1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Acoustic Dream Ad1

Acoustic Dream Ad1

Link do zapowiedzi: Acoustic Dream Ad1

Opinia 1

Filtrować, czy nie filtrować? Uzdatniać, czy nie uzdatniać? Oto jest pytanie. Z jednej strony niefiltrowane jasne pełne ma swoje grono wiernych smakoszy a z kolei zimna filtracja wyspiarskim destylatom, w przeciwieństwie do zemsty, która jak wiadomo najlepiej smakuje na zimno, niespecjalnie służy. Tymczasem obniżając do zera woltaż i schodząc do poziomu „kranówki”, to bez przepuszczenia jej chociażby przez „dzbankowy” filtr, patrząc na to, co pozostawia po sobie w czajniku i kuchennej/łazienkowej armaturze, wolałbym nie spożywać. I podobnie jest z prądem, gdyż odpowiedź na powyższe dylematy brzmi … to zależy. Zależy chociażby od stopnia jego zaśmiecenia a więc nie tylko źródła jego pochodzenia (fotowoltaika / domowe magazyny energii, sieć dostawcy), stanu infrastruktury, lecz również mniej, bądź bardziej „inwazyjnego” otoczenia (zakłady przemysłowe, trakcja kolejowa / tramwajowa) itp. Nie ma zatem innego wyjścia, jak tylko każdy przypadek rozpatrywać indywidualnie a stosownej weryfikacji dokonywać nie zdalnie / korespondencyjnie, lecz na miejscu i organoleptycznie. Dlatego też po nieco ponad trzech latach od testu 0-ki („Zerówki”) i czterech od spotkania z AL-5 wracamy do eksploracji portfolio rodzimej, bo w końcu kto, jak nie „lokals” wie co z naszych gniazdek wychodzi, manufaktury Acoustic Dream i bierzemy na redakcyjny tapet najmłodsze dziecko Arnolda Piątka – sprawcy całego zamieszania, czyli filtr sieciowy Ad1.

Jak już sesja unboxingowa pokazała Ad1 do odbiorcy końcowego dociera w kompaktowym, acz zaskakująco ciężkim kartonie. Jak się bowiem okazuje ów karton pełni jedynie czysto transportowo-maskującą rolę po pierwsze zapewniając dyskrecję przed oczami ciekawskich a po drugie zapewnia miejsce do naklejenia stosownych etykiet spedycyjnych. Dopiero wewnątrz znajdziemy właściwą „skorupę”, czyli wykonany na wymiar, suto wyściełany gąbką solidny case. Jakby tego było mało samą walizkę od zewnętrznego pudła oddzielają grube płaty sztywnej pianki. Powiem szczerze, że z taką troską o ładunek dawno się nie spotkałem i to nie tylko ujęciu lokalnym, co globalnym, gdyż po wielokroć urządzenia zza oceanu wysyłane są przez ich wytwórców z taką niefrasobliwością jakby każde było dostarczane do Klientów indywidualnie i to w lektyce na puchowych poduszkach a nie brutalnie przewalane w te i we w te przez firmy spedycyjne. Krótko mówiąc już od progu Acoustic Dream sprawia bardzo pozytywne wrażenie. A później jest tylko lepiej, bowiem filtr dodatkowo otula miękki, zapobiegający ewentualnym mikro zarysowaniom przez gąbki pokrowiec. A sam Ad1? Jest po prostu uroczo zwartą aluminiowo-stalową bryłą o solidności śmiało zasługującej na miano pancernej. Płyta górna mieści osiem gniazd schucko Fi-E-03 japońskiego Furutecha w wersji rodowanej (R) bądź złoconej (G) – określanej przy składaniu zamówienia. Jak widać na załączonych zdjęciach do nas dotarła „złota opcja”. Panel tylny mieści jedynie włącznik główny i zasilające gniazdo wejściowe Furutecha FI-03R/G a przedni to już królestwo błękitnego (kolor również można zdefiniować indywidualnie) wyświetlacza, któremu warto poświęcić kilka słów. Jak łatwo się domyślić, bądź po prostu bazując na wcześniejszych doświadczeniach, pierwszą, acz niejedyną, jego funkcją jest informowanie o aktualnym napięciu w domowej sieci elektrycznej. To jednak dopiero początek, choć de facto za takowy wypadałoby uznać wyświetlanie logo powitalnego, które na indywidualne zamówienie można zastąpić własnym tekstem. Oprócz powyższych opcji z pomocą dwóch niewielkich przycisków można przestawić ów display w tryb wyświetlania aktualnego czasu, zweryfikować poprawność podłączenia fazy /L/, bądź po prostu wyświetlać nazwę/model kondycjonera. Oczywiście zapewniona jest nie tylko możliwość dostosowania jaskrawości wyświetlacza, co również jego całkowite wygaszenie. Słowem, wszystko, bądź prawie (na upartego można byłoby oczekiwać jeszcze pomiaru chwilowego/średniego poboru mocy) wszystko czego tylko dusza zapragnie.

Jak już wielokrotnie nadmieniałem moja dyżurna i zarazem „nic niemająca” dyżurna listwa Furutech e-TP60 ER pełni rolę czysto służebną i prozaiczną. Po prostu zapewnia odpowiednią liczbę gniazd i nie psuje, nie limituje możliwości wpinanej do niej elektroniki niczego przy tym nie filtrując i nie uzdatniając o funkcjach ochronnych nawet nie wspominając. Jest za to niewielka a przez to na tyle „poręczna”, że daje się ją dyskretnie ukryć za stolikiem audio i tylko przy ewentualnych roszadach kablowych dostęp do jej gniazd pozwala mi przypomnieć sobie o słowach, których znajomość nie przystoi pannom z dobrego domu (z fortepianem, bądź bez). Przepinając się z niej na tytułowy kondycjoner nie mogłem nie odnotować kilku fundamentalnych faktów. Pierwszym i dość oczywistym była niemożność schowania go za systemem a tym samym Ad1 stanął pomiędzy suto zastawionym stolikiem Solid Tech Radius Duo 3 a prawą kolumną AudioSolutions Figaro L2, którą byłem zmuszony nieco od ww. mebla odsunąć. Prawą, chcąc zachować symetryczność ustawienia, z resztą również. Mniejsza jednak z tym, gdyż kluczowym następstwem była znacząca poprawa ergonomii, bowiem dostęp do wpiętych w Ad1 kabli stał się bajecznie prosty. Za kolejny plus warto uznać przyrost liczby gniazd, czyli zamiast 6 miałem do dyspozycji 8, z czego z dziką przyjemnością skorzystałem podczas równoległych testów przewijających się przez mój system urządzeń. A trzecią wartością dodaną była możliwość monitorowania parametrów – napięcia mojej domowej sieci i korelowanie ich ewentualnych zmian z brzmieniem systemu.
I w tym momencie dochodzimy do sedna, czyli tego czy i jak wpływ kondycjonera Acoustic Dream Ad1 słychać. A uchylając rąbka tajemnicy zdradzę, że słychać i to dobrze. Ba, słychać nie tylko dobrze, ale i to, co w danym momencie słyszymy również jest dobre a może wręcz uchodzić za lepsze aniżeli przed wpięciem Ad1-ki w tor. Warto jednak w tym momencie mieć świadomość, co zazwyczaj wszelakiej maści kondycjonery i oparte na gruntownej filtracji uzdatniacze zazwyczaj robią. Mowa o pewnym, raz w większym, raz w mniejszym stopniu wygładzeniu i tonizacji, uspokojeniu dźwięku, bowiem eliminacja zamazujących obraz artefaktów i granulacji przejawia się utratą mogącej podobać się zadziorności i surowości. Oczywiście od powyższej reguły są też wyjątki, jak chociażby zwiększający wolumen, energetyczność i motorykę Keces BP-5000, „otwierający” górę i wyswabadzający energetyczność najniższych składowych Tsakiridis Devices Super Athena, czy zapewniający przyrost holografii i rozdzielczości Gryphon Audio PowerZone 3.10, choć on akurat niczego (podobno) nie filtruje a jedynie „bezstratne kieruje przepływem drgań elektronów na poziomie molekularnym”. Tymczasem wzorem swojego rodzeństwa Ad1 poniekąd się w ww. mainstreamowe cechy wpisuje. Robi to jednak z właściwym sobie dźwiękiem i wyczuciem, więc zamiast zalać całość lepkim i słodkim syropem klonowym z iście aptekarską precyzją uważnie rozkłada akcenty i intensywność swojego działania, by pozostawiając w natywnej formie to co dobre troskliwie zając się elementami na pewne niedostatki finezji i dopracowania cierpiące. Przykładem niech będzie mroczna, potężna i zarazem wyraźnie chropawa w górze pasma ścieżka dźwiękowa do „The Punisher: One Last Kill” autorstwa Krisa Bowersa, która pomimo niezwykle intensywnej i regularnej eksploatacji jeszcze nie zdążyła mi się znudzić, choć przy wyższych poziomach głośności potrafi każdorazowo zbliżyć się, bądź nawet przekraczać granice mojej strefy komfortu w domenie szorstkości i „cyfrowego” zaszumienia. Tymczasem tytułowy kondycjoner zachowując niszczycielską siłę basu jedynie wysycił średnicę i nie tyle wycofał, bądź zaokrąglił górę, co przyjemnie ją „wypolerował” transformując z postaci chropawej rdzy do stadium satynowości. Nazbyt ładne i asekuracyjne? Bynajmniej, po prostu milsze mym uszom. A jeśli ktoś ma co do tego jakieś wątpliwości polecam nauszną weryfikację chociażby z krążkiem „Fauna” Haken, gdzie złagodzenie kanciastości góry nie spowodowało utraty zawartych w niej mikrodetali a śmiem twierdzić, że świergot ptaków na „Naghtingale” wręcz zyskał na realizmie.
Zmieniając nawet nie nieco a diametralnie repertuar z hałaśliwego na wręcz intymny i poniekąd oparty na grze ciszą, czyli „Diavola” Gabrielle Cavassy z niekłamaną satysfakcją odnotowałem, iż rodzimy oczyszczacz nie „zgasił” tego jakże urokliwego albumu i nie sprowadził go do poziomu nudnego, „windzianego” smędzenia a jedynie obszar swych działań ograniczył do eliminacji szumu tła, które może dla części odbiorców stanowić namiastkę analogowości, a tak naprawdę nie tylko niczego pożądanego do reprodukcji nie wnosi, to jeszcze maskuje i pokrywa patyną wszelakiej maści audiofilskie smaczki. Zwróćcie Państwo tylko uwagę na pracę miotełek perkusisty – bez Ad1 zlewa się ona z ww. szumem tła/podkładu a gdy pojawia się Acoustic Dream owe smyranie staje się czymś niezwykle oczywistym i w pełni definiowalnym. Podobnie artykulacja samej wokalistki i barwa jej głosu, która pozbawiona „papierosowej chrypki” jeszcze skuteczniej trąca struny „męskiej wrażliwości”.

Jak mam cichą nadzieję z powyższych dywagacji jasno wynika, że wpływ na dopieszczaną w domenie zasilania, wpiętej weń elektroniki kondycjoner Acoustic Dream Ad1 ma niebagatelny i przy tym na wskroś pozytywny. Założyć również można, iż zastąpienie złoconych gniazd Furutecha ich rodowanymi odpowiednikami pozwoli nadać dźwiękowi delikatnego utwardzenia i rozświetlenia, więc jeśli dla kogoś „złota odsłona” Ad1-ki będzie, pardon my French, zbyt „ładna” to z rodowaną takowych zastrzeżeń mieć nie powinien. Krótko mówiąc Acoustic Dream Ad1 pozwala cieszyć się muzyką w jej niezwykle atrakcyjnej postaci a jednocześnie z racji zaawansowanego zabezpieczenia antyprzepięciowego i skutecznej filtracji zapewnia elektronice z jego usług korzystającej dobrostan energetyczny a jego posiadaczom spokojny sen.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Być może jeszcze nie wszyscy, co prawdopodobnie w niedługim czasie się zmieni, ale zapewne wielu z Was już teraz kojarzy tego dość dobrze rozpoznawalnego, stacjonującego nad Bałtykiem rodzimego producenta akcesoriów prądowych. Tak tak, to od kilku dobrych lat trafiający w gusta wielu melomanów specjalista od solidnych sonicznie i konstrukcyjnie listew sieciowych. Na tyle atrakcyjnych w wymienionych „osiągach”, że spokojnie mogących konkurować ze światowym mainstreamem. Przesadzam? Bynajmniej, bowiem moją opinię opieram na doświadczeniach zdobytych podczas kilku serii testowych, z których jasno wynikało, iż mocodawca marki powołując do życia każdy projekt jest daleki od stosowania jakichkolwiek oszczędności, co dosłownie i w przenośni widać gołym okiem w postaci tworzenia pancernych i słychać podczas użytkowania rozbudowanych w kwestii czyszczenia energii elektrycznej konstrukcji. Co tym razem podesłał do oceny? Nie powiem, nieco mnie zaskoczył, gdyż na tle poprzednich modeli dostaliśmy coś bardzo kompaktowego. I co tym bardziej ciekawe, mimo zaoferowania klientowi aż 8 gniazdek, dodatkowo podnosząc tym faktem walory użytkowe zaawansowanego technicznie terminala prądowego, jakim jest Acoustic Dream Ad1.

Jak wspominałem, na tle starszych braci – czytaj rozbudowanych elektronicznie terminali prądowych – Ad1-ka jest całkiem kompaktowa. Oczywiście na tle tak zwanych „złodziejek” z marketów budowlanych to nadal wielkie „bydlę”, ale odnosząc się nawet nie do innych modeli spod tego znaku towarowego, tylko do światowej konkurencji i biorąc pod uwagę zastosowanie aż 8 gniazdek to naprawdę znakomity rozmiarowy wynik. Jeśli chodzi o sam pomysł na bryłę, ten jest identyczny jak reszta oferty, czyli stojący na czterech solidnych łapach prostopadłościenny blok aluminium, na górnej połaci którego zaimplementowano osiem złoconych gniazdek japońskiego Furutecha. Ale to nie koniec technicznych fajerwerków rzeczonej listwy, bowiem podłączone do niej urządzenia chronione są zastosowanymi w jej trzewiach DC-Blockerami, a dla posiadania pewności o dostarczanym do naszego domostwa poziomie energii elektrycznej z przodu ma czytelny z daleka piktogramowy wyświetlacz m.in. ilości Voltów pojawiających się w gniazdkach. Jak widać, w temacie skomplikowania technicznego jest na bogato. A jak z sprawy wyglądają od strony wpływu na podłączone komponenty audio, oczywiście zdradzę w kolejny akapicie.

Co zadziało się po podpięciu do tytułowej listwy zestawu źródła plikowego z przetwornikiem D/A – w tym momencie wewnętrznego DAC-a w odtwarzaczu CD Gryphon Ethos? Po pierwsze lekko poprawił się spokój na wirtualnej scenie. Nadal oferowała dobry wgląd w naganie, jednak cechowało ją dążenie do eliminacji czasem przeszkadzającej w pełnym wejściu w nagranie lekkiej szorstkości prezentacji. Mówiąc wprost muzyka brzmiała nieco płynniej. Po drugie zaś jako feedback likwidacji pewnego rodzaju nerwowości dźwięku zwiększyło się poczucie namacalności rozgrywanych wydarzeń scenicznych. Owszem, na tle sytuacji sprzed zmiany miejsca zasilania wspomnianych urządzeń – mowa o mojej listwie – przekaz lekko złagodniał. Jednak natychmiast muszę dodać, iż była to jedynie zmiana priorytetów finalnej estetyki grania na nieco przyjemniejszą w odbiorze, a nie jakikolwiek problem, bowiem system nadal bez oferował dobry drive oraz artystyczną nieprzewidywalność słuchanego w danym momencie materiału muzycznego. Mam na myśli oczywiście odpowiednie różnicowanie prezentacji danej muzy w zależności od zapisanej w jej kodzie DNA ekspresji. Reasumując powyższy pakiet informacji listwa Ad1 wprowadzała do muzyki dobrze rozumianą kulturę, a przez to fajne wrażenie obecności muzyków w moim pokoju oraz pozwalała na znacznie większy udział ilości decybeli podczas odsłuchu nie tylko łatwego, ale także z racji słabej realizacji trudniejszego do przyjemnego posłuchania materiału muzycznego. Efekt zastosowania naszej bohaterki był na tyle uniwersalny, że jazz oprócz przyjemniejszego, a co za tym idzie pozwalającego głębiej zatopić się w nim wizualizowania się w moim pokoju, konsekwentnie serwował mi pełen pakiet tak ważnych dla pokazania wirtuozerii pracy artystów informacji. Zaś ostra muza mimo wzbogacenia jej nutą płynności, nadal oferowała bogactwo niezbędnych dla pokazania prawdy o niej akcentów typu: szybkość narastania sygnału oraz stosowna drapieżność prezentacji. To było zaskakujące doznanie, gdyż podobne do naszej bohaterki zabiegi nadawania muzyce nawet szczypty płynności często kończą się mocnym uśrednieniem odbioru tak ważnych dla nas detali, a tutaj nic takiego nie miało miejsca. Gdybym miał to skomentować własnymi słowami, powiedziałbym, iż konstruktorowi w tym przypadku w pewien sposób udało się połączyć przysłowiową wodę z ogniem. I moim zdaniem to chyba najbardziej udana pod tym względem listwa w dotychczas poznanym testowo przeze mnie portfolio tego brandu. Nie twierdzę, że z całej puli dostępnych modeli, bo wszystkich nie miałem, ale z tego co sam poznałem, dla mnie jest najciekawsza sonicznie.

Komu poleciłbym, jeśli nie kupno w ciemno, to przynajmniej próby z listwą Acoustic Dream Ad1 we własnym systemie? Otóż nie mam najmniejszych oporów oznajmić, iż nasza bohaterka może sprawić wiele radości pełnemu spektrum nie tylko melomanów z uwagi na dążenie do muzykalności systemu, ale z racji działania w tej materii z dużym umiarem także wymagających audiofilów. Na tyle udanie unika siłowego forsowania swojego pomysłu na dźwięk, że nie zdziwię się, gdy po sesji testowej u wielu z Was nieoczekiwanie okaże się ostatnią cegiełką przez lata mozolnie konfigurowanego zestawu muzycznego.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Producent: Acoustic Dream
Cena: 4 200 € Netto

Dane techniczne
Gniazda wyjściowe: 8 szt. Furutech Fi-E 30 w wersji Rh ncf i Au
Gniazdo wejściowe: IEC IP40 acc. to IEC 60529 Furutech FI-03R/G z zabezpieczeniem nadprądowym /L i N/
Prąd max: 10A/50oC
Filtr ferrytowy: 3xWE-MLS EMI 25MHz – 208 Ω, 100MHz – 248 Ω
Ochrona przepięciowa: dwustopniowa 2,5 – 40,0 kA
Zabezpieczenie aparatowe: do 10 A VC
Przewodniki: Cu, Au, Rh, Ag, przekroje poprzeczne 1,0 – 6,0m²
Korpus: aluminium PA 13 oraz stal szlachetna Aisi 316 pokryte polimerem ceramicznym – Cerakote
Wymiary (D x S x W): 300 x 230 x 126 mm
Waga: 11 kg

Pobierz jako PDF