1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Recenzje
  6. >
  7. Keces BP-2400

Keces BP-2400

Opinia 1

Okres wszelakiej maści świąt i generalnie dni powszechnie wolnych od pracy wydaje się być wręcz wymarzony do empirycznych doświadczeń z prądem. Nie, nie chodzi mi w tym momencie o latanie po całym domu z próbnikiem i weryfikację poprawności umiejscowienia „fazy” w poszczególnych gniazdkach, choć i to, o ile już takiego audytorskiego maratonu nie wykonaliśmy, każdego nas wcześniej, czy później czeka, lecz o wielokrotnie podnoszony temat zakłóceń a dokładnie jeśli nie ich braku, to drastycznego spadku ich obecności w tym, czym karmimy nasze drogocenne zestawy. To tak jakbyśmy załapali się na kilkudziesięciogodzinną, bądź nawet dłuższą noc, podczas której, jak wszem i wobec wiadomo gra po prostu lepiej. A gdyby taki niezaśmiecony prąd mieć na co dzień? I w dodatku bez wyjeżdżania na odludzie (przysłowiowe Bieszczady niestety coraz mniej się do tego nadają), własnej elektrowni wodnej/wiatrowej itp.? Kusząca perspektywa, nieprawdaż? Łatwiej jednak powiedzieć, aniżeli zrobić, gdyż o ile odrębną linię zasilającą od tablicy jeszcze bez większych nakładów tak pracy, jak i finansów jeszcze większość z nas jest w stanie jeszcze w ramach nawet niewielkiego remontu, czy też odświeżania / malowania przemycić, o tyle już na jakość tego, co ową instalacją popłynie wpływ mamy nad wyraz znikomy. I w tym momencie na scenę wkraczają dedykowane zastosowaniom audio listwy, filtry i kondycjonery, czyli ustrojstwa, które od czasu do czasu goszcząc na naszych łamach nader często wywołują zaskakująco silną polaryzację opinii. A to, że mulą, a to, że po co czymkolwiek z tej puli się zajmować, skoro od elektrowni biegną kilometry parszywej jakości drutów a w dodatku za ścianą sąsiad złośliwie w czasie naszych popołudniowych odsłuchów lubi pobawić się spawarką a już w samej naszej domowej instalacji kuchenka mikrofalowa prześciga się z pralką i niezliczoną obfitością zasilaczy impulsowych, co do skali wprowadzanego do sieci kolokwialnie mówiąc syfu. Co prawda można na takie status quo machnąć ręką i nauczyć się z tym żyć, jednak Soundrebels nigdy nie był, nie jest i nie będzie miejscem, gdzie spolegliwość i szeroko pojęty tumiwisizm miałyby jakąkolwiek rację bytu. Dlatego też po testach uzdatniaczy z filtracją (ISOL-8 MiniSub AxisIsoTek EVO3), bez (Furutech Pure Power 6) i pół na pół (Atlas Eos Modular 4.0 3F3U i Furutech e-TP80ES NCF) przyszła pora na rozwiązanie zdecydowanie poważniejszego kalibru – kondycjoner i to w dodatku w zbalansowanej postaci, Keces Audio BP-2400, który trafił do naszej redakcji dzięki uprzejmości łódzkiego Audiofastu.

Już przy organizacji detali natury spedycyjnej okazało się, iż nasz dzisiejszy gość zarówno swą posturą, jak i ciężarem będzie szalenie daleki od dodatkowego akcesorium stanowiącego li tylko uzupełnienie naszych systemów. Jak się jednak miało okazać wyobrażenia sobie a rzeczywistość sobie, gdyż tytułowy kondycjoner okazał się pełnowymiarowym komponentem śmiało mogącym startować w szranki z większością jeszcze rozsądnie wycenionych wzmacniaczy zintegrowanych i końcówek mocy. Solidny, wykonany ze szczotkowanych, 4mm płatów anodowanego na czarno aluminium korpus nader jasno dawał do zrozumienia, że lekko nie będzie. I rzeczywiście. 25 kg to nie w kij dmuchał, tym bardziej iż na powyższy wynik w głównej mierze „pracuje” ukryte wewnątrz potężne 2400 VA toroidalne trafo. Zanim jednak zapuścimy żurawia do trzewi skupmy się na razie na walorach zewnętrznych, gdyż wbrew pozorom jest na czym oko zwiesić. Centrum ściany przedniej zdobi pokaźnych rozmiarów precyzyjnie wyfrezowany firmowy logotyp, pod którym, już białą czcionką, wyjaśniono czymże ów nader namacalny przykład tajwańskiej myśli technicznej jest, czyli iż mamy do czynienia ze zbalansowanym kondycjonerem zasilania. Lewy dolny róg okupuje włącznik główny z dwiema niewielkimi diodami informującymi o stanie pracy urządzenia a prawy górny to już miejscówka zarezerwowana na wizytówkę naszego dzisiejszego gościa, czyli oznaczenie modelu. Płytę górną zdobi napis Keces biegnący wzdłuż przedniej krawędzi, jednak to co najciekawsze znajdziemy na ścianie tylnej, gdzie w równych dwóch rzędach umieszczono łącznie osiem wyjściowych gniazd zasilających Schuko i pojedyncze gniazdo wejściowe IEC w standardzie C-20 z usytuowanym tuż nad nim przyciskiem resetu. I co w tym takiego niezwykłego? Ano to, że wspomniane przed chwilą 2400 VA trafo separujące o przekładni 1:1 jest również transformatorem symetryzującym, więc zamiast standardowego „zera” i „fazy” w każdym gnieździe wyjściowym mamy napięcie dwufazowe 2 x 115V pochodzące z jednego z ośmiu uzwojeń wtórnych, co jednocześnie zapewnia ich separację. Powyższe rozwiązanie to nie tylko nader skuteczne tłumienie zakłóceń współbieżnych (CMR – Common Mode Rejection), lecz również zakłóceń wysokoczęstotliwościowych, gdyż potężny toroid pełni rolę filtra dolnoprzepustowego. Przy takiej mocy układu zasadną wydają się obawy dotyczące kultury jego pracy i co najistotniejsze momentu samego uruchamiania. Całe szczęście producent nie zapomniał o soft-starcie i układach zabezpieczających przed udarami, oraz przepięciami, więc możemy być spokojni o bezpieczniki w domowej „skrzynce”.

Niezależnie jednak od technologicznego zaawansowania prądowego uzdatniacza kluczową kwestią nadal pozostaje fakt nawet nie tyle wpływu, co oczekiwanej poprawy brzmienia systemu z usług takowego ustrojstwa korzystającego. Zakładam bowiem, iż uszczuplając domowy budżet o blisko 10 kPLN, nie licząc ceny towarzyszącego mu i dorzuconego prze Audiofst przewodu, nie chcemy zmiany jako takiej, lecz wyraźnego i bezdyskusyjnego upgrade’u walorów sonicznych posiadanej układanki. I właśnie z takim nastawieniem do naszego dzisiejszego bohatera podszedłem. Wpiąłem zatem całą swoją domową maszynerię odpowiedzialną za generowanie dźwięków wszelakich w BP-2400, włączyłem „13”-kę Black Sabbath i … I musiałem wyglądać naprawdę nieszczególnie, gdyż obserwująca moje poczynania Małżowinka najpierw zaczęła dopytywać, czy dobrze się czuję a potem co tym razem … zepsułem. Do kwestii samopoczucia zaraz wrócę, jeśli zaś chodzi o psucie, to ową ewentualność niejako od razu wykluczyłem, gdyż przy Kecesie nie da się bowiem źle podłączyć przewodów zasilających. Jeśli zaś chodzi o ww. samopoczucie, to nie było z nim najlepiej, ponieważ było ono pochodną słyszalnej zmiany, której pomimo najszczerszych chęci za korzystną uznać było nie sposób. Całość zabrzmiała na tyle ospale, jakby Ozzy z chłopakami dorwał się do NFZ-owskich zapasów Pavulonu, które dodatkowo popili kilkoma wiadrami kropli walerianowych, osiągając tym samym dynamikę godną sędziwych żółwi z Galapagos. Niby średnica czarowała zjawiskowym wręcz wysyceniem a góra zyskała na złotym blasku, ale dół niestety nie nadążał za tempem narzucanym przez resztę pasma. Chwila konsternacji i mój dyżurny, 300W Bryston 4B³, który potrafi i po 1000W do gniazdka się zgłosić (a zmostkowany nawet i 1700W) nijakich limitacji nie toleruje, czym prędzej opuścił wydawałoby się gościnne plecy Kecesa wracając do niefiltrowanego Furutecha e-TP60ER. Kolejna chwila niepewności i … oj tak. W takiej konfiguracji można z powodzeniem dalej prowadzić odsłuchy. Energia i chęć do gry chłopakom nie tylko wróciła, lecz dostali potężny zastrzyk wypełnienia i masy, w dodatku już bez zamulenia i spowolnienia, gdyż ujętych w żelazne ramy konturów i trzymane nawet nie tyle na krótkiej smyczy, co łańcuchu o kutych ogniwach. Lekkie podkręcenie tempa, chwila słabości z power/pudel-metalowym krążkiem „From Hell with Love” Beast In Black i jasnym staje się, że taki układ wszystkim pasuje. Dociążenie średnicy i dosłodzenie góry nie wpływa na ogólną motorykę i zadziorność przekazu a ewentualne kanciastości i kostropate artefakty wreszcie nie psują przyjemności odbioru. Obecność Kecesa sprawiła również, iż nieco plastikowe partie syntezatorów przywodzące na myśl dokonania Modern Talking i im podobnych już tak nie odstręczały swoją plastikowością. Stały się może nie tyle bardziej analogowe, bo to byłoby istne nawet nie interpretowanie, czy rekonstruowanie, co kompletnie nowa sesja nagraniowa, lecz bardziej wielowymiarowe i złożone.
Z kolei na repertuarze, gdzie niczego nie trzeba było poprawiać, jak daleko nie szukając „Live ad Alcatraz” Fausto Mesolelli, uwagę zwracało niezwykłe wysycenie i namacalność gitary frontmana. Pierwszy plan został nieco dosunięty do odbiorcy, przez co dystans uległ skróceniu a my siadaliśmy tuż przed wykonawcą. Oczywistemu skróceniu ulega również perspektywa, przez co Mesolella był „większy” od towarzyszącego mu na ‘pedal steel’ Ferdinando Ghidellimiego. Na upartego można by jeszcze uznać, iż aura pogłosowa i wszelakiej maści mikro-wybrzmienia gasną nieco szybciej, jednak na tym pułapie również czy tego chcemy, czy nie, musimy iść na jakiś kompromis, mając świadomość, że zawsze jest coś za coś i jeśli dostajemy zjawiskową namacalność spektaklu, przy miejscówkach w pierwszych rzędach, to jednocześnie co nieco z tego, co dzieje się pod sklepieniami pomieszczeń w jakich dokonywano nagrań może nie być aż tak akcentowana.

Jeśli ktoś z Państwa liczył na to, że Keces BP-2400 okaże się lekiem na całe zło, to bardzo przepraszam, ale niestety, przynajmniej w moim systemie, tak się nie stało. Stało się za to coś innego – tytułowy kondycjoner znacząco poprawił wysycenie i namacalność dźwięku w momencie, gdy zostały w niego wpięte wszystkie mniej prądożerne i łakome na energię urządzenia aniżeli moja dyżurna końcówka. Poniekąd potwierdza to nader częste obserwacje, że jeśli dysponujemy wysokomocową amplifikacją, to w większości przypadków i tak i tak pełnię swoich możliwości pokaże ona wpięta bezpośrednio w ścianę, więc nierozsądnym byłoby kierowanie jakichkolwiek pretensji do BP-2400, czego też nie mam zamiaru czynić. Śmiało możemy również założyć, iż ze słabszą – kilkudziesięciowatową integrą efekt finalny mógłby być już jednoznacznie pozytywny, jednak jak to w audio bywa, bez empirycznego doświadczenia z konkretną konfiguracją i w konkretnych warunkach można tylko domniemywać. Całe szczęście przed podjęciem finalnej decyzji nic nie powinno stać na przeszkodzie, by tytułowego Kecesa wypożyczyć i we własnych czterech kątach nausznie przekonać się, czy wpasowuje się on w naszą misterną układankę, czy też warto będzie nieco zaszaleć i sięgnąć po topowy model BP-5000, który dziwnym zbiegiem okoliczności już czai się u nas za rogiem, więc za jakiś czas z pewnością i ze spotkania z nim podzielimy się z Państwem naszymi obserwacjami.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Kondycjoner: Keces BP-5000 + Shunyata Research Alpha v2 NR
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence; Artoc Ultra Reference; Arago Excellence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VM

Opinia 2

Założę się o każde pieniądze, iż wielu z Was w batalii o jak najlepszy dźwięk swojego, zazwyczaj mocno rozbudowanego zestawu audio często boryka się z prozaicznym problemem dostarczenia do elektroniki życiodajnej energii elektrycznej. Jednak nie mam na myśli w tym momencie li tylko zbyt małej ilości gniazdek, choć to wręcz notoryczny problem uzbrojonego po zęby melomana, ale również odnoszę się do jakości pojawiającego się w nich prądu. Naturalnie radzimy sobie z tym na różne sposoby. Pierwszy z brzegu to wetknięcie w dodatkowej listwie oczyszczającego prąd Enacoma japońskiej marki Harmonix lub pochodzących ze stajni Nordosta produktów typu Qv2, czy Qk1, jednak za każdym razem owe gadżety zabierają nam drogocenne miejsce na rozgałęziaczu. Drugim sposobem jest zastosowanie wielogniazdkowego terminala ze stosownymi, co istotne, zaimplementowanymi już wewnątrz niego filtrami, co notabene często przekłada się niechciane efekty soniczne z ospałością przekazu włącznie tak zasianego zestawu. Jest zatem jakieś inne, już u podstaw technicznych może nie niwelujące, ale przynajmniej minimalizujące zły wpływ dodatkowych tweaków rozwiązanie? Naturalnie. Mam na myśli wszelkiego rodzaju kondycjonery energii elektrycznej. Oczywiście nie ma możliwości, aby i one nie sprzedały naszemu zestawowi swoich trzech groszy w finalnym brzmieniu, ale przyznacie, że jeśli coś od nowa – tak jak w przypadku dzisiejszego bohatera – w swoich układach elektrycznych wytwarza idealnie czysty, bo tym razem już pozbawiony tętnień sieci prąd, sprawy zaczynają wyglądać co najmniej ciekawie. O czym mowa? Otóż podczas tego spotkania przyjrzymy się kondycjonerowi Keces Audio BP-2400, który to na bazie sygnału z gniazdka ze ściany wytwarza nowy, a przez to wolny od zniekształceń sinus prądu dla naszego zestawu audio. Zainteresowani? Jeśli tak, zatem zapraszając Was na kilka informacji o tej domowej elektrowni dodam, iż o jego pojawienie się w naszej redakcji zadbał łódzki Audiofast.

Jak wskazują fotografie, tytułowy generator prądu jest solidną, obudowaną grubymi płatami szczotkowanego aluminium konstrukcją. Jego rozmiary osiągają gabaryty sporej końcówki mocy tak w domenie szerokości, głębokości, jak i wysokości. To naturalnie jest pokłosiem zastosowania niezbędnego do wytworzenia nie tylko dobrej jakości, ale również niezbędnej ilości energii, wielkiego, dzięki specjalnej budowie pozwalającego dodatkowo zmniejszyć rozpraszanie pola magnetycznego, a przez to zrezygnować z zastosowania przeciwdziałających przeciw temu filtrów, toroidalnego transformatora. Co w tej konstrukcji jest bardzo istotne, to fakt, że mamy do czynienia z prądem tak zwanym symetrycznym, czyli po Kecesie na każdej z żył mamy do dyspozycji jedynie 115V, które sumują się – dając niezbędna 230V – już w pobierającym energie docelowym urządzeniu. Takie rozwiązanie nie jest przypadkowe, bowiem dodatkowo zabezpiecza sygnał prądowy przed szkodliwymi zakłóceniami. Front FB-2400 bez szukania zbędnych aspektów designerskich, z lewej strony został obdarowany w główny włącznik i tuż pod nim dwie diody sygnalizujące stan i jakość pracy, w jego centrum znajdziemy wydrążone w aluminium logo marki oraz naniesione pod nim białym drukiem firmową nazwę urządzenia, zaś w górnym prawym rogu swój byt oznajmia wykonana również białą czcionką nazwa modelu.
Jeśli chodzi o tylny panel, mamy do dyspozycji 8 gniazdek, przycisk bezpiecznika przeciwprzepięciowego i gniazdo zasilania. Wieńcząc garść najważniejszych technikaliów spieszę donieść, iż idąc za oznaczeniem modelu, maksymalne obciążenie dla sumy wszystkich gniazdek nie może przekroczyć 2400VA, co tak jak w moim, w wielu innych systemach prawdopodobnie nie pozwoli podłączyć do niego prądożernej końcówki mocy. To oczywiście nie jest normą, ale w dbałości o potencjalnie niezorientowanego nabywcę nie mogłem o tym nie wspomnieć.

Jak nadmieniłem w akapicie rozbiegowym, każdy komponent audio wnosi coś do zastanej układanki audio. Oczywiście tytułowy Keces nie był w tym odosobniony, jednak to co robił, sprawiało raczej wrażenie pracy dla dobra zestawu czerpiącego zeń energię. Niestety podczas aplikacji w mój tor naturalną koleją rzeczy, jaką jest pobór prądu na postoju w okolicach 700W na kanał, nie mogłem zasilić z niego Gryphona Mephisto, dlatego też wszystko co się wydarzyło, było skutkiem karmienia jedynie źródeł dźwięku.
Taka konfiguracja sieciowa spowodowała, że w porównaniu do stosowanej przeze mnie listwy przekaz delikatnie ewaluował w stronę większego spokoju, szczypty dodatkowego nasycenia i gładkości. Muzyka stała się bardziej esencjonalna, dostojniejsza i epatowała czarniejszym tłem. Oczywiście w zderzeniu jeden do jeden ze stanem przed testem minimalnie zwolniła tempo, jednak dzięki rozdzielczości zestawu nic na tym nie straciła, a rzekłabym nawet, że zyskała. Co? To było arcyciekawe, bowiem gdy wszelkiego rodzaju twórczość sakralna, wokalna i nawet stricte jazzowa wręcz odbierały taki stan rzeczy jako wodę na młyn ich zjawiskowości, to o dziwo również sporo dobrego widziała w tym muzyka o znacznie cięższym brzmieniu typu rock z jego wszelkimi odmianami, a nawet free-jazz. Pierwsi beneficjenci nabrali ogólnej ogłady, większej namacalności, malowali świat cieplejszymi barwami, ale nigdy nie pokazali stanu przegrzania lub nadwagi. Byli orędownikami raczej barwnego, aniżeli transparentnego grania, ale to w ich przypadku odbierałem jako nieco inny niż mam w swoim zestawieniu na co dzień, ale nadal ciekawy punkt widzenia na sprawy kolorystyki. Drudzy natomiast, nawet z lekkim dozowaniem kwestii natychmiastowości zmian tempa i związanego z tym czasu narastania sygnału podobnie do materiału celującego w pozytywne emocje – czytaj zapisy nutowe z epoki Baroku wespół z wszelkimi damskimi męskimi współczesnymi, oczywiście intymnymi wokalizami, również sprawiali wrażenie zadowolenia z większego nasycenia czy to mocnych gitar, wściekłych dęciaków i znacznie lepszego pozycjonowania frontmena na tle burzącego mury rockowego teamu.
Nie wiem, jak producent to pogodził, ale w takim duchu odbierałem cały opisywany test. Test, który tylko w jednym przypadku, chyba to jest zrozumiałe, że spowodowanym wpisanym już w kod DNA mojego zestawu startowym solidnym ciężarem muzyki, mógł sprawić wrażenie zbyt zachowawczego, nawet biorąc pod uwagę spory margines tolerancji. Ten przypadek związany był z muzyką elektroniczną. Ta owszem, kiedy wymagał tego materiał, bez najmniejszych problemów realizowała zapisane w nutach sejsmiczne pomruki. Ba, nawet często preparowane wstawki wokalne pokazywały się z niezłej, bo nadal podszytej agresywnością strony. Jednak w moim odczuciu największym polem do narzekań dla wielbicieli tego rodzaju planowo powoływanych do życia zniekształceń była zbyt ciepła barwa wszelkich, z założenia nieprzyjemnych dla ucha pisków i przesterów. Nie było problemu z rozmachem, energią, a także namacalnością prezentacji. Problemem była za to zbyt duża dawka gładkości. Byłbym nie fair, gdybym nie wspomniał, iż w moim przypadku dało się tego słuchać nawet z nutą przyjemnością. Tylko czym innym jest przyjemność stroniącego od takich wydarzeń podstarzałego melomana, a czym innym przyjemność oczekującego niestrawnego dla ucha poziomu wrzasku, pełnego życiowej werwy młodzieńca. Jednak zaznaczam, mój zestaw sam w sobie kroczy ścieżką barwy, co pozwala snuć przypuszczenia, że inny set zareaguje na aplikację niemieckiej myśli technicznej w mniej chimeryczny sposób.

Czy zachęciłem Was do nabycia tytułowego kondycjonera? Mam nadzieję, że przynajmniej do zapoznania się z nim na własnym podwórku. Przecież każdy zestaw audio to inna historia. Naturalnie uzyskane wyniki prawdopodobnie pójdą w opisaną przez mnie stronę, jednak to, co dla jednego jest sonicznym nietaktem, dla innego może być minimalnym przesunięciem poziomu temperatury przekazu, który w ogólnym rozrachunku może okazać się nawet tym oczekiwanym. Ja wiem jedno. Wszyscy skazani na słaby, bo okupiony wielkomiejskim życiem w wielorodzinnym domu prąd, bezwarunkowo powinni pochylić się nad omawianym Kecesem BP-2400. Reszta natomiast tylko wówczas, gdy nie hołubi latającym w eterze żyletkom. Te niestety jeśli nawet się pojawią, będą bezpiecznie dla ucha w dobrym tego słowa znaczeniu, stępione.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0 , Melco N1Z/2EX-H60
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
Kolumny: Avantgarde Acoustic Trio Luxury Edition 26
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
– wkładka: MIYAJIMA MADAKE
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Dystrybucja: Audiofast
Ceny
Keces BP-2400: 9 710 PLN
Shunyata Research Alpha v2 NR: 10 000 PLN

Dane techniczne:
Moc: 2400 VA
Liczba gniazd wyjściowych: 8
Wymiary (S x G x W): 430 x 340 x 133 mm
Waga: 25 kg

Pobierz jako PDF