1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Gauder Akustik Elargo 100 DV

Gauder Akustik Elargo 100 DV

Link do zapowiedzi: Gauder Akustik Elargo 100

Opinia 1

Skoro podczas minionego Audio Video Show mogliśmy zapoznać się tak z walorami natury aparycyjnej, jak i z możliwościami brzmieniowymi Gauder Akustik Elargo 200 DV, a w trakcie ostatniego (tak w domenie czasowej, jak i lokalizacyjnej) monachijskiego High Endu dr. Roland Gauder rozbił szklany sufit prezentując najnowsze flagowce – Berliny RC-15, to kontynuując niemiecką sagę, w ramach dzisiejszego spotkania pod redakcyjną lupę weźmiemy ich młodsze, a tym samym mniejsze – łatwiejsze do wstawienia nawet do niezbyt dużych pomieszczeń rodzeństwo. Mowa o modelu Elargo 100 DV, który zgodnie z tradycją, wzorem swoich starszych sióstr pojawił się w naszych skromnych progach dzięki uprzejmości katowickiego RCM-u.

Jak już zdążyliśmy pochwalić się w ramach zwyczajowego unboxingu i co nieco dokładniej dokumentuje powyższa galeria tytułowe gościnie idąc śladami mających na minionym AVS swoje przysłowiowe pięć minut starszych sióstr mogą pochwalić się wielce eleganckim umaszczeniem Rosewood high gloss, choć wypada również wspomnieć, iż odbiorcy gustujący w nieco bardziej funeralnych klimatach mogą pozostać przy ponadczasowej fortepianowej czerni. Same kolumny prezentują się nad wyraz zgrabnie i jak na firmowe portfolio niezaprzeczalnie kompaktowo. Smukłe, liropodobne korpusy, solidny, masywny, poprawiający stabilność cokół z regulowanymi kolcami sprawiają bardzo pozytywne wrażenie. Owe napawające optymizmem doznania potęguje widok ściany przedniej z solidnym zestawem nie do końca oczywistych dla okazjonalnych, bazujących na niekoniecznie najświeższych informacjach, słuchaczy przetworników. Bowiem jeszcze do niedawna niepodzielnie królujących ceramicznych Accutonów tym razem w Gauderach nie znajdziemy, gdyż Dr.Roland uznał, iż górę pasma po raz kolejny obsłuży dobrze znana z serii Capello (np. z 40-ek i 100-ek) 25mm kopułka berylowa z żelazowo-neodymowo-boronowym układem magnetycznym, którą na zamówienie można zastąpić diamentowym odpowiednikiem. Z kolei średnica i bas to już domena powlekanych od spodu polimerem aluminiowych drajwerów XPulse, przy czym reprodukujący średnicę przetwornik otrzymał osobną, zamkniętą komorę a dwa 7” basowce wspomaga dmuchający w podłogę układ bas – refleks. Na chwilę uwagi zasługują będące z racji liropodobnych kształtów skrzyń w fazie zaniku plecy, bowiem zgodnie z tradycją na aluminiowym, anodowanym na czarno i zlokalizowanym tuż przy cokole szyldzie znajdziemy nie tylko podwójne terminale WBT NextGen, lecz również sekcję regulacji Bass Control w zakresie ±1,5db, oraz Bass Extension umożliwiającą aplikację dedykowanych modułów o nominałach +1,0dB, +2,0dB, +3,0dB i +3,5dB (fabrycznie założona zworka zapewnia pracę układu z wartością +4dB). W zestawie owych modułów jednak nie ma, więc podczas działań akomodacyjnych warto uśmiechnąć się do dystrybutora/sprzedawcy o stosowny demo-set i nausznie zweryfikować jego przydatność. Na liście standardowego wyposażenia nie przewidziano również maskownic, acz takowe – magnetycznie montowane bez najmniejszego problemu można również zamówić.
Od strony elektrycznej mamy do czynienia z układem trójdrożnym o 4 Ω impedancji i nieznanej (zakładam, że zgodnie z założeniami dr.Rolanda „satysfakcjonującej”) skuteczności. Jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić zwrotnice są symetryczne i charakteryzuje je bardzo strome nachylenie zbocza przekraczające 50dB na oktawę.

Przechodząc do części poświęconej brzmieniu pozwolę sobie już na wstępie lojalnie ostrzec, iż tym razem przyszło nam zmierzyć się z kolumnowym odpowiednikiem jeśli nie Doktora Jekylla i pana Hyde’a to z pewnością Gremlinsami przed i po posiłku po północy. O co chodzi? A o fakt, że w zależności od poziomów głośności w jakich gustujemy Elargo 100 DV reprezentować będą dwojaką i to wyraźnie różną od siebie naturę. Okazuje się bowiem, że przy dość niskich natężeniach dźwięku niemieckie podłogówki wolą dyskretnie usunąć się w cień i zamiast usilnie zabiegać o atencję odbiorców skupiają się na kreowaniu przyjemnego, niezwykle koherentnego muzycznego tła, które niby z jednej strony tworzy nastrój i klimat, lecz z drugiej ciężar zaangażowania przenosi na słuchacza. Scena budowana jest za kolumnami, definicja źródeł pozornych nie pozostawia niedosytu, choć na pierwszy plan wysuwa się swoista eteryczność góry, delikatne emocjonalne wycofanie średnicy i dopełniający reszty dyskretnie pomrukujący bas. Krótko mówiąc to od nas zależeć będzie, czy poza słyszeniem dobiegającej nas muzyki zaczniemy jej słuchać i wejdziemy w nią głębiej, czy też wystarczy nam niezobowiązujące unoszenie się na powierzchni. Jak łatwo się domyślić druga opcja wydaje się oczywista przy wszelakiej maści spotkaniach towarzyskich i home-office’owych pracach koncepcyjnych, gdy cisza jest wysoce niewskazana a jednocześnie wypada skupić się na rozmówcach/zadaniach. I tak wrzucając na playlistę jakieś chilloutowe plumkania, Enyę, bądź „Tourist” St Germain zostaniemy dopieszczeni iście immersyjnymi doznaniami sonicznymi porównywalnymi do kojącego szumu spokojnego morza, lasu, bądź łamów zbóż. Istna sielanka lub jak kto woli mlekiem i miodem płynąca kraina łagodności.
Wystarczy jednak przekroczyć swoisty Rubikon, czyli indywidualny dla każdego systemu poziom głośności, by Elargo nie tyle obudziły się z poobiedniej drzemki, co przeistoczyły w prawdziwe rockowe bestie. I tu od razu drobna dygresja, bowiem bazując na autopsji – użytkowaniu 100-ek zarówno w swoich 4 kątach, jak i ich odsłuchach w OPOS-ie, śmiem twierdzić, że do metamorfozy czego jak czego, ale Watów i Amperów niemieckie podłogówki potrzebują naprawdę sporo. I piszę to z perspektywy (szczęśliwego) posiadacza 300W integry Vitus Audio RI-101 MkII, która przysłowiowy stół bilardowy potrafi nakłonić do grania. Jeśli jednak gałkę głośności przekręcimy odpowiednio mocno w prawo 100-ki przypinają wrotki i zaczyna się rock&rollowa jazda bez trzymanki. Dźwięki z nich dobiegające nie tyle ulegają wyswobodzeniu, co niemalże eksplodują witalnością, energią i swobodą operującymi w wolumenach zarezerwowanych dla zdecydowanie bardziej imponujących gabarytowo konstrukcji. Ot chociażby bardzo „przestrzennie” i niewinnie rozpoczynający się metalcore’owy „Afterglow” Rising Insane, już po chwili potężną dawką decybeli dosłownie wgniata nas w fotel. Tutaj nie ma nawet śladu wcześniej wspominanego wycofania, eteryczności, czy prób ograniczenia się li tylko do muzycznego tła. O nie, tutaj mamy istny cyklon gitarowych riffów, perkusyjnych blastów i odzwierzęcych wrzasków przeplatanych growlem, jedynie okazjonalnie przechodzących w czysty wokal. Berylowy tweeter gdy tylko ma ku temu sposobność udowadnia, że iście krystaliczna czystość bynajmniej nie musi oznaczać zaokrąglenia a więc potrafi ciąć nasze synapsy niczym ognista katana, bas wreszcie wykorzystuje potencjał dwóch par 7” wooferów a i średnica przestaje pełnić rolę lepiszcza obu skrajów pasma i wreszcie pokazuje swoją niezwykle atrakcyjną soczystą komunikatywność. Tak, tak. Soczystą, bowiem tytułowe Gaudery grają właśnie przyjemnie gładkim i wysyconym dźwiękiem zwieńczonym odważną i rozdzielczą górą, co dla jednostek uparcie przypisujących im „porcelanową matowość” może być nie lada niespodzianką. Na potwierdzenie powyższych obserwacji pozwolę sobie jeszcze sięgnąć po black-metalowy, acz niezwykle klimatyczny, krążek „四元素 (Shigenso)” japońskiej formacji Enterré Vivant, który zazwyczaj jeńców nie bierze a z 100-kami w torze wybrzmiał na niemalże koncertowych poziomach głośności od pierwszej do ostatniej nuty, budząc spore zainteresowanie domowników, bowiem poza oczywistymi spiętrzeniami black-metalowej kakofonii oferował sporo orientalnych smaczków i dźwięków rodem z programów National Geographic. Co istotne, zamiast ograniczania się li tylko do budowania umownej ściany dźwięków Elargo 100 kreowały wieloplanowy spektakl z niezwykłym wyczuciem operując tak jego głębią, jak i intensywnością artykulacji.
Nie mniej może nie tyle spektakularnie, co przekonująco Gaudery wypadają na nieco bardziej cywilizowanym repertuarze w stylu polifonicznego „Leçons de Ténèbres” Couperin & Lalande, gdzie z łatwością oddają zarówno złożoność i różnorodność samych partii wokalnych, jak i oddech oraz aurę pogłosową nagrań, przez co kolumny z łatwością znikają ze sceny pozostawiając nas sam na sam z wykonawcami. Zachowują przy tym w pełni zgodna z naturą rozmiarówkę „ażurowego” klawesynu a jednocześnie nie przykrywają go potęgą majestatycznych organów.

Jak mam nadzieję z powyższego tekstu wynika Gauder Akustik Elargo 100 DV zagrają tak, jak ich posiadaczy najdzie ochota. Przy niskich poziomach głośności niemieckie podłogówki śmiało mogą uchodzić za wcielenie niewielkich monitorów pełniących rolę niezobowiązujących uprzyjemniaczy i generatorów muzycznego tła. Jeśli jednak dostarczymy im odpowiednią dawkę prądu, to śmiało możemy myśleć o nich dysponując nawet 30-40 metrowymi pokojami stawiając w szranki ze zdecydowanie bardziej pokaźną gabarytowo konkurencją.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Zorro
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRay Speakers + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Opinia 2

Dokładnie tego, czyli tytułowego modelu kolumn niemieckiego producenta Gauder Akustik przed nami jeszcze nikt oficjalnie nie przesłuchał, ale z jego starszym bratem Elargo 200 wszyscy odwiedzający zeszłoroczną wystawę AVS w Warszawie mieli okazję się zderzyć. Co ciekawe, mimo pozytywnego odbioru przez gości wówczas była to jeszcze na tyle gorąca nowość, że do końca nie było wiadomo, czy przed wprowadzeniem jej do oficjalnej sprzedaży konstruktor finalnie nie wprowadzi jakiś kosmetycznych zmian. Jak to się skończyło nie wiem. Wiem jednak, że w dzisiejszym mitingu zmierzymy się z ostateczną wersją kolumn stojących oczko niżej od tych ze wspomnianej imprezy. Także podłogowych, jednak aby pozwolić firmowym brzmieniem cieszyć się szerszemu gronu melomanów nieco mniejszych gabarytowo. Czym konkretnie dzisiaj się zajmiemy? Otóż dzięki staraniom logistycznym katowickiego RCM-u na kilkunastodniowe odsłuchy trafiły do nas przyjemne wzorniczo i równie ciekawe sonicznie Gauder Akustik Elargo 100.

Idąc za fotografiami widzimy, że bryła obudowy to bardzo modna wzorniczo, ale także mająca wiele pozytywnych cech związanych z walką z wewnętrznymi falami stojącymi skrzynka z płynnie schodzących się ku tyłowi bocznymi ściankami. Gro jej powierzchni, czyli awers oraz obłe boki wykończono pięknie prezentującym się, barwionym na burgund naturalnym fornirem. Reszta w postaci zwiększającej rozstaw punktów podparcia kolumny podstawy wyposażonej w regulowane kolce oraz tylnego panelu kolumny z usytuowaną tuż nad podłogą połacią uzbrojoną w podwojone terminale przyłączeniowe i nad nimi dwie sekcje zworek modelujących brzmienie dolnego zakresu są czarne. Jednak aby nadać naszym bohaterkom odpowiedniej aparycji, kolumny wykończono bezbarwnym lakierem w estetyce przyjemnej dla oka politury. Jeśli chodzi o garść technikaliów na temat setek Elargo, na ich froncie znajdziemy 4 głośniki – jeden wysokotonowy, jeden średniak i dwa basowce, dzięki czemu mamy do czynienia z konstrukcją 3-drożną, port bass-refleks skierowano w stronę podłogi, a impedancję określono na poziomie 4 Ohm. Niestety jak to Roland Gauder ma w zwyczaju, nic nie wiemy o ich skuteczności, co zazwyczaj radośnie określa jako wystarczającą. Jak wynika z opisu, co prawda kolumny nie są jakość specjalnie wielkie, ale za to mogą pochwalić się kilkoma ciekawymi dla potencjalnego nabywcy wizualno-technicznymi aspektami. Jak wypadły w kwestii brzmienia, postaram się w kilku strawnych zdaniach opisać w kolejnym akapicie.

Jeśli chodzi o estetykę prezentacji testowanego zespołu głośnikowego, w moim odczuciu występ u mnie był w pewnym sensie powieleniem usłyszanego na wystawie w wykonaniu starszych sióstr Elargo 200. To mocne w dolnym pasmie, w pozytywnym słowa znaczeniu wyczynowe na średnicy i odpowiednio doprawione w górnych rejestrach, przez to epatujące dużą dawką esencjonalności granie. Jednak pewnego rodzaju ciekawostką tańszego modelu kolumn jest fakt umiejętnego dozowania wspomnianego nasycenia. Chodzi mianowicie o to, że przy stosunkowo niewielkim poziomie głośności aby nie ulepić na dłuższą metę nazbyt soczystej opowieści, w kwestii wagi i krągłości średnicy grają odpowiednio mniej ekspresyjnie. To pozwala z wielką przyjemnością słuchać muzyki wręcz bez końca unikając przy tym efektu przegrzania przekazu. Niestety przywołane przegrzanie jest bardzo niebezpieczne, gdyż prowadzi do jakościowego uśrednienia wizualizowanych wydarzeń na scenie i na dłuższą metę efektu znudzenia słuchacza jednolitą papką. Dlatego też zdając sobie z tego sprawę Roland Gauder oprócz tego, że odpowiednio zaprojektował zwrotnicę, dodatkowo dał nam oręż strojenia ilości i soczystości basu w dwóch punktach. Na jaki postawiłem ja, widać na fotkach, ale jak wiadomo, każdemu w duszy co innego gra i zapewne nabywca wszelkie regulacje ustawi inaczej. Ale zostawmy potencjalne działania przyszłym posiadaczom i wróćmy do brzmienia dostarczonych do testu Elargo na średnich i wysokich poziomach głośności. Co takiego się dzieje? Dla mnie dopiero wówczas pokazywały prawdziwe „ja”. Otóż znacząco wzrastała energia oraz fajna krągłość każdego zakresu, jednak w finalnym efekcie nie przekładało się to nadinterpretację esencjonalności, tylko podkręcenie energii impulsu kreującego sceniczne wydarzenia. Owszem, nieco bardziej krągłego od moich Berlin RC-11, ale to naturalna kolej rzeczy spowodowana poszukiwaniem dużego dźwięku z mniejszych kolumn. Ważne jednak, że wspomniane impulsy były wyraźnie podane tak od ich inicjacji, przez trwanie, po w zależności od intencji artystów ich szybkie lub wolne zanikanie. W prostych słowach ów efekt określiłbym w ten sposób, że po podkręcaniu ilości decybeli muzyka dostawała jakby solidniejszego zastrzyku życia, który dodatkowo owocował wyraźnym zwiększeniem się wszerz i w głąb wirtualnej sceny. Sceny, na której dzięki dobrej rozdzielczości prezentacji dosadniej, przez to bardziej namacalnie ogniskowane są wszelkie byty. Wydawałoby się, że podnoszenie poziomu głośności przy podkręcaniu nasycenia prezentacji powinno zacierać jej czytelność, tymczasem dzięki wyrafinowaniu brzmienia kolumn jest odwrotnie. Na tyle, że o dziwo aż chciało się słuchać jeszcze głośniej, czyli de facto bliżej realnych występów artystów, o co przecież rozbija się nasza walka o prawdę o danym nagraniu.
Weźmy na tapet wydawałoby sią nazbyt spokojną aby porwać większość z nas płytę Leszka Możdżera w trio z Larsem Danielsonem i Zoharem Fresco „Time”. To rasowe plumkanie, które odtworzone bez szczególnego pietyzmu w domenie plastyki i esencjonalności przy zachowaniu odpowiedniego zebrania się prezentacji od strony rysunku krawędzi będzie zwyczajnie nudne. Oczywiście tytułowe Niemki ze spełnieniem tych aspektów nie miały najmniejszego problemu, dlatego była to nader przyjemna w odbiorze sesja odsłuchowa. Oferująca głębię każdego z instrumentu, ale na tyle bezpieczną, że ani razu nie złapałem kolumn na utracie czytelności podania choćby bardzo czułego na brak kontroli kontrabasu, czy niskich akordów fortepianu. Muzyka po prostu płynęła i czarowała, tak jak z pewnością oczekiwali tego muzycy.
Z innej muzycznej beczki spójrzmy na soundtrack filmu „Gladiator” R. Scotta. W tym przypadku kolumny miały kilka całkowicie innych zadań do spełnienia. Pierwszym była projekcja czystych, niskich, ale nie lejących się po podłodze, tylko jędrnych sejsmicznych pomruków. Drugie opiewało na barwne oddanie często używanych w tym materiale wschodnich instrumentów oraz zaśpiewów zjawiskowej Lissy Gerrard. To podobnie do wcześniejszego jazu bez umiejętnego zbilansowania nasycenia i określenia ram poszczególnych źródeł będzie rasowa porażka. Ale nie z Gauderami takie numery. Gdy wymagał tego materiał, muzyka spektakularnie próbowała zburzyć ściany mojego pokoju, by za moment czarować mnie wyszukanym instrumentarium i będącym miodem na uszy każdego melomana głosem wspomnianej wokalistki. Tym razem oprócz muzykalności dostałem także wykop, co pozwoliło z przyjemnością przesłuchać krążek do samego końca.

Czy nasze bohaterki są propozycją dla każdego? Patrząc na temat ogólnie jak najbardziej tak. Co prawda znajdą się wielbiciele znacznie bardziej oszczędnego w esencjonalność grania, ale ich wybór nie będzie feedbackiem problemów sonicznych tytułowych Gauder Akustik Elargo 100, tylko świadomych, czasem spowodowanych chęcią zmiany dotychczasowej temperatury grania systemu subiektywnych wyborów. W przypadku tytułowych zestawów jedno jest pewne, są orędownikami dobrego nasycenia odtwarzanej muzyki i nie ma szans na prezentację w estetyce latających w eterze żyletek. Zatem jeśli nie utożsamiacie się z podobnymi fajerwerkami i szukacie czegoś ciekawego do spędzania wolnego czasu z ulubioną muzyką, clou dzisiejszego spotkania są wręcz idealnymi propozycjami. Zaoferują dobry drive i muzykalność, co sprawi, że nie będziecie się nudzić. A chyba o to nam w tej zabawie chodzi.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Pandora
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord,
Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC
Stolik: BASE AUDIO 2.
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon – Clearaudio Concept
– wkładka Dynavector DV20X2H
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy Studer A80

Dystrybucja: RCM
Producent: Gauder Akustik
Cena: 24 000 € (para); +2 000€ Double Vision; +8 000€ Diamond tweeters; +260€ maskownice

Dane techniczne
Konstrukcja: 3-drożna, wentylowana, podłogowa
Impedancja: 4 Ω
Moc: 280 W
Wymiary (W x S x G): 119 x 26 x 38 cm
Waga: 40 kg

Pobierz jako PDF