Monthly Archives: Maj 2013


  1. Soundrebels.com
  2. >

Polityka plików cookies

  1. Soundrebels.com
  2. >

High End 2013 Munich

Chciałbym na wstępie wszystkim, którzy tutaj zajrzeli bardzo podziękować za cierpliwość i przeprosić za opóźnienie. Co prawda od zakończenia monachijskiego High Endu jeszcze nie minął nawet tydzień, ale patrząc na to, w jakim tempie na swoją stronę ładowali zdjęcia (i to jakie!) Panowie z my-hiend.com  czuję niekłamany podziw. Niestety ja takich mocy przerobowych nie mam a  i tak nad materiałem z wystawy siedziałem dopóki „oczy mi nie pękli”.

W ramach rekompensaty przygotowałem jednak mały bonus, który początkowo miał znaleźć się w części z hifideluxe, jednak koniec końców wylądował tutaj i to jako/niejako wstępniak do głównej relacji. Proszę jednak tych paru zdjęć nie traktować jako zapchajdziury, bądź czegoś mniejszej rangi niż to, co można było zobaczyć i usłyszeć w Marriottcie, czy M.O.C.u. Wręcz przeciwnie!

Jednak po kolei. W piątkowy wieczór otrzymałem od znajomego SMSa, że powinienem jeszcze przed wylotem koniecznie zajrzeć w jedno miejsce. Daleko nie jest a podobno warto. W związku z powyższym w deszczowy, z resztą jak cały wystawowy weekend, sobotni poranek, kiedy podopstrykiwałem to, czego nie udało mi się sfotografować podczas dwóch poprzednich dni świńskim truchtem udałem się pod wskazany adres. W drugim z budynków BMW sąsiadujących z M.O.C.em, od zaplecza w dwóch salach świetlicowo-wykładowych „partyzancki” pokaz zorganizowały firmy KlangMeister Ecouton, Martion Audiosysteme i EternalArts. Nie wiem jak Państwu, ale ww. nazwy niewiele mi mówiły, jednak wiele jest manufaktur, o których istnieniu nie mam zielonego pojęcia a powstają w nich wybitne urządzenia. Podobnie było tym razem.

W największej sali rozstawiono dwa systemy. Jeden, Martiona – oparty o aktywne, tubowe, czterododrożne Orgony i drugi, zdecydowanie mniej imponujący gabarytowo, ale równie intrygujący – składający się z elektroniki EternalArts i kolumn Ecutona. Skupmy się jednak na początku na tubach. Pasmo przenoszenia 20Hz-25kHz, skuteczność 116dB i w połączeniu z 1kW napędem przynajmniej na papierze prezentowały się nader zachęcając. Jednak jak powszechnie wiadomo papier przyjmie wszystko. Całe szczęście konfrontacja z rzeczywistością wypadła rewelacyjnie. W dodatku zamiast audiofilskich smętów poleciały kawałki TOTO, Whitesnake i Bon Jovi. Z reguły taki repertuar i wysokoefektywne kolumny dają w rezultacie jazgot trudny do opisania. A tym razem? Efekt można było porównać jedynie do tego, co w zeszłym roku pokazali Azjaci z Silbatone – dynamika była wprost koncertowa i nawet przy właśnie takich – koncertowych poziomach głośności dźwięk pozostawał krystalicznie czysty i niezniekształcony.  Jednym słowem rewelacja – nic tylko wysupłać drobne 52 000 € i poprosić o wstawienie do dużego pokoju.

Zanim przejdę do bardziej konwencjonalnego systemu wspomnę tylko o skromnie ukrytych w niewielkim pokoju uroczych kostkach o wdzięcznej nazwie Bullfrog. Otóż te niepozorne aktywne maluchy oparte na 15” i 1,5” przetwornikach, kosztujące raptem 6 600€, również nokautowały dynamiką i zupełnie nieadekwatną do własnych wymiarów skalą i potęgą dźwięku. Nie brakowało im przy tym finezji i zwracania uwagi na wszelakiej maści mikrodetale i audiofilski plankton.

W porównaniu z ww. cudami system Ecouton/ EternalArts wyglądał i przede wszystkim grał zupełnie normalnie. Spore zainteresowanie wśród słuchaczy wzbudzał „wintydżowy” magnetofon szpulowy, który w momencie uruchomienia dość bezlitośnie obnażył ograniczenia odtwarzacza CD. Patrząc od strony widza takie porównanie taśma-płyta jest niezwykle atrakcyjne, jednak trudno mi uwierzyć, aby po takim pokazie do producenta odtwarzacza ustawiała się kolejka chętnych.  Całe szczęście dr. Burkhard Schwabe z miną zawodowego pokerzysty zapowiadał kolejne utwory zarejestrowane na taśmie, by po kilkunastu minutach powrócić do własnej produkcji dyskofonu. O ile brzmienie systemu ze źródłem cyfrowym oceniam jako poprawne, o tyle ze szpulowcem spokojnie można było go ulokować oczko wyżej. Damski wokal na tle orkiestry symfonicznej brzmiał niesamowicie gładko, soczyście i namacalnie. Po prostu esencja analogu. Szkoda, że ze względu na dość ograniczony czas nie dane mi było spróbować nakłonić prezenterów do małej improwizacji w postaci podpięcia Ferrographa pod Martiony.

No to najwyższy czas na tytułowy High End. Obrabiając grubo ponad tysiąc zdjęć, ochota na dokładne opisywanie każdego z systemów 363 wystawców dziwnym trafem gdzieś się ze mnie ulotniła. Ponadto spisanie wszystkich wrażeń, detali i konfiguracji przy imprezie o takiej skali zdecydowanie przekroczyłoby granice nie tylko zdrowego rozsądku, ale i z pewnością wytrzymałości nawet najbardziej dociekliwych czytelników. Wspomnę tylko, że tegoroczny katalog wystawców zajmował bagatela 480 stron! W związku z powyższym postanowiłem skupić się na kilku systemach, które po pierwsze najbardziej mi się spodobały i niejako z tegoż powodu w pokojach, w których grały spędziłem najwięcej czasu zaglądając i sprawdzając czymże tym razem raczą słuchaczy wystawcy.

W tym roku nie obyło High-End obfitował nie tylko w przerózne konferencje i panele dyskusyjne, ale i pokazy ludowego rękodzieła, do których możemy zaliczyć zarówno obróblę skrawaniem, jak i robienie na drutach, czy konfekcjonowanie przewodów – krótko mówiąc DIY pełna gębą ;-)

Prawdę powiedziawszy sam jestem tym dość zaskoczony, ale zarówno opierając się na wspomnieniach, zdjęciach, oraz spontanicznie zapisywanych notatkach wyszło, że najbardziej podobał mi się system składający się z przedprodukcyjnej pary imponujących włoskich kolumn Rosso Fiorentino florentia i greckiej elektroniki Ypsilon Electronics okablowany przewodami Kubala-Sosna. Ilekroć zaglądałem do tej sali, tylekroć nie wychodziłem z niej przez co najmniej pół godziny. Co dziwne, niezależnie od repertuaru i głośności, za każdym razem dźwięk urzekał muzykalnością, ognistym temperamentem i zupełnie niewymuszoną swobodą, które pozwalały na chwilę odprężenia od morderczej gonitwy po wystawowych korytarzach. To nie był system, w którym małe kolumny udawały duże, a niewielki i „pro-ekologiczny” wzmacniacz z pojedynczego scalaka próbował wykrzesać trochę życia. Nic z tych rzeczy. To był pełnokrwisty High-End – uosobienie potęgi i mocy, którą widać i czuć a która wcale nie musi się prężyć i wyginać niczym naszprycowany sterydami kulturysta. Słychać było wrodzoną naturalność i pochodną od niej muzykalność, którą tak bardzo w audio cenię. Muzyka prezentowana była jako homogeniczna całość a nie zlepek nie zawsze idealnie do siebie dopasowanych dźwięków.

Na kolejny system, który bardzo miło wspominam składały się Wilsony Alexia napędzane irracjonalnie masywnymi monoblokami Xs 150Passa karmionymi sygnałem z elektroniki emm Labs. W porównaniu do tego, co można było posłuchać na zeszłorocznym Audio Show, to prawdę powiedziawszy nie ma czego porównywać. Ponownie moją uwagę zwracały soczystość i gładkość dźwięku, które opierały się na solidnym i świetnie kontrolowanym basowym fundamencie.  Zero pospiechu, zero kompresji, zero, tak irytującego cyfrowego nalotu i podkreślonych sybilantów. Krótko mówiąc pełna kultura.

Podobnie odebrałem zestaw składający się z kolumn Magico S5 (żałuje, że dystrybutor nie ściągnął prezentowanej na stronie producenta wersji pomarańczowej) napędzanych Spectralami. Co prawda bas nie miał takiego wolumeny jak w dwóch powyższych systemach, lecz jego zwartość i akuratność w warunkach wystawowych zasługiwały na słowa uznania.

Bardzo zachęcająco zapowiada też się pewna „półnowość” – mowa tu o Alluxity, czyli firmie powołanej do życia przez Alexa – syna Hansa-Ole Vitusa. Perfekcyjnie wykonane obudowy (korpusy wycinane z jednego bloku aluminium + montaż odwrócony) zestawu pre/power cieszyły oczy kolorowymi wyświetlaczami a uszy brzmieniem, które do złudzenia przypomina to, co można usłyszeć z amplifikacji Vitusa seniora. W połączeniu z opartymi na ceramicznych przetwornikach Estelonach efekt był bardzo przyjemny i niewymuszony. Idealny zestaw do relaksującego odsłuchu.

W zeszłym roku co prawda na markę Lawrence Audio zwróciłem uwagę, ale dopiero w tym mogłem na spokojnie posiedzieć i posłuchać ich kolumn. Azjatyckie pochodzenie, niebanalny design i perfekcyjne wykonanie w ich przypadku ida w parze ze zjawiskowym kreowaniem przestrzeni i holograficznej prezentacji rozgrywających się na scenie wydarzeń. Dźwięk jest krystalicznie czysty a pomimo niezwykłej rozdzielczości i detaliczności nie nosi znamion bezdusznej analityczności i prosektoryjnego chłodu. Warto zwrócić również uwagę na polski akcent w postaci kondycjonera Gigawatta.

Z nowości bardzo do gustu przypadł mi nadzwyczaj zgrabny zestaw QAT Audio Technology dziarsko radzący sobie z fińskimi 2,5 drożnymi podłogówkami Penaudio Sara S.  Do High-Endu może i było daleko, lecz na miano wysokiej klasy Hi-Fi na pewno zasługiwał a patrząc na ergonomię streamera i gabaryty kolumn sporo osób z pewnością z radością ulokowałoby go w swoich wnętrzach.

Na deser zostawiłem prawdziwą perełkę i spokojnie mogę napisać, że powód, dla którego warto było do Monachium polecieć – system legendy światowego High-Endu: Kondo. W skromnej i nad wyraz niewielkiej „budce” wybudowanej na parterze jednej z hal wystawienniczych ukryto bowiem prawdziwy skarb. Esencję prawdziwej muzykalności i spokoju płynącego z dziesiątek lat doświadczenia. To nie był system mogący powalić dynamiką, rozmachem, czy subsonicznym basem, lecz w jego przypadku chodziło raczej o takt, elegancję i wrodzone wysublimowanie. Nawet archiwalne, ale fenomenalne pod względem muzycznym nagrania nabierały blasku. Poprzez szum starych płyt słuchacze mieli okazję delektować się niezwykle wykwintnie serwowanymi im emocjami drzemiącymi w muzyce i dać się ponieść nurtowi melodii.

A teraz proszę przygotować sobie coś do picia, jakieś przekąski i …. jedziemy:

Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie z równie przesympatycznym co szalonym Stevenem R. Rochlinem, rzut oka na Allianz Arenę i to by było na tyle.

Do zobaczenia za rok.
Ps. Byłbym zapomniał – mały prezent dla miłośników car-audio:

Tekst i zdjęcia: Marcin Olszewski

  1. Soundrebels.com
  2. >

Systemy antywibracyjne Solid Tech w dystrybucji Premium Sound

Systemy Solid Tech wykorzystywane są w ultra Hi-Endowych konfiguracjach audio, przez najbardziej wymagających audiofilów i melomanów, a także w tańszych, popularnych zestawach. Wszędzie przynosząc więcej naturalnego brzmienia, które daje jeszcze większą przyjemność ze słuchania muzyki w Waszych systemach.

Całość asortymentu Solid Tech, oparta jest na dwóch liniach produktowych oraz akcesoriach tłumiących:

Rack of Silence

    (ROS) – najwyższej klasy podstawy i stoliki antywibracyjne dedykowane dla referencyjnych komponentów elektroniki i najwyższej jakości gramofonów. Konstrukcja pozbawiona półek, oparta na profilach aluminiowych i skrzyżowanych drewnianych przęsłach. Najwyższy, referencyjny model wykorzystuje włókno węglowe. Poszczególne przęsła zawieszone na sprężynach Solid Tech. Dostępne w kolorze aluminium i czarnym.

 

1

  1. Radius – bardziej tradycyjne stoliki z drewnianymi półkami i nogami z profili aluminiowych w kolorze aluminium lub anodyzowane na czarno. Poszczególne półki lub cały stolik mogą być amortyzowane. Dla najbardziej wymagających, dostępne są półki z włóknem węglowym. W tej serii dostępne są również podstawki pod kolumny.

 

2

 

3

  1. Feet of Silence – stopy antywibracyjne najwyższej jakości pod elektronikę i gramofony.

4

  1. Disc of Silence – podstawy antywibracyjne pod sprzęt, oraz jako stopy pod stoliki Radius.

Zapewniają ponad 88% redukcję drgań przy częstotliwości 20Hz. Wyniki potwierdzone w pomiarach, przez wiarygodną firmę JOR AG.

5

  1.  IsoClear – dyski antywibracyjne. Podstawowe akcesorium tłumiące wibracje, które niewielkim nakładem środków potrafi wprowadzić w brzmieniu sprzętu zaskakującą poprawę.

 

6

Więcej informacji:

Salon HiFi – Premium Sound

Ul. Trawki 7, Gdańsk

www.premiumsound.pl

Tel: 513-070-730

 

  1. Soundrebels.com
  2. >

hifideluxe Munich 2013

Kiedy podczas zeszłorocznego monachijskiego High Endu dowiedziałem się o odbywającej się równolegle w odległym zaledwieo kilkanaście minut jazdy hotelu Marriott „konkurencyjnej” wystawie hifideluxe niestety ze względu na zbyt napięty harmonogram nie dane mi było nawet rzucić uchem na żaden z prezentowanych tam systemów. Ponadto relacje znajomych, którym udało się jednak tam dotrzeć nie brzmiały zbyt entuzjastycznie, jednak opinie osób trzecich to jedno a wrodzona ciekawość to drugie. W związku z powyższym planując tegoroczny wyjazd zarezerwowałem sobie na tego typu atrakcje zdecydowanie więcej czasu, co z resztą zaprocentowało pewną niespodzianką, ale o tym dalej.

Wczesnym piątkowym popołudniem udało nam się złapać przemykający chyłkiem wzdłuż M.O.C.a czarny karawan (znaczy się komfortowego busa), dzięki któremu nie byliśmy zdani na spacer w ulewnym deszczu. Kilkanaście minut jazdy w ulewnym deszczu i byliśmy na miejscu. W przeciwieństwie do „głównej” wystawy przed hotelem było cicho i spokojnie – zero kłębiących się tłumów i odgłosów odkręconych do przekraczających granice dobrego smaku i zdrowego rozsądku systemów.  Zlokalizowane w rogu stanowisko informacyjne pozwoliło zaczerpnąć szczegółowych informacji nt. rozmieszczenia 15 (!!!) pokoi wystawców. Kiedy przejrzałem zbliżony formatem do kartki A4 prospekt przypomniał mi się warszawski Hi-End z 2002 r, który nomen omen również odbywał się w Marriottcie i był równie kameralnym, przynajmniej w porównaniu z listopadowym Audio Show, wydarzeniem. Wróćmy jednak do Monachium.

Pierwsze kroki skierowaliśmy do niewielkich sal konferencyjnych znajdujących się nad częścią restauracyjną. Już za pierwszymi drzwiami czekała całkiem przyjemna niespodzianka. W sali Nymphenburg grał system składający się z uroczych i niezwykle niezobowiązujących gabarytowo kolumienek Duevel Enterprise. Oczywiście biorąc pod uwagę rangę wystawy w tle dumnie prężyły się zdecydowanie bardziej imponujące Siriusy, lecz to właśnie Enterpise’y grały podczas piątkowego pokazu, przynajmniej podczas naszej obecności, pierwsze skrzypce. O ile Duevele znam od dłuższego czasu to już o elektronice Audiomata do tej pory czytałem głównie w internecie. Oprócz firmowego systemu na najwyższych półkach ażurowych stolików pysznił się szpulowy magnetofon Revoxa i skromnie przycupnięty w jego cieniu podstawowy model gramofonu VPI. Ten dość niepozorny system oferował niezwykle wciągający przekaz z iście zjawiskową przestrzenią, której ogniskowanie pozornych źródeł dźwięku może nie było tak precyzyjne jak z konwencjonalnych konstrukcji, lecz soczystość, nasycenie i swoboda przekazu z nawiązką to wynagradzały. W dodatku, biorąc pod uwagę, że cena za parę tych uroczych kolumnienek nawet w Polsce nie przekracza 10 000 zł można to uznać za nie lada sensację.

Po sąsiedzku, w sali Kurfürsten również było ciekawie – fińskie minimonitorki Penaudio Cenya zasilała budząca respekt elektronika włoskiego Gold Note w postaci jubileuszowych egzemplarzy CD Favard, dwusegmentowej integry Demidoff Diamond a górną półkę zajęły gramofony – Gold Note Bellagio II i drugi, którego pochodzenia niestety nie rozpoznałem. Całość została okablowana przewodami Klang Manufaktur i Horn audiophiles. Nie dziwi więc fakt, że nawet tak filigranowe kolumienki z całkiem niezłym powodzeniem grały dźwiękiem większym, niż na pierwszy rzut oka można byłoby się po nich spodziewać. O najniższym basie oczywiście można było zapomnieć, lecz spora część miłośników monitorów takiego dźwięku właśnie oczekuje.

W głębi hotelowego korytarza kryły się jednak dalsze atrakcje – w Schachen Ask-Audio oprócz nader intrygujących, modułowych kolumn przedstawiło własnej produkcji akcesoria antywibracyjne. Niestety ze względu na budowę kolumn i wynikającą z niej mocną kierunkowość poza sweet-spotem jakość dźwięku nie powalała na kolana. Krótko mówiąc z rodziną „magią High-Endu” się nie podzielimy.

Choć zarówno na planach, jak i na stronie internetowej wystawy Avalony miały zarezerwowane jedno pomieszczenie (Herrenchiemsee), to dla zwiedzających przygotowano dwa systemy w przylegających do siebie pokojach. W pierwszym Avalony Compas napędzały mikroskopijne 102-ki Jeffa Rownlanda. Widocznie, żeby nie pogłębiać dysproporcji gabarytowych czterosegmentowe ( + laptop) źródło cyfrowe dCSa ustawiono dyskretnie z boku. Całość okablowano Transparentami i niby wszystko było ok., ale dźwięk nawet nie próbował porwać słuchaczy w wir wydarzeń. Od strony rzemiosła żaden błąd nie został popełniony, lecz w całości brakowało dla mnie jakiejś nuty spontaniczności, artyzmu.

Zauważalnie lepiej wypadł system oparty na Avalonach Time, które napędzały monobloki Jeff Rownland Model 725 a za źródło sygnału ponownie zadbał dSC. W porównaniu do systemu „light” tutaj wreszcie słusznych rozmiarów podłogówki grały adekwatnie do własnych gabarytów a mikro i makro dynamika jedynie sygnalizowana wcześniej mogła rozwinąć skrzydła.

Vis-à-vis, w sali Neuschwanstein można było posłuchać i pomacać nowości Lindemana z serii MusicBook . Model 10 to USB DAC wyposażony w pełni zbalansowany przedwzmacniacz i sekcję dedykowaną słuchawkom pracującą w klasie A. W komplecie znajduje się również pilot.  Za to 20-ka to już kombajn będący nie tylko DACiem, ale odtwarzaczem CD i sieciowym streamerem mogącym również spełniać rolę w pełni zbalansowanego przedwzmacniacza i wzmacniacza słuchawkowego pracującego w klasie A. Oba ww. urządzenia bez problemów zdolne są pracować również z sygnałem DSD. Grający podczas naszej obecności na wystawie system uzupełniały należący do Birdland Series nieduże monitorki BL-10.

Sala Schleißheim przypadła za to systemowi Jadisa napędzającemu 2,5 drożne kolumny Audioplan Konzert III. Klasyka prezentowana na tym systemie, przynajmniej z gramofonu, brzmiała wybornie. Takie aspekty dźwięku jak przysłowiowa muzykalność, soczystość i wewnętrzny spokój były jednoznaczne i wszechobecne.ciekawe, czy podobnego brzmienia można byłoby spodziewać się po stojących smutno w rogu lampowcach Tsakiridis.

Na czwartym piętrze samotnie swoje wdzięki prezentowały kolumny Acapella. Warto zwrócić uwagę na wszechobecne podstawki na kable i zakładam, że wcale nieprzypadkowo porozmieszczane inne, choć wcale nierzucające się w oczy akcesoria akustyczne. Z premedytacją piszę o akcesoriach, gdyż większości audiofili ustroje charakteryzują się ciutkę większymi rozmiarami od np. „kostki cukru”. Z odtwarzaczem CD Einsteina dźwięk był słodki, gładki i pozbawiony jakichkolwiek znamion krzykliwości.

W pokoju 505 poczułem się niemalże „jak w domu”, gdyż z elektroniką ModWrighta miałem już do czynienia i KWI200 nadal uważam za jedną z najlepszych integr w swojej cenie. Niestety znając możliwości amerykańskiej amplifikacji przeżyłem delikatny zawód dotyczący dziwnego skrępowania dźwięków reprodukowanych przez kolumny Von Schweikert Audio model UniField 3 Mk2. Nie wiem, co było tego przyczyną, lecz użyte przez niemieckiego dystrybutora okablowanie Harmonic Technology nie należy do grupy zachowawczych, jeśli chodzi o dawkowanie emocji i energii drzemiącej w muzyce, a wręcz przeciwnie.  Jednak nie to było najważniejsze, gdyż w ramach hifideluxe do Monachium zawitał Dan Wright, z którym Markowi udało się zorganizować „krótkie” spotkanie.  Dan okazał się przesympatycznym młodym człowiekiem i zamiast kilkudziesięciu minut przegadaliśmy ponad półtorej godziny zarówno o obecnych, jak i spodziewanych w niedalekiej przyszłości produktach.

Prezentowany w 509 system brytyjskiego Audio Note’a w porównaniu z grającym w M.O.C.u Kondo prezentował się nader skromnie, lecz gdy na talerzu gramofonu wylądowała płyta z „St. James infirmary” w wykonaniu Louis Armstronga nie było siły, żeby ktokolwiek wyszedł z pokoju. Właśnie w takich momentach czuje się sens audiofilizmu – możliwość usłyszenia jednych z najwspanialszych nagrań na urządzeniach potrafiących przybliżyć słuchacza do dawnych mistrzów. Oprócz „dorosłego systemu” tuż przy wejściu skromnie przycupnęła sobie „sypialniana” śnieżnobiała miniwieża składająca się z segmentów serii Zero.

Po chwili finezji, delikatności i czaru roztaczanego przez Satchmo w pokoju 517 czekał nas szok natury poznawczo – estetycznej, gdyż cała wnęka okienna zastawiona była stołami uginającymi się pod ciężarem baterii wzmacniaczy lampowych a muzyka dobiegająca z monstrualnych kolumn przywodziła na myśl świetnie nagłośniony koncert. System sygnowany marką MalValve składał się m.in. z 300W monobloków i hybrydowych kolumn, w których sekcja wysokotonowa była elektrostatyczna, średniotonowa magnetoststyczna a niskotonową obsługiwał monstrualnych rozmiarów, tym razem konwencjonalny woofer. Pomijając dyskusyjną urodę zestawy głośnikowe oferowały jedno z najlepszych brzmień, jakie dane mi było słyszeć w ciągu trzydniowego audiofilskiego maratonu w Monachium. Połączenie niesamowitej potęgi, soczystości i kontroli było wprost stworzone do grania starego dobrego rocka. Gdyby tylko nie gonił mnie czas z chęcią przesiedziałbym tam z radością kilka godzin żonglując płytami Dorsów, Zeppelinów i Purpli próbując zafundować sobie magiczny wehikuł czasu a uczucie bycia w środku wiru wydarzeń rozgrywających się na scenie byłoby nad wyraz odczuwalne.

W 518 też zastaliśmy dość niekonwencjonalny system. Co prawda o ile elektronikę Einstein Audio można spokojnie uznać za wybitnie highendowa, ale nadal konwencjonalnie zaprojektowaną o tyle wyglądające jak panele do ćwiczeń sztuk walki modułowe kolumny Audiomachina składające się z wysoko-średnio tonowych sekcji CRM i basowych CRS budziły spore zaciekawienie wśród słuchaczy. Jednak pomimo dość niekonwencjonalnego designu one po prostu fenomenalnie grały. Z resztą cały system mógłbym ze spokojnym sumieniem zaliczyć do grona pięciu najlepszych jakich można było w tym roku w Monachium posłuchać. Realizm, namacalność i przede wszystkim niesamowita czystość dźwięku była po prostu zjawiskowa.

Widok w pokoju 617 starych i dobrze mi znanych produktów francuskiej manufaktury Lavardin bardzo mnie ucieszył, bo pomimo całej swojej chimeryczności potrafiły urzec muzykalności i gładkością przekazu. Co prawda patrząc na to jak zestaw C62/AMP150 (pre/power) radzi sobie z kolumnami HEIL A.M.T. można było uznać, że wystawca wiedział co robi i prezentowany system nie opierał się na losowo wybranych komponentów. Również służący za źródło dość egzotyczny gramofon Simon Yorke Designs Series 10 z ramieniem S7.1 nie znalazł się w Monachium przez przypadek. Potwierdzało to brzmienie systemu charakteryzujące się niezwykłą swoboda graniczącą z nonszalancją. Tu było granie bez napinania się, stroszenia piórek i nadymania. Po prostu idealna muzyka do degustacji wybornego wina, lektury pasjonującej książki i generalnie odprężenie i relaksu. Im dłużej słuchałem tego systemu i powoli rozglądałem się po hotelowym wnętrzu tym częściej zastanawiałem się, czemu koralowo-czerwony IT-15 stoi smutnie z boku łypiąc na słuchaczy rubinowym okiem.  Powód był nad wyraz zaskakujący – otóż ustawione tuż przy ścianie czarne i niepozorne walce, które w pierwszych chwili uznałem za ustroje akustyczne okazały się najnowszym, omnipolarnym modelem kolumn Lecontoure i to kosztującym 3000 EUR. Co ciekawe efekt pełnej stereofonii można z nich uzyskać już z odległości jednego metra a wcale satysfakcjonujący bas zapewnia dosunięcie ich do samej ściany, na zastawienie krzesłem, czy fotelem też nie są z resztą wrażliwe. Po prostu marzenie (przynajmniej, jeśli chodzi o płeć piękną).

W pokoju 618 potężne śnieżnobiałe kolumny Zallation Reference napędzała elektronika CH Precision a system okablowany został przewodami Schnerzinger.  Całość brzmiała szybko, detalicznie i konturowo, choć po tym, co usłyszałem piętro niżej trudno nie było odnieść wrażenia, że gdzieś po drodze zgubiła się muzyka a zostały same, choć trzeba przyznać, że idealnie ułożone dźwięki.

Kilkugodzinny pobyt w Marriott’cie był miłą odmianą od wszechobecnego w halach M.O.C hałasu i pozwolił naładować baterie na kolejny dzień wystawowego maratonu, z którego obszerną fotorelację postaram się zamieścić na łamach SoundRebels.com w ciągu kilku najbliższych dni.

Ps. O niespodziance pozwolę sobie jednak napisać w głównej relacji z High Endu, gdyż ze względu na swoją lokalizację tam bardziej powinna pasować.

Tekst i zdjęcia: Marcin Olszewski

  1. Soundrebels.com
  2. >

2 spotkanie z cyklu ‚Audiofil’ – Wrocław

Tak jakoś się złożyło, że pisząc tą relację, wygrzewam się na piaskach plaży w Turcji, wiedząc o zimnie i deszczu panującym w kraju.
Żeby zdystansować się do tytułowego spotkania potrzebowałem trochę czasu, a i echa przeczytane na forum internetowym, również miały spory wpływ na ten tekst.

Pod koniec marca, odebrałem telefon od dystrybutora „Moje audio” z prośbą o zaprezentowanie własnego systemu na cyklicznej imprezie audiofilskiej, organizowanej przez Piotra Guzka w stolicy Dolnego Śląska – Wrocławiu. Informacje o lokalizacji i samym pomieszczeniu nasuwały mi tysiące pytań typu: od – „jak ja się zabiorę”, do – czy to ma szansę zagrać w takiej sali”. Summa-summarum zabrałem się nie bez problemów (samochód po wymontowaniu tylnych siedzeń wypełniony był po brzegi) na ową imprezę. Zwrot „zabrałem się” jest mocno skrótowy. Taka prezentacja ciągnie za sobą zapakowanie całego systemu nie zapominając o okablowaniu. Zważywszy, że wszystkie elementy toru, są u mnie dzielone plus kolumny, robi się z tego sześć dość dużych kartonów i siatką z „Ikei” pełną miedzi w różnego rodzaju koszulkach (kable sieciowe, głośnikowe i łączówki). Na szczęście firmowy stolik, którego jeszcze nie posiadam dostarczyć miał dystrybutor. Inaczej nie byłoby szans upchnięcia się w niedużą terenówkę.

Każdy roczny cykl spotkań odbywa się w tym samym pomieszczeniu, co daje słuchaczom przychodzącym regularnie, możliwość porównań i wyciągnięcia w miarę wiążących wniosków na temat różnic prezentowanych systemów. Czy są idealnie pasujące do zastanych warunków, to już inna sprawa, jednak to też jakieś doświadczenie w osłuchaniu. Z przecieków od stałych bywalców (pozdrawiam), dowiedziałem się, że obecna sala jest najbardziej przyjazna (nie mylić z idealną) do takich prezentacji. Jedynym problemem może być, czy dany zestaw zaprezentuje maximum swoich możliwości w takiej kubaturze. Pierwsze oględziny trochę mnie zaniepokoiły, gdyż swój „set” dobierałem do zdecydowanie innych metraży, ze ścisłym „sweet spotem”. Tutaj, nie dość, że to prawie „hala odsłuchowa”, to trzeba ogarnąć sporą grupę ludzi. Kilka prób po rozstawieniu sprzętu (ok 5 godzin) pozwoliło na zadowalające wybranie miejsca kolumnom w zastanych warunkach. Jeśli ktoś chciał posłuchać i poszukać optymalnego punktu do odbioru muzyki, to na pewno go znalazł. Malkontent, po kilku taktach wiedział, że to porażka. Niestety to ostatnio standard w naszym „światku”.

Ale dość już o przygotowaniach, czas na „clou” spotkania. Do tej pory, zawsze byłem uczestnikiem, a nie wystawcą, a tu z zaskoczenia zostałem poproszony o kilka słów na temat tego, co przywiozłem. Niestety, mimo, że jestem „wygadany”, to przed sporą widownią trochę mnie przytkało. Nie powiedziałem połowy tego, co miałem do przekazania. Następne „wejścia” były już lepsze. Może dlatego z braku myśli poruszyłem kwestię cen poszczególnych elementów, co niektórzy mogli odebrać jako popisy. Ale zapewniam, że tak nie było. Po zastanowieniu mogę to zrozumieć, sam może tak bym to kiedyś odebrał, jednak obecny system pozwala mi to widzieć inaczej. Śpieszę dodać, że przeszedłem całą drogę audiofila od budżetówki do Hi-End-u i wiem co mówię.

Większość prezentacji poprzedzona była anegdotami Piotra Guzka o wykonawcach i ich perypetii z tras koncertowych w Polsce. Człowiek rozpoznawalny we wrocławskim świecie jazzowym, zna większość gwiazd tam występujących. A, że długo sam takie koncerty organizował, to też sporo mówił (he,he). Jako organizator opisywanego spotkania miał do tego pełne prawo. Na szczęście był również czas na „play listę” gości i oczywiście moją muzykę. Jeśli chodzi o utwory słuchaczy, to większość odebrała swoje płyty z zadowoleniem. Były realizacje bardzo dobre, ale również przeciętne. Z mojego punktu widzenia większość zabrzmiała co najmniej dobrze, co nie znaczy, że bajka była w każdym repertuarze. Ale jak mówiłem w czasie swoich wejść, tworzyłem system w oparciu o konkretną słuchaną prze ze mnie muzę, nie bacząc jak wypadnie to, czego prawie nie słucham, albo słucham z wyłączonym „suwakiem” jakości realizacji. Niektórzy uważają to za wadę, jednak jak ja posłucham swoich kawałków na sprzęcie oponenta, też nie jest tak różowo. Ale wracajmy na salę we Wrocławiu. Jak dochodziłem już do głosu ze swoimi utworami, zawsze starałem się dokładnie pokazać, co mnie urzeka w danym nagraniu i co miało duży wpływ na decyzję zakupu akurat zestawu Reimyo. Każda płyta miała prezentować inną składową pasma akustycznego. Muzyka chóralna, „rasowy” ECM-owski jazz, elektronika w wykonaniu Yello, trochę muzyki dawnej w jazzowej aranżacji- to wszystko razem z moim opisem miało udowodnić posiadane walory zestawu. Należy wziąć pod uwagę, że to, co zaprezentował „japoński komplet” w warunkach wystawowych daje jakieś 70 procent tego co potrafi. To nie jest sprzęt do nagłaśniania koncertów, tylko do delektowania się obcowaniem z namacalną muzyką w domowym zaciszu. Na szczęście większość przybyłych to rozumiała. I tak „niespodziewanie” minęły dwa dni podzielone na kilka przerw dla mnie, w czasie których po drugiej stronie sali odbywała się prezentacja drugiego przygotowanego zestawu. Elektronika marki Hegel napędzała topowe kolumny Amphiona Krypton 3. Tak więc słuchacze mieli szansę porównać w jednym prawie czasie sprzęt z różnych zakątków świata. A był to pojedynek Japonia kontra północna Europa. Dla mnie wynik był oczywisty, ale miałem kilku rozmówców wolących tamto brzmienie. Całkowicie ich rozumiałem, gdyż dla każdego coś innego.

Na koniec chciałbym napisać kilka słów o echach tego pokazu na forum internetowym. Cieszy mnie to, że nie było wylewania „pomyj” tak dla zasady. Może dlatego, że przez przypadek wyszło na jaw jaki mam „nick” i sporo ludzi wie, że nie rzucam słów na wiatr. Jeśli były krytyczne uwagi, to potwierdzone argumentami. Często nawet z nimi się zgadzałem, ale postawiony przed wyzwaniem zrobiłem, co mogłem jak tylko się dało. Na szczęście podczas imprezy i w opisach po niej, przeważały pozytywne głosy. Wiadomo, że nigdy wszystkich się nie zadowoli. Jednak nie żałuję poświęconego czasu. Widziałem kilka mocno poruszonych min, jak takie małe skrzynki radziły sobie w niedogodnych warunkach prezentując muzykę w urzekający sposób. I taki wyraz twarzy słuchacza rekompensował włożony wysiłek.

Ps. Dodatkowym bonusem wyprawy do Wrocławia była wizyta u znajomych analogowców na spotkaniu „Podziemia winylowego”. Jest nas kilku w kraju i jak ktoś zawita w mieście jednego z odłamów, staramy się spotkać i posłuchać kilku płyt. A, że każdy ma jednak inny gust i upodobania dźwiękowe, cały czas się poznajemy. Niby wspólne zamiłowanie do czarnego krążka, ale całkowicie inne zestawy dają paletę możliwości tego formatu. Pozdrawiam „Podziemie wrocławskie” i czekam na następne spotkanie. Kto wie, może teraz w stolicy.

Dziękuję wszystkim za przybycie i pozdrawiam Jacek Pazio.

System prezentowany na spotkaniu, to kompletny zestaw firmy Combak.
Elektronika Reimyo:

– dzielony odtwarzacz cd
  Napęd -CDT – 777
  przetwornik cyfrowy – DAP – 999 EX
– przedwzmacniacz lampowy – CAT – 777 MK II
– tranzystorowa końcówka mocy – KAP – 777
– Kolumny – Bravo Consequence +

Okablowanie Harmonix:
– sieciówkę – X-DC 350M2R Improved-Version
– głośnikowe
  – wysokie i średnica – HS 101-EXQ
  – niskotonowe – HS 101-SLC
– interkonekty – HS 101-GP
– cyfrowy RCA – HS 102
– Stolik Harmonix „Royal Stage” system rack w/base
– Akcesoria antywibracyjne Harmonix
 – stopy pod kolumny i stolik – RF-999MTMK2
 – podstawki pod końcówkę mocy – TU-666M „MILION MAESTRO”
 – podstawki pod przedwzmacniacz – TU-505EX MK2
 – podstawki pod kable głośnikowe – CR-4107 „CoreRing” cable tuning Ring
– Akcesoria sieciowe – AC Enacom improved for 100-240V

  1. Soundrebels.com
  2. >

JBL EVEREST już w Polsce

Projekt Everest DD66000, nad którym prace rozpoczęto w 2002 roku, miał cztery lata później uświetnić obchody 60 rocznicy powstania firmy JBL. Mając tak duże doświadczenie w tworzeniu najlepszych zespołów głośnikowych, zespół pod kierunkiem legendarnego inżyniera Grega Timbersa, znanego jako „Mister JBL” i projektanta Daniela Ashcrafta przystąpił do projektowania systemu, który zawierałby zarówno tradycyjne, jak i nowoczesne elementy firmowego stylu, jednocześnie osiągając najwyższy pułap jakości dźwięku w historii. Obaj panowie mieli już za sobą 20 lat owocnej współpracy. Ale efekt, jaki tym razem udało im się osiągnąć, przerósł wszelkie oczekiwania. Everest DD66000 to najdoskonalszy z instrumentów do odtwarzania muzyki, jaki firma JBL – amerykański potentat branży audio – stworzyła w swej historii. Mierzalne osiągi kolumn są wręcz podręcznikowe. Charakterystyka przetwarzania jest gładka i rozciągnięta, kierunkowość w całym paśmie doskonale zrównoważona, a niski poziom zniekształceń harmonicznych przypomina działanie dobrego wzmacniacza. D66000 bez wysiłku przekazuje sens i ducha każdej muzyki – od baroku po reggae. Niezależnie od jej stylu i poziomu głośności, dostarcza najbardziej ekscytujących wrażeń.

Konfiguracja kolumn oparta jest na JBL-owskiej koncepcji rozwiniętego układu dwudrożnego i udowadnia, że takiemu właśnie, dobrze zaprojektowanemu systemowi, najbliżej do ideału. Składają się nań: dwa głośniki niskotonowe, wysokotonowy przetwornik kompresyjny, przetwornik ultrawysokotonowy i zwrotnica. Przetwornik niskotonowy to potężna konstrukcja o średnicy 38 cm. Cewka o średnicy 10 cm znajduje się w polu magnetycznym wytwarzanym przez magnes ze stopu Alnico. Membrana przetwornika wykonana jest z celulozy wzbogaconej substancją Aquaplas, która pozwala zachować idealne działanie według zasady „sztywnego tłoka” w szerokim zakresie częstotliwości. Układ magnetyczny o masie aż 16 kg trzyma w ryzach masywny, odlewany z aluminium kosz. Wysokotonowy przetwornik kompresyjny otrzymał membranę z czystego berylu o średnicy 10 cm i neodymowy układ magnetyczny. Dzięki niskiej masie drgającej o wartości tylko 2,1 grama  układ jest zdolny błyskawicznie reagować na muzyczne transjenty i odtwarzać najdelikatniejsze detale i niuanse. Przetwornik ultrawysokotonowy również wykorzystuje membranę berylową, ale o średnicy 25 mm, a także 50 mm neodymowy układ magnetyczny. Membrana ma tutaj grubość tylko 0,04 mm i masę 0,1 grama! Delikatne części jego złożonej konstrukcji, dla osiągnięcia najwyższej precyzji, wykonywane są techniką litografii. Ekstremalnie niska masa drgająca i wysoka sztywność berylowej membrany przekładają się na charakterystykę sięgającą od 8 kHz do 50 kHz.

Sekret perfekcji, z jaką system odtwarza przejścia od najgłębszych nut po wyżyny częstotliwości,  tkwi w doskonałej integracji poszczególnych jego komponentów. Przetworniki i zwrotnica znajdują się w imponującej wizualnie obudowie, która przypomina legendarne konstrukcje JBL-a – Hartsfield i Paragon. Specjalnie zakrzywiona powierzchnia frontu łączy boczne ścianki i główną tubę. Górna i dolna powierzchnia tuby uzupełnione są „ustami”, wykonanymi z materiału SonoGlass, podobnie jak tuba  przetwornika ultrawysokotonowego. Obudowa spoczywa na czterech stopach ze stali nierdzewnej. W komplecie są też cztery wózki, pozwalające uchronić podłogę przed uszkodzeniem przez ostre końcówki. Przy masie jednej kolumny 142 kg ten szczegół nie jest bez znaczenia.

Kolumny JBL Everest po raz pierwszy w Polsce można było zobaczyć i usłyszeć podczas ubiegłorocznego, listopadowego Audio Show w warszawskim hotelu Sobieski. W specjalnie zaaranżowanej sali odsłuchowej każdy mógł posłuchać, jak brzmi legendarny system, wspomagany najwyższej klasy elektroniką Mark Levinson. Od niedawna można się cieszyć jego brzmieniem również w Katowicach, w salonie Audio Styl, przy Al. Roździeńskiego 91. Właściciel tego salonu, zachęcony udaną transakcją, postanowił bowiem sprowadzić do siebie kolejną parę JBL Everest.

www.jbleverest.com

 

  1. Soundrebels.com
  2. >

Octave MRE 220

Nowoopracowane monobloki, wzmacniacz mocy MRE220 bazują na fantastycznym wzmacniaczu MRE130 i zdobywcy wielu nagród, modelu MRE290. Ten ostatni został zaprojektowany specjalnie pod katem nowych lamp mocy KT120. Wzmacniacz zdobył Golden Sound Award, prestiżową nagrodę japońskiego magazynu „Stereo Sound” i stosowany jest jako referencja przez wielu dziennikarzy audio.
MRE220, drugi w historii wzmacniacz Octave przygotowany do pracy z KT120, charakteryzuje się dźwiękiem dotychczas, jak się wydawało, niemożliwym do osiągnięcia z tymi lampami. Moc wyjściowa wzrosła do 220 W RMS przy 4 Ω i 300 W w impulsie.
Wystarczy wspomnieć kilka kluczowych ech: moc wyjściowa dostępna w całym paśmie przenoszenia (20 Hz – 70 kHz), stabilna praca aż do obciążenia 2,6 Ω i stosunku sygnału do szumu lepszym niż –116 dB. Sekcja wejściowa może być opcjonalnie wyposażona w transformatory dopasowujące, ze zbalansowanymi wejściami XLR. Ich zastosowanie pozwala wyeliminować pętlę masy i szum wysokoczęstotliwościowy, niekorzystnie wpływające na dźwięk.

Model: lampowy wzmacniacz mono MRE 220
Lampy: 4 x KT120 (na kanał)
Wykończenie: srebrne aluminium, czarne aluminium
Dodatkowe moduły: Black-Box, Super Black-Box

Specyfikacja techniczna

Moc wyjściowa: 220 W/4 Ω
Pasmo przenoszenia: 5 Hz – 80 kHz (-3 dB)
Całkowite zniekształcenia harmoniczne (THD): < 0,1% (10 W/4 Ω)
Stosunek sygnał/szum: >100 dB
Minimalna impedancja kolumn: 2 Ω
Gain/czułość wejściowa: + 29,5 dB
Połączenia: 1 x RCA, 1 x XLR
Dodatkowo: ECO Mode, Bias Adjustment, transformatory dopasowujące (opcja)

Ogólne:
Pobór mocy: 500 W (pełna moc wyjściowa)
Akcesoria: kabel zasilający, śrubokręt 3,5 mm do regulacji biasu, 1 x KT120 (zapas)
Wymiary: 488 x 186 x 410 mm
Waga: 29 kg (sztuka)

 

  1. Soundrebels.com
  2. >

ACCUPHASE DP-550

• Wysokiej klasy napęd SACD
• Przetwornik D/A według koncepcji MDS+ z czterema równoległymi gałęziami
• Odtwarzanie płyt DSD zapisanych jako DSF
• Direct Balanced Filter z osobnymi gałęziami dla wyjść niezbalansowanych i zbalansowanych
• Wejścia HS-LINK oraz USB
• Wyjścia z transportu i wejścia do przetwornika, umożliwiające wpięcie w cyfrową pętlę korektora akustyki DG-48
• Przełącznik fazy absolutnej dla wyjść zbalansowanych
• Wskaźnik częstotliwości próbkowania sygnału wejściowego

DP-550 to wysokiej kasy odtwarzacz Super Audio CD – jego bezszelestną pracę zapewnia opracowany niedawno napęd SACD/CD, powiązany z doskonale sztywną szufladą na płyty oraz jej ultra-cichym mechanizmem. Innowacyjny konwerter D/A MDS+ z czterema równoległymi gałęziami przetworników cyfrowo-analogowych pozwala na bezpośrednią konwersję sygnału DSD. Urządzenie jest skonstruowane w ten sposób, że wydzielono mechanicznie sekcję napędu i przetwornika; każda wyposażona jest w komplet cyfrowych przyłączy: HS-LINK, koaksjalne, optyczne oraz USB (tylko wejście).

Celebrując 40. rocznicę powstania firmy Accuphase jej inżynierowie przygotowali topowy, zaawansowany technologicznie, dzielony odtwarzacz SACD DP-900/DC-901, w którym zastosowano wszystkie znane rozwiązania tej firmy, rozpoczynając tym samym nową erę w ramach jej cyfrowych produktów. Odtwarzacz został entuzjastycznie przyjęty zarówno w Japonii, jak i za granicą i odnalazł drogę do najbardziej wyrafinowanych systemów audio na świecie jako referencja w zakresie płyt SACD.
To wysokiej klasy, zintegrowany odtwarzacz SACD, będący owocem rozległych badań i długich sesji odsłuchowych. Podobnie jak wiele odtwarzaczy Accuphase przed nim, tak i on dedykowany jest odtwarzaniu dwukanałowej muzyki. Odtwarzacz pozwala użytkownikowi na odnalezienie piękna technologii SACD i CD bez żadnych ograniczeń. W DP-550 zastosowano specjalnie dla tego modelu zaprojektowany mechanizm, wykonywany przez Accuphase, zawdzięczający wiele rozwiązań z zaawansowanej technologii flagowego produktu.
Nowoopracowany napęd w DP-550 to topowe narzędzie mające na celu wydobycie stu procent informacji z płyt SACD. Nie tylko utrzymuje wewnętrzne wibracje ruchomych części na minimalnym poziomie, ale znakomicie tłumi też wibracje pochodzące z zewnątrz. Dzięki temu sygnał cyfrowy pozostaje nietknięty. Osobny, dedykowany wyłącznie do tego zadania układ DSP to serce cyfrowego serwo – podstawa ultra-precyzyjnego odczytu sygnału DSD, za pomocą którego kodowane są informacje na płytach SACD. Niezwykle ważny element, jakim jest układ optyczny, to nowy element z pojedynczą, dwuogniskową diodą lasera i bardzo szybkim czasem dostępu. Wózek z optyką ma bardzo małą masę i jest odsprzęgnięty od bardzo ciężkiej, masywnej podstawy.
Sekcja procesora cyfrowego jest w DP-550 wzorowana na rozwiązaniach z topowego, dzielonego systemu DP-900/DC-901. Układ bazuje na innowacyjnym, opracowanym przez Accuphase, rozwiązaniu MDS+ (Multiple Delta Sigma+). Dzięki niemu sygnał DSD jest prowadzony bezpośrednio do kilku układów D/A w równoległej aranżacji. Po skonwertowaniu sygnału jest on sumowany, co daje znaczące zmniejszenie zniekształceń. Przetworniki to najnowsze układy ES9008 ESS Technology z technologią Hyperstream. Zastosowanie czterech układów na kanał umożliwia niewiarygodnie precyzyjną konwersję, a tym samym wielokrotnie lepsze parametry mierzalne: minimalne THD, wysoki stosunek S/N i fantastyczną liniowość małych sygnałów.

Budowa i funkcjonalność sekcji transportu
• Wysokiej klasy napęd SACD:
–    sztywna, precyzyjna konstrukcja z wytrzymałą, ciężką podstawą, pomagającą w minimalizacji drgań
–    sekcja optyczna zawieszona na nowoopracowanych damperach
–    masywny most spinający boki napędu
–    konstrukcja o niskich rezonansach z nisko położonym punktem ciężkości
–    wyfrezowana z albuminowego bloku szuflada płyty i niezwykle cichy, gładki system jej zamykania
• Napęd SACD wysyłający ultra-czysty sygnał
• Pojedyncza dioda o dwóch ogniskowych w mechanizmie o niezwykle krótkim czasie dostępu
• Opracowany przez Accuphase wysokiej klasy interfejs cyfrowy HS-LINK (dla sygnałów DSD i PCM)
• Nowy układ magnetycznego docisku płyty z neodymowym magnesem, pozwalający na wyjątkowo precyzyjne prowadzenie płyty
• Odtwarzanie płyt DSD nagranych w postaci plików DSF za pomocą profesjonalnych rekorderów.

Budowa i funkcjonalność sekcji przetwornika cyfrowo-analogowego
• Przetwornik cyfrowo-analogowy typu MDS+ z czterema, równolegle pracującymi układami
• Cyfrowa regulacja siły głosu, do –80 dB
• Osobne sekcje transportu i konwertera z wejściami i wyjściami HS-LINK, koaskajalnym, optycznym i USB (tylko wejście)
• Wskaźnik częstotliwości próbkowania (w kHz), zarówno podczas pracy wewnętrznego transportu, jak i przy zewnętrznych sygnałach
• Potrójna ścianka dolna oraz odlewane z żeliwa, wysokowęglowe nóżki o wyjątkowych właściwościach mechanicznych, umożliwiających absorbowanie dużej części wibracji
• Wskaźnik fazy absolutnej dla wyjścia XLR
• Zbalansowane i niezbalansowane wyjścia analogowe

Poprawiony układ przetwornika D/A typu MDS+
MDS+ to rewolucyjne rozwiązanie, w którym zastosowano kilka równoległych układów delta-sigma, w niezwykły sposób poprawiające jakość dźwięku. Do każdego przetwornika dostarczany jest dokładnie ten sam sygnał, a ich wyjścia są sumowane, zanim sygnał zostanie przesłany do następnych stopni. Sygnał z poszczególnych przetworników jest sumowany, podnosząc jego poziom, ale komponenty wynikające z błędów konwersji są po prostu kasowane. Rezultatem jest zwiększenie stosunku sygnału do szumu, precyzja sygnałów o niskim poziomie, dynamiki, liniowości i THD (jeśli liczba konwerterów ma wartość ‘n’, poprawa wynosi √n). W DP-550 zastosowano cztery przetworniki ES9008 ESS Technology z technologią Hyperstream. W porównaniu do pojedynczego układu ogólna jakość jest powiększona o faktor 2 (=√4).
Ponieważ poprawa jakości sygnału wprowadzana przez MDS+ nie jest zależna od częstotliwości, ani poziomu sygnału można w znaczący sposób zredukować także szumy, będące piętą achillesową konwerterów typu delta-sigma.

Direct Balanced Filter z osobnymi gałęziami wyjść XLR I RCA
W odtwarzaczach cyfrowych i przetwornikach D/A filtr analogowy służy do likwidacji tzw. szumu aliasingowego. To szum wysokoczęstotliwościowy powstały przez przeniesienie lustrzanych odbić do sygnału znajdującego się poniżej częstotliwości próbkowania. W DP-550 zastosowano w tym celu filtr 5. rzędu Butterwortha o ekstremalnie płaskiej odpowiedzi częstotliwościowej w paśmie przenoszenia. Aby przeciwdziałać niechcianym interferencjom zastosowano osobne filtry dla wyjścia XLR i RCA.

DANE TECHNICZNE

• Kompatybilność z płytami: Compact Disc, Super Audio CD oraz DSD (w formacie DSF)
• Wyjścia/wejścia cyfrowe: HS-LINK, koaksjalne, optyczne, USB
• Częstotliwość próbkowania:
– HS-LINK: 32 – 192 kHz/24 bity (2-kanałowe PCM) | 2,8224 MHz/1-bit (2-kanałowy DSD)
– USB, koaksjalne: 32 – 192 kHz/24 bity (2-kanałowy PCM)
–    optyczne: 32 – 96 kHz/24 bity (2-kanałowy PCM)
• Częstotliwość przenoszenia: 0,7 – 50 000 Hz (+0, -3 dB)
• Total harmonic distortion: 0,0007% (20 – 20 000 Hz)
• Stosunek sygnału do szumu: 118 dB
• Zakres dynamiki: 115 dB (wejście 24-bity, filtr dolnoprzepustowy – wyłączony)
• Separacja międzykanałowa: 108 dB (20 – 20 000 Hz)
• Napięcie wyjściowe:
–    XLR: 2,5 V/50 Ω
–    RCA: 2,5 V/ 50 Ω
• Regulacja poziomu wyjściowego: 0,0 dB do –80,0 dB, w krokach co 1 dB (regulacja cyfrowa)
• Pobór mocy: 23 W, standby – 0,5 W
• Wymiary (WxHxD): 465 x 151 x 393 mm
• Waga: 18,5 kg

 

  1. Soundrebels.com
  2. >

Leben CS-300F

Model CS-300, a następnie jego ulepszone wersje CS-300X oraz CS-300S szturmem podbiły świat audio. Zaprojektowane i wyprodukowane przez jednego z największych żyjących projektantów audio, pana Taku Hyodo, okazał się równie fantastycznym wzmacniaczem zintegrowanym, jak i wzmacniaczem słuchawkowym. Wystarczy powiedzieć, że właśnie w tej roli wykorzystywany jest w roli referencji przez wiele redakcji specjalistycznych pism audio, jak np. „High Fidelity” (www.highfidelity.pl).
To niewielkie urządzenie wykorzystywało w stopniu końcowym popularne, szeroko dostępne lampy EL84. Choć te dostępne są w wyrafinowanych wersjach, okazało się, że można podejść do sprawy w jeszcze bardziej purystyczny, jeszcze bardziej innowacyjny sposób.

Tak narodził się nowy wzmacniacz CS-300F. Jego wygląd jest niemal identyczny, jak wcześniejszych wersji, podobnie jak wyposażenie. Do dyspozycji mamy sześć wejść liniowych, regulację siły głosu oraz balansu między kanałami, jak również (jak się okazuje doskonale przydatną przy słuchawkach i kolumnach z głośnikami szerokopasmowymi) podbicie basu o +3/+5 dB. Na przedniej ściance jest wyjście słuchawkowe, a na tylnej wszystkie wspomniane wejścia, wyjście do nagrywania oraz wyjścia głośnikowe. Te są pojedyncze, a zmiana między impedancją obciążenia – 4/6/8 Ω – dokonywana jest przełącznikiem.
Urządzenie jest malutkie, ale wyjątkowo solidnie zbudowane, z zachowaniem niezwykle cenionych technik rzemieślniczych kultywowanych w Japonii z pokolenia na pokolenie. Dotyczy to zarówno pięknej, złoconej płyty przedniej i tylnej, drewnianych elementów na bokach oraz jakości elementów wewnątrz urządzenia.

Nowy wzmacniacz korzysta jednak z zupełnie innych lamp wyjściowych, a co za tym idzie kompletnie nowego układu. Po raz pierwszy w historii audio zastosowano, właśnie w CS-300F – niezwykle wytrzymałe, charakteryzujące się bardzo niskimi zniekształceniami, lampy General Electric JAN-6197 (6CL6), zaprojektowane pierwotnie do pracy w układach liczących (logicznych), czyli – komputerach. Te konkretne modele zostały wyprodukowane dla armii amerykańskiej (JAN = Joint Army Navy US). JAN-6197 GE jest pentodą mocy z oktalowym, dziewięciopinowym cokołem. Pracujące w układzie push-pull, w klasie AB lampy dają 15 W mocy, przy zniekształceniach 0,7%.
Nowe są także lampy sterujące – to kolejne wyjątkowe lampy 17EW8 japońskiej firmy Hi-Fi, podwójna trioda małej mocy, odpowiednik lamp HCC85.

CS-300F jest więc zupełnie nowym urządzeniem, na całkowicie zmienionych lampach, ale w znajomej obudowie. Pierwsze egzemplarze właśnie są wysyłane z Japonii, a jeden z nich został w ciemno zamówiony przez redaktora naczelnego „High Fidelity”…

Dane techniczne:

Zastosowane lampy: JAN-6197 GE x 4, 17EW8 x 2
Moc wyjściowa: 2 x 15 W
Pasmo przenoszenia: 15 Hz – 100 kHz (-2 dB)
Zniekształcenia: 0,7 % (10 W)
Czułość wejściowa: 600 mV
Impedancja obciążenia – kolumny: 4/6/8 Ω (zmienna)
Impedancja obciążenia – słuchawki: 300 Ω
Pobór mocy: 82 W
Wymiary: 360 x 270 x 140 mm
Waga: 10,5 kg

 

  1. Soundrebels.com
  2. >

Accuphase DP-410

● Precyzyjny napęd CD
● Wysokiej jakości szuflada na płyty – ultra-cicha i gładka praca mechanizmu
● Przetwornik cyfrowo-analogowy MDS++ z czterema równoległymi gałęziami na kanał
● “Direct Balanced Filter” – osobne układy analogowe dla wyjścia niezbalansowanego RCA i zbalansowanego XLR
● Selektor fazy absolutnej dla wyjścia zbalansowanego
● Cyfrowe wejście USB
● Wyjście cyfrowe z transportu i wejście do przetwornika w pętli, umożliwiającej zastosowanie korektora akustyki DG-48
● Wskaźnik częstotliwości próbkowania sygnału wejściowego

 

Odtwarzacz Compact Disc z precyzyjnym napędem CD i zaawansowaną sekcją procesora cyfrowego. Doskonały napęd CD z szufladą wykonaną z odlewanego aluminium, plus ultra-cichy system otwierania i zamykania. Sekcja przetwornika D/A wykonana w technice MDS++, z czterema, równoległymi przetwornikami na kanał, a co za tym idzie, czterema układami analogowymi, sumowanymi na wyjściu. Odtwarzacz zbudowano jako dwa, całkowicie odrębne części, w jednej obudowie: napęd CD oraz DAC. Układ przetwornika wyposażona jest w cyfrowe wejścia i wyjścia RCA oraz optyczne, jak również wejście USB Wejścia koaksjalne oraz USB obsługują sygnał do 192 kHz/24 bity.

Specjalnie pod kątem high-endowego modelu odtwarzacza CD DP-510 firma Accuphase opracowała napęd optymalizowany specjalnie pod kątem płyt CD, co przełożyło się na jego powodzenie na całym świecie. Model DP-410, następca DP-400, wykorzystuje doświadczenia nabyte podczas projektowania DP-510, oferując znacząco lepszy dźwięk i najnowsze technologie, pozwalające wydobyć z formatu Compact Disc wszystko, co jest możliwe. Wielu audiofilów ma bardzo rozbudowane kolekcje tego typu płyt i chcą uzyskać z nich jak najlepszy dźwięk. DP-410 umożliwia słuchaczom dostrzeżenie najmniejszych niuansów ich nagrań, które będą brzmiały lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Opracowany przez Accuphase napęd CD, zastosowany w DP-410, charakteryzuje się ekstremalnie sztywną i ultra-precyzyjną budową, co pozwala na uzyskanie zupełnie nowej jakości brzmienia. Zewnętrzne i wewnętrzne wibracje są natychmiast minimalizowane w obudowie o zaawansowanej konstrukcji. Umieszczony nisko punkt ciężkości oraz ultra-gładki mechanizm ładowania płyty w znaczący sposób poprawiają jakość dźwięku.
Sekcja procesora cyfrowego to zawansowany, skomplikowany układ, zaprojektowany z uwzględnieniem najnowszych technologii. Stosowany od lat przez Accuphase układ MDS++ jest w nim jeszcze bardziej wyrafinowany, przede wszystkim dzięki niezwykle precyzyjnemu doborowi elementów biernych i aktywnych, w tym przetworników typu delta-sigma, pracujących w równoległej konfiguracji. Tworzą układ konwertujący o ponadprzeciętnej precyzji i wierności. Liniowość niskich sygnałów jest znakomita, podobnie jak inne parametry, kluczowe dla pełnego wykorzystania potencjału płyty CD. Filtry analogowe 5. rzędu (Butterwortha) wprowadzają całkowitą separację sekcji niezbalansowanej i zbalansowanej układu.
Wyjątkowy dźwięk, wysokiej jakości sekcji przetwornika cyfrowo-analogowego może służyć poprawie jakości zewnętrznych urządzeń cyfrowych. Trzy rodzaje wejść cyfrowych (SUB, koaksjalne i optyczne) akceptują sygnał szerokiej gamy źródeł, dekodując ich sygnał w najlepszy dostępny sposób.
Co więcej, sekcja transportu i procesora są skonfigurowane oddzielnie, neizależnie od siebie. Nawet jeśli uzywamy wejścia dla zewnętrznego procesora, transport CD będzie pracował, dzięki czemu możemy skompensować akustykę danego pomieszczenia, korzystając np. z korektora Digital Voicing Equalizer DG-48.

Sekcja napędu CD
• Dedykowany, precyzyjny napęd CD:
Sztywna konstrukcja z ciężkim chassis, absorbujaca zewnętrzne wibracje.
“Traverse Mechanism” – układ “zawieszony” na damperach lepkiego materiału
Zwarty mechanizm z duzym mostem spinającym boki i bazę
Nisko posadowiony punkt ciężkości – efektywna kontrola wibracji
Wysokiej klasy mechanizm, z ultra-gładko pracującą szufladą, wykonaną ze sztywnego, aluminiowego odlewu.
• Całkowicie zbalansowany układ kontroli odczytu
• Wózek odczytu ze zintegrowanym wzmacniaczem RF, co pozwoliło znacząco zredukować szumy
• Układ automatycznego włączania odtwarzania płyty
• Odlewane z żeliwa, wysokowęglowe nóżki o znakomitej charakterystyce tłumienia drgań

Sekcja procesora cyfrowego
• Przetwornik cyfrowo-analogowy MDS++ z czterema równoległymi biegami
• Cyfrowa regulacja siły głosu, do –60 dB
• Niezależne sekcje transportu i przetwornika z trzema łączami cyfrowymi: koaksjalnym, optycznym oraz USB (tylko wejście)
• Wskaźnik częstotliwości próbkowania dla transportu i dla zewnętrznych źródeł

Poprawiony układ konwertera MDS++
MDS (Multiple Delta Sigma) to rewolucyjny układ typu delta sigma z kilkoma przetwornikami w układzie równoległym. Do każdego z biegów dostarczany jest ten sam sygnał cyfrowy. Ich wyjścia są sumowane, w wyniku czego błędy przetwarzania są niwelowane, dając niższe zniekształcenia, niż przy zwykłym dodawaniu. Stosunek sygnału oraz błędów konwersji jest w ten sposób znacząco zwiększany.
W DP-410 zastoswoano cztery przetworniki delta sigma PCM1796 (Texas Instruments), pracujące równolegle. W porównaniu do pojedynczego konwertera w rezultacie otrzymujemy poprawę jakości o współczynnik 2 (= √4).
Przetwornik w DP-410 to także poprawiona sekcja konwertera prądowo-napięciowego z sumowanym wyjściem. Rezultat? Znacznie lepsza stabilność oraz wybitny dźwięk. Muzyka wypływa z absolutnie ciemnego, cichego tła, z zapierającą dech w piersiach rozdzielczością I dokładna informacją o przestrzeni.

Direct Balanced Filter z osobnymi gałęziami wyjść XLR I RCA
W odtwarzaczach cyfrowych i przetwornikach D/A filtr analogowy służy do likwidacji tzw. szumu aliasingowego. To szum wysokoczęstotliwościowy powstały przez przeniesienie lustrzanych odbić do sygnału znajdującego się poniżej częstotliwości próbkowania. W DP-550 zastosowano w tym celu filtr 5. rzędu Butterwortha o ekstremalnie płaskiej odpowiedzi częstotliwościowej w paśmie przenoszenia. Aby przeciwdziałać niechcianym interferencjom zastosowano osobne filtry dla wyjścia XLR i RCA.

DANE TECHNICZNE

• Wyjścia/wejścia cyfrowe: koaksjalne, optyczne, USB (tylko wejście)
• Częstotliwość próbkowania:
– USB, koaksjalne: 32 – 192 kHz/24 bity (2-kanałowy PCM)
– optyczne: 32 – 96 kHz/24 bity (2-kanałowy PCM)
• Częstotliwość przenoszenia: 0,7 – 50 000 Hz (+0, -3 dB)
• Total harmonic distortion: 0,001% (20 – 20 000 Hz)
• Stosunek sygnału do szumu: 114 dB lub więcej
• Zakres dynamiki: 110 dB (wejście 24-bity, filtr dolnoprzepustowy – wyłączony)
• Separacja między kanałami: 110 dB lub więcej (20 – 20 000 Hz)
• Napięcie wyjściowe:
–    XLR: 2,5 V/50 Ω
–    RCA: 2,5 V/ 50 Ω
• Regulacja poziomu wyjściowego: 0,0 dB do –60,0 dB, w krokach co 1 dB (regulacja cyfrowa)
• Pobór mocy: 23 W, standby – 0,5 W
• Wymiary (WxHxD): 465 x 151 x 393 mm
• Waga: 14 kg