Austriacka high-endowa manufaktura Ayon Audio wprowadza na rynek dwa przetworniki: Stealth oraz flagowy Stratos, należące do trzeciej generacji urządzeń cyfrowych tej firmy. Stealth to połączenie DACa oraz pre-ampu analogowego, z sekcją cyfrową przyjmującą również sygnał DSD przez potrójne wejście BNC i ethernetowe I2S. Osobne gniazdo I2S przeznaczone jest dla sygnału PCM oraz do podłączenia zewnętrznego napędu CD-T. Stealth oferuje możliwość wybrania jednego z kilku filtrów cyfrowych. Wyposażono go w aż trzy pary analogowych wejść RCA oraz wyjścia zbalansowane i niezbalansowane. Aby ułatwić współpracę z końcówką mocy, na tylnym panelu mamy przełączniki, zmieniające wzmocnienie sygnału (High, Low). Stealth wraz z napędem CD-T zastępuje odtwarzacz CD-5s. Natomiast Stratos to flagowy przetwornik-przedwzmacniacz ze wszystkimi opcjami Stealtha oraz z całkowicie zbalansowanym układem analogowym. Elektronikę topowego Stratosa zamkniętym w nieco większej obudowie i wyposażony w dwie pary wejść analogowych RCA, wyjścia zbalansowane i niezbalansowane, pojedynczą parę analogowych wejść XLR, wyjście RCA do nagrywania oraz przełącznik zmieniający fazę absolutną sygnału. W obydwu modelach zastosowano topowe komponenty, ultra-krótką ścieżkę sygnału, złocone ścieżki płytek, asynchroniczne wejście USB (PCM 24/192 / DSD), obydwa mają także zerowe sprzężenie zwrotne.
Stealth – 27 900 zł
Stratos – 41 900 zł
Model CS-300, a następnie jego ulepszone wersje CS-300X oraz CS-300S szturmem podbiły świat audio. Zaprojektowane i wyprodukowane przez jednego z największych żyjących projektantów audio, pana Taku Hyodo, okazał się równie fantastycznym wzmacniaczem zintegrowanym, jak i wzmacniaczem słuchawkowym. Wystarczy powiedzieć, że właśnie w tej roli wykorzystywany jest w roli referencji przez wiele redakcji specjalistycznych pism audio, jak np. „High Fidelity”
To niewielkie urządzenie wykorzystywało w stopniu końcowym popularne, szeroko dostępne lampy EL84. Choć te dostępne są w wyrafinowanych wersjach, okazało się, że można podejść do sprawy w jeszcze bardziej purystyczny, jeszcze bardziej innowacyjny sposób.
Tak narodził się nowy wzmacniacz CS-300F. Jego wygląd jest niemal identyczny, jak wcześniejszych wersji, podobnie jak wyposażenie. Do dyspozycji mamy sześć wejść liniowych, regulację siły głosu oraz balansu między kanałami, jak również (jak się okazuje doskonale przydatną przy słuchawkach i kolumnach z głośnikami szerokopasmowymi) podbicie basu o +3/+5 dB. Na przedniej ściance jest wyjście słuchawkowe, a na tylnej wszystkie wspomniane wejścia, wyjście do nagrywania oraz wyjścia głośnikowe. Te są pojedyncze, a zmiana między impedancją obciążenia – 4/6/8 Ω – dokonywana jest przełącznikiem.
Urządzenie jest malutkie, ale wyjątkowo solidnie zbudowane, z zachowaniem niezwykle cenionych technik rzemieślniczych kultywowanych w Japonii z pokolenia na pokolenie. Dotyczy to zarówno pięknej, złoconej płyty przedniej i tylnej, drewnianych elementów na bokach oraz jakości elementów wewnątrz urządzenia.
Nowy wzmacniacz korzysta jednak z zupełnie innych lamp wyjściowych, a co za tym idzie kompletnie nowego układu. Po raz pierwszy w historii audio zastosowano, właśnie w CS-300F – niezwykle wytrzymałe, charakteryzujące się bardzo niskimi zniekształceniami, lampy General Electric JAN-6197 (6CL6), zaprojektowane pierwotnie do pracy w układach liczących (logicznych), czyli – komputerach. Te konkretne modele zostały wyprodukowane dla armii amerykańskiej (JAN = Joint Army Navy US). JAN-6197 GE jest pentodą mocy z oktalowym, dziewięciopinowym cokołem. Pracujące w układzie push-pull, w klasie AB lampy dają 15 W mocy, przy zniekształceniach 0,7%.
Nowe są także lampy sterujące – to kolejne wyjątkowe lampy 17EW8 japońskiej firmy Hi-Fi, podwójna trioda małej mocy, odpowiednik lamp HCC85.
CS-300F jest więc zupełnie nowym urządzeniem, na całkowicie zmienionych lampach, ale w znajomej obudowie. Pierwsze egzemplarze właśnie są wysyłane z Japonii, a jeden z nich został w ciemno zamówiony przez redaktora naczelnego „High Fidelity”…
Dane techniczne:
Zastosowane lampy: JAN-6197 GE x 4, 17EW8 x 2
Moc wyjściowa: 2 x 15 W
Pasmo przenoszenia: 15 Hz – 100 kHz (-2 dB)
Zniekształcenia: 0,7 % (10 W)
Czułość wejściowa: 600 mV
Impedancja obciążenia – kolumny: 4/6/8 Ω (zmienna)
Impedancja obciążenia – słuchawki: 300 Ω
Pobór mocy: 82 W
Wymiary: 360 x 270 x 140 mm
Waga: 10,5 kg
Na CES 2014 Sharp zaprezentował uniwersalny odtwarzacz audio-video SA wraz z Wireless Bridge VR-WR100U – pierwszy dostępny powszechnie system z łącznością bezprzewodową WiSATM (Wireless Speaker and Audio). Uniwersalny odtwarzacz Sharp to pierwszy zestaw audio, który transmituje bezprzewodowo wysokiej jakości nieskompresowany 24-bitowy dźwięk (96kHz) oraz sygnał wideo o rozdzielczości Full HD (1080p). Uniwersalny odtwarzacz Sharp został nominowany do nagrody 2014 International CES Innovations Design and Engineering Awards Honoree w kategorii High Performance Home Audio.
„Firma Sharp, jako lider branży LCD, wielokrotnie zaskakiwała rynek nowymi, przełomowymi technologiami i produktami, teraz robi to również w dziedzinie audio, wprowadzając nowy typ produktu Hi-Fi” – mówi Jim Sanduski, Senior Vice President for Strategic Product Marketing w Sharp Electronics Marketing Company of America. „Dzięki swoim możliwościom Sharp Universal Player zrewolucjonizuje sposób, w jaki domowy sprzęt audio i zestawy kina domowego są łączone. Kombinacja bezprzewodowego nieskompresowanego sygnału audio i bezprzewodowej transmisji obrazu Full HD zapewni wyjątkową rozrywkę w każdym zakątku mieszkania” – dodaje Sanduski.
„Od urządzeń audio-video klienci oczekują wygody, łatwości obsługi i najwyższej jakości transmitowanego materiału” – komentuje Jim Venable, President of the WiSA Association. „Z dużym entuzjazmem przyjęliśmy wiadomość, że Sharp pokaże na targach CES pierwszy uniwersalny odtwarzacz audio-video z łącznością bezprzewodową WiSATM.” – dodał Venable.
Połączenia bez ograniczeń
Uniwersalny odtwarzacz audio-video Sharp może stanowić część kompletnego systemu audio-wideo zgodnego ze standardem WiSA – w takim przypadku odtwarzacz wykorzystuje wewnętrzne przekaźniki do połączenia z maks. ośmioma głośnikami systemu WiSA (dźwięk w konfiguracji do 7.1 kanałów). Odtwarzacz można również rozbudować o Sharp Wireless Bridge – VR-WR100U – zgodny z WiSATM, który połączy odtwarzacz z osobnym wzmacniaczem lub głośnikiem. Odtwarzacz obsługuje płyty SACD i CD, dyski Blu-ray i DVD. Wyposażono go w trzy wejścia HDMI, 2 porty USB oraz łącze internetowe, pozwalające wykorzystać liczne urządzenia sieciowe i przenośne.
Połącz i transmituj dźwięk i obraz na dowolną odległość
Uniwersalny odtwarzacz audio-video Sharp zbudowano w oparciu o podzespoły najwyższej jakości, tak by stworzyć nowoczesny bezprzewodowy system audio-video dla najbardziej wymagających miłośników dźwięku oraz kinomanów.
Niezawodny napęd pozwala precyzyjnie odczytywać płyty Super Audio CD, standardowe dyski DVD oraz płyty w formacie Blu-ray. Połączenie dwurdzeniowego izolowanego systemu bazowego i rozproszonej struktury obwodów drukowanych eliminuje zakłócenia pochodzące od zewnętrznych drgań i sygnałów. Nowy typ zasilacza z kondensatorami o większej stabilności i wydajnym transformatorem z rdzeniem typu R-core zapewniają wydajną pracę.
Ceny i dostępność (rynek amerykański)
SD-WH1000U
$3,999.99
Wiosna 2014
VR-WR100U
$599.99
Wiosna 2014
Cechy natury technicznej, wizualnej i public relations, jakie reprezentuje szkocki Linn, z grubsza nakreśliłem w recenzji ich topowego phonostage’a – Uphorik (link) i choć dość długo zbierałem się do zacieśnienia współpracy z polskim przedstawicielem tej manufaktury, to wspólnie z warszawskim salonem STEREO STEREO ustaliliśmy jednak dalekosiężny plan działania. Niniejszy artykuł będzie zatem początkiem realizacji ciekawego pomysłu, jakim jest prześledzenie, w niedługim czasie i w kontrolowanych, na wskroś znanych warunkach przekroju oferty ich działu analogowego, a konkretnie trzech różnych konfiguracji kultowego Sondeka LP 12 (Majik, Akurate, Klimax). Tak naprawdę fizyczna ilość kombinacji jest przeogromna – począwszy od platformy amortyzującej zwanej trampoliną, poprzez ramiona, wkładki, aż po silniki napędzające talerz itd. Dlatego przyjrzymy się trzem ww. wcieleniom, pnąc się sukcesywnie w górę cennika, aż przekroczymy zadziwiającą, jak na tak archaiczny wyrób, kwotę 100 kzł. Tym westchnieniem nieprzebranej ilości audiofilów na całym świecie, jest Linn Sondek LP 12 Klimax. Oczywiście jak to zwykle bywa, Klimax ma również wielu oponentów, ale nawet najzatwardzialsi nie odmówią mu popularności połączonej z pożądaniem. Ta wisienka na torcie tryptyku pt.”Linn Sondek” już wkrótce pojawi się na naszym portalu. Tymczasem zadanie przełamania pierwszych lodów w moich progach, otrzymała wersja Linn Sondek LP 12 Majik, z 9 calowym karbonowym modyfikowanym na potrzeby Szkotów (łożyska i przewody sygnałowe w belce) ramieniem firmy Pro-Ject i firmową wkładką Adikt MM. Całość okablowano macierzystymi przewodami Linn-a, a wzmocnieniem sygnału zajął się szwedzki preamp phono Lejonklou. Oczywiście nie odmówiłem sobie ożenku Szkotów z polską myślą techniczną – katowickiego RCMu, ale to tylko w ramach eksperymentu mającego na celu ocenę drzemiącego w tym podstawowym modelu potencjału. Jeśli ten mariaż miałby zakończyć się porażką, będzie równie ważnym doświadczeniem, potwierdzającym, iż urządzenia ze zdecydowanie innego pułapu wtajemniczenia nie zawsze stworzą coś wartego takiego mezaliansu.
Jak wspominałem przy okazji recenzowania preampa, kupując nawet podstawowy model gramofonu, a następnie pnąc się po szczeblach drabiny upgradu, zostajemy cały czas z tą samą plintą. Nie musimy też przeskakiwać kilku progów na raz, gdyż oferta jest tak skonstruowana, by każde, nawet najmniejsze ulepszenie było kompatybilne z doposażaną wersją. Ta niespotykana w czasach totalnego wyzysku dbałość o klienta, jest magnesem przyciągającym nowe rzesze fanów, którzy z czasem stają się sektą – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Trzymają się razem w enklawach różnych for internetowych, pomagając sobie nawzajem, w rozwiązywaniu napotkanych podczas eksploatacji problemów. Nikt mnie nie przekona, że jest inaczej – to jest sekta.
Linn Sondek LP 12 Majik to z pozoru nieskomplikowana, prostokąta, występująca w pięciu kolorach – dąb, wiśnia, orzech, róża, jesion – ramowa konstrukcja z litego drewna. Do testu trafiła przepięknie wyglądająca wersja cherry. Plinta jest tylko zewnętrznym nośnikiem miękko zawieszonego serca konstrukcji (subchassis) – talerza z napędem i platformą nośną ramienia. Taki sposób wygaszania szkodliwych rezonansów i wibracji (sprężyny) ma tyleż samo zwolenników, co przeciwników – u nas w tak kontrowersyjnych przypadkach mówi się, że są dwie szkoły: falenicka i otwocka. Od strony użytkowej tego gramofonu jedyne, na co mogę trochę utyskiwać to fakt, iż próby manualnej obsługi ramienia (podnoszenie po zakończonej stronie) na tak niestabilnym podłożu, wymagają dużego skupienia, które w okolicach drugiej nad ranem, nabierają niebagatelnego znaczenia, graniczącego z próbą wykonania stójki przy dwóch promilach alkoholu we krwi. Wiem, wiem, o tej porze już się śpi, ale co ja poradzę, że chęć przedłużenia dnia w połączeniu z minimalnym poziomem szumu tła, pozwala na czerpanie zdecydowanie większej przyjemności ze słuchania. Na szczęcie tylko kwestią przyzwyczajenia jest bezproblemowa korelacja słuchacz-gramofon i nie deprecjonowałbym produktu na tej podstawie. Drapak stoi na czterech malutkich gumowych nóżkach. Włącznik startu talerza usytuowano w lewym rogu górnej aluminiowej płyty, a całość okryta jest zdejmowaną jednym ruchem, przeźroczystą akrylową pokrywą. Z tylnej płaszczyzny plinty wychodzą przymocowane na stałe przewody: zasilający i interkonekty z uziemieniem. Drobnym mankamentem na tym poziomie cenowym może być sposób zmiany prędkości obrotowej odtwarzania. Aby posłuchać materiału wytłoczonego z prędkością 45 RPM, za każdym razem musimy zdjąć talerz i zastosować odpowiednią nasadkę zwiększającą średnicę rolki napędowej. Można z tym żyć, ale jeśli dojrzejemy do decyzji upgradowej, jeden telefon do dystrybutora załatwia sprawę sterowania przełącznikiem. Więcej fajerwerków wizualnych nie przewidziano. Ot prosty, ale dystyngowany jak na Szkotów przystało, kawał maszyny do drapania czarnych placków. Aby rozwiać pojawiające się na forach internetowych podejrzenia o brak umiejętnego ustawienia tak delikatnego i skomplikowanego urządzenia przez zawsze najmądrzejszego na świecie recenzenta, całość operacji pod kryptonimem „przygotowanie do testu” przeprowadzili pracownicy warszawskiego salonu Stereo Stereo. Jak coś pójdzie nie tak, ewentualne pretensje proszę kierować na ulicę W.Górskiego 9 w Warszawie. Podczas instalacji doszliśmy do wniosku, że dla uatrakcyjnienia następnej odsłony Sondek’a (Akurate), cały proces uruchamiania – włącznie z rozbieranymi zdjęciami – umieścimy w formie fotorelacji i wtedy też dokładnie opiszemy wewnętrzną budowę tego produktu. Nie będzie to co prawda tak pasjonujące, jak bezpośrednia rozmowa z przedstawicielem sklepu, ale patrząc z drugiej strony, dla niektórych możliwość przeczytania będzie wybawieniem, gdyż słowotok pana Krzyśka znacząco opóźnia moment startu talerza. Kto się uda do salonu, może sam doświadczyć niekończącej się konwersacji (przechodzącej czasem w monolog) i jako przyszły nabywca, raczej będzie z tego faktu zadowolony, gdyż wszystkie opowiadane smaczki są solą ziemi szkockiej marki Linn.
Pierwsze takty, jakie wydobyły się z głośników, były bardzo obiecujące. Co prawda stałem gdzieś z boku, ale mój konik – oddanie jakości blach zarejestrowanych na płycie, natychmiast zwrócił moją uwagę. Jednak po kolei. Poproszony o nieobowiązujący krążek do wygenerowania jakiegoś dźwięku, sięgnąłem na półkę po Keith’a Jarrett’a, w dwupłytowym koncertowym materiale „Still Live” z równie znanymi gwiazdami jazzu jak: Gary Peacock i Jack DeJohnette. Wydanie przez oficynę ECM, gwarantowało maksymalną jakość materiału źródłowego. System się odezwał, dał sygnał, że jest zdecydowany mnie oczarować, zamieniliśmy jeszcze kilka zdań i panowie udali się w drogę powrotną. Odprawiwszy gości, z niekłamanym zaciekawieniem jak wypadnie podstawowa propozycja światowej legendy w technice analogowej zasiadłem w centralnym miejscu odsłuchowym. Początek płyty to spokojne partie frontmana (Jarretta), wprowadzające słuchacza w ten fantastycznie zagrany i zrealizowany koncert. Barwny, dźwięczny, z dobrą podstawą basową fortepian, typowe dla artysty pomruki pod nosem, niezobowiązujące kaszlnięcie i wiemy co nas czeka. Mija minuta, może dwie i wchodzi reszta składu – czytelny kontrabas i bębniarz ze swoimi akcesoriami porozstawiani gdzieś na scenie. Analiza tej części utworu przynosiła same pozytywne odczucia, jednak ja czekałem na usłyszane wcześniej blachy. Może dla wielu jest to śmieszne, ale dla mnie jakość reprodukcji lekko muśniętych talerzy, mówi prawie wszystko o danym urządzeniu. Wiadomo, że należy rozpatrywać kompletny przekaz muzyczny, niestety jakiekolwiek naleciałości potocznie zwane „piaskiem” oddziałują na odbiór reszty składowych pasma akustycznego. Nie chodzi mi o ilość wysokich tonów, tylko ich rozdzielczość, które to rzeczy są często mylone. Sondek poradził sobie bez zarzutu. Muzycy umiejętnie zebrani przez stół realizatorski, wygodnie usadowili się na szerokiej, czytelnej i głębokiej scenie. Punktowe pozycjonowanie pozwalało śledzić ich każdy akord, czy zabawę z przeszkadzajkami. Tak sobie plumkali kilkanaście minut, gdy przyszedł czas na podkręcenie tempa. Nie można przecież dopuścić do znużenia publiczności. Czekałem na potknięcia w odtwarzaniu sporej nawałnicy dźwięków. Może nie był to thrash metal, ale trzech wybitnych muzyków realizujących w szybkim tempie gęsto zapisane na pięciolinii zamierzania kompozytora, bez problemu mogą upokorzyć niskich lotów zestaw. Tymczasem nic takiego nie odnotowałem, a to już jest spora zaliczka na pozytywne podsumowanie. W celu osłuchania się ze sposobem budowy obrazu muzycznego przez szkocko-szwedzki tandem, odtworzyłem sobie niezobowiązująco dwa znajdujące się w kopercie krążki. To bardzo dobre, angażujące i barwne granie. Swoboda, czytelność, nasycenie, ale jak to się ma do wartości, które mnie uwiodły przy wyborze Feickerta. Miałem pewne spostrzeżenia, jednak nie były one negatywne, tylko jawiły się jako efekt finalny zestawienia przy zakładanym budżecie. Ja gram na niskopoziomowej wkładce MC, a dostarczony model Linna, miał na pokładzie MM-kę. Dla, nawet minimalnie zorientowanego, adepta sztuki drapania winylu, ta różnica sporo wyjaśnia. Chcąc utwierdzić się w moich domysłach, ten sam koncert odtworzyłem na moim torze referencyjnym i … bingo. Uprzedzam oponentów marki z wysp brytyjskich, że nie była to miazga. Majik zagrał na tyle dobrze, na ile pozwoliły mu zastosowane komponenty. Zestaw Feickerta z Therią pokazał ile informacji zawartych na płycie zostało zagubionych podczas zbierania wibracji przez igłę wkładki gramofonowej. Pomijam już sposób prezentacji sceny od strony wirtualnej – z Feickertem muzycy zawieszeni są w trójwymiarze, a nie na płasko oddalonych od siebie planach, ale oprócz tego można lepiej we wszystkich aspektach. Przy takiej samej barwie, źródła pozorne są bardziej namacalne, dostarczając zdecydowanie większą paletę mikroinformacji o użytych instrumentach. Fortepian dźwięczniejszy, kontrabas więcej gra strunami, a perkusista jakby uderzał w lżejsze i zwiewniejsze talerze. Przy muzyce rockowej lub większości starych tłoczeń takie niuanse mogą nie doskwierać i czasem wypadną na plus dla MM-ek, uśredniając słabo zrealizowany materiał. To, co zaobserwowałem, jest typowym efektem pracy tych wkładek i przyznam się szczerze, że spodziewałem się takiego wyniku konfrontacji. Sądzę, że warszawski salon również zdawał sobie z tego sprawę (są znanymi na rynku specami od analogu), gdyż jak wspominałem wynika to ze świadomych wyborów kompilacji w zakładanym budżecie, dlatego nikt do nikogo nie powinien mieć pretensji. Ja raczej jestem mile zaskoczony, że te zaobserwowane różnice nawet przez chwilę nie przyniosły myśli o powrocie do mojego zestawienia, które notabene wprowadziłem w proces odsłuchowy jako przypomnienie wzorca. Przerzuciwszy kilkanaście czarnych płyt, nabierałem coraz większej chęci na ustalone następne spotkania ze starszymi braćmi Majik’a. Słuchałem i myślałem, gdzie te z pozoru negatywne niuanse mogą odwdzięczyć się w dwójnasób i przeczesałem płytoteką z tłoczeniami lat siedemdziesiątych. W tym seansie Majik już swobodnie brylował, gdyż nazywając do celów opisowych jego granie jako lekko „uśredniające”, znakomicie radził sobie z potknięciami realizatorów, wygładzając często chrapliwe dźwięki. Proszę mnie źle nie zrozumieć, to nie było sprowadzanie odtwarzania do postaci braku zróżnicowania nagrań, tylko umiejętne homogenizowanie dźwięku. Obecne możliwości wkładek MC pozwalają na wybranie prawie wszystkiego – nawet westchnienia masteringowca – z rowka płyty, czasem powodując odruch zdjęcia z talerza skopanego realizatorsko krążka. Tymczasem takie niby „toporniejsze” MM-ki dają szansę na czerpanie przyjemności i z kiepsko zrealizowanych, ale niosących dożo emocji pozycji płytowych. Bez większego zastanowienia, reszta tego pouczającego testu przebiegła na odkrywaniu przyjemności ze sporej grupy posiadanych placków asfaltu.
Na koniec skrobnę kilka zdań o planowanym podłączeniu Szkota do katowickiej Therii. Niestety, albo stety, dla przyszłych nabywców tej wersji gramofonu, dostarczony szwedzki phonostage Leyonklou, stworzył zdecydowanie lepszy spektakl muzyczny. Polski produkt z powodu braku wystarczającej ilości informacji pochodzących z igły penetrującej rowek płyty, wprowadził nadmierną rozdzielczość, co zakończyło się rozjaśnieniem wpadającym w szelest górnego zakresu pasma. Tymczasem wszystkie dotychczasowe próby ożenku Therii, pokazywały ją z ciemniejszej, niosącej faktor „X” strony. Ona musi dostać pełen zakres informacji do obróbki, inaczej wychodzą podobne kwiatki. Z próżnego przecież nawet Salomon nie naleje. Wygląda na to, że Szkoci zrobili dość zwiewną MM-kę, która niestety nie była w stanie zaoferować odpowiedniej ilości materiału do dalszej obróbki. Złośliwcy stwierdzą, że to porażka preampa, a prawda jest taka, iż produkt RCM-u pokazał, gdzie są oczywiste, będące pochodną konstrukcji niedomagania partnera. Ale proszę się nie przejmować, gdyż mówimy o podstawowym modelu gramofonu, który jest trzykrotnie tańszy od polskiego pre. Tymczasem Szwed synergicznie dociążał sygnał z Sondeka, dając w konsekwencji nasycenie godne dobrze zestawionego toru analogowego. Nie starał się na siłę zabić słuchacza mikroinformacjami, tylko szukał złotego środka na angażujące i barwne granie. I z tego, co udało mi się dowiedzieć, został skonstruowany w oparciu o odsłuchy z podobną wersją Sondeka, tak więc nie dziwota, że panowie z salonu przywieźli go jako synergicznie dobrany komponent, potwierdzając tym swoje kompetencje. To doświadczenie potwierdza, że przed wyjęciem karty kredytowej z portfela, warto przetestować obiekt swoich marzeń w swoim systemie. Nawet bardzo wysoka cena nie zagwarantuje pełnej satysfakcji z osiągniętego brzmienia.
Każde spotkanie z legendą, bez względu na pułap cenowy, wzbudza we mnie dreszczyk emocji. Oczywiście mam na myśli legendę wypracowywaną przez długie lata, a nie sezonowy wyskok. Marka Linn na osiągnięty splendor pracowała latami i na szczęście dla wielu posiadaczy jej urządzeń, nie odcina kuponów, tylko przez cały czas udoskonala tą archaiczną technologię odczytu dźwięku. Na podstawie tego spotkania widzimy, że już na początku zabawy w analog dostajemy wysoko stawiające poprzeczkę konkurentom urządzenie. Zaproponowana kwota nie jest mała, ale efekt finalny, jaki oferuje, jest warty każdej wydanej złotówki. Oczywiście można lepiej, jednak kupując startowy model, dostajemy sporą dawkę przyjemności, a przy chęci przeskoczenia o szczebelek wyżej, nie generujemy kosztów, tylko wymieniamy zaplanowane, doradzone przez wykwalifikowaną kadrę handlową, wnoszące największą poprawę części. I tak w miarę zasobności portfela dojdziemy do absolutu dźwiękowego, jakim jest oczko w głowie szkockiej marki – Linn Sodek LP 12 Klimax. Na świecie jest niewielu w ten sposób konstruujących swoją ofertę producentów, a jeśli już na coś podobnego się natkniemy, to nie od początku do końca w jednej obudowie. Ta fantastyczna inicjacja trzyczęściowego cyklu „Linn Sondek LP 12” rozbudziła we mnie spore pokłady ciekawości, co będzie dalej. Jeśli pozycja startowa pokazała takie umiejętności, już zacieram ręce na przyszłe spotkania.
Tekst: Jacek Pazio
Zdjęcia: Jacek Pazio & Marcin Olszewski
Ceny:
Linn Sondek LP 12 Majik – 3 050 GBP, ok. 15 250 PLN – W cenie ujęta jest instalacja (złożenie gramofonu oraz kalibracja) u klienta w domu.
Lejonklou Kinki (mk 3) – 2 400 PLN
Dystrybucja:
Linn Sondek LP 12 Majik – Linn Polska
Lejonklou Kinki (mk 3) – Stereo Stereo
Urzadzenia do testów dostarczył: Stereo Stereo
Dane techniczne:
Na system analogowy Linn Sondek LP12 w wersji wyposażenia ‘Majik’ składają się następujące elementy:
– mechanika Linn Sondek LP12
– zasilacz wewnętrzny Linn Majik PSU
– sub-chassis oraz armboard Linn Majik
– ramię gramofonowe Pro-Ject 9cc (modyfikowane)
– wkładka Linn Adikt MM z szlifem Fritz Gyger II
Nacisk: 1.5 g – 2.0 g (zalecany 1.75 g)
Zalecane obciążenie: >47 kOhm
Poziom wyjściowy: 6,5 mV
Wspornik: Aluminiowy
Waga: 7.0 g
Separacja kanałów przy 1kHz: >20dB
Wyjścia sygnałowe: 4x 1,2mm pin (złocone)
– kable sygnałowe Linn Majik T.Kable (DIN-RCA)
– podstawa Linn Solid Base
Lejonklou Kinki (mk 3)
Wymiary (SxWxG): 103x59x180 mm
Waga: 950 g
Zasilanie: 230 V~ 50 Hz
Bezpiecznik (wewnątrz obudowy): T1A
Impedancja wejściowa: 47 kΩ/80 pF
Wzmocnienie dla 1 kHz: 40 dB (102 krotne)
Impedancja wyjściowa: 300Ω/>3 kΩ
Pobór mocy: < 5 W
System wykorzystywany w teście, to kompletny zestaw firmy Combak Corporation
Elektronika Reimyo:
– dzielony odtwarzacz Cd: CDT – 777 + DAP – 999 EX
– przedwzmacniacz lampowy: CAT – 777 MK II
– tranzystorowa końcówka mocy: KAP – 777
Kolumny: Bravo Consequence+
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version
Kable głośnikowe: Harmonix HS 101-EXQ (sekcja średnio-wysokotonowa), Harmonix HS 101-SLC (sek
cja niskotonowa)
IC RCA: Harmonix HS 101-GP
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Stolik: Rogoz Audio
Akcesoria:
– antywibracyjne: stopy pod końcówkę mocy Harmonix TU 505EX, platforma antywibracyjna Acoustic Revive RST-38H
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: Dr. Feickert Analogue „Twin”
ramię: SME V
wkładka: Dynavector XX-2 MKII
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM „THERIAA”
Sharp prezentuje swoje najnowsze technologie na największych na świecie targach elektroniki użytkowej – Consumer Electronics Show 2014
Las Vegas, 7 stycznia 2014
Na tegorocznych targach CES, trwających w dniach 7 – 10 stycznia 2014, Sharp zaprezentował między innymi z całą gamą technologii wyświetlania obrazów o najwyższej rozdzielczości. Wśród nich, najnowsza generacja unikalnej technologii Quattron – Quattron Pro. Telewizory Sharp wyposażone w tę technologię pozwalają na oglądanie materiałów w najwyższej jakości – także 4K.
Wśród najnowszych rozwiązań prezentowanych przez Sharp na CES 2014 jest technologia Quattron Pro (promowana w Stanach Zjednoczonych pod nazwą Quattron+). Jest to kolejna generacja technologii czterech kolorów Quattron, która uzupełnia podstawową gamę RGB o piksel żółty. Telewizory Sharp z technologią Quattron Pro mogą wyświetlać obrazy o rozdzielczości 2,5 raza większej niż Full HD. Oznacza to, że telewizory Quattron Pro pozwalają na oglądanie materiałów – włączając te o rozdzielczości 4K – w rozdzielczości większej niż dowolny model telewizora Full HD. Dzięki temu widzowie będą w stanie korzystać z utrawysokiej rozdzielczości, zanim upowszechni się ona na dobre. Dzięki unikatowej technologii „upscalingu” (Upscaler technology) opracowanej przez firmę Sharp, która przekształca sygnały o rozdzielczości Full HD lub niższej do rozdzielczości 4K, obrazy na ekranach telewizorów Quattron Pro są ostrzejsze i bardziej wyraziste.
Telewizory Quattron Pro wyróżniają się jasnością obrazu oraz możliwości wyświetlania ponad miliarda wiernie odwzorowanych kolorów, co szczególnie widać podczas odtwarzania barwy złotej i żółtej, zielonej i niebieskiej oraz odcieni brązu. Kolory wydają się jeszcze jaśniejsze i bardziej naturalne, dzięki czemu oglądanie na przykład filmów przyrodniczych staje się wyjątkowym doświadczeniem.
Telewizory Sharp Aquos z technologią Quatton Pro będą dostępne w Europie wiosną 2014.
Na targach CES 2014 firma Sharp zaprezentowała również pełną ofertę telewizorów AQUOS na rok 2014 od Full HD do Ultra HD, obejmującą modele o rozdzielczości obrazu od 1080p do 4K Ultra HD. Telewizory te przez cały rok 2014 będą stopniowo wprowadzane do sprzedaży, tak w USA, jak i Europie. Ponadto na CES firma Sharp pokazała nowe zastosowania technologii IGZO oraz innowacyjne bezprzewodowe technologie audio.
Po raz pierwszy w Stanach Zjednoczonych firma Sharp zademonstrowała stworzony we współpracy z firmami Philips i Dolby telewizor 8K o przekątnej 85 cali, wyświetlający obrazy 3D bez konieczności stosowania okularów.
– Wszyscy chcemy zobaczyć więcej. Więcej szczegółów, większą głębię, więcej kolorów. Na CES 2014 Sharp prezentuje całą gamę technologii wyświetlania obrazu, które wyznaczają drogę do świata o wysokiej rozdzielczości – komentuje Toshiyuki Osawa – CEO i Prezes Sharp Electronics Corporation w Stanach Zjednoczonych. – Od telewizora 8K z technologią 3D niewymagającą okularów, modele z Quattron +, po technologię IGZO – Sharp demonstruje rozwiązania o wysokiej rozdzielczości, które zmieniają nasz świat dzisiaj i wyznaczają nowe trendy na przyszłość.
Piotr Guzek IMPRESARIAT serdecznie zaprasza na tegoroczny cykl prezentacji domowej aparatury audio pt. „AUDIOFIL”.
Podobnie jak w roku ubiegłym wszystkie prezentacje odbędą się w Sali Konferencyjnej „Akademia” ( na I piętrze), w Radisson Blu Hotel, 50-156 Wrocław, ul. Purkyniego 10.
W ramach całego cyklu odbędzie się siedem dwudniowych, weekendowych prezentacji, wszystkie w godzinach 12.00 -20.00, na wszystkie wstęp dla publiczności będzie nieodpłatny!
Poniżej wykaz terminów wszystkich tegorocznych spotkań:
18/19.01.
15/16.02.
01/02.03.
26/27.04.
31.05/01.06.
27/28.09.
04/05.10.
Ich gospodarzami będą:
– w styczniu RCM z Katowic – www.rcm.com.pl ,
– w lutym Audio Forte z Warszawy – www.audioforte.com.pl ,
– w marcu Audiofast z Łodzi – www.audiofast.pl ,
– w kwietniu Szemis Audio Konsultant z Warszawy – www.szemis.pl ,
– przełom maja i czerwca Wall Audio TUBE TECHNOLOGY z Freiburga – www.wallaudio.de ,
– we wrześniu Moje Audio z Wrocławia – www.mojeaudio.pl ,
– w październiku Galeria Audio z Wrocławia – www.galeriaaudio.pl .
Zgodnie z obecnymi tendencjami panującymi w świecie audio, muzyka na poszczególnych prezentacjach odtwarzana będzie z płyt winylowych, płyt cd oraz z plików wysokiej rozdzielczości.
Podobnie jak w latach ubiegłych oprócz prezentacji poszczególnych systemów, prezentacji bardzo różnych znakomitych nagrań, informować będziemy Państwa o najważniejszych wydarzeniach muzycznych organizowanych we Wrocławiu oraz w kraju.
Udział w tegorocznych „Audiofilu” potwierdzili: krajowi wydawcy płyt, realizatorzy nagrań, muzycy, krytycy muzyczni, organizatorzy koncertów/festiwali.
Podczas spotkań czynne będą stoiska płytowe z bardzo atrakcyjną ofertą. Bywalcy imprezy mogą liczyć na wiele bardzo atrakcyjnych niespodzianek!
I już na sam koniec podaję dokładny wykaz sprzętu, który zaprezentowany zostanie na pierwszym tegorocznym spotkaniu w dniach 18 – 19 stycznia br. RCM Audio zaprezentuje:
– wzmacniacze: Alluxity Pre Amp One i Power Amp One, Vitus Audio SIA-025,
– kolumny: Gauder Akustik Arcona 100,
– gramofony: Dr. Feickert Analog z Morch Dp-8, Thales TTT-C z Simplicity,
– wkładka: Miyajima,
– odtwarzacz cd: CEC CD-3N,
– kable: Furutech, Organic Audio, Argento Audio,
– stoisko płytowe – WINYL GOLDMINE – www.vinylgold.pl .
Głównym celem spotkania będzie porównanie płyt mono odtwarzanych na wkładce stereo i wkładce mono.
Informacje o „Audiofilu” umieszczane będą na:
www.piotrguzekimpresariat.pl,
www.soundrebels.com,
www.stereolife.pl,
www.pik.pl,
www.highfidelity.pl,
w piątkowym dodatku „Co jest grane” wrocławskiego wydania Gazety Wyborczej,
w Sklepie muzycznym De’Molika, W-w, ul. Kazimierza Wielkiego 65.
Serdecznie zapraszam!
If I would like to find three descriptors characterizing the well known Scottish brand Linn, then I would say immediately: modern design, advanced engineering and care for the client. And I think there is no-one to find, who would try to prove otherwise. But if somebody would like to argue with me, I will try to provide my point of view now. The external design is a masterpiece, which clearly lies within the world trend of minimalism and edgy shapes. About engineering it suffices to say, that there are other companies all over the world that copy Linn’s ideas. But for me, the most important part of this jigsaw, is their approach to the most important item in their business – the client. It is the client, who has the last word in terms of survival of a given company. And with Linn the client gets spoiled. How? Easy. When we become the owner of any Linn unit, the dealer takes the responsibility for setting everything up at the client’s home. This happens regardless of the price level of the bought device, or the distance the dealer has to travel. Of course if you do not want this service – you may negotiate. This is what I call full service.
I do not own any product from this manufacturer, but still I have much esteem for it. When you look at what this company offers, it will be a no-brainer to see, what I value most. I am talking about the analog offerings, of course. It looks monotone at first sight, as all versions of their turntables look very similar. But it is constructed in such a clever way, that buying the cheapest version, we have the opportunity to upgrade it all the way to the top version, which would also be a very nice treat for me, called Linn Klimax Sondek LP12. This one has a hefty price tag, but sometimes in life things are different and we have some cash to spare. Here we can go up the ladder, without having to think about resale value, just adding better components to the already owned turntable. Only the German company Transrotor has a similar policy, but there the line of starting points is more worked out. I always wanted to test something this Scottish manufacturer offers, but I never got to that. But lately I decided to have some more reference points, than only being covered with the aura of Hi End, so I tested the Theriaa, Phasemation, Bakoon and LAR, so I knew, I need to go further. So I went to the Warsaw shop “Stereo Stereo” and after some short discussion I left it having the phonostage Linn Uphorik stuck in my armpit.
Uphorik has the size of a typical integrated amplifier. The front is made from a thick aluminum plate, with a part milled, where a orthogonal part is placed, containing the power LED and the company logo. Below that part, there is the device name printed out. The side panels are integrated with the top part, and cover also a part of the bottom. The power switch is placed on the bottom, near the right front leg. On the bottom, there are also sets of micro switches allowing the unit to be adapted to the cartridge owned. The tested unit is universal, and can be used with both, MM and MC cartridges. The micro switches are very nicely described, so even if you lose the manual, you can still set them as desired. The tested unit was powder varnished black, with a tad of glitter, what makes the unit look very nice. The back plate houses inputs and outputs in two formats: RCA and XLR, as the unit is fully balanced. Beside those, we will find there two ground screws and an IEC power socket. Linn is quite orthodox regarding audiophile items, so I received dedicated cables from them – a power cable, looking like an ordinary computer power cord, and a signal cable for connecting to the tonearm connector and terminated with XLR plugs. I was not really happy to use those, but I promised to connect them, so I did – at the end of the test. Something interesting happened, but I will tell about that at the end.
A few discs played in the background while writing another test and I was ready to meet a representative of a company, that connected two worlds in their catalog: analog and digital products. The owner of Linn, Ivor Tiefenbrun, claims even today, that there is no better sound source than a turntable, a statement with which I fully agree, but the world has moved forward, and today there is no way around digitalized music. Unfortunately for a large group of audiophiles, he does not see a CD player as the digital sound source in his system, but after many years of testing, he decided that music from file is the way to go. However beginning the cooperation with the Warsaw shop, I wanted to listen first to some vinyl scratching offerings. So I did, listening for pleasure for over a week, until I got a feeling of guilt. Of course I used also some other Scottish product, from the island Islay, namely the whiskey Ardbeg. This is a splendid combination, I recommend you to try – vinyl and whiskey. To avoid any unfavorable comments, I will also state, that the amount of beverage consumed was absolutely moderate and did not influence the final result. It just helped to celebrate the procedure of listening to vinyl. I like to celebrate it, as I am not fond of fast-food and rather enjoy some traditional slow cuisine.
The first disc I placed on the platter of my Dr. Feickert turntable was a freshly bought Al Di Meola disc “All Your Life”, the newest production in his rich portfolio, with his versions of the Beatles songs. An interesting feat of this disc is the fact, that it was recorded an mastered in the legendary Abbey Road Studios, where also the Beatles recorded. Actually using this disc was a bit dangerous move, as I did not know the phonostage yet, neither how the disc is mastered. So I moved a little in the dark, but it was a good experience, as I was listening without any backload of previous experience and thus I could make my assessment of the system quite objectively. There is a saying, that you can only make a first impression once, and I must confess, that the Linn did it very well. I was a bit afraid of the hearsay opinions telling, that the upper frequency range will be matte and the bass boxy, as a result of using switching power supply by the brand. What I got was a very energetic and breathing sound. The guitar virtuoso supported by the second guitar, drums and percussion and strings was shown on a broad and quite deep stage. This depth was a little confusing for me at first, but the subsequent disc I played helped me to realize, what was going on. Despite the little shallow, I thought, perspective, the gradation of the planes was very visible, starting at the line of the loudspeakers. It was just like sitting in the front row in a concert hall. Due to that all musicians were perfectly cut from the background and had lots of space around them, what eased their localization in the virtual space. I listened with real pleasure, but I could not get around this issue of stage depth, so I took one disc from my collection I know forward and back, “Still Live” Keith Jarret Trio.
I really know this disc well, and I know, that it can be a real burden for a phono preamplifier. I listened to it in my system in many combinations of different audio components, also in other systems, so it does not have any secrets for me. Fortunately – because I do not like to find any shortcomings even in things I do not like, and Linn is one of my analog favorites – the stage depth returned to normal. One piece, second one, third one – everything was clear. This disc and the previous one, come from good labels, but they differ in the way they are mastered. The material was on a similar level regarding timbre and readability, but the virtual stage was reproduced differently. At ECM one man has the final word, for years the same person – Manfred Eicher, this is why most recordings they do sound very similar. Abbey Road Studios are different, and they have a different view on things. This shows clearly, that you have to know the music recorded on the discs used for testing very well, as while both albums were recorded splendidly, there were differences in the way space is reproduced between the loudspeakers. Not knowing those quirks may negatively influence the review and hurt a product. Anyway, I still count this whole issue as an asset for the tested piece of machinery. Because when I listened to the second disc I looked at other, important aspects of the Uphorik. Theoretically there was nothing to brag about, but after thorough analysis, I noticed, that there is a bit too little warmth, which should be present in an ideally combined analog system. To make it clear: this was not a heartless sound, but a little too even for an analog source. There was a nice contour, readability, when needed some sparkling in the high frequencies, maybe only a bit too little color. I listened and listened and tried to find out what is going on. I think this can be related to the deck I am using. This is a massloader with a quite edgy sounding cartridge, while Linn manufactures spring suspended turntables. Such a suspension has a significant impact on the final sound coming from the vibrating diamond. Of course this linear sound did not disqualify the phonostage in any way. It may be even an asset for the buyers searching for neutrality in their systems, or trying to tame down some oversaturated systems. It really depends on the musical taste of the seasoned audiophile.
Finally I will return to the company cables. Linn consistently urges to use their own products, telling that their systems fare best with those. They are so convinced of that, that the placement of the sockets prohibits the use of overly beefy cables. All cables, loudspeaker, interconnect or power, look like Chinese manufactured cheap wires, which would only mean trouble. However, much to my surprise, the black computer type power cable fared better than my top Harmonix cord. I consulted this fact with the representatives of Linn from the “Stereo Stereo” shop, telling them “Your engineers broke the device, good power cables seems to hurt it”. Like I wrote before I used the company provided cables, but trying to find a recipe for the missing warmth in the sound, I tried any audio-voodoo trick I knew. All turned out to be unfavorable. According to Linn engineers their products are absolutely resistant to any changes, but in my opinion, using the Japanese interconnects resulted in moving the sound in the desired direction of a warmer sound. Unfortunately at the same time, most of the assets of the tested preamplifier disappeared. The sound got thicker, but at the same time less lively and free. The losses were much greater than the wins, and the timbre aspect did not interfere with listening pleasure, it was just a hunch. So I left the cables as they were and did not look at the back plate of the device any longer.
Looking at this test from a perspective, a few days later, I am very pleased to recall the adventure with the Uphorik, which showed, that all banter about switching power supplies is just to make hype. I do not know, how this is in other cases, but in the tested device, this does not have any negative influence at all. The phonostage sounded on a very high level. When somebody has issues with a too dense sound, or searches for a linear playing preamplifier, then such a person should try the Scottish way of dealing with analog discs. And for soft suspended turntables, probably this product is simply a missing piece of your system.
Jacek Pazio
Distributor: Linn Polska
Delivered by: Stereo Stereo
Price: 11900 PLN
Technical Details:
Supported Cartridges: MC / MM;
Input Connectors: MM – MM – 1 x L/R pair RCA and 1 x L/R pair XLR; MC – 1 x L/R pair RCA and 1 x L/R pair XLR;
Input Impedance: 10 Ω (MC) / 47 kΩ (MM)
Gain: MM – +44 dB / +48 dB @ 1 kHz; MC – +54 dB / +64 dB @ 1 kHz
Adjustable impedance: MM – 51 kΩ, 49 kΩ , 47 kΩ, 45 kΩ; MC (low): 31 Ω, 37 Ω, 42 Ω, 53 Ω, 70 Ω, 100 Ω, 170 Ω; MC (high): 580 Ω, 670 Ω, 810 Ω, 1 kΩ
Adjustable capacitance: MM – 68 pF, 105 pF, 135 pF, 175 pF, 215 pF, 255 pF, 285 pF, 325 pF; MC – 470 pF, 1 nF, 1.5 nF, 2 nF
Line Outputs: RCA pair ( max.6 V RMS, 8.5 V Peak, +15.6 dBv; 300 Ω); XLR pair (max. 12 V RMS, 17 V Peak, +21.6 dBv; 600 Ω)
THD+N: >0.015 % MM -44 dBv; >0.015 % MC -64 dBv
Signal to Noise Ratio: >105 dB
RIAA Tracking: +/- 0.2 dB (20 – 20 kHz)
Frequency Response: 2.5 Hz to 40 kHz (-3 dB)
Mains Input voltage (auto-sensing): 100 – 120 V; 220 – 240 V
Product Dimensions H x W x D: 91 x 380 x 380 mm
Product Weight: 4.4. kg
The system used in the test, a complete set of Combak Corporation.
Electronics Reimyo:
– Separate DAC + CD player: CDT – 777 + DAP – 999 EX
– Tube preamp: CAT – 777 MK II
– Solid state power amp: KAP – 777
Speakers: Bravo Consequence +
Power cables: Harmonix X-DC-350M2R Improved Version
Speaker Cables: Harmonix HS 101-EXQ (mid-high section); Harmonix HS-101 SLC (Section woofer)
IC RCA Harmonix HS 101-GP
Digital IC: Harmonix HS 102
Table: Rogoz Audio
Accessories: Antivibration stand for the power amp by Harmonix TU-505EX MK2, Harmonix Enacom improved for AC 100-240V; Harmonix Tuning Room Mini Disk RFA-80i
Analog stage:
– Turntable:
drive: Dr. Feickert Analogue „Twin”
arm: SME V
cartridge: Dynavector XX-2 MK II
– Phonostage: RCM „THERIAA”
Biorąc pod uwagę, że akurat tej zimy mamy za oknami całkiem znośną wiosnę nie zdziwiłbym się, gdyby za tydzień, góra dwa w sieci nie zaczęły pojawiać się anonse o wszelakiej maści piknikach a w przydomowych ogródkach rozstawiono pierwsze grille. Dodając do tego wszechobecne na drogach dwuślady i to poczynając od plastikowych turladełek a kończąc na wielko litrażowych, ociekających chromem smokach estetyka, w jakiej utrzymana jest EP-ka „Southern Soul” Rebeliantów wydaje się całkiem na czasie.
Ten powstały w 2012 r. i grający southern rocka zespół swoje inspiracje czerpie z dorobku takich legend, jak Lynyrd Skynyrd, The Allman Brothers Band, Blackfoot czy Outlaws. Prosty, grany od serca rock z domieszką country idealnie nadaje się nie tylko na długie trasy do samochodu, ale i mniej lub bardziej familijne imprezy plenerowe. Jak przyznaje ekipa Rebeliantów, ich „muzyka najlepiej wypada na dużych plenerowych koncertach, gdzie w pełni można docenić rasowe brzmienie przesterowanych gitar, potężnego basu i mocno grającego serca perkusji.” Dla tego też może lepiej uzbroić się w cierpliwość, załapać się na jakiś okraszony ich muzyką piknik i dopiero wtedy oceniać? Mi jednak przypadł obowiązek wyrażenia opinii jedynie na podstawie srebrnego krążka, co też niniejszym czynię.
Na pełnowymiarowy album przyjdzie nam pewnie jeszcze trochę poczekać, więc przynajmniej na razie warto rzucić uchem, jak wygląda przeprowadzona w 5 utworach autopromocja zespołu. Trudno od tego typu muzyki oczekiwać odkrywczości i nowatorskiego podejścia do tematu, w związku z czym bez problemu można odnaleźć np. w „Płomieniu” podobieństwo kilku elementów artystycznego wyrazu do „Gdybyś kochał hej” Brekautu z Mirą Kubasińską. Pozostałe utwory aż tak jednoznacznych skojarzeń nie nasuwają a całość z łatwością przyswaja się od przysłowiowego pierwszego odsłuchu. Niezaprzeczalnym atutem mini albumu są polskie teksty, motoryka i pulsujący rytm niepozwalający spokojnie usiedzieć w miejscu.
Od strony czysto wykonawczej, jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do wokalu. Niestety Michał Borowiec, tak wychwalany na stronie zespołu, preferuje dość oszczędny, asekuracyjny styl, co moim zdaniem trochę hamuje potencjał drzemiący w warstwie instrumentalnej. Aż się prosi, żeby wokalista wydarł się na full a nie tylko na pół gwizdka i po prostu pociągnął dłużej, mocniej, wyżej. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że taki np. Johnny Gioeli pojawia się raz na X lat, ale może warto spróbować i dodać trochę szaleństwa do technicznej poprawności?
To jednak marudzenie zblazowanego audiofila, bo prawdę powiedziawszy siedząc w upalne popołudnie przy soczystym steku i litrowym kuflu bursztynowej ambrozji, mając taką muzykę w tle byłbym po prostu zachwycony.
Marcin Olszewski
Utwory:
1. Paranoja.
2. Ostatni Świat
3. Droga 88
4. Płomień
5. Imaginacje
Skład zespołu:
Michał „Mały” Borowiec – wokal
Darek ” Goryś” Gorczyński – gitara
Jarek „Chudy” Hermanowicz – gitara
Grzegorz „Pauza” Woźniak – perkusja
Bodzio „Boczek” Chojnowski – bas
Bogdan „Bobesz” Mróz – harmonika, wokal
Czy muzyka kontemplacyjna i relaksacyjna musi kojarzyć się z tym, co dobiega z głośników w poczekalniach u dentysty, czy też w hotelowych windach? Okazuje się, że nie. Jako przykład niech posłuży „We were so wrong” – najnowsze wydawnictwo formacji Besides. Potwierdza to sam zespół twierdząc, że jest to album, na którym utwory „układają się w jedną wielką podróż nostalgiczno – emocjonalną, pozwalają uwolnić wyobraźnie i odpłynąć „gdzieś poza codzienność”.” Jest w tym sporo prawdy, gdyż słuchanie wyrwanych z kontekstu, pozbawionych pozostałych kompozycji utworów daje jedynie namiastkę, ledwo przedsmak całości. Jeden warunek – Besides warto słuchać głośno, żadne tam plumkanie w tle przy codziennej krzątaninie, czy porannej prasówce. Oczywiście tak też da się słuchać, ale w ten sposób tracimy, niejako na własne życzenie, większą część warstwy emocjonalnej. Dźwięk staje się płaski, mało angażujący i generalnie rzecz ujmując bardzo nijaki. Za to po przekręceniu pokrętła głośności przed słuchaczem roztaczają się nostalgiczne i melancholijne muzyczne pejzaże podkreślone nie tylko iście progresywno-post rockową warstwą gitarowych riffów, ale i przepięknymi ilustracjami znajdującymi się na rozkładanej wkładce.
Zacznijmy jednak od początku. „We were so wrong” to pierwsze pełnowymiarowe wydawnictwo Besides i to w dodatku niemalże w całości nagrane na tzw. „setkę”. Takie oldschoolowe podejście do tematu bardzo mnie cieszy, gdyż pomimo na wskroś nowoczesnego repertuaru muzycy zdecydowali się czerpać z przeszłości, to co najlepsze – czyli autentyzm oparty na posiadanych umiejętnościach. Nie ma w ich muzyce żadnej sztuczności, wszechobecnego w kulturze masowej plastiku i składanych z gotowych sampli „tłustych bitów” dedykowanych bezmyślnej tłuszczy. Jest za to w każdym utworze skupienie, spokój i stopniowo narastające emocje wybuchające kakofoniczną eksplozją. Większość bardziej obeznanych z polskim post-rockiem słuchaczy z pewnością będzie poszukiwać analogii do posiadającego już ugruntowaną pozycję Tides From Nebula, jednak fani Riverside, czy nawet Dream Theater tez nie powinni przejść obok twórczości Besides obojętnie. Osobiście do powyższej listy, po kilkunastu odsłuchach dorzuciłbym jeszcze Moby’ego – a to z powodu jakiegoś podskórnego smutku, który całe szczęście jest przyczynkiem działań na wskroś kreatywnych. Brzmienie gitar praktycznie w każdej kompozycji przechodzi od eteryczno – rozmytych dźwiękowych plam do ostro zarysowanych, surowych progresywnych i szorstkich brył. W dodatku brak partii wokalnych (album jest wyłącznie instrumentalny) pozwala dokładnie śledzić zachodzące zmiany nastroju, ewolucję poszczególnych fraz.
Pomimo sporego podobieństwa poszczególnych utworów nie sposób zarzucić „We were so wrong” monotonii, czy jednostajności. Chodzi raczej o spójność, narzuconą przez samą ideę ilustracyjnego koncept-albumu homogeniczność.
Od strony realizatorskiej jest dobrze, jeśli nie bardzo dobrze. Tam gdzie trzeba jest eteryczno – impresjonistycznie, by za chwilę głębia ostrości i ogniskowanie źródeł pozornych na scenie wróciło do bardziej stabilnej postaci. Obecna szorstkość i chropowatość partii gitarowych nie wynika z błędów poczynionych w procesie realizacji, lecz jest świadomym i zamierzonym środkiem artystycznego wyrazu, co podkreśla łączącą Besides z rockowymi korzeniami więź. Ponadto, tak jak już zdążyłem wspomnieć we wstępie – przy cichym odsłuchu traci się naprawdę sporo rozdzielczości i obecnych w materiale niuansów, więc jeśli tylko jest taka możliwość „We were so wrong” warto posłuchać przynajmniej na średniej głośności.
Reasumując – bardzo udany debiut.
Marcin Olszewski
Skład:
Paweł Kazimierczak – gitara
Piotr Świąder Kruszyński – gitara
Artur Łebecki – gitara basowa
Bartek Urbańczyk – Perkusja
Justyna Gurbisz – wizualizacje
Współpraca koncertowa:
Jakub Forycki – merch
Antek Dadak – światło i dźwięk
Ogólnopolski Konkurs Fotografii Muzycznej
Stowarzyszenie Sztuka Teatr we współpracy z MPC i Polskim Radiem Katowice zapraszają wszystkich fotografujących do wzięcia udziału w Ogólnopolskim Konkursie promującym sztukę fotografii i koncerty muzyczne. Tematem jest szeroko pojęta fotografia koncertowa.
Konkurs jest związany z odbywającym się w dniach 18-23 lutego 2014 w Bielsku-Białej już po raz szesnasty festiwalem LOTOS Jazz Festiwal Bielska Zadymka Jazzowa, a akredytacja fotograficzna na cały tegoroczny festiwal jest główną nagrodą, jaką otrzyma autor zwycięskiego zdjęcia. Upominki – wyróżnienia ufunduje firma Encore Seven, polski producent unikalnych wzmacniaczy lampowych Egg-Shell.
Fotografie można zgłaszać od 1 do 31 stycznia 2014 roku on-line poprzez stronę konkursową dostępną pod adresem: www.mpcontest.encore7.com. Każdy z uczestników może nadesłać jedno zdjęcie.
Wyboru najlepszej fotografii oraz wyróżnień dokona Jury w składzie:
• Janusz Różański (Przewodniczący) – malarz, grafik, fotograf, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, od wielu lat związany z Radiem Katowice; projektuje wydawnictwa muzyczne, w tym Złote i Platynowe Płyty; podczas 15 edycji Zadymki Jazzowej prezentował autorską wystawę fotografii jazzowej „3xJazz – listen, seel & feel”
• Pavel Korbut – fotograf rosyjski, specjalizujący się w portretowaniu muzyków jazzowych; wielokrotnie nagradzany, w tym od Jazz Journalists Association za zdjęcia Chicka Coreę otrzymał nagrodę „Fotografii Roku” w konkursie „Jazz Awards 2012”; współpracuje z wieloma mediami, jak Izvestia, Moscow News, JAZZ.RU czy Washington Post i New York Times
• Marek Lazarski – fotograf na stałe mieszkający w Kanadzie; jego zdjęcia ukazują się w książkach, magazynach na stronach internetowych czy na wydawnictwach muzycznych; Publikacje: Jazz Times Magazine, Diapazon, CODA Magazine, Guelph Jazz Festival
• Krzysztof Grabowski – pomysłodawca konkursu, założyciel MPC; fotograf freelancer zajmujący się głównie reportażem z wydarzeń muzycznych, podróży i innych; na stałe współpracuje z portalem Jazzarium
Wszyscy jurorzy są związani z grupą MPC – Music Photographers Collective. MPC powstało by prezentować w Internecie dobrą fotografię muzyczną, w artystyczny sposób ukazującą emocje muzyków i atmosferę panującą podczas występów na żywo przed publicznością.
www.zadymka.pl
www.radio.katowice.pl
www.mpcontest.encore7.com
www.encore7.com
www.jazzforum.com.pl
Najnowsze komentarze