1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Audio Research Reference Phono 3SE

Audio Research Reference Phono 3SE

Opinia 1

Z pewnością wiecie, iż testowanie jakiejkolwiek konstrukcji z działu analogowego jest dla mnie czyś wyjątkowym. To naturalnie wynik większej przyjemności obcowania z muzyką odtwarzaną z gramofonu, aniżeli CD tudzież streamera plików. A gdy tak jak w dzisiejszym przypadku mam spotkać się z jakimś ambitnym projektem, moje zadowolenie wzmaga się wykładniczo. Z czym będę się mierzył? Z pochodzącym zza wielkiej wody, bardzo dobrze znanym dosłownie i w przenośni każdemu adeptowi zabawy w analog producentem w głównej mierze urządzeń lampowych – amerykańskim Audio Researchem. A konkretnie? Otóż dzięki staraniom łódzkiego Audiofastu na kilkanaście dni ku mojemu zadowoleniu zawitał Audio Research Reference Phono 3SE.

Kreśląc kilka informacji o budowie naszego bohatera dla wielu potencjalnych użytkowników najważniejszą jest zastosowanie obudowy w kształcie spokojnego wizualnie prostopadłościanu, a nie typowej dla lampowych urządzeń platformy nośnej dla szklanych baniek i innych ważnych podzespołów. To naturalnie ma swoje reperkusje konstrukcyjne, gdyś ukryte wewnątrz ogniska temperatury trzeba jakoś chłodzić. Na szczęście Amerykanie bez problemu sobie z tym poradzili, gdyż zastosowane bańki z wolnymi elektronami nie będąc lampami mocy nie wydzielają jakiejś dramatycznej ilości ciepła, dlatego wystarczyło wykonać boczne ścianki ze znakomicie oddających nadmiar ciepła, poprzecznie użebrowanych aluminiowych radiatorów, a górną pokrywę z gęsto perforowanego transparentnego akrylu. Efekt jest taki, że i urządzenie jest zabezpieczone przed przegraniem i dzięki bezbarwnej górnej połaci ciekawski klient może zajrzeć do środka, aby przekonać się o kunszcie wykonania tytułowego urządzenia. Jeśli chodzi o przedni panel, mamy do czynienia z typowym dla tej marki rozwiązaniem, czyli wielkim płatem szczotkowanego aluminium, w centrum którego zorientowano duże czarne okienko z wykorzystującym odcień zieleni wyświetlaczem, pod nim sześć okrągłych guzików pozwalających dopasować pracę urządzenia do zastosowanej wkładki, a na zewnętrznych flankach pionowo ustawionymi rączkami transportowymi. Po dotarciu do tylnej ścianki widzimy dwa wejścia na osobne wkładki gramofonowe, zacisk masy, gniazdo bezpiecznika, terminal prądowy IEC, wyjścia sygnału na przedwzmacniacz liniowy RCA/XLR, wielopinowe gniazdo konfiguracyjne oraz bananowe gniazdo pozwalające spiąć pełen zestaw AR w uruchamiany jednym guzikiem konglomerat. Miłym dodatkiem jest pilot zdalnego sterowania.

Jak spisał się AR Reference Phono 3SE? Powiem tak. Gdy rozpoczynałem sesję odsłuchową, jedno wiedziałem na pewno. Chodzi o fakt barwnego, wręcz czarującego brzmienia wykorzystującego go w swoim torze systemu. Do tego plastycznego i przyjemnie rozwibrowanego, co z automatu przybliża słuchacza do prawdziwych realiów muzyki. To są stałe składowe projekcji świata muzyki z lampą w torze, dlatego w tym temacie czułem wewnętrzny spokój. Czego za to nie wiedziałem? Po pierwsze, czy nie ma efektu przegrzewania dźwięku, co czasem jest finalnie szkodliwym wynikiem zbytniej pogoni za muzykalnością konstrukcji. A po drugie i chyba nawet ważniejsze dla mnie, jak poradzi sobie z najniższym zakresem. Jakie jest jego zejście, a także jak kreowany jest w kwestii krawędzi i zwarcia serwowanej energii. Właśnie z tych ostatnich, niestety ciężkich do udźwignięcia na poziomie moich oczekiwań powodów na co dzień używam konstrukcji tranzystorowej, dlatego będąc pewnym wszystkiego co dzieje się wyżej, moja największa uwaga od samego początku była skupiona na samym dole. Co zatem w tej materii się wydarzyło? Nie powiem, oczywiście nie był to poziom energii, twardości i ostrości rysunku tranzystora, ale przekaz nie cierpiał na jakiekolwiek braki w materii zapewniającej odpowiednia ilość niskich tonów. Bas może nie brylował ze swoją dosadnością na poziomie mojej dzielonej konstrukcji, ale bez jakiegokolwiek był odpowiednią podstawą do kreowania nawet najbardziej skomplikowanego świata muzyki. Dobrze osadzał w masie i wyrazistości nie tylko pełny w brzmieniu kontrabas raz pokazując jego krągłość, a innym razem ostry rysunek strun, ale także podczas wykorzystywania klawiszy z partii basowych majestatycznie wizualizował dostojnie brzmiący fortepian. I co w tym wszystkim było bardzo istotne, Audio Research może nie określał ich w eterze nader ostrym rysikiem, ale naprawdę wyraźną kreską, co pozwoliło wymagającym pasażom muzycznym bez problemu utrzymać odpowiednią szybkość rozpoczynania i wygaszania każdego ataku impulsu przy zachowaniu świetnej czytelności tego działania.
Chcąc pokazać zalety wpięcia Amerykanina w mój tor jako pierwszy przykład wystąpi nasz wieszcz z dziedziny trąbki Tomasz Stańko w kwartecie z formacją Marcina Wasilewskiego „September Night”. To w zamyśle artystów bardzo nastrojowa muzyka, jednak wbrew pozorom też niełatwa w odtworzeniu. W drugiej części poprzedniego zdania chodzi oczywiście o wymagania od użytego do tego celu sprzętu. Mam tutaj na myśli nie tylko umiejętność zawieszenia nieskazitelnie czystej, trwającej w nieskończoność pojedynczej nuty czy uderzenia zwartą linią melodyczną kontrabasu i fortepianu, ale także czytelne rozplanowanie artystów na scenie oraz wypełnienie przestrzeni pomiędzy kolumnami pełnym emocji, czyli raz delikatnie rozwibrowanym, a innym razem pełnym energii dźwiękiem. Jeśli zestaw to uśredni, a sporo lampowych konstrukcji w pogoni za muzykalnością ponad wszystko ma w tym temacie wiele za uszami, muzyka zabrzmi nudno. Ta wspomniana z założenia jest melancholijna i gdy do tergo dodamy nadmierny spokój odtwarzającego ją systemu, mamy idealny przepis na porażkę. Na szczęście nie z Jankesami takie numery, gdyż jak wspominałem, posmak lampy owszem był wyczuwalny, jednak tylko jako pewnego rodzaju przyprawa soniczna, a nie cel nadrzędny. Dlatego z głośników popłynęła feeria niespiesznych, jednak dobrze akcentowanych zmian tempa, jaskrawości i zróżnicowania energii prezentacji poszczególnych instrumentów, dzięki czemu z wielką przyjemnością przypomniałem sobie ten od sporego czasu zapomniany przez mnie czarny krążek w całości. Było tak jak lubię, czyli lotnie, swobodnie, barwnie i namacalnie. Mniej agresywnie od codziennego wzorca, ale bez jakiegokolwiek uszczerbku na przyjemności odbioru.
Z innej beczki na tapecie wylądował najnowszy krążek Deep Purple „=1”. Dla wielu z moich znajomych to już nie są starzy dobrzy Purple, ale ja osobiście cały czas im kibicuję i na przekór utyskiwaniom kolegów niedawno postawiłem sobie tę produkcję na półce. A niedawno, gdyż od momentu wylądowania na liście jakiś rok temu miałem jeszcze kilka fajnych pozycji do nabycia. Jak odebrałem ich brzmienie z użyciem tytułowego phono? Nie wypadli nazbyt rachitycznie? Przecież to mocne granie, a lampa jest raczej łagodna. Otóż powiem szczerze, że zestaw dał radę. Może nie było to idealnie agresywne granie, gdyż szklana bańka nie pozwala na zbytnie brutalizowanie muzyki, ale idąc tropem dobrego rysunku tej pozycji płytowej uderzenia pełnego składu dawały w pełni wystarczający impuls energii, a pojedyncze występy instrumentów mimo unikania ostrego ich krawędziowania były znakomicie czytelne i fajnie osadzone w eterze. I to nie tylko w domenie szerokości i głębokości, ale także wysokości, co właśnie dobra lampa ma w zwyczaju świetnie robić. Dzięki takiemu obrotowi sprawy występ był może nieco ugładzony, ale zapewniam, także daleki efektu mordowania zapisanego w genach muzyków wewnętrznego buntu. A najciekawsze w tym wszystkim było to, że wielu z Was słuchając tego rodzaju twórczości niezbyt często być może będzie wolało taki, czyli nieco bardziej przyjemny w odbiorze, ale nadal ekspresyjny sposób na rockowe szaleństwo. Ktoś może nie przepadać za ogłuszaniem się w teorii bolesną dla uszu hard-rockową kakofonią, jednak czasem lubi sobie kolokwialnie mówiąc dać w ucho, wówczas lampowa wersja rockowego szaleństwa jest do tego idealną propozycją. Ja co prawda na co dzień wolę krzyk w pełnej krasie, ale nie powiem, to co zaoferował mi AR było fajne, bo nadal pełne energetycznych zaskoczeń.

Gdzie ulokowałbym naszego bohatera? Myślę, że nie jestem w stanie wymienić żadnych przeciwwskazań. Powód jest banalny i rozbija się o poszukiwanie przeze mnie w dobrym znaczeniu słowa wyczynowości podania muzyki – dlatego mam duże kolumny oraz ostro rysujący świat muzyki system, co z autopsji wiem, wielu znajomym analogowym melomanom nie za bardzo odpowiada, na co przy ocenianiu tego rodzaju zabawek zawsze biorę poprawkę. Patrząc zatem na zastaną sytuację przez pryzmat mojego osobistego widzimisię tytułowy phonostage nie ma najmniejszego problemu z dolnym pasmem, co opisałem choćby na przykładzie produkcji jazzowej. A, że nie gra jak wyrazisty, dla niektórych „kwadratowy” tranzystor, to już jest pochodna założeń konstrukcyjnych z lampami w tle, które dla wielu są właśnie pierwszym podstawowym warunkiem w zabawie w słuchanie muzyki z gramofonu. I gdy do tego dorzucimy nieosiągalne dla „krzemowych wynalazków” zalety spod znaku eteryczności, barwy i rozwibrowania dźwięku, Audio Research Reference Phono 3 SE wydaje się być jeśli nie pewniakiem, to przynajmniej jednym z pierwszych konstrukcji na krótkiej liście do odsłuchu. Naprawdę warty jest każdej poświęconej mu minuty.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Opinia 2

Tak jak w większości dziedzin naszego życia, a więc poniekąd przy przejawach ludzkiej kreatywności, również i w analogu można zaobserwować dwa dążące do tego samego celu, lecz niejako równoległymi ścieżkami, nie tyle modele biznesowe, co podejścia do tematu. W pierwszym dążenie do nomen omen słusznej ze wszech miar perfekcji idzie w parze z wręcz onieśmielającą komplikacją, która dopiero raczkujące w analogu jednostki może wprawić co najmniej w lekką konsternację. Weźmy pod lupę chociażby tak prozaiczne urządzenia jak przedwzmacniacze gramofonowe. Począwszy od oferującego precyzyjną equalizację FM Acoustics FM 223, poprzez wymagającego rozkręcania przy każdorazowej zmianie parametrów pracy Octave Phono Module a skończywszy na przypominającym wojskową radiostację z czasów zimnej wojny THÖRESS-ie Parametric Phono Equalizer potencjalny użytkownik już na starcie dostaje jasny sygnał, że to nie jest zabawa dla „niedzielnych kierowców”. Z kolei na drugim, równoległym torze mamy zdolnego nie tylko obsłużyć pięć (!) źródeł, lecz również większość (jeśli nie wszystkie) kiedykolwiek wprowadzone na rynek krzywe korekcji i to z pomocą pojedynczej gałki i wygodnego ekranu Gold Note’a PH-1000, wyposażonego w pilota oraz intuicyjny, wyświetlany na ekranie interfejs RCM Big Phono, czy zupełnie bezobsługową – automatycznie dopasowującą optymalne parametry pracy całą rodzinę Phasemation. Krótko mówiąc każdemu według potrzeb. Niemniej jednak, osobiście należąc do jednostek ceniących sobie tak wygodę, jak i ergonomię obsługi zazwyczaj bardziej przychylnym okiem patrzyłem na konstrukcje reprezentujące drugą z ww. frakcji, gdyż jeśli już zabierałem się za ekshumację posiadanego toru analogowego, to zamiast ślęczeć nad mikro-przełącznikami i habilitować się z niezbyt intuicyjnych nastaw zdecydowanie bardziej wolałem po prostu odkurzyć dawno nieużywaną winylową płytotekę i posłuchać muzyki. Dlatego też z nieukrywaną satysfakcją przyjąłem propozycję łódzkiego Audiofastu, by wziąć na redakcyjny tapet właśnie przynależny faworyzowanej przeze mnie frakcji przedwzmacniacz gramofonowy Audio Research Reference Phono 3SE.

Jak już zdążyłem zasygnalizować we wstępniaku Audio Research Reference Phono 3SE jest przedstawicielem obozu stawiającego na wygodę i intuicyjność obsługi swoich wyrobów. Ponadto z racji firmowej unifikacji nie wyprze się nie tylko więzów krwi z phonostagem PH9, lecz również … przetwornikiem cyfrowo-analogowym DAC 9. Lwią część wykonanego z płata szczotkowanego aluminium frontu zajmuje tafla czernionego akrylu pod którą ukryto wielowierszowy zielony wyświetlacz a w dolną część wkomponowano sześć, również aluminiowych przycisków umożliwiających nie tylko wybudzenie/uśpienie urządzenie, wybór źródła, czy wyciszenie, lecz również nawigację po menu w celu dokonania stosownych nastaw typu wybór krzywej korekcji, jaskrawości iluminacji, wartości wzmocnienia, czy też weryfikacja „przebiegu” lamp. Profesjonalnego sznytu nadają całości masywne uchwyty, które biorąc pod uwagę całkiem akceptowalną 16,6kg wagę urządzenia pełnią rolę wybitnie dekoracyjną. Podobnie z resztą jak akrylowa, gęsto perforowana płyta górna pozwalająca na pełen wgląd w trzewia naszego gościa. Widok ściany tylnej może nie jest tak intrygujący jak pyszniących się na zielonym laminacie układów elektronicznych (o których dosłownie za chwilę), ale raczej u nikogo nie powinien wywołać niedosytu. Do dyspozycji mamy bowiem dwie pary wejść RCA z pojedynczym zaciskiem uziemienia oraz wyjścia liniowe i to zarówno w standardzie RCA, jak i XLR. Miłym dodatkiem jest wejście na zewnętrzny czujnik IR oraz port RS232 umożliwiający systemowa integrację. Co ciekawe zlokalizowane w sąsiedztwie komory bezpiecznika gniazdo zasilające jest w standardzie … 16A IEC C20, co przy deklarowanym poborze mocy na poziomie 130W wydaje się zupełnie niepotrzebną komplikacją i przerostem formy nad treścią. Warto ów fakt mieć na uwadze i decydując się na zakup 3-ki zapobiegliwie zabezpieczyć stosowny przewód, bądź zmienić wtyk w swoim dyżurnym – do phonostage’a przewidzianym.
Pod względem funkcjonalności wszystko jest na tip-top. W zestawie nie zabrakło pilota zdalnego sterowania, dla każdego wejścia możemy ustawić indywidualne parametry, w tym również krzywą korekcji, gdyż Amerykanie oprócz aktualnie obowiązującej RIAA nie zapomnieli o melomanach posiadających w swych zbiorach tłoczenia nagrywane z korekcją Columbii i Decci. W trzewiach, jak to AR ma w zwyczaju nie mogło zabraknąć lamp, a tych w 3-ce nie żałowano. Mamy zatem po trzy triody 6H30P na kanał w torze audio oraz zestaw 6H30P plus 6550WE w zasilaniu.

Patrząc na 3-kę poprzez pryzmat jej ceny część postronnych, nieobeznanych z High-Endem obserwatorów z pewnością spodziewa się … nie wiadomo czego. Po pierwsze zapewne równie ekstremalnego co sam phonostage toru analogowego, po drugie sięgania po wybitne, referencyjne, najlepiej wycinane na miedzi wzorce – pozytywy (m.in. w 2018 r takowy prezentowany i grany był na AVS), no i po trzecie dźwięku co najmniej ściągającego bokserki przez głowę. Tymczasem … co do pierwszego oczekiwania, to akurat tutaj pracę domową nad wyraz sumiennie odrobił Jacek, gdyż u mnie analog stanowi jedynie niezobowiązujące uzupełnienie systemu, czy wręcz swoistego rodzaju fanaberię, więc sięgam po niego od wielkiego święta. Druga kwestia to przynajmniej na razie temat dla nas nieosiągalny, a jeśli chodzi o trzecią, to śmiem twierdzić, iż Audio Research Reference Phono 3SE jest nader namacalnym zaprzeczeniem ww. stereotypowo i jakże błędnie postrzeganego High-Endu. Zamiast oszałamiać, powalać i masakrować stawia na urzekającą niewymuszoność i naturalność prezentacji, gdzie muzyka w swoim tempie sączy się z głośników, bądź rwie wartkim nurtem o ile tylko takie było zamierzenie jej twórcy. A co do masakrowania, to w ramach rozgrzewki sięgnąłem po daleki od audiofilskich ambicji a zarazem niekoniecznie tożsamy z aktualnym postrzeganiem tak kolektywnej twórczości Black Sabbath, jak i solowych albumów Ozzy’ego wydany z okazji RDC 2024 krążek „Never Say Die!”. Szorstkie a zarazem dość lekkie rockowe granie, nieśmiało kąsające synapsy riffy i do tego lekko jazzujące wstawki sprawiają, że ów krążek niezbyt często ląduje wśród tych fanom Księcia Ciemności polecanych. A Audio Research zaprezentował go z zupełnie nieoczywistym i zarazem niespodziewanym wdziękiem stawiając zarówno na przestrzenność oraz świetną precyzję w definiowaniu muzyków na scenie, jak i oddanie realiów schyłku lat 70-ych i natywnej „archaiczności” brzmienia. Co jednak ciekawe 3-ka nie piętnuje owej archaiczności i nie epatuje owym wyraźnym nadgryzieniem przez ząb czasu, lecz jedynie niezwykle umiejętnie oddaje klimat minionej epoki. W dodatku z prawdziwą, natywną estetyką, klimatem i brzmieniem a nie li tylko na nich wzorowaną mniej, bądź bardziej udaną kopią w stylu Grety Van Fleet. Warto również wspomnieć, iż nawet dość monotonnie cykające blachy, czy słyszalna granulacja wyższych rejestrów również przechodzą w wydaniu tytułowego phonostage’a. O ile bowiem informacja o ich mankamentach trafia do słuchacza, to już ocena pozostawiona jest odbiorcy i nie jest ferowana przez ww. urządzenie.
Zmieniając repertuar na nieco bardziej wyrafinowany, acz jeszcze starszy, czyli „We Get Requests” Oscar Peterson Trio dostałem po raz kolejny świetny wgląd w nagranie, perfekcyjne definiowanie muzyków na scenie i coś, co wcześniej ginęło w rockowym galimatiasie – iście zjawiskowe zaczernienie tła i … ciszę. Tak, tak – ciszę. W dodatku nie tylko w sensie „gry nią”, lecz również w przerwach pomiędzy utworami, bądź w momencie, gdy jeszcze zawieszona na ramieniu wkładka nie rozpoczęła swej eksploracji kręcącego się pod nią krążka. Mówiąc wprost Audio Research pomimo swego „ulampienia” nie ma w zwyczaju czegokolwiek do reprodukowanego materiału od siebie dodawać, w związku z powyższym jeśli w danym momencie nic na jego wejście nie trafia, to i on sam nie serwuje nam żadnych szumów, wizgów i innych tego typu artefaktów. Z kolei w porównaniu z tą wybitnie archiwalną rejestracją „Minione” Anny Marii Jopek i Gonzalo Rubacalby zachwyca blaskiem, czystością i otwartością prezentacji. Zarówno fortepian, jak i bas, czy perkusja mają tu zdecydowanie więcej do powiedzenia, więc i pakiet informacji przez nie dostarczany jest bezsprzecznie bogatszy. A dla Audio Researcha nie jest to bynajmniej jakakolwiek trudność, lecz jedynie okazja do rozwinięcia skrzydeł i złapania wiatru w żagle.
Niejako na koniec pozwoliłem sobie odkurzyć „AFR AI D” Mariusza Dudy by stwierdzić, że z mroczną i gęsta elektroniką 3SE jest to drodze. Dźwięk miał odpowiedni ciężar, konsystencję i fakturę a jednocześnie charakteryzował się świetną rozdzielczością, dzięki czemu elektroniczne „plamy dźwiękowe” nie przypominały impresjonistycznych mazajów a stanowiły precyzyjnie zdefiniowane byty, które od czasu do czasu przecinały partie gitary, czy też mocno przetworzone, zdehumanizowane wokale. Uwagę zwraca niezwykle nisko schodzący a zarazem świetnie kontrolowany bas, który aż do samego „dołu” zachowuje pełnię energii i o ile tylko w swym założeniu nie ma snuć się przy posadzce najniższych poziomów piekieł, to śmiało możemy uznać, iż chodzi na co najmniej fluorocarbonowej, plecionej smyczy o zerowej rozciągliwości. Zero poluzowania, czy zaokrąglenia krawędzi, więc jeśli tylko reszta toru będzie reprezentować równie wysoki poziom wierności, to absolutnie nic, co dzieje się w dole pasma nie powinno umknąć Waszej uwadze.

Śmiało możemy uznać, iż Audio Research Reference Phono 3SE jest spełnieniem audiofilskich marzeń o referencyjnym przedwzmacniaczu gramofonowym. Jest szalenie intuicyjny w obsłudze, pozwala podpiąć dwa gramofony/ramiona/wkładki, świetnie się prezentuje i niejako w bonusie oferuje możliwość całkowicie bezinwazyjnego cieszenia oczu widokiem jego intrygujących trzewi. Oczywiście również bajecznie gra, ale to się przecież rozumie samo przez się. W końcu rozmawiamy o High-Endzie a śmiem twierdzić, że nikogo nie trzeba uświadamiać, że Audio Research zna zasady i od lat „umie w te klimaty” oj umie. A Reference Phono 3SE jest tego najlepszym przykładem.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Dystrybucja: Audiofast
Producent: Audio Research
Cena: 115 000 PLN

Dane techniczne
Pasmo przenoszenia: ±0.2 dB w paśmie 10 Hz do 60kHz; ±3 dB w paśmie 0.3Hz do 300 kHz.
Zniekształcenia: <0.002% przy 1.0V RMS dla 1kHz
Wzmocnienie: Przełączane 51 dB (Niskie), 73 dB (Wysokie) / 1 kHz XLR; 45 dB (Niskie), 67dB (Wysokie) / 1 kHz RCA. (Współpracuje z MC & MM).
Impedancja wejściowa: 47K Ω i 100pF (RCA). Dodatkowe obciążenia: 1000, 500, 200, 100, 50 Ω i Własne.
Impedancja wyjściowa: 200 Ω RCA, 400 Ω XLR. Zalecane obciążenie 50kΩ-100kΩ i 100pF. (10kΩ min. i 2000pF max.)
Maksymalny poziom wejściowy: 250mV RMS przy 1kHz (680 mV RMS przy 10kHz). Niskie wzmocnienie.
Poziom wyjściowy: 2V RMS (1V RMS SE), 200K Ω obciążenie zbalansowane(maksymalna zdolność wyjściowa 30V RMS przy mniej niż 0.5% THD, 1kHz).
Szum: 0.28 µV równoważnego szumu wejściowego, IHF ważone. Niskie wzmocnienie (71 dB poniżej 1mV 1kHz na wejściu). 0.082 µV równoważnego szumu wejściowego. Wysokie wzmocnienie (62 dB poniżej 0.1 mV 1kHz na wejściu).
Korekcja: (Przełączana) RIAA, Columbia, Decca.
Lampy: 6 x 6H30P podwójne triody, plus (po 1) 6550WE i 6H30P w zasilaczu
Pobór mocy: 130 W max, 2W stand-by.
Wymiary (S x W x G): 48 cm x 19.8 cm x 41.9 cm. Uchwyty wystają 4 cm poza panel przedni.
Waga: 16.6 kg

Pobierz jako PDF