1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Reportaże
  6. >
  7. Nautilus Kraków

Nautilus Kraków

Choć niektórym pogoń za słońcem i tropikalnym ciepełkiem może kojarzyć się z budową lotniska w Radomiu, skąd podobno zauważalnie bliżej jest do Egiptu aniżeli ze stołecznego Okęcia, to sam, niejako na przekór obwieszczającym załamanie pogody prognozom wypuściłem się do Krakowa. I o ile jeszcze środowe popołudnie przywitało mnie wielce komfortową, zachęcającą do spacerów nadwiślańską promenadą aurą, to już czwartek nader brutalnie przypomniał o tym, w jak kapryśnym klimacie żyć nam przyszło. O ile jednak, choć śpiewany przez Barbarę Kraftównę przebój z „Kabaretu starszych Panów” przebój głosi, iż „W czasie deszczu dzieci się nudzą” to mając okres dzięcięctwa daleko za sobą bez trudu byłem w stanie zorganizować sobie odpowiednio angażujące zajęcie udając się z wizytą bądź, jak kto woli kontrolowanym nalotem do siedziby krakowskiego Nautilusa na ul. Malborską 24. Nie wiedzieć bowiem kiedy od naszej ostatniej redakcyjnej wizytacji pod ww. adresem minęły trzy lata, w głównej sali odsłuchowej mieliśmy okazję rozsiąść się lat temu niemalże … sześć a jak wieść gminna niosła w tzw. międzyczasie sporo się pod Wawelem pozmieniało.

Zamiast jednak wierzyć na słowo raportującym nam „życzliwym” uznałem za stosowne samodzielnie rzucić tak okiem, jak i uchem, więc bez zbędnych podchodów wykorzystałem lukę w kalendarzu zaplanowanych odsłuchów i czym prędzej umościłem się  na kanapie w głównej, dolnej sali, gdzie królował duńsko – japoński konglomerat kolumn Dynaudio z elektroniką Accuphase wspomagany szlifierkami Transrotora i J.Sikory. Z racji przygotowywania umówionej prezentacji w czasie mojej obecności grał set z 240 W super-integrą E-5000 i podłogowymi Contour Legacy ze Sforzato DSP-09EX w roli źródła. Gładko, dystyngowanie i na tyle angażująco, że gdyby nie wspomniany grafik zabookowanych sesji z powodzeniem można by spędzić tam długie godziny. Warto w tym momencie zaznaczyć, iż ww. zestaw grał na dłuższej ścianie pokoju co stanowiło dla mnie pewnego rodzaju novum, gdyż zdążyłem się przyzwyczaić do obecności tam jedynie pojedynczego systemu i to stojącego wzdłuż krótszej ściany. A tak oprócz flagowego seta z A-klasowymi A-300 i Dynaudio Cofidence 60 można w świetnej akustyce posłuchać czegoś zdecydowanie bardziej przystępnego cenowo. W dodatku w bardziej zbliżonych do domowych warunkach, przynajmniej jeśli chodzi o dystans dzielący miejsce odsłuchowe od systemu, gdyż jeśli chodzi o adaptację akustyczną, to sami Państwo widzicie, że temat został zapięty na ostatni guzik i praktycznie nic a nic nie pozostawiono przypadkowi. Warto jednak podkreślić, iż nawet tak kompletne i trudne do przeoczenia działania nie tylko nie obniżyły, co wręcz poprawiły aspekt wizualny pomieszczenia odsłuchowego. Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, jednak śmiem twierdzić, iż zdecydowanie łatwiej uzyskać akceptację Strażniczek Domowego Ogniska zgłaszając wniosek formalny o udekorowanie ścian domowego salonu tego typu ustrojami aniżeli gąbkami czopowymi bądź dyfuzorami 2D i im. podobnymi wynalazkami.

Zanim dotarłem na piętro nie mogłem odmówić sobie dłuższej chwili z zestawem obowiązkowym niczym WZ-ka z kawą, czyli duetem Ayona CD-35 & Crossfire PA z Avantgardami Duo Mezzo umilającym czas oczekującym na zarezerwowane odsłuchy. Może i warunki akustyczne najdelikatniej rzecz ujmując nie były idealne, ale z drugiej strony był to nader namacalny dowód na to, że nawet i w takich okolicznościach przyrody da się uzyskać w pełni akceptowalne brzmienie, co bywa sporym pocieszeniem dla posiadaczy „trudnych” pomieszczeń.

A teraz danie główne, czyli wielce nieoczywisty zestaw rezydujący „na pięterku” obejmujący gramofon Transrotor ZET 3 z firmowym ramieniem, z czasów, gdy dostawcą było SME, uzbrojonym we wkładkę ZYX Ultimate współpracujący z przedwzmacniaczem Kondo M7 poprzez step-up My Sonic Lab Stage 1030. Na końcu toru stały pachnące nowością aktywne i zaskakująco kompaktowe Avantgarde Opus 1, które choć obecnie dostępne jedynie w czerni i bieli podobno mają szansę na standardową paletę barw znaną ze starszego rodzeństwa. I tu kolejna niespodzianka, gdyż po jakiejś godzinie ww. step-up zastąpił Kondo SFz i choć wcześniej brzmienie było wysokich lotów, to dopiero po przepięciu na SFz śmiało można było mówić o analogowym absolucie. Nie dało się bowiem nie zauważyć, iż poziom rozdzielczości i namacalności powodował prawdziwe ciarki. Różnicowanie nagrań, szczególnie pod względem dynamiki, było fenomenalne a audiofilskie tłoczenia Analogue Productions (Pablo), w tym „The Alternate Blues” w wykonaniu dream teamu Terry, Hubbard, Gillespie, Oscar Peterson niebezpiecznie zbliżały się do tego, co zazwyczaj zapewnia taśma. Oczywiście swoje małe co nieco dorzuciła „nowa”, zdecydowanie żywsza od poprzedniej adaptacja akustyczna, za którą stoi rodzimy Protone. Jak się jednak okazało również i „cywilne”, czy wręcz marketowe wydania nie miały się czego wstydzić. Ot nieco słabła holografia prezentacji, jednak nadal przyjemność odbioru i angażowanie słuchaczy w akcję poszczególnych utworów utrzymywane były na bardzo wysokim pułapie. Warto również nadmienić, iż z Kondo SFz dostęp do pełnej rozdzielczości i dynamiki dostępny był od zaskakująco niskich poziomów głośności, więc wcale nie trzeba było sięgać po iście koncertowe dawki decybeli by cieszyć się pełnym wolumenem informacji i transmisją energii. A jeśli dodam, że ekipa Nautilusa oprócz strawy duchowej, znaczy się muzycznej, zadbała również o me kubki smakowe serwując wyśmienite wypieki i aromatyczną herbatę, to jasnym stało się, że bardzo niechętnie opuszczałem tytułowy przybytek.

Serdecznie dziękując Gospodarzom za gościnę nie pozostaje mi nic innego jak tylko zachęcić Państwa do odwiedzenia krakowskiej siedziby Nautilusa i na własne uszy przekonanie się co i jak tam gra. I to nie tylko podczas deszczu. A oprócz bezliku elektroniki warto również poświęcić dłuższą chwilę na mniej bądź bardzo spontaniczny vinyl digging, bo z tego co mi wiadomo krakowska ekipa sukcesywnie umieszcza na półkach dopiero co otrzymaną potężną dostawę czarnych krążków zza wielkiej wody. Jeśli więc zastanawiacie się co począć z właśnie startującym weekendem, to służę pomocą wskazując jedną z wartych rozważenia opcji.

Marcin Olszewski

Pobierz jako PDF