1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Acrolink 7N-A2070 Leggenda

Acrolink 7N-A2070 Leggenda

Link do zapowiedzi: Acrolink 7N-A2070 Leggenda

Opinia 1

Kiedy ustalaliśmy z Nautilusem – dystrybutorem marki, standardowe kwestie natury logistycznej, czyli gdzie i na kiedy powinniśmy spodziewać się dostawy obiektu naszej dzisiejszej epistoły byłem święcie przekonany, iż zarówno z racji rozpoznawalności, jak i regularnego pojawiania się na naszych łamach Acrolinka nikomu przedstawiać nie trzeba. Ot jeden z tzw. pewniaków, jeśli chodzi o audiofilskie okablowanie i to praktycznie niezależnie od pułapu cenowego w jaki celujemy, gdyż ceny zaczynają się od nader rozsądnego 1 kPLN (vide recenzowane przez nas 7N-A2050III & 7N-A2200III) a kończą w okolicach tysięcy … pięćdziesięciu za dwumetrowy set głośnikowych MEXCEL 7N-S10000 II. Krótko mówiąc zaskakująco szeroki wachlarz możliwości. Tymczasem dokonując remanentu naszej dotychczasowej publicystycznej aktywności skupionej na efektach pracy japońskich mistrzów metalurgii ze zdziwieniem odkryliśmy, iż nie wiedzieć czemu ale po otwierających tak portfolio, jak i naszą przygodę z Acrolinkiem pod banderą SoundRebels ww. budżetowych łączówek przez ostatnie osiem lat do recenzji otrzymywaliśmy wyłącznie przewody … zasilające. Począwszy od 7N-PC9500, poprzez 7N-PC5500 Speciale Edizione, 7N-PC6700 Anniversario, na MEXCEL 7N-PC 9900 skończywszy. Przypadek? Cóż, najwidoczniej przewrotny los uznał, że każdy powinien mieć jakąś specjalizację a akurat nam przypadła „energetyka”. Skoro jednak czytacie Państwo niniejszy wstępniak, to mam cichą nadzieję, iż przynajmniej gdzieś tam, w głębokich zakamarkach podświadomości, zdajecie sobie sprawę, że tym razem będzie inaczej. I tak też jest w istocie, gdyż najwyraźniej wyczerpawszy pulę wysokonapięciową maszyna losująca skierowała do nas sygnałowe novum w ofercie Acrolinka, czyli zbalansowane interkonekty analogowe o jakże wdzięcznej i zarazem skromnej nazwie 7N-A2070 Leggenda.

Tytułowe łączówki dostarczane są w standardowym – jakiś czas temu zunifikowanym w obrębie marki kartonowym pudełku, którego zewnętrzna połyskliwa powierzchnia pokrywy górnej przypomina nieco czarno-srebrną karbonową plecionkę z jakiej wykonane są korpusy wtyków japońskiego producenta. W podobnej kolorystyce utrzymany jest również sam przewód z tą tylko różnicą, że w jego przypadku a dokładnie w przypadku zewnętrznej – poliuretanowej i odpornej na promieniowanie UV izolacji, dominuje srebrna składowa. Sam przewód jest dość sztywny, więc szczególnie przy wersji zbalansowanej warto mieć to na uwadze. Z kolei wtyki, w porównaniu z poprzednią wersją zamiast lustrzanej polerki zyskały zdecydowanie spokojniejszy satynowy finisz. Łapiący za oko detalem są ułatwiające identyfikację kanału kryształki – rubinowy dla prawego i szafirowy dla lewego. Z kolei od strony mniej jubilerskiej bardziej konstrukcyjnej warto wspomnieć, iż piny wtyków wykonano z miedzi tellurycznej i berylowej a następnie zafundowano platerowanie rodem. Same korpusy to połączenie mosiądzu i włókna węglowego.
Wracając do samych przewodów ich sercem jest oczywiście miedziany, opracowany przez Mitsubishi Cable Industries Co., Ltd. przewodnik z długokrystalicznej miedzi D.U.C.C (Dia Ultra Crystallized Copper) o czystości 7N (99,99999%). Każdy z przebiegów składa się z 19 żył o ø 0.26 a w roli izolacji wykorzystano wysokocząsteczkowa poliolefina (rodzaj polimeru) dla wiązki dodatniej i polietylen dla ujemnej. Wzdłuż przewodów sygnałowych poprowadzono zarówno dreny – wiązki absorbujące fale elektromagnetyczne, jak i jedwabne nici działające antywibracyjnie. Całość umieszczono w otulinie z mieszanki ww. poliolefiny i autorskiej kompozycji proszku amorficznego i wolframu. Zmierzając ku obwodowi natrafimy na ekran z taśmy miedzianej, plecionkę ze srebrzonej miedzi i kolejną warstwę miedzi pokrytej czarną emalią (UEW). O zewnętrznej poliuretanowej czarno-srebrnej koszulce już wspominałem, więc nie będę się powtarzał.

Jakiś czas temu w prasie głośno było o tzw. stygmatyzacji jaką mogą nieść ze sobą niekoniecznie przemyślane, acz zakładam, że w dobrej wierze nadawane przez rodziców swoim pociechom imiona. Ot aspiracyjna część populacji, wzorując się na zagranicznych serialach i popularnych w danym momencie gwiazdkach popkultury wpisuje w aktach urodzenia Dżesiki (koniecznie przez „Dż”), Isaury, Vanessy, Dżastiny (również musowo przez „Dż”) a potem taki nowy obywatel musi borykać się z uprzedzeniami zaskakująco konserwatywnego społeczeństwa. Podobnie jest na rynku dóbr, nazwijmy je umownie, konsumpcyjnych. Zbyt wyszukane i nierzadko aspirujące do grona elitarnych nazwy stricte budżetowych modeli, badź czasem jedynie dopiskiem z jednej strony może budzić, nawet podświadomie, tak zbyt wysokie oczekiwania, jak i nieufność, czy wręcz niechęć. Piszę o tym nie bez powodu, gdyż jak już zdążyliście Państwo zauważyć nasz, nader rozsądnie, oczywiście jak na audiofilskiej realia przystało, wyceniony bohater szczyci się właśnie kwalifikującym się pod ową stygmatyzację dopiskiem „Leggenda”.
Niezbyt skromnie, jednak … jak się człowiek na spokojnie zastanowi to już sprawa nie jest aż tak bardzo dyskusyjna, jakby się mogło się na pierwszy rzut oka wydawać. Jednak aby do takich wniosków dojść trzeba mieć świadomość poziomu jaki reprezentował ponad dziesięć czy jedenaście lat temu protoplasta rodu, czy chociażby istnienia poprzednika naszego dzisiejszego gościa, czyli inkarnacji 7N-A2070 II. O ile jednak pierwszej, oferowanej jeszcze w eleganckiej drewnianej skrzyneczce, wersji nie udało nam w ramach swoistej retrospekcji pozyskać, to już z II-kami takiego problemu nie było, więc przez jakiś tydzień przed krytycznymi odsłuchami „Leggendy”, kiedy to spokojnie się wygrzewała, grałem po kilkanaście godzin dziennie właśnie z II-ek. I tak pierwszą refleksją jaka mnie naszła było zaskoczenie wynikające z konfrontacji wspomnień, oczywiście obarczonych potężnym bagażem zapomnienia i wypłowienia detali, o pierwszej wersji z odsłuchiwaną, kolejną generacją. O ile bowiem senior rodu zapadł mi w pamięć jako swoisty synonim elegancji, spójności i ponadprzeciętnej muzykalności dość wyraźnie osadzonej po cieplejszej stronie mocy i akcentującej domenę barwową, o tyle 7N-A2070 II wykazywał zdecydowanie odważniejsze podejście do dynamiki i żywiołowości. Bas uległ wykonturowaniu i choć zapuszczał się naprawdę głęboko trudno było mówić o jakimkolwiek jego zmiękczeniu, czy też kreśleniu grubszą kreską nawet na jego krańcach. Podobna transformację przeszła góra – ze stadium wyrafinowanego dodatku do plastycznej i urzekającej elegancją średnicy ewoluowała wprost w otwartość i swobodę przy jednoczesnej dbałości o iście jedwabistą gładkość. Przyznacie Państwo, że wygląda to na całkiem niezły punkt wyjściowy. I tak też było w istocie, więc co i rusz zachodziłem w głowę cóż w owej zaskakująco kompletnej prezentacji można byłoby poprawić.
Odpowiedź na powyższe pytanie otrzymałem już chwilę po wpięciu Leggendy a brzmiała ona … wszystko. Jeśli Państwo są zdziwieni proszę sobie wyobrazić jaką ja musiałem mieć minę. W dodatku zmiana nie polegała na swoistej wolcie, jaką nie raz i nie dwa potrafił zafundować swoim akolitom Acrolink przy przesiadce z jednego modelu na drugi a swoistej, w pełni logicznej i na wskroś zrozumiałej ewolucji. Wspomniana odwaga skrajów reprodukowanego pasma poszła o krok, bądź nawet dwa do przodu, lecz do powyższej dwójki dołączyła również średnica najwidoczniej nie chcąc zostać w tyle. Nad wyraz intensywnie eksploatowany ostatnimi czasy przeze mnie album „Adela” tria Aleksander Dębicz, Łukasz Kuropaczewski, Jakub Józef Orliński który utwory z puli znane i lubiane potraktował w zaskakująco świeży i szalenie wyrafinowany – zostawiając „core” – szkielet linii melodycznych misternie otulił go autorską, misternie utkaną instrumentalno-wokalną tkanką. I co najciekawsze o ile na 7N-A2070 II ww. wydawnictwo zabrzmiało wybornie, to za sprawą Leggendy śmiało można było mówiąc o fenomenie na skalę poziomu jaki reprezentują nagrania sygnowane przez norweskie 2L. Mikrodynamika oszałamiała bogactwem i wieloplanowością wybrzmień, które pomimo iż delikatne okazywały się aż kipiące od energii i skrząc się niczym obserwowane przez potężną laboratoryjną aparaturę ładunki w Wielkim Zderzaczu Hadronów pędziły z prędkością światła po kolizyjnym kursie, by eksplodować dźwiękiem fortepianu bądź gitary. Proszę mnie tylko dobrze zrozumieć – tu nie chodzi o wyolbrzymianie i gigantomanię zjawisk małych i egzystujących właśnie w skali mikro, lecz raczej unaocznienie ich bogactwa i różnorodności przy jednoczesnym zachowaniu właściwego im gabarytu. To jest tak, jakbyśmy posiedli zdolność obserwacji w pełni zorganizowanego życia potężnego mrowiska, które do tej pory wydawało nam się czysto przypadkową krzątaniną tych jakże pracowitych owadów.
Mało? No to proszę bardzo – arsenał możliwości tytułowych Acrolinków okazywał się niewyczerpany. Szaleńcze tempa „Inhuman Rampage” DragonForce odgrywane były z taką łatwością i swobodą jakby wirtuozerskie riffy były jedynie wprawkami w stylu wybrzdąkiwanych na trzech strunach kilku znanych wszystkim taktów „Smoke On The Water” Deep Purple a nie wywołującym rozpacz i bezsilność u większości graczy „Guitar Hero” utworami w stylu „Through The Fire And Flames”. A tu możliwość śledzenia każdego niuansu, dźwięku, artykulacji stawała się czymś po prostu oczywistym. W dodatku bez wyostrzeń, osuszenia, czy też epatowania zbyt wyostrzonymi krawędziami, czyli zupełnie, że się tak wyrażę „niesamplerowo”.
Niejako na koniec zostawiłem przykład nagrania, gdzie pozornie niewiele się dzieje a oprócz dźwięków stanowiących jego kwintesencję nie mniej istotne są fragmenty, gdzie ich nie ma, czyli mówiąc wprost – gra cisza. Chodzi oczywiście o referencyjny album „Tomba sonora”, gdzie komplementowane przeze mnie do tej pory turbodoładowanie japońskiej łączówki wydawać by się mogło na niewiele się zda. Tymczasem Acrolink niczym przysłowiowy kameleon był w stanie w tzw. okamgnieniu dostosować się do nowych realiów i zamiast generować właściwe sobie mikro-eksplozje tam, gdzie ich de facto nie ma i nigdy nie było z dziką pasją zaangażował się w eksplorację … struktur i faktur ścian kamiennych katakumb. Może i w tym momencie nieco ponosi mnie fantazja, ale Leggenda niezwykle blisko była realizmowi umożliwiającemu niemalże organoleptyczne odczucie wilgoci na nich obecnej. O ogniskowaniu źródeł pozornych, naturalności barw i wierności natywnej akustyce lokum, w który dokonano nagrań nawet nie wspomnę, gdyż to w przypadku Acrolinka punkt wyjścia a nie cel sam w sobie.

Mówiąc zupełnie szczerze nie mam bladego pojęcia co i jak zrobiła ekipa Acrolinka, że 7N-A2070 Leggenda gra tak, jak gra i prawdę powiedziawszy mało mnie to obchodzi, gdyż liczy się efekt a ten jest piorunujący. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu, więc zamiast zwyczajowych kurtuazyjnych formułek w ramach puenty powiem tylko tyle – dostarczona przez Nautilusa metrowa parka 7N-A2070 Leggenda po testach w naszych systemach wróci do dystrybutora. Jednak odeślę ją dopiero wtedy, gdy dotrze do mnie jej półtorametrowe rodzeństwo, które zamówiłem na swój prywatny użytek. Czy to będzie dla Państwa jakaś wskazówka, czy też rekomendacja, nie mi to oceniać, jednak czysto subiektywnie śmiem twierdzić, że na tym pułapie cenowym 7N-A2070 Leggenda nie ma sobie równych a godnych sparingpartnerów lepiej zacząć mu szukać w okolicach 10 kPLN i to raczej po tej drugiej – droższej stronie.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact; Esoteric K-03XD
– DAC: Gryphon Audio Kalliope
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R); Atlas Eos Modular 4.0 3F3U & Eos 4dd
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence; Artoc Ultra Reference; Arago Excellence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VM

Opinia 2

Tytułowego producenta okablowania systemów audio nie muszę nikomu przedstawiać. Bez najmniejszych podejrzeń o jakiekolwiek sprzyjanie marce jestem w stanie stwierdzić, iż jest jednym z wiodących na światowym rynku brandów tego wycinka gospodarki. To są twarde, wielokrotnie potwierdzone na naszych łamach fakty. Jednak w naszej wieloletniej przygodzie z różnymi modelami jego szerokiego portfolio jest mały może nie zgrzyt, ale zawsze powtarzalna prawidłowość omijania w testach sekcji okablowania kolumnowego. Nie za bardzo wiem, jaka jest tego przyczyna i naturalnie biorąc pod uwagę fajne spotkania z resztą oferty, nie będę z tego powodu rozpaczał, jednak sprawiający psikusy los potwierdzając rozdawanie kart według własnego logarytmu, mimo chęci zmierzenia się z kolumnówkami, również w tym spotkaniu nie pozwolił nam na zaopiniowanie. Szkoda? Zapewniam Was, że nie, gdyż dzisiejszy temat jest równie fascynujący. Powód? Dla mnie bardzo istotny, bowiem dostarczony do testu przez warszawsko-krakowskiego dystrybutora kabel sygnałowy Acrolink 7N-A2070 Leggenda XLR jak niewiele podobnych konstrukcji, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, oczywiście mając na uwadze uszy, spowodował u mnie przysłowiowy wytrzeszcz oczu. Co takiego się wydarzyło? O nie, rozbiegówka to zbyt wczesne miejsce na dogłębne informacje, na które zapraszam do poniższego tekstu.

Jak sygnalizuje nazwa naszego bohatera, model A2070 Leggenda Acrolinka jako przewodnik wykorzystuje miedź o czystości 7N. Zagłębiając się nieco w temat jego wewnętrznej budowy, z materiałów informacyjnych wynika, iż mamy do czynienia z dwoma żyłami składającymi się z19 cienkich nitek o średnicy 0.26 mm każda. Kwestę izolacji każdej z żył rozwiązują: poliolefina na przebiegu dodatnim i polietylen na ujemnym. Taki układ osłania konglomerat wysoko-cząsteczkowej poliolefiny, proszku amorficznego i proszku wolframu. Na to producent nałożył otulinę z miedzianej folii, a następnie otulił siatką z miedzi srebrzonej. Zaś do wykonania zewnętrznego ubranka wybrał poliuretan jako wykorzystujący wzór srebrno-czarnej jodełki. Temat wtyków XLR rozwiązano na bazie miedzi tellurycznej dla szpilek męskich, miedzi berylowej dla żeńskich, rodu jako wykończenie powierzchni wspomnianych styków oraz mosiądzu wespół z włóknem węglowym jako budulec korpusów. Tak prezentuje się druty uzbrojono w stosowne certyfikaty i spakowano w typowe dla tego producenta, nadające im elegancji, przyjemne w odbiorze wizualnym pudełka.

Co, przywołując pozytywny sygnał ze wstępniaka, spowodowało mój, będący zazwyczaj skutkiem nadczynności tarczycy, soniczny wytrzeszcz oczu? Naturalnie oferta brzmieniowa sygnałowej Leggendy. Gdybym osobiście nie dokonywał aplikacji testowanego kabla w swój tor, nigdy bym nie powiedział, że mam do czynienia z Acrolinkiem. Nie dlatego, że słabo, albo źle wpływał na wynik muzycznego meczu. Przeciwnie, robił to znakomicie. Tylko problem polegał na tym, że robił to jak żaden dotychczas opiniowany przez nas produkt www. kablowego eksperta. Zazwyczaj miałem do czynienia z silniejszym lub słabszym operowaniem wokół barwy jako jednym z głównych celów, tymczasem tytułowy 7N-A2070 działał na innych płaszczyznach. Gdybym miał w miarę skrótowo je określić, powiedziałbym, iż skupił się na skrajach pasma. Oczywiście to nie oznaczało nagłego hołubienia jedynie szybkości narastania sygnału i konturowości dźwięku ponad wszystko, tylko jakimś sposobem Japończykom udało się połączyć wodę z ogniem. Otóż nasz obiekt zainteresowań przy odczuciu jedynie minimalnego zmniejszenia nasycenia dźwięku wziął się za tak zwane bary z dolnym i górnym zakresem pasma przenoszenia. Bas nagle dostał przysłowiowego kopa, przy okazji zebrał się w sobie, ale nic a nic nie stracił na masie. Podobnie było z najwyższymi rejestrami, które przyjemnie wybuchły feerią informacji, naturalnie bez szkód typu nadpobudliwość dźwięku. Było zwiewniej, a przez to w wyższym środku swobodniej, za to nigdy w estetyce krzykliwości. Nie wiem, czy nie odbierzecie tego jako zbyt siłowe lokowanie produktu, jednak bez względu na to nazwałbym to brzmienie zjawiskowym, bowiem odczuwalna w pierwszym momencie delikatna redukcja nasycenia środka pasma, po kilku utworach stawała się niezauważalna z mocną tendencją do utwierdzania się w opinii występowania podprogowej potrzeby podobnego zastrzyku rozdzielczości dla posiadanej konfiguracji. Czy zauważyłem jakieś minusy tak dosadnego pokazania sfery informacyjności świata muzyki? Moim zdaniem nie były to minusy, tylko bardzo częsta po zmianie jakiegokolwiek okablowania, symboliczna korekta wagi dźwięku i przy okazji pozycjonowania wszelkich wirtualnych bytów w praktycznie każdym rodzaju słuchanej przeze mnie muzyki. Co takiego się wydarzyło? Nic złego. Po prostu w zderzeniu z konfiguracją odniesienia odczułem większą witalność i przybliżenie przekazu względem miejsca odsłuchowego. Jednak zapewniam, nic a nic nie wpłynęło to negatywnie nie tylko na ogólną muzykalność systemu, ale również na zagospodarowanie międzykolumnowej przestrzeni w jej tylnych parcelach. Nadal spektakl muzyczny rozgrywał się na bezkresnych rubieżach, z tą tylko różnicą, że z braku miejsca w szóstym, ponoć najlepszym rzędzie, usiadłem sobie w trzecim. Tylko tyle i aż tyle. Chyba nie muszę tłumaczyć, iż dla mnie nie było najmniejszym problemem, tylko pokazaniem tego samego świata z nieco innej perspektywy. Jedyne, co musiałem przy tym zrobić, to przestawić się emocjonalnie na fundowany przez japoński kabel pakiet zjawiskowych informacji. Tylko żebyśmy się dobrze zrozumieli, informacji w praktycznie każdym wycinku pasma od dolnego począwszy, przez fajnie doświetloną średnicę, na wysokich tonach skończywszy. A zjawiskowych, bo dalekich od powodujących ból uszu, za to z uwagi na tchnienie dodatkowej dawki życia w muzykę, w czasach zimowego mroku za oknem bardzo pożądanych.
Jak to wpływało na konkretny materiał muzyczny? Nie będę robił szczegółowej wyliczanki, tylko zaznaczę, iż ten sznyt grania okazał się być pozytywny dla praktycznie każdego repertuaru. Oczywiście powodem było odpowiednie ustawienie lotności i informacyjności dźwięku w stosunku do jego ciężaru. Dlatego też bez względu czy słuchałem mocnego rocka, jazzu, tudzież wokalistyki, system nigdy nie przekroczył cienkiej linii natarczywości. Kiedy trzeba, było mocno, szybko, z energią,. Ale nigdy beznamiętnie, bo szczupło. Jak to udało się zrobić, specjalnie mnie nie interesuje. Ważne, że w ofercie tego kablowego giganta znajdziemy produkty nie tylko stawiające na barwę z mniejszym lub większym nasyceniem, ale również pokazujące ją w jaśniejszym, co istotne, pełnym witalności świetle, bez najmniejszych oznak nadinterpretacji.

Czy to jest już przysłowiowy ogonek tak poszukiwanego przez nas króliczka? Jak to w życiu bywa, wszystko zależeć będzie od posiadanego zestawu. Owszem, tytułowy kabel sygnałowy XLR Acrolink 7N-2070 Leggenda nie ma tendencji do serwowania użytkownikowi latających w eterze żyletek, ale nie oszukujmy się, zawsze może okazać się, iż w danej konfiguracji z poszukiwaniem swobody już przed aplikacją samuraja w tor poszliśmy o oczko za daleko. Dlatego zanim przystąpimy do prób, każdy musi przyznać się przed sobą gdzie popełnił błąd. I jeśli takowy tkwi w zbytniej opieszałości lub nawet otyłości posiadanej układanki, Acrolink sprawdzi się znakomicie. Ba nawet w systemach chadzających drogą neutralności ma bardzo duże szanse znaleźć z nimi nić porozumienia. Jedynym przeciwwskazaniem będą jedynie zbieraniny dotknięte anoreksją i męczącym rozjaśnieniem. Jeśli jednak od takowych stronicie, powinniście posłuchać tytułowego Japończyka. Naprawdę warto.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0 , Melco N1Z/2EX-H60
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
Kolumny: Gauder Akustik Darc 140
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
– wkładka: MIYAJIMA MADAKE
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Dystrybucja: Nautilus
Cena: 5 690 PLN / 1m (para)

Dane techniczne
• Przewodnik: 7N D.U.C.C, technologia Stressfree, 2 x ø 0.26 x 19 żył
• Izolacja: poliolefina wysokocząsteczkowa (dodatnia), polietylen (ujemna)
• Warstwa wewnętrzna: poliolefina o wysokiej masie cząsteczkowej + proszek amorficzny + proszek wolframu
• Ekranowanie: taśma z folii miedzianej + srebrzony drut miedziany + czarny UEW
• Warstwa zewnętrzna: poliuretan odporny na promieniowanie UV
• Oporność przewodnika: 19 mΩ/m
• Pojemność elektrostatyczna: 57 pF/m
• Impedancja (XLR): 110 Ω
Wtyk XLR
• Piny: miedź Tellurium / miedź berylowa
• Platerowanie: rod
• Pokrycie: mosiądz + włókno węglowe

Pobierz jako PDF