Prawdę powiedziawszy od czasu jak zaczęły do nas docierać pierwsze informacje, że tegoroczny High End jednak się odbędzie nie do końca byliśmy przekonani, czy jest sens tam jechać. Po pierwsze jeszcze wczesną wiosną wszystko wskazywało na to, że monachijska impreza przebiegać będzie w rygorze sanitarnym, czyli nie dość, że odwiedzający zobligowani będą do poruszania się po MOC-u w maskach, to w prezentacjach będzie mogła wziąć udział jedynie ściśle określona grupa słuchaczy a tym samym perspektywa wystawania przed poszczególnymi salami, bądź prowadzenia szczegółowych zapisów i następnie bieganina pomiędzy pokojami nie nastrajała nas zbyt optymistycznie. Kiedy jednak temperatury za oknem leniwie, bo leniwie, ale jednak zauważalnie zaczęły iść w górę a wraz z nadchodzącą majówką Covid przestał być w modzie, co automatycznie przełożyło się na zdjęcie najbardziej uciążliwych obostrzeń jasnym stało się, że lecieć trzeba. Cały czas jednak kołatało nam się w głowach pytanie jak na zastane warunki zareaguje sama branża. Lockdowny, problemy z ciągłością dostaw, galopujące ceny i w jakby tego było mało tocząca się za naszą wschodnią granicą wojna nie są przecież obojętne. Dlatego też uznaliśmy, że pojawimy się bez jakichkolwiek oczekiwań, czy też ciśnienia i raczej w celach rekreacyjno-towarzyskich aniżeli z zamiarem bycia wszędzie i udokumentowania wszystkiego. Dlatego też zamiast trzech, bądź czterech dni, jak to dotychczas mieliśmy w zwyczaju zabookowaliśmy dwudniowy pobyt skupiając się wyłącznie na imprezie głównej, czyli High Endzie traktując „satelicki” hifideluxe jako ewentualną alternatywę na sobotnie przedpołudnie. Jak się jednak okazało czasu niestety nam nie starczyło, dodatkowo organizatorzy High Endu wprowadzili drobne modyfikacje tradycyjnych udogodnień komunikacyjnych kasując kursujące pomiędzy wybranymi hotelami a MOC-em busy (całe szczęście pozostawiając transfer z i na lotnisko) zastępując je darmową komunikacją miejską, co z jednej strony zwiększyło swobodę poruszania po Monachium a z drugiej znacznie wydłużyło czas przejazdu. Summa summarum zarówno czwartek, jak i piątek spędziliśmy na Lilienthalallee 40 z nieukrywanym żalem konstatując, iż idą zmiany, gdyż był to bodajże pierwszy High End bez charakterystycznego balona wiszącego przed wejściem do hal wystawienniczych. Nie ma jednak co marudzić, tylko trzeba brać się do roboty i podzielić z Państwem tym, co w tzw. międzyczasie wpadło nam w oko i ucho. Zatem zapraszam na wybitnie subiektywną relację z High Endu 2022.
00. Nie będę ukrywał, że jednym z głównych argumentów, który zaważył na naszej decyzji, by jednak ruszyć cztery litery i pojawić się na tegorocznym High Endzie była dość tajemnicza a zarazem intrygująca zapowiedź skrzętnie ukrywanego do tej pory flagowca Dali. Niby marka znana i poważana, w dodatku mająca na koncie wielce udane konstrukcje (vide Menuet SE, czyli kwintesencja butikowego mini-monitorka; futurystyczne Skyline 2000, czy 231 cm strzeliste Megaline’y) a jednak od pewnego czasu jakoś niespecjalnie mogąca przebić się do świadomości najbardziej wymagających audiofilów. Proszę jednak traktować tę niemoc jako stan przeszły i niebyły, gdyż właśnie w trakcie niniejszej wystawy Duńczycy z nieukrywaną dumą zaprezentowali model, który zmienia dosłownie wszystko – począwszy od postrzegania samej marki, po obszar, z którym dotychczas ww. marka była kojarzona. Panie i Panowie oto Dali KORE, czyli flagowce, które zgodnie z założeniem ich twórców są kwintesencja wszystkiego co najlepsze a jednocześnie ich cena (70 000€) nie powinna wywoływać zbytniego zgorszenia. Nie chcąc zbytnio przynudzać wspomnę jedynie o najistotniejszych kwestiach natury konstrukcyjnej. I tak za górę pasma odpowiada firmowy układ Hybrydowy EVO-K, czyli 35m miękka kopułka i przetwornik AMT o wymiarach 55 mm x 10 mm, za średnicę dedykowany temu podzakresowi 7” drajwer z charakterystyczną membraną z włókiem drzewnych, za to najniższe składowe to już domena pary 11½” wooferów, z których każdy pracuje w 72 litrowej komorze. Z ciekawostek – zwrotnicę umieszczono w wykonanym z cementowego konglomeratu cokole, dzięki czemu jest ona chroniona przed mogącymi zaburzać jej pracę wibracjami i niezbyt pożądanymi skokami ciśnienia. Uwagę zwracają również niezwykle eleganckie korpusy wykonane z giętego 28 mm sandwicha składającego się z płatów brzozowych, ciśnieniowego odlewu aluminiowego i termoutwardzalnych wstawek kompozytowych. Nie zapomniano również o dodatkowych wewnętrznych wzmocnieniach, co przekłada się nie tylko na sztywność konstrukcji, lecz również jej niebagatelną wagę 140 kg. Co do brzmienia, to z pewnością w MOC-u nie usłyszeliśmy nawet połowy drzemiącego w KORE’ach potencjału, po pierwsze z „obłożenia” dedykowanej prasie prezentacji, akustyki samego pomieszczenia, jak i użytych w roli wzmocnienia czterech zmostkowanych M23-ek NAD-a, jednak coś czuję w kościach, że z odpowiednio wyższej klasy „piecami” i bardziej kontrolowanych warunkach efekt może być wielce ciekawy.
1. Imponujący zestaw Octave Jubilee dopiero co opuścił nasze skromne progi a już podprogowo oddziałując na nasze synapsy sprawił, że pierwszym systemem do którego zajrzeliśmy był właśnie ten z dwiema niemieckimi lampowymi wieżami z łatwością radzącymi sobie z przepięknie wykończonymi Audio Physicami Cardeas.
2. A skoro już o Audio Physicach mowa, to już w pokoju producenta postawiono na zdecydowanie bardziej przystępną propozycję, gdzie w towarzystwie populatnych 35-ek Primare i „fenderowego” wypustu MoFi bez żadnej tremy grały sobie Avantery.
3. W ramach niewinnego odstępstwa od ustalonej powyżej zasad pozwoliłem sobie w ramach niezobowiązującej dygresji zajrzeć do pomieszczenia zajmowanego przez dobrze nam znanego TAD-a, gdzie moją uwagę zwróciły nie tylko zgrabne i budżetowe podłogówki E2-WN, lecz również nad wyraz intrygujące ustroje akustyczne. Jak bardzo szybko się okazało za ich powstanie odpowiedzialny był nasz rodzimy wytwórca Protone.
4. Wracając do ustalonego porządku i zarazem wskakując na sam audiofilski Olimp być na High Endzie i chociaż nie rzucić okiem, o uchu nawet nie wspominając na górnopółkowe Wilson Audio, VTL-e i D’Agostino, to równie dobrze można nie ruszać się z domu. Dlatego też i w tym roku z niekłamanym podziwem zerkaliśmy na przygotowane przez niemieckiego dystrybutora (Audio Reference GmbH) „ołtarzyki”, na których pyszniły się łapiące za gałkę pomarańczowe 9znaczy się chodzi o malowanie Bergamot Pearl) Wilson Audio Alexx V w towarzystwie monosów VTL-a będące poniekąd przekąską przed majestatycznymi Chronosonicami XVX 4 Seasons. Niby warunki odsłuchowe żadne, ale popatrzeć zawsze miło.
5. Jeśli jednak chodzi o nieco bardziej przyjazne melomanom i audiofilom warunki do zapoznania się z możliwościami amerykańskich kolumn, to całe szczęście nie było tak źle, gdyż tuż za rogiem właśnie Chronosonic XVX grały w imponującym systemie Nagra Audio, gdzie załapałem się na prezentację, podczas której w roli źródła wystąpił gramofon Nagra REFERENCE ANNIVERSARY współpracujący z przedwzmacniaczem gramofonowym Nagra HD PHONO stage, przedwzmacniaczem liniowym HD PREAMP i monoblokami Nagra HD AMP. Efekt? Łatwy do przewidzenia – pełne obłożenie „widowni” a Miles z „Merci, Miles! Live at Vienne” brzmiał jakby wpadł na chwilkę z zaświatów do MOC-a nieco się rozerwać serwując zebranym kilka swoich standardów.
6. Nieco bardziej przystępne Wilsony pojawiły się również w systemie Nordosta, gdzie tym razem oczkiem w głowie wystawców było ich najnowsze dziecko – switch ethernetowy QNET.
7. Podobnie sytuacja wyglądała (warunki do odsłuchu były żadne) w Mytek Audio – Wilson Audio Sasha DAW podpięto pod oparte na modułach GaNFET monobloki Mytek Empire i pełniącego rolę tak źródła, jak i centrum sterowania wszechświatem Empire Streamer DAC-a.
8. Zmieniając wspólny mianownik z amerykańskiego na brytyjski dłuższą chwilę spędziłem w pomieszczeniu w którym bardzo ciepło przez nas wspominany zestaw Classé Audio Delta Pre & Delta Mono grał spięty AudioQuestami Thunderbird z Bowers&Wilkins 801 D4. I grał dobrze, jeśli nie bardzo dobrze, jak na wystawowe realia, oferując świetną równowagę pomiędzy rozdzielczością, dynamiką, potęgą i muzykalnością.
9. O dziwo Bowersy trafiły również do „budki” Rose Audio, gdzie przyszło im współpracować z najnowszą inkarnacją (oznaczoną dopiskiem B i opartą na kości przetwornika ESS Technology SABRE ES9038PRO zamiast Asahi Kasei VERITA AK4499EQ), mającego swojego czasu na naszych łamach swoje pięć minut streamera RS150 i gorącą nowością, czyli wzmacniaczem zintegrowanym RA180.
10. Kontynuując wątek białych Brytyjek nie można było pominąć ich gościnnych występów w secie Chord Electronics, w którym to z kolei akcent postawiono na przedwzmacniacz liniowy ULTIMA PRE 3.
11. Zmieniając barwy sięgnijmy po Kharmy a dokładnie model Exquisite Midi Grand, który nad wyraz dobrze poczuł się i tym samym wkomponował w system złożony z elektroniki WADAX (źródło) i Robert Koda (preamp + monobloki).
12. Za to już w firmowym (supportowanym przez dCS-y) secie Kharma postawiła na kolumny Exquisite GRAND i nie wiem, czy to tylko zbieg okoliczności, czyli idealnie wpasowujący się moje gusta repertuar, praktycznie pusty pokój i skuteczna klimatyzacja, ale jakbym miał dokonać wyboru czołówki najlepiej grających systemów podczas tegorocznej wystawy, to bez chwili zastanowienia wpisałbym na listę właśnie poniższy zestaw. To po prostu dobrze grało – nie dość, że nie za głośno, to jeszcze rozdzielczo, lecz nie ofensywnie, wyrafinowanie, lecz bez zbędnej egzaltacji. Nic tylko siedzieć i słuchać.
13. Coś mi się wydaje, że jeśli chodzi o producentów lubujących się w przetwornikach Accutona, to akurat Martenów nikomu przedstawiać nie trzeba. Spora w tym zasługa rodzimego SoundClubu, który od lat nie pojawia na stołecznym Audio Show się bez szwedzkich kolumn. Z kolei ekipa Martena uznała, że w tym roku nie pojawi się bez stosunkowo kompaktowych (jak na ich możliwości) podłogówek Mingus Quintet SE i elektroniki MSB Technology. Niespodzianek więc nie było, za to dobrego dźwięku, przynajmniej podczas moich wizyt, nie brakowało i to niezależnie od repertuaru a ten proszę mi wierzyć daleki był od asekuranckiego plumkanka.
14. Timo Engström, też wie co dobre, więc i w tym roku do swoich lampowych zabawek (LARS Mk3, MONICA line-stage, M-Phono, ERIC ENCORE) pozwolił sobie dokooptować wydawać by się mogło niekoniecznie szklanym bańkom dedykowane Marteny Mingus Orchestra.
15. Skoro zahaczyliśmy o Skandynawię, to czas na obowiązkowy przystanek – w duńskim Herning, gdzie swoje siedziby mają Alluxity i Vitus Audio, czyli do niedawna przejawy radosnej twórczości juniora i seniora rodu Vitusów a od kilku dni już dowodzone jedynie przez młode pokolenie. Wracając do Alluxity, to podobnie jak podczas minionych wystaw, również i w tym roku nie eksperymentował i postawił na sprawdzony zestaw Pre Two (Streamer/ DAC/Preamp) + stereofoniczna końcówka mocy Power One z kolumnami Joseph Audio Pearl Graphène okablowany Purist Audio Design Neptune