Monthly Archives: marzec 2025


  1. Soundrebels.com
  2. >

Korzystając z nadarzającej się okazji, oraz niespodziewanego okna pogodowego tuż po wizycie w mieszczącej się w duńskim Helsinge siedzibie ZenSati, dzięki uprzejmości założyciela i właściciela marki Solid Tech – Marcusa Frimana dane mi było „przeskoczyć” tunelo-mostem pod/nad cieśniną Sund i podejrzeć jak na obrzeżach Malmö powstają znane i lubiane szwedzkie akcesoria i stoliki. Jak bowiem od dawna wiadomo posiadanie wysokiej klasy systemu to jedno, lecz żeby wycisnąć z niego samo gęste, czyli wszystko co najlepsze ustawienie go byle gdzie i na byle czym raczej nie wchodzi w grę. Ponadto nawet śledząc nasze redakcyjne perypetie i testy regularnie udowadniające, że z wibracjami żartów nie ma dla wszystkich obeznanych z tematem jasnym jest, że tak jak dobiera się przewody do określonego systemu, tak samo wypadałoby traktować strojenie systemu z pomocą dedykowanych mebli i akcesoriów. Jeśli jednak ktoś nadal uważa, że do pełni szczęścia wystarczy mu wykonany z paździerza stolik z nomen omen szwedzkiego marketu meblowego, bądź tafla szkła z 3 bądź 4 nogami, to znak, że jeszcze długa droga przed nim i tak naprawdę jeszcze nie słyszał co i jak jego system potrafi zagrać. A jeśli wiedzeni atawistyczną ludzką ciekawością zastanawiacie się Państwo jak powstają „grające” – dedykowane audiofilom stoliki nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was na wirtualny spacer po zakładzie Solid Tech-a.

Jak na powyższych zdjęciach widać całość produkcji odbywa się w podzielonej na kilka stref hali zawierającej zarówno część magazynową, jak i montażowo – produkcyjną, oraz spedycyjną. Z racji, iż Solid Tech to tak naprawdę byt trzyosobowy – oprócz Marcusa jest jeszcze dwóch stałych pracowników produkcyjnych (podczas wizyty obecny był Marius) okazjonalnie – przy dużych zamówieniach, wspomaganych przez kolejnych kilka osób pojawiających się sezonowo, czas realizacji spływających zleceń zazwyczaj nie przekracza dwóch tygodni. Taką płynność produkcji zapewniają odpowiednie stany magazynowe oraz wyraźna unifikacja logicznego i nieprzesadzonego portfolio. Ot raptem kilka wersji wykończenia półek i dwie opcje dot. umaszczenia nóg praktycznie załatwiają sprawę. Podobnie jest z wynikającą z modułowości wszystkich konstrukcji rozmiarówką i prześwitami między półkami, za które odpowiedzialne są właśnie ww. nogi a te, jak widać docierają do Solid Techa w imponującej długości ok.5m w dystyngowanej czerni, bądź naturalnym srebrze. Jak łatwo się domyślić autorski system mocowania półek nie opiera się na gotowych okuciach, lecz wykonywane jest z wielkowymiarowych profili, które sukcesywnie są cięte i obrabiane na miejscu. Tzn. o ile tylko nie mają finalnie zostać anodowane na czarno, gdyż jeśli w takim malowaniu mają trafić do Klientów przygotowywane są w większych partiach, wysyłane na druga stronę Sundu – do Danii i po mniej, więcej tygodniu wracają ze zmienioną karnacją. Kolejną istotną a zarazem charakterystyczną cechą Solid Tech-ów jest ich klasyczna, ręczna produkcja, więc jak z pewnością zdążyliście Państwo zauważyć wszystko odbywa się z użyciem w pełni klasycznego parku maszynowego, na co m.in. pozwala zewnętrzny (polski) dostawca półek i blatów. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, iż są to li tylko zwykłe (meblowe) okleinowane płyty MDF, bądź nie daj Bóg wiórowe, gdyż Szwedzi zamawiają autorskie „sandwiche” złożone z dwóch warstw HDF-u i nieco rzadszego, za to lepiej tłumiącego, wygaszającego drgania wypełnienia. Pewnym novum jest rozszerzenie oferty o półki wykonane z polerowanej mieszanki betonu które co prawda widać na zdjęciach, lecz pomieszczenia w jakim doprowadzane są do stanu finalnego nie uwieczniłem z racji panującego tamże zapylenia. Z podobnego powodu pominąłem znajdującą się na miejscu lakiernię. Generalnie wizytowany przeze mnie zakład ma charakter czysto produkcyjny, więc próżno szukać tam standardowej części wystawienniczej, tym bardziej, że Solid Tech od lat blisko współpracuje z takową dysponującą, również rezydującą w Malmö marką Engström (na magazynowych półkach czekały na odbiór m.in. platformy pod monobloki ERIC), więc zamiast błąkać się po podmiejskich peryferiach zainteresowani mogą pomacać i posłuchać akcesoriów i mebli zdecydowanie bliżej centrum.

A co do „grania” stolików, to nie jest to żadna bujda nomen omen na resorach, lecz najprawdziwsza prawda. Nie da się bowiem ukryć, że również i meble na jakich stawiamy nasze z pietyzmem konfigurowane systemy drgają i owe drgania przenoszą a tym samym interferują z posadowioną na nich elektroniką, co trudno uznać za korzystne. Dlatego też ambicją Marcusa jest to, by takowe wędrówki wibracji możliwie skutecznie ukrócić, więc poza warstwowymi przekrojami półek stosuje kolce, mniej i bardziej skomplikowane podkładki pod nie, zawieszenia sprężynowe, czy też magnetyczno-sprężynowe, jak daleko nie szukając obecne w niedawno przez nas recenzowanych Feet of Balance. I właśnie różnice w skuteczności działania pomiędzy „gołymi” sprężynami a takim samym układem, lecz z magnetycznym wspomaganiem mogliśmy zaobserwować w ramach prostego eksperymentu z użyciem generatora częstotliwości, ustawionego na dolnej półce stolika subwoofera i akcelerometru ustawianego bezpośrednio na górnym blacie, oraz dwóch półkach – jednej posadowionej jedynie na sprężynach i drugiej z odsprzęgnięciem sprężynowo – magnetycznym. Całe szczęście praktycznie wszystkie modele stolików Solid Techa można wraz ze wzrostem potrzeb / świadomości ich użytkowników sukcesywnie doposażać, co pozwala osiągnąć kolejny poziom ich izolacyjności bez każdorazowej konieczności zastępowania ich wyższymi modelami. Jednak warto w tym momencie nadmienić, iż pierwszym krokiem w drodze na szczyt powinno być zasypanie nóg a tym samym dodatkowe „wygłuszenie” całej konstrukcji. Oczywiście optymalnym rozwiązaniem jest startowanie z pułapu Hybrid Wood / ułatwiającego częstą żonglerkę obsadą półek Balance z systemem Iso shelves ustawionego na Feet of Concrete, bądź uzbrojonego w ww. Feet of Balance, jednak doskonale zdajemy sobie sprawę, że czasem łatwiej wybrać metodę małych kroków, by sukcesywnie i stopniowo piąć się po kolejnych szczeblach zaawansowania.
Podobnie jest z zachowaniem porządku z wiecznie kłębiącym się za systemem okablowaniem, które można uporządkować bądź doposażając modele z rodziny Standard Hybrid w dedykowane poprzeczki Cable Rack, bądź też stosowną „bramkę” w takowe wyściełane gąbką z efektem pamięci ustawić luzem.

Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy, więc i moja wizyta w położonym w malowniczym Malmö dobiegła końca. Serdecznie dziękując Marcusowi Frimanowi za poświęcony czas i gościnę. Mam również cichą nadzieję, że świadomość istotności audio-mebli i „bibelotów” wśród przedstawicieli populacji homo sapiens będzie jedynie rosnąć a tym samym tytułowe, nie tylko niezwykle skuteczne brzmieniowo, lecz i „żono-przyjazne” stoliki (piszę to jako w pełni usatysfakcjonowany użytkownik w 100% wzorniczo zaakceptowanego przez Gromowładną modelu Radius DUO 3), platformy i akcesoria antywibracyjne (potestowych Feet of Balance też już raczej nie odeślę do dystrybutora) staną się nie tyle ekstrawagancją a chlebem powszednim wśród miłośników wysokiej jakości brzmienia. Skoro bowiem Solid Techy nie tylko świetnie się prezentują, lecz również swoja obecność są w stanie udokumentować pomiarami i tym na tle konkurencji są zaskakująco nieprzekombinowanymi a zarazem rozsądnie wycenionymi produktami, to jedynie jednostki wybitnie zaimpregnowane na wiedzę i czysto empiryczne doświadczenia mogą być obojętne na ich wdzięki.

Marcin Olszewski

  1. Soundrebels.com
  2. >

Prawdę powiedziawszy wybierając się w pierwszą, wczesnowiosenną i w dodatku skandynawską tegoroczną eskapadę w okolice Kopenhagi niespecjalnie wiedziałem czego się spodziewać. Z jednej strony dostarczane nam ostatnimi czasy przez stołecznego dystrybutora Audiotite okablowanie za każdym razem świetnie się broniło, a z drugiej dostępne w Internecie migawki wskazywały na niemalże garażową produkcję. Jak łatwo się domyślić objawiająca się m.in. idealną powtarzalnością ponadprzeciętnie wysoka jakość wykonania na tyle wyraźnie nie korelowały z ww. dostępnymi materiałami, iż wiedziony czystą ludzką ciekawością postanowiłem osobiście, czyli naocznie, nausznie i organoleptycznie zweryfikować jak sprawy się mają. Tym oto sposobem wczesnym czwartkowym porankiem, tuż po wylądowaniu na niezwykle malowniczo położonym Københavns Lufthavn zostałem przejęty przez reprezentującego dział produkcji ZenSati Piotra i niejako w trybie ekspresowym dostarczony pod drzwi znajdującej się niemalże 60 km od lotniska – w spokojnej położonej nieopodal morza miejscowości Helsinge siedziby ww. marki, w których to powitał mnie nie kto inny, tylko sprawca całego zmieszania Mark Johansen, z którym m.in. w ramach corocznych monachijskich High Endów dane mi było już kilkukrotnie się spotkać. Nie ma jednak co się oszukiwać i zaklinać rzeczywistości, gdyż wystawy audio są nie po to, żeby słuchać, lecz jedynie by oglądać i co najwyżej udzielać towarzysko, więc każdorazowe pytania o to jak dany system gra staramy się przekierowywać na jego aspekt wizualny, albowiem zarówno liczba wystawowych zmiennych, jak i permanentne przebodźcowanie niejako z automatu wykluczają jakiekolwiek konstruktywne wnioski. Tymczasem dysponując niemalże nieograniczonym czasem w ramach poniekąd spontanicznego, acz w pełni uzgodnionego z Markiem i jego ekipą „kontrolowanego nalotu” mogłem w pełni poświęcić swoją uwagę. I właśnie w ramach owego sfokusowania na wiadomym temacie uznałem za stosowne unaocznienie zainteresowanym, iż wbrew rozsiewanym przez „życzliwych” plotkom w przeważającej większości składająca się z naszych rodaków ekipa ZenSati nie para się tzw. rebrandingiem, lecz po prostu stosowne przewody wykonuje z wszelakiej maści półproduktów zalegających w przestronnych i lśniących czystością wnętrzach produkcyjnych hal.

Może i uwieczniony na powyższych zdjęciach park maszynowy robi niespecjalnie piorunujące wrażenie i w niczym nie przypomina hutniczego zaplecza w którym „surówka” jest przetapiana, walcowana i ciągniona na cienkie druciki, ale bądźmy szczerzy – producentów dysponujących takimi możliwościami jest jak na lekarstwo i z reguły są to micro-manufaktury w stylu bydgoskiego Albedo, które samo, jak dziwnie by to nie brzmiało własne, w dodatku srebrne, żyły „wyciąga”. A lwia i zarazem licząca się na rynku część branży po prosu konkretne konfiguracje i zaploty u 2-3 globalnych potentatów zamawia i tyle. Dlatego też nie widzę powodu, by z racji przynależności do ww. grona ZenSati w jakikolwiek deprecjonować. Bowiem nie sztuką jest dowolnie wyrafinowany przewodnik zamówić, lecz cały myk polega na tym, by wiedzieć co później z nim zrobić, jak i czym zaizolować, zaekranować, zapleść i finalnie zakonfekcjonować, o takim drobiazgu jak stosownie atrakcyjna prezentacja, wspominana powtarzalność, czy cała marketingowa, przekładająca się na sprzedaż otoczka nawet nie wspominając. Krótko mówiąc w kilku pomieszczeniach dokonuje się stosownych działań uzdatniających dostarczane półprodukty do wymagań poszczególnych modeli, tnie na zamawiane przez odbiorców długości i przynajmniej w przypadku okablowania zasilającego konfekcjonuje odpowiednimi dla docelowych destynacji wtykami. Jak łatwo się domyślić na każdym etapie przewody przechodzą rygorystyczną kontrolę jakości, gdyż m.in. z racji metalizowanych powłok lakierniczych na duńskich wtykach widać dosłownie każdą, nawet najmniejszą skazę.

A w ZenSati pobłażania dla niedoskonałości nie ma, więc każda idea najpierw jest, nieraz nad wyraz burzliwie przedyskutowywana i to jak widać niekoniecznie w wykrochmalonych kołnierzykach i sztywnych do bólu naradach, lecz w zdecydowanie bardziej nieformalnych i zarazem sprzyjających kreatywności okolicznościach. Następnie zrodzone w sali bilardowej, bądź w wyposażonym w mięsiste kanapy biurze idee są weryfikowane w praktyce i jeśli tylko przejdą takową selekcję sukcesywnie wdrażane do produkcji. Tak też było z goszczącym u nas na testach zestawem Razzmatazz, który mówiąc wprost okazał się swoistym game changerem i ulgowym biletem do świata High-Endu a jak widać na powyższych zdjęciach ich budowa okazała się zaskakująco prosta.
Jednak po kolei, czyli skoro pobieżną inspekcję „po zakładzie” mieliśmy za sobą przyszła pora na krótki rys historyczny, kilka danych sprzedażowych, wyjaśnienie czemu duńskie przewody „grają” tak a nie inaczej, z czego to wynika (w telegraficznym skrócie priorytetem jest szybkość transmisji i świadomy dobór materiału na przewodniki) i przede wszystkim kto za tym stoi. A patrząc na powyższą prezentację z łatwością można zauważyć, iż rodzimy – polski „pierwiastek” w procesie produkcyjno – administracyjnym za sprawą Joanny Matuszak i Piotra Kowalskiego (oboje możecie odnaleźć na zdjęciach) w zaledwie kilkuosobowej ekipie ZenSati odgrywa niebagatelną rolę.

Skoro teorię mamy jako – tako opanowaną, to śmiem twierdzić, że zasłużyliśmy na pierwszą porcję deseru w postaci fabrycznego systemu demonstracyjnego rezydującego w nowym budynku ZenSati, który w niedalekiej przyszłości ma stać się swoistą wzorcownią i miejscem demonstracyjnych spotkań oraz szkoleń zarówno dla grona dystrybutorów jak i potencjalnych klientów chcących w kontrolowanych warunkach zasmakować duńskich specjałów. I jak z pewnością wprawne oko dociekliwych obserwatorów wyłapało „fabryczny set” podczas mojej wizyty obejmował flagowe #X-y spinające topową elektronikę Viola Audio Laboratories, oraz doposażone w moduły basowe kolumny Brodmann Loudspeakers JB205 z dedykowanymi – wykonanymi na zamówienie modułami basowymi, czyli poniekąd dane mi było w zdecydowanie bardziej kontrolowanych warunkach, na spokojnie zaliczyć powtórkę może nie tyle z rozrywki, co z zeszłorocznego monachijskiego High Endu. Efekt? Bezdyskusyjnie … zaskakujący pod względem omnipolarności i swobody prezentacji z bardzo wyraźnym ukierunkowaniem na akustyczny i dość oszczędny pod względem liczebności aparatu wykonawczego repertuar. Czyli mówiąc wprost o ile o uniwersalności niejako na dzień dobry można było zapomnieć, to jeśli tylko układając playlistę pamiętaliśmy o jego dedykacji, to efekt śmiało można było zaliczyć do kategorii onieśmielających i zachwycających tak pod względem realizmu, jak i namacalności przekazu. Perfidna asekuracja ze strony Gospodarzy? Bynajmniej, po prostu ukłon w kierunku odbiorców operujących w obrębie krainy łagodności i szukających ukojenia po całodziennym szarpaniu nerwów. A trudno o lepsze panaceum, niż nagrania Carmignoli, gitarowe opowieści Tommy’ego Ammanuela, Fausto Mesolelli bądź wręcz mistyczna audiofilska uczta zamykająca słuchacza wraz z wykonawcą w swoistym mikrokosmosie, czyli „From Heaven on Earth – Lute Music from Kremsmunster Abbey” Huberta Hoffmanna.

Chwilę przerwy, tuż przed zmianą lokalizacji, Mark poświęcił na podzielenie się swoją drugą oprócz audio pasją, czyli wręcz obsesyjnym uwielbieniem do motoryzacji i to poczynając od jazdy na czymkolwiek co ma przynajmniej dwa koła i jest sygnowane przez … Hondę, jak i umiejętnościami mechaniczno – restauratorskimi z dumą prezentując doprowadzaną do stanu pełnej sprawności bezwstydnie czerwoną Hondę NSX. Dla niewtajemniczonych to pierwsze na świecie turladełko z nadwoziem w pełni wykonanym z aluminium, jak i debiut silnika ze zmiennymi fazami rozrządu – VTEC. Uwagę zwracała też imponujących rozmiarów dość dokładnie obgryziona przez przeuroczą parkę Rottweilerów Marka kość, mająca być przestrogą dla tych recenzentów, którzy niezbyt przykładają się do obsypywania szczerymi superlatywami duńskich przewodów. Ot taki niewinny żarcik 😉