Opinia 1
Wielokrotnie wspominałem, iż patrząc z naszej, czysto subiektywnej i zazwyczaj obarczonej oczywistą aberracją audiofilskiej perspektywy sam fakt zadziałania nie jest sukcesem samym w sobie i końcem drogi a jedynie punktem wyjścia do dalszego udoskonalania i dążenia do upragnionej perfekcji. I choć część postronnych obserwatorów takie podejście traktować może jako przejaw nerwicy natręctw lub wręcz ciężkiej obsesji, to od dawien dawna w Japonii a nieco bliżej, znaczy się bardziej konkretnie – zarówno w High-Endzie, jak i m.in. w motoryzacji, znany jest termin „Takumi” (匠) oznaczający mistrza rzemiosła – osobę, która przez lata praktyki i perfekcyjną precyzję osiągnęła mistrzostwo w swoim fachu. Przykładowo w Lexusie status Takumi ma jedynie 19 spośród 7700 pracowników fabryki Miyata w Kyushi a każdy z nich ma co najmniej dwadzieścia pięć lat doświadczenia. Podobnie jest, a przynajmniej tak do niedawna było, w audio, gdzie ów ww. termin pojawiał się nader sporadycznie i zazwyczaj był zarezerwowany jeśli nie dla opus magnum danej marki, to przynajmniej jakiegoś stricte high-endowego wypustu jak daleko nie szukając zestawu Roberta Kody, czy 聖HIJIRI ‘TAKUMI’ MAESTRO bądź formą podziękowania za owe świetne rzemiosło, jak ma to miejsce w przypadku „budżetowej” (w zależności od wersji 9-12kPLN) wkładki Miyajima Takumi. Tymczasem w ramach dzisiejszego spotkania pochylimy się nad przejawem radosnej twórczości bytu, który de facto dopiero debiutuje na naszym – polskim rynku, na swoim rodzimym – holenderskim działa pod obecną banderą około dekady, lecz niejako już od progu obiecuje wynikającą z rzemieślniczej pracy i pasji … perfekcję. O czym i o kim, bo jak wiadomo za marką zawsze stoi konkretna osoba, mowa? A o sprowadzonej przez stołeczny Stratos International marce Takumi, czyli projekcie Rika Stoeta, który od ponad trzech dekad z powodzeniem realizował swoją twórczą pasję w postaci wzmacniaczy lampowych sygnowanych markami Heart i StoetKit. Jeśli zaś chodzi o mroczny obiekt pożądania, który wylądował na redakcyjnym tapecie, to jest to środkowy model z aktualnego portfolio Takumi o wszystko mówiącym oznaczeniu TT Level 2.1DC w wersji Transparent (dostępna jest jeszcze Black).
Jak już zdążyłem wspomnieć Level 2.1 DC jest tzw. ofertą środka – poniżej znajdziemy czekający na swoją premierę podstawowy model Level 1.1 a powyżej 3.1. Do tego dochodzi pięć modeli wkładek MC i zewnętrzny przełącznik obrotów Speedpod. Sam tytułowy gramofon prezentuje się nad wyraz atrakcyjnie, szczególnie w dostarczonej na testy transparentnej wersji. Nie przeczę, że lustrzana czerń nie mniej skutecznie łapie za oko, jednak doświadczenie podpowiada mi, iż nie dość, że na kruczoczarnym akrylu widać dosłownie najmniejsze drobinki kurzu, to równie irytujące będą mikro-rysy i materiał daktyloskopowy powstające w trakcie jego codziennego użytkowania, czego „bezbarwna” opcja nam zazwyczaj oszczędza. W dodatku przez solidny płat akrylu z jakiego wykonano plintę dostajemy wgląd do zamontowanej pod nią „skrzynki” z elektroniką sterującą. Całość ustawiono na trzech antywibracyjnych regulowanych aluminiowych nóżkach i wyposażono w firmowe tytanowe ramię z zamontowanym na stałe przewodem sygnałowym zakończonym wtykami RCA. Za napęd odpowiada silnik DC z czujnikiem Halla oferujący dwie standardowe prędkości 33 1/3 oraz 45 RPM a obroty na subplater przenoszone są za pomocą płaskiego, gumowego paska. Talerz wykonano z mlecznego akrylu i ma masę 1,15 kg. Jak widać na unboxingu gramofon wyposażono w akrylową pokrywę i docisk a miłą niespodzianką jest obecność zewnętrznego przełącznika obrotów Takumi Speedpod Aluminium, który również jest dostępny luzem za drobne 895 PLN. W wersji standardowej Takumi TT level 2.1 DC dociera do odbiorcy końcowego wyposażony w budżetową wkładkę Audio Technica AT3600L MM, jednak podczas rozmów z dystrybutorem jednogłośnie uznaliśmy, iż nie ma sensu limitować jego możliwości tak podstawowym rylcem, więc finalnie testowy egzemplarz otrzymał nieprzeciętnej urody turkusowo-malachitową, znaczy się zieloną, wkładkę Takumi Kuro MC. Na sam koniec charakterystyki wizualnej pozwolę sobie jeszcze wspomnieć, iż sam (znaczy się z ramieniem) gramofon wyceniono na zaskakująco przystępne 7 995 PLN a wspomniana przed chwilą wkładka wymaga dopłaty 3 495 PLN.
Ponieważ podobnie do swojego tak starszego, jak i młodszego rodzeństwa Kuro wymaga 30h na „dotarcie” a i sam drive miał zupełnie nieznany nam przebieg przez kilka pierwszych dni całość kręciła się na poboczu moich zainteresowań. Ot, pamiętałem o przestawianiu ramienia do punktu startu, lecz niespecjalnie korciło mnie rzucenie uchem na jeszcze „niewygrzany” zestaw, gdyż jak wiadomo pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz, a jeśli podczas takowego doświadczenia coś „nie pyknie”, to zazwyczaj kładzie się cieniem na dalszych obserwacjach. A tak, jak już wszystko zdążyło się ułożyć, to zabierając się do krytycznych odsłuchów mogłem ze spokojem uznać, że wszelkie zalecenia producenta zostały spełnione, więc przynajmniej jeśli chodzi o niezmienność dźwięku, abstrahując na razie od tego jaki by on nie był, temat jest zamknięty.
No właśnie, brzmienie. Brzmienie, a dokładnie jego jakość, która już od pierwszych taktów „We Get Requests” Oscar Peterson Trio, po którym na talerzu wylądował „Sketches of Spain” Milesa Davisa jasno dała do zrozumienia, że mamy do czynienia z trudną do obojętnego przejścia obok okazją. Nie dość bowiem, że niderlandzkie źródło zaoferowało świetną rozdzielczość, przestrzenność to jeszcze na liście zalet znalazły się solidny dół pasma i zaraźliwy timing. Jeśli ową wyliczankę uzupełnimy o realistyczne odwzorowanie gabarytów i konsystencji reprodukowanego instrumentarium, to śmiało możemy uznać, że startujemy od zaskakująco wysokiego pułapu, W dodatku niemożność utrzymania w spoczynku kończyn zaczynała się już przy zaskakująco niskich poziomach głośności i wręcz śladowym udziale sekcji rytmicznej, co niewiele ma wspólnego ze stereotypowo pojmowaną analogowością. O ile bowiem część słuchaczy za przejawy wspomnianej analogowości uznaje obcięcie skrajów pasma i przysłowiową „bułę”, o tyle Takumi stawia na witalność i energetyczność z odważnie zaznaczonymi skrajami. Czy to źle? Absolutnie nie, po prostu lojalnie uprzedzam melomanów przyzwyczajonych do podstawowych, budżetowych modeli tak gramofonów, jak i wkładek, których główną zaleta jest to, że coś z kręcących się na nich płyt są w stanie odczytać a efekt takowych działań zazwyczaj zamyka się w określeniu „ładnie”. Tymczasem niderlandzka „szlifierka” w telegraficznym skrócie gra tak jak wygląda – transparentnie, szalenie realistycznie i zarazem bezsprzecznie koherentnie. Nie odtwarza bowiem bezdusznie pojedynczych dźwięków zadanie ich zlepienia w wyrób muzykopodobny cedując na odbiorcę, lecz właśnie „gra” muzykę taką jaka ona jest, a dokładnie tak jak została zarejestrowana na wiadomym nośniku. Uwagę zwraca również świetna tak mikro, jak i makro dynamika, choć jednak nie da się ukryć, że jej drugiej odsłony zdecydowanie szybciej aniżeli w akustycznym jazzie doświadczymy na repertuarze w stylu szaleńczych thrashowych galopad z „Hardwired…To Self-Destruct” Metallici, bądź nieco bardziej muzykalnych acz nadal wgniatających w fotel „Reliance” Soen. Do głosu dojdzie wtedy świetna kontrola najniższych składowych idąca w parze z ich wybornym różnicowaniem i nie mniej imponującym zejściem, co biorąc pod uwagę fakt, iż przecież nie mamy do czynienia z klasycznym mass-loaderem zasługuje na w pełni zasłużone skomplementowanie. Ba, początkowo, właśnie z racji dość lekkiej konstrukcji i wszechobecnego akrylu obawiałem się jeśli nie odchudzenia /przesunięcia równowagi tonalnej ku górze, to pewnej, chociażby podskórnej nerwowości. Tymczasem Takumi, choć góry nie żałuje i zarówno ekspresję dęciaków, jak i gitarowe riffy, bądź bestialsko smagane blachy oddaje z właściwą im bezpardonowością, to nie wykazuje tendencji do zbytniego ich eksponowania, czy też utwardzania. Dzięki temu bez większych obaw można serwować mu, jak i sobie, nie do końca referencyjne pozycje płytowe, co poniekąd unauszniła sesja z pronitowskim tłoczeniem „Look Sharp!” Roxette. Przejaw masochizmu? Bynajmniej, raczej chwilowy powrót do szczenięcych lat i zarazem dowód, że Level 2.1 wespół z Kuro MC potrafią zagrać praktycznie wszystko sprawiając przy tym naprawdę sporo frajdy.
Choć wydawać by się mogło, że rynek skierowanego dla miłośników analogu jest po przysłowiowy korek zapełniony znanymi i popularnymi markami, więc na zdrowy rozsądek bezpieczniej zaufać wytwórcom z grona „pierwszego wyboru”, to uzbrojony we wkładkę Takumi Kuro MC gramofon Takumi TT level 2.1 DC udowadnia, że jak się chce, wie jak i potrafi, to jednak można stworzyć produkt o ponadprzeciętnych walorach sonicznych, aspirującej do przedsionka High-Endu wartości postrzeganej a zarazem dostępny w niezwykle atrakcyjnej cenie. Produkt, którym warto się zainteresować i nawet niezobowiązująco rzucić tak okiem, jak i uchem, bo istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo, że „transparentny Niderlandczyk” zostanie z nami zdecydowanie dłużej aniżeli tylko kilka testowych dni.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Co prawda nazwa dzisiaj omawianej marki wielu z Was może wyprowadzić na manowce, ale zapewniam, kojarząca się z krajem kwitnącej wiśni fraza „Takumi” jest znakiem towarowym producenta stacjonującego w Holandii. A co dla mnie w niej jest najciekawsze, producenta wielu modeli uważanych przeze mnie – zaraz po magnetofonie – za najlepsze źródło dźwięku gramofonów. Jak brzmiących to się okaże w serii przewidzianych testów, jednak abstrahując od brzmienia już teraz śmiało można powiedzieć, iż w niektórych przypadkach intrygujących wzorniczo. Co mam na myśli w odniesieniu do designu przynajmniej w dzisiaj opisywanym przypadku zdradza seria zamieszczonych fotografii, dlatego z przyjemnością zapraszam Was na streszczenie, jak będący iskrą dla tego testu werk wypadł od strony sonicznej. O czym mowa? Jak sugeruje tytuł, o dystrybuowanym przez markę Stratos International firmowym tandemie bardzo intrygującego wizerunkowo gramofonu Takumi TT level 2.1 DC wespół z wkładką gramofonową z oferty tego samego analogowego przybytku Takumi Kuro MC. Zainteresowani? Jeśli tak, zatem nie pozostaje Wam nic innego, jak zapoznać się z poniższym tekstem.
Nie ma się co oszukiwać, tytułowy drapak mimo ewidentnej kolokwialnie mówiąc aparycyjnej „fajności” z dużą dozą pewności jest ofertą na kształt „kochaj albo rzuć”. Naturalnie piję do materiału, jaki został użyty do wykonania plinty, czyli wysokogatunkowego przezroczystego akrylu. To niestety z jednej znakomity pomysł na rozkochanie w sobie piewców wykorzystywania w budowaniu urządzeń audio tak zwanej estetyki Hi-Tech, ale za to z drugiej mocno bijący po oczach osobników wiernym wizualnej tradycji. Na szczęście to tylko jedna z wielu propozycji tej marki, dlatego nie będę się rozwodził nad wyższością jednych świąt nad drugimi, tylko przejdę do technicznych konkretów. A oprócz „niewidzianego” werku są nimi: solidne i stosunkowo skomplikowane technicznie, bo wykorzystujące magnetyczny antyskating ramię, sterowany za pomocą precyzyjnego regulatora, skryty pod estetyczną osłonką silnik, także wykonany z akrylu, jednak tym razem zmatowiony talerz, antywibracyjne stopy stabilizujące konstrukcję na podłożu, pozwalająca osłonić całość przez wszędobylskim kurzem, z racji przezroczystości także trudna do zlokalizowania przez zmysł wzroku, zawieszona na estetycznych zawiasach osłona i oczywiście wspominana, będąca jedną z kilku propozycji w cenniku producenta wkładka MC Takumi Kuro. Jak widać, pomysł na tytułowy drapak jest nie tylko dopracowany wizualnie, ale także mechanicznie, co powinno przełożyć się na finalne brzmienie. Te ostatnie zaś oczywiście postaram się przybliżyć Wam w kolejnym akapicie.
Co zaoferował bardzo nowocześnie prezentujący się gramofon? Zanim dojdziemy do konkretów, garść moich wstępnych przemyśleń. Ostatnio byłem pochłonięty wyborem osobistego drapaka płyt winylowych. Zderzyłem wówczas testowo typowego mass-loadera z wariacją mass-loadera w rozumieniu elastycznego odseparowania ciężkiej platformy stabilizującej konstrukcję na półce od identycznej, tylko tym razem nośnej dla akcesoriów typu talerz, ramię i silnik – mowa o modelach Kuzma XL DC oraz SME 60. Jak można się domyślić, w obydwu przypadkach budulcem był różnego rodzaju metal, co z automatu gwarantowało pewnego rodzaju stabilność konstrukcji i przez to odporność na bodźce zewnętrzne. Tymczasem tutaj mamy akryl. Pięknie wyglądający, ale jednak niezbyt ciężki i do tego podczas użytkowania mogący generować niechciane ładunki elektryczne. Mam nadzieję, że wiecie co mam na myśli? Oczywiście chodzi o pełen pakiet obaw, jak owe niewiadome wypadną z konfrontacji z codzienną zabawą. Jaki zatem był efekt moich poczynań? Muszę przyznać, że w kwestii zbierania szkodliwych wibracji i wszędobylskich ładunków elektrycznych na szczęście bardzo się myliłem, gdyż niczego niepokojącego nie zanotowałem. A zaznaczam, gramofon to moja podstawowa forma obcowania z muzyką i wiem, gdy gdzieś tkwi problem. Zapewniam, takowego nie było, co tak naprawdę okazało się być dopiero pierwszym z serii plusów opisywanej konstrukcji, bowiem w obliczu dobrego radzenia sobie ze wspomnianymi artefaktami kropkę nad „i” w pozytywnym odbiorze konstrukcji postawiła muzyka. Zabrzmiała z odpowiednim nasyceniem, stosownym dla dość prostej konstrukcji rozwibrowaniem, budowaniem szerokiej i głębokiej sceny, a całość okraszała fajna świetlistość prezentacji. Ale nie chodzi o rozjaśnienie czy efekt krzykliwości, tylko serwowanie muzyce efektu blasku wizualizowanych źródeł pozornych. Blasku, który nadawał słuchanemu materiałowi ciekawej radości. I gdybym miał odnieść te realia do mojego codziennego wyboru, powiedziałbym, że biorąc pod uwagę cenę było zaskakująco dobrze. Naturalnie rozpatrując wszystko w skali stosownej dla zajmowanej półki cenowej. Ale co by nie mówić, ku mojemu zdziwieniu było esencjonalnie, energetycznie z dobrą kontrolą i dźwięcznie dając poczucie bardzo spójnego grania.
Ciekawym przykładem na udane połączenie dobrej wagi dźwięku ze wspomnianym blaskiem była najnowsza płyta Charlesa Lloyda „Figure In Blue”. To ciekawe połączenie nieczęsto wykorzystywanego w jego projektach instrumentarium – choćby gitara i flet, które w kwestii projekcji drapieżności prezentacji raczej stawia na spokój. Jednak ów spokój jest bardzo zdradliwy, gdyż Charles bardzo mocno przywiązuje wagę do pokazywania bytu każdej nuty od inicjacji, po wygaszanie, czyli dobrą transparentność wizualizacji. To zaś sprawia, że jeśli tylko system ma problemy z rozdzielczością i artykulacją najdrobniejszych niuansów, tracimy najważniejszy element powołania tego krążka do życia, jakim jest kontemplacja nad zawieszonymi w eterze niespiesznymi sonicznymi frazami. Na szczęście tytułowy konglomerat z Holandii bez najmniejszych problemów sobie z tym poradził. A to dlatego, że nie tylko udźwignął różnicowanie energii serwowanej przez całkowicie odmiennie brzmiące instrumenty – piję do gitary spierającej się z fletem w jednym z utworów, ale także dzięki wspominanemu efektowi blasku jako finalne wykończenie projekcji dźwięku. W jaki sposób sobie poradził? Po prostu cały czas podawał całość z odpowiednią otwartością i swobodą. Tyko tyle i aż tyle.
Jeśli chodzi zaś o zabawę ze scenicznym buntem, na talerzu gramofonu położyłem chyba najlepiej zrealizowany czarny krążek formacji Black Sabbath „13”. Moim celem była weryfikacja, czy to, co pomagało muzyce jazzowej, nie powoduje nadinterpretacji w momencie mocniejszego udziału z wielką wściekłością wykorzystywanych przez bębniarza talerzy i innych perkusjonaliów. I co? Cóż, kolejny raz przekonałem się, że mimo zadbania konstruktora o ciekawy design w stylu Hi-Tech, nie zapomniał również o dobrym wyważeniu ilości masy i ogólnej otwartości prezentacji nawet podczas odtwarzania z założenia trudnych nurtów muzycznych. Było ostro, ale także energetycznie, co dawało fajny feedback w postaci tak zwanego „dygania nóżką”. A to nie oszukujmy się, jest ewidentnym potwierdzeniem zadowolenia słuchacza z uzyskanej w swoim domu muzycznej opowieści.
Gdzie widzę naszego bohatera? Tak naprawdę przeciwko postawieniu sobie go na półce mogą mieć obiekcje tylko ludzie kochający estetykę vintage. Niestety nie wszyscy są w stanie zaakceptować aż tak nowoczesnej w rozumieniu użytych materiałów i wyglądu bryły. Ale gdy wezmę pod uwagę cenę, za jaką można ten zestaw nabyć, w pełni świadom swojej wypowiedzi jednoznacznie stwierdzam, że to jedyna grupa, jakiej z gramofonem Takumi TT level 2.1 DC będzie nie po drodze. I żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie z uwagi na oferowane brzmienie, tylko wygląd, co jasno daje do zrozumienia, że za cenę około 11 tys. złotych dostajemy naprawdę świetna ofertę. A gdy do tego dodam, że mówimy o komplecie z bardzo dobrą wkładką, bez krygowania się na tle mainstreamu propozycję Holendra można określić mianem dumpingu. Nie wierzycie? Niestety teraz piłeczka jest po Waszej stronie. Jak wynika z powyższego opisu, dla mnie to bardzo ciekawy pomysł na muzykę z płyty winylowej. I co ważne, w każdym aspekcie od wyglądu, po brzmienie.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Stratos International
Producent: Takumi
Ceny
Takumi TT level 2.1 DC: 7 995 PLN
Takumi Kuro MC: 3 495 PLN
Dane techniczne
Takumi TT level 2.1 DC
System napędowy: Wewnętrzny napęd paskowy
Silnik: DC z czujnikiem Halla
Prędkości: 33-1/3 obr./min, 45 obr./min
Wybór prędkości: Elektroniczny za pomocą przełącznika 0-33-45 lub za pomocą Speedpod (elektroniczny przełącznik zmiany obrotów)
Talerz: Akrylowy 1,15 kg, odsprzężony od talerza napędowego i osi
Ramię: Tytanowe, podwójnie przegubowe, stała głowica
Masa efektywna ramienia: 15 g
Wkładka: fabrycznie zamontowana Audio Technica AT3600L MM
Wyjście: Stały kabel RCA L+R
Antiskating: Magnetyczny
Zasilanie: Zewnętrzny zasilacz sieciowy 12 V DC
Wymiary (S x G x W): 430 x 327 x 152-162 mm
Waga: 8,1 kg
Zestaw zawiera: Zasilacz, akrylowa osłona przeciwpyłowa, docisk płyty, Speedpod (elektroniczny przełącznik zmiany obrotów)
Takumi Kuro MC
Wspornik: borowy
Igła: Nude Eliptical 6/15 µm
Cewka: kwadratowa 4N OCC
Impedancja: 5 Ω
Pasmo przenoszenia: 20-22 000 Hz +/-2 dB
Poziom wyjściowy: 0,26 mV
Separacja kanałów: > 25 dB
Dokładność śledzenia: 60 µm
Balans kanałów: < 0,5 dB
Siła nacisku: 1,6-2,2g (rekomendowane 1,8 g)
VTA: 20°
Zgodność dynamiczna: 13 µm/mN
Waga: 9 g
Zalecane obciążenie 100-470 Ω