1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Lumïn L2

Lumïn L2

Opinia 1

Choć streaming zdążył spowszednieć na tyle, że dla współczesnych, szczególnie młodszych, odbiorców jest czymś równie oczywistym co elektryczność i bieżąca woda, to śmiem twierdzić, iż o ile w domenie video nośniki fizyczne zepchnął niemalże do podziemia, o tyle w audio sytuacja wygląda nieco odmiennie. W końcu, nie mówiąc o psycho-fanach „Gwiezdnych Wojen”, „GoT” etc., mało kto po kilka(naście/dziesiąt) razy ogląda ten sam film to do ulubionych albumów wracamy czasem i po kilka razy nawet nie tygodnia, czy miesiąca co nawet dnia. A ze streamem jest jak jest, czyli nie tylko potrafi się przyciąć w czasie wzmożonych obciążeń sieci, lecz czy to ze względu na zmianę praw własnościowych, wycofanie zgód, etc., coś po co sięgaliśmy praz lata nagle znika a my budzimy się z ręką, mniejsza z tym gdzie. Dlatego też wzrasta w odbiorcach świadomość istotności „posiadania” i wcale nie oznacza ona trendu powrotu do kolekcjonowania nośników fizycznych, lecz raczej zadbania o zdolność gromadzenia ulubionej muzyki w urządzeniach pełniących rolę plikotek, czyli bibliotek muzycznych. I właśnie z takim przypadkiem przyjdzie nam się, dzięki uprzejmości wrocławskiego Audio Atelier, zmierzyć. Żeby było ciekawiej nasz dzisiejszy gość nie tylko muzykę magazynuje, lecz również o wspomniany na wstępie streaming potrafi zadbać, gdyż na swym pokładzie, oprócz odpowiednio pojemnych dysków, za sprawą czteroportowego gigabitowego switcha może pochwalić się zaspakajaniem podstawowych potrzeb miłośników grania z „chmury”. Panie i Panowie oto Lumïn L2.

W kwestii aparycji L2-ka pozostaje wierna firmowym kanonom piękna, czyli mówiąc wprost wykorzystuje doskonale nam znany m.in. z modeli U2, czy T3 korpus z pochylonym, masywnym, aluminiowym frontem. Nie zabrakło również charakterystycznego, ulokowanego w niewielkim wykuszu błękitno-zielonego wyświetlacza informującego m.in. o zajętości magazynu czy parametrach transferu. Zdecydowanie więcej do zaoferowania mają tradycyjnie cofnięte względem bryły urządzenia plecy, gdzie patrząc od lewej wygospodarowano miejsce na przycisk stand by (pomysł przynajmniej od strony ergonomicznej dyskusyjny), sekcję switcha z parą gniazd SFP i takim samym zestawem RJ45, duet portów USB 3.0 Type A (na razie o niewiadomym przeznaczeniu, choć opcja komunikacji z zewnętrznymi pamięciami masowymi wydaje się bardziej aniżeli oczywista) i przewidziany do połączenia z komputerem port USB 3.0 Micro B. Listę zamyka złocony zacisk uziemienia, zintegrowane z komorą bezpiecznika gniazdo zasilające oraz włącznik główny.
Jeśli zaś chodzi o trzewia, to … biorąc pod uwagę, iż producent gra w otwarte karty i sam ogłasza Urbi et Orbi, czym też był łaskaw nafaszerować naszego bohatera (link) nawet przez myśl nie przeszło nam atakować go (L2, nie producenta) wkrętakiem. Bo i po co? Żeby napawać oczy widokiem ukrytego pod blaszanym katafalkiem (impulsowego) zasilacza, płyty głównej i pary SSD-ków? Przecież nikomu nie musimy, a przynajmniej mamy taką nadzieję, tłumaczyć, że jak to zwykle bywa diabeł tkwi w szczegółach i choć na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z miniaturową (Thin mini-ITX?) wariacją nt. serwerowej płyty głównej, to chociażby z racji wykonania jej przez/dla Lumïna na sklepowych półkach luzem jej nie znajdziecie a i system całością zarządzający też do ogólnodostępnych nie należy, tym bardziej, że całość jest całkowicie bezobsługowa (zakładam, że ewentualne update’y firmware’u ograniczają się do wyrażenia na nie zgody). Po prostu, czy to poprzez USB, czy otoczenie sieciowe na widoczne jako jeden zasób dyski L2-ki przenosimy / kopiujemy pliki w formatach DSF (DSD), DIFF (DSD), DoP (DSD), FLAC, Apple Lossless (ALAC), WAV, AIFF, MP3 a urządzenie samo z siebie je zindeksuje i  „wystawi” w zjadliwej dla streamera/transportu postaci.

Krótko mówiąc od strony użytkowej Lumïn L2 tak po prawdzie jest z jednej strony rozwinięciem (o funkcje mini-switcha) a z drugiej redukcją (o możliwość streamowania) mojego dyżurnego repozytorium zdigitalizowanych materiałów muzycznych, czyli I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB. Chcąc jednak w pełni wykorzystać potencjał naszego gościa oprócz dyżurnego, wzbogaconego o zewnętrzne zasilanie liniowe w postaci Farada Super3 transportu Lumïn U2 Mini w trakcie testów posiłkowałem się również dysponującym portem SFP niedawno recenzowanym Lumïnem P1 Mini. Jak zatem wypadł Lumïn L2 pod względem brzmieniowym?
Cóż, na to pytanie nie ma prostej i jednoznacznej odpowiedzi, bo to zależy … Zależy przede wszystkim od tego jak i z czym/po czym będziemy z niego korzystali. Jeśli bowiem potraktujemy go jako li tylko wpiętego po „skrętce” w domową sieć NAS-a, to z pewnością warto będzie pochwalić lepszą od poprzednika (wycofanego z katalogu L1) kulturę pracy wynikającą z zastąpienia talerzowych HDD współczesnymi – szybszymi i bezgłośnymi wersjami SSD. Podobnie porównanie wypada z Soundgenic-iem, którego przynajmniej w fazie rozruchu i braku dobiegających z kolumn dźwięków po prostu słychać. A tu cisza jak makiem zasiał. Dodatkowo pobierany/wysyłany z L2-ki materiał czaruje ponadprzeciętną rozdzielczością daleko w tyle zostawiając jakość oferowaną np. przez Tidala. Ponadto bezpośrednie starcie z HDL-RA4TB na wykorzystanym w roli materiału testowego progresywnie zagmatwanym albumie „The Astonishing” (96kHz /24bit) Dream Theater wykazało wyższość Lumïna pod względem nieprzeniknionej czerni tła oraz nieskalanej czystości oraz laserowej precyzji ogniskowania źródeł pozornych. I gdy wydawało się, że nic w tej materii nie da się poprawić okazało się, że jednak się da, gdyż wystarczy przesiąść się z poczciwej skrętki na światłowód i przepiąć z gniazd RJ45 na SFP. Całe szczęście mój 10 portowy (8 x RJ45 + 2 x SFP) switch QSA Red takową roszadę umożliwiał i … poziom wręcz krystalicznej czystości oraz namacalności podskoczył o dodatkowych kilka punktów procentowych. Czyli co? Z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku możemy odtrąbić sukces i zamknąć temat? Nie do końca, gdyż pozostaje jeszcze do weryfikacji opcja bezpośredniego spięcia L2-ki z transportem plików niejako z pominięciem zewnętrznego switch-a. I tu już dochodzimy do wyższego stopnia wtajemniczenia, gdyż ilość dostępnych kombinacji zaczyna przejawiać cechy właściwe ciężkiemu stadium audiophilii nervosy . Nie dość bowiem, że przy U2 Mini mamy opcję zespolenia obu urządzeń przewodem Ethernet, to przy streamingu/komunikacji z otoczeniem sieciowym dochodzi wybór pomiędzy połączeniem po skrętce, bądź SFP, to sięgając po ww. P1 Mini zyskujemy opcję wykorzystania SFP również do komunikacji P1 Mini – L2. I … I śmiem twierdzić, że właśnie do takiej konfiguracji L2-ka została stworzona. Z zamontowanych w L2-ce dysków realizm reprodukowanego materiału osiąga poziom zupełnie nieprzystający do bądź co bądź niezbyt budżetowej ceny urządzenia. Mówiąc bez ogródek zaczynamy operować na stricte high-endowym poziomie doznań a tym samym niejako w oderwaniu od formatu medium odtwarzanego. Dodatkowo sam streaming zostaje poddany na tyle poważnemu tuningowi i dopieszczeniu, że o ile tylko nie posiłkujemy się stratnym Spotfy, to przyjemność płynącą z odsłuchu wysokiej próby „wsadu materiałowego” mamy niejako zagwarantowaną. W dodatku sięgając po transmisję po SFP praktycznie odpada nam problem żmudnego doboru okablowania, bowiem przynajmniej w testowym zestawie „przemysłowe” łączówki dostępne za przysłowiową 100-kę nie tylko w niczym nie ustępowały audiofilskim „skrętkom” z pułapu 2 – 20+ kPLN, co w większości przypadków pod względem transparentności i prawidłowej – zgodnej z rzeczywistością rozdzielczości, nad nimi górowały. Jak to możliwe? Cóż, właśnie przy takich bezpośrednich sparringach wychodzi szydło (niekoniecznie z broszką) z worka i jak na dłoni słychać, że stworzone z myślą o audiofilach przewody potrafią z pozycji transmitera przejść do roli interpretatora. Nie oznacza to bynajmniej negacji sensu ich używania, lecz jedynie uzmysłowienie zjawiska, oraz problematykę dopasowania ich sygnatury zarówno do systemu, jak i oczekiwań/preferencji odbiorcy. A tu, zmienna związana z ewentualnym wpływem połączenia schodzi na dalszy plan, zostaje zredukowana do minimum – zostajemy tylko my i muzyka. Dzięki temu smakujemy ją intensywniej, bardziej świadomie i to niezależnie od tego, czy sięgamy po pozbawiony grunge’owego brudu cover „nutshell” Carlie Hanson, czy też właśnie owym brudem „skażone” „Hocus Pocus” w wykonaniu Helloween.
Jak łatwo się domyślić odmieniane przez wszystkie przypadki czystość i rozdzielczość przez L2-kę oferowane niosą za sobą ponadprzeciętne różnicowanie dostarczanego materiału muzycznego, więc przynajmniej kilka pierwszych przesłuchań posiadanej plikoteki i/lub ulubionych pozycji w serwisach streamingowych może okazać się dla nich delikatnie rzecz ujmując kuracją odchudzającą, bo choć Lumïn nie ma w zwyczaju ewentualnych niedociągnięć i potknięć bezpardonowo piętnować, to też nie czuje się w obowiązku jakiejkolwiek mizerii pobłażać.

Wbrew początkowym przypuszczeniom, iż tym razem Lumïn po prostu uzupełnił istniejącą w swym portfolio lukę o może nie tyle, z racji obecności na pokładzie dość skromnego pod względem ilości gniazd switcha, standardowego NAS-a, po kilku tygodniach użytkowania L2-ki śmiem twierdzić, że efekt pracy hongkońskich speców od R&D przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. I to zarówno pod względem funkcjonalnym, co poniekąd będących ich pochodną walorów brzmieniowych. Lumïn L2 oferuje bowiem stricte high-endową jakość dźwięku przy całkowicie bezszelestnej pracy i jeśli tylko korzystamy z komunikacji po SFP praktycznie pełną „impregnację” na ewentualne anomalie (o bolesnym drenażu portfela nawet nie wspominając) z kabelkologią związaną. A, że każe sobie za to odpowiednią cenę płacić … Cóż, enigmatycznie jedynie nadmienię, iż (niestety okazjonalne) pojawienie się w moim systemie L2-ki przyniosło bardziej zauważalne i zarazem oczekiwane zmiany aniżeli obecność w nim okablowania znacząco cenę tytułowej biblioteki muzycznej przekraczającego.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Zorro
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRay Speakers + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Gdy sięgnąć pamięcią, w ostatnich sparingach z tytułową marką zaliczyliśmy sporo ciekawych sesji testowych. Jednak gdy spojrzeć na to lekko z boku, ich cechą wspólną bez względu na fakt, czy testowaliśmy pełnoprawne streamery, czy czyste transporty, owe konstrukcje podczas pracy zawsze posiłkowały się platformami streamingowymi lub zasobnikami materiału w formie zewnętrznych dysków. To oczywiście standard i każdy potencjalny użytkownik tego typu urządzeń najnormalniej w świecie jest do tego przygotowany, jednak w tym teście postanowiliśmy zweryfikować, jak wyglądają sprawy jakości oferowanego dźwięku, gdy dawcą zero-jedynkowych danych dla plikowego źródła ze stajni Lumïna jest firmowy serwer z funkcją obecnie niezbędnego w tej zabawie switcha sieciowego. Tak tak, ten pochodzący z Hongkongu brand daje taką możliwość, czego dowodem jest dzisiejszy test dostarczonego przez wrocławskie Audio Atelier serwera plików ze wspomnianą funkcją switcha Lumïn L2.

Jeśli chodzi o aparycję naszego bohatera, nie ma się co oszukiwać, to wypisz wymaluj rasowy Lumïn. Pisząc nieco żartobliwie to wykonany z grubego puca aluminium, średniej wielkości i głębokości domek dla układów elektronicznych z przyjemnie dla oka zaoblonym frontem. Frontem, który nie burząc mimo niedużych gabarytów pewnego rodzaju dostojności wizualnej urządzenia w centralnej części wyposażono w oferujący wszelkie informacje o stanie urządzenia i słuchanym materiale informacje. Niestety walka o ponadczasowy wygląd konstrukcji spowodowała, że wspomniane dane stają się słabo widoczne z miejsca odsłuchowego. Jednak tak naprawdę to żaden problem, gdyż i tak tego typu urządzenia obsługujemy z poziomu tabletu, komputera lub smartfonu, dlatego tę informację spokojnie można potraktować jako szukanie problemu tam gdzie go nie ma. Jeśli chodzi o ofertę przyłączeniową, plecy L2-ki są znacznie ciekawiej wyposażone, aniżeli większość konkurencji. Chodzi mianowicie o ofertę nieczęsto spotykanych u konkurencji dwóch wejść ethernetowych optycznych, których wykorzystanie ku mojemu zaskoczeniu przy użyciu dodanych przez dystrybutora stosownych kablami znacznie podniosło jakość brzmienia urządzenia. Naturalnie aby L2 było w pełni kompatybilne z każdego rodzaju streamerami oraz móc pracując jako switch sieciowy, daje nam do dyspozycji także dwa typowe gniazda LAN, oraz trzy USB – dwa USB 3.0 Type A przewidziane do przyszłych funkcji i USB 3.0 Micro Type B. Całości wyposażenia dopełnia główny włącznik urządzenia i gniazdo zasilania. Oczywiście spełniając funkcję banku danych w trzewiach L-dwójki w zależności od modelu dostępne są twarde dyski 4 i 8 TB.

Gdy dotarliśmy do akapitu o brzmieniu systemu z wykorzystaniem tytułowego serwera plików, bez dwóch zdań stwierdzam, iż efekt soniczny był ewidentnie słyszalny. Oczywiście w sensie pozytywnym. Do tego nabierał rumieńców w dwóch etapach. Chodzi o to, że w pierwszej kolejności dźwięk uległ znacznej poprawie przy użyciu standardowych połączeń LAN, a przysłowiową kropką nad „i” było wykorzystanie połączenia optycznego. Jak to możliwe? Dokładnie jest to niewytłumaczalne, bo to know how marki, jednak nie ma się co oszukiwać, chodzi o umiejętność zaprogramowania pracy danego wyjścia cyfrowego. Jak to wyglądało w tym przypadku? Otóż wydawało mi się, że mój używany na co dzień Lumïn U2 Mini posiłkując się już leciwym twardym dyskiem wówczas uznawanego, jednak dość przypadkowego producenta grał bardzo barwnie, z fajnym timingiem i swobodą. Tymczasem pobranie tych samych danych z testowanego L2 spowodowało dalszą poprawę namacalności słuchanego materiału. Nie były to zmiany na poziomie Rewolucji Październikowej, ale pozytywny efekt zastosowania naszego bohatera od pierwszej nuty był ewidentny. Muzyka zyskiwała na krągłości i plastyce, jednak w najmniejszym stopniu nie skutkowało to osłabieniem ataku i szybkości narastania sygnału, tylko w naturalny sposób zwiększało mój pełny udział w wirze wizualizowanego w moim pokoju świata muzyki. Słowem kluczem takiego stanu rzeczy okazała się być kontrola dźwięku, która wspomnianą dodatkową jego krągłość zamieniała w efektywniej odbieraną przeze mnie, nadającą muzyce fajnego pulsu energię. Nóżka nagle bardziej zaczęła „dygać”, co zawsze jest oznaką większego emocjonalnego zaangażowania w napawanie się ulubioną muzyką. I gdy wydawało się, że limit pozytywnych zmian podczas wykorzystania Lumïna L2 ostał już wyczerpany, trochę niedowierzając, jednak z racji chęci sprawdzenia każdej opcji jego użycia zastosowałem Lumïna P1 Mini oraz drugi zestaw terminali, wraz z opcją połączenia optycznego ze switchem. I tutaj zaliczyłem kolejnego pozytywnego „Zonka”. Co ciekawe, sprawy estetyki przekazu zrobiły kolejny krok w jego uplastycznianiu, ale mimo uzyskania wyraźnie płynniejszej kreski rysowania źródeł pozornych oraz ich miękkości, nie odczuwałem najmniejszej utraty zadziorności, za to wzmogło się poczucie przeniesienia się swoją osobą w czas realizacji danej płyty. Efekt był na tyle uniwersalny, że mimo przywołanych działań w żadnym stopniu nie szkodził mocnym kawałkom spod znaku rockowych kapel. Owszem, lekkie ukulturalnienie ich drapieżności i słabości masteringu dało się wychwycić, jednak suma summarum tej muzie dodatkowa szczypta plastyki oferowała więcej dobra, aniżeli zła. Przynajmniej ja tak to odebrałem. Nie do końca jestem w stanie sobie wytłumaczyć, jak to możliwe, aby to samo urządzenia oferowało tyle ciekawych zmiennych brzmieniowych, jednak tak naprawdę najważniejszy jest uzyskany efekt. W tym przypadku dwa nieco inne, ale obydwa znakomite, a konkretny wybór jednego z nich będą determinować osobiste wybory końcowego brzmienia całego zestawienia. Ja najdłużej bawiłem się ostatnią opisaną konfiguracją, bo była pełna energii, ale z nadal z pazurem, co najfajniej wypadało w testowo skonfigurowanym zestawie.

Komu poleciłbym naszego bohatera? Bez zastanowienia wszystkim. Tak będącym na etapie poszukiwania banku danych muzycznych dla swojego źródła plikowego, jak i tym, którym z jakiś przyczyn kolokwialnie mówiąc padł dotychczasowy czy to twardy dysk, czy cos na kształt opiniowanego serwera. Lumïn L2 nie dość, że oferuje dwie pojemności wewnętrznych twardych dysków, ale dodatkowo daje nam do wyboru kilka sonicznie różnych wersji prowadzenia sygnału do transportu. Nie ma się co oszukiwać, u konkurencji w znakomitej większości próżno tego szukać, co sprawia, że choćby próba jego możliwości w swoim systemie nie tylko powinna się odbyć, ale jest wręcz obowiązkowa.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD Gryphon Ethos
– streamer: Lumïn U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord,
Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stolik: BASE AUDIO 2.
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Dynavector DV20X2H
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy Studer A80

Dystrybucja: Audio Atelier
Producent: Pixel Magic Systems Ltd.
Cena: 19 490 PLN (dysk 4TB); 23 990 PLN (dysk 8TB)

Dane techniczne
Wbudowana pamięć: 4TB (2 x 2TB); 8TB (2 x 4TB) 2,5” SSD
Obsługiwane formaty plików: DSF (DSD), DIFF (DSD), DoP (DSD), FLAC, Apple Lossless (ALAC), WAV, AIFF, MP3
Łączność: USB 3.0 Micro B; 2 x Gigabit Ethernet Network (1000BASE-T) RJ45; 2 x Gigabit SFP; 2 x USB 3.0 Type A
Wymiary (S x G x W): 350 x 350 x 60.5 mm
Waga: 6 kg

Pobierz jako PDF