aktualne. Tymczasem w analogu raczej już nikt nic nowego, rewolucyjnego nie wymyśli, więc mając kilka gramofonów, bądź jeden, lecz kilkuramienny/z wymiennymi headshellami spokojnie możemy zaprząc tytułowe włoskie phono również do roli przedwzmacniacza liniowego a ustawiając jedno z jego wejść na pozbawione korekcji podpiąć do niego koncentrującego cyfrowe peryferia DAC-a. Wszystko jednak zależy od naszych indywidualnych potrzeb i decyzji dotyczących ewentualnej ścieżki dalszej rozbudowy konkretnego systemu. Jeśli jednak na chwilę obecną zapuściliśmy korzenie w analogu i świata poza nim nie widzimy, co poniekąd znajduje odzwierciedlenie w posiadanym „parku maszynowym” a jednocześnie nie wykluczamy przygody z plikami i coraz powszechniejszym streamingiem, to PH-1000 taką otwartą furtkę nam zostawia.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Kondycjoner: Keces BP-5000 + Shunyata Research Alpha v2 NR
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence; Artoc Ultra Reference; Arago Excellence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VM

Opinia 2

Dzisiejsze spojrzenie na dostarczony do zaopiniowania komponent audio, od strony kolejności tego typu działań na naszym portalu jest pewnego rodzaju pożądanym, jednak stosunkowo rzadkim przypadkiem. Być może kogoś zaskoczę, ale odnoszę się w tym momencie do bardzo częstego u nas, pierwszego zderzenia się z zazwyczaj topem danej marki, by w kolejnych starciach schodzić w dół jego cennika. Naturalnie nie mamy z tym problemu, jednak zapewniam, iż tak jak dzisiaj, znacznie łatwiej jest opisywać progres jakości dźwięku, aniżeli pokazywać palcem, gdzie w sferze brzmienia niższych jakościowo komponentów producent oddał nieco pola. Na szczęście tym razem robimy to po Bożemu, co nie tylko nam, ale również potencjalnym zainteresowanym dzisiejszym bohaterem spotkania, pozwoli zrozumieć obrany przez konstruktorów kierunek sonicznych działań w zakresie przetwarzania sygnału z wkładki gramofonowej. Gdy z grubsza wiemy już, w co tym razem mówiąc kolokwialnie wdepniemy, miło jest mi oznajmić, iż po dwóch podejściach do niższego modelu PH-10 – bez i z dodatkowym zasilaczem – tym razem pochylimy się nad flagowym, w wersji testowej wyposażonym w regulację sygnału wyjściowego i wzmacniacz słuchawkowy, włoskim przedwzmacniaczem gramofonowym Gold Note PH-1000, o którego wizytę w naszej redakcji, planowo prezentując progres jakości dźwięku w zależności od pozycji w cenniku, zadbał częstochowski dystrybutor.

Na tle młodszych braci topowy phonostage osiąga typowe dla znaczącej większości elektroniki z tego segmentu, rozmiary w kwestii szerokości, głębokości i wysokości. Front 1000-ki mimo swoich sporych rozmiarów na szczęście nie został zbytnio przeładowany wizualnie, dlatego mimo wkomponowania weń sporego wyświetlacza nie przytłacza użytkownika nadmiarem bodźców. Patrząc od lewej strony znajdziemy na nim okalaną dwoma pionowymi, srebrnymi paskami i ustawioną w pionie serię: mieniące się złotem okrągłe logo marki, niebieską diodę sygnalizującą pracę urządzenia, oczko odbiornika fal pilota zdalnego sterowania i na samym dole gniazdo słuchawkowe. Tuż obok, jednak nadal lekko z lewej strony konstruktorzy zaaplikowali wspomniany, kolorowy, wielofunkcyjny, bo pokazujący każdy wybrany set up urządzenia wyświetlacz. Zaś na prawej flance oprócz oznaczenia nazwy brandu i modelu dostajemy do dyspozycji bardzo istotną, obsługującą wszystkie nastawy okrągłą gałkę. Owe funkcje to nie tylko dostosowanie phono do konkretnej wkładki, ale również wybór odpowiedniej korekcji krzywej – innej niż RIAA – dla słuchanej w danym momencie płyty – mam na myśli przypadki zastosowania podczas produkcji płyt w czasach jej świetności korekcji typu Decca, London, czy Columbia. Patrząc na naszego bohatera z lotu ptaka, zderzamy się z ciekawą, mimo sporego zaawansowania w detale, konsekwentnie podążającą drogą wizualnego spokoju obudową. Jej stylistyczną atrakcją oprócz wytłoczonego w centrum logo marki są rozmieszczone symetrycznie, rozpoczynające się półkolem w okolicach wspomnianego exlibrisu, przechodzące na boczne ścianki z podobnym zaobleniem na drugim końcu, dbające o grawitacyjną wentylację trzewi serie poprzecznych nacięć. Jeśli chodzi o rewers, ten jak przystało na urządzenie z segmentu High End spełnia najbardziej wyszukane potrzeby melomana. Z najdziemy na mim trzy wejścia RCA i dwa XLR dla dowolnych wkładek gramofonowych, bądź innych źródeł analogowych, wyjścia sygnału liniowego RCA i XLR, gniazdo na dodatkowy zewnętrzny zasilacz, komputerowy terminal dla ewentualnego serwisu lub upgrade’u urządzenia, włącznik główny i zintegrowane z bezpiecznikiem gniazdo zasilania IEC. Miłym dodatkiem od producenta jest dodawany w komplecie, pomagający wykorzystać sterowanie głośnością z miejsca odsłuchu, pilot zdalnego sterowania.

Próbując wykorzystać w tej opinii poprzednie testy młodszego rodzeństwa PH-1000, jedno jest pewne. To na tle poprzedników jest znacznie dojrzalsze granie. Jednak nieco naprowadzając Was na odpowiedni tor zrozumienia tego terminu, muszę coś wyjaśnić. Otóż za dojrzalsze wielu miłośników muzyki uważa to, co zdecydowanie bardziej rzuca się w ucho. Mówię o prezentacji z pogranicza „łał”, czyli wszystko podane na talerzu, ze wskazaniem na wybijanie się poszczególnych składowych. To oczywiście może się podobać, jednak nie do końca w prawdzie o muzyce o to chodzi. W moim, zaznaczam przy tym, że kilkukrotnie potwierdzonym przez topowe konstrukcje odczuciu, dojrzalszy dźwięk ma odznaczać się odpowiednim wyważeniem ilości informacji z podaniem ich w odpowiedniej temperaturze barwowej i być dalekim od nadinterpretacji. Być może się zdziwicie, ale to bardzo wpływa na tak ważną dla analogu, emocjonalność przekazu, nawet w przypadku muzyki wydawałoby się dalekiej od takich konotacji – o tym za moment. Co ciekawe, w pierwszym zderzeniu taki stan rzeczy może powodować odczucie wycofania się dźwięku, jednak zapewniam Was, po akomodacji i zrozumieniu tematu, zazwyczaj okazuje się, iż owa z pozoru mniejsza wyczynowość jest bliższa jego żywej – czytaj naturalnej – odsłonie. Jak zatem w oparciu o powyższy wywód wypadł topowy model phonostage’a Gold Note PH-1000?

Na szczęście dla jego występu w tym teście bardziej wyrafinowanie od tańszych w dobrym tego słowa znaczeniu – oczywiście w odniesieniu do zajmowanego miejsca w cenniku – osobników z syndromem ADHD. Muzyka przestała mnie atakować, tylko dzięki nabraniu odpowiedniego body zaoferowała fajną spójność ilości informacji z niezbędnym dla ich dobrego osadzenia na wykresie zbliżania się do dźwięku life, nasyceniem. Pierwszy efekt był bliski temu, o czym wspominałem w poprzednim akapicie, czyli system przestał świecić, powodując minimalne przygaszenie światła na scenie. Jednak natychmiastowym feedbackiem tego działania okazała się być możliwość lepszego skupienia się na samej muzyce. Muzyce barwniejszej, a przez to pokazującej znacznie więcej emocji, a chyba zgodzicie się ze mną, że bezapelacyjnie głównego zamysłu wszystkich, powtarzam wszystkich artystów. Jaki jest powód podkreślenia znaczenia słowa „wszystkich”? Spójrzcie na sesję zdjęciową słuchanych płyt, a okaże się, że jedną z głównych ról zagrała kojarzona z buntem przeciwko wszystkiemu na tej planecie, grupa Led Zeppelin z krążkiem niosącym nazwę zespołu z oznaczeniem II. Wszyscy ją znają, ale zazwyczaj w tańszych konfiguracjach sprzętowych albo zwyczajnie krzyczy – zestawy nadpobudliwe, tudzież zbytnio akcentujące krawędzie dźwięku, albo milusińsko ociera się o stan po spożyciu pavulonu – konfiguracje nazbyt osadzone w masie i barwie. Tymczasem w wykonaniu włoskiego przedwzmacniacza nie tylko nie zagubiłem wyrazistości i fenomenalnego przemieszczania się pomiędzy kanałami, z tego co mi wiadomo tylko raz wykonanej z takim poczuciem flow, ulubionej chyba przez wszystkich miłośników tej formacji solówki, ale również jako pokaz umiejętności Włochów zyskałem świetne połączenie agresji i barwy każdej szarpniętej struny, o świetnym występie wokalnym i instrumentalnym reszty zespołu nie wspominając. To było połączenie energii, a przy tym szybkości i wyrazistości przekazu, co w moim odczuciu od strony po raz kolejny przywoływanej dojrzałości dźwięku, postawiło tańsze produkty tego brandu do przysłowiowego kąta. Jednak zaznaczam, do tego trzeba dojrzeć, co notabene z doświadczenia wiem, że nie jest takie oczywiste, gdyż znając sporą rzeszę miłośników analogu, na palcach dwóch dłoni jestem w stanie policzyć tych w pełni rozumiejących temat. Wieńcząc pakiet informacji na temat emocji podczas słuchania tego czarnego krążka, nie mogę nie wspomnieć, iż owa, będąca rasowym wulkanem muzyka nie siliła się na nadmierną wyrazistość lub energetyczną przebojowość, a mimo to usłyszałem w niej znacznie więcej emocji, niż podczas testowego odtworzenia z modelem PH-10. Sorry panowie, ale tak to widzę i gdy zajdzie taka potrzeba, do końca mojego lub sparingpartnera będę o to kruszył przysłowiową kopię.
Drugim w kolejce materiałem muzycznym była interpretacja chóralnej muzyki kościelnej Jacoba Obrechta „Missa Fortuna Desperata”. Naturalnie powodem jej wizyty na talerzu gramofonu było potwierdzenie teorii, iż umiejętne oddanie zbytniej dosadności przekazu na poczet ukulturalniającego go uplastycznienia, co najmniej nie zaszkodzi, a w dobrej konfiguracji sprzętowej najczęściej pomaga ogólnej prezentacji. W efekcie dzięki lepszemu osadzeniu głosów chórzystów w barwie i minimalnemu zaciemnieniu atmosfery, znacznie wyraźniej w estetyce oddania mroczej kubatury kościoła, kreowała się wirtualna scena, ze szczególnym uwzględnieniem jej głębokości i namacalności każdego znajdującego się na niej źródła dźwięku. Oczywiście natychmiast w górę powędrowała mistyka tego sakralnego przedsięwzięcia, co niestety z przykrością stwierdzam, nie zawsze bywa na tak dobrym poziomie, jak w przypadku 1000-ki, za co należą się zasłużone brawa.
Na koniec kilka zdań o twórczości elektronicznej na przykładzie artysty o pseudonimie Moby z płytą „Wait For Me”. Naturalnie pierwszym ocenianym niuansem była lotność i zadziorność dobiegającej do mnie muzyki. Ta potwierdzając poziom jakości prezentacji, wypadła bardzo dobrze. Nadal w ogólnym odbiorze brzmiała spektakularnie. Jednak nie w stylu ofensywy ponad wszystko, tylko gdy wymagał tego materiał, konsekwentnie rysowała ostre krawędzie, ale przy tym nie zapominała również o zawartości dźwięku w dźwięku. Tłumacząc to na nasze, gdy głównym mottem były komputerowe wariacje na temat ostrych brzmieniowo przecinków lub dłuższych modulacji nutowych, z powodzeniem kaleczyła moje uszy, a gdy do głosu dochodził wokal, ten oferował fajną dawkę gładkości i barwy. Oczywiście, gdy zderzylibyśmy tę prezentację z poprzednio ocenianymi konstrukcjami tej manufaktury, wielu z Was prawdopodobnie wybrałoby tamte występy. Jednak to już byłoby konsekwencją osobistych wyborów, a nie jakości w wartościach bezwzględnych, o które nie zawsze wszyscy walczą, a z których co poniektórzy nawet nie zdają sobie sprawy. Dla mnie tytułowy phonostage prezentuje wyższe wtajemniczenie w dziedzinie obsługi wkładki gramofonowej i basta.

Mam nadzieję, że zrozumieliście, co powyższym tekstem chciałem przekazać. To w skrócie jest zwrócenie uwagi na umiejętne zbilansowanie wyrazistości przekazu z jego osadzeniem w realiach barwy i namacalności. W przypadku Gold Note’a w moim odczuciu Włosi zrobili to umiejętnie. Czy na tyle, aby rozkochać w sobie wszystkich? To niestety jest utopią, jednak wiedzący czym odznacza się bliski prawdy dźwięk z pewnością przynajmniej zapoznają się z tytułową ofertą. Ofertą pełną zrównoważenia emocji i informacji, co w pierwszym odczuciu może nieść ze sobą efekt pozornego cofnięcia się dźwięku, ale w ostatecznym rozrachunku znacznie zbliży nas do znacznego zwiększenia poczucia bliskości ze słuchaną muzyką. Czy widzę jakieś wady? Od strony sonicznej pomijając często wyimaginowane oczekiwania potencjalnych zainteresowanych raczej nie. Niestety od strony użytkowej, co prawda drobną, ale jednak techniczną w bardzo rozdzielczym systemie był słyszalny szum własny urządzenia. Czy dokuczliwy? To musicie zweryfikować w swoich zestawach, które mogę to różnie zinterpretować. Ja na podczas użytkowania kolumn o skuteczności na poziomie około 110 dB tylko sygnalizuję jego byt. Reszta aspektów naszego punktu zainteresowania bezapelacyjnie jest na wysokim poziomie.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0 , Melco N1Z/2EX-H60
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
Kolumny: Avantgarde Acoustic Trio Luxury Edition 26
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
– wkładka: MIYAJIMA MADAKE
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Dystrybucja: Gold Note
Ceny
Gold Note PH-1000: 44 160 PLN
Gold Note PH-1000 PREAMP: + 17 940 PLN

Dane techniczne
Wejścia: 2 pary RCA, para XLR (opcjonalnie dwa konwertowalne wejścia liniowe)
Wyjścia: par RCA, para XLR,
Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 KHz Konfiguracja 40 krzywych EQ,
THD (całkowite zniekształcenia harmoniczne): <0,01% MAX
Zakres dynamiki: 110dB
Impedancja wyjściowa: 50 Ω
Czułość wejściowa: 0,1 mV MC, do 8,0 mV MM
Impedancja wejściowa: 12 opcji do wyboru [100KΩ, 75KΩ, 47KΩ, 33KΩ, 22KΩ, 1KΩ, 470Ω, 220Ω, 100Ω, 47Ω, 22Ω, 10Ω]
Pojemności wejściowa MM: 100 pF, 150 pF, 220 pF, 330 pF, 470 pF, 1000 pF
Wzmocnienie: 65dB MC, 40dB MM z 7 opcjami (-9dB, -6dB, -3dB, 0dB, + 3dB, + 6dB, + 9dB]
Włączany / wyłączany filtr subsoniczny: 10 Hz / 36 dB na oktawę
Regulowane tryb mono / stereo
Zamiana kanałów R / L, L / R
Krzywe korekcji: > 20 krzywych dla Stereo, Mono i 78rpm + 4 manualne nastawy, możliwość ustawienia płaskich charakterystyki dla wejścia liniowego
Odbiornik podczerwieni do zdalnego sterowania WIFI (opcjonalnie)
Pobór mocy: 30 W
Wymiary (S x W x G): 430 x 135 x 375 mm
Waga: 11 kg

Pobierz jako PDF