1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Reportaże
  6. >
  7. „Wish You Were Here 50” Pink Floyd w 3-ce

„Wish You Were Here 50” Pink Floyd w 3-ce

Opinia 1

Jak już zdążyliśmy „na socjalach” zasygnalizować w miniony piątek, w Studiu Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej odbyło się wielce udane spotkanie z muzyką legendarnej formacji Pink Floyd. Okazją była kolejna, nawet nie będę zgadywał która, tym razem jubileuszowa (stuknęła jej 50-tka!) winylowa reedycja ósmego albumu studyjnego Floydów, czyli „Wish You Were Here 50” . Zgodnie z tradycją 3-kowych spotkań i zarazem z powszechnie znanym zamiłowaniem Gospodarza – Piotra Metza do wszelakiej maści kolekcjonerskich boxów zamiast standardowej czarnej, bądź nieco bardziej wyróżniającej się z tłumu żółtej wersji na Myśliwieckiej nie mogło zabraknąć najbardziej wypasionej opcji, czyli zestawu czterech clarity-vinyli (oryginalny album, dziewięć bonusowych utworów studyjnych, rejestracja Live At Wembley 1974), repliki japońskiego 7-calowego singla „Have A Cigar” / „Welcome To The Machine”, dwóch płyt CD oraz Blu-Ray z m.in. miksem Dolby Atmos przygotowanym przez Jamesa Guthrie. Jak łatwo się domyślić z racji ściśle określonych ram czasowych odsłuch objął jedynie pierwszą, oryginalną płytę LP i pojedynczy bonusowy track z drugiego krążka.

W ramach wprowadzenia Piotr Metz przybliżył licznie zgromadzonej publiczności rys historyczny i okoliczności powstania „Wish You Were Here” a reprezentujący częstochowską Deltę-Audio Maciej Grabałowski pokrótce opisał przygotowany na okoliczność piątkowego odsłuchu system. A ten (system, nie Maciek) prezentował się niezwykle intrygująco, gdyż w jego skład wchodziły równie trudne tak do ukrycia, jak i podobno do wniesienia jubileuszowe, wyposażone w aktywne zwrotnice Klipsche Jubilee do których napędzenia użyto potężnych, 200W lampowych monobloków Mastersound PF 200 litz, które na basie wspomagała kolejna para, tym razem stereofonicznych, acz z możliwością zmostkowania i zarazem tranzystorowych końcówek mocy Gold Note PA-1175. Rolę przedwzmacniacza powierzono wyposażonemu w regulowany stopień wyjściowy przedwzmacniaczowi gramofonowemu Gold Note PH-1000 z zewnętrznym zasilaczem PSU-1250 a źródłem był zjawiskowy gramofon Gold Note Mediterraneo X z ramieniem uzbrojonym w firmową wkładkę Giotto. Z kolei okablowanie zapewniło ZenSati dostarczając przewody z serii Seraphim uzupełnione kilkoma Razzmatazzami.

Jak już wielokrotnie w ramach 3-kowych relacji wspominałem Studio Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej z racji ponad 256 m² powierzchni i kubatury wynoszącej ok. 1500 m³ na tyle wysoko zawiesza poprzeczkę przed śmiałkami pragnącymi wystąpić na jego scenie, iż niejako na samym starcie eliminuje większość cywilnych kolumn głośnikowych. Wystarczy wspomnieć Ardento Alter 2, Audio Physic Cardeas 30 LJE, czy Avantgarde Acoustic Duo XD, które ewidentnie ginęły tak optycznie, jak i sonicznie „w Osieckiej”, w której to świetnie odnajdywały się z kolei „maleństwa” w stylu występujących jeszcze (to był rok 2012) pod banderą Isophona Berlin RC 11, Avantgarde Acoustic Trio z dedykowanymi im modułami SHORT BASSHORN czy Cabasse La Sphère. Krótko mówiąc na Myśliwieckiej duzi zawsze mieli łatwiej a skoro i Klipsche Jubilee również do najmniejszych nie należą, to i perspektywy były raczej optymistyczne. I szczerze powiem, że się nie zawiodłem, gdyż powyżej wyszczególniony system zaprezentował się nad wyraz korzystnie. Może organizatorzy nie przesadzali z głośnością, ale śmiem twierdzić, że dla większości zgromadzonych dawki decybeli i tak były w pełni satysfakcjonujące, czy wręcz na granicy tolerancji. Grunt, że z powodzeniem można było poczuć rockowy drajw a hektary przestrzeni i perfekcyjne ogniskowanie źródeł pozornych były niejako w gratisie. Nie da się jednak pominąć wyraźnej „papierowej” sygnatury Klipschy, która może niekoniecznie by korespondowała z bardziej współczesnym repertuarem, jednak biorąc pod uwagę, iż za wsad muzyczny w piątkowe popołudnie posłużyły półwieczne tracki śmiem twierdzić, że udało się osiągnąć pełną synergię charakterologiczną. Świetnie zabrzmiały leniwe riffy Gilmoura, które właśnie dzięki wspomnianej przed chwilą „papierowości” zyskały nieco na ekspresji – nie były już tak kremowe jak zazwyczaj, a wokal Watersa odważniej kąsał nasze zmysły. Czy trzeba czegoś więcej do szczęścia? Nie wiem jak reszta zgromadzonych, ale osobiście nie miałbym nic przeciw kolejnej godzinie na eksplorację bonusowych nagrań …

Serdecznie dziękując Gospodarzowi oraz ekipie Delta-Audio za zaproszenie czytelnikom zainteresowanym ww. „parkiem maszynowym” sugerujemy zbytnio nie oddalać się od odbiorników …

Marcin Olszewski

Opinia 2

Jak wszyscy znakomicie wiemy, czas nie tylko niebłaganie, ale do tego jakoś dramatycznie szybko mija. To zaś sprawia, że aby nie popaść z tego powodu w depresję, wszystkie symptomy przypominające nam o tym niemiłym aspekcie naszego bytu na tym ziemskim padole w mniej lub bardziej udany sposób staramy się ignorować – w głównej mierze mam na myśli udawanie niezwracania uwagi na dorastanie dzieci, potem wnuków czy lekceważenie widzianych w lustrze niebłaganych własnych zmian fizjologicznych. I gdy wydawałoby się, że przy takim podejściu temat przemijania życia mamy pod pełną kontrolą, niestety jak to zwykle w życiu bywa, gdy tak jak ja kochasz muzykę, zawsze jest coś, czego w przypominaniu nam o starzeniu się ni w ząb nie da się zagłuszyć. Co mam na myśli? Jak to co, piję do tematu dzisiejszej relacji z wizyty w studiu koncertowym Agnieszki Osieckiej w radiowej Trójce, czyli wspólnego obchodzenia z wieloma podobnymi mi osobnikami rocznicy wydania będącej ikoną rockowej twórczości płyty „Wish You Were Here” zespołu Pink Floyd. Której rocznicy? Być może zabrzmi to niezbyt korelująco z podniosłością tego wydarzenia, ale patrząc na to z perspektywy przed momentem wygłoszonego żalu do życia niestety już 50. Na szczęście tego wieczora świetnie oprawionej nie tylko od muzycznej, ale także znamienitości gospodarzy oraz odtwarzającego muzykę sprzętu strony. Te ostatnie aspekty wydarzenia to co prawda w tego typu prowadzonych przez Piotra Metza przedsięwzięciach jest standardem, ale myślę, że dobrze jest zawsze wspomnieć o pełnym profesjonalizmie organizowania przez pomysłodawcę tych niestety już cyklicznych, przypominające wiekowe ikony muzyki imprez.

Gdy użyjecie naszej wyszukiwarki, zorientujecie się, iż to jest nasza kolejna wyprawa na muzyczną ucztę do tego odłamu Polskiego Radia. Za każdym razem z innym muzycznym tematem przewodnim w tle, ale przygotowaną na bogato, gdyż pan Piotr zawsze zaprasza znajomego dystrybutora sprzętu audio, aby pomógł mu ogarnąć temat od strony jak najlepszej jakości systemu prezentującego dany krążek. I gdy mieliśmy okazję spotkać już w tym studio przedstawicieli RCM-u, Nautilusa, Voice’a i kilku innych, tym razem wybór padł na stacjonujący w Częstochowie salon Delta Audio. Ten zaś nie przebierał w środkach i wytoczył na ostatni piątkowy wieczór najcięższe działa. Rolę źródła pełnił zestaw analogowy włoskiej marki Gold Note w postaci rocznicowego gramofonu i znakomitego, bo dzielonego flagowego phopnostage’a. Do sekcji wzmocnienia wykorzystano mocarne lampowe monobloki także włoskiej marki Mastersound dla sekcji zakresu góry i średnicy oraz tranzystorowe końcówki mocy Gold Note dla zakresu basu. Kwestię zespołów głośnikowych rozwiązywały – jak sama nazwa wskazuje – jubileuszowe, zajmujące szczyt w ofercie amerykańskiej marki, jak unaoczniają fotografie tubowe, oczywiście wysokoskuteczne kolumny Klpisch Jubilee. Całości konfiguracji zaś dopełniało dostarczone przez podwarszawskiego dystrybutora Audiotite, brylujące tuż za podium oferty okablowanie duńskiej marki ZenSati Seraphim. Jak wynika z powyższego opisu było na czym nie tylko ucho podczas odsłuchu, ale także oko przed i po nim zwiesić.
Jak to wypadło? Jak zwykle świetnie, gdyż po trosze to zasługa pana Piotra, który zarzucał nas nie tylko dogłębnymi informacjami na temat będącego tematem przewodnim albumu muzycznego, ale także dotyczącymi go anegdotami. Po drugie bardzo duży udział w fajnym odbiorze imprezy miał mocodawca salonu dostarczającego sprzęt z najwyższej półki Maciej Grabałowski który nie tylko zajął się dostarczeniem wymienionych wcześniej konstrukcji, ale również drobiazgowym opisem każdej z nich. A po trzecie sama muzyka. Niby znana, teraz jedynie poprawiona technicznie i wydana w wielu formatach i z wieloma dodatkami w formie wielkiego box-a, ale tak jak pięćdziesiąt lat temu, także teraz słuchana wespół z po brzegi wypełniającymi salę koncertową słuchaczami nadal hipnotyzująca. Ani śladu nudy, tylko pełne wejście podświadomością w cały materiał muzyczny z małą przerwą na zmianę strony A na B wydania winylowego. Jednym słowem bajka. Na tyle warta uczestnictwa, że jeśli będziecie mili szansę na taki pokaz się wkręcić, nie marnujcie okazji, bo po idąc za wyliczanka składowych tego wydarzenia po trzykroć warto.

Kończąc ten w porównaniu z tym co wydarzyło się podczas mojej piątkowej wizyty w Trójce bardzo skrótowy i lakoniczny opis chciałbym podziękować organizatorom za możliwość uczestnictwa w pokazie, za co odwdzięczam się skreśleniem kilku informacji na jego temat, a podobnym do mnie uczestnikom za miłą, bo skupioną na celebrowaniu słuchania świetnej muzyki atmosferę. Ta ostatnia była na tyle łącząca nas w jeden słuchający organizm, że gdy pojawi się szansa na kolejny taki wypad, z pewnością nie omieszkam się nań zdecydować. Choćby z chęci poznania podobnych do mnie muzycznych freaków.

Jacek Pazio

Pobierz jako PDF