Monthly Archives: kwiecień 2018


  1. Soundrebels.com
  2. >

Z pewnością nie raz i nie dwa spotkaliście się Państwo ze stwierdzeniem, że nie ma czegoś takiego jak przypadek i wszystko, nawet najmniejsze, pozornie nieistotne drobiazgi, są częścią układających się w logiczną całość zależności przyczynowo – skutkowych. Aby jednak ową logikę zauważyć trzeba popatrzeć na nią z odpowiedniej – szerszej perspektywy. Tak też było w miniony czwartkowy wieczór, gdy w warszawskim Studiu U22 pojawił się Mariusz Duda aby licznemu gronu przybyłych słuchaczy przedpremierowo zaprezentować najnowszy materiał z mającego trafić na rynek dopiero 25 maja bieżącego roku albumu „Under The Fragmented Sky”. I gdzie tu jakaś logika mógłby się ktoś spytać? W końcu spotkania w U22 mają charakter wybitnie cykliczny a do tego, że ZPAV-oski projekt „Piątków z nową muzyką” niezwykle rzadko zdarza się właśnie w piątki chyba wszyscy zdążyliśmy się już przyzwyczaić. I w tym momencie przyda się w miarę sprawnie działająca pamięć i … wspominana dosłownie przed chwilą szersza perspektywa. O co chodzi? O pozornie zaskakujący zbieg okoliczności będący tak naprawdę zdecydowanie większym i całkowicie logicznym muzycznym tryptykiem w którym świadomie, bądź nie palce maczał sprawca i gospodarz naszych wieczornych spotkań – Piotr Welc. Zaczynacie się Państwo domyślać o co chodzi? Jeśli nie, to już spieszę z pomocą.

Na początek trzeba się jednak ponad rok cofnąć do iście epickiego mini koncertu i odsłuchu debiutanckiego albumu „Songs Of Love And Death” formacji Me and That Man . Następny element naszej misternej układanki miał miejsce stosunkowo niedawno, bo zaledwie dwa tygodnie temu, gdy w Alejach Ujazdowskich zawitał Arek Jakubik ze swoim „Szatanem na Kabatach” a wczorajszy gość – Mariusz Duda przyjechał … właśnie z Kabat i co nieco o „strefie mroku”, oraz śmierci miał do powiedzenia. Przypadek? Nie sądzę.

Zanim jednak przejdziemy do dania głównego, czyli przedpremierowego odsłuchu tytułowego krążka, warto wspomnieć iż po standardowym przywitaniu miała miejsce mała retrospekcja będąca swoistą genezą powstania projektu Lunatic Soul. W końcu to jakby nie patrzeć 10-y a więc okrągły jubileusz powołania go do życia. Oczywistym było przecież, że za każdym albumem stała jakaś historia, jakieś emocje, refleksje nad otaczająca nas rzeczywistością, które w ten bądź inny sposób musiały znaleźć ujście. W dodatku Mariusz, z pomocą runicznego diagramu (The Circle of Life and Death) i przyniesionych winyli, dokonał swoistego podziału własnej twórczości na tę obrazującą obszar śmierci (strona prawa) i tę będącą przypisaną życiu (strona lewa). Abstrahując od tematyki każdego z krążków ich przynależność do konkretnego obszaru określa przede wszystkim wykorzystane na nich instrumentarium – „ciemną stronę” reprezentują instrumenty umownie określane mianem „etnicznych” a jasną – wszelakiej maści elektronika. Z resztą, wszystkim nieobeznanym z solową twórczością Mariusza Dudy warto uświadomić fakt, iż w odróżnieniu od prog-rockowego Riverside w Lunatic Soul artysta w pełni świadomie zrezygnował z gitar na rzecz właśnie elektroniki a zamiast ciężkich brzmień podążył w kierunku oniryczno-ambientowych klimatów, których inspiracji wypadałoby szukać wśród dokonań Dead Can Dance, Petera Gabriela czy formacji Hedningarna.

Co ciekawe początkowo działalność Lunatic Soul miała ograniczyć się li tylko do czarno – białego dyptyku Lunatic Soul i Lunatic Soul II, lecz na prośbę zachodniego wydawcy (Kscope Music) Mariusz zaczął pracować nad reedycją ww. albumów rozszerzonych o kilka bonusowych tracków. Jednak efekt finalny na tyle przerósł oczekiwania obu stron, że zamiast wspomnianych reedycji powstało pełnoprawne wydawnictwo „Impressions”, które na diagramie ulokowano poza magicznym kręgiem. Podobną rolę swoistego satelity pełni również tytułowy album, przy czym jego rola jest dwojaka. Jest bowiem z jednej strony suplementem do „Fractured”, będącego opowieścią o żałobie i wewnętrznej walce po stracie bliskich (w końcu to pozycja reprezentująca „jasną stronę”), bardzo silnej polaryzacji nastrojów społecznych jakie wtedy miały miejsce, a z drugiej ewidentnym łącznikiem obu półkul The Circle of Life and Death.

Od ostatniego spotkania zmian w wykorzystywanym w Studiu U22 systemie nie odnotowałem, więc z czystko kronikarskiego obowiązku wspomnę jedynie iż oczy i uszy cieszyły aktywne zestawy Sveda Audio Blipo + Chupacabra współpracujące z przedwzmacniaczem Accuphase C-2120 i odtwarzaczem Marantz SA-10. Ich obecność okazała się o tyle kluczowa, gdyż pozwoliła na dogłębne poznanie przedpremierowego materiału nie tylko od strony czysto artystycznej, ale i realizatorskiej, za którą stoją Magda i Robert Srzedniccy ze studia Serakos. Nie chcąc jednak psuć jakże istotnego pierwszego wrażenia powiem tylko tyle, że „Under The Fragmented Sky” warto słuchać na wysokiej klasy sprzęcie, gdyż ilość wszelakiej maści smaczków i wieloplanowość poszczególnych kompozycji w pełni na to zasługują.

ps. Oczywiście, zgodnie z tradycją wieczór umilały serwowane w studyjnym barze szkockie destylaty, o które zadbał Ballantine’s i małe co nieco na ząb.

Marcin Olszewski

  1. Soundrebels.com
  2. >

Nawet krótkie spojrzenie za okno naszych muzycznych samotni pozwala się zorientować, iż jesteśmy w środku zaskakująco pięknej, jak na nasz klimat, upragnionej wiosny. To zaś mogłoby sugerować, że właśnie ów sprzyjający wszelkim biznesowym działaniom okres był głównym zaczynem do mającego miejsce w dniu dzisiejszym (tj. 25.04.2018) spotkania prasowego w nowej siedzibie warszawskiego dystrybutora urządzeń audio Horn Distribution. Jakie mogą być przyczyny takich przypuszczeń? Daleko nie muszę szukać, gdyż najnormalniej w świecie, sam zaliczam takie coroczne zrywy do działania. Jednak myli się ten, kto eliminując inne intencje stawia jedynie na moc cieszącego nas całymi dniami słońca, gdyż głównym powodem była prezentacja ważnych z perspektywy rozwoju firmy nowości bardzo dobrze Wam znanej, będącej pod opieką wspomnianego dystrybutora duńskiej marki Dali. Zaskoczeni, że zazwyczaj zajmujący się elitą urządzeń audio portal Soundrebels pochyla się nad takimi tematami? Jeśli tak, to oznajmiam, że po pierwsze – ów producent, również takowe konstrukcje w swoim portfolio posiada, a po drugie – od zarania dziejów jest kultowym bytem interesującego nas działu audio i lekceważenie takich podmiotów mówiąc kolokwialnie byłoby typowym strzałem we własną stopę. A gdy na koniec wstępniaka tuż przed zaproszeniem do lektury dalszej części tekstu zdradzę Wam, iż według oficjalnych statystyk panowie z Dali w skali globalnej zaopatrzyli 30 procent populacji zakręconych na punkcie dobrej jakości dźwięku osobników, temat jakichkolwiek podważań zasadności wspominania przez nas o nowych skandynawskich projektach uważam za bezzasadny. Nie wierzycie w przywołany wynik? Powiem szczerze, to nie jest mój problem, ale bez względu na zajmowane stanowisko zapraszam wszystkich na kilka zdań o bardzo ciekawych z punktu widzenia nowych trendów w audio i kinie domowym duńskich rozwiązaniach.

Ok., pożartowaliśmy, zatem pora na garść ciekawostek. Głównym punktem spotkania była wizyta przedstawiciela tytułowej marki Pana Larsa Moellera, który dla podniesienia rangi wejścia na rynek powoływanych do życia rozwiązań przybył do Polski, aby osobiście przekazać nam kilka wprowadzających w temat owych nowości informacji. Czego dotyczyło całe zamieszanie? Otóż mam przyjemność poinformować wszystkich zainteresowanych, że mająca swe korzenie w Danii marka jest na etapie wprowadzania na rynek systemu High End-owych głośników aktywnych z serii Dali Callisto. Nie będę dogłębnie streszczał całej prelekcji, ale zdradzę jedynie, że trwająca dobrą godzinę pogadanka upłynęła nam w zaskakująco szybkim tempie. W jej trakcie zapoznaliśmy się dwoma modelami kolumn (podstawkowa Dali Callisto 2C i podłogowa o symbolu 6C) z pełnym pakietem danych na temat budowy zastosowanych w nich przetworników i wbudowanych wzmacniaczy, a także centralnego modułu sterującego dostarczanymi do kolumn sygnałami HD (Dali Sound Hub). Ciekawostką tego zestawu jest fakt przyjmowania przez centralkę nie tylko sygnałów Bluetooth APT X-HD, ale również optycznych, koncentrycznych i analogowych, zaś oddawania sygnałów dla subwoofera, stereofonicznego i USB. Natomiast od strony codziennego użytkowania bardzo przydatnym może okazać się możliwość sterowania wzmocnienia sygnału audio przez współpracujące z HUB-em źródło dźwięku, gałką samego HUB-a, ale też umieszczonych przy na górnej płaszczyźnie obudowy kolumn przy krawędzi frontu sensorom z zadaniem stanu STANDBY włącznie, a realizację wspomnianych czynności oprócz wyświetlacza w gałce samej centralki widzimy również na wskaźniku diodowym tuż pod maskownicami głośników na awersie zespołów głośnikowych. I to nazywa się pójście z duchem czasu, czyli wszystkim i wszędzie możemy sterować. Brawo.

Kolejnym punktem spotkania okazały się być wielodrożne głośniki kina domowego do zabudowy w ścianach i suficie Dali Phantom S. Temat niby z naszego, typowo audiofilskiego punktu widzenia niezbyt ciekawy, ale o dziwo, konstruktorzy Dali w swej ofercie nie ograniczyli się do znanych nam z innych marek prostokątnych lub okrągłych maluchów, tylko do pokazanych na jednej z fotografii wielkich, kilku-drożnych, wielo-głośnikowych paneli. Dlaczego o tym wspominam? Otóż te wykorzystujące kilka przetworników monstra podczas prezentacji bardzo dobrze radziły sobie w trybie stereo. Naturalnie było to obciążone nieco innym, niż robią to normalnie stojące kolumny, budowaniem wirtualnej sceny muzycznej, ale za to pozwalało na w pełni komfortowy odbiór muzyki przez rzeszę siedzących obok siebie słuchaczy. Ale to było jedynie preludium do pokazania ich prawdziwego ja. Jak obejrzycie fotografie, zobaczycie, że cała sala, oprócz baterii przednich kolumn, została uzbrojona w kilkanaście głośników w suficie i nieco mniejsze niż frontowe, ale również spore na tylnych ścianach, co w prezentacyjnej konfiguracji systemu pozwalało zaproponować nam kilka fajerwerków dźwiękowo-wizualnych w standardzie Dolby Atmos i układzie 5.2.4. Szczerze? Spektakl dźwiękowy okazał się być fantastycznym. I nie opieram tego jedynie na swoich doświadczeniach z kitami dla zwykłego Kowalskiego typu 5.1 w jednym kartonie, tylko dobrze rozbudowanego zestawu w wielodrożne konstrukcje wolnostojące, kilka pokazowych prezentacji w typowych salonach handlujących kinem domowym dla wymagających kinomaniaków, a także wizycie w monachijskim studiu udźwiękowiania filmów właśnie w specyfikacji Dolby Atmos. Przyznam szczerze, że mimo teoretycznego zakończenia swojej przygody z osobistym kinem w domu podczas tego pokazu możliwości kilkukrotnie serce podpowiadało mi: „A może jednak powtórka z rozrywki?”. Niemożliwe? A jednak się przydarzyło.

Powoli zbliżając się ku końcowi relacji z dzisiejszego spotkania prasowego w nowej siedzibie Horn Distribution w pierwszej kolejności chciałbym podziękować Organizatorom za zaproszenie na tę bardzo owocną w pozytywne odczucia imprezę promocyjną marki Dali. Oczywiście pakiet podziękowań za stworzenie miłej atmosfery należy się również gościowi z Danii w osobie Pana Larsa Moellera, który mimo wykładania przecież suchych faktów robił to bardzo ciekawie. Da się? Da. Na koniec puentując dzisiejszą relację po zapoznaniu się z możliwościami omawianych konstrukcji nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić Was może nie od razu do kupna w ciemno wymienianych produktów, ale na początek chociaż odwiedzenia siedziby warszawskiego Horna, gdzie znajduje się dedykowany dla marki Dali salon tak stereo, jak i kina domowego dla wymagających. Czy przekonacie się do wspominanych propozycji, nie jestem wstanie odpowiedzieć, ale jedno mogę zagwarantować, nie będzie to czas stracony.

Jacek Pazio

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Obecność w jednej konstrukcji takich materiałów jak włókno węglowe, grafen, beryl i diament przywodzi na myśl najbardziej kosztowne dzieła sztuki zegarmistrzowskiej i … jedne z najbardziej zaawansowanych technologicznie kolumn głośnikowych na świecie. Mowa oczywiście o Magico M3, które z niemałym trudem udało się wstawić do naszej audiofilskiej samotni.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Opinia 1

Ponieważ w tym roku jakoś nic nie wskazywało i nadal nie wskazuje na to, by światło dzienne ujrzała kolejna edycja wrocławskiego Audiofila wszystkie znaki na ziemi i niebie jasno dawały wszystkim zainteresowanym do zrozumienia, iż przynajmniej do połowy maja, czyli do monachijskiego High Endu, weekendy powinniśmy mieć dla siebie. Traf jednak chciał, że niejako w ramach rozgrzewki przed największą imprezą dla audiofilów w tej części kuli ziemskiej już od zeszłego tygodnia nie mogliśmy narzekać na brak zajęć. W zeszły weekend odbyła się bowiem pierwsza edycja Electronics Show 2018 a w minioną sobotę, tym razem w gościnnych wnętrzach znanego wszystkim bywalcom listopadowego Audio Video Show Hotelu Radisson Blu Sobieski, krakowsko-warszawski Nautilus przygotował nie lada gratkę dla wszystkich miłośników ekstremalnego High-Endu.