1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Luna Cables Gris Digital

Luna Cables Gris Digital

Link do zapowiedzi: Luna Cables Gris Digital

Opinia 1

W czasach, gdy otaczający nas świat włącza piąty bieg w bezrefleksyjnym pędzie donikąd a powszechną globalizację potwierdzają sukcesywnie wchłaniane w struktury mega-korporacji mniej bądź bardziej niezależne byty dotychczasowa, wydawać by się mogło oczywista, „odrębność wizerunkowa” krok po kroku ustępuje miejsca asekuracyjnej unifikacji. Jak się jednak okazuje oprócz głównego, masowego nurtu istnieją jeszcze egzystujące po swojemu i na własnych warunkach mikro-manufaktury, które raz za razem udowadniają, iż pomimo dysponowania nieporównywalnie skromniejszym zapleczem technologicznym, o środkach na R&D nawet nie wspominając, również potrafią zaoferować produkty śmiało mogące stawać w szranki w ofertą „Big Tech-ów”. Mają bowiem owe byty coś, czego w korpo zazwyczaj brakuje – czas i cierpliwość, by krok po kroku, zazwyczaj metodą niezliczonych prób i błędów robić swoje i finalnie osiągać założony cel. I do tego, operującego na odległej od „komercyjnego” mainstreamu orbicie grona z pewnością można zaliczyć kanadyjską manufakturę Luna Cables, z której portfolio, dzięki uprzejmości wrocławskiego Audio Atelier, na przestrzeni ostatnich lat mieliśmy okazję gościć łączówkę Rouge USB oraz zestaw w skład którego wszedł interkonekt RCA i przewody głośnikowe z serii Gris. Skoro zatem lwią część analogowego skrzydła otwierających kanadyjski katalog „szaraków” mamy niejako zaliczony najwyższa pora na drugą, cyfrową stronę medalu, czyli spotkanie z cyfrowymi interkonektami Luna Cables Gris Coax, USB i Ethernet, na których test serdecznie zapraszamy.

Jak widać na powyższych zdjęciach i co wstępnie pokazaliśmy w ramach sesji unboxingowej o Lunach Gris można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że swą aparycją starają się złapać postronnego obserwatora za oko i skupić na sobie jego uwagę. Są cienkie, wiotkie i odziane zgodne z nomenklaturą szare bawełniane koszulki. Nie jest to jednak szarość połyskliwa, romansująca ze srebrną szlachetnością, lecz matowa, „włochata”, niczym z „Psalmu stojących w kolejce” Krystyny Prońko. W dodatku zamiast jakiś fikuśnych pudełek przewody docierają do odbiorcy końcowego w zasuwanych płóciennych torebkach. Czyli jest ekologicznie, co cieszy, lecz zupełnie nie po audiofilsku, co dość drastycznie redukuje liczbę punktów zaczepienia do budowania tzw. audiofilskiej narracji. Dobrze chociaż, że w USB wtyki są złocone a w LAN-ie sięgnięto po porządne Telegärtnery. Mam tylko nadzieję, że zorientowaliście się Państwo, iż powyższe utyskiwania to tylko niewinne żarty z mojej strony, gdyż zazwyczaj niezwykle aktywne i zajadle atakujące jakikolwiek przejaw „kablarskiej aktywności” lobby „niesłyszących” właśnie z wszelkich ozdobników, ponadnormatywnych przekrojów i „biżuteryjnej” konfekcji „drze łacha” uważając, iż jedynie tym różnią się audiofilskie przewody od tych „nieaudiofilskich”, fabrycznych i ponoć, przynajmniej z ich punktu widzenia, wystarczających. Tak więc patrząc z takiej antykablarskiej perspektywy w czysto aparycyjnym ujęciu w serii Gris znamion audiofilskości stwierdzić nie sposób. A już odkładając żarty na bok warto skomplementować Luny za świetną, będąca pochodną ich wiotkości, ergonomię, gdyż wpięcie Lun nie sprawia najmniejszych problemów nawet w dość ciasnych szaflach.
Pod względem budowy w obrębie nie tylko samej linii Gris, co generalnie praktycznie całego portfolio Kanadyjczycy wykazują godną pochwały konsekwencję. Startując z tytułowym projektem postawili na dość nietypowe jak na dzisiejsze realia niestandardowe przewodniki Luna Cables Neo-Vintage (LCNV) – żyły z cynowanej miedzi zaplatane na oldschoolowych (sprzed „ery plastiku”) zaplatarkach, by następnie na tak delikatnie splecione przewodniki nanizać dielektryk w postaci warstwy woskowanej bawełny. Czemu akurat wybór padł na bawełnę? Cóż, podczas prowadzonych przez Kanadyjczyków testów wyszło, że współcześnie, powszechnie stosowane dielektryki, czyli teflon, PVC, polietylen i sztywne polimery mają tendencję do wibracji wraz z izolowanymi przez siebie przewodami, co powoduje zniekształcenie brzmienia i ostatecznie degraduje jakość transmitowanego sygnału audio. Z kolei bawełna nie tylko zapewnia brak ww. zakłóceń, co nie wykazuje „rezonansu współbrzmieniowego” a więc jest zauważalnie „cichsza” i bardziej naturalna brzmieniowo. Każdy przewód powstaje nie maszynowo a w ramach nazwijmy to umownie „rękodzieła” projektanta i sprawcy całego zamieszania – Danny’ego Labrecque’a a równie vintage’owe co sam proces produkcyjny zewnętrzne otuliny barwione są w „normalnym” garze na domowej kuchence. Złośliwcy mogliby w tym momencie sięgnąć po argument ewidentnej „garażowości”, co z jednej strony wcale nie mijałoby się z prawdą, lecz z drugiej zupełnie niepotrzebnie deprecjonowałoby i „spłaszczało” kryjącą się za produktami Luna Cables dbałość o zrównoważony rozwój środowiska a także oczywistą, właśnie iście rękodzielniczą „butikowość”, gdzie nie liczy się ilość a jakość wytworu własnych rąk a patrząc na lokalizację siedziby Luny również … święty spokój. Świadczy chociażby o tym fakt, iż od naszego ostatniego spotkania z kanadyjską metalurgią, czyli ww. interkonektem RCA i przewodami głośnikowymi z tej samej co tytułowe serii Gris w 2020 r. wtenczas podawany adres pięknie odrestaurowanej XIX-wiecznej … stodoły zlokalizowanej na 74 akrowej farmie nad malowniczym jeziorem Memphrémagog, w agroturystycznym regionie Quebecu słynącym z produkcji serów i … win zastąpił nowy – salonu audio mono/ stéréo w Montrealu (5856 Sherbrooke St W). Niby obie lokalizacje dzieli tylko 133km (1,5h jazdy samochodem), jednak to wystarczy, aby zminimalizować liczbę zaburzających niespieszny proces produkcyjny „gości”.
A wracając do anatomii i tego, co kryją w sobie zgrzebne mysie sweterki naszych gości wypada nadmienić, iż łączówka SPDIF składa się z dwóch żył z LCNV o przekroju 24 AWG (ø 0,5106 mm), przewód USB może pochwalić się 4 przewodnikami LCNV o przekroju 26 AWG (ø 0,4049 mm) w dodatkowym oplocie z cynowanej miedzi a Ethernet z czterech skręconych ze sobą i indywidualnie ekranowanych aluminium par przewodników LCNV o przekroju 26 AWG (ø 0,4049 mm).

Przechodząc do części poświęconej wpływowi tytułowych łączówek na finalne brzmienie mojego systemu mogę, nieco przewrotnie, acz zarazem zgodnie z opisem aspektów natury aparacyjnej autorytatywnie stwierdzić, iż kanadyjski cyfrowy tercet może i „gra” (mam nadzieję, że nie muszę po raz kolejny wyjaśniać powyższego skrótu myślowego), ale jego gra nie ma absolutnie nic a nic wspólnego z umowną cyfrowością domeny w jakiej przyszło mu egzystować. Serio, serio. To jest na wskroś analogowe – organicznie gęste, mocno akcentujące średnicę i zarazem niezwykle lekkostrawne i uzależniające brzmienie w stylu, za którego mistrza można byłoby uznać przewód David Laboga Custom Audio Ruby Ethernet. O ile jednak operująca na boleśnie wyższych pułapach rodzima łączówka była w stanie, dzięki swej natywnej rozdzielczości, zapewnić iście perfekcyjną holografię i precyzję gradacji planów o tyle Kanadyjczycy, przynajmniej w swej budżetowej propozycji, aż takich ambicji nie mieli, więc mniej więcej tuż za trzecim rzędem muzyków można zaobserwować delikatne, impresjonistyczne rozmycie. Od razu jednak nadmienię, iż sam dalszoplanowy „bokeh” nie tylko nie razi, co biorąc pod uwagę segment odbiorców/systemów, do których Luna kieruje tytułowa serię wydaje się całkiem logiczny. Po co bowiem tracić czas, prąd i pieniądze na coś, czego posiadacze budżetowych i co najwyżej średniopółkowych urządzeń i tak na nich nie usłyszą. A tak skupiając całą uwagę na operujących w „głębi ostrości” uczestnikach spektaklu dostajemy wszystko co najlepsze w niezwykle atrakcyjnym, naturalnym, „analogowym” wydaniu. Nie ma tu nachalności, sztucznego podkręcania tempa i prób podbicia, bądź utwardzenia góry w celu uzyskania pozornej rozdzielczości. Zamiast tego mamy urzekającą, pozostając przy fotograficznej metaforyce, plastykę „kadru”. Proszę tylko sięgnąć po jakże daleką od referencji składankę „Osobista kolekcja 2” Krystyny Prońko gdzie mamy na tyle wyraźny rozstrzał czasowo – realizacyjny, że zazwyczaj zdarza się nie raz i nie dwa unieść brew ze zdziwienia nad karkołomnym przeskokiem estetycznym, bądź ułomnością konkretnego miksu. A z kanadyjskimi przewodami głos wokalistki za każdym razem brzmiał nie tylko mocno, co spójnie, z dyskretnie wygładzonymi sybilantami i wyeliminowanym „telefonicznym” nalotem w starszych nagraniach. Było mniej surowo i może nieco wbrew „wierności czasów”, za to na pewno spójniej i … przyjemniej. Z kolei „Numero Uno” Dżemu i Tadeusza Nalepy czarowało głębią, refleksyjnością i pulsującym rytmem, lecz co ciekawe już bez wcześniej odnotowanego wygładzenia, dzięki czemu rzewnym bluesom nie brakowało autentyczności i natywnej szorstkości.
Przesiadka na mroczny i leniwie sączący się niczym barowa opowieść nieznajomego o 3 nad ranem w jakimś znanym jedynie stałym bywalcom wyszynku „Sunset Mission” Bohren & der Club of Gore pokazuje z jakim pietyzmem, świadomością i atencją Luny operują barwą i definicją źródeł pozornych. Saksofon Christopha Clösera gra tu pierwsze skrzypce i choć nie zawsze się odzywa każde jego wejście jest iście metafizycznym doznaniem. Jego brzmienie jest głębokie, potężne a zarazem niezwykle zespolone z monotonnym, onirycznym syntezatorowym tłem, jakby Luny zamiast go z niego wycinać potrafiły pokazać jego, znaczy się saksofonu, unoszenie się na falach dark, czy wręcz doom-jazzowej melancholii.

Mówiąc wprost i kończąc tym samym dzisiejsze spotkanie nie wypada mi nic innego jak tylko uznać otwierające kanadyjskie portfolio przewody Luna Cables Gris Coax, USB i Ethernet za wprost idealną propozycję dla wszystkich miłośników lamp i analogu, którzy do tej pory jeszcze nie mieli śmiałości zakosztować cyfry czy to w postaci streamingu, czy też grania z lokalnych plików uważając, że to nie ich bajka. Dlatego cytując klasyka mówię „nie lękajcie się” – z dowolną cyfrową łączówką Luna Cables Gris nadal pozostaniecie w ulubionej przez siebie estetyce.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Gdy spojrzymy na będący tematem spotkania kanadyjski brand Luna Cables, gołym okiem widać, iż na tle światowego szaleństwa mamienia potencjalnego klienta czarującym designem swoich wyrobów – co będąc szczerym nierzadko jest ich jedynym atutem – oni w tym temacie zachowują wielką wstrzemięźliwość. Powód oczywiście jest banalny, bowiem wygląd to dodatek pozbawiony jakichkolwiek szans na wpływ na efekt soniczny danej konstrukcji kablowej. A jeśli tak, jaki jest sens trwonienia pieniędzy na takie fanaberie, co finalnie jedynie podnosi koszty produkcji. Oczywiście to nie oznacza, że marka nie dba o solidność wykonania swoich wyrobów i dobór odpowiednich półproduktów mających konkretne zadania, ale ewidentnie stroni o zbędnego blichtru. Z tego też powodu może sobie pozwolić sobie na zaproponowanie w swoim portfolio ciekawych brzmieniowo, ale przy tym stosunkowo niedrogich, bez problemu osiągalnych przez zwykłego Kowalskiego kabli. Jakich? Choćby będących dzisiejszym punktem naszego zainteresowania obsługujących sygnał cyfrowy. A będą nimi dostarczone przez wrocławskiego dystrybutora Audio Atelier trzy rodzaje łączówek Luna Cables Gris LAN, USB oraz SPDiF.

Próbując przybliżyć temat budowy naszych bohaterów na samym początku warto wspomnieć, iż w kwestii przewodnika wszystkie bazują na cynowanej miedzi LCNV. Różnią się między sobą jedynie ilością oraz grubością zastosowanych drucików i przez to finalną średnicą przebiegu sygnału, a także zastosowaniem lub nie ekranowania na bazie siatki z także cynowanej miedzi. Poza tym wszystkie są wykonywane ręcznie, ubierane i izolowane od siebie za pomocą ręcznie barwionej bawełny. Naturalnie w zależności od pełnionego zadania każdy jest terminowany stosownymi wtykami. Finalnie kable pakowane są w gustowne, jednak pozbawione zbędnego blichtru, opatrzone certyfikatem oryginalności bawełniane woreczki.

Rozpoczynając opis brzmienia tytułowych kabli zaznaczę, że z uwagi na bardzo zbliżoną estetykę soniczną przywołane poniżej wnioski będą odnosić się do pełnego spektrum dzisiejszych cyfrowych sygnałówek. Jakie to wnioski? Otóż od pierwszej nuty bardzo czytelnie definiowalne, a w telegraficznym skrócie wskazujące, iż oferta tej linii produktowej kanadyjskiej manufaktury ma jeden cel, jakim jest upłynnianie i uplastycznianie przekazu. Jest przeznaczona raczej do źródeł obecnie bardzo mocno stawiających na transparentność i analityczność – choć nie w rozumieniu zerojedynkowym, bo mogą sprawdzić się także z sygnałami w tej materii zrównoważonymi, które w imię chęci pokazywania pełnej gamy zawartych w danym materiale informacji po pewnym czasie zaczynają słuchacza po prostu męczyć. Niestety takie postawienie sprawy przez konstruktorów elektroniki jest obecnie dosyć modne, bo łatwo łapiące nabywcę za ucho, niestety na dłuższą metę z marnym skutkiem dla tego ostatniego. Na szczęście parający się naszym hobby adepci wiedzą, jak za pomocą stosownej konfiguracji sobie z takim stanem rzeczy poradzić, a producenci z kraju klonowego liścia spieszą z pomocą. A co najciekawsze ze zdroworozsądkową rozwagą, gdyż co prawda po wpięciu w tor ich produkty nadają muzyce sznytu większego nasycenia i uspokojenia wcześniej odczuwalnej ostrości podania, ale robią to z umiarem. Jest płynniej, mniej nachalnie, jednak nadal z niezbędnym dla danego rodzaju twórczości drive-m. Naturalnie po zmianie priorytetów ze zrozumiałych względów z minimalnym zmniejszeniem agresywności ataku, jednakże ogólna prezentacja zyskuje w kwestii esencjonalności i barwy, co automatycznie przekłada się na fajną namacalność słuchanej płyty. I to płyty tak jazzowej, jak i rockowej. Chodzi o to, że tak w kontemplacyjnym jazzie, jak i agresywnym, niestety zazwyczaj marnie wydanym masteringowo rocku dostajemy podkreślenie muzykalności, a przez to wielobarwności i przyjemnej dla ucha płynności przekazu. W obu przypadkach oddając nieco w kwestii timingu i agresji prezentacji zyskujemy bardzo dużo w domenie zwiększania przyjemności odbioru. To jasne, że pewnym kosztem, ale zawsze jest coś za coś i w tym przypadku moim zdaniem całkowicie akceptowalne, żeby nie powiedzieć pożądane. Przynajmniej ja tak to odbieram i jeśli podstępem kupując źródło plikowe dał się skusić na krótkotrwałe „łał”, z pewnością szukałbym pomocy w ofercie podobnej do dzisiaj opisywanej.

Doszedłszy do akapitu wieńczącego dzisiejszy test, jestem winien Wam określenie potencjalnej grupy docelowej dla pochodzącego z Kanady okablowania. Ta zaś moim zdaniem bez potrzeby powielania zawartych w tekście informacji jest bardzo dobrze wyartykułowana. W moim odczuciu to oferta dla wszystkich odczuwających braki w muzykalności swoich systemów. I nie ma znaczenia, że pisałem raczej o jasnych źródłach, gdyż dobrze dobrany kabel pomiędzy transportem cyfrowym i przetwornikiem może uformować finalne brzmienie nawet w momencie niedostatków w dalszej części toru. Znaczenie ma za to fakt, że jeśli nasza zbieranina cierpi na kolokwialnie mówiąc przyduchę i nadwagę, Luna Cables Gris mogą nie wpisać się jej potrzeby. Zatem jeśli w temacie płynności słuchanej muzyki coś Wam doskwiera, temat podjęcia próby testu kabli z Kanady jest wart przysłowiowej świeczki.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Audio Atelier
Producent: Luna Cables
Ceny
Luna Cables Gris Coax: 890 PLN/1 m
Luna Cables Gris USB: 1 590 PLN/1 m
Luna Cables Gris Ethernet: 1 890 PLN/1 m

Pobierz jako PDF