Opinia 1
Jak zataczająca szerokie kręgi w sporej części Europy „wieść gminna” niesie, tytułowa marka z Italii jest znanym od wielu lat producentem okablowania. I to nie byle jakim, tylko z uwagi na okres działalności przez wielu uważanym za mainstream. Na tyle rozpoznawalnym nawet na naszym rynku, że już po pierwszej unboxingowej zajawce o pojawieniu się polskiego dystrybutora wielu znajomych zdawało mi relacje z niegdysiejszych spotkań z ofertą spod tego znaku towarowego. A najciekawsze jest to, że wszystkie miały pozytywny wydźwięk, co potwierdził ostatnio przeprowadzony przez nas test kabla sygnałowego. Dlatego idąc za ciosem nie czekaliśmy zbyt długo i zadbaliśmy, aby na redakcyjnym tapecie wylądował kolejny produkt tej marki. Co tym razem trafiło w nasze ręce? Otóż po udanym debiucie sygnałówki RCA Top Silver w kolejnym podejściu zmierzymy się kablem kolumnowym, czyli dostarczonym przez warszawskiego dystrybutora SoundAlchemy HiDiamond Speaker Top Silver.
Z tego co udało mi się dowiedzieć, nasz bohater jako przewodnik wykorzystuje wysokiej jakości miedź wykonaną w autorskiej technologii UP-4VRC (Ultra Pure Single Cristal Copper). Taki rodzaj przewodnika według producenta zapewnia rewolucyjną redukcję indukcyjności, rezystancji i pojemności. Każda wiązka sygnału składa się z 6 skręconych żył o przekroju 2.5 mm² każda, co w stosunku do niższych serii znacząco zwiększa powierzchnię przewodzenia i tym samym poprawia balans tonalny w całym przekroju przekazywanych częstotliwości. W tym miejscu procesu produkcyjnego bardzo istotna jest także technologia skręcania przewodnika, która eliminując zniekształcenia, poprawia jakość potężnego, w pełni kontrolowanego basu, oferuje żywą średnicę oraz pełne ekspresji, jednak bez efektu natarczywości najwyższe rejestry. Ostatnią informacją jaką udało się znaleźć w sieci, to zastosowanie do zabezpieczenia sygnału znacznie trwalszego do teflonu i przez to skuteczniej minimalizującego zniekształcenia izolatora XLPE. W wersji testowej tytułowe kable głośnikowe zostały wyposażone w rozporowe wtyki bananowe. Tak prezentujące się przewody do rąk klienta trafiają w estetycznych, czarnych, kartonowych pudełkach wyłożonych jasnym połyskującym materiałem, a w ramach zabezpieczenia przed nabyciem coraz częściej spotykanych podróbek opatrzone są dodatkowo stosownym certyfikatem.
Gdy wpiąłem rzeczony kabel głośnikowy w swój tor, jedno było pewne, w kwestii podania muzyki stawiał na dobrze rozumiany drive. Mocne zejście w pełni kontrolowanego dolnego zakresu, dobrze osadzony w masie, ale nieco podkręcony w wyższych partiach środek oraz otwarta, pełna werwy góra sprawiały, że w dobrym znaczeniu słowa podczas słuchania muzyki moje tętno nawet na moment nie próbowało zwolnić. Ale żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie była to męcząca nachalność projekcji, tylko ogólny, skądinąd bardzo podobny do kabla sygnałowego, sposób na muzykę, co osobiście odbierałem jako fajną, bo pełną życia jej interpretację. Naturalnie efektem ubocznym było mocniejsze stawianie na atak i szybkość kreowania wirtualnego świata, aniżeli na długość i słodycz wybrzmień. Jednakże jak wspominałem, to nie było żadne potknięcie, tylko jak wynika z akapitu o budowie kabla, udana realizacja konstrukcyjnych założeń, czyli zastosowania przewodnika wykonanego na bazie autorskiej technologii UP-4VRC, sposobu finalnego uformowania przebiegu żył sygnałowych oraz wykorzystania jako izolatora specjalnej odmiany tworzywa sztucznego XLPE. Zamierzeniem producenta było pokazanie muzyki w estetyce pełnego wigoru życia oraz nieprzebranymi pokładami werwy i taką projekcję uzyskałem podczas sesji testowej. I to praktycznie od startu. Co prawda na samym początku odczuwałem efekt mocnego otwarcia się dźwięku balansującego na granicy dobrego smaku, ale gdy system się „ułożył”, wspomniany temat nadinterpretacji odszedł w niepamięć.
I to bez najmniejszego problemu, bowiem jakiekolwiek problemy w tym temacie natychmiast pokazałaby twórczość metalowej grupy Megadeth z płytą „The Sick, The Dying… And The Dead” w roli głównej. To karkołomne, ale dlatego dla wielu znakomite granie, które w przypadku zbytniej ostrości wizualizowania ponad plan muzyków skończyłoby się co najmniej bólem uszu. Tymczasem podczas długiej, bo zaliczającej pełny zestaw utworów sesji niczego takiego nie zaznałem. Owszem, nieco podniesiony tonalnie środek pasma był żywszy i bardziej ekspresyjny, niż mam na co dzień, jednak dobre osadzenie muzyki w masie tak zakresu basowego, jak i niskiej średnicy kierowało moje spostrzeżenia raczej w stronę odbioru takiej prezentacji jako bardziej wymownej w kwestii drapieżności, niż niechcianej nadpobudliwości. Było ostro, szybko i z wykopem, czyli w punkt tego rodzaju muzy. A, że raczej udanie, a nie boleśnie inaczej w temacie płynności centrum pasma od codziennego punktu odniesienia, to tylko potwierdzało, że producent nie tylko wiedział, co chce stworzyć, ale tego dokonał.
W podobnym duchu wpadła muzyka jazzowa. W tej roli wystąpił najnowszy krążek Johna Taylora „Tramonto”. Jak można się spodziewać, to muzyka z tak zwanej innej beczki niż poprzednia płyta. Raczej zmuszająca słuchacza do chwili zadumy niż do walki z rockową materią, co w pierwszym odruchu myślowym sugerowało, iż testowy romans z kablem HiDiamond może nie wyjść jej na dobre. Wspominałem, że jego walorami był atak i otwartość, nie siłowe upięknianie dźwięku, co w przypadku odtwarzania typowego jazzowego trio mogło wypaść różnie. Jak zatem wypadło? Oczywiście potwierdzająco moje przewidywania, że lżej i mniej soczyście, przez co oszczędniej w aspekcie płynności i efektu rozwibrowania najdrobniejszych alikwot czy to fortepianu, czy kontrabasu. Ale gdy zaliczyłem kilku-utworowy proces akomodacji słuchu i w konsekwencji wyzbycie się przyzwyczajeń do brzmienia mojej codziennej konfiguracji, zrozumiałem, że to kolejny raz wynik realizacji zamierzeń powoływania do życia tej serii okablowania. Płyta zabrzmiała delikatnie jaśniej, przez to swobodniej i z wyraźną kreską rysującą poszczególne byty, ale nadal była dobrze osadzona w masie i opatrzona stosowna dawka energii. A, że lubię, gdy na wirtualnej scenie dużo się dzieje, kolejny raz ani razu nie złapawszy muzyki na potknięciu rozumianym jako nadmierna ostrość prezentacji, także tę sesję muzyczną bez naciągania faktów zaliczam do udanych. Podobnie do materiału rockowego z puli raczej żywych niż na siłę czarujących, jednak udanych. Gdybym miał wybierać przesłodzenie vs otwartość i swoboda HiDiamond, natychmiast wybrałbym włoski sound. Dlaczego? Bo jak wspomniałem, zawsze coś w muzyce się dzieje, co zazwyczaj wręcz zmusza słuchacza do przesłuchania kolejnej płyty. Niestety nadmierne piękno zazwyczaj szybko mnie usypia, a to prosta droga do znudzenia się tym hobby.
Gdzie widziałbym tytułowy kabel głośnikowy z Italii? Po pierwsze w systemach cierpiących na nadwagę i ospałość. W dobrym znaczeniu kopniak energią i szybkością narastania sygnału podrasowane otwartością wyższej średnicy sprawią, że system automatycznie wstanie z kolan. Drugą propozycją są układanki oscylujące w okolicach neutralności. Te także dostaną zastrzyk emocji, ale gdy są dobrze zestawione, HiDiamond Speaker Top Silver nie powinien spowodować przekroczenia przez nie dobrego smaku w kwestii wyrazistości projekcji muzyki. Będzie ostro, jednak ze smakiem. Jak można się domyślić, niewskazane jest łączenie włoskiego produktu z konglomeratem z syndromem ADHD. W moim odczuciu to będzie działanie karkołomne. Naturalnie znając życie taki ruch może być dla kogoś także czymś fajnym, ale sądzę, iż będą to wyjątki potwierdzające regułę. Abstrahując jednak od wszystkiego jedno mogę z ręką na sercu powiedzieć, tytułowy kabel to bezapelacyjny zastrzyk emocji. A jeśli tak, moim zdaniem jest warty grzechu zwanym próbą na własnym podwórku.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME
– kabel USB: ZenSati Silenzio
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, Synergistic Research Galileo SX AC, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Opinia 2
Tym razem, znaczy się w ramach dzisiejszego spotkania pochylimy się nad tak istotnymi w życiu statystycznego konsumenta, w tym również audiofila, kwestiami jak wartość postrzegana, znaczenie umownego „miejsca urodzenia”, czy też podprogowa skuteczność nomenklatury. Brzmi poważnie? Proszę się zbytnio tym nie przejmować, gdyż nie będzie to czysto akademicki wywód o mechanizmach kierujących popytem w ujęciu behawioralno – marketingowym a jedynie niezobowiązujące obserwacje poczynione w trakcie standardowych testów, do których skłoniły mnie dostarczone przez stołeczną ekipę SoundAlchemy przewody głośnikowe HiDiamond Speaker Top Silver. Powód? Dość oczywisty i niekoniecznie odwołujący się do mojej niezbyt filozoficznej natury. Mamy bowiem do czynienia z włoskim, a więc już na starcie ustawiającym odpowiednią perspektywę wyrobem. W dodatku tak nazwa – Top Silver, jak i srebrzysta i co tu dużo mówić niewątpliwie atrakcyjna aparycja, nader skutecznie budują poczucie ekskluzywności a tym samym celowanie przede wszystkim w majętniejszą, stricte high-endową klientelę. Tymczasem wystarczy zerknąć tak w kartę produktową, jak i cennik, by zrozumieć, iż to wszystko łechcące nasze zmysły pozory i zarazem świetna zagrywka marketingowa, gdyż tytułowe przewody po pierwsze wykonano z miedzi a po drugie pułap cenowy na jakim operują śmiało można określić mianem zdroworozsądkowej średniej półki. Jeśli zatem zastanawiacie się Państwo co potrafią te zaskakująco udanie sprawiające wrażenie szlachetniej urodzonych przewody nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić Was na ciąg dalszy.
Zgodnie z tradycją i firmową nomenklaturą tytułowe przewody pokrywa atrakcyjna srebrzysta, syntetyczna plecionka i na tym sugerowana srebrność się kończy, gdyż sygnał biegnie w nich po miedzi. Każdy z przewodów uzbrojono w eleganckie wtyki czarne cylindry splitterów z firmowym logotypem, oznaczeniem modelu i oczywiście wskaźnikiem prawidłowej kierunkowości. Jeśli chodzi o budowę, to każdy z przebiegów składa się z sześciu, skręconych ze sobą przewodników z ultra-czystej monokrystalicznej miedzi (Ultra Pure Single Crystal Copper©) poddawanej procesowi 4VRC – „czterokrotnej rekrystalizacji miedzi w próżni” (Four Times Vacuum Re‑Crystallization) o przekroju 2,5 mm² (każdy) w izolacji z usieciowanego polietylenu XLPE. Dostarczona na testy parka wyposażona była w rozporowe banany, które zgodnie z materiałami promocyjnymi „to autorskie złącza pokrywane rodem, osadzone w karbonowych obudowach poddanych obróbce NFC”. Czyli Carbon Fiber Housing. Niemniej jednak same, wykorzystane w HiDiamondach wtyki może i wyglądają atrakcyjnie, to ich wydawać by się mogło natywna cecha, czyli rozporowość, jest czysto iluzoryczna, czyli stabilność w terminalach tak kolumn, jak i wzmacniaczy, o blokowaniu nawet nie wspominając, jest najdelikatniej mówiąc symboliczna i czysto iluzoryczna. Na co pozwalam sobie zwrócić uwagę, gdyż po prostu podczas ich użytkowania warto od czasu do czasu profilaktycznie zerknąć, czy któryś po prostu z gniazda się przypadkiem nie wysuwa.
Podobnie do goszczących zaledwie kilka tygodni temu łączówek RCA również i głośnikowe Top Silvery niespecjalnie czują się w obowiązku jakość specjalnie ukrywać swoją obecność w systemie. Czyli śmiało można uznać, iż ich pojawienie się w większości systemów powinno być wyraźnie słyszalne, co niejako już na starcie staje w opozycji do nomen, omen dość irracjonalnych opinii, jakoby kable nie grały. Te jednak grają i jakby tego było mało grają po swojemu stawiając na odświeżającą rześkość i chrupkość prezentacji szczególnie pożądaną przez odbiorców gustujących w wieczorno-nocnych sesjach odsłuchowych prowadzonych zazwyczaj na dość cywilizowanych poziomach głośności. A z Top Silverami w torze nawet przy skromnych dawkach decybeli słychać będzie praktycznie wszystko i w dodatku bardzo wyraźnie. Przykładowo wspomniana rześkość świetnie podkreśliła eteryczny wokal Heather Nova na „Pearl” z jednoczesnym zachowaniem tak rozwibrowanej słodyczy akustycznych, jak i chropawej zadziorności elektrycznych, towarzyszących jej gitar, czy dyskretnie prowadzonych w tle orkiestracji. Generalnie wypadałoby uznać HiDiamondy za mistrzów budowania hektarów przestrzeni i to raczej w głąb sceny, choć i w domenie szerokości radzą sobie świetnie. Z nimi w torze nawet odsłuch w niewielkim pokoju może przenieść nas nie tylko do wnętrza sali koncertowej o imponującej kubaturze, lecz przede wszystkim uwolnić od poczucia ściśnięcia, kompresji rozgrywającego się przed nami spektaklu muzycznego. Nie wierzycie? No to polecam sięgnięcie po „Misa Criolla” w wykonaniu nieodżałowanej Mercedes Sosy i wszystko powinno stać się jasne. Najwyższej próby swoboda, rozmach, lecz jednocześnie bez „pompowania” źródeł pozornych i męczącej na dłuższą metę gigantomanii, czy też sztucznym epatowaniem basem w momencie, gdy go de facto w nagraniu nie ma, bądź jest li tylko dyskretnie przemycany dla zachowania równowagi tonalnej operujących w wyższych rejestrach chórzystów.
A jak z repertuarem, gdzie pewne dociążenie i dosaturowanie może się przydać? Cóż, nie będę owijał w bawełnę, tylko uczciwie przyznam, iż na „Detestation” G.I.S.M. z Top Silverami w torze nie ma co liczyć na nawet śladową litość czy empatię. O nie. Tu dostajemy żywy ogień, plucie jadem i iście obłąkańcze wokalizy rodem z japońskich „b”, bądź nawet „c” – klasowych horrorów. O ile jednak esteci mogą kręcić nosem, to ortodoksyjni fani gatunku powinni byś wniebowzięci, gdyż jakiekolwiek złagodzenie bądź uplastycznienie przekazu byłoby dla nich ewidentnym odejściem od w pełni zamierzonej garażowej siermiężności. Co ciekawe na nie tyle znośnie, co po prostu dobrze zrealizowanym łomocie w stylu „The Hell We Create” Fit For A King nie odnotowałem jakichkolwiek tendencji włoskich przewodów do nadinterpretacji zawartej w reprodukowanym materiale agresji i ofensywności. I choć podwójna stopa i szarpnięcia basu nie miały takiego wypełnienia i energii jak stanowiące punkt odniesienia WK Audio, to śmiem twierdzić, iż posiadacze niewielkich podłogówek, czy też podstawkowych monitorów mogliby nawet tego faktu nie odnotować, gdyż ich kolumny w rejony dostępne m.in. Audiosolutions Figaro L2 po prostu się nie zapuszczają. Dlatego też nie ma co z góry zakładać, że rześkość i chrupkość Top Silverów nie sprawdzi się przy ognistych riffach i gardłowym skowycie, lecz po prostu je wypożyczyć i przekonać się na własne uszy.
HiDiamond Speaker Top Silver nie tylko udanie korespondują z estetyką reprezentowaną przez ich sygnałowe rodzeństwo, lecz również udowadniają, że i bez nadmiernej słodyczy i ocieplenia przekazu da się zagrać praktycznie każdą muzykę. Wystarczy tylko mieć świadomość czego oczekuje się od dźwięku i jeśli tylko jest to szybkość, otwartość i zaraźliwy timing, to śmiem twierdzić, iż włoskie druty mogą przypaść amatorom takiej estetyki do gustu.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable + Omicron Magic Dream Classic; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: Vermöuth Audio Reference; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; Furutech Nanoflux Power NCF; 2 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + WK Audio TheRed Power
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Dystrybucja: SoundAlchemy
Producent: HiDiamond
Cena: 6 399 PLN / 2 x 3m + 1 999 PLN/ dodatkowy 1m.
O problemach natury technicznej wspominałem już w pierwszym odcinku tegorocznych relacji, więc przechodząc do największego obiektu wystawienniczego Audio Video Show 2025 jedynie tylko nadmienię, iż w porównaniu do poprzednich edycji PGE łaskaw był udostępnić Organizatorowi sale konferencyjne na drugim piętrze Trybuny Wschodniej a tym samym prezentacje ultra high-endowych systemów odbyły się w jeszcze większych metrażach.
Zanim jednak przejdziemy do niedostępnych wcześniej wnętrz pierwsze kroki pozwalam sobie skierować do … ślimaków, czyli legendarnych, sprowadzonych specjalnie na AVS przez ekipę Top HiFi & Video Design … krwistoczerwonych Bowers & Wilkins Nautilus, które zagrały w towarzystwie czterech końcówek Michi wspomaganych przez peryferia Luxmana (CD + Pre) i Rose HiFi (transport + DAC). O repertuar dbał Marcin Majewski, który oprócz „komercyjnego” wsadu serwował słuchaczom również własne realizacje jak „Kopa Lakisa”, „Misty Morning”, „Waves” , czy „Distant Sky”. Jednak pomijając kwestie muzyczne kluczowym był fakt, że „brytyjskie ślimaki” po prostu zagrały udowadniając, że może nie tyle czas się ich nie ima i na jego upływ są świetnie zaimpregnowane, lecz, że pomimo zauważalnych, nieco anachronicznych cech brzmienia są świetnymi kolumnami, na których nadal można usłyszeć zaskakująco dużo smaczków. No i jeszcze jeden pozytyw. Na PGE Nautilusy zagrały nieporównywalnie lepiej aniżeli podczas naszego ostatniego z nimi spotkania podczas monachijskiego High Endu w 2015r. , kiedy to próbowano napędzić je … ośmioma Devialetami.
Dla „normalnych” zjadaczy chleba nieopodal grał system złożony z elektroniki Linn-a i kolumn intrygujących kolumn Elac Concentro M 807.
Audiofast również wytoczył najcięższe działa, bowiem w studiu TV2 zestawił system z kruczoczarnymi Wilson Audio Alexx V VFX, monobloki Dan D’Agostino Relentless 800, przedwzmacniacz Momentum C2, a także cyfrowe źródło dCS Vivaldi APEX z upsamplerem, masterclockiem i serwerem Synergistic Research Voodoo pod kontrolą ROON-a. To była jednak niewinna przystawka przed daniem głównym, czyli strzelistymi kolumnami Gryphon KODO, napędzanymi firmowymi monoblokami Antileon Revelation, przedwzmacniaczem Commander i odtwarzaczem Ethos. Za pliki odpowiadał serwer muzyczny Aurender N50 z zegarem MC10. W obu przypadkach systemy jeńców nie brały i dobrze, że na PGE pojawiłem się ponad 2h przed oficjalnym otwarciem, gdyż w trakcie trwania wystawy szanse na nie tylko zajęcie optymalnego miejsca odsłuchowego, co wręcz dostanie się do obu lóż zazwyczaj oscylowały wokół … zera.
Z ogromną radością powitałem znane z ostatniego High Endu majestatyczne i perfekcyjnie wykonane Lorenzo Audio Labs LM1 mk2, które w Monachium napędzały monobloki Ypsilon Electronics a całość okablowano ZenSati sILENzIO. Tymczasem na PGE nie dość, że pojawiły się one w towarzystwie systemu MSB i już topowego okablowania ZenSati #X. Mój zachwyt jakością wykonania LM1 mk2 nie wziął się jednak znikąd, bowiem ich obudowy to prawdziwe stolarskie arcydzieła. Pomijając same skrzynie wykonywane na 5-osiowych CNC i wzmacniane w krytycznych miejscach Panzerholz-em uwagę zwraca perfekcja fornirowania, co biorąc pod uwagę, iż odbywa się ono w pełni ręcznie i wykonywane jest przez czwartą generację stolarzy, których rodzinne tradycje sięgają … 1888 r. Sam system grał dźwiękiem niezwykle swobodnym i niewymuszonym o onieśmielającej rozdzielczości i równie imponującej dynamice. W dodatku miałem okazję posłuchać go jeszcze przed oficjalnym otwarciem wystawy, na niemalże pustym piętrze, więc nie musiał przekrzykiwać się z sąsiadami zza ściany a tym samym mógł grać stosunkowo cicho, wręcz po domowemu. Oczywiście później również kilkukrotnie rzucałem na niego uchem i nawet na niemalże koncertowych poziomach głośności nie sposób było mówić o jakichkolwiek kompromisach. Warto również nadmienić, iż dzięki 150 m² Lorenzo miały jak i gdzie „zniknąć”, a i „widownia (słuchalnia?)” ustawiona była w odpowiedniej odległości, przez co hiszpańskie kolumny zachowywały się niczym punktowe źródła dźwięku.
Niezwykle ciekawy pomysł zaprezentował stołeczny SoundClub dzieląc 300 metrową salę Barcelona pomiędzy dwa system. W pierwszym, do którego podchodziłem kilkukrotnie, gdyż pierwsze dwa, bądź trzy podejścia dotyczyły odsłuchów prowadzonych w niemalże egipskich ciemnościach (oświetlenie górne pojawiło się po blisko czterech godzinach). Kiedy więc nastąpiła jasność oczom zgromadzonych ukazał się set ze śnieżnobiałymi Martenami Parker Quintet (ani razu nie załapałem się na grające Ascendo The28 SUB), które napędzał zestaw pre/power Boulder 2110 / Boulder 2160 a w roli źródła wystąpiła „wieża” Wadax Studio System (Studio Player + Studio Clock + Studio PSU).
Z kolei w drugim można było usłyszeć (i przy okazji również poczuć na własnych trzewiach) wspomagane parą subwooferów Göbel Divin Sovereign i zasilane końcówką Soulution 717 futurystyczne Göbel Divin Noblesse. Za tor cyfrowy odpowiadał Wadax Reference Server z Reference PSU i Wadax Reference DAC. A w torze analogowym królował gramofon Brinkmann Taurus z ramieniem Brinkmann 12.1 i wkładką Air Tight PC-1 Coda podpięte pod phonostage Soulution 757. Który system grał lepiej i który bym z chęcią nabył (kwestie lokalowe pozwolę sobie pominąć)? Przewrotnie powiem, że nie miałbym nic przeciwko posiadania obu, jednak idąc nieco pod prąd stawiałbym przewrotnie na mariaż kolumn Göbel z elektroniką Bouldera, czyli takie 2w1 stadionowych propozycji.
Kojarzona do tej pory z filigranowymi mini-monitorkami BBC LS3/5a oksfordzka Falcon Acoustics pojawiła się na PGE z premierowymi, wycenionymi na drobne 4 mln PLN kompozytowymi, 120 kg podłogówkami Oneiros, do których napędzenia użyto lampowych monobloków Audio Research Reference 330M a rola źródła przypadła w udziale VPI Avenger Statement, na którego ramieniu zawisła optyczna wkładka DS. Audio.
Kolejnymi wykorzystującymi kompozyt (tym razem Krion™) były potężne, ponad dwumetrowe śnieżnobiałe Kroma Maribel, którym towarzyszyła elektronika Ypsilona. Dźwięk ww. systemu był w pełni adekwatny do jego rozmiarów, więc jak na wystawowe warunki wypadł całkiem atrakcyjnie.
Polskim akcentem były Elektrostatyczne Lirogon Origin, które przynajmniej wg. ich wytwórcy miały być nie dość, że bezkompromisowe, to pełnopasmowe. I o ile w praktycznie całkowicie pustej, 120 metrowej sali Paryż B jeszcze, na specjalnie przygotowanym na tę okazję materiale powyższe założenia można było uznać za w miarę realne, to niestety przy pełnym obłożeniu (np. podczas prezentacji Tomasza Raczka) cały misterny plan posypał się jak domek z kart.
Przechodząc do pozytywów, zdecydowanie bardziej przekonująco wypadły napędzane przez Naim Statement potężne Focale Grande Utopia EM Evo. Z premedytacją piszę o konfiguracji stereo, gdyż pomimo uruchomienia całej marketingowej promującej Dolby Atmos najdelikatniej rzecz ujmując nie jestem ani orędownikiem, ani tym bardziej fanem nagrań masteringowanych (o remasterowanych nawet nie wspominając) w tym systemie, wyrażając swoje odrębne zdanie od np. mającego swoją prezentację Jacka Gawłowskiego optymistycznie twierdzącego, że właśnie Dolby Atmos wyprze stereo. Całe szczęście spotkanie z przedpremierowo prezentującym highlighty z nadchodzącego wielkimi krokami albumu „the world under unsun” Lunatic Soul Mariuszem Dudą odbywało się przy wykorzystaniu dwukanałowego z ww. Utopiami (za co chwała i cześć Organizatorom). Bez „wielokanałowych udziwnień” grał za to zestaw elektroniki Unison Research i kolumn Opera Loudspeakers Grand Callas Edizione Speciale i robił to naprawdę świetnie – dźwięk dorównywał designowi.