Monthly Archives: marzec 2021


  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi: Furutech LAN-8 NCF

W dzisiejszym odcinku pozwolę sobie na swoiste zmierzenie się z dwoma stereotypami – pierwszym, zgodnie z którym przewody Ethernet, czyli tzw. „skrętka” nie grają i drugim, bazującym na dość powszechnym poczuciu, iż skoro Polska stała się istnym zagłębiem kablowym, to reszta świata ów segment najdelikatniej rzecz ujmując sobie odpuściła. O ile pierwszą kwestią zajmę się dosłownie za chwilę, to druga wydaje się dość prosta do wytłumaczenia. Otóż niby ostatnio było sporo szumu wokół Valhalli 2 Nordosta, ale z tego co mi wiadomo nikt z grona nie tylko krzykaczy, dla których nic nigdy nie gra, bo w „Młodym techniku” przeczytali, że są tam same zera i jedynki, lecz również i recenzentów jeszcze nie dostał w swoje ręce. Z kolei ograniczając się li tylko do naszego soundrebelsowego podwórka, do tej pory mieliśmy okazję opisać z wydawać by się mogło obszaru zarezerwowanego dla IT, przewody Fidata HFLC, przy okazji recenzji switcha Silent Angel Bon N8 Wireworld Chroma 8 + Starlight 8, Cardas Audio Clear Network a na solowych występach niemalże pełnej oferty rodzimej manufaktury Audiomica Laboratory czyli poczynając od topowego Anort Consequence, poprzez Artoc Ultra Reference, na Arago Excellence, oraz również polskiej produkcji i nie mniej wyrafinowanej proweniencji JCAT Reference LAN Cable GOLD kończąc. Niby w pojedynku na sztuki Polska vs reszta świata mamy coś na kształt remisu, jednak gorlickie przewody każdorazowo łapały się na dedykowane wyłącznie im epistoły, więc de facto szala zwycięstwa przechyla się na ich stronę. W związku z powyższym i naszą głęboką wiarą w to, że do pełni szczęścia potrzebna jest równowaga, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja, dzięki uprzejmości katowickiego RCM-u, pozyskaliśmy przewód kolejnej, nader często goszczącej na naszych łamach marki – Furutech Lan-8 NCF.

Już pierwszy rzut oka sprawia, iż nasz dzisiejszy gość nie ma szans na pozostanie niezauważonym. Jest bowiem po prostu ładny na tyle, że łapie za oko i kradnie show skromniejszej konkurencji. Nie jest przy tym jakiś przesadnie napuszony i gruby. Ba, z pewnym zdziwieniem skonstatowałem, iż wręcz przypadł mu tytuł najcieńszego przewodu Ethernet z jakim ostatnimi czasy przyszło mi się zajmować. Jego średnica niezbyt odbiega od rozmiarówki „cywilnego” zalegającego kilometrami na sklepowych półkach rodzeństwa. Dzięki temu świetnie się go układa i da się go praktycznie wszędzie wcisnąć, choć z racji fioletowego umaszczenia aż korci, by gdzieś go nieco bardziej, aniżeli zazwyczaj wyeksponować. Grunt, że rzuca się w oczy i nie da się go pomylić z konkurencją. Do odbiorcy końcowego dociera za to w estetycznym, acz dalekim od bizantyjskiego przepychu, kartonowym pudełku z realistycznym nadrukiem zdradzającym jego zwartość. Zero ochronnych pianek, wytłoczek i innych atrakcji a przed trudami podróży dodatkowo chroni go firmowy rzep zapobiegający jego rozwijaniu.
We wtykach RJ45(8P8C) zastosowano wykonane z niemagnetycznych, pokrywanych 24K złotem miedzianych styków oraz korpusu a płaszcz zewnętrzny, to już doskonale nam znany z wszelakiej maści Boosterów multi-składnikowy NCF. Z kolei sam przewód spełnia wymogi 8 kategorii, jest zgodny z 40 Gigabit Ethernet i zapewnia przesył sygnałów do 2000 MHz. Co do bardziej szczegółowej budowy, to jak to w skrętce bywa mamy do czynienia z czterema skręconymi ze sobą parami wiązek, jednak skoro jest to Furutech, to i srebrzona miedź poddawana jest procesowi α (Alpha). Ponadto całość jest potrójnie ekranowana – dwoma ekranami z folii aluminiowej i trzecim z miedzianej plecionki, na które naciągana jest warstwa ochronna z elastycznego PVC a zewnętrzną warstwę stanowi wielce przyjemna w dotyku i miła oku czarno-purpurowa (fioletowa) koszulka z przędzy nylonowej.

No i też najważniejsze, czyli brzmienie. Tak, tak – doskonale wiem na jakiej zasadzie działa TCP/IP, jednak równie dobrze zdaję sobie sprawę, iż fakt, że czegoś, przynajmniej na chwilę obecną, na poziom wiedzy i techniki jaką dysponujemy, nie można zmierzyć/zdefiniować, wcale nie oznacza, iż owego czegoś nie ma. Pamiętacie Państwo jak to było z Jitterem? Przecież tam też miały być tylko zera i jedynki, więc nie powinno być mowy o jakichkolwiek różnicach. I co? I obecnie jedynie najwięksi „tytani intelektu” idą w zaparte, obwieszczając że wszystkie transporty grają tak samo. Śmiem zatem twierdzić, iż z transmisją danych audio po ww. skrętce jest dokładnie tak samo. Zatem pytanie o pojawienie się „nowego” Eda Meitnera nie brzmi „czy” a „kiedy”.
Przechodząc do konkretów jako punkt odniesienia przyjąłem najczęściej przez siebie używane łączówki Anort Consequence i Artoc Ultra Reference pracujące pomiędzy switchem Silent Angel Bon N8 i Luminem U1 Mini, oraz ww. switchem a pełniącym rolę NAS-a I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB. Oczywiście przez ponad tydzień dałem japońskiemu, jeszcze pachnącemu fabryką (otrzymałem jeszcze nieużywany – zafoliowany egzemplarz), gościowi spokojnie się ułożyć i dopiero, gdy uznałem, że starczy już tego dobrego wziąłem się za krytyczne odsłuchy. I proszę mi wierzyć, iż zauważane zmiany bynajmniej nie miały charakteru kosmetycznych, delikatnych, czy wręcz oscylujących na granicy percepcji i autosugestii. One były adekwatne, do żonglerki pozostałym, obecnym w moim systemie okablowaniem, czy to sygnałowym, abstrahując od domeny przez nie obsługiwanej, głośnikowym czy zasilającym.
Co zatem się zmieniło? Przede wszystkim podejście, narracja do kwestii timingu, wolumenu prezentowanych dźwięków i generalnie rzecz biorąc ich wysycenia. Otóż Furutech Lan-8 NCF może nie ma takiej masy i wysycenia jak rodzime Audiomici, ale nadrabia rozdzielczością i wartkością przekazu. Jest niczym odpowiednik audiofilskiego GTR-a, który dzięki swojemu ponadprzeciętnemu stosunkowi mocy do masy jest w stanie „objechać” niejedną, bardziej dostojną legendę. Nie oznacza to jednak zbytniej i męczącej na dłuższą metę nerwowości i szukania emocji, czy też źródeł adrenaliny, tam gdzie ich po prostu nie ma, lecz zdolność rozpoczynania i kończenia dźwięków w trybie natychmiastowym. Dostajemy zatem niezwykle żywiołowy przekaz, gdy tylko wymaga tego repertuar, vide „For Those That Wish To Exist” Architects robi się piekielnie szybko i agresywnie, a gdy konieczne jest pełne skupienie i tzw. gra ciszą, jak daleko nie szukając na „Tomba sonora” Stemmeklang/Kristin Bolstad zmiana narracji jest 100% i natychmiastowa. Z obłąkańczych metalcore’owych galopad i wwiercających się w korę mózgową wściekłych riffów fioletowa łączówka bez najmniejszych oporów przestawiała się na estetykę pełną mroku, skupienia i wspomnianej ciszy. Ciszy absolutnej, pozbawionej jakichkolwiek szkodliwych artefaktów, cyfrowego „smażenia”, czy podskórnej nerwowości a jedynym co można było wyczuć, to fakt gromadzenia się wilgoci na kamiennych murach katakumb.
Dla pewności, w celu weryfikacji, czy oferowana przez Lan-8 NCF „rześkość” na dłuższą metę nie będzie zbyt absorbująca zaserwowałem sobie cztery kwadranse z operująca na naprawdę wysokich rejestrach Robertą Mamelii, czyli fenomenalnym krążkiem „’Round M: Monteverdi Meets Jazz” . Jakby tego było mało oprócz perlistego sopranu mamy tu jeszcze akompaniament klawesynu a to nie da się ukryć niezbyt wdzięczny tak do nagrywania, jak i reprodukcji instrument brzmiący z reguły tak, jakby ktoś mniej, bądź bardziej energicznie, skopywał po betonowych schodach worek z rodowymi srebrami. Już samo otwarcie, czyli „Lamento della ninfa” powinno być przysłowiowym strzałem w ucho i … rzeczywiście jest, Jeśli jednak, zamiast kręcić nosem i szukać karmelowej słodyczy tam gdzie jej nie ma, zdamy sobie sprawę, że ów duet właśnie tak intensywnie powinien w górze pasma brzmieć, powinno już pójść z górki. Szczególnie od momentu, gdy dołącza do nich saksofon, a jego barwa i „masa” są nad wyraz zgodne z rzeczywistością, więc nie ma mowy o zbytnim odchudzeniu, czy przesunięciu równowagi tonalnej ku górze. A, że Furutech nie stara się za wszelką cenę czarować, cóż … Może jakby jego słuchacze wzięli pod uwagę motto samego producenta, czyli „Pure Transmission” nie mieliby pretensji do garbatego, że ma proste dzieci.

Jeśli zatem szukacie Państwo łączówek Ethernet o nader szerokim wachlarzu długości, przystępnej cenie i prawdziwym brzmieniu dzisiejszy bohater powinien przypaść Wam do gustu. Majątku nie kosztuje, wygląda obłędnie (vide ponadprzeciętny współczynnik WAF) i co najważniejsze sprawdza się na tyle dobre, że w większości systemów niezwykle trudno będzie Wam znaleźć argument do jego wypięcia.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Ayon CD-35 (Preamp + Signature) + Finite Elemente Cerabase compact
– Odtwarzacz plików: Lumin U1 Mini + I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Dynavector DV-10X5
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Końcówka mocy: Bryston 4B³ + Graphite Audio IC-35 Isolation Cones
– Kolumny: Dynaudio Contour 30 + podkładki Acoustic Revive SPU-8 + kwarcowe platformy Base Audio
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: Organic Audio; Vermöuth Audio Reference; Acrolink 7N-A2070 Leggenda
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver; Fidata HFU2; Vermöuth Audio Reference USB
– Kable głośnikowe: Signal Projects Hydra; Vermöuth Audio Reference Loudspeaker Cable
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Acoustic Zen Gargantua II; Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R); Atlas Eos Modular 4.0 3F3U & Eos 4dd
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Switch: Silent Angel Bonn N8 + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Silent Angel Forester F1 + Luna Cables Gris DC
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+; Audiomica Anort Consequence; Artoc Ultra Reference; Arago Excellence
– Stolik: Rogoz Audio 4SM
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Dystrybucja: RCM
Ceny: 580 PLN / 0,6m; 680 PLN / 1,2m; 780 PLN / 1,8m; 890 PLN / 2,5m; 1080 PLN / 3,6m

Dane techniczne
Główny przewodnik: srebrzona miedź α (Alpha) OCC 24 AWG (19/0.12)
Izolacja: Specjalnie spieniony PE o grubości: 1.35±0.05mm,
Budowa: 4 skręcone pary – Niebieski/Biały; Pomarańczowy/Biały; Niebieski/Biały; Brązowy/Biały
Potrójne ekranowanie
Ekran 1: folia aluminiowa przewodząca na zewnątrz
Ekran 2: folia aluminiowa przewodząca dwukierunkowo
Ekran 3: plecionka (16/10/0.10) z czystej miedzi α (Alpha)
Koszulka: czarne, elastyczne PVC
Oplot zewnętrzny: Wysokiej jakości przędza nylonowa (Purple/Black)
Dostępne długości: 0.6m / 1.2 m / 1.8 m / 2.5 m / 3.6 m / 5 m; na zamówienie 7.5 m i 10 m

  1. Soundrebels.com
  2. >

Być może Was zaskoczę, ale przynajmniej w teorii, w obecnym pandemicznym czasie zestawy słuchawkowe powinny osiągać gigantyczne wzrosty brutalnego zawłaszczania rynku audio. Powodem naturalnie są zalecane przez rząd nie tylko praca, ale również spędzanie wolnego czasu w domu, co przy wymuszonym zagęszczeniu osobników w tym samym czasie i często w jednej izbie praktycznie skazuje melomanów na mniej inwazyjne w stosunku do reszty domowników, słuchanie ukochanej muzyki – właśnie przy pomocy wspomnianych nauszników. Jednak gdyby ktoś pomyślał, że podjęcie na przysłowiowym kolanie decyzji zakupowej takiego ustrojstwa rozwiązuje nakreślony przed momentem problem, jest w wielkim błędzie, gdyż podchodząc do tematu w pełni profesjonalnie, czyli w trybie doboru pełnoprawnego systemu audio, stajemy przed mega problemem. Chodzi bowiem nie tylko o przyprawiający o ból głowy nadmiar oferty, ale dodatkowo kwestię przypadkowego nabycia czegoś jedynie udającego dobry produkt. Jak ostatnie dwa aspekty bezpiecznie ogarnąć? Choćby zapoznając się z nakreślającymi ogólny rys brzmieniowy danego komponentu różnorodnymi opiniami. I właśnie jedną z takowych będzie poniższy test japońskich słuchawek Audio-Technica ATH-AWAS, za których pojawienie się w naszej redakcji dziękuję Sieci Salonów Top Hi-Fi & Video Design.

Już choćby pobieżna analiza załączonych fotografii jasno daje do zrozumienia, iż w przypadku tytułowych słuchawek jako emocjonalne panaceum na akcentowany we wstępniaku stan lockdownowej walki z pandemią, mamy do czynienia z pozwalającymi odseparować się sonicznie od często nadmiernie ożywionego codzienną egzystencją otoczenia. konstrukcjami zamkniętymi. Owo zamknięcie realizowane jest przy pomocy drewnianych półsferycznych brył z wyściełanymi sztuczną skórą wokół-usznymi padami. Ich wygodne i stabilne osadzenie na naszym ośrodku zarządzania ciałem realizuje wykonany z podwójnych szyn, w celach rozmiarowej uniwersalności odznaczający się sporą sprężystością pałąk. Dopasowanie ustawienia muszli do konkretnego użytkownika realizowane jest przy pomocy aluminiowo-magnezowego widelca z łatwym w obsłudze mechanizmem zapadkowym. Jeśli chodzi o garść technikaliów, pierwszym istotnym z punktu widzenia użytkownika akcentem jest może nie papierowa, ale również nie superciężka, osiągająca nieco poniżej 400 gram (dokładnie 395g) waga AWAS-ów. Kolejną istotną informacją są pokryte powłoką na bazie diamentu i węgla, od tyłu zamknięte w firmowym dwukomorowym systemie D.A.D.S. (Double Air Damping System), 53 mm membrany przetworników. Zaś całość parametrów technicznych wieńczy czułość na poziomie 99 dB i impedancja 40 Ohm. Tak prezentujące się słuchawki spakowano w estetyczne, wyściełane aksamitem, oczywiście profilowane pudełko i w standardzie wyposażono w dwa rodzaje przewodów podłączeniowych – duży Jack 6.3 mm i symetryczny 4-pinoiwy XLR.
Bardziej spostrzegawczy z Was z pewnością zauważyli, iż dzięki nie tyle co życzliwości, ale bardziej dbałości o poprawne wysterowanie tytułowych nauszników przez warszawskiego dystrybutora, na czas procesu opiniotwórczego AWAS-ów pojawił się u mnie wyposażony w funkcję DAC-a, w sekcji przedwzmacniacza, oparty o lampy JJ E88CC, pracujący w klasie „A”, firmowy wzmacniacz Audio-Technica AT-HA 5050H. To średniej wielkości, ale za to o solidnej wadze, przy tym dzięki połączeniu drewnianej podstawy z szampańskim wykończeniem aluminiowej obudowy świetnie prezentujące i do tego bardzo uniwersalne urządzenie. Jeśli chodzi o wspomnianą szeroką kompatybilność, po pierwsze potrafi nie tylko obrobić zewnętrzny sygnał cyfrowy – PCM 384 kHz/32 bit i DSD128 (5.6448 MHz), ale również poinformować nas o częstotliwości jego próbkowania. Po drugie oferuje bogatą sekcją doboru czułości wyjść dla wielu potencjalnie możliwych do zastosowania słuchawek (16-600 Ohm). A po trzecie dzięki wskaźnikom wychyłowym umie w zarezerwowany dla przysłowiowych wycieraczek hipnotyzujący sposób pokazać nam oddawaną moc. Przyznacie, że to naprawdę jest nie tylko piękny, ale również spełniający chyba każdą zachciankę użytkownika produkt, z czego bez żadnych ograniczeń przez dobrych kilkanaście dni z przyjemnością czerpałem pełnymi garściami.

No dobra, po garści danych na temat bohaterów spotkania przejdźmy do opisu brzmienia tytułowych słuchawek. Te w moim odczuciu wypadły znakomicie. Nie faworyzowały żadnego sznytu grania od powodującego lekkie odchudzenie przekazu, poprzez nadinterpretacyjne otwarcie się dźwięku po odznaczające się symptomami nadwagi skierowanie jego działań w kierunku solidnego dociążania. Nic z tych rzeczy. Po prostu dosłownie każda aplikowana w transport CD muzyka mogła pochwalić się z jednej strony dobrą wagą, a z drugiej świetną lotnością, co wręcz idealnie wpisywało się w moje, zapewniam, że bardzo wygórowane oczekiwania brzmieniowe. Co to konkretnie oznaczało? Prozę życia dobrego produktu, czyli umiejętne radzenie sobie z każdym rodzajem muzyki. Przykładowo w stawiającej na magię różnorakiej interpretacji twórczości Claudio Monteverdiego potrafiły nie tylko pokazać koloryt wokalizy i często używanego w tego typu projektach instrumentarium z epoki – gitara barokowa, klarnet, czy viola da gamba, ale również mimo osadzenia generatorów dźwięku tuż przy uszach oddać atmosferę goszczących muzyków zazwyczaj wysoko sklepionych naw klasztornych. Idealnym przykładem tego typu prezentacji był krążek Johna Pottera z formacją The Dowland Project „Care-charming sleep”. Wspierany nie dość, że wszechobecnym, to idealnie współbrzmiącym z głosem artysty echem, świetny występ pomysłodawcy projektu w każdym z utworów wzmacniała umiejętnie dobrana partia instrumentalna. Czy to wspomniana przed momentem barokowa gitara jako prowadzący linię melodyczną akompaniament, czy zjawiskowo zawieszany w solowych występach jako swoisty kontrapunkt dla barokowej recytatywy klarnet, dobitnie pokazywały, że Japończycy podczas projektowania ATH-AWAS zadbali o fajne wyważenie pomiędzy barwą, energią średnicy, masą dźwięku i swobodą jego wybrzmiewania. A zapewniam Was, w przypadku wielu konstrukcji konkurencji bywa z tym różnie. W imię swojego punktu widzenia raz bywa zbyt ociężale, a innym razem zbyt zwiewnie. Oczywiście każdy taki wzorzec ma szansę znaleźć swojego wyznawcę, jednak w dobrym tonie jest tak jak w przypadku naszego punktu zainteresowania, zrobić coś w miarę neutralnego. W podobnym tonie wypadał każdy oparty o romantyczne emocje nurt z jazzem i muzyką klasyczną włącznie. Zawsze była barwa, dobra waga i swoboda kreowania w eterze prezentowanych wydarzeń, co powodowało, że muzyka przyjemnie snuła się niczym poranna mgiełka nad leśną polaną.
Nieco inaczej sprawy miały się w repertuarze wykorzystującym atak, nieobliczalność w domenie zmian tempa i zapotrzebowania na energię, czyli elektronicznym i rockowym swoistym rollercoasterze. Jednak inaczej nie oznacza kontynuacji w dobrym tego słowa znaczeniu, jazzowo-barokowego przynudzania, tylko wbrew pozorom niczym kameleon diametralną zmianę priorytetów. Naturalnie bez wycieczek w nadmierne odchudzanie przekazu jako pozwalający przyspieszyć muzyce w konsekwencji szkodliwy myk, tylko cały czas w oparciu o dobrą równowagę tonalną. Gdy podczas słuchania najnowszego krążka grupy Metallica „S&M 2” do głosu dochodziła perkusja, mocne gitary, czy sekcja kilkunastu kontrabasów, membrany słuchawek oczywiście w zaplanowanym przez muzyków rytmie brutalnie targały moimi wewnątrzusznymi kowadełkami. Innym razem, gdy w pewnym momencie po mocniejszej kawalkadzie dźwięków miała nastąpić nagła kilkusekundowa cisza, dźwięk milkł dosłownie natychmiast. To było coś na kształt przysłowiowego strzału i tylko od czasu trwania tej ciszy i poziomu słuchania tak podanej muzyki zależał efekt jakby cichego pisku w uszach. Te na przemian podawane wybuchy energii i otchłań ciszy wyraźnie sugerowały mi jedno. Co? Oczywiście przywołaną łatwość zmiany prezentacji japońskich słuchawek. Bez szkodliwego uśredniania w zależności od słuchanego repertuaru miałem w domu raz bezpardonową wojnę światową – rock i elektronika, a raz czas zadumy i nostalgii – oparty o ciszę jazz Tomasza Stańki „Lontano” lub zespołu RGG „Szymanowski”, tudzież obrazująca czasy powstawania chrześcijaństwa „Pasja Św. Jana” według Jana Sebastiana Bacha pod Sigiswaldem Kuijkenem „Johanes Pasion”.

Puentując powyższy opis brzmienia japońskich słuchawek, mogę powiedzieć tylko jedno, w zestawie z firmowym wzmacniaczem przekaz był wyśmienity. Zawsze dobrze dociążony i co ważne zaskakująco swobodny, ale nigdy nie przeciążony i nadpobudliwy. To zaś powodowało, że nie było repertuaru, który zgłaszałby jakiekolwiek problemy natury złej interpretacji. Gdy zachodziła potrzeba prezentacji krótkotrwałych uderzeń, skonfigurowany testowo system słuchawkowy reagował bez najmniejszej zadyszki. Natomiast w przypadku obcowania z muzyką dla duszy, w równym stopniu do możliwości pokazywania szaleństwa kreował naładowany emocjami świat mistyki. Czy trzeba czegoś więcej? W moim mniemaniu nie. Jednak jeśli z jakiejś przyczyny zapragniemy delikatnie przeciągnąć szalę brzmienia w którąś ze stron – soczyściej lub lżej, drobna zmiana okablowania powinna pomóc nam trafić w punkt. Jeśli mimo tego w przypadku próby ożenku coś między Wami nie zaiskrzy, nie będzie to kwestia jakichkolwiek problemów tegoż zestawu, tylko Waszych nadmiernie wyimaginowanych oczekiwań. Ja gdybym nie miał osobnego sanktuarium muzycznego, a przez to byłbym skazany na tor słuchawkowy, pierwszym na liście do poważnych decyzji byłby dzisiaj opisany duet. Powód? Po prostu dobre przygotowanie do obcowania z praktycznie każdą muzyką, o co w dobrze rozumianej uniwersalności tego typu konstrukcji przyjemności chodzi.

Jacek Pazio

System wykorzystywany w teście:
– źródło: transport CEC TL 0 3.0
– przetwornik cyfrowo/analogowy dCS Vivaldi DAC 2.0
– zegar wzorcowy Mutec REF 10 SE-120
– reclocker Mutec MC-3+USB
– Shunyata Research Sigma CLOCK
– Shunyata Sigma NR
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Gryphon Audio Mephisto Stereo
– wzmacniacz` zintegrowany Trigon Epilog
Kolumny: Gauder Akustik Darc 140
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijiri „Million”, Vermouth Audio Reference
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF, Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
– panele akustyczne Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
– wkładka: MIYAJIMA MADAKE
– Step-up Thrax Trajan
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

Dystrybucja: Sieć Salonów Top HiFi & Video Design
Cena: 7 999 PLN

Dane techniczne
Typ: Zamknięte dynamiczne
Średnica przetworników: 53 mm
Pasmo przenoszenia: 5 – 42,000 Hz
Max. moc wejściowa: 2,000 mw
Czułość: 99 dB/mW
Impedancja: 40 Ω
Waga: 395 g, bez przewodu
Przewód: Odłączany 3.0 m OFC (A2DC / złocony Jack 6.3 mm OFC); Odłączany 3.0 m zbalansowany OFC (A2DC / 4-pin XLRM)

  1. Soundrebels.com
  2. >

Linn prezentuje następną generację Klimax DSM, najdoskonalszego urządzenia do transmisji strumieniowej i najlepszego, które przybliża użytkownika do strumieniowej perfekcji audio. Opierając się na blisko pięciu dekadach nauki i zdobywania doświadczenia w zakresie cyfrowych technologii, projektanci zaprojektowali od podstaw wszystkie elementy i w pełni zoptymalizowali je pod kątem najwyższej możliwej jakości dźwięku.

Tworząc na nowo swój flagowy odtwarzacz strumieniowy, Linn wprowadza kunsztowną, specjalnie zaprojektowaną obudowę, która zapewnia akustyczną izolację z wizualnym i namacalnym wrażeniem luksusu. Co niezwykle ważne, obudowa skrywa bijące serce Klimax DSM i jego najważniejszy element, Organik DAC – przełomowy, pierwszy w historii w pełni autorski przetwornik cyfrowo-analogowy Linna.

Gilad Tiefenbrun, dyrektor zarządzający Linn, powiedział: „Nowy Klimax DSM jest najdoskonalszym urzeczywistnieniem pasji Linna do muzyki i jest tak bliski doskonałości strumieniowania dźwięku jak to tylko możliwe. Do każdego elementu podeszliśmy z absolutną dbałością o szczegóły, wewnątrz i na zewnątrz, aby mieć pewność, że zoptymalizowany jest pod kątem wydajności w każdym aspekcie. Od momentu wprowadzenia modelu Klimax DS w 2007 r. Linn zainwestował znaczne środki w ludzi, umiejętności oraz możliwości produkcyjne i połączyliśmy to wszystko, aby stworzyć nasz nowy flagowy odtwarzacz strumieniowy wykorzystujący pierwszy DAC, który w całości opracowany został przez firmę Linn.

Organik jest doniosłym osiągnięciem dla marki Linn, czyniąc następną generację Klimax DSM naszym najnaturalniej brzmiącym produktem w historii. Wraz z nowym poziomem precyzji wykonania obudowy i zachwycającym wizualnie oraz dotykowo interfejsem, model ten jest urzeczywistnieniem ekstremalnej inżynierii”.

Organik DAC: bijące serce
Zaprojektowany bez kompromisów i w pełni autorski Organik DAC jest zwieńczeniem pięciu dekad innowacji audio i trzech dekad doświadczenia w technologii cyfrowej.

Moduł ten opracowany został od podstaw i łączy przetwarzanie FPGA (ang. Field-Programmable Gate Array) z dyskretnym stopniem konwersji, po raz pierwszy zapewniając Linnowi precyzyjną kontrolę i optymalizację każdego stopnia konwersji cyfrowo-analogowej. Potężny stopień przetwarzania FPGA wykorzystuje specjalnie opracowane algorytmy, aby zapewnić zwiększone nadpróbkowanie, precyzyjniejszą kontrolę głośności i pozbawioną zniekształceń modulację. Towarzyszący mu dyskretny stopień konwersji zapewnia sygnał analogowy z ekstremalnie niskimi zniekształceniami dzięki nowemu oscylatorowi o ultra-niskim jitterze i starannie zaprojektowanej sieci dystrybucyjnej zegara. Są one inteligentnie połączone w ramach unikatowej dwustronnej konstrukcji, która ogranicza tor sygnałowy do absolutnego minimum.

Wykorzystując dekady doświadczenia w optymalizowaniu projektu obwodu, każdy komponent został wyselekcjonowany, zaprojektowany i rozmieszczony przez inżynierów firmy Linn i przeniesiony na płytkę obwodu drukowanego Linn w fabryce w Glasgow. Inwestycja w najnowszą technologię produkcji do montażu powierzchniowego umożliwiła dalsze udoskonalenie techniki płytki drukowanej, wliczając rozmieszczenie mniejszych komponentów z bardziej rygorystyczną tolerancją, a także zastosowanie najnowocześniejszych pieców z fazą gazową, aby zapewnić zerowe utlenianie lutowanych styków na płytkach.

Organik zapewnia znacznie niższy szum i zniekształcenia, uzyskując wyniki lepsze niż kiedykolwiek Linn osiągnął w swojej historii. Moduł ten profesjonalnie konwertuje sygnał cyfrowy na analogowy, aby uzyskać najprecyzyjniejsze odwzorowanie oryginalnego sygnału muzycznego, ujawniając jeszcze więcej niewielkich szczegółów, które zapewniają bliższe emocjonalne połączenie z muzyką.
Z wbudowanym DAC-iem Organik, Klimax DSM staje się nowym punktem odniesienia w strumieniowaniu muzyki, zapewniając doskonałe wrażenia muzyczne.

Ekstremalna inżynieria
Własna, zaawansowana i nowa technologia produkcji umożliwiła firmie Linn precyzyjne zaprojektowanie nowej obudowy zgodnie z niezwykle rygorystyczną tolerancją. Każdy aspekt tej wyjątkowej, specjalnie opracowanej obudowy odgrywa kluczową rolę w zachowaniu oryginalnych detali muzycznych, emanując jednocześnie luksusowym wzornictwem. Wykonana ze specjalnej klasy aluminium, swoim uderzającym designem zapewnia nowej rodzinie Linn DSM świeżość, zachowując jednocześnie wytworną i niezwykle cenioną sygnaturę modelu Klimax.

Sama masa konstrukcji w połączeniu z wewnętrznym tłumieniem izolują urządzenie od wibracji w pomieszczeniu, a precyzyjnie wycięte kieszenie i przegrody odseparowują stopnie analogowy, cyfrowy i mocy, w pełni chroniąc elektronikę przed wewnętrznymi zakłóceniami.

Wycinane diamentem okręgi na górnej powierzchni nawiązują do rowków płyty, składając hołd ikonicznemu gramofonowi Linn Sondek LP12. Umieszczona na górze tarcza łączy najwyższej jakości materiały – mosiężne łożysko, precyzyjnie wycięte szkło, wytrawioną ze stali nierdzewnej ramkę i dopełniające całości 100 punktów świetlnych.

Najlepszy możliwy dźwięk
Wyjątkowa jakość dźwięku Klimax DSM z nowym DAC-iem Organik, wliczając obsługę rozdzielczości dźwięku do aż 384 kHz/24 bitów i DSD256, zapewnia wszystkim strumieniowym i podłączonym cyfrowym, analogowym i bezprzewodowym źródłom dźwięku nowe życie.
Podłączone źródła analogowe również będą czerpały dodatkowe korzyści dzięki całkowicie nowej konstrukcji bardziej zaawansowanego i wyróżniającego się niższymi zniekształceniami przetwornika analogowo-cyfrowego. DAC wykorzystuje własną płytkę obwodu drukowanego z zarezerwowanym dla niego zasilaniem, podczas gdy porty Exakt Link umożliwiają bezpośrednie połączenie LP12 z Urika II.
Wejście USB umożliwia bezpośrednie podłączenie do komputera w celu stworzenia najbardziej zaawansowanego niezależnego przetwornika c/a. Z kolei wbudowana łączność bezprzewodowa umożliwia wygodne podłączanie źródeł poprzez Wi-Fi lub Bluetooth. Ponadto wersja AV udostępnia wejścia HDMI i ponownie wykorzystuje DAC Organik, aby zwiększyć wydajność wszystkich podłączonych źródeł AV. Model ten obsługuje również eARC dla telewizorów z funkcjami smart.

Rodzina Linn DSM
Następna generacja Klimax DSM dołącza do gamy produktowej, którą tworzą Klimax DSM, Selekt DSM i Majik DSM, aby zaoferować trzy różne konstrukcje, ale dzielącej tę samą firmową estetykę. Z uderzającym nowym wzornictwem, Klimax DSM wyraźnie dominuje w całej gamie.

Produkty
Dwa warianty Klimax DSM zapewniają wybór zależnie od preferencji odsłuchowych. Klimax DSM (Audio) został stworzony z myślą o tych, którzy chcą podłączyć wyłącznie źródła muzyki. Klimax DSM (AV), z wbudowanymi złączami HDMI, zapewnia bogatsze wrażenia audio również ze źródeł wideo.

Osoby oczekujące najwyższej wydajności z kompletnego systemu Linn powinny zdecydować się na nowy Klimax System Hub. Umieszczony jest w takiej samej doskonałej obudowie co Klimax DSM następnej generacji, dzięki czemu czerpie korzyści z ulepszonej izolacji akustycznej. Ponadto urządzenie wyposażone jest w nowy, jeszcze lepszy przetwornik analogowo-cyfrowy, a pod względem połączeń oferuje te same wejścia, co wersja Klimax DSM (AV), wliczając opcję zaktualizowania o obsługę dźwięku przestrzennego.

Imponujące połączenie Klimax System Hub z głośnikami Klimax 350 lub Klimax Exaktbox, obydwa z wbudowanym nowym DAC-iem Organik, zapewniają rezultaty nie z tego świata.

Klimax DSM następnej generacji pojawi się w sprzedaży w kwietniu br. Poglądowe ceny detaliczne poszczególnych wersji wyniosą:
Klimax DSM (Audio/AV) – 171 599 zł;
Klimax System Hub – 85 799 zł;
Klimax System (Hub + Klimax 350 z Organik DAC) – 414 699 zł;
Klimax Exaktbox z Organik DAC – 85 799 zł;
Głośniki Klimax 350 z Organik DAC – 328 899 zł.

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Niezwykle cieszy nas fakt, iż dzięki uprzejmości stołecznego SoundClubu, mamy okazję, po raz trzeci, po ATM-211 i ATM-3211 gościć w naszych skromnych progach japońskie, oparte na lampach 211 monobloki Air Tighta. Panie i Panowie oto ATM-2211.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Opinia 1

Skoro na pierwszy ogień poszły, nie wiedzieć czemu budzące niezdrowe emocje, szczególnie wśród jednostek znajdujących się daleko poza targetem takowych, akcesoria, czyli podstawki pod kolce ISSB-40 i przewody CIS-35 rodzimej manufaktury Graphite Audio śmiało możemy kontynuować eksplorację bydgoskiego portfolio i zając się produktem, posiadającym zdecydowanie bardziej morderczą, aniżeli jego poprzednicy, konkurencję na rynku. O czym mowa? O podstawkach a dokładnie stożkach antywibracyjnych IC-35 Isolation Cones, które możemy aplikować gdzie i jak tylko fantazja nam podpowie. Przesadzam? Bynajmniej, bowiem nawet niezobowiązująco surfując po odmętach Internetu z łatwością można natrafić na przykłady zastosowania im podobnych „dodatków” sygnowanych przez Finite Elemente, Music Tools, Stillpoints, etc. pod nad wyraz szeroką gamą urządzeń i w najprzeróżniejszych konfiguracjach. Ponadto, zdradzając nieco dalszą część naszych wybitnie subiektywnych refleksji, również i my sami na 35-kach stawialiśmy zarówno źródła, jak i wzmacniacze a i sama ich (stożków, nie urządzeń) orientacja miały zauważalny wpływ na finalne brzmienie naszych systemów. Jeśli zatem jesteście Państwo ciekawi cóż tym razem zmajstrował Szymon Rutkowski nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić Was na dalszą część naszej epistoły.