Opinia 1
Zgodnie z „Wielkim słownikiem języka polskiego” (dostęp 09/04/2026) poprzez filtrację należy rozumieć „proces selekcji kogoś lub czegoś zgodnie z jakimiś kryteriami” z kolei izolować oznacza m.in. „wyodrębniać pewien element z jakiejś całości”. W jakim celu cytuję powyższe regułki? Bynajmniej nie z racji powtórki przed zbliżającymi się egzaminami dziatwy szkolnej i młodzieży akademickiej finalizującej kolejne stopnie edukacji a w celu uzmysłowienia faktu, iż owe procesy de facto eliminują pewną część większej całości, by finalnie uzyskać pożądany, zgodny z założonymi oczekiwaniami ekstrakt. I tu pojawia się pytanie na ile owe działania ingerują w strukturę tego, co wg. nas / konstruktora powinno znaleźć się na ich wyjściu. Mówiąc wprost, czy oprócz frakcji niepożądanych nie uszczuplają wolumenu o wartości / informacje użyteczne. W końcu nie od dziś wiadomo, że w znaczącej liczbie przypadków im skuteczniejsza filtracja np. zasilania (w listwach/kondycjonerach), tym większe prawdopodobieństwo limitacji dynamiki. Dlatego też z niekłamanym zainteresowaniem postanowiliśmy przyjrzeć się i przede wszystkim przysłuchać pochodzącym z mało oczywistej i wielce egzotycznej pod względem turystycznym, przynajmniej dla większości audiofilsko zorientowanych jednostek destynacji, argentyńskim izolatorom Ethernet o przeuroczej nazwie Aardvark Isolator Classic & Ultra, które trafiły do naszej redakcji dzięki uprzejmości stacjonującego w Czechach dystrybutora Hi-Fi Styl.
Oba izolatory mają postać niewielkich przejściówek składających się z kilkucentymetrowego odcinka przewodu Ethernet na końcu zaterminowanego masywnym wtykiem RJ45 Telegärtnera i rozpoczynającego się prostopadłościennym modułem z jasno (Classic), bądź ciemno (Ultra) szarego tworzywa z precyzyjnie wyfrezowanym / wytłoczonym (?) logotypem, oznaczeniem modelu i oczywiście stosownym wejściem umożliwiającym podłączenie posiadanego przewodu. Jak obeznani z tematem czytelnicy z pewnością zdążyli zauważyć swą aparycją Aardvark Isolator Classic & Ultra przywodzą na myśl m.in. budżetowy iFi LAN iSilencer+, bądź bliższy im targetem Acoustic Revive RLI-1GB-tripleC Network isolator, lecz na żywo prezentują się o niebo lepiej od swojej azjatyckiej konkurencji. Począwszy od jakości wykonania, poprzez estetykę, na materiałach i organoleptycznych doznaniach jest pod każdym względem lepiej. Pozytywne wrażenie podtrzymują, choć z racji iż to właśnie z nimi potencjalny nabywca może mieć pierwszy kontakt, wypadałoby napisać, że budują, są opakowania. Pozornie proste i standardowe – ot przypominające kartonowe pudełka na pastę do zębów, bądź inne mazidła w zgodnych z umaszczeniem zawartości odcieniach szarości lecz przyozdobione uroczą lakową pieczęcią z podobizną mrówkojada. Niby drobiazg, ale to właśnie on łapie za oko.
Zagłębiając się w anatomię obu „mrówkojadów” okazuje się, iż żeńskie gniazdo umieszczone w anty-rezonansowym korpusie jest sprzężone poprzez mikro-transformator z układem dwóch cewek, które za pośrednictwem indukcyjności przesyłają dane zapewniając pełną i zarazem pasywną izolację galwaniczną. Owe trzewia tak z gniazdem, jak i z przewodem z korpusu wychodzącym połączono lutami ze stopu srebra. Oba modele bazują oczywiście na tej samej idei, jednak Ultra może pochwalić się ekranowaniem nie tylko miedzianym, lecz również z użyciem mu-metalu. A już dzieląc przysłowiowy włos na cztery w wersji Ultra wnętrze wtyku RJ45 pokryto powłoką ekranującą EMI a trzewia filtra ręcznie owinięto grubymi warstwami miedzi i ww. mu-metalu. W rezultacie czego zapewnia wyższy poziom filtracji zewnętrznych zakłóceń elektromagnetycznych (EMI).
Zgodnie z zapewnieniami producenta oba izolatory zapobiegają propagacji szumu własnego urządzeń w torze a tym samym jego sumowaniu. Ponadto dzięki zastosowaniu stałych połączeń lutowanych a tym samym unikaniu płytek drukowanych tworzą możliwie najczystszą i najbardziej bezpośrednią ścieżkę sygnałową. I tu pozwolę sobie na drobną dygresję, bądź opinię odrębną, gdyż nie da się ukryć, iż nasi dzisiejsi bohaterowie nie są niczym innym, jak ewidentnie dodatkowym elementem w torze, więc prawdę powiedziawszy aby powyższa deklaracja miała sens powinna dotyczyć topowego, będącego de facto uzbrojonym w moduł Ultra przewodu Link. Niemniej jednak doskonale rozumiem ich obecność w argentyńskim portfolio, gdyż śmiało można założyć, iż z ich dobrodziejstw korzystać będą posiadacze wysoce wyrafinowanego okablowania niezbyt skłonni do zastąpienia go przewodem okupującym mniej bądź bardziej wyraźnie niższą półkę (Link wyceniono na 2 366,20 €).
Przechodząc do części odsłuchowej niejako podświadomie, gdzieś tam z tyłu głowy dopuszczałem możliwość słyszalnych zmian, lecz otwartą kwestią pozostawało w którą stronę przechyli się szala ewentualnych zysków i strat, czyli czy będzie lepiej/gorzej a może tylko inaczej. I jak miało się okazać odpowiedź na nurtujące mnie pytania brzmiała … Tak.
Zanim jednak ową lakoniczną deklarację rozwinę pozwolę sobie jedynie nadmienić, iż oba izolatory aplikowałem każdorazowo w zadek Lumïna U2 Mini, by zgodnie z zapewnieniami ich wytwórcy odciąć go od wszelakiej maści „śmieci z sieci”, z którymi nie poradził sobie switch QSA Red , bądź „zebrał” przewód Next Level Tech NxLT Lan Flame.
Na pierwszy ogień poszła wersja Classic i na perfidnie zaserwowanym na rozgrzewkę „Jean Baptiste Loeillet – Six Suits for the Harpsicord” okazało się, że słychać nie dość, że więcej, co w dodatku lepiej aniżeli bez Aardvark-a, co biorąc pod uwagę naturę klawesynu wcale nie było takie oczywiste. Poprawie uległa bowiem dynamika, szczególnie w odsłonie micro, rozdzielczość i otwartość – energetyczność dźwięku na jego obu skrajach. Lapidarnie rzecz ujmując można było w tym przypadku mówić o zdjęciu pewnej semi-transparentnej woalki, która do tej pory nieco krępowała ruchy artystów i propagację kreowanych przez nich dźwięków. Precyzja z jaką zaczęły być definiowane źródła pozorne na „For Those That Wish To Exist At Abbey Road” Architects była pochodną nie tylko niezwykle dokładnego oczyszczenia ich konturów i wypolerowania warstwy wierzchniej, co również eliminacji powodujących ich wcześniejsze rozedrganie, przypominających lekką morę lub smog pasożytniczych artefaktów. Oczywistym beneficjentem takiego stanu rzeczy stało się tło, którego czerni nie kalały już żadne zaszumienia. I tu ciekawostka, bowiem często pogłębienie czerni otaczającej artystów przestrzeni prowadzi również do delikatnego przygaszenia świateł na scenie i obniżenia kontrastu, tymczasem „klasyczny mrówkojad” znanym tylko sobie sposobem ów kontrast może nie tyle podbił, co sprowadził do oczekiwanego – zgodnego z rzeczywistością poziomu. Niestraszne mu były metalcore’owe galopady i dzikie wrzaski okraszone gęstymi, symfonicznymi orkiestracjami, gdzie natłok informacji potrafi wskazać w systemie miejsce występowania jakiejś energetycznej katarakty.
Zastąpienie wersji Classic usytuowanym oczko wyżej Ultra-mrówkojadem początkowo (tzn. po ok. 3 dobach wygrzewania, gdyż wyjęty prosto z pudełka wykazywał zastanawiające zamiłowanie do anoreksji i krzykliwości) odebrałem jako całkiem oczywistą i wręcz pożądaną ewolucję w kierunku jeszcze wyższej próby rozdzielczości i czystości dźwięku. Do peletonu pierwszoplanowych składowych absorbujących moją atencję dołączyły w tym wydaniu również podawane na srebrnej tacy skomplikowane faktury tkanek poszczególnych dźwięków. Niemalże jakbym z niezobowiązującej akceptacji faktu istnienia poszczególnych brył i instrumentów przeszedł na poziom ich „produktowego”/studyjnego uwiecznienia w formie laboratoryjnych packshotów. Ot, przynajmniej w moim systemie do głosu zaczęła dochodzić pewna wyczynowość, co przy równoczesnej delikatnej acz słyszalnej zmianie charakteru najniższych składowych z energetycznie masujących me trzewia kopnięć na bardziej chrupką ich prezentację wywołało zauważalne przesunięcie równowagi tonalnej ku górze. To z kolei pociągnęło za sobą może nie tyle ofensywność, co bezpardonowość reprodukcji, czemu towarzyszyło pewne utwardzenie i podkreślenie sybilantów przez co odsłuch „’Round M: Monteverdi Meets Jazz” Roberty Mameli, okazał się nie lada wyzwaniem. Nie twierdzę jednak, że Aardvark Ultra jest przez to gorszy od swej podstawowej inkarnacji, lecz w ściśle określonym, tzn. moim prywatnym ekosystemie spowodował kumulację cech tak ww. switcha, jak i łączówki, które również w swych natywnych sygnaturach do wybitnej rozdzielczości dążyły a przez to wyszło „aż za dobrze”. Pół żartem, pół serio uzyskany efekt pozwolę sobie uznać za wielce pożądany dla miłośników m.in. wysokich modeli słuchawek Ultrasone, bądź okablowania Nordosta, których gusta bezsprzecznie szanuję, acz mam własne i nieco odmienne preferencje co do rozkładu akcentów w oczekiwanej estetyce brzmienia. A odkładając żarty na bok na Aardvark Isolator Ultra powinni zwrócić baczną uwagę posiadacze ciepło i gęsto brzmiących torów cyfrowych, w tym „niezrzeszeni” – z audiofilskich switch niekorzystający i użytkownicy wyrobów Melco, Innuos, czy David Laboga Custom Audio, którzy zastanawiają się nad dodaniem dozy powietrza i oddechu.
Jak mam cichą nadzieję z powyższych wywodów jasno wynika, że aplikację zarówno wersji Classic, jak i Ultra argentyńskich Aardvark Isolator doskonale słychać. Natomiast jeśli chodzi o kwestię który z nich lepiej wpasuje się w Państwa gusta i system pozwolę sobie pozostawić otwartą, gdyż kluczowym będzie w którą stronę chcielibyście pójść i z jakiego punktu starujecie. Całe szczęście wybór między nimi powinien być tyleż oczywisty, co dziecinnie prosty – po wstępnej 3-4 dniowej rozgrzewce przepięcie pomiędzy jednym a drugim jak na dłoni powinno pokazać dwa oblicza cyfrowej filtracji.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Jedno jest pewne, niezależnie od faktu jak bardzo kochamy zabawę z muzyką na bazie analogowych nośników lub nawet poczciwej płyty kompaktowej, streamowanie od dawna jest pełnoprawnym sposobem spędzania wolnego czasu. A jeśli tak, chyba nikogo nie dziwi fakt, podobnie do wcześniejszych sposobów odtwarzania sygnału audio – wręcz wybuchu wszelkiej maści czy to urządzeń, czy wszelkiej maści akcesoriów poprawiających jego jakość. A jeśli tak, nie pozostaje nam nic innego, jak z pełną powagą przyjrzeć się, co tak naprawdę dzieje się z sygnałem po zastosowaniu danego komponentu. I gdy spojrzycie na załączoną serię zdjęć, zobaczycie, iż właśnie takimi atrybutami sygnału cyfrowego będziemy dzisiaj się zajmować. Czym konkretnie? Otóż w tym spotkaniu pochylimy się nad dostarczonym przez czeskiego dystrybutora dwóm wersjom izolatorów sygnału ethernetowego argentyńskiej marki Aardvark w podstawowej wersji Classic i nieco bardziej zaawansowanej technicznie Ultra. Co wynikło z zastosowania każdego z nich? Tego naturalnie dowiecie się w kolejnych akapitach.
Co mogę powiedzieć o budowie naszych bohaterów? Szczerze powiedziawszy z uwagi na bycie każdego z produktów mniej lub bardziej zaawansowanym filtrem sieciowym i biorąc pod uwagę chęć ochrony swojego pomysłu przed pospolitymi „podrabiaczami”, żadnych dokładnych danych od producenta nie udało mi się uzyskać. Co zatem wiemy o obu Aadvark-ach? Tyle, co zdradzają zdjęcia, czyli mamy do czynienia z prostopadłościennym blokiem zakończonym zaterminowanym na krótkim kablu wtykiem RJ45, w którym konstruktor ukrył zaprojektowane według swojego pomysłu układy filtrujące sygnał cyfrowy. W celu rozróżnienia danego modelu nie tylko opisał każdy z nich wygrawerowaną nazwą, ale także wykończył w innym kolorze. I tak biały jest przedstawicielem linii Classic, zaś szary Ultra. W podobniej kolorystyce są wykonane także opakowania każdego z filtrów. A żeby nadać im nutę ciekawostki wizualnej, każdy kartonik okraszono pieczęcią przedstawiającą zarys będącego dawcą nazwy marki mrówkojada.
Teoretycznie wydawałoby się, że jeśli sygnał cyfrowy opiera się o poprawność przekazania pakietu zer oraz jedynek, wystarczy ich konfiguracja ułożona w odpowiedniej kolejności, ilości w danym pakiecie i w stosownym czasie. Niestety to tylko teoria. Teoria, która ma się nijak do kwestii ewidentnej słyszalności zastosowania w przekazie tego sygnału pomiędzy urządzeniami czy to różnej konstrukcji kabla, czy tak jak w dzisiejszym przypadku przepuszczenia go przez różnego rodzaju filtry. Jak to się dzieje, niestety nawet ewidentnie słyszący to, do dzisiaj niedowierzający w tego typu działanie akcesoriów znajomi nie są w stanie wytłumaczyć, dlatego kolokwialnie mówiąc na siłę nie rozkminiamy tematu, tylko dla zainteresowanych opisujemy, co wydarzyło się po zastosowaniu różnego rodzaju czyszczących sygnał „dynksów”. I jak widać na zdjęciach, dzisiaj padło na weryfikację działania dwóch rodzajów filtrów Classic i Ultra.
Z założenia krótki i zwięzły opis, bo jednak zajmujemy się prostymi konstrukcjami, rozpocznę od wersji Classic. Jej zastosowanie poskutkowało otwarciem się przekazu. Muzyka brzmiała swobodniej, jakby nabrała tempa i była doświetlona w wyższej średnicy. Ale nie było to bolesne rozjaśnienie, tylko wstrzyknięcie w nią szczypty witalności, dzięki czemu poprawił się jej timing. Efekt był bardzo ciekawy, bowiem w moim przypadku podobne efekty po wpięciu czegokolwiek w system w najlepszym przypadku kończą się efektem lekkiej nad-ofensywności. Tymczasem tym razem nic takiego nie miało miejsca. Powiem więcej, bardzo przypadł mi do gustu serwowany oddech słuchanej muzy. Nienachalny, ale znakomicie poprawiający jej lotność i transparentność, co nie zdziwię się, jeśli przypadnie do gustu także wielu z Was. A przypadnie dlatego, że nadal przekaz oferował dopasowaną do realiów szybkości projekcji dźwięku wagę, co bez problemu pozwalało wygenerować ciekawy dolny zakres i przy okazji zapewnić dobrą podstawę dźwięku dla instrumentów brylujących w niższej średnicy. Jeśli czego takich aspektów Wam brakuje, wersja filtra Classic jest idealnie skrojona pod Was.
Jeśli chodzi o model filtra Ultra, tutaj sprawy soniczne miały się zgoła inaczej. Chodzi mianowicie o fakt działania na przeciwległym biegunie w stosunku do modelu Classic, czyli wizualizowanie muzyki kładło duży nacisk na dociążenie dźwięku. Naturalną koleją rzeczy drive nieco stracił na animuszu, jednak nie był to efekt jak po zażyciu Pavulonu, tylko większe skupienie się na aspektach barwowych i nasycenia, co natychmiast przekładało się na zwiększenie intymności oraz namacalności słuchanej muzyki. I tutaj podobnie do poprzedniego filtra, Ultra w swym działaniu także nie przekroczył cienkiej linii dobrego smaku, gdyż mimo ewidentnego podgrzania atmosfery na scenie muzyka nadal oferowała wiele radości i stosowny pakiet dźwięczności. Było miło i gęsto, ale w sobie tylko znany sposób bez szkód dla ogólnej czytelności odbioru. Puentując opis tego filtra w podobnym tonie do poprzedniej wersji, jednak w innym tonie napiszę, że jeśli tym razem komuś brakuje szczypty body w brzmieniu cyfrowego konglomeratu, wersja Ultra z powodzeniem może okazać się poszukiwanym lekiem na całe zło.
Zbierając na koniec wszelkie za i przeciw każdej konstrukcji w jedną czytelną całość nie będę się nadmiernie rozpisywał, tylko powiem co i jak prosto z mostu. Jak wynika z opisu, biały filtr Classic to dla systemu zastrzyk drive’u i otwartości, natomiast szary Ultra dobrze wpływającego na namacalność muzyki pakietu bogatego w informacje nasycenia i ogólnej gładkości. Co ciekawe, obydwie konstrukcje działając w całkowicie innym zakresie brzmienia muzyki robią to z umiarem, bowiem ani nie staje się krzykliwa, ani przegrzana. Dlatego jeśli nie wiecie dokładnie, co może Wam pomóc w podniesieniu jakości jej brzmienia z plików, tak naprawdę weźcie na odsłuchy dwa modele filtra spod znaku Aaedvark. Żaden z nich nie zrobi Waszemu systemowi „krzywdy”, ale jest duża szansa, że jeden z nich może okazać się strzałem w przysłowiową dziesiątkę.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Hi-Fi Styl
Producent: Aardvark
Ceny
Aardvark Isolator Classic: 617,24 €
Aardvark Isolator Ultra: 1 152,21€