Opinia 1
Choć tematyką audio paramy się z mniejszą, bądź większą intensywnością od ponad ćwierćwiecza i tak z ręką na sercu coraz mniej sytuacji z ową niszą ludzkiej aktywności jest w stanie nas zaskoczyć, to jednak każdorazowo biorąc na redakcyjny tapet a następnie zabierając się za opis okablowania gdzieś podświadomie, z tyłu głowy, mamy scenę z Gladiatora ze znamiennym okrzykiem „Unleash Hell!”. Nie da się bowiem ukryć, iż nic tak skutecznie nie tyle podnosi temperatury dyskusji, co wręcz wywołuje jej samozapłon, co właśnie przewody, które przynajmniej wg. opinii jednostek ich działanie wykluczających „nie grają”. Jednak zamiast mając takie a nie inne przekonania przejść do porządku dziennego nad faktem istnienia grup reprezentujących opinie odmienne i iść swoją drogą, przynajmniej „nad Wisłą”, czują się w obowiązku swe niesłyszenie nie tylko obwieszczać Urbi et Orbi, co z trudnych do zrozumienia pobudek narzucać słyszącym, owej zdolności słyszenia jednocześnie im odmawiając. Czyli coś w stylu – skoro nie udało mi się wyczuć jakiś specjalnych nut i aromatów w winie za 50 PLN, to smakosze delektujący się zawartością butelek za dziesięcio- bądź stukrotność ww. kwoty z pewnością też nic nie czują, a jedynie pompują balonik snobizmu. Cóż, takiego a nie innego postrzegania świata, znaczy się przez pryzmat własnych ograniczeń, nikomu odmówić nie można, gdyż każdy żyje jak chce, byleby tylko w swe buty nie próbował wcisnąć innych. Dlatego też tym razem, mając pełną świadomość niezwykłej „łatwopalności” poruszanych kwestii z iście stoickim spokojem postanowiliśmy dokonać możliwie chłodnej analizy dwóch sąsiadujących ze sobą w katalogu brytyjskiego Tellurium Q przewodów … Ethernet, czyli modeli Ultra Silver II i Black Diamond Streaming Cable, na których test serdecznie zapraszamy.
Jak z pewnością zdążyliście Państwo zauważyć producenci okablowania dzielą się na tych, którzy spowiadają się z nawet najmniejszej nitki w oplocie i takich, którzy co najwyżej zaznaczą … kierunkowość. Do grona grających w otwarte karty pozwolę sobie zaliczyć np. japońskiego Furutecha, który każdą nowość dokumentuje pod względem anatomicznym z iście aptekarską dokładnością, więc niejako z automatu biorąc cokolwiek z ich portfolio na testy możemy w ciemno zakładać, że co jak co, ale wsad merytoryczny do części poświęconej budowie mamy niejako z głowy. Z kolei drugi obóz reprezentuje między innymi sprawca dzisiejszego zamieszania, gdyż stojący za marką Tellurium Q Geoff Merrigan z rozbrajającą szczerością stwierdza „jeśli nie wierzysz, że nasze kable mogą coś dać, nie słuchaj ich, a jeśli spróbowałeś i nie słyszysz różnicy – nie kupuj.” Trudno odmówić temu rozumowaniu logiki, choć wszelkiego rodzaju audio-bajkopisarzy (w tym nas) stawia w dość kłopotliwej sytuacji, bowiem nie od dziś wiadomo, że z próżnego, to i Salomon nie naleje a tu jakiegokolwiek punktu zaczepienia ze świecą szukać. Chociaż, skoro o starożytnych mowa, to wbrew instynktowi samozachowawczemu do Geoffa w sprawie ewentualnego uchylenia rąbka firmowej tajemnicy napisałem i co nieco wyciągnąć od Niego mi się udało. A co to ma wspólnego z zamierzchłymi czasami i głoszącymi wtenczas swe nauki myślicielami? Otóż całkiem sporo, bowiem wprawne oko na koszulce Ultra Silver II powinno wyłapać „Ducha Platona (Plato’s Ghost)”, czyli odwieczne dążenie do doskonałości/perfekcji, która choć niemożliwa do osiągnięcia rodzi praktyczne rozwiązania pozwalające podejść, zaskakująco różnymi ścieżkami, do niej możliwie blisko.
Zatem w telegraficznym skrócie i bez zbędnego rozwadniania „koncentratu”. Budowa Black Diamonda mniej więcej odpowiada klasycznemu przewodowi Ethernetowemu, z kolei Ultra Silver II jest swojego rodzaju „zmutowanym ekshumantem” (high-endowym zombie?) – projektem powstałym ze współpracy Geoffa z Benem – swoim synem, który w ramach eksploracji wygaszonych starych i zakończonych niepowodzeniem, chociażby z racji braku wtenczas możliwości i/lub wiedzy na ich kontynuowanie, projektów natrafił na pewną ideę, która po pewnych modyfikacjach założeń miała szanse spełnić pokładane w niej nadzieje. Tym oto sposobem panowie rozpoczęli mozolne, bazujące na zasadach propagacji sygnału oraz wzajemnych interakcjach przewodników eksperymenty z ekranowaniem pojedynczych żył, co nie uprzedzając faktów, doprowadziło do wielce ciekawych rezultatów plasujących finalny produkt na pułapie serii Ultra Silver.
Jedyne co pozostaje nam do dodania w kwestii aparycji tytułowego duetu, to bazowanie na czysto organoleptycznych doznaniach, czyli potraktowanie obu przewodów tzw. testem macanta. I tak, tytułowa parka przyodziana została w syntetyczne, plecione czarne koszulki i zakonfekcjonowana wysokiej klasy wtykami Telegärtnera zabezpieczonymi białymi termokurczkami z oznaczeniami modeli i logotypem producenta. Pomijając taką samą – 1m długość obu egzemplarzy na tym podobieństwa się kończą, bowiem Ultra Silver II jest jednolicie czarny i wiotki niemalże niczym sznurówka, a z kolei w Black Diamondzie coś burgundowego przez zewnętrzną plecionkę przeziera, średnica samego przewodu jest zauważalnie większa, podobnie z resztą jak sztywność i sprężystość, przez co aplikacja krótszych aniżeli wspomniany metr łączówek może okazać się dość problematyczna.
Przechodząc do części poświęconej brzmieniu naszych bohaterów pozwolę sobie jedynie nadmienić, iż nie znając ich przebiegu przez pierwszy tydzień pozostawiłem je wpięte w domową sieć i po ustawieniu zapewniających nieprzerwany przepływ informacji muzycznych playlist dałem im czas na wygrzanie. Po ww. ochronnym okresie akomodacji zakasałem rękawy i żonglując nimi pomiędzy switchem QSA Red a zasilanym Faradem Super3 transportem Lumïn U2 Mini oraz rezydującą u mnie na równoległych testach usieciowioną odsłoną duńskiej integry Vitus Audio RI-101 MkII DAC/Streamer (recenzja wkrótce) przystąpiłem do obserwacji serii bratobójczych pojedynków. Jak się okazało było to całkiem pasjonujące zajęcie, gdyż de facto dotyczyło wyłapywania pochodnych ewentualnych różnic budowy anatomicznej obu modeli, albowiem wtykami dysponowały takimi samymi, więc ewentualną sygnaturę zastosowanej konfekcji można było sprowadzić do wspólnego mianownika.
Nie da się jednak ukryć, że każdy z ww. przewodów, jeśli nie tyle „grał”, to „transmitował” kierowany nań strumień „muzycznych danych” na swój, własny i charakterystyczny sposób. Ultra Silver II oferował na tle mojego dyżurnego Next Level Tech NxLT Lan Flame brzmienie żywsze i bardziej rześkie, więc przy bezlitośnie smaganych blachach potrafił bezpardonowo cyknąć, choć przy tym fenomenalnie budował głębię sceny dokonując precyzyjnej gradacji poszczególnych planów. Z nim w torze odsłuch „For Those That Wish To Exist At Abbey Road” Architects oraz „Communion” Septicflesh był niczym jazda bolidem F1 po torze Silverstone. Szybkość gitarowych riffów zapierała dech w piersiach, natychmiastowość możliwości przejścia z pierwszego do ostatniego rzędu zajmowanego przez muzyków trwała mgnienie oka a każde wsparte ścianą metalowej kakofonii orkiestrowe tutti przypominało obserwację momentu, w którym można wreszcie skorzystać z dobrodziejstw DRS-u. Ot, kipiąca od adrenaliny rock’n’rollowa jazda bez trzymanki. Z kolei Black Diamond jawił się niczym pełniący rolę samochodu bezpieczeństwa 4 litrowy Aston Martin Vantage – grając pokaźniejszym wolumenem i z racji faktu, że nie musiał tak wchodzić na obroty jak 1,6l jednostki napędowe bolidów, ciemniejszym, bardziej soczystym dźwiękiem. Miał przy tym zauważalny sznyt natywnej (wagnerowskiej?) dostojności i większą energię na dole pasma – bas nie tylko było słychać, jak w przypadku Silvera, lecz również czuć.
Porównując obie łączówki 1:1 wychodzi na to, że Silver jest bardziej selektywny, idzie, jeśli nie krok, to pół w kierunku analityczności, z kolei Black Diamond operuje w nieco gęstszej i bardziej organicznej estetyce i żeby zbytnio nie przesadzić wręcz analogowej rozdzielczości. Jednak nie tej znanej z, oferowanej przez większość gramofonów, za wyjątkiem konstrukcji sygnowanych przez TechDAS-a, co raczej poczciwe „szpulaki”, przy których przywołane do tablicy gramofony brzmią zaskakująco asekuracyjnie i beznamiętnie. Pragnę również zauważyć, iż Black Diamond nie jest jednak tak gęsty i lepki, jak nasz rodzimy David Laboga Custom Audio Ruby Ethernet a przy tym scenę buduje nieco bliżej od przyodzianego w czerwone wdzianko konkurenta. Nie stara się też oszołomić i sponiewierać odbiorcy swą zajebistością w stylu spektakularnego w każdym aspekcie Synergistic Research Galileo SX Ethernet operując w zdecydowanie bardziej wyważonej emocjonalności. Szukając muzycznych analogii uznałbym go za bliższego naturalnej, niewymuszonej manierze Carlosa Santany bądź Erica Claptona aniżeli wyczynowości Steve’a Vai’a, czy Joe Satrianiego.
Jak mam cichą nadzieję z powyższego tekstu wynika oba tytułowe brytyjskie przewody mają na tyle wyraźnie zdefiniowane własne sygnatury, że potencjalni nabywcy bez najmniejszego problemu powinni już po kilku taktach ulubionego repertuaru wiedzieć który z nich zostanie z nimi na dłużej. O ile bowiem Tellurium Q Ultra Silver II stawia na drajw, rozdzielczość i napowietrzenie o tyle Black Diamond zachwyca dojrzałością i niewymuszeniem prezentacji.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRay Speakers + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Jestem w 100% przekonany, że w swojej zabawie w dopieszczanie systemów audio wszyscy mamy trzy rodzaje znajomych. Pierwsza grupa to zatwardziali piewcy ichniejszej prawdy, jeśli chodzi o jakikolwiek wpływ okablowania na brzmienie zestawu. Są na tyle ortodoksyjni, że choćbyś pokazał im zmiany przysłowiowym palcem, nierzadko stwierdzą, że owszem słyszą, ale nie rozumieją tego i dlatego nie przyjmują do wiadomości jakichkolwiek, co istotne słyszanych prze nich działań w tym temacie. Drugą są osobnicy zdający sobie sprawę, iż temat jest ważnym elementem obcowania z muzyką w najwyższej jakości prezentacji, ale traktując go po macoszemu, jeśli nawet nie używają dostarczanych w komplecie tak zwanych „komputerówek”, stosują tanie lub pierwsze z brzegu tego typu konstrukcje. System brzmi jak brzmi, ale najważniejsze, że gra. Trzecią zaś reprezentujemy my, w pełni rozumiejący, bo wielokrotnie zweryfikowany „nausznie” ten bardzo istotny temat audiofreaki, którzy czasem w poszukiwaniu lepszej jakości brzmienia posiadanego zestawu, a czasem jedynie dla zmiany jego estetyki prezentacji sprawdzamy we własnym środowisku sprzętowym pojawiające się nowości na rynku. I właśnie dla ostatniej grupy wzięliśmy na tapet pochodzące z różnych linii produktowych dwa dla sporej grupy melomanów ekstremalnie sporne w omawianej dziś kwestii wiary i świadomego użytkowania różnej maści okablowania, przewody do stremowania muzyki. Chodzi o kable cyfrowe, a dokładnie mówiąc ich wersję LAN, o wizytę których w naszych progach zadbał łódzki dystrybutor Szymański Audio. Co wpadło w nasze ręce? Otóż produkty znakomicie znanej z naszych łamów angielskiej marki Tellurium Q w postaci okablowania LAN z serii Ultra Silver II Streaming Cable i Black Diamond Streaming Cable.
Co wiemy na temat budowy produktów Tellurium Q? Niestety nic. Naprawdę, bo co możemy wywnioskować po zdawkowej informacji od producenta, że nowe modele są bardziej zaawansowane technicznie z kilkoma nowymi rozwiązaniami w stosunku do protoplastów? Przyznacie, że niewiele. Czyżby to jawne drwiny z klientów? Bynajmniej, to dbałość o swój dorobek inżynierki, co w dobie już jawnego podrabiania wszystkiego przez wszystkich – Chińczycy podrabiają nawet chińskie produkty – jasno udowadnia, że wykładanie przysłowiowych kart na stół może skończyć się dla danego podmiotu końcem bytu na rynku. I nie do końca nawet z racji machlojek Azjatów, tylko przez osobników kupujących z premedytacją podrabiane produkty, bo to oni napędzają tę koniunkturę. Nie wiem jak Wy, ale żyjąc na własny rachunek, a nie z pensji za etat w przysłowiowej fabryce znakomicie to rozumiem.
Rozpoczynając opis brzmienia po tym co usłyszałem, nie mogę nie nawiązać do wstępniaka. Panowie obrońcy praw oszukiwanych melomanów nawet na bazie produktów z jednej stajni nie ma szans na obronę Waszej tezy, że okablowanie cyfrowe nie wprowadza zmian w finalnym brzmieniu systemu audio. I nie są to konstrukcje z dwóch stron barykady cenowej najtańszy vs najdroższy, bo różnią je jednie 3 oczka na firmowej drabince, a mimo to te dwa kable dzieli przepaść w kwestii estetyki podania muzyki. Czy to oznacza, że jeden z nich jest uszkodzony? Bynajmniej, gdyż to naturalna kolej użycia nieco innych półproduktów oraz innej konstrukcji wewnętrznej każdego z nich, co finalnie ma dać potencjalnemu nabywcy produkt odpowiadający potrzebom jego aktualnego systemu. Jak zatem wypadły opisywane tytułowe kable? Jak wspominałem, to są dwa różne światy.
Tańszy, czyli Ultra Silver II postawił na gładkość i plastykę w służbie spokoju w przekazie. Jakie były tergo skutki? Pierwsze co przychodzi mi na myśl, to ogólne tonowanie nadmiernych fajerwerków podczas obcowania z muzyką. Przekaz dostaje zastrzyk przyjemnej balsamiczności, która wygasza niepożądane piki typu nazbyt ostre kreowanie krawędzi źródeł pozornych i bolesne dla ucha przerysowanie wysokich tonów. W efekcie muzyka osiąga wyższy poziom płynności, co sprawia, że możemy przy niej spędzić długie godziny bez efektu zmęczenia. Jednak co bardzo istotne, także bez tendencji do znużenia monotonią brzmienia, gdyż przy przywołanej dawce spokoju nadal cechuje ją zawarty w każdym rodzaju twórczości pierwiastek raz nostalgii, a innym razem szaleństwa. Fakt, podanych w estetyce raczej piękna, aniżeli agresji, ale to już jest celowy zabieg producenta zrealizowany poprzez inną budowę kabla. I chyba tą ostatnią przywołaną cechą Ultra Silver II najbardziej – w pozytywnym znaczeniu – mnie zaskoczył. W pierwszej chwili pomyślałem, że to ewidentny usypiacz, gdy tymczasem po zrozumieniu efektu jego działania okazało się, iż owszem na feerię nieprzewidywalnych fajerwerków nie ma co liczyć, ale i tak bez problemu, bo nadal z dużą ekspresją bez problemu jestem w stanie znakomicie bawić się przy takich kawałkach jak produkcje rockowe spod znaku choćby AC/DC, czy Metallica. Z wyczuwalną nutką fajnie zaaplikowanej kultury, jednak umiejętnie niezabijającej drzemiącego w rockmenach ducha buntowników.
Pisząc o droższym kablu LAN dzisiejszej epistoły – mowa o Black Diamond – w dobrym znaczeniu tego słowa wszelkich potencjalnych zainteresowanych lojalnie ostrzegam, że nie bierze jeńców. Wyjaśniając sytuację natychmiast uspokajam, iż chodzi o jego świetnie wypadającą żywiołowość. Mocna kreska, solidne uderzenie basem, nasycony środek i świetlista góra pokazały, jak umiejętnie potrząsnąć słuchacza muzyką, aby przy tym nie zamęczyć go nadmierną wyrazistością przekazu. Każde żywe podanie muzyki dla mnie osobiście jest podstawowym kryterium znakomitego brzmienia systemu, jednak przerysowanie poszczególnych jej składowych sprawia, że staje się nachalny i na dłuższą metę męczący. W tym przypadku był lubiany przez mnie nieposkromiony drive, jednak na tyle unikający przekroczenia linii dobrego smaku, że nie cierpiał na tym pełen iskier blach perkusjonaliów i mocnych kontrabasowych pasaży jazz, ani szaleńczo grany, ale niestety zazwyczaj słabo zrealizowany rock. Na tle poprzednika wszystko brzmiało bardziej energicznie, szybciej, z większą wyrazistością, ale jakimś cudem tylko w służbie wstrzyknięcia w dany materiał odpowiedniej dawki adrenaliny, a nie zafundowania słuchaczowi niekontrolowanych efektów rodem ze stanu po zażyciu nieznanych przyjmującemu dopalaczy. Adrenaliny w pierwszej kolejności dla piewców mocnego grania wręcz niezbędnej nawet kosztem jakości odtworzenia marnie wydanego przez wytwórnię materiału, ale w drugiej nierzadko oczekiwanej przez melomanów zakochanych w napawaniu się ostrym rysunkiem wirtualnej sceny. To kabel, który to co ma obrobić, narysuje dość ostro, jednak nie na tyle, aby popsuć końcowy wynik brzmieniowy. Jak to robi, nie wiem. Wiem natomiast, że robi to znakomicie.
Jak spuentuję powyższy opis? Czy obydwa kable są godne uwagi? A jeśli tak, to z jakiego powodu? Powiem bez ogródek. Bez względu na ich ofertę brzmieniową w swojej klasie i realizacji konkretnych zadań sonicznych to bardzo ciekawe konstrukcje Każda jest kierowana do innej grupy docelowej, bo wiadomym jest, że co miłośnik muzyki, to inne problemy do rozwiązania lub różne oczekiwania spełnienia dźwiękowych preferencji. Naturalnie sporo do powiedzenia ma także pozycjonowanie w cenniku marki, co jest pokłosiem różnego zaawansowania technicznego każdego z nich zwieńczonego taką, a nie inną prezentacją. Komu bym je polecił? To chyba wynika z powyższego opisu. Jeśli ktoś szuka spokoju, znakomicie powinien sprawdzić się Tellurium Q Ultra Silver II. Natomiast w momencie chęci zderzenia się z ogólnym szaleństwem w spełnieniu marzeń bez problemu pomoże Tellurium Q Black Diamond. Jak pisałem, to są dwa światy, co sprawia, że każdy z Was ma bardzo duże szanse na znalezienie nici porozumienia z konstrukcjami tej marki. Marki, której kilku konstrukcji przez lata sam używałem i wiem, że warta jest przysłowiowego grzechu.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2.
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Dynavector DV20X2H
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy Studer A80
Dystrybucja: Szymański Audio
Producent: Tellurium Q
Ceny:
Tellurium Q Ultra Silver II: 3 600 PLN /1m
Tellurium Q Black Diamond: 4 870 PLN / 1m; 5280 PLN / 1,5m; 5 690 PLN / 2,5m; 6 100 PLN / 3m