1. Soundrebels.com
  2. >
  3. Artykuły
  4. >
  5. Reportaże
  6. >
  7. Audio Video Show 2018 cz.2

Audio Video Show 2018 cz.2

Po istnym maratonie pomiędzy lożami PGE Narodowego przyszła pora na eksploracje obiektów o nieco mniej absorbujących gabarytach, lecz zarazem stawiających przed zwiedzającym zupełnie inne wyzwania i wymagania natury kondycyjnej. O ile bowiem stadionową część spokojnie można byłoby podsumować przemierzonymi kilometrami, to już zarówno Golden Tulip, jak i Radisson Blu Sobieski należało rozpatrywać w kategoriach swoistego polowania na jakąkolwiek lukę w niemalże nieprzerwanie płynącym potoku spragnionych muzycznych doznań audiofilów. Wszystkim tych, którym nie tylko w ostatni weekend, ale i w poprzednich latach nie udało się dotrzeć na warszawską wystawę winny jestem w tym momencie wyjaśnienie, iż panujący na hotelowych korytarzach podczas AVS ścisk jest niepowtarzalny i na swój sposób stanowi swoistą tradycję. Ot, wszystko odbywa się zgodnie z zasadą mówiącą, że jak chce się posłuchać, to trzeba swoje odstać i już. Jest przy tym okazja do kuluarowych ploteczek, sugestii gdzie jeszcze warto zajrzeć a przede wszystkim wymiany „na gorąco” poczynionych obserwacji. Nikogo zatem nie dziwią mniejsze, bądź większe grupki prowadzące ożywione dysputy, czy to na korytarzach, czy też klatce schodowej, która stanowi główny ciąg komunikacyjny, gdyż mało komu chce się czekać na windę. A na koniec jeszcze jedno. Otóż tegoroczna wystawa powinna przejść do historii jako chyba pierwsza edycja AVS podczas której, przynajmniej Sobieskim odwiedzający zrozumieli po co Organizatorzy przygotowują szatnie (liczba mnoga w pełni uzasadniona) i że warto z tychże przechowalni odzieży skorzystać, więc osobników zakutanych w zimowe okrycia można było w ciągu trzydniowej imprezy policzyć na palcach jeśli nie jednej, to na pewno dwóch rąk. Można? Jasne, że można, trzeba tylko chcieć. Oczywiście spora w tym zasługa logicznego rozplanowania i organizacji w samym hotelu, gdzie najpierw wygospodarowano miejsce na szatnie a dopiero za nimi ustawiono boxy kas, ale liczy się efekt końcowy, a ten był zdecydowanie pozytywny.

Podobnie jak w piątek, dzień rozpoczęliśmy może nie tyle pełnowymiarową konferencją, co mającym być w zamyśle Organizatorów – katowickiego RCM-u śniadaniem prasowym połączonym z polską premierą kolumn Borg marki Fink Team. Czemu w poprzednim zdaniu dodałem zwrot „w zamyśle”? Powód jest tyleż prozaiczny, co patrząc na powyższe zdjęcia, oczywisty. Otóż niewielka salka Krokus Hotelu Golden Tulip w tzw. okamgnieniu zaczęła pękać w szwach szczelnie wypełniona przez licznie przybyłych przedstawicieli zarówno polskiej, jak i międzynarodowej prasy. Nie co dzień bowiem można liczyć na cierpliwe i wyczerpujące opisy niuansów konstrukcyjnych debiutującym na naszym rynku kolumn i to z ust samego ich konstruktora, czyli niezwykle poważanego w branży audio a przez znaczną część współpracujących z nim firm uznawanego za wręcz legendarnego Karl-Heinza Finka.
Oprócz wspomnianych Borgów w torze, począwszy od źródła znalazły się dwa gramofony – dwuramienny TECH DAS AirForce 5 z ramieniem ACOUSTICAL SYSTEMS AQUILAR uzbrojonym we wkładkę TOP WING RED SPARROW (SUZAKU) i drugim – SME M2R z wkładką Miyajima SPIRIT – MONO, oraz KUZMA STABI R z ramieniem KUZMA 4Point 9 inch i wkładką DS Audio model DS-W2. Powyższe „szlifierki” współpracowały z .. trzema phonostage’ami – THRAX AUDIO ORPHEUS, DS Audio DS-W2 i RCM SENSOR 2, które to z kolei przesyłały sygnały do przedwzmacniacza liniowego THRAX AUDIO DIONYSOS a ten z kolei do monobloków THRAX AUDIO TERES.
Na razie, czyli opierając się li tylko na hotelowym – mocno niezobowiązującym odsłuchu nie chciałbym dokonywać jakiś radykalnych ocen, ale to, co wydobywało się z Borgów wydawało się wielce obiecujące. Świetny timing, umiejętność stworzenia trójwymiarowej sceny i precyzja zasługiwała na uznanie a góra reprodukowana przez AMT była dokładnie taka jak lubię – rozdzielcza, lecz daleka od napastliwości. Oj coś czuję w kościach, że te „niemieckie trumienki” mogą nieźle na naszym rynku namieszać.

Nieopodal – w przestronnej sali Tulip 1 grały natomiast nad wyraz filigranowe kolumny Boenicke W13 zasilane przepotężnymi monoblokami Accuphase A250 współpracującymi ze streamerem Ayona S10 i może zabrzmi to niewiarygodnie, ale te szwajcarskie maluchy ewidentnie dawały radę. Dynamika, rozmach i swoboda prezentacji wywoływały autentyczne zaskoczenie u wchodzących zwiedzających, którzy po chwili spokojnego odsłuchu zaczynali nerwowo rozglądać się i zaglądać w hotelowe zakamarki w poszukiwaniu ukrytego gdzieś za bannerami subwoofera.

W tym roku RCM postawił na swoisty minimalizm, co w ich wydaniu oznaczało ni mniej ni więcej, tylko … trzy gramofony, w tym jeden dwuramienny, dwa phonostage, dzieloną amplifikację i „niewielkie” – wykonane z aluminium podłogówki. A co to dokładnie było? Już podaję. Jeśli chodzi o źródła analogowe to podczas AVS można było usłyszeć takie cudeńka jak: TECH DAS AirForce 3 Premium z ramionami SAT LM-09 i wkładką MY SONIC Lab Signature Platinium, oraz Schröder CB 9 cali z wkładką Miyajima Infinity – MONO; Döhmann Helix 2 z ramieniem VIV Rigid Float7/Ha i wkładką ETSURO URUSHI COBALT; premierowy THRAX AUDIO YATRUS Direct drive z ramieniem Schröder CB 9 cali i wkładką MY SONIC Lab Eminent Ex. W rolach przedwzmacniaczy gramofonowych wystąpiły firmowe konstrukcje RCM-u, czyli SENSOR 2 i THERIAA, za wzmocnienie odpowiedzialny był duet VITUS AUDIO RL-101 + RS-101 a co do kolumn, to oczy i uszy cieszyły niedawno przez nas recenzowane Gaudery DARC 100. Warto również wspomnieć o rodzimych ustrojach akustycznych Acoustic Manufacture.
Jeśli zaś chodzi o brzmienie, to bez nawet najmniejszego naciągania faktów uczciwie trzeba przyznać, że mówiąc najdelikatniej nie było się do czego przyczepić. Jak potrafią zagrać Darci zdążyliśmy się przekonać już w redakcyjnym OPOSie, ale jak się okazało zdecydowanie większa kubatura hotelowej sali i ultra high-endowe źródło pozwoliły im złapać zdecydowanie więcej wiatru w żagle. Istotną informacją dla malkontentów był fakt, iż wbrew obiegowej opinii owe „bezlitosne” Gaudery bez najmniejszego problemu odtwarzały tak „referencyjny” materiał jak piosenki Młynarskiego, które to z tego co mi wiadomo raczej nie miały swojej „audiofislkiej” reedycji.

Natural Sound również nie zawiódł pokładanych w nim nadziei prezentując przeurocze trójdrożne kolumny Samurai, oraz zdecydowanie bardziej bezkompromisowe SoulSonic Hologramm-X, elektronika to już domena Audio Tekne. Nie mogło też zabraknąć akrylowego gramofonu Vertere SG-1 Standard Groove.

Avatar Audio zaprezentował „lewitujące” na poduszce magnetycznej wykonane z bambusa kolumny Holophony Numer Dwa, których moduły średnio-wysokotonowe również odseparowano od skrzyń basowych za pomocą „poduszki magnetycznej”. Natomiast cała elektronika (streamer LiveBit, amplifikacja Audio-Akustyka) spoczęły na 14-warstwowych platformach antywibracyjnych Avatar Audio Receptori.

Sporym zaskoczeniem okazał się tegoroczny system przygotowany przez Grobel Audio, gdyż zamiast smukłych podłogówek Franco Serblin Ktema, jak w zeszłym roku, bądź filigranowych monitorków Lignea (rok 2016), Pan Sebastian zdecydował się na zdecydowanie potężniejsze tubowe Destination Audio NICA. Za to elektronika już takich emocji nie budziła, gdyż w roli źródła zawitał szpulowy Studer A80 a resztę toru we władanie przejęły Jadisy pod postacią przedwzmacniacza JP80 MC Anniversary i końcówek mocy SE845. Całe szczęście powyższa głośnikowa volta nic a nic nie zmieniła w bezkompromisowym podejściu do muzyki, która jak co roku brzmiała w Hall 3 niemalże jak na żywo a pełnopasmowość Destination Audio pozwoliła jedynie rozszerzyć spektrum prezentowanego materiału.

Sveda Audio wespół z Lampizatorem zafundowali zwiedzającym swoistą powtórkę z rozrywki w nieco zmodyfikowanej wersji. Otóż kanarkowo żółte studyjne Blipo zostały zastąpione wersjami Blipo Home U22 Special Edition, o fundament basowy dbały dwie Chupacabry a za źródło sygnału posłużył Lampizator Superkomputer z Pacific DAC-iem (burgundowa wersja Arka wzbudziła moją autentyczną zazdrość).

Na AVS nie mogło zabraknąć stałego gościa warszawskiej wystawy, czyli Gerharda Hirta, który w tym roku prezentował swój kompletny system w skład którego weszły : gramofon Transrotor La Roccia Reference z wkładką ZYX-a, phonostage Spheris, przedwzmacniacz Conquistador, monobloki Epsilon i wysokoskuteczne (94dB) kolumny Black Crane. Same kolumny posiadały jeszcze jedną, wielce pożądaną cechę, czyli odrębne zwrotnice zoptymalizowane pod kątem amplifikacji tranzystorowej, oraz lampowej. To jednak nie koniec dobrych wiadomości, otóż Gerhard, mając dość walki z wiatrakami, czyli prób dopasowania oferowanych streamerów do nieraz niezwykle „egzotycznych” serwerów NAS stosowanych przez jego Klientelę wprowadził do swojego portfolio, oferowaną wraz z aktualnymi modelami austriackich plikograjów niepozorną, opartą na procesorze i5 „kostkę” intela z preinstalowanym oprogramowaniem JRiver, czyli prawdziwym kombajnem multimedialnym i serwerem UPNP zdolnym obsłużyć praktycznie wszystkie znane ludzkości formaty audio. Prowadząc prezentację Gerhard nie ukrywał, że cała ta gonitwa za coraz gęstszymi formatami już dawno temu straciła sens, gdyż większość z oferowanych hi-resów powstała poprzez zwykły upsampling, co z resztą doskonale robią same źródła Ayona a to, co rzeczywiście jest nagrywane powyżej 24/48 czy max. 24/192 pod względem czysto muzycznym niestety średnio nadaje się do słuchania. Dlatego też ze stoickim spokojem warto eksplorować nieprzebrane zasoby spełniające kryteria „Czerwonej książeczki” Philipsa i Sony’ego.
O dość oczywistych detalach mających niewątpliwie degradujący wpływ na odbierany przez nasze uszy dźwięk wspominał również Robert Szklarz, który nie omieszkał wspomnieć o bezsensowności wstawiania nawet najwyższej klasy urządzeń do niezaadaptowanych akustycznie pomieszczeń, gdyż szanse na usłyszenie drzemiącego w zakupionym systemie potencjału są nader nikłe. Przy okazji zaprezentowano akustycznie transparentny stolik, który bez obaw można postawić pomiędzy słuchaczem a kolumnami bez obaw o to, że jego obecność negatywnie wpłynie na efekt finalny, czego o wszelakiej maści „cywilnych” meblach powiedzieć niestety nie można.

Za niezwykle miłą chwilę odpoczynku i wzbogacenie posiadanej wiedzy można było uznać pasjonującą prelekcję sławnego brytyjskiego recenzenta magazynu HiFi News – Kena Kesslera o wszystko mówiącym tytule „The LP Is Forever”. Przez ponad godzinę Ken z wielką pasją opowiadał i dokumentował konkretnymi przykładami muzycznymi zmiany jakie zachodziły na rynku fonograficznym co i rusz sięgając po fenomenalne krążki wytwórni Mobile Fidelity.

Naładowany pozytywną energią żwawo potruchtałem do Salonu Marantza na ul. Poznańską 24 na spotkanie z kolejną legendą światowego Hi-Fi – samym Kenem Ishiwatą, który dla niewielkiego grona przyjaciół i przedstawicieli prasy był uprzejmy zaprezentować nie tylko możliwości limitowanej serii Marantz KI Ruby, ale i swoją 40-letnią historię współpracy z Marantzem. Opowiadając o początkach swojej kariery, różnicach pomiędzy sposobem myślenia ekip Marantza i Philipsa, które pod koniec 1980 r. stały się niejako jednym organizmem, czy też dyskusjach prowadzonych przy definiowaniu formatu CD Ken Ishiwata nie stronił od technicznych detali różniących topowe 10-ki od KI Ruby.
Kameralna prelekcja prowadzona była m.in. przy pomocy znanych nam z premiery urządzeń Marantz 10 SERIES kolumn Q Acoustics Concept 500, które z odtwarzaczem/DAC-iem i integrą KI Ruby zaoferowały brzmienie na poziomie o jakim większość wystawców z Hotelu Radisson Blu Sobieski mogła co najwyżej pomarzyć. Po prostu było w nim dokładnie to, co być powinno – dynamika, rozdzielczość, świetne ogniskowanie źródeł pozornych, głębia sceny a przede wszystkim muzykalność i to wszystko grając pliki z notebooka. Czyżby dotyk mistrza zdziałał takie cuda?