Monthly Archives: sierpień 2015


  1. Soundrebels.com
  2. >

W związku ze zbliżającą się 4 odsłoną Targów Dom Inteligentny przedstawiamy rozmowę z Arkadiuszem Walus – pomysłodawcą i współorganizatorem targów DI EXPO 2015, na których obok najnowszych rozwiązań automatyki domowej zaprezentowane zostaną najnowocześniejsze urządzenia AGD-RTV i mobile.

Redakcja: Targi Dom Inteligentny to już 4 odsłona! Można powiedzieć, że konwencja i tematyka przypadły do gustu i wystawcom i zwiedzającym.
Arkadiusz Walus: To fakt. Impreza rozwija się ponieważ raz pozyskani Wystawcy kontynuują współpracę, a ciągle dołączają nowi. Najbardziej cieszy nas fakt, że ci pierwsi chwalą nas za jakość, a nie ilość odwiedzających. Pośród nich nie brakuje specjalistów z branży (instalatorów, architektów i projektantów), ale także klientów końcowych. Ci, którzy budują nowy dom czy apartament, lub remontują mieszkanie mogą w trakcie jednego weekendu poznać ofertę wielu producentów i instalatorów. A co najważniejsze mogą osobiście poznać ludzi, z którymi planują swoje marzenia zrealizować. W efekcie nawiązują z nimi współpracę lub decydują o wyborze wyposażenia swojego domu. Albo po prostu oglądają sprzęt marzeń, po który wrócą później.

Impreza w trakcie tych kilku lat ewoluowała i mocno się rozwinęła. Dziś obok rozwiązań z segmentu domu inteligentnego obecny jest już domowy sprzęt audio-wideo, a tegoroczną nowością jest także strefa AGD!
AW: Targi na całym świecie przeżywają renesans. Mówią o tym wyraźnie statystyki. Ludzie chcą zobaczyć i dotknąć produkty, sprawdzić ich działanie, porozmawiać z producentami, product managerami i specjalistami. W świecie internetowych zakupów coraz trudniej o takie doświadczenia. Sklepy stacjonarne zmniejszają ekspozycję, a mnogość oferty powoduje, że potrzeba olbrzymią ilość czasu, aby porównać i wybrać sprzęt, czy rozwiązania. Poza tym DOM, to przecież najważniejsza inwestycja w życiu każdego człowieka.
Startując pod nazwą DOM INTELIGENTNY prezentowaliśmy początkowo elektronikę i automatykę domową takich producentów jak ABB, EATON, GIRA, JUNG, SCHNEIDER, czy rodzimy ZAMEL. Ale szybko się okazało, że nowoczesny dom to także nowoczesne okna i bramy, więc dołączył HORMANN, INTERNORM, WIŚNIOWSKI. To również klimatyzacja i ogrzewanie, więc pojawił się DAIKIN i ROTEX, jak również wyposażenie ogrodu, które prezentuje u nas HUSQVARNA i GARDENA.
Kiedy stworzyliśmy doskonałe warunki dla branży audio video natychmiast pojawił się DENON, ONKYO, SONY, SONUS FABER, STEINWAY i YAMAHA, a w tym roku dołączył chociażby PANASONIC.
Złotym Sponsorem AV&HOME CINEMA SHOW 2015 są SALONY DENON!
Także PLUS jest od początku naszym zadowolonym partnerem i wystawcą, dlatego nie pozostało nam nic innego jak stworzyć specjalną strefę MOBILE.
A ponieważ urządzenia AGD firmy MIELE cieszyły się ogromnym zainteresowaniem na malutkim stoisku ich dealera musieliśmy wręcz uruchomić w roku 2015 nową strefę AGD… Staramy się widzieć i doceniać potrzeby naszych wystawców i odwiedzających.

No i miejsce tegoroczne jest wyjątkowe i imponujące. Targi Dom Inteligentny odbędą się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Co w praktyce daje to miejsce?
AW: W 2011 roku zaczęliśmy skromnie od małej hali w warszawskim SOHO FACTORY. W 2012 zajęliśmy już największa halę na Mińskiej. Ale nadal brakowało nam miejsca, o jakim marzyliśmy. Łączącego prestiż i elegancję i warunkami potrzebnymi dla „mojej” branży audio/video. Wcześniej mogliśmy tylko marzyć, ale w 2014 roku mogliśmy marzenia zrealizować. Dzięki rosnącej liczbie Wystawców (choć oczywiście zaryzykowaliśmy mocno) przenieśliśmy imprezę na Stadion Narodowy. I jako pierwsi tam zorganizowaliśmy Targi w strefie BIZNES i VIP!
Mamy więc najbardziej znany adres w Polsce, doskonałą komunikację ulepszoną jeszcze w tym roku o metro, olbrzymi parking podziemny, przestronne i piękne przestrzenie wystawiennicze z widokiem na murawę i centrum stolicy, niesamowite wręcz loże VIP niewymagające praktycznie żadnych nakładów wystawienniczych dla branży audio/video i doskonale wyposażone sale konferencyjne. Czy można chcieć więcej?

Mówimy cały czas o tym co się pojawi i gdzie, a przeoczyliśmy rzecz najważniejszą – datę imprezy…
AW. Targi corocznie organizujemy w pierwszy weekend października. W tym roku wypada on od drugiego do czwartego. Jest to czas, kiedy większość firm wprowadza na rynek nowe produkty, tuż przed sezonem sprzedażowym. Oferujemy więc doskonały termin na konferencje i polskie premiery nowej oferty.


Co się wydarzy przez te 3 dni? Jakie atrakcje czekają wystawców i zwiedzających?
AW: Piątek samoczynnie stał się „dniem branżowym”. Jest to więc dzień szkoleń, prezentacji, konferencji dla architektów i projektantów. Sobota i niedziela jest idealna dla klientów końcowych. Fanów dobrego dźwięku, kina domowego, domów inteligentnych, czy energooszczędnych, a także sprzętu mobile i AGD. W tym roku nie zabraknie nawet pokazów gotowania zorganizowanych przez kanał telewizyjny KUCHNIA+ NC PLUS. Mamy więc cos dla mężczyzn i dla kobiet. A nawet całych Rodzin.

W materiałach o Targach przeczytałem, że chcecie stać się swoistą „IFĄ Wchodu”. Jak to rozumieć?
AW: Zaczynaliśmy z Michałem Kwiatkowskim od uruchomienia portalu www.dominteligentny.pl który obecnie prowadzi Marek Wieruszewski. Wydajemy również niszowy, ale doskonale sprzedający się i rozwijający Magazyn – rocznik DOM INTELIGENTNY, który premierę ma zawsze na targach i od razu trafia do saloników prasowych w całej Polsce. Wyczuliśmy niszę i systematycznie ją zrealizowaliśmy wykorzystując moje doświadczenie w branży A/V&SmartHome oraz Michała medialno-wydawnicze.
Nasze targi odpowiedziały na zapotrzebowanie rynku i brak takiej imprezy w Polsce. Rodzimi dealerzy i instalatorzy muszą jeździć na ISE do Amsterdamu, IFĘ do Berlina, czy LIGHT+BULDING do Frankfurtu. Dla małych firm to spore koszty i często wysyłają jednego pracownika lub tylko właściciela. Tworząc DI EXPO – targi elektroniki użytkowej nie chcemy się ograniczać do rodzimego rynku. Pragniemy, aby nasza impreza stała się „oknem na wschód” dla producentów i mekką instalatorów czy Klientów z Litwy, Łotwy, Estonii, Węgier, czy Chorwacji. A może nawet Rosji. Myślę, że teraz to już tylko kwestia czasu.


Żródło: Dom Inteligentny

  1. Soundrebels.com
  2. >

W związku ze zbliżającą się 4 odsłoną Targów Dom Inteligentny przedstawiamy rozmowę z Arkadiuszem Walus – pomysłodawcą i współorganizatorem targów DI EXPO 2015, na których obok najnowszych rozwiązań automatyki domowej zaprezentowane zostaną najnowocześniejsze urządzenia AGD-RTV i mobile.

Redakcja: Targi Dom Inteligentny to już 4 odsłona! Można powiedzieć, że konwencja i tematyka przypadły do gustu i wystawcom i zwiedzającym.
Arkadiusz Walus: To fakt. Impreza rozwija się ponieważ raz pozyskani Wystawcy kontynuują współpracę, a ciągle dołączają nowi. Najbardziej cieszy nas fakt, że ci pierwsi chwalą nas za jakość, a nie ilość odwiedzających. Pośród nich nie brakuje specjalistów z branży (instalatorów, architektów i projektantów), ale także klientów końcowych. Ci, którzy budują nowy dom czy apartament, lub remontują mieszkanie mogą w trakcie jednego weekendu poznać ofertę wielu producentów i instalatorów. A co najważniejsze mogą osobiście poznać ludzi, z którymi planują swoje marzenia zrealizować. W efekcie nawiązują z nimi współpracę lub decydują o wyborze wyposażenia swojego domu. Albo po prostu oglądają sprzęt marzeń, po który wrócą później.

Impreza w trakcie tych kilku lat ewoluowała i mocno się rozwinęła. Dziś obok rozwiązań z segmentu domu inteligentnego obecny jest już domowy sprzęt audio-wideo, a tegoroczną nowością jest także strefa AGD!
AW: Targi na całym świecie przeżywają renesans. Mówią o tym wyraźnie statystyki. Ludzie chcą zobaczyć i dotknąć produkty, sprawdzić ich działanie, porozmawiać z producentami, product managerami i specjalistami. W świecie internetowych zakupów coraz trudniej o takie doświadczenia. Sklepy stacjonarne zmniejszają ekspozycję, a mnogość oferty powoduje, że potrzeba olbrzymią ilość czasu, aby porównać i wybrać sprzęt, czy rozwiązania. Poza tym DOM, to przecież najważniejsza inwestycja w życiu każdego człowieka.
Startując pod nazwą DOM INTELIGENTNY prezentowaliśmy początkowo elektronikę i automatykę domową takich producentów jak ABB, EATON, GIRA, JUNG, SCHNEIDER, czy rodzimy ZAMEL. Ale szybko się okazało, że nowoczesny dom to także nowoczesne okna i bramy, więc dołączył HORMANN, INTERNORM, WIŚNIOWSKI. To również klimatyzacja i ogrzewanie, więc pojawił się DAIKIN i ROTEX, jak również wyposażenie ogrodu, które prezentuje u nas HUSQVARNA i GARDENA.
Kiedy stworzyliśmy doskonałe warunki dla branży audio video natychmiast pojawił się DENON, ONKYO, SONY, SONUS FABER, STEINWAY i YAMAHA, a w tym roku dołączył chociażby PANASONIC.
Złotym Sponsorem AV&HOME CINEMA SHOW 2015 są SALONY DENON!
Także PLUS jest od początku naszym zadowolonym partnerem i wystawcą, dlatego nie pozostało nam nic innego jak stworzyć specjalną strefę MOBILE.
A ponieważ urządzenia AGD firmy MIELE cieszyły się ogromnym zainteresowaniem na malutkim stoisku ich dealera musieliśmy wręcz uruchomić w roku 2015 nową strefę AGD… Staramy się widzieć i doceniać potrzeby naszych wystawców i odwiedzających.

No i miejsce tegoroczne jest wyjątkowe i imponujące. Targi Dom Inteligentny odbędą się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Co w praktyce daje to miejsce?
AW: W 2011 roku zaczęliśmy skromnie od małej hali w warszawskim SOHO FACTORY. W 2012 zajęliśmy już największa halę na Mińskiej. Ale nadal brakowało nam miejsca, o jakim marzyliśmy. Łączącego prestiż i elegancję i warunkami potrzebnymi dla „mojej” branży audio/video. Wcześniej mogliśmy tylko marzyć, ale w 2014 roku mogliśmy marzenia zrealizować. Dzięki rosnącej liczbie Wystawców (choć oczywiście zaryzykowaliśmy mocno) przenieśliśmy imprezę na Stadion Narodowy. I jako pierwsi tam zorganizowaliśmy Targi w strefie BIZNES i VIP!
Mamy więc najbardziej znany adres w Polsce, doskonałą komunikację ulepszoną jeszcze w tym roku o metro, olbrzymi parking podziemny, przestronne i piękne przestrzenie wystawiennicze z widokiem na murawę i centrum stolicy, niesamowite wręcz loże VIP niewymagające praktycznie żadnych nakładów wystawienniczych dla branży audio/video i doskonale wyposażone sale konferencyjne. Czy można chcieć więcej?

Mówimy cały czas o tym co się pojawi i gdzie, a przeoczyliśmy rzecz najważniejszą – datę imprezy…
AW. Targi corocznie organizujemy w pierwszy weekend października. W tym roku wypada on od drugiego do czwartego. Jest to czas, kiedy większość firm wprowadza na rynek nowe produkty, tuż przed sezonem sprzedażowym. Oferujemy więc doskonały termin na konferencje i polskie premiery nowej oferty.

Co się wydarzy przez te 3 dni? Jakie atrakcje czekają wystawców i zwiedzających?
AW: Piątek samoczynnie stał się „dniem branżowym”. Jest to więc dzień szkoleń, prezentacji, konferencji dla architektów i projektantów. Sobota i niedziela jest idealna dla klientów końcowych. Fanów dobrego dźwięku, kina domowego, domów inteligentnych, czy energooszczędnych, a także sprzętu mobile i AGD. W tym roku nie zabraknie nawet pokazów gotowania zorganizowanych przez kanał telewizyjny KUCHNIA+ NC PLUS. Mamy więc cos dla mężczyzn i dla kobiet. A nawet całych Rodzin.

W materiałach o Targach przeczytałem, że chcecie stać się swoistą „IFĄ Wchodu”. Jak to rozumieć?
AW: Zaczynaliśmy z Michałem Kwiatkowskim od uruchomienia portalu www.dominteligentny.pl który obecnie prowadzi Marek Wieruszewski. Wydajemy również niszowy, ale doskonale sprzedający się i rozwijający Magazyn – rocznik DOM INTELIGENTNY, który premierę ma zawsze na targach i od razu trafia do saloników prasowych w całej Polsce. Wyczuliśmy niszę i systematycznie ją zrealizowaliśmy wykorzystując moje doświadczenie w branży A/V&SmartHome oraz Michała medialno-wydawnicze.
Nasze targi odpowiedziały na zapotrzebowanie rynku i brak takiej imprezy w Polsce. Rodzimi dealerzy i instalatorzy muszą jeździć na ISE do Amsterdamu, IFĘ do Berlina, czy LIGHT+BULDING do Frankfurtu. Dla małych firm to spore koszty i często wysyłają jednego pracownika lub tylko właściciela. Tworząc DI EXPO – targi elektroniki użytkowej nie chcemy się ograniczać do rodzimego rynku. Pragniemy, aby nasza impreza stała się „oknem na wschód” dla producentów i mekką instalatorów czy Klientów z Litwy, Łotwy, Estonii, Węgier, czy Chorwacji. A może nawet Rosji. Myślę, że teraz to już tylko kwestia czasu.

Żródło: Dom Inteligentny

  1. Soundrebels.com
  2. >

Opinia 1

Gdy ponad dwa lata temu powstawał portal „Soundrebels”, od samego początku mieliśmy bardzo jasno sprecyzowane złożenia dotyczące naszego pozycjonowania wśród witryn zajmujących się testowaniem sprzętu audio, z pełną świadomością wszystkie kroki rozwoju kierując w stronę półki Premium. Oczywistą sprawą jest chyba fakt, że kiełkujący na niezobowiązujących spotkaniach projekt w pewnym momencie musiał zderzyć się z rzeczywistością i tylko od konsekwencji, oraz determinacji współtwórców zależało ziszczenie się owych pięknych i nieśmiałych niegdyś planów. Powiem szczerze, łatwo nie było, ale z miesiąca na miesiąc postrzeganie naszego pomysłu na tyle szybko nabierało rumieńców, że w pewnym momencie jakby samoistnie zrodził się cykl zatytułowany „system marzeń”, proponujący dystrybutorom dostarczenie do testu całego seta spod jednej spinającej całość ręki. I tak mozolnie pnąc się w górę cennika z dostarczanymi zestawami marzeń, nawet nie zorientowaliśmy się, gdy w nasze progi zawitał komplet audio swą ceną przekraczający magiczny milion złotych. Gdy ten wielokrotnie omawiany w zaciszu prywatnych spotkań sen wreszcie przybrał realną postać, w naszych głowach zaczęła kiełkować nostalgiczna myśl, że najlepsze chyba mamy za sobą. Jednak jak wszyscy doskonale wiemy, los często płata figle i idąc za ciosem, po raz kolejny pozwolił poczuć smak zwycięskiej adrenaliny i w swej nieobliczalności skonfrontował mnie z o zgrozo nie dość, że z tak kontrowersyjnym wśród audiofilów działem audio Voodoo, to dodatkowo łamiącym wszelkie granice zdrowego rozsądku okablowaniem wartością oscylującym w strefach przywołanego kilka linijek wcześniej seta marzeń, czyli magicznego miliona złotych polskich. Tak tak, specjalnie napisałem słownie, aby nikt nie posądził mnie o pomyłkę z ilością zer. Wiem, to wydaje się być już bliskie szaleństwu, ale jeśli są potencjalni klienci, to dlaczego nie zaproponować im czegoś teoretycznie drogiego, ale za to dźwiękowo ponadczasowego i gdybym był producentem takich zabawek, z pewnością zrobiłbym podobnie. Niestety uprzedzam wszelkie niecne domysły, mimo posiadania dość drogiego sprzętu nie jestem targetem dla tego typu okablowania, ale jeśli zostałem wytypowany przez dystrybutora do napisania swoich wrażeń po kilkutygodniowej nausznej przygodzie, robię to z największą przyjemnością. Zapraszam zatem wszystkich na spotkanie z topem topów naszego rynku audio w zakresie kabli, czyli najnowszą odsłoną holenderskiej marki Siltech w postaci sygnałówek RCA, XLR i głośnikówek należących do najwyższej serii Triple Crown dystrybuowanych przez krakowskiego Nautilusa. Jako uzupełnienie tego szaleństwa, na występy dotarło jeszcze okablowanie dedykowane sekcji basowej Isisów  (niestety potrzebują bi-wiringu) w odmianie „King”, a także pozwalające odseparować owe dystrybutory informacji do kolumn od wpływu generującej szkodliwe ładunki elektryczne niestety sztucznej wykładziny podstawki firmy Acoustic Revive. Przyznajcie szczerze, orgia w najczystszej postaci.

Ogólny wygląd testowanych przewodów tak głośnikowych, jak i sygnałowych jest bardzo podobny, tzn. środkowa część ubrana jest w sporej średnicy otulinę pokrytą mieniącą się odcieniami błękitu plecionką, a same zakończenia w zależności od roli, jaki spełnia dany przewód, proponują: dwa odczepy umożliwiające podłączenie terminali plusa i minusa w głośnikowym i pojedynczy zakończony wtykiem RCA lub XLR dla sygnałówki. Każdy z kabli po obu stronach tuż przed zmianą średnicy ma zaimplementowaną prostopadłościenną wykończoną w złotym kolorze puszkę z przełącznikiem GROUND/FLOAT, umożliwiającą wybór jednej z dwóch opcji ekranowania przesyłanego sygnału. Oczywiście owe puszki dzierżą jeszcze oznaczenie marki, modelu, kierunku przepływu sygnału, a także przyporządkowany i certyfikowany specjalnym zaświadczeniem numer każdego z kabli. Sama biżuteria przyłączeniowa ma bardzo podobne kształty do omawianych przed momentem puszek z hebelkami, tylko w nieco mniejszym rozmiarze, gdzie przy głośnikowych całość wieńczą jeszcze widełki, a w sygnałowych specjalna śruba skręca ów podzielony na dwie części prostopadłościan, zaciskając go w ten sposób na gniazdach urządzeń w standardzie RCA, lub rozpychając wewnątrz gniazd w standardzie XLR. Dzięki temu mamy bardzo solidne połączenia, co przy sporej wadze każdego z kabli ma niebagatelne znaczenie. Próbując spuentować ten akapit wizualizacyjny, muszę powiedzieć, że pomijając całą otoczkę cenową, te będące przecież teoretycznie tylko przewodnikami sygnału druty jawią się jako rasowe audiofilskie błyskotki, co czasem dla „człowieka sroki”, a na rynku konsumenckim jest ich sporo, ma spory udział w procesie zakupowym i proszę, nie mówić, że tak nie jest, bo najnormalniej w świecie skłamiecie.

Zawsze, gdy opisuję wrażenia na temat drogich czy to urządzeń, czy akcesoriów audio, staram się zwrócić Waszą uwagę na fakt schodzenia na drugi plan tak podstawowych wydawałoby się aspektów brzmienia, jak bas, środek, czy góra pasma. Tak, to są bardzo ważne sprawy, ale nie oszukujmy się, jeśli tutaj wystąpi jakikolwiek, nawet nieco większy niż minimalny problem, możemy traktować taki produkt jako próbę nabijania klienta w butelkę. Mogą nie trafiać idealnie w punkt potrzeb naszego systemu, kierując go w nieco inną niż chcielibyśmy stronę, ale w wartościach bezwzględnych mają spełniać bardzo wysoko postawione wymagania. Dlaczego o tym piszę? Niestety, gro ludzi testując drogie zabawki, wszelkie odstępstwa od swoich oczekiwań traktuje jako wady, gdy tymczasem to jest tylko nieco inne spojrzenie na problem generowania dźwięku. Znajdźcie mi set, który idealnie zestrojony ochoczo przyjmie jakiekolwiek zmiany jego sznytu grania. Oczywiście, zdarzają się takie przypadki, ale jest to raczej oznaką skrupulatnego i umiejętnego ukrywania problemów, w korekcie których pomaga wpięty testowo gość, co biorąc pod uwagę konsekwentny rozwój inżynierii w zakresie działu audio, coraz częściej jest możliwe. Ale wystarczy tych wynurzeń. Najwyższy czas przejść do naszych bohaterów, skupiając się właśnie na ich trochę bardziej wysublimowanych aspektach generowanego dźwięku aniżeli przyziemnej prezentacji poszczególnych podzakresów częstotliwościowych, które notabene nie odstając od standardów tej półki cenowej, wypadły znakomicie.

Wkraczając w świat sygnowanego trzema koronami Siltecha, rozgrywający się pomiędzy kolumnami spektakl muzyczny oferuje nam zdecydowanie większy wgląd w jego mikro informacje. Nie oznacza to wzrostu krzykliwości środkowego pasma, tylko delikatne doświetlenie tego zakresu przy wręcz fenomenalnej gładkości, skutkując zwiększeniem tak poszukiwanego przez nas w muzyce powietrza, bez odczucia manipulacji przy wysokich tonach. Ot, nagle stajemy się o kilkadziesiąt lat młodsi i czerpiemy z muzyki to, czego nie zauważaliśmy, lub nie słyszeliśmy po wkroczeniu w wiek średni. Piękne, nie sądzicie? Dodatkowy fenomen polega na tym, że choć dźwięk operuje w nieco wyższych partiach środka, nie mamy uczucia odchudzenia, tylko jak to nazwałem dostajemy otworzenie się dźwięku, a wszystko podane jest w bardzo homogenicznej oprawie. Niemożliwe? Spróbujcie, a zapewniam, że nagle Wasz świat może stanąć na głowie. Kontynuując proces testowy, padło na budowanie sceny muzycznej. Ten parametr jest bardzo wciągający, ale odbywa się przy minimalnym powiększeniu źródeł pozornych, proponując nam nieco bliższe rzędy w często odwiedzanej przez nas  sali koncertowej, jednak  nie zaburzając statusu głębokości. Pewnie znajdą się tacy, co będą kręcić nosem, ale proszę się nie denerwować, gdyż to wydawałoby się dla wielu nieakceptowane przybliżenie muzyków wraz ze zwiększeniem mikro-dynamiki sprawiają, że ich wirtualna projekcja jest zdecydowanie bardziej realna niż dotychczas, co potrafi sprawić naprawdę niewielu producentów. Ja wiem, że każdy z nich w swym broszurowym przesłaniu do potencjalnego klienta oferuje takie bonusy, ale w kilkunastoletniej zabawie w zaawansowane audio obaliłem już sporą ilość takich konstruktorskich mitów, nie wyłączając z tego drogich konstrukcji. Aby nieco przybliżyć drzemiącą w wartym blisko milion złotych okablowaniu moc sprawczą, posłużę się moim pewniakami repertuarowymi, omijając takie kwiatki, jak muzyka metalowa, gdyż według mnie nie widzę w niej potencjału do oddania proponowanego przez Triple Crowny wyrafinowania. Zacznę może od wyboru specyfiki dźwięku, który realizujemy przełącznikami na wspomnianych zamontowanych na kablach puszkach. Mamy dwie opcje, z których GROUND daje zdecydowanie bardziej transparentny przekaz muzyczny, jednak okraszony delikatnym zmniejszeniem niskich tonów i oszczędniejszą średnicą, a FLOAT przesuwa tonację oczko niżej, zdecydowanie lepiej trafiając tym w mój oparty o barwę gust. Jak można się domyślić, do celów testowych wybrałem większe nasycenie i w napędzie kompaktu wylądował John Potter ze swoimi kompozycjami muzyki dawnej w otoczeniu budowli sakralnej. Gdy popłynęły pierwsze takty tego uwielbianego przeze mnie gatunku, niemal natychmiast odczułem większy oddech zawieszonego w eterze głosu artysty. Jak dotąd, zawsze pomiędzy mną a śpiewakiem istniała prawie niezauważalna, ale jednak delikatna mgiełka. Co prawda traktowałem ją jako swojego rodzaju niezbędną, bo występującą w realnym świecie nutkę czaru, ale o dziwo, jej usunięcie nie wpłynęło negatywnie na postrzeganie tej prezentacji. Co więcej, dzięki temu dostałem niezauważalne dotychczas pokłady niuansów brzmieniowych, wtórującego artyście instrumentarium – w tym przypadku gitara barokowa i klarnet basowy. To było bardzo owocne w doznania słuchowe odtworzenie, gdyż dzięki Holendrom usłyszałem zdecydowanie więcej tak ważnych dla każdego audiofila smaczków brzmieniowych i dodatkowo podanych w bardzo pożądanej gładkiej manierze.
Kolejnym ciekawym krokiem testowym był krążek z muzyką filmową Hansa Zimmera ze znanej opartej na faktach autentycznych opowieści zatytułowanej „Black Hawk Down”. Te z uwagi na obecne solidne przykładanie się realizatorów dźwięku do masteringu kompilacje prawie zawsze są dobrymi testerami sprzętu audio, co teraz po raz kolejny skrzętnie wykorzystałem. Chodziło mi mianowicie o osadzone w niskich rejestrach tracki, które swą mięsistością – mimo dobrego masteringu – potrafią obnażyć nawet najbardziej skrywane problemy zestawu. Uspokajam jednak, nawet najbardziej wymyślne pasaże dźwiękowe nie zmusiły trzech koron do kapitulacji i gdy wymagał tego materiał muzyczny, raz otrzymywałem mocne i kontrolowane niskie pomruki, by w innym kawałku dzięki balsamicznej poświacie dźwięku móc rozkoszować się pięknym śpiewem Lisy Gerrard przy dotychczas omijanych poziomach głośności. Brawo.
Na koniec złamałem jednak postanowienie i skusiłem się na próbę odtworzenia kilku utworów z muzyką folk-metalową w wykonaniu zespołu Percival Schuttenbach. Tak jak się spodziewałem, okablowanie Siltecha fundując zwiększenie informacji jak na dłoni pokazało całą prawdę o tej realizacji. Wokaliści jak krzyczeli wcześniej, tak krzyczeli również po aplikacji testowanych drutów, dając do zrozumienia, że całe piękno Triple Crown’ów tkwi nie w poprawianiu rzeczy złych, tylko wyciąganiu wszystkiego co najlepsze z tych dobrych, a to niestety brutalnie obnaża całą naszą płytotekę. Smutne, ale prawdziwe.

Po pierwszych rozmowach przed-testowych ogarnęła mnie lekka niepewność natury synergii okablowania z trzeba to głośno powiedzieć złożonym w punkt moich oczekiwań systemem. Cieśnienie dodatkowo podnosił fakt wspaniałych ocen moich poprzedników, którzy nie mając zestawu spod jednej producenckiej ręki, zdecydowanie łatwiej mogli odczuć jego klasę. Na szczęście ta znana chyba wszystkim miłośnikom dobrego dźwięku marka pokazała się z bardzo dobrej strony, proponując co prawda nieco inny niż mam na co dzień sznyt brzmieniowy, ale jak wspominałem na wstępie, odbyło się to w wartościach sposobu prezentacji dźwięku, a nie degradacji grania zestawu Reimyo. Śledząc przywołane w procesie testowym pozycje płytowe, według mnie aby wycisnąć cały drzemiący w owych kablach potencjał, powinniśmy obracać się w bardzo dobrze zrealizowanych płytach z dużym naciskiem na kompilacje akustyczne. Zapewniam, że nie tylko ilość, ale i jakość fantastycznie podanych najdrobniejszych informacji zaskoczy nawet największych malkontentów, sprawiając, że choćby nie było ich stać, w ich głowie może pojawić się myśl: „a może by tak kiedyś?” . Nie wiem ilu jest potencjalnych nabywców tego typu produktów, ale jeśli ktoś przygotowany finansowo weźmie je do domu, mówiąc kolokwialnie, będzie miał spore kłopoty ze zwróceniem ich do sklepu.

Jacek Pazio

Opinia 2

O tym, że bez najmniejszej tremy piszemy o urządzeniach/systemach/akcesoriach (niepotrzebne skreślić) drogich i bardzo drogich nie muszę chyba nikogo z naszych Drogich Czytelników przekonywać. Oczywiście dla zachowania równowagi staramy się również sięgać po asortyment zdecydowanie bardziej rozsądnie, bądź jak kto woli mniej nierozsądnie, wyceniony, lecz nie będę ukrywał, że to właśnie topowe, śmiało wzlatujące w stratosferę ekstremalnego High-Endu propozycje powodują przyspieszony puls i błysk w oku. Nieuniknionym efektem takiego podejścia do zagadnień audio jest jednak nie tylko coraz grubsze portfolio pojawiających się na naszych łamach recenzji, lecz przede wszystkim mozolnie gromadzony bagaż doświadczeń i obserwacji poszerzający nasze horyzonty. Poznając coraz szerszy wachlarz domniemanych, bądź pretendujących do miana referencji (w swojej klasie) produktów każdy z nas tworzy swoją własną siatkę punktów odniesienia a jednocześnie nabiera pewnego dystansu do całej tej gonitwy za nieosiągalnym, choć wydawałoby się, że niemalże będącym na wyciągnięcie ręki absolutem. Są jednak chwile, gdy nawet tak zblazowani i zepsuci do szpiku kości bajkopisarze jak my czują, że żarty się kończą a zaczyna rozmowa na serio. I właśnie jeden z takich momentów nadszedł, gdy krakowski Nautilus oznajmił, że jedzie do nas nie jeden, nie dwa przewody, lecz kompletny set sygnałowego okablowania Siltecha z flagowej serii … Triple Crown. Wyłącznie na potrzeby naszego dość oryginalnego systemu wykorzystaliśmy również szczodrość dystrybutora i aby nie degradować efektu finalnego niezbyt wyrafinowanymi zworkami sekcję basową ISISów spięliśmy z końcówką mocy oczywiście również Siltechami, lecz tym razem „jedynie” Kingami.

Jak przystało na ultra high-endowe ekstremum luksus, przepych i prawdziwie jubilerski kunszt widać od początku do końca każdego z przewodów, czyli od wtyków. Zaprojektowana przez Lennarta Thissena, pokryta 24-karatowym złotem konfekcja już nie tylko zachwyca a wręcz onieśmiela. Zamiast standardowych wtyczek interkonekty wyposażono w specjalne mechanizmy zaciskające się na gniazdach a wtyki pinów RCA, XLR, oraz wtyków głośnikowych wykonano z monokrystalicznego srebra. Ze względu na najdelikatniej mówiąc zauważalną sztywność przewodów zapobiegliwie pomyślano o możliwości obrotu wtyków o 180 stopni, oraz a może raczej przede wszystkim o zapewnieniu stabilnej konstrukcji i szczelnym ekranowaniu. Air Cradle Construction, bo tak właśnie ochrzczono najnowszą „topologię”, łączy masywne, wykonane z monokrystalicznego srebra przewodniki z ultra skomplikowaną teflonową konstrukcją zapewniając niezwykle niskie indukcyjność, rezystancję oraz pojemność.
Dodatkowo konstruktorzy topowego Siltecha postanowili umożliwić swoim klientom wpływanie na finalne brzmienie holenderskiego okablowania, bowiem w usytuowanych w miejscu standardowych splitterów masywnych puszkach zamontowano niewielkie hebelki, dzięki którym można podłączyć, bądź odłączyć zewnętrzy ekran. Nie oznacza to jednakże, że po ustawieniu przełączników w pozycji „float” 3 korony staną się całkowicie nieekranowane, gdyż zarówno interkonekty, jak i głośnikowce wewnętrzne ekranowanie posiadają. Mając jednak do wyboru cztery kombinacje (ekran z obydwu stron podłączony, z obydwu stron odłączony, podłączony od strony źródła, podłączony od strony odbiornika) ciężkim grzechem zaniedbania byłoby nie skorzystać z hojności producenta i przynajmniej w początkowej fazie zaznajamiania się z materią trochę się nie pobawić.
Zanim zagłębimy się w meandry wybrzmień i fiordy pełne audiofilskiego planktonu warto choćby na chwilę rzucić okiem na Siltechy jako całość i to całość pod względem wzorniczym niezwykle spójną. Głęboki granat plecionki pokrywającej część z zewnętrznym ekranem intrygująco kontrastuje z ciepłym złotem splitterów, by tuż przed typowo jubilerskimi wtykami ożywiać kable jaskrawoniebieskimi odcinkami charakteryzującymi się większą podatnością na zginanie a przez to ułatwiającymi podłączanie. Triple Crowny może i nie są uosobieniem skromności, ale nie oszukujmy się – są topowe i niemalże bizantyjski przepych nie tylko im służy, ale po prostu należy. W końcu błękitna krew zobowiązuje.

Choć dostarczony komplet okablowania od momentu pojawienia się w Polsce nie miał chyba chwili wytchnienia i cieszył się większą popularnością wśród rodzimych audiofilów i przedstawicieli prasy aniżeli talony na paliwo w mało wesołych czasach w jakich części z nas przyszło dorastać uznaliśmy kolektywnie, że lepiej nie strzelić gafy i przez pierwszy tydzień uczciwie holenderskie srebro wygrzewaliśmy po kilkanaście godzin na dobę katując je iście wybuchową mieszanką baroku i heavy metalu. Po takiej dawce prądu prawdopodobnie i pręt zbrojeniowy miałby szansę zagrać, lecz mając na stanie zdecydowanie bardziej audiofilskie okablowanie ani nam przez myśl nie przeszło choćby na moment wypiąć Siltechy. Okres akomodacyjnej rozgrzewki upłynął również na próbach z optymalnym w naszym dyżurnym secie ustawieniu ekranowania. Efekty tych zabaw przerosły nasze najśmielsze oczekiwania i o ile dwa skrajne nastawy, czyli z obustronnie podłączonym/odłączonym ekranem wzbudziły szczery entuzjazm, to stany pośrednie już niekoniecznie, gdyż wykazywały się na tyle zauważalnym niezdecydowaniem, co do kierunku, w którym chciałyby podążyć, że woleliśmy zostawić je z własnymi dylematami sam na sam.
Mając już ustalony plan działania i tylko dwie opcje wyboru uziemienia ze spokojnym sumieniem wzięliśmy się za właściwe odsłuchy, które bezsprzecznie znacząco poszerzyły nie tylko nasze horyzonty, ale przede wszystkim scenę generowaną przez nasz system. Proszę mi wierzyć na słowo, albo prześledzić recenzje urządzeń, które od założenia SoundRebels przewinęły się przez nasze ręce, ale skalę zmian, jakie wprowadziły Siltechy inaczej aniżeli fundamentalną określić nie sposób. Ilość powietrza, jaką otoczone zostały Isisy sprawiała jakbyśmy z naszego przytulnego OPOSa przenieśli się do niewielkiego drewnianego kościółka położonego gdzieś pośród skandynawskich pustkowi. Jeśli kojarzą Państwo album „Antiphone Blues” Arne Domnerusa i Gustafa Sjokvista to o taki poziom realizmu i odwzorowania przestrzeni właśnie mi chodzi.
Kompletnie, absolutnie czarne tło plus ograniczony niemalże do zera szum otoczenia (zaleta nocnych nasiadówek) sprawiły, że znaleźliśmy się w idealnym i pełnym harmonii muzycznym mikrokosmosie. Precyzja a zarazem swoboda w kreowaniu źródeł pozornych dość boleśnie dawała do zrozumienia ile traci się przy bardziej „pospolitym” okablowaniu. Tutaj niczego nie trzeba było się domyślać, czy wypatrywać, bo po prostu było to widać/słychać i to w pełnej okazałości ze wszystkimi, nawet tymi nie do końca zamierzonymi przez producentów detalami. Przy tym tu nie chodzi o przejaskrawienie i ordynarne epatowanie każdym, nawet najdrobniejszym drobiazgiem w stylu sklepowych trybów demonstracyjnych cieszących się coraz większa popularnością telewizorów 4K, lecz raczej uczuciu jakbyśmy od Matki Natury dostali nowe, świeże oczy i odzyskali przysłowiowy sokoli wzrok. Początkowo zanotowana obserwacja o przybliżeniu sceny została zatem zweryfikowana o ten właśnie drobny szczegół – to nie muzycy bliżej podeszli, lecz po prostu my ich lepiej widzimy. Równowaga tonalna oscylowała pomiędzy bardziej eteryczną i skupiająca się na doświetleniu góry przy odłączonych ekranach i solidniej osadzoną w podstawie basowej a przez to trochę spokojniejszą i nie tak wyczynową przy włączonym ekranowaniu. Oczywiście powyższe różnice z wiadomych przyczyn pozwalam sobie wyolbrzymiać, gdyż w obu ustawieniach każdorazowo mamy do czynienia z nie tylko z taką samą niewyobrażalną wręcz jakością, ale i brzmieniową spójnością i wiernością firmowej szkole brzmienia. Szkole, w której ilość detali, wgląd w fakturę, niuanse i różnorodność, czyli rozdzielczość i selektywność wzrastają odwrotnie proporcjonalnie do ofensywności. Po prostu na tym poziomie już niczego nikomu nie trzeba udowadniać i zamiast puszyć się i stroszyć piórka lepiej skupić się na tym co najważniejsze, na jak najwierniejszym odtworzeniu muzyki.
Odłączone ekranowanie fenomenalnie podkreślało zarówno kunszt wykonawczy, jak i dorównujący mu realizatorski osiągnięty na albumie „A Trace of Grace” Michela Godarda. Tak rzeczywistego i namacalnego odtworzenia długo musiałem szukać w pamięci a partie wokalne w „L’Abbesse” niemalże wywoływały gęsią skórkę. Zgodzę się też w tym momencie z Jackiem, że właśnie na tak dopieszczony, wycyzelowanym materiale holenderskie srebro zdolne było olśnić nas swoją niesamowitą witalnością i potencjałem, choć nie byłbym sobą, gdybym nie spróbował też czegoś ze zdecydowanie mniej wymuskanych klimatów.
W tym celu należało jednak podjąć odpowiednie działania prewencyjne i na wszystkich łączówkach i głośnikowcach włączyć ekranowanie. Po chwili, gdy obniżyliśmy nieco równowagę tonalną i dociążyliśmy przełom średnicy, oraz basu zaokrąglając przy okazji nieco najwyższe składowe z głośników z atomową siłą i potęgą zwaliła się na nas lawina niezwykle miłych (przynajmniej dla mnie) niemalże kakofonicznych ryków, riffów i łomotań, które wyszły z gardeł i spod palców tunezyjskiej formacji Myrath („Tales of the Sand”), oraz weteranów i prekursorów klasycznego łojenia, czyli Black Sabbath („13”). Dla osób o słabych nerwach i wysokiej wrażliwości taki odsłuch miałby zapewne wartość poznawczą i estetyczną porównywalną do „muzykoterapii” stosowanej w Guantanamo, ale moje niezaprzeczalnie skrzywione gusta szczerzyły się bardziej niż zdeformowane postaci z klipu „Black Hole Sun” Soundgarden. Co prawda w porównaniu do prezentacji z nieekranowanym okablowaniem dźwięk stracił trochę na konturowości i wręcz holograficznej przestrzenności, ale bądźmy szczerzy – nawet Siltech za kilkaset tysięcy nie jest w stanie wyczarować czegoś, co w danym nagraniu nigdy nawet na chwilę się nie pojawiło. W związku z powyższym „grane było” tylko to, co na płycie/pliku się znalazło i to z jakością o jakiej ich twórcom z pewnością nigdy nawet się nie śniło. Holenderskie kable skupiły się za to na wyciągnięciu wszystkich niuansów i fraz, które do tej pory umykały naszej uwadze, gubiły się w natłoku informacji, bądź leżały przykryte warstwą nie ruszanego od lat kurzu.

Dostarczone przez krakowskiego Nautilusa okablowanie Siltech Triple Crown okazało się wybitnie wyczynowym setem. Stawiając na rozdzielczość niezwykle umiejętnie splatało ją z fenomenalnie zaczernionym tłem i taką ilością obecnego na wirtualnej scenie powietrza, że spokojnie można byłoby zabierać je na okręty podwodne i używać jako jedno ze źródeł pozyskiwania życiodajnego tlenu. Po kilkutygodniowych odsłuchach jestem w stanie autorytatywnie stwierdzić, że topowe Siltechy są na chwilę obecną klasą same dla siebie a jeśli miałbym do czegoś się przyczepić to z łatwością jestem w stanie taki zarzut sformułować i brzmi on … Do pełni szczęścia brakuje jeszcze oznaczonego trzema koronami przewodu zasilającego.

Marcin Olszewski

Dystrybucja: Nautilus
Ceny:
– interkonekt Siltech TRIPLE CROWN (XLR/RCA): 20 000 €/2 x 1 m
– kabel głośnikowy Siltech TRIPLE CROWN: 35 000 €/2 x 2 m
– kabel głośnikowy Siltech King: 10 699 €/2 x 2 m
– podstawki pod kable Acoustic Revive RCI-3H: 790 PLN / szt.

System wykorzystywany w teście:
– CD/DAC: Reimyo CDT – 777 + Reimyo DAP – 999 EX
– przedwzmacniacz liniowy: Reimyo CAT – 777 MK II
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny:  TRENNER & FRIEDL ISIS, MARTEN DJANGO XL
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version
Kable głośnikowe: Harmonix HS 101-EXQ (sekcja średnio-wysokotonowa), Harmonix HS 101-SLC (sekcja niskotonowa)
IC RCA: Hiriji „Milion”
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: stopy pod końcówkę mocy Harmonix TU 505EX MK II
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: Audio Tekne TEA-2000

  1. Soundrebels.com
  2. >

Warszawa, 10 sierpnia 2015

– Multi-platynowa ikona muzyki Prince oraz globalna platforma muzyczno-rozrywkowa TIDAL, potwierdzili dzisiaj, że najnowsza płyta gwiazdy będzie dostępna od 7 września 2015 roku wyłącznie w TIDALU.
Nadchodzący, eksperymentalny album HITNRUN, został zapowiedziany przez zespół artysty, 3RDEYEGIRL, na antenie radia BBC w zeszłym miesiącu, tuż po wydaniu pierwszego, dobrze przyjętego przez krytyków singla HARDROCKLOVER. 1 lipca, już kilka minut po wypuszczeniu piosenki, krytycy rozpoczęli zachwyty. The Guardian napisał: „Prince wrócił do swojego starego, sensualnego ja – rozrywającego jeansy i sprawiającego, że kobiety krzyczą w trakcie tego minimalnego slow jamu. Billboard nazwał singiel „marzycielską piosenką rockową”, a Rolling Stone opisał ją po prostu jako „dziką”.

„Ten album jest dla największych fanów Pricne’a – tych określanych mianem Purpurowego kolektywu albo Purpurowej Armii – czyli znających każdą piosenkę, którą piosenkarz kiedykolwiek nagrał, ponieważ jest super funky” – powiedziały członkinie 3RDEYEGIRL. „Jest na nim dużo eksperymentalnych dźwięków. To po prostu uderzenie za uderzeniem, zdecydowanie przeznaczone dla osób, które kochają słuchać tego, co Prince ma im do powiedzenia, zamiast czekania na klasyczne brzmienie Prince’a z Purple Rain. Prince pracował przy HITNRUN ze współproducentem Joshuą Weltonem, który odpowiadał też za album ARTOFFICIALAGE, wydany pod koniec zeszłego roku.
Nad partnerstwem TIDALA i Prince’a pracowano przez kilka miesięcy, ale porozumienie o współpracy zostało szybko ugruntowane dzięki wzajemnemu podziwowi, szacunkowi oraz głębokiej wierze w prawa artystów. Współpraca rozpoczęła się w maju transmisją na żywo w TIDALU pierwszej godziny koncertu Prince’a RALLY 4 PEACE w Baltimore. TIDAL transmitował również na żywo dźwięk z imprezy oraz wsparł akcję, wpłacając taką samą kwotę, jaka została zebrana z darowizn na TIDAL.com.

Prince stwierdził, że „po jednym spotkaniu już było oczywiste, że JAY-Z i zespół stworzony w TIDALU, zna i docenia wysiłek, jaki prawdziwi muzycy wkładają w swoje rzemiosło, aby osiągnąć najwięcej, co mogą, w tym kluczowym momencie w muzycznym przemyśle. Po drugie, TIDAL zaszczycił nas nieograniczającymi umowami, które pozwalają nam kontynuować tworzenie prawdziwej sztuki, do której przyzwyczailiśmy się i jesteśmy im niezmiernie wdzięczni za hojne wsparcie. I wreszcie, w obytym z techniką świecie, w którym dziś żyjemy, gdzie wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym, wszystko jest szybsze. Od koncepcji i tego jednego, jedynego spotkania, przygotowanie albumu HITNRUN trwało około 90 dni. Jeśli tak wygląda wolność, to HITNRUN jest tym, jak wolność brzmi”.

„Prince zawsze był wizjonerem, wolnym myślicielem. Mamy zaszczyt zaoferować w TIDALU efekty jego pracy – płyty 1999, Purple Rain, itd., czyli muzykę, która inspirowała tak wielu” – powiedział JAY Z. „Jesteśmy również podekscytowani tym, że będziemy mogli opublikować jego nadchodzący album – HITNRUN. Zarówno Prince, jak i TIDAL podzielają przekonanie, że wszyscy twórcy powinni mieć możliwość wypowiedzenia się bezpośrednio do tych, którzy ich kochają i wspierają. Partnerstwo z Princem oddaje filozofię TIDALA w swojej najprawdziwszej formie – połączenie jeden do jednego i bezpośrednie przekazanie twórczości światu”, dodał JAY Z.

  1. Soundrebels.com
  2. >

Opinia 1

Choć od ich majowej premiery upłynęło już ładnych parę miesięcy, to biorąc pod uwagę zamieszanie związane z monachijskim High Endem, oraz obecnie trwający okres wakacyjny spokojnie można uznać, ze tytułowe przewody zasilające to wciąż mało rozpowszechnione na naszym rynku nowości. Dodatkowo na usprawiedliwienie własnej opieszałości w dzieleniu się wrażeniami z odsłuchów mamy jeszcze jedną wymówkę – czas potrzebny na „zresetowanie” / lekkie zatarcie wspomnień po NanoFluxie. Oczywiście mogliśmy pójść na żywioł i po topowym modelu za ponad 15 kPLN i niczym lwy na Chrześcijan w starożytnym Rzymie rzucić się na tańsze przewody a następnie z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku poprosić o uprzątnięcie pobojowiska. Wypadałoby jednak zadać wtenczas pytanie, czy taki, prowadzony z perspektywy ok. ośmiokrotnie droższego „bratanka” test ma jakikolwiek sens. Równie dobrze można oceniać wkładkę Dynavectora DV 10X5 przez pryzmat DV DRT XV-1s. Rezultat będzie wiadomy, acz zupełnie niewymierny. Inna półka, inny klient, inna jakość. Musieliśmy zatem trochę dać przyblaknąć wspomnieniom, by już ze „świeżymi głowami” zająć się dostarczonymi przez katowicki RCM przewodami Furutech FP-S35N i FP-S35TC.

Patrząc na budowę wewnętrzną obu przewodów można dojść do wniosku, że są to konstrukcje niemalże bliźniacze. W końcu poza czysto kosmetycznymi różnicami w kolorze izolacji PVC (FP-S35N – granatowa, FP-S35TC – oliwkowozielona), w środku „siedzą” po trzy miedziane (OFC) żyły o średnicy 2,2 mm. Jednak jak to zwykle w audio bywa diabeł tkwi w szczegółach, bowiem przy produkcji FP-S35N zastosowano proces Alpha Nano OFC, który wykorzystuje zawiesinę molekuł złota i srebra w celu wypełnienia wszystkich mikro ubytków, natomiast przewodniki FP-S35TC wykonano z miedzi OFC w nowej technologii Alpha PC Triple C, polegającej na wielokrotnym odkuwaniu pod stałym kątem, dzięki czemu kryształy miedzi uzyskują jeden kierunek. Dodatkowo do testów FP-S35N otrzymaliśmy zakonfekcjonowany wtykami FI-28R / FI-E38R a FP-S35TC zakończono zdecydowanie bardziej biżuteryjnymi FI-48R / FI-E48R.

Oba przewody grają z typową dla japońskiego producenta swadą i dynamiką, jednak pomimo niezaprzeczalnej wierności firmowej szkole brzmienia każdy z nich robi to na swój indywidualny sposób. Oczywiście bez trudu można doszukać się pewnych analogii do topowego NanoFluxa, lecz nie ma się też co oszukiwać, gdyż będą one jedynie symptomami, nieśmiałą zapowiedzią tego, co czeka na wytrwałych audiofilów i melomanów na szczycie oferty. Nie ma jednak liczyć na łut szczęścia i z wytęsknieniem wypatrywać kumulacji w lotto, tylko skupić się na tym, co jest w naszym zasięgu a uczciwie trzeba przyznać, że najnowsze propozycje Furutecha, nawet biorąc pod uwagę specyfikę polskiego rynku, wydają się całkiem rozsądnie wycenioną propozycją.

Poddany procesowi Alpha Nano OFC granatowy FP-S35N kładzie zauważalny nacisk na barwę, lekkie rozmarzenie, nie mylić z rozmazaniem, i coś na kształt romantyzmu. Dzięki powyższym zabiegom dźwięk wydaje się bardziej atrakcyjny, organiczny i pozbawiony nieraz irytującej, podskórnej nerwowości. Pojawia się też trochę więcej tkanki wypełniającej kontury, przez co nawet tak eteryczne i wykazujące pewne odchudzenie „starocie” jak „Postcards” Mary Hopkin zyskują coś na kształt drugiej młodości. Pomijając aspekt czysto sentymentalny partie wokalne zostają sympatycznie dociążone i wyeksponowane. Zabieg ten można, oczywiście czysto umownie, porównać do popularnych swojego buforów lampowych wpinanych wtedy, gdy słuchaczowi zależało na pewnym ucywilizowaniu suchości i kanciastości brzmienia. Jednak również w „tłusto” nagranych albumach w stylu „Woman” Jill Scott czuć wpływ FP-S35N. Nie ingerując zbytnio w już i tak obfite partie basu swoją uwagę skupia na średnicy i wyższych częstotliwościach „dopalając” je miękką, ciepłą wiązką światła o barwie zachodzącego światła. Robi się dzięki temu bardziej intymnie, nastrojowo.
Próby z posiadaną w czasie testów elektroniką wyraźnie wskazały, iż tego typu charakterystyka wydaje się wręcz wymarzona do dość, a nawet nazbyt, analitycznie podchodzących do tematu systemach. Jeśli zatem komuś zaczyna powoli przeszkadzać laboratoryjny chłód i szpitalna woń medykamentów powinien, choćby z czystej ciekawości podłączyć na próbę co najmniej jeden FP-S35N i na własne uszy przekonać się co potrafi zdziałać ten niepozorny kabelek.

Z FP-S35TC sprawy mają się nieco inaczej, gdyż tutaj plastyczność dodatkowo podparta jest adrenaliną i żywiołowością.  Nie jest może tak bezpardonowy, jak dedykowany prądożernym amplifikacjom 3TS762, ale po prostu czuć, że dla niego liczy się przede wszystkim tzw. „fun” – zabawa. Fani Stone Sour, czy 4 ARM doskonale powinni wiedzieć o co chodzi. A chodzi o wykop i idącą w parze z nim mocą. Nawet w przypadku zdecydowanie bardziej ugładzonego i dla niewtajemniczonych na pewno bardziej lekkostrawnego w stosunku do wcześniejszych dokonań Stone Sour zawierającego pięć fenomenalnych coverów albumu „Meanwhile In Burbank…” nie sposób odmówić Furutechowi niezwykle spontanicznego oddania każdego riffu, czy partii gitary basowej wspieranej przez szalejąca perkusję. Jednak, żeby w pełni odkryć potencjał FP-S35TC sugeruję sięgnąć po „Survivalist”. Zawarte na nim gęste, zagmatwane i piekielnie szybkie frazy wystawiają praktycznie każdy system na ekstremalną próbę a szanse za nadążenie za poszczególnymi partiami mamy jedynie w tedy, gdy nasza elektronika dostaje energię płynącą wartkim nurtem, a to ww. Furutech zapewnia. Dodatkowo swoje wielce pozytywne piętno odciska, lub jeśli ktoś woli mniej „bolesne” metafory to niech będzie „daje świadectwo własnej obecności” niezależnie od tego, czy wpięty zostanie w źródło, czy końcową amplifikację. Każdorazowo czuć przyrost witalności i swobody, pewności z jakimi elektronika eksploruje rejony, w jakie do tej pory (na niższej klasy przewodach) zapuszczała się nawet nie z lekką tremą, lecz wręcz z niepewnością graniczącą z lękiem.

Kontakt z najnowszymi przewodami zasilającymi Furutecha, który po „wypuszczeniu” na rynek wyczynowego NanoFluxa postanowił zadbać również o potrzeby zwykłych audiofilów pozwala mi sformułować tezę, iż stajemy się świadkami pewnej ewolucji. Dotychczasowe modele stawiały na kontur, detal i dynamikę w sposób dość bezpardonowy (im wyżej w hierarchii tym intensywniej) informując słuchaczy o ewentualnych problemach systemu, w którym przyszło im się znaleźć. FP-S35N i FP-S35TC już tak kategorycznych werdyktów nie wydają. Zamiast piętnować niedoskonałości starają się eksponować pozytywy a biorąc pod uwagę elektronikę z jaką najprawdopodobniej będą współpracować nie sposób nie zgodzić się i nie pochwalić decyzji producenta. W końcu zmiana przewodu zasilającego na lepszy ma oznaczać poprawę a nie powodować stres związany z koniecznością kolejnych wydatków. Pomijam fakt, że owe wydatki najprawdopodobniej wcześniej, lub później i tak nas nie ominą, lecz będzie to nasza całkowicie niewymuszona decyzja, a nie zakup pod presją. Tak więc jeśli czujecie Państwo, że w Waszych systemach drzemią jeszcze nieodkryte pokłady dynamiki i muzykalności i za bardzo nie wiecie jak się do nich dostać sprawdźcie u siebie oba tytułowe przewody. Z całkiem sporą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że będzie to krok w dobra stronę.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-1sx
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Odtwarzacz plików: Olive O2M; laptop Dell Inspiron 1764 + JRiver Media Center; Lumin D1; QAT RS3
– Gramofon: McIntosh MT10 + Lyra Kleos
– Przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Sensor Prelude; RCM THERIAA
– Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI5;  G•LAB Design Fidelity BLOCK;
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Antipodes Audio Katipo; Siltech Classic Anniversary 770i
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II; Ardento Power
– Listwa: GigaWatt PF-2 + Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; HighEndNovum PMR Premium; Albat Revolution Loudspeaker Chips

Opinia 2

Wiadomą i raczej naturalną koleją rzeczy jest rozwój, czyli ewolucja, która na przestrzeni dziejów doprowadziła nas – audiofilów do takiego stanu świadomości, w którym zdaliśmy sobie sprawę, a przynajmniej większość z nas, że nawet tak prozaiczny element toru audio, jak okablowanie ma bardzo istotny wpływ na końcowy efekt soniczny. Dlatego też konstruktorzy, lub jak niektórzy interlokutorzy mawiają „szamani” idąc tropem zróżnicowania oferty, oraz wspomnianego i nieuniknionego postępu technicznemu, tworzą coraz to nowsze wersje swoich produktów, zmieniając przekroje, sploty, materiały przewodzące, by dojść do gmerania w budowie strukturalnej samego przewodnika na poziomie nano-cząsteczek. Podobny rys historyczny prezentuje również występująca dzisiaj w roli oferenta do testów japońska marka FURUTECH, proponując do zaopiniowania swoje najnowsze konstrukcje zasilające FP-S35N/28-38R i FP-35TC/48R.

Dostarczone do testu siecówki dzięki sporej podatności na układanie za stojącą blisko tylnej ściany szafką są niczym zbawienie. Choć sam raczej nie mam problemów logistycznych za stolikiem ze sprzętem i mogę zaimplementować nawet najbardziej oporną w tej materii anakondę, jednak gro użytkowników w swoich z trudem wygospodarowanych czterech kątach lub kącikach mieszkalnych, gdy coś bardzo sztywnego wpisze się w ich tor audio, gnie je bezlitośnie, aby jakimś cudem schować przed wzrokiem żony. Tutaj z czystym sumieniem stwierdzam, że mimo, iż widziałem bardziej giętkie kable, wspomniany problem układania praktycznie nie istnieje. Próbując skreślić kilka strof na temat każdego ze wspomnianych drutów w celach ułatwienia rozpoznawalności, ale bez rozpisywania się na temat będących już od dłuższego czasu w ofercie wtyczek, będę obracał się w sferze ich koloru, dlatego wspomnę, że model FP-S35N jest niebieski, a FP-S35TC zielony. A aby poznać choćby zarys ich możliwości, każdy z nich zaliczył dwa występy, jako dawca prądu do przetwornika C/A i końcówki mocy.

Zaczynając od kabla w otulinie utrzymanej w tonacji ciemnego błękitu, trzeba powiedzieć, że jego barwa trochę koreluje z ciężarem grania. Wpięcie do DAC-a zaowocowało mocnym, nieco okrąglejszym basem, solidnie dociążoną średnicą i stwarzającą pozytywne wrażenie, ale niezbyt zwiewną górą pasma. Ważnym elementem tego podejścia było dobre odwzorowanie wirtualnej sceny, z preferowaniem nieco bliższej słuchaczowi pozycji front mena. Końcówka mocy natomiast, swoim zapotrzebowaniem na kilowaty energii trochę ujarzmiła przywołane aspekty, dając obraz zdecydowanie bardziej wykonturowanych niskich rejestrów, lekko odchudzając przy tym resztę pasma, co zaowocowało posmakiem oddechu w masującej nasze narządy słuchu muzyce. Oczywiście wiązało się to również z podkreśleniem sybilantów, jeśli takowe występowały w materiale muzycznym, ale na szczęście zbicie masy dźwięku nie robiło krzywdy gabarytom prezentowanej sceny. Do ostatecznej weryfikacji możliwości FP- S35N posłużyłem się ulubionym ostatnimi czasy materiałem Johna Pottera z repertuarem Monteverdiego. Zanim jednak okraszę tekst moimi wrzeniami, należy wspomnieć, że mój set sam w sobie ustawiony jest w punkt gęstego grania, co w kontakcie z jeszcze bardziej operującym w tej domenie kablem, może wywołać zbyt dobitne osadzenie w masie, na co zawsze uczulam przywołując starą prawdę, iż każdy test jest splotem wielu przypisanych do danej układanki niewiadomych, włącznie z preferencjami recenzenta. Ale reasumując występy pierwszej propozycji Furutecha, kabel lepiej wypadł w połączeniu z piecem Reimyo, dając swobodniejszy spektakl muzyczny, w którym artysta mimo nadal większego niż mam na co dzień wysycenia głosu, bez problemów informował mnie o swoich zamierzeniach wokalnych, które bez ociągania powtarzały mury będącej gospodarzem sesji nagraniowej budowli sakralnej. W takim połączeniu zdecydowanie lepiej wypadło tez instrumentarium tego projektu muzycznego, ponieważ zbyt nisko schodzący klarnet basowy w konfrontacji z DAC-em zbliżał się do dźwięku wielkiej tuby, a gitara mocno dryfowała w stronę kontrabasu. Oczywiście specjalnie na potrzeby testu wyolbrzymiam zaobserwowane zjawiska, ale robię to w dobrej wierze, a nie jako kuksaniec w bok Japończyka. Mając tak nakreślony obraz, sądzę, że jedyną kwestią podczas wyboru przez potencjalnego nabywcę jest określenie, w jakim punkcie ciężkości znajduje się jego set, gdyż reszta raczej nie powinna sprawić problemów jakościowych.

Przepinając się zgrabnym ruchem na kolor zielonej nadziei, wkraczamy w świat większego oddechu i nieco wyżej osadzonego środka ciężkości generowanej muzyki. To podejście sprawiło, że gdy tamte gęste połączenia, jako zwycięzcę wskazywały wzmacniacz, w tym przypadku zdecydowanie mniejsza masa dźwięku od startu raczej promowała przetwornik, gdyż końcówka w takim mariażu sprawiała wrażenie ukierunkowania ku anoreksji. Efektem zwycięskiego połączenia z przetwornikiem C/A był barwniejszy, ale dobrze kontrolowany bas, czytelna średnica i nieco cieplejsze, jednak okraszone nutką agresywności wysokie tony, zwiększając tym sposobem czytelność generowanej sceny muzycznej. Przesunięcie gęstości barwy o oczko wyżej w bezpośrednim porównaniu z niebieskim kablem zasilającym dawało zdecydowanie większą świetlistość fraz wokalnych, by w pakiecie poskutkować wykonturowaniem dźwięku klarnetu i gitary, a dodatkowo jawiąc się przy tym raczej jako przyrost dźwięczności, a nie maniera jazgotu. Przypominam, że Furutech bez względu na zajmowany punkt na skali masy dźwięku, zawsze postrzegany jest jako produkt oferujący większą lub mniejszą dawkę barwy, dlatego całość moich wniosków należy przepuścić przez to wspomniane sito firmowego sznytu, który nawet w najmniej angażującym połączeniu tego testu, nie powodował samoczynnych odruchów przełączeniowych na inne druty.

Jak można zaobserwować na dzisiejszym przykładzie, nic w audio nie jest pewne. Niektóre niuanse brzmieniowe bez względu czy pozytywne, czy negatywne, w jednym systemie pokazały swoje różne oblicza. Wydawałoby się, że barwa dla wielbiciela tego aspektu w każdej ilości będzie pozytywem, gdy tymczasem w zależności od konfiguracji bywa różnie. Tak naprawdę nigdy do końca nie wiadomo co nas spotka po wpięciu jakiejkolwiek nowości w system, dlatego takie testy służą do posiłkowania się we wstępnym typowaniu , a nie traktowania jako wyroczni. Czy Wasza układanka zareaguje tak samo, nie jestem w stanie stwierdzić w stu procentach, ale to, co wyartykułowałem, gdy tylko system nie zdradza maniery ociężałości, może zaskoczyć Was niespodziewanie pozytywnym uzupełnieniem po macoszemu potraktowanego wycinka pasma, nawet wtedy, gdy jesteście święcie przekonani o pełnej synergii wszystkich jego elementów.

Jacek Pazio

Dystrybucja: RCM
Ceny:
Furutech FP-S35N
Cena za odcinek 1,5m / Dodatkowe 0,5 mb – 240 PLN
Alpha Nano OFC FP-S35N / FI-28G / FI-E38G: 1 830 PLN
Alpha Nano OFC FP-S35N / FI-28R / FI-E38R: 2 090 PLN
Alpha Nano OFC FP-S35N / FI-48R / FI-E48R: 3 020 PLN
Alpha Nano OFC FP-S35N / FI-50R / FI-E50R: 3 500 PLN

Furutech FP-S35TC
Cena za odcinek 1,5m / Dodatkowe 0,5 mb – 330 PLN
Alpha PC Triple C FP-S35TC / FI-28G / FI-E38G: 2 100 PLN
Alpha PC Triple C FP-S35TC / FI-28R / FI-E38R: 2 360 PLN
Alpha PC Triple C FP-S35TC / FI-48R / FI-E48R: 3 290 PLN
Alpha PC Triple C FP-S35TC / FI-50R / FI-E50R: 3 770 PLN

System wykorzystywany w teście:
– CD/DAC: Reimyo CDT – 777 + Reimyo DAP – 999 EX
– Przedwzmacniacz: Reimyo CAT – 777 MK II
– Końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
– Kolumny:  TRENNER & FRIEDL ISIS Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version
Kable głośnikowe: Harmonix HS 101-EXQ (sekcja średnio-wysokotonowa), Harmonix HS 101-SLC (sekcja niskotonowa)
IC RCA: Harmonix HS 101-GP, Hiriji „Milion”
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: stopy pod końcówkę mocy Harmonix TU 505EX MK II
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: Audio Tekne TEA-2000

  1. Soundrebels.com
  2. >

Od najbliższego poniedziałku do końca sierpnia, w naszym salonie w Gdańsku będzie miała miejsce największa jak do tej pory w Polsce prezentacja marki Audiovector. W tym czasie oba nasze pokoje odsłuchowe będą wypełnione brzmieniem kolumn głośnikowych zaprojektowanych przez Duńczyka Ole Klifoth’a, który jest właścicielem i głównym konstruktorem marki Audiovector.

Wraz z dystrybutorem, firmą Voice oferujemy Państwu możliwość poznania i odsłuchania w jednym miejscu kompletnej oferty produktowej Audiovectora.Na miejscu są już dostępne obie wysokie serie SR6 i SR3, oraz bardziej przystępne cenowo KI3 i X3. Nie zabraknie też serii podstawkowej SR1.



Kolumn będzie można posłuchać z dowolną elektroniką dostępną w salonie lub jeśli ktoś ma takie życzenie, to ekipa salonu oferuje też odsłuch z elektroniką klienta. W celu umówienia się na odsłuch prosimy o kontakt mailowy lub telefoniczny. Więcej informacji znajdą Państwo na naszej stronie w zakładce AKTUALNOŚCI

Zapraszamy do naszego salonu.
Premium Sound

  1. Soundrebels.com
  2. >

Hegel H360 jest gigantem wśród wzmacniaczy zintegrowanych. Posiada 250 W na kanał przy 8 Ω i współczynnik tłumienia ponad 4000. Takie parametry pozwalają wysterować praktycznie każdy głośnik na rynku. Dzięki opatentowanej technologii SoundEngine, ta bestia wśród wzmacniaczy łączy moc, dynamikę, finezję i muzykalność jak żaden inny zintegrowany wzmacniacz na rynku. Połączenia w H360 to coś więcej niż tylko dodatek … Są symetryczne i niesymetryczne wejścia analogowe, dedykowane wejście na kino domowe,  optyczne i koncentryczne wejścia cyfrowe, a także wejście USB dla sygnałów aż do DSD128 … i tak – to jest również odtwarzacz sieciowy. Trzeba mówić więcej?

Głównym założeniem Hegla jest jakość dźwięku, a H360 nie jest wyjątkiem. Oczywistą zaletę łatwo zauważyć – moc. Wzmacniacz posiada 2 x 250 W na kanał przy 8 Ω, która jest stabilna nawet w niższej impedancji. Ponadto, współczynnik tłumienia większy niż 4000 sprawia, że ten wzmacniacz poradzi sobie z wysterowaniem nawet najbardziej wymagających głośników. H360 zawsze będzie grać z wielkim autorytetem i łatwością.

Rzadko spotyka się połączenie takiej mocy z finezją dźwięku. Jednak, specjalnie zaprojektowane zasilacze przyczyniają się do bardzo niskiego poziomu szumów. Ręczne, prawie idealne dopasowanie pary tranzystorów w stopniu wejściowym, zmniejsza zniekształcenia harmoniczne. Opatentowana technologia SoundEngine redukuje zniekształcenia ponad wszystko, a zwłaszcza zniekształcenia skrośne. Nasi projektanci zrozumieli, jak działają tranzystory, aż do poziomu atomowego, a my wykorzystaliśmy tę wiedzę w projektowaniu H360.

H360 zawiera wysokiej jakości DAC, który korzysta ze specjalnej technologii ponownego taktowania. Pozwala to uzyskać naprawdę bardzo dobrą jakość dzwięku z powszechnie używanych źródeł takich  jak telefon lub komputer. To dlatego dodaliśmy funkcjonalność AirPlay firmy Apple jak i DLNA. Jest też referencyjne wejście USB, wspierające wszystkie formaty w tym DSD64 i DSD128.

Moc: 250 W/⁠kanał przy 8 Ω, 420 W/⁠kanał przy 4 Ω
Wejścia analogowe: 1 zbalansowane (XLR), 1 niezbalansowane (RCA), 1 kino domowe
Wyjścia analogowe: 1 fixed line level (RCA), 1 variable line level (RCA)
Cyfrowe wejścia: 1 coaxial, 3 optical, 1 USB, 1 ethernet (RJ45)
Wyjścia cyfrowe: 1 coaxial (tylko z wyjść cyfrowych)
Wejście IR: 3,5 mm IR-⁠Jack (z tyłu)
Zakres częstotliwości: 5Hz-⁠180kHz
Stosunek sygnał/⁠szum: > 100dB
Przesłuch: < -⁠100dB
Współczynnik tłumienia: > 4000
Wymiary: 12cm (15cm z nóżkami) x 43cm x 43cm
Waga: 20,5kg (netto), 24kg (brutto)

Cena 21990 zł

Wzmacniacz będzie dostępny na polskim rynku pod koniec sierpnia.

Dystrybucja: Hegel Polska

  1. Soundrebels.com
  2. >

Opinia 1

O światowej premierze tytułowego urządzenia z radością informowaliśmy już w maju relacjonując monachijski High End, a pierwszych, jeszcze mocno niezobowiązujących odsłuchów dokonaliśmy kilka tygodni później goszcząc we Wrocławiu na kolejnym spotkaniu z cyklu Audiofil. Nie będę ukrywał, że będąc pod wielkim wrażeniem możliwości sonicznych końcówki i przedwzmacniacza liniowego z serii 1000 Abyssounda, bo to właśnie o produkcie tejże manufaktury przyszło nam dzisiaj pisać, z niekłamanym entuzjazmem wyraziliśmy gotowość do kolejnego testu. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że droga od momentu pojawienia się prototypów i egzemplarzy próbnych do oficjalnego wprowadzenia danego urządzenia na rynek bywa nie tylko długa, ale i wyboista. Tak nam podpowiadało nie tylko własne doświadczenie, ale i informacje uzyskiwane z pierwszej ręki od osób mających wątpliwą przyjemność odbywania kilkumiesięcznych pielgrzymek od biurka do biurka w celu uzyskania stosownych certyfikatów, pozwoleń i parafek. Jednak czasy najwyraźniej się zmieniają, gdyż już pod koniec czerwca do naszej redakcji zawitał pachnący fabryką i niemalże jeszcze ciepły phonostage Abyssound ASV-1000.

Przedwzmacniacze gramofonowe są o tyle niewdzięcznymi przedmiotami do opisywania ich wyglądu, że prawdę powiedziawszy w większości przypadków można byłoby się ograniczyć jedynie do krótkiej beletrystyki dotyczącej ewentualnych przełączników. Oczywiście zakładając, że takowe w ogóle się znajdują, bo daleko nie szukając ani Audio Tekne (TEA-2000), ani Phasemation (EA-1000) nawet takimi drobiazgami nie zaprząta sobie głowy stawiając na pełną automatyzację nastaw. Choć uczciwie trzeba przyznać, że Phasemation rekompensuje to z nawiązką swoją niemalże biżuteryjnie wykonaną płytą czołową. Również z Abyssem nie jest wcale aż tak „źle”. Grube płaty sztukowanego aluminium anodowane na czarno, bądź w wersji au naturel plus pokryte czarnym lakierem piecowym korpusy sprawiają wielce pozytywne wrażenie. Przede wszystkim już odseparowanie zasilania do oddzielnej obudowy z goszczącym w centrum płyty przedniej elementem rozweselającym dystyngowaną czerń w postaci srebrnego włącznika głównego z zaimplementowaną błękitną aureolką informującą o stanie pracy urządzenia. Również tył zasilacza, z racji pełnionych funkcji niczym zaskakiwać nie powinien i nie zaskakuje. Gniazdo zasilające IEC, nakrętka bezpiecznika i wyprowadzenie przewodu zasilającego część sygnałową to wszystkie niezbędne do szczęścia elementy.
Moduł główny również ma co nieco do zawieszenia oka. Po pierwsze front nie jest monotonną płaszczyzną a przedzielony w mniej więcej dwóch – trzecich pionową bruzdą optycznie rozgraniczającą część prawą z nazwą modelu od lewej przyozdobionej logotypem producenta, oraz trzema diodami informującymi o ewentualnym przesterowaniu, dostarczeniu zasilania i procedurze startowej. Niby niewiele, ale nie można w żadnym wypadku mówić o nudzie. Ściana tylna to już prawdziwy lunapark możliwości i istna feeria barw. Symetryczny układ przyłączy w pełni odpowiada wewnętrznemu rozdzieleniu modułów prawego i lewego kanału. Szeroki rozstaw gniazd (wejściowe RCA, wyjściowe RCA i XLR) z wdzięcznością przyjmą posiadacze wszelakiej maści „egzotycznych” interkonektów i tylko z kronikarskiego obowiązku zalecę pamiętać o dość oddalonym zacisku uziemienia. Intuicyjnie umieszczone i czytelnie opisane mikroprzełączniki umożliwiają wybór nie tylko obciążenia/pojemności i wzmocnienia, lecz również określenia, czy sygnał/przewód płynący z wkładki/ramienia do przedwzmacniacza jest zbalansowany. Mała rzecz a cieszy.

Przechodząc do akapitu poświęconego dźwiękowi pozwolę sobie już na wstępie na małe zalecenie, oraz kilka uwag natury użytkowej. Po pierwsze ASV-1000 warto słuchać wyłącznie wygrzanego, bo wyjęty prosto z pudełka nie powala. Ot gra poprawnie i tyle. Niby wszystko jest OK., ale za kwotę, jaką życzy sobie za niego producent to raczej nie jest powód do zachwytu. Lekka matowość i szorstkość idące w parze z dość zauważalną „oszczędnością” ilości powietrza, oraz brakiem swobody kreowania przestrzeni adekwatne są raczej dla urządzeń z co najmniej o połowę niższego pułapu. Dlatego też umawiając się na odsłuch w salonie, bądź wypożyczając egzemplarz demonstracyjny należy upewnić się co do jego przebiegu, a jeśli nie przekracza on ok.80-100h lepiej kilka/naście krążków poświecić na rzecz późniejszych doznań, o czym już za chwilę. Podobnie jest z okablowaniem i to zarówno sygnałowym, jak i zasilającym. Abyss podpięty byle czym zagra adekwatnie do wartości i możliwości owego „byle czego”. Jeśli jednak poświęcimy chwilę i porównamy jego brzmienie na kilku ulubionych/dyżurnych przewodach to powinniśmy bez trudu osiągnąć pełną symbiozę. W moim systemie umowny „problem” właściwego zasilania udało się rozwiązać stosunkowo niewielkim kosztem, bo już przy użyciu Furutecha FP-3TS762, ale spokojnie możemy uznać, że to jest pułap od jakiego warto startować, co z resztą potwierdziły próby z Organiciem i Ardento. Z przewodami sygnałowymi już tak różowo nie było, bo w zależności od nastroju i realizacji wybór z reguły ograniczałem do Siltecha Classic Anniversary 770i, oraz … Harmonixa Hijiri Million Maestro. Oczywiście mowa tu o łączówkach RCA, bo jeśli sięgałem po rocka i to zarówno tego surowego na tłoczeniach „z epoki”, w stylu „Fugazi” Marillion, jak i dzięki współczesnym zdobyczom techniki niesamowicie wręcz dopieszczonego typu najnowsza reedycja „Amused To Death” Rogera Watersa, niemalże automatycznie przepinałem się na XLRy Organica. Nie żebym cierpiał na nerwicę natręctw, czy coś w tym stylu. Ot po prostu testy odsłuchowe phonostage’a wykazały, że właśnie na wyjściu zbalansowanym można osiągnąć poprawę mikro dynamiki i motoryczności dźwięku a dodając do tego wiadome preferencje mojego ECI sprawa była jasna jak słońce. To tyle jeśli chodzi o kabelkologię i najwyższy czas wrócić do muzyki.
Po upłynięciu okresu akomodacyjnego i pełnym ustabilizowaniu się brzmienia każdy kolejny krążek utwierdzał mnie w przekonaniu, że krakowskiej ekipie debiut w królestwie analogu po prostu się udał. Nie dość, że zachowując zbliżoną do neutralności równowagę tonalną z jedynie lekkim akcentem na przełomie niższej średnicy i basu Abyssound ze stoickim spokojem i wrodzoną swadą grał praktycznie każdy repertuar, to jeszcze nie miał w zwyczaju pastwić nad gorszymi realizacjami, więc np. fani Genesis i solowych albumów Phila Collinsa powinni nausznie przekonać się co można wyciągnąć z ich ulubionych krążków. Na pozycjach nagranych z większym poszanowaniem tzw. jakości było oczywiście zauważalnie lepiej. Scena nabierała wreszcie realnych rozmiarów, muzycy spokojnie mogli rozstawić się nie tylko pomiędzy kolumnami, lecz również zagospodarować dalsze plany i nikt nikomu nie musiał wchodzić na głowę.
Abyssound nie bał się przy tym zadziorności takich nagrań jak album „In Session” Alberta Kinga i Stevie Ray Vaughana. Czuć było niesamowity feeling, porozumienie obu mistrzów gitary, którzy dzieląc się swoją wirtuozerią świetnie się bawili. Zero zadęcia, czy usztywnienia, za to naturalnością i swoistym luzem spokojnie mogliby oddzielić z tuzin obecnych „gwiazdeczek”. Pulsujący, lekko pogrubiony bas od pierwszych taktów wprawiał słuchaczy w swoisty trans, podczas którego nie sposób było spokojnie usiedzieć w miejscu. W skali absolutnej można zauważyć pewne lekkie uśrednienie najwyższych składowych objawiające się stonowaniem, przygaszeniem lśnienia blach i intensywności „aury” otaczającej poszczególne źródła pozorne. Wspominam jednak o tym jedynie z recenzenckiego obowiązku i na podstawie odsłuchów urządzeń zdecydowanie droższych od obiektu niniejszej analizy. To nie jest przytyk, a jedynie wskazówka, że zawsze można dany aspekt, podciągnąć, zaprezentować lepiej, lecz warto tez pamiętać, że za każdą, nawet najmniejsza poprawę przyjdzie nam z reguły słono zapłacić. Nie ma jednak co dywagować i patrzeć na ASV-1000 z perspektywy np. Trilogy Audio 907, bo to nie ma sensu. To już zdecydowanie wyższa półka i jak na razie lepiej, żeby 1000-ka na tego typu porównania się nie porywała. Za to w swojej klasie ma spore szanse na zdobycie naprawdę sporej rzeszy gorliwych wyznawców, tym bardziej, że gdy tylko zachodzi taka potrzeba bez najmniejszego skrępowania potrafi uaktywnić nieprzebrane pokłady romantyzmu. Damskie wokale reprezentowane podczas odsłuchów przez takie artystki jak Enya, Cassandra Wilson, czy nawet … Martika (takie relikty przeszłości też posiadam w swojej płytotece) były delikatnie przybliżane do słuchaczy. Skracany był dystans, przez co zarówno namacalność, jak i doświetlenie pierwszego planu wypadały nad wyraz sugestywnie.

Abyssound ASV-1000 to konstrukcja przemyślana i ambitna biorąc pod uwagę zarówno brzmienie jakie oferuje, segment, w jakim przyjdzie się jej zmierzyć z konkurencją, jak i faktyczny debiut na przeżywającym prawdziwy renesans rynku analogowych specjałów. Całe szczęście krakowski zespół stojący za tym projektem nie składa się z nowicjuszy i ani im w głowie popełnienie typowego falstartu wprowadzając do sprzedaży coś nie gotowego, bądź niedopracowanego. W końcu pierwsze wrażenie robi się tylko raz, a Abyssound z tej próby wychodzi zdecydowanie z tarczą i piszę to nie z pobudek czysto patriotycznych, lecz patrząc na jakość wykonania i klasę brzmienia możliwie obiektywnie.  

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-1sx
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Odtwarzacz plików: Olive O2M; laptop Dell Inspiron 1764 + JRiver Media Center
– Gramofon: Transrotor Dark Star Silver Shadow + S.M.E M2 + Phasemation P-3G
– Phonostage: Amare Musica Aspiriaa, RCM Sensor 2
– Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI5
– Przedwzmacniacz: Bryston BP26 + Bryston MPS-2 + Bryston Phono
– Końcówka mocy: Bryston 4B SST2
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Antipodes Audio Katipo; Siltech Classic Anniversary 770i, Harmonix Hiriji „Milion”
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II; Ardento Power
– Listwa: GigaWatt PF-2 + Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R;
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; HighEndNovum PMR Premium; Albat Revolution Loudspeaker Chips

Opinia 2

Obserwowana od dłuższego czasu ekspansja rodzimych producentów w segmencie zaawansowanego i wysublimowanego audio zatacza coraz to szersze kręgi. Przy niższych niż importowana konkurencja cenach nie tylko zwiększa dostępny na rynku asortyment, lecz systematycznie buduje własne portfolio coraz śmielej stając w szranki z zagranicznymi pretendentami do portfeli nabywców. Na szczęście powyższy proces nie odbywa się przysłowiowe „hura”, tylko przedsiębiorcy nabierając doświadczenia kolejno wprowadzanymi komponentami, wykorzystują zdobytą wiedzę do omijania potencjalnych wpadek konstrukcyjnych, a co za tym idzie sonicznych. Taki też proces rozwoju prezentuje omawiana dzisiaj, mająca już spore osiągnięcia na rynku konsumenckim krajowa manufaktura, która swą przygodę z biznesem AV zaczynała od bardzo dobrze odbieranej i może przedwcześnie, ale zdradzę, że oczekującej u nas w kolejce testowej A- klasowej końcówki mocy ASX-2000, by poprzez testowaną już na naszych łamach inną konstrukcję ASX-1000 i przedwzmacniacz liniowy ASP-1000 ponownie zaistnieć w naszych skromnych progach z phonostagem. Prace nad tym projektem trwały już od kilku lat, lecz jak znakomicie zdajemy sobie sprawę, pospiech jest raczej wrogiem, niż sojusznikiem we wszelkich tego typu działaniach, dlatego bez narzekania na spory czas oczekiwania zapraszam na kilka szpalt wrażeń ze spotkania z dedykowanym wkładkom MM i MC przedwzmacniaczem gramofonowym krakowskiej marki ABYSSOYND o symbolu ASV-1000.

Patrząc na krakowski phonostage, trzeba przyznać, że jak na bywający często malutką płytką drukowaną z kilkoma wlutowanymi elementami dodatek do wzmacniaczy zintegrowanych jest nader okazały, swoim rozmiarem jawiąc się jako potomek dawnych wież „MIDI”. Co więcej, jako oznakę pełnego zaangażowania w proces eliminacji wewnętrznych zakłóceń elektromagnetycznych dostajemy fantastycznie wyglądający wydzielony zasilacz. Do zbudowania naszej tysiączki nie żałowano pracy i materiału, fundując jej gruby front z anodowanego na czarno drapanego aluminium z estetycznie ściętymi pod kątem 45 stopni krawędziami, a resztę obudowy wykończono również w czerni, ale tym razem w lakierze proszkowym. Wspomniany przód urządzenia jest ostoją spokoju, proponując nam jedynie usytuowane nieco bliżej prawego boku ożywiające wizerunek pionowe przefrezowanie, trzy diody informacyjne na środku i sygnatury marki i modelu przy zewnętrznych krawędziach. Tylny panel przyłączeniowy wyposażono w zestaw wejść RCA, wyjść RCA i XLR, zespołów mikroprzełączników dopasowujących phono do współpracującej wkładki, zacisk uziemienia i kompatybilne z wtykiem zasilacza wielopinowe gniazdo. Sam dawca energii nie odstaje wizerunkowo od odbiorcy życiodajnych elektronów i mimo, że jest zdecydowanie mniejszy i zajmujący niższy szczebel w hierarchii ważności, podobnie jak obsługiwane serce urządzenia może pochwalić się wykonanym z podobnego materiału frontem i resztą obudowy, z tą tylko różnicą, że z przodu mamy zaimplementowany jedynie srebrny podświetlony na niebiesko włącznik inicjujący działanie, a z tyłu gniazdo zasilania i zamocowany na stałe przewód łączący oba komponenty magistralą prądową. Nie powiem, małe toto, ale ładne i zapewniam, że gdy nabędziecie phonostage ABYSSOUNDa, nie schowacie zalicza za szafkę, tylko zadbacie o jego równouprawnienie na głównej półce ze sprzętem.  

Zanim rozpocznę wersety prawdy, trzeba przywołać teoretycznie znany, ale często w procesie oceniania zapominany fakt, jakim jest kilkupłytowe oswojenie z zastanym dźwiękiem, gdyż bezpośrednie porównywanie z założenia nieosiągalnym szczytem z góry skazuje tego słabszego na piętnowanie samych wad, gdy tymczasem w swoim zakresie cenowym może okazać się prawdziwym kilerem. Nie wiem, czy oceniany dzisiaj krakowski produkt jest zabójcą wszystkiego, co próbuje startować w jego wadze, ale po miarodajnej dawce przesłuchanego materiału muzycznego postaram się wytypować kilka ważnych dla tej konstrukcji niuansów, tym bardziej, że pozycjonuje się w zdroworozsądkowym dla zwykłego Kowalskiego zakresie cenowym.

Pierwsze, co po wpięciu ASV-1000 w tor audio rzuca się w oko lub stosowniej byłoby nazwać w ucho, to bardzo równe zestrojenie całości generowanego pasma w aspekcie wagi, lecz bez zbytniego przeciążenia. Po przestudiowaniu kilkunastu phonostage’y rzekłbym, że dostajemy typowego przedstawiciela analogowego grania, który trochę ocieplając środek, gładząc górę i osadzając nieco niżej przekaz muzyczny, nie da zrobić nic złego nawet nieumiejętnie złożonemu zestawowi analogowemu. Aby go zaskoczyć, nasza układanka sama w sobie musi być już bardzo ociężała, jednak gdy obraca się choćby w domenie lekkiego ocieplenia, zrównoważenia, czy nawet odchudzenia, niezła wyliczanka, ale załóżmy, że w miarę ogólny standard każdy audiofil jest w stanie rozpoznać, wtedy możemy być spokojni o końcowy wynik. Konstruktorzy celując w dany segment rynku, oczywiście chcieli wyciągnąć z tego projektu maksimum jakości, ale nie kosztem przeciągnięcia jakiegoś zakresu w mogące zaszkodzić całości rejony. Jak to się sprawuje w bezpośredniej konfrontacji z życiem codziennym? Zacząłem od fantastycznie zgranego na czarną płytę Antonio Forcione z materiałem „Tears Of Joy”, który swoją wirtuozerią pozwolił przeanalizować szybkość narastania dźwięków strun gitary podczas szaleńczych solowych pasaży i muszę powiedzieć, że jak na ten przedział cenowy było bardo dobrze. Nie miałem tylu informacji co z będącym wtedy punktem odniesienia japońskim Audio Tekne, ale czułem ogromne pokłady zadowolenia, jako pochodna bardzo żywiołowej prezentacji. Tak tak, żywiołowej, gdyż wspomniane nieco niższe osadzenie dźwięku kroczyło raczej ścieżką dobarwiania zdarzeń na scenie, aniżeli szkodliwego uśredniania. Oczywiście w wartościach bezwzględnych jest to pewien kompromis jakościowy, ale nie oszukujmy się, jesteśmy dopiero na początku drogi zabawy w gramofon w roli źródła dźwięku, dlatego odbieram to w kategoriach wartości dodanej. Wspomnę jeszcze, że to umilanie dźwięku dorzuca również swoje trzy grosze w reprodukcji górnych rejestrów, które nadal skwiercząc blachami perkusisty, są jednak delikatnie wycofane. Ale patrząc na to od strony spójności pełnego spektrum pasma akustycznego, nie ganiłbym za to konstruktorów, tylko przyznał mały punkcik za unikającą zachwiania równowagi tonalnej konsekwencję.  Po przyjęciu tej nastawionej na gitarowe granie dawki muzyki, na talerz powędrowała Diana Kral z najnowszą dwupłytową kompilacją „Wallflower”, umożliwiając spojrzenie, jak taka homogeniczność pozwoli zaprezentować się znanej około-jazzowej artystce w nastrojowo zaśpiewanych balladach. Cóż innego można było oczekiwać niż nasyconego wokalną erotyką recitalu przy dźwiękach fortepianu i zespołu smyczkowego? Powiem tak, słuchałem tej płyty zaraz po zakupie na swoim secie i realizacyjne nie wypadała zbyt dobrze, ale zdecydowanie niższe pułapy cenowe często pomagają takim krążkom pokazać się z nieoczekiwanej, fantastycznej strony, przy naprawdę niewielkich kompromisach. A przypominam, że to nie jest jazz w czystej postaci, tylko jazzujący pop, który niestety ma inne priorytety jakościowe, dlatego czerpie z podobnych do krakowskich produktów pełnymi garściami, bez najmniejszej ujmy dla tych ostatnich.

Na koniec należało przyjrzeć się sposobowi budowania wirtualnej sceny muzycznej, do czego wybrałem tłoczenie z epoki Enrico Ravy i Dino Saluzziego w kwintecie zatytułowane „Volver”. Z uwagi na „Palec Boży” Manfreda Eichera wiem, że co, jak co, ale realizacja pod względem oddania realizmu jest jego oczkiem w głowie, co oczywiście znakomicie oddaje przywołany krążek. Kilka porozrzucanych na podeście instrumentów, dało budowaną o kroczek bliżej niż mam na co dzień głębię, z niezłym oddaniem szerokości. I dopiero przy tej płycie po raz pierwszy wyraźnie usłyszałem wspomniane wcześniej uśrednianie, gdyż zwiększające masę instrumentów nasycenie, wraz z minimalnym, ale jednak utemperowaniem wysokich tonów spowodowało utratę eteryczności grającej gdzieś w oddali trąbki i akordeonu front menów. Proszę się nie obawiać, nie była to bliżej niezidentyfikowana ściana dźwięków, ale czar, dla jakiego dość często słucham tej płyty, gdzieś zatracił swój byt. To oczywiście nie jest wadą samą w sobie testowanej tysiączki, tylko pewna ograniczona konstrukcyjnie możliwa do prezentacji jakość grania, którą w kolejnym wcieleniu inżynierowie z ABYSSOUND’a z pewnością będą chcieli podnieść o co najmniej oczko w wyżej. Kto wie? Ja w każdym bądź razie życzę im sukcesów w tej materii i jeśli tylko będę mógł, służę pomocą weryfikacyjną przyszłych udoskonaleń.

Tytułowy phonostage miał fajne wejście przed-testowe, gdyż w ustalających dzisiejszy sparing rozmowach kuluarowych panowie z Krakowa przekornie celowali w wyższe niż pozycjonują swój produkt rejony cenowe, dlatego w żartobliwej odpowiedzi studziłem ich zbyt mocne zapędy, mogące zakończyć się spektakularnym pęknięciem tak nadmuchanej bańki. Tymczasem w starciu z rzeczywistością może nie wzbili się ponad największych tego świata, ale tym, co pokazał ich produkt bez najmniejszych problemów mogą się pochwalić. Tak, dźwięk może nie jest wyśrubowany i błyszczący, ale dzięki temu spełnia założenia spójności, które narzuca mocne osadzenie w dolnych rejestrach, oraz gęsty środek pasma. Dla mnie owa spójność w dużej mierze jawi się jako zaleta tego komponentu, gdyż zbytnie wyszczuplenie – czytaj paniczne dążenie w stronę neutralności – na poziomie budżetowym może skończyć się klapą w postaci „jazgotu”. Niestety, źródła analogowe w tych rejonach cenowych często fundują sporo zniekształceń, co wzmocnione przez zbyt ochoczo podążający ku jasności przedwzmacniacz gramofonowy, przyprawi audiofila o ból głowy, a początkujących adeptów brzmienia analogowego może skłonić do całkowitej rezygnacji z tego formatu. Sądzicie, że nazbyt Krakusów bronię? Niesłusznie, gdyż naprawdę słyszałem już wiele konstrukcji z różnych zakresów cenowych i gdy tamte w wielkich bólach zbliżały się do zakładanych przez konstruktorów możliwości, tak ASV-1000 broni się bez najmniejszych problemów. Nie wierzycie, to posłuchajcie u siebie. Ja ze swej strony mogę powiedzieć, że nie żałuję tych spędzonych z ich propozycją kilkudziesięciu czarnych krążków, traktując je raczej jako bardzo pouczające doświadczenie.

Jacek Pazio

Producent: Abyssound
Cena: 7 200 PLN

Dane techniczne:
Czułość wejściowa: 0,3mV – 5mV (regulowana)
Regulacja czułości: 0,3mV; 0,5mV; 0,7mV; 1mV; 1,5mV; 2,5mV; 5mV
Wzmocnienie: 52 – 76 dB
Impedancja wejściowa: 10 Ω – 69000 Ω (regulowana)
Regulacja impedancji wejściowej: 10 Ω, 20 Ω, 50 Ω, 100 Ω, 220 Ω, 470 Ω, 1000 Ω, 33000 Ω, 39000 Ω, 47000 Ω, 69000 Ω
Pojemność wejściowa: 47pF – 850pF (regulowana)
Regulacja pojemności wejściowej: 47pF, 100pF, 220pF, 320pF, 470pF, 570pF, 690pF, 840pF
S/N: 84dB
THD: 0,025%
Liniowość RIAA: 0,25dB (20Hz-20kHz)
Wyjścia: RCA oraz XLR
Impedancja wyjściowa: RCA – 130 Ω, XLR – 50 Ω
Poziom wyjściowy: 1,2 Vrms
Maksymalny poziom wyjściowy: 8,5 Vrms
Wymiary:
                Przedwzmacniacz: 350x280x76 mm
                Zasilacz: 130x280x76 mm
Waga:
                Przedwzmacniacz: 3,9 kg
                Zasilacz: 2,25 kg

Dodatkowe funkcjonalności:
Przełącznik rodzaju pracy wejścia: Symetryczne/Niesymetryczne
Konstrukcja zasilania przedwzmacniacza: pełne dual mono.
Funkcja opóźnionego włączania wyjścia (Mute/WAIT)
Funkcja Clip – informacja o przesterowaniu stopnia wejściowego przedwzmacniacza – ustawione za duże wzmocnienie do danej wkładki
Możliwość włączenia dodatkowego wzmocnienia sygnału wyjściowego o +6dB

System wykorzystywany w teście:
– CD/DAC: Reimyo CDT – 777 + Reimyo DAP – 999 EX
– Przedwzmacniacz: Reimyo CAT – 777 MK II
– Końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny:  TRENNER & FRIEDL “ISIS”
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version
Kable głośnikowe: Harmonix HS 101-EXQ (sekcja średnio-wysokotonowa), Harmonix HS 101-SLC (sekcja niskotonowa)
IC RCA: Harmonix HS 101-GP, Hiriji „Milion”
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: stopy pod końcówkę mocy Harmonix TU 505EX MK II
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: Audio Tekne TEA-2000

  1. Soundrebels.com
  2. >

Jak powszechnie wiadomo Paradigm tworzy najpotężniejsze subwoofery a nowe modele Prestige 1000SW i 2000SW nie są wyjątkami. Zaprojektowane i ręcznie wykonane w naszej kanadyjskiej fabryce, nowe subwoofery Prestige wykorzystują minimalistyczny design design z montowanym na przednim panelu kontrolerem pozwalającym na intuicyjną regulację parametrów pracy, oraz włączenie/wyłącznie, Perfect Bass Kit (PBK™).

2000SW
• 3 400W Moc chwilowa; 2,000W RMS
• 5” X-PAL™  membrana z czystego aluminium z opatentowaną technologią aktywnego zawieszenia ART™

1000SW
• 1 700W Moc chwilowa; 1,000W RMS
• 12” X-PAL™  membrana z czystego aluminium z opatentowaną technologią aktywnego zawieszenia ART™

Zaawansowana technologia:
– Wydajny wzmacniacz pracujący w klasie Ultra-Class-D™ o sprawności powyżej 90%,
– subwoofery Prestige zaprojektowano tak, aby były zdolne oddać do 2000W ciągłej mocy.

Niskoszumowy transformator
W odróżnieniu od nieporęcznych, ciężkich transformatorów liniowych, Prestige 2000SW wykorzystuje zaawansowane układy redukującące szumy, oferujące wysoką wudajność prądową przy niezwykle cichej pracy.

Cyfrowe przetwarzanie sygnału
Paradigm zmaksymalizował wydajność procesorów i wyjścia audio, aby dostarczyć ciągły, muzykalny bas pozbawiony zniekształceń – nawet na najwyższych poziomach głośności.

Super mocna odlewana obudowa skrywająca zintegorwany radiator pozwalający na przenoszenie dużej mocy, skutkuje lepszym basem, lepszą dynamiką i mniejszą kompresją. Lekkie, ekstremalnie trwałe zawieszenie Nomex o zwiększonymwychyle zapewnia dłuższą żywotność i wydajność. Nomex jest 10 razy mocniejszy od standardowych wytwarzanych z bawełny elementów zawieszenia.

X-PAL™ membrana niskotonowa z czystego aluminium łączy lekkość i sztywność z dużą spójnością zapewniając szerszy kąt propagacji  i gładką, pozbawioną podkolorowań charakterystykę pasma przenoszenia . Dopasowane kopułki przeciwpyłowe są gwarantem dynamicznej odpowiedzi, oraz czystej, nowoczesnej estetyki.

Opatentowana technologia aktywnego zawieszenia Paradigm (ART™) dopasowanego indywidualnie do każdej membrany, pozwala na zwiększenie o 3dB (ponad 50%) wzmocnienia wolnego od zniekształceń  w porównaniu do przetworników ze standardowym zawieszniem. (US patent: D654,479S i 8,340,340B2)

Podwójna cewka
Nawijane w wysokiej temperaturze wielowarstwowe kaptonowe cewki zapewniają wyjątkową wytrzymałość.

Wytłaczane aluminiowe radiatory zapewniają skuteczne odprowadzenie ciepła na wewnątrz, zwiększając moc i redukując zniekształcenia.

Dystrybucja: Polpak

Ceny detaliczne:
Paradigm Prestige SUB 1000SW – 15 158 PLN (satyna), 16 558 PLN (wysoki połysk)
Paradigm Prestige SUB 2000SW – 20 148 PLN (satyna), 21 748 PLN (wysoki połysk)

Dane techniczne:

  1000SW 2000SW
Konstrukcja Pojedynczy głośnik o dużej amplitudzie wychylenia, opatentowany, wbudowany wzmacniacz Ultra-Class-D™, obudowa zamknięta, Port USB, PBK Pojedynczy głośnik o dużej amplitudzie wychylenia, opatentowany, wbudowany wzmacniacz Ultra-Class-D™, obudowa zamknięta, Port USB, PBK
Wzmacniacz 1 700 W moc szczytowa; 1 000 W RMS 3 400 W moc szczytowa; 2 000 W RMS
Funkcje wzmacniacza Automatyczne – Włączanie / Wyłączanie, Trigger- Włączanie / Wyłączanie, soft clipping, Automatyczne – Włączanie / Wyłączanie, Trigger- Włączanie / Wyłączanie, soft clipping,
zabezpieczenia przed przegrzaniem oraz spięciami elektrycznymi.
Automatyczne – Włączanie / Wyłączanie, Trigger- Włączanie / Wyłączanie, soft clipping, Automatyczne – Włączanie / Wyłączanie, Trigger- Włączanie / Wyłączanie, soft clipping,
zabezpieczenia przed przegrzaniem oraz spięciami elektrycznymi.
Filtr dolnoprzepustowy Reguacja 35Hz – 150Hz;Opcja Bypass Reguacja 35Hz – 150Hz;Opcja Bypass
Przetwornik niskotonowy 12” (30.5cm) membrana X-PAL™, technologia aktywnego zawieszenia ART™, 3” odporna na wysoką temperaturę cewka 15” (38.1cm) membrana X-PAL™, technologia aktywnego zawieszenia ART™, 3” odporna na wysoką temperaturę cewka
Zasięg basu 16Hz DIN 12Hz DIN
Regulacja fazy 0°-180° 0°-180°
Czułość 100mV mono (max. poziom głośności) 100mV mono (max. poziom głośności)
Wejścia RCA Lewy i Prawy, Sub-Out / LFE lub zbalansowane XLR z wyjścia liniowego Sub-Out / LFE-Out przedwzmacniacza/procesora lub innego źródła liniowego RCA Lewy i Prawy, Sub-Out / LFE lub zbalansowane XLR z wyjścia liniowego Sub-Out / LFE-Out przedwzmacniacza/procesora lub innego źródła liniowego
Impedancja RCA: 10 kΩ; XLR: 20 kΩ RCA: 10 kΩ; XLR: 20 kΩ
  Perfect Bass Kit (PBK™) w zestawie Perfect Bass Kit (PBK™) w zestawie
Wymiary (w x s x g)/Waga 46.3cm x 46.3cm x 42.5cm / 41.3 kg 56.2cm x 55.2cm x 51.5cm / 54.9 kg
Wykończenia Wysoki połysk: Black, Midnight Cherry
Satynowe: Walnut, Black Walnut
Wysoki połysk: Black, Midnight Cherry
Satynowe: Walnut, Black Walnut

 

 

  1. Soundrebels.com
  2. >

Seans filmowy w Kinie Łóżkowym można już wygrać jedynie w konkursach na Facebooku. W dalszym ciągu trwa jednak sprzedaż biletów oraz zapisy na pozostałe bezpłatne wydarzenia TRANSATLANTYK Festival, w tym Master Classes i warsztaty edukacyjne. Od 1 do 14 sierpnia na poznańskim Placu Wolności na festiwalową publiczność czekają atrakcje ŁÓŻKOTEKI. Na www.ebilet.pl są już dostępne bilety na seanse i kolacje Kina Kulinarnego, SUPERB Evening Galę Otwarcia, a wkrótce także na Galę Zamknięcia Festiwalu. W piątek, 31 lipca do kas zapraszają festiwalowe kina: Multikino 51, Nowe Kino Pałacowe, Kino Muza oraz Kino Rialto. Szczegółowy program filmowy w formacie pdf można znaleźć na stronie internetowej imprezy. We wtorek, 4 sierpnia zostaną ogłoszone lokalizacje Mobilnego Kina ŠKODY w Poznaniu. Natomiast już od 7 do 13 sierpnia widzowie będą mogli głosować poprzez stronę internetową na najlepszy film Festiwalu – laureata TRANSATLANTYK Audience Award.

Na niespełna tydzień przed oficjalnym rozpoczęciem 5. jubileuszowej edycji Festiwalu do półmetka dotarło TRANSATLANTYK: Mobilne Kino ŠKODY. W najbliższy piątek i sobotę z pokazami plenerowymi filmów „Annie Hall” oraz „Utalentowany Pan Ripley” zawita do kolejnych miast Wielkopolski – Gniezna i Wrześni. Do Poznania filmowa ŠKODA Yeti przyjedzie 7 sierpnia, a lokalizacje poszczególnych projekcji, wybrane głosami internautów, poznamy we wtorek, 4 sierpnia.

31 lipca o g. 23.30 organizatorzy TRANSATLANTYK Festival zapraszają szczęśliwych zdobywców biletów na pierwszy seans w Kinie Łóżkowym. A od 1 do 14 sierpnia osoby w każdym wieku na szereg bezpłatnych atrakcji w ramach Łóżkoteki, przygotowanej wspólnie z Grupą Human Touch oraz firmami Meble VOX, Porta, Kronopol i LOT. W łóżkach odbędą się m.in. wykłady Uniwersytetu SWPS i Collegium Da Vinci, gry i zabawy dla dzieci, słuchowiska, filmowa czytelnia, randki i sesje fotograficzne, a także śniadania, lunche i kolacje serwowane przez restaurację Concordia Taste.
FILM – 31 lipca rusza sprzedaż biletów i karnetów!
Zapaleni kinomani mogą już zacząć pilnie studiować program jubileuszowej edycji TRANSATLANTYK Festival. W tym roku jest on dostępny w formacie pdf (także do pobrania) pod następującym linkiem:
www.transatlantyk.org/public/download/transatlantyk_festival_program_2015.pdf.

W tym roku można zaplanować sobie pobyt na TRANSATLANTYKU w darmowej aplikacji mobilnej FestBlast, dostępnej na platformach iOS oraz Android. Aplikację można pobrać poprzez stronę Festiwalu lub App Store i Google Play.

W Multikinie 51 w dniu rozpoczęcia sprzedaży biletów zostanie uruchomiony dla widzów festiwalowy help desk. Będzie w nim można zasięgnąć informacji o poszczególnych sekcjach i filmach, otrzymać drukowany program Festiwalu oraz wskazówki odnośnie zakupu biletów i karnetów.
Organizatorzy Festiwalu przypominają, że nieodpłatne pokazy filmowe TRANSATLANTYK Festival odbędą się w tym roku w ramach sekcji: EKO i Dziecięcy Klub Filmowy w Multikinie 51 oraz Kino Trzeciego Wieku w Kinie Rialto. Darmowe wejściówki na wymienione cykle będą do odbioru w kasach obu kin od godziny 15:00 w dniu poprzedzającym seans oraz w dniu projekcji.

Od 31 lipca będzie można natomiast kupić bilety na płatne pokazy festiwalowe, w cenie 5 zł na filmy Transatlantyk DOCS i Konfrontacje w Multikinie 51 oraz 15 zł na pozostałe cykle. Projekcje tytułów sekcji Panorama, Niezależni, Oscary® 2015, Sezon oraz Pokazy specjalne odbędą się w salach Multikina 51. Cykl Retrospektywa zostanie pokazany w Nowym Kinie Pałacowym, Sacrum w Kinie Rialto, a Sport oraz Kino Klasy B i inne szaleństwa w Kinie Muza. Dla widzów przygotowano w tym roku także karnet w cenie 180 zł, który gwarantuje wstęp na 15 dowolnie wybranych seansów filmowych w Multikinie 51. Liczba karnetów jest ograniczona.

Jak co roku podczas Transatlantyku zostaną pokazane najważniejsze filmy, które walczyły podczas wyścigu o tegoroczne Oscary®. Wyścigu dla Polaków szczególnego, bowiem po raz pierwszy w historii nasz rodzimy film został uhonorowany statuetką dla najlepszego obrazu nieanglojęzycznego. „Idy” Pawła Pawlikowskiego nie mogło zatem zabraknąć także na Transatlantyku! Gościem Festiwalu będzie producentka filmu, Ewa Puszczyńska. Innymi tytułami sekcji Oscar® 2015 są także „Dzikie historie”, „Lewiatan”, „Citizenfour” (Oscar® za najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny) czy ostatni obraz Wima Wendersa, „Sól ziemi”.

Kino Trzeciego Wieku to propozycja dla widzów dojrzałych, poszukujących ambitnych filmów z dala od multipleksowych superprodukcji. W tym roku w ramach tej szczególnie lubianej przez poznańskich seniorów sekcji Festiwal pokaże m.in. „Złotą damę”, „Sędziego”, „Konesera” czy „Gran Torino”. Dziecięcy Klub Filmowy – czyli sekcja dla najmłodszego widza – to miks klasyki ze współczesnością; obok znakomitego „Baranka Shauna” dzieci obejrzą także „Pomysłowego Dobromira” czy odrestaurowaną wersję „Proszę słonia” według książki Ludwika Jerzego Kerna.

Cykl Transatlantyk Sport zdominowały w tym roku filmy, których bohaterami są kolarze i alpiniści. W ramach tej sekcji widzowie Festiwalu zobaczą m.in. „Meru” (przebój tegorocznego Festiwalu Sundance), „Rowery kontra samochody” czy „Everest”. Natomiast tegorocznym tematem najbardziej zwariowanej sekcji Transatlantyku – Kino Klasy B i Inne Szaleństwa – będzie body horror. Z ekranu straszyć będą klasyki sprzed lat rodem z wypożyczalni kaset video („Towarzystwo”, „Robale”), jak i propozycje premierowe („Excess Flesh”, „Contracted”).
14 sierpnia na Gali Zamknięcia po raz piąty zostanie wręczona jedna z najważniejszych nagród Festiwalu: TRANSATLANTYK Audience Award. Od 7 do 13 sierpnia w internetowym głosowaniu widzowie będą mogli wskazać jeden z 10 festiwalowych filmów – ten który ich najbardziej wzruszył, rozbawił czy zachwycił. Tegoroczny wybór nie będzie łatwy, bo na liście znajdą się filmy należące do najróżniejszych gatunków filmowych. W topowej dziesiątce będą zarówno poruszające dokumenty sekcji Transatlantyk DOCS, obsypane nagrodami dramaty, jak i produkcje całkowicie łamiące schematy gatunku. W ubiegłych latach nagrodą publiczności wyróżniono m.in. „20 000 dni na Ziemi” (2014) czy „Babcię Gandzię” (2013).

EDUKACJA & INSPIRACJE – Goście specjalni, Master Classes i zapisy na warsztaty!
TRANSATLANTYK to wyjątkowa okazja do spotkania zarówno z młodymi, jak i już bardzo doświadczonymi twórcami ze świata filmu i muzyki. Na Master Classes, spotkania oraz pokazy specjalne zapraszają w tym roku polscy i zagraniczni goście jubileuszowej edycji Festiwalu.

AKTORSKI MASTER CLASS Z JOE PANTOLIANO
Joe Pantoliano, amerykański aktor charakterystyczny, ulubieniec najlepszych hollywoodzkich reżyserów, znany m.in. z takich obrazów jak „Matrix”, „Ścigany” czy „Rodzina Soprano”, 12 sierpnia poprowadzi w Poznaniu trzygodzinny Master Class aktorski. Na Transatlantyk Festival obejrzymy również dwa filmy z jego udziałem: legendarny hit „Matrix” oraz wyreżyserowany przez niego dokument „No Kidding? Me Too!”, po którym odbędzie się Q&A z aktorem (11 sierpnia, Multikino 51).

SPOTKANIE SPECJALNE Z SEAN YOUNG
Rolą androidki Rachel w kultowym „Łowcy androidów” Ridleya Scotta 23-letnia wówczas Sean Young momentalnie awansowała do grona największych młodych gwiazd Hollywood. W Poznaniu jej fani będą mogli obejrzeć kultowy film „Bez wyjścia” w reżyserii Rogera Donaldsona, w którym zagrała z Kevinem Costnerem i Genem Hackmanem. Po pokazie specjalnym aktorka spotka się z poznańską publicznością (12 sierpnia, Multikino 51).

TWORZENIE MAGII W HARRYM POTTERZE
O swojej 10-letniej pracy przy filmach o Harrym Potterze opowie w tym roku na TRANSATLANTYKU charakteryzator Shaune Harrison. Był on jednym z zaledwie 7 artystów, którzy pracowali przy wszystkich ośmiu częściach cyklu w dziale Efekty Postaci. Spotkanie „Tworzenie magii w Harrym Potterze” odbędzie się 9 sierpnia w Nowym Kinie Pałacowym (CK Zamek).

MASTER CLASS SHEMA BITTERMANA ORAZ PREMIERA FILMU „WHITNEY” ANGELI BASSETT
Sześciogodzinny Master Class scenopisarski „Konstrukcja dramatyczna – od pojedynczej sceny do odkrycia struktury filmu” poprowadzi w tym roku Shem Bitterman, uznany hollywoodzki scenarzysta i reżyser. Ponadto w niedzielę, 9 sierpnia w Multikinie 51 odbędzie się premierowy pokaz filmu telewizyjnego „Whitney” (2015) w reżyserii słynnej Angeli Bassett, do którego Shem Bitterman napisał scenariusz. Po seansie organizatorzy zapraszają na spotkanie z tym wybitnym amerykańskim twórcą.

SPOTKANIE Z JOANNĄ KULIG
W sobotę 8 sierpnia organizatorzy Festiwalu zapraszają na spotkanie z Joanną Kulig, utalentowaną młodą aktorką, która ma na swoim koncie współpracę z kluczowymi dla polskiego kina reżyserami: Małgorzatą Szumowską, Borysem Lankoszem czy Maciejem Bochniakiem. Joanna Kulig odnosi również znaczące sukcesy na scenie międzynarodowej, grając u boku Ethana Hawke’a czy Juliette Binoche. W Poznaniu opowie o znaczeniu aktorstwa w jej życiu, o międzynarodowych doświadczeniach, o karierze i sztuce.

REŻYSERSKIE CASE STUDY FILMU „DISCO POLO”
„Disco Polo”, wyprodukowane przez Alvernia Studios, jest jedną z najgłośniejszych polskich premier 2015 roku. Genialne kreacje Joanny Kulig, Dawida Ogrodnika, Tomasza Kota, Piotra Głowackiego i Aleksandry Hamkało zachwyciły kinową publiczność. Reżyser Maciej Bochniak, prezentując fragmenty swojego filmu, opowie, w jaki sposób osiągnął tę magiczną atmosferę (8 sierpnia, Nowe Kino Pałacowe w CK Zamek).

Programerzy tegorocznego Festiwalu zapraszają także na Master Class pracującego od lat na Zachodzie scenografa i dekoratora Waldemara Kalinowskiego („Scenografia w aspekcie zdjęć, ścieżki dźwiękowej i aktorów”), spotkanie z rektorem Szkoły Filmowej w Łodzi, prof. Mariuszem Grzegorzkiem, poświęcone strategii i misji tej uczelni oraz na bezpłatny pokaz filmu „Babadook” i powiązany z nim warsztat operatorski Radka Ładczuka.

Jeden z najbardziej cenionych montażystów dźwięku, kompozytorów i producentów muzycznych w Hollywood, Curt Sobel poprowadzi w Poznaniu warsztat „Montaż muzyki w produkcji filmów fabularnych”. Na warsztat reżyserski zaprasza natomiast Simon Curtis, brytyjski reżyser filmowy, którego „Złota Dama” będzie pokazywana na tegorocznym Festiwalu w ramach sekcji Kino Trzeciego Wieku.

Swój udział w 5. edycji TRANSATLANTYKU potwierdzili także m.in.: Paweł Potoroczyn (dyplomata, menedżer kultury, wydawca, producent filmowy i muzyczny, dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza), Stanisław Tyczyński (założyciel Alvernia Studios), Krzysztof Gierat (dyrektor Krakowskiego Festiwalu Filmowego), Janusz Wróblewski (krytyk filmowy, publicysta tygodnika „Polityka”), Michał Merczyński (dyrektor Narodowego Instytutu Audiowizualnego), Ingo Haeb (niemiecki reżyser filmu „Pokojówka Lynn”), aktor Rafał Królikowski, ojciec Roman Bielecki (redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”) oraz twórcy filmów krótkometrażowych – Bartek Kulas („Circus Maximus”), Miłosz Sakowski („Dzień babci”), Piotr Domalewski („Chwila”), Teresa Czepiec („Test”) i Paweł Maślona („Magma”), goście festiwalowego spotkania „Idą Młodzi!” (11 sierpnia, Sala Wielka CK Zamek).
Na tegoroczny Festiwal dotrze również do Poznania mieszkający na co dzień w Wielkiej Brytanii Paweł Król, artysta plastyk, grafik, zwycięzca konkursu na plakat TRANSATLANTYK Festival 2015. Aby podkreślić wyjątkowość jubileuszu, plakat 5. edycji organizatorzy wyłonili w otwartym dla wszystkich konkursie. Zainteresowanie było ogromne. Nadesłano ponad 100 zgłoszeń i, aby docenić wkład pracy uczestników, organizatorzy postanowili pokazać 20 najlepszych prac na wystawie, którą będzie można oglądać przez cały czas trwania Festiwalu w Holu Głównym CK Zamek.

W piątek, 31 lipca o godzinie 12:00 rozpoczną się zapisy na scenopisarskie i scenograficzne Master Classes, a od 2 dni można się zgłaszać na Master Class aktorski. Cały czas poprzez stronę www przyjmowane są zapisy na kilkanaście niezwykle interesujących warsztatów i wydarzeń przygotowanych w tym roku w ramach filaru Edukacja & Inspiracje.

MUZYKA – Gala Zamknięcia oraz Klub Festiwalowy!
Festiwalowe wydarzenia zwieńczy już tradycyjnie Gala Zamknięcia, która odbędzie się w tym roku 14 sierpnia o godz. 19:50 w Auli UAM. Podczas uroczystości, transmitowanej na żywo w NINATECE oraz retransmitowanej w TVP Kultura, przyznane zostaną najważniejsze nagrody festiwalu: TRANSATLANTYK Glocal Hero Award oraz TRANSATLANTYK Audience Award. W trakcie Gali zostaną także ogłoszeni zwycięzcy unikalnych w skali światowej konkursów dla młodych kompozytorów: Transatlantyk Instant Composition Contest 2015 oraz Transatlantyk Film Music Competition 2015. Część koncertową wieczoru wypełnią muzyczne interpretacje utworów największych kompozytorów XX wieku w wykonaniu zespołu Kwadrofonik oraz występ Aleksandra Dębicza, laureata pierwszej nagrody w konkursie natychmiastowej kompozycji w 2013 roku, który zagra utwory ze swojej debiutanckiej płyty. Bilety na Galę w cenie 45 zł będą do nabycia na www.ebilet.pl od piątku, 31 lipca od g. 15:00.

Osiem wieczorów z Silent Disco na Placu Wolności to kolejna muzyczna atrakcja jubileuszowej edycji TRANSATLANTYKU. Klub Festiwalowy (Przylądek Arkadia +1), przygotowany we współpracy z Festiwalem Malta, będzie czynny od 22.00 aż do 4:00 rano. Dla festiwalowej publiczności każdego dnia zagra jednocześnie trzech didżejów, którzy gwarantują zróżnicowaną muzykę i wspaniałą zabawę. Dodatkową atrakcją Klubu będzie możliwość spotkania polskich i zagranicznych artystów, zaproszonych w tym roku do Poznania.

Oficjalnym przewoźnikiem TRANSATLANTYK FESTIVAL 2015 został w tym roku po raz pierwszy LOT. W ramach współpracy na Placu Wolności w Poznaniu widzowie Festiwalu w jedynym w Polsce Kinie Łóżkowym będą mogli poczuć się jak na pokładzie najnowocześniejszego samolotu świata – Boeinga 787 Dreamliner. Festiwalowe filmy będą również dostępne w podniebnym kinie LOT-u, na pokładach wszystkich Dreamlinerów latających do Nowego Jorku, Chicago, Toronto i Pekinu, a już od stycznia 2016 roku również do Tokio.

Szczegółowy program TRANSATLANTYK Festival 2015 jest dostępny na stronie www.transatlantyk.org. Fanpage festiwalu na Facebooku: www.facebook.com/Transatlantyk. Link do programu festiwalu na www:
www.transatlantyk.org/public/download/transatlantyk_festival_program_2015.pdf