Monthly Archives: październik 2017


  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Po holenderskich ekstremach Siltecha czas na coś z nieco bardziej przystępnej półki, czyli okablowanie Black Rhodium.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Na zbliżającej się wielkimi krokami XXI edycji Warszawskiej wystawy Audio Video Show (17-19 listopada) odbędzie się premiera kolejnego bardzo udanego produktu marki Hegel Audio System. Mowa tu o najnowszym wzmacniaczu zintegrowanym H190, który zastąpi i mocno rozwinie koncepcję cenionego modelu H160.

Głównym celem jaki przyświecał norweskiemu producentowi w trakcie projektowania i wdrażania nowego wzmacniacza było stworzenie nowej, płynnej oferty wzmacniaczy zintegrowanych firmy, która począwszy od ubiegłorocznego modelu Rost zaczęła przechodzić gruntowną modernizację, a której kolejny etap stanowiło niedawne wprowadzenie następcy integry podstawowej producenta, jaką teraz jest H90. Czas więc na upgrade dla środkowego modelu z oferty Hegla, jakim dotychczas był H160.

Największą zmianą w stosunku do starego modelu jest zastosowanie autorskiej, opatentowanej technologii SoundEngine w jej najnowszym, drugim już wydaniu, która pierwotnie była opracowana dla flagowego modelu Hegla. Pozbawiony ujemnego sprzężenia zwrotnego, autokorygujący układ H190 nie tylko generuje dźwięk pozbawiony bardzo uciążliwego zniekształcenia dźwięku, jakim jest przesunięcie fazowe (charakteryzujący się najczęściej nieprzyjemną „szorstkością” sopranów”), ale również legitymuje się zdecydowanie wyższym poziomem współczynnika tłumienia, który od teraz wynosi zawrotne 4000 – dokładnie tyle samo, co szczytowy model H360 tegoż producenta! Dzięki temu, wzmacniacz ten pomimo relatywnie niewielkich rozmiarów potrafi z rezerwą napędzić nawet tak szalenie wymagające kolumny, jak KEF Blade 2.

Istotną modernizację przeszedł stopień przedwzmacniacza urządzenia, który dzięki zastosowaniu zupełnie nowej implementacji tranzystorów w układzie pozwolił na jeszcze dalsze poprawienie dynamiki i stereofonii generowanej przez H190. Ponadto nowy przedwzmacniacz spowodował wyraźną poprawę odpowiedzi sonicznej w najniższych partiach utworów, co powinno się spodobać wszystkim miłośnikom silnego, lecz w pełni kontrolowanego basu. Kolejne zmiany dotknęły sekcji cyfrowej urządzenia, która została zapożyczona wprost z topowego H360, zaś jego serce stanowi przetwornik D/A Asahi Kasei Microdevices AK4490EQ. Jedynym uproszczeniem w stosunku do większego brata stanowi brak wsparcia dla formatu DSD. Dzięki zastosowaniu tak zaawansowanej
konstrukcji nowy wzmacniacz Hegla powinien wyśmienicie się spisywać w roli samodzielnego centrum domowej rozrywki najwyższych lotów, zaś kolejnym krokiem do dopełnienia tego zadania jest implementacja zupełnie nowej, premierowej platformy strumieniującej DLNA autorstwa Hegla, która już niedługo po premierze powinna otrzymać aktualizację obsługującą natywnie usługę Spotify Connect. Dla dopełnienia swojej ambitnej funkcjonalności, H190 otrzyma pełne wsparcie dla usług Control4, umożliwiającą jego wykorzystanie w zintegrowanych systemach domu inteligentnego. Dodatkowo wszystkich fanów rozbudowanych systemów kina domowego powinna ucieszyć możliwość przypisania wszystkim wejściom analogowym maksymalnego poziomu głośności i ich wykorzystanie w tandemie z procesorami dźwięku przestrzennego.

Od strony funkcjonalne, H190 podobnie jak wspomniane wcześniej Rost i H90 również otrzymał nowoczesny wyświetlacz typu OLED, który w bardzo czytelny i stonowany sposób informował będzie użytkownika o wybranym źródle dźwięku, częstotliwości próbkowania czy też poziomie głośności. Również obudowa została zrównana wykończeniowo do nowej linii wzmacniaczy Hegal – gadką fakturę H160 zastąpiono niezwykle eleganckim i odpornym na zabrudzenia matowym wykończeniem.

Cena nowego wzmacniacza wyniesie 15 990 PLN brutto.

Wyłącznym dystrybutorem marki Hegel Music System na terenie Polski jest firma: Camax

Specyfikacja techniczna:

Moc wyjściowa: 2 x 150W / 8Ohm, 2 x 250W / 4Ohm
Minimalne impedancja wyjściowa: 2Ohm
Wejścia analogowe: 1 x XLR, 2 x RCA
Wejścia cyfrowe: 1 x coaxial S/PDIF, 3 x optyczne S/PDIF, 1 x USB, 1 x Sieciowe DLNA
Wyjścia liniowe: 1 x RCA (z kontrolą siły głosu), 1 x RCA (z maksymalną siłą głosu)
Pasmo przenoszenia: 5Hz – 100kHz
Stosunek S/N: >100dB
Przenikanie kanałów: <100dB
Poziom zniekształceń: <0,01% / 25W / 8Ohm / 1kHz
Intermodulacja: <0,01% (19kHz – 20kHz)
Współczynnik tłumienia: >4000
Wymiary: 12cm x 43cm x 41cm
Waga: 19kg (brutto)

  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi: AVM OVATION MP 6.2

Po ostatnim kontakcie z niezwykle udanym streamerem Naima (ND5 XS & XPS DR) uznaliśmy, że dobrze byłoby sprawdzić jak na tym polu radzi sobie konkurencja. Zamiast jednak poszukiwać kolejnego wzbogaconego o wejścia cyfrowe, bądź purystycznie „gołego” plikograja swoją uwagę skupiliśmy na rozwiązaniach możliwie kompletnych, acz niekoniecznie ekstremalnie zintegrowanych. Cóż powyższy koszmarek językowy oznacza? Wbrew pozom nie jest to przejaw swoistego niezdecydowania a jedynie głęboko zakorzenione przekonanie, iż źródło i/lub (niepotrzebne skreślić) sterowanie jeśli to tylko możliwe warto odseparować od części zajmującej się amplifikacją. Oczywiście hermetyczne i „zamknięte” dla zewnętrznych peryferii projekty all-in-one w stylu Lumina M1 miały, mają i pewnie mieć będą grono wiernych odbiorców, ale osobiście wychodzę z założenia, że jeśli tylko nie jesteśmy do końca przekonani, iż dane rozwiązanie jest końcem naszej audiofilskie drogi i absolutnie nic więcej do szczęścia nie potrzebujemy, to rozsądnym wydaje się zostawienie sobie jakiejś furtki i opcji dalszego rozwoju. Uważam również, że nawet ukierunkowując się na najnowsze technologie bezsensowną jest rezygnacja z obecnie dostępnych a tym samym powszechnych mediów jak daleko nie szukając poczciwa płyta CD. Powyższe kryteria, przynajmniej na papierze, wydaje się spełniać sygnowany przez niemieckie AVM Audio zaawansowany i należący do topowej linii OVATION media-player MP 6.2, nad którym w niniejszej recenzji nieco się poznęcam. Jeśli zatem mniej, bądź bardziej intensywnie rozglądają się Państwo za jakimś ustrojstwem mogącym pogodzić stare z nowym a jednocześnie nie wywrócić do góry nogami Waszych wieloletnich przyzwyczajeń to … serdecznie zapraszam do dalszej lektury.

Niejako na wstępie części poświęconej walorom estetycznym i budowie wewnętrznej pozwolę sobie jedynie nadmienić, iż oprócz opartej na krzemie wersji MP 6.2 dostępna jest również nieco droższa (9 490 €), wzbogacona o lampowy (podwójne triody AVM 803) stopień liniowy opcja MP 8.2. Oczywiście z zewnątrz obie inkarnacje wyglądają dokładnie tak samo a różnice dotyczą jedynie trzewi. Zacznijmy jednak od początku, czyli od wyglądu. MP 6.2, jak na odtwarzacz, którym niewątpliwie jest prezentuje się całkiem imponująco, w dodatku dostarczany jest w pancernym, lotniczym case’ie, co już na dzień dobry wywołuje u odbiorcy szeroki uśmiech zadowolenia. Całe szczęście jego gabaryty nie wydają się przytłaczające a i wagą, wynoszącą 11 kg daleko mu np. do AVM Plancka, którego test zbliża się wielkimi krokami. Na wykonanym z płata szczotkowanego aluminium froncie centralne miejsce zajmuje pokaźnych rozmiarów błękitny, dający się przyciemnić, display, pod którym umieszczono otwór szczelinowego napędu (czyste CD, żaden komputerowy DVD-ROM) dostarczanego dla AVMa przez TEACa. Zgodnie z zasadami symetrii zarówno po lewej, jak i po prawej stronie wyświetlacza znajdziemy po pięć niewielkich, uzupełnionych o pojedyncze, znacząco większe przycisków. Lewą flankę okupuje duży guzik włącznika, oraz piątka maluchów odpowiedzialnych za nawigację po menu i regulację siły głosu (w krokach 0,5 dB) za to prawa to już domena funkcji odtwarzania, czyli klasyczne Stop, Pauza, Play, poprzedni/następny i większy Eject. Płytę górną zdobi precyzyjnie wycięte potężne logo producenta.
Ściana tylna również epatuje spokojem i wzorowym porządkiem. Sekcja analogowa, składająca się z szeroko rozstawionych gniazd RCA i XLR przesunięta została na lewo a interfejsy cyfrowe zajęły centrum. Nie da się ukryć, że jak na pozornie „zwykły” odtwarzacz ich bogactwo może wywołać lekką konsternację. Do wyboru mamy bowiem wyjścia optyczne i koaksjalne, oraz wejścia w składzie USB (typ B), dwa optyczne, dwa koaksjalne i AES/EBU. To jednak nie wszystko, gdyż tuż obok przycupnął terminal anteny WiFi, hub USB i gniazdo Ethernet. Do tego dochodzą jeszcze zintegrowane z włącznikiem głównym i bezpiecznikiem gniazdo zasilające IEC, porty triggera, wejście na zewnętrzny czujnik IR, diody statusu urządzenia i poprawności polaryzacji sieci, oraz przycisk resetu. Uff, to chyba wszystko. Aha – w standardzie pilota brak, lecz zapobiegliwi Niemcy wszystkim tym, którym obsługa z poziomu dedykowanej aplikacji na Androida i iOSa jest nie w smak oferują elegancką, wszechstronnie multimedialną, wyposażoną w kolorowy wyświetlacz i oczywiście dodatkowo płatną (drobne 490 €) jednostkę RC9.

Za obsługę i obróbkę sygnałów cyfrowych odpowiada w pełni symetryczny układ przetwornika oparty (konfiguracja dual-mono) na kościach 9018 K2M Sabre32 DAC zamontowany na dedykowanej, osobnej płytce umożliwiającej ewentualny upgrade w przyszłości.

No dobrze. Nie da się ukryć, że MP 6.2 zarówno w naturalnym srebrze, jak i ponadczasowej czerni prezentuje się co najmniej ponętnie, jednak dziwnym zbiegiem okoliczności urządzenia audio klasy Hi-Fi i High-End, do której to AVM swoją serią OVATION niewątpliwie aspiruje mają przede wszystkim grać i to grać dobrze a wzrok cieszyć niejako li tylko przy okazji. A jak jest w przypadku naszego dzisiejszego gościa? Po pierwsze od razu zaznaczę, że przez kilkunastodniowy okres testów zdecydowanie wolałem mieć go włączonego, aniżeli uśpionego w trybie stand-by. Piszę to całkowicie serio, gdyż o ile podczas normalnej pracy display można było przyciemnić do całkowicie nieabsorbującego poziomu, to już na stand-by oszałamiająco błękitna dioda informująca o stanie urządzenia świeciła z taką intensywnością, że po chwili początkowej konsternacji zmuszony byłem ją każdorazowo przysłaniać. Pół żartem, pół serio śmiem twierdzić, że pierwszą rzeczą jaką bym zrobił mając 6.2 na stałe w swoim systemie byłoby zaklejenie jej na amen i zapomnienie o problemie. Mniejsza jednak z tym, gdyż pomimo powyższej anomalii natury iluminacyjnej AVM nie tylko polubił się z moim systemem, co i mi ewidentnie wpadł w ucho. Powodem takiego stanu rzeczy była uniwersalna neutralność i praktycznie całkowicie pomijalny własny charakter, który jeśli tylko naszła nas ku temu ochota można było na własna modłę „kustomizować” za pomocą dostępnego up/downsamplingu i/lub filtrów. W tym momencie dochodzimy do moich osobistych preferencji, czyli ustawień, które okazały się najbliższe mym, podobno spaczonym, preferencjom i o ile zabawy częstotliwościami próbkowania prowadziłem praktycznie przez cały okres testów, gdyż akurat ten element okazał się zależny od jakości i estetyki poszczególnych nagrań, to już w przypadku filtrów sprawa wyjaśniła się praktycznie w ciągu pierwszych kilku godzin a mój wybór padł na opcję STEEP, gdyż SMOOTH wydał mi się zbyt zachowawczy i ugładzony. Na „gładkim” wszystko stawało się takie … gładkie właśnie. Stępieniu ulegało praktycznie wszystko, co choćby tylko w teorii mogłoby narazić nasze delikatne uszy na zbyt ostre, bądź po prostu nieprzyjemne doznania. Nie wykluczam, że w tym szaleństwie jest metoda a grupę docelową stanowią m.in. fanatyczni akolici formacji Unsun („The End Of Life”), Helloween („Keeper of the Seven Keys, Pts. I & II”), czy Tankard („The Meaning of Life” ) i właśnie taki estetyczny plusz jest tym, czego powyższym pozycjom płytowym do tej pory brakowało, ale w moim przypadku takie zabiegi się po prostu nie sprawdziły. Co innego stawiający na transparentność i natywną dynamikę, niemający tendencji do limitowania czegokolwiek zapisanego w materiałach źródłowych „STEEP”. Tutaj już nie było „miękkiej gry” a energia, niezależnie od tego, czy grałem z komputera, w odtwarzaczu lądował srebrny krążek CD, czy niemalże do upadłego eksplorowałem nieprzebrane zasoby Tidala wręcz kipiała. Co ciekawe nawet nieco starsze nagrania w stylu „L.A. Woman” The Doors z nieustannie wywołującym ciarki „Riders On The Storm” nie tylko nie odstawały od współczesnych produkcji, co urzekały iście … analogową głębią a odgłos burzy i towarzyszących jej opadów był nad wyraz realistyczny. Powiem nawet więcej. Po kilkudniowych odsłuchach AVM-a łapałem się na tym, że zamiast w pocie czoła układać misterne playlisty i niemalże na atomy rozbijać każdy dźwięk zdecydowanie częściej dość niefrasobliwie i spontanicznie sięgałem bądź to po albumy, na które po prostu miałem w danym momencie ochotę, bądź zapuszczałem się na nieznane wody Tidal Rising. Jednak nie tylko na szeroko pojętej tzw. muzyce rozrywkowej MP 6.2 się sprawdzał, gdyż zmieniając repertuar na bardziej ambitny i zarazem bardziej wymagający tak od źródła, jak i odbiorcy trudno mi było znaleźć jakiś element umożliwiający zaczepienie i będący pretekstem do krytyki. Weźmy na ten przykład fenomenalne wydawnictwo „En el amor” Natašy Mirkovic, gdzie oprócz bośniackiej wokalistki możemy usłyszeć obsługującego perkusjonalia Jarroda Cagwina i grającego na serpencie samego Michela Godarda. Pomimo dość oszczędnego instrumentarium i generalnie pozornej patyny sefardyjskich pieśni przetworzona przez AVMa całość brzmi zaskakująco monumentalnie, przestrzennie i magicznie a typowo orientalna ornamentyka przeplata się z iście free jazzowymi frazami. Dochodzi do tego świetne oddanie akustyki dawnej synagogi w St. Pölten, w której obecnie mieści się Instytut Historii Żydów w Austrii. Pogłos jest długi i naturalnie wygaszany, lecz nie degraduje czytelności pierwszoplanowych źródeł pozornych, które kreślone są precyzyjną, cienką kreską. Równowaga tonalna oscyluje wokół neutralności a ewentualne jej odchyły zależeć będą zarówno od wspomnianych opcji upsamplingu, wybranego sposobu filtracji i oczywiście okablowania, w tym zasilającego.

AVM wprowadzając do swojej topowej serii OVATION tytułowy multimedialny odtwarzacz MP 6.2 najwidoczniej doszedł do wniosku, iż jego klienci chcą mieć po prostu nie tyle wybór z jakich formatów mogą w danym momencie korzystać, co zupełną dowolność w tej materii. I za sprawą MP 6.2 tak właśnie się dzieje, gdyż operując z poziomu tabletu czy smartfona jest nam absolutnie wszystko jedno, czy gramy z płyty, pliku zalegającym na domowym NASie czy też eksplorujemy nieprzebrane zasoby serwisów streamingowych. Wygodne? Niezaprzeczalnie, a dodając do tego jakość w pełni adekwatną do oczekiwanej przez producenta ceny wypada się tylko cieszyć, że takie urządzenia są obecne na sklepowych półkach.

Marcin Olszewski

Dystrybucja: AVM AUDIO POLSKA
Cena: 7490 €

Dane techniczne:
Funkcje przetwornika: upsampling /downsampling (manualnie przełączny) do 384 kHz / 32 Bit
Pasmo przenoszenia przetwornika: <20 Hz – 80 kHz
Obsługiwane przez wejścia opt/coax SPDIF częstotliwości: 33 kHz – 96 / 192 kHz / 16 – 24 Bit
Wejście USB: Asynchroniczne, izolowane galvanicznie
Obsługiwane sygnały (USB): PCM (bez konieczności instalowania sterowników) 96 kHz / 24 Bit, PCM (wymagane sterowniki) 384 kHz / 32 Bit, DSD (wymagane sterowniki) DSD64 (2, 8 MHz) i DSD128 (5,6 MHz)
Obsługiwane formaty płyt: CD Audio, CDR (Red-Book-Standard)
Pasmo przenoszenia CD: <20 Hz – 20 kHz
Napięcie wyjściowe: 2,5 V
Pasmo przenoszenia na wyjściach analogowych: 0Hz – >80 kHz
Przesłuch międzykanałowy: >120 dB
Odstęp sygnał/szum: >110 dB
Zniekształcenia THD: <0,001%
Obsługiwane formaty: MP3, WMA, AAC, OGG Vorbis, FLAC (384/23 via LAN),WAV (384/23 via LAN),AIFF (384/23 via LAN),ALAC (384/24 via LAN)
Obsługiwane media servery: UPnP, 1.1, UPnP-AV, DLNA, Microsoft Windows Media, Connect Server (WMDRM 10)
Obsługiwane serwisy streamingowe: TIDAL, Qobuz
Pobór mocy: 15 W, stand-by <5 W
Wymiary (S x W x G): 430 x 130 x 370 mm
Waga: 11 kg

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35; Audionet Planck
– Odtwarzacz plików: laptop Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY; Yamaha WXAD-10
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI5; Audionet Watt; Pass Int-60
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II, Furutech Nanoflux Power NCF
– Listwa: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Nie da się ukryć, że właśnie złożony, wyposażony w ramię Magnify i wkładkę Essence MC gramofon  ClearAudio Innovation Basic prezentuje się nad wyraz elegancko. O tym jak gra będziemy wiedzieli za dłuższa chwilę, bo fabrycznie nowy zestaw bezapelacyjnie wymaga dłuższej rozgrzewki

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Najnowszy wzmacniacz MA9000 może pomóc w osiągnięciu audiofilskiej perfekcji. Urządzenie to oferuje aż 300 W mocy na kanał i jest największym oraz najmocniejszym wzmacniaczem zintegrowanym McIntosha, zawierającym w jednej obudowie wysokiej klasy końcówkę mocy, przedwzmacniacz, przetwornik cyfrowo-analogowy najnowszej generacji i wzmacniacz gramofonowy dla wkładek MM i MC.
Jest to urządzenie pochodzące z najnowszej linii produktów firmy McIntosh posiadających supernowoczesny moduł Digital Audio DA1 wyposażony w ulepszony 8-kanałowy, 32-bitowy przetwornik cyfrowo-analogowy, pracujący w trybie Quad Balanced (Poczwórnie Symetryczny). Posiada on aż 6 wejść cyfrowych: dwa koncentryczne, dwa optyczne, jedno USB oraz jedno firmowe MCT (DIN) umożliwiające doskonałą transmisję sygnału CD i SACD z transportu McIntosh MCT450. Wraz z postępem technologii cyfrowej modułowa konstrukcja DA1 umożliwia w przyszłości jego wymianę na nowszą wersję. Dzięki takiej opcji zakup MA9000 to doskonała inwestycja na wiele lat.
Sekcja przedwzmacniacza umożliwia podłączenie aż 16 urządzeń. Cyfrowe wejścia koncentryczne i optyczne mogą przesyłać sygnał o maksymalnej częstotliwości do 24Bit/192kHz. Natomiast asynchroniczne wejście USB przyjmuje sygnał PCM do 32 Bit/384kHz i DXD 384kHz oraz DSD aż do DSD 256.

Dla obsługi sygnałów analogowych przeznaczono dwa wejścia symetryczne XLR i 6 wejść niesymetrycznych RCA. Wzmacniacz wyposażono w parę gniazda symetrycznych, o regulowanym natężeniu sygnału, umożliwiającą podłączenie zewnętrznej końcówki mocy. Zastosowano także dwie pary wyjść liniowych, jedno ze stałym poziomem i drugie z regulacją natężenia sygnału.

MA9000 oferuje na tyle wystarczającą ilość połączeń i nowoczesnej technologii, aby wszystkie możliwe źródła dźwięku mogły być jednocześnie podłączone, zapewniając przt tym doskonałe brzmienie. Każdemu wejściu można nadać nazwę wybraną przez użytkownika tego urządzenia.

W celu uzyskania jak najlepszej jakości połączeń wszystkie pozłacane gniazda MA9000 wykonano z wysokiej jakości mosiądzu. Natomiast opatentowane, pozłacane gniazda głośnikowe Solid ChinchTM gwarantują optymalne trzymanie nawet najgrubszych kabli uniemożliwiając ich przypadkowe poluzowanie się.

Dyskretna ośmiozakresowa regulacja barwy tonów jest zapamiętywana oddzielnie dla każdego z wejść i pozwala ulubionym nagraniom brzmieć lepiej niż kiedykolwiek przedtem. Istnieje oczywiście możliwość całkowitego wyłączenia układu regulacji tonów.

Dwa dedykowane przedwzmacniacze gramofonowe (jeden dla wkładek MM oraz drugi dla MC) mogą zostać idealnie dostrojone do konkretnej wkładki , umożliwiając odkrycie na nowo posiadanej kolekcji płyt winylowych.
Nowy, wbudowany wzmacniacz słuchawkowy High Drive, oferuje wyższy poziom wzmocnienia. Został on zoptymalizowany do pracy z praktycznie wszystkimi dostępnymi na rynku słuchawkami, czego efektem stało się uzyskanie najwyższej jakości wrażeń odsłuchowych. Posiada on na wyposażeniu układ HXD® (Headphone Crossfeed Director), który ma na celu stworzenie iluzji odsłuchu z wykorzystaniem konwencjonalnych kolumn głośnikowych. Zastosowany wzmacniacz słuchawkowy umożliwia optymalne wysterowanie większości dostępnych na rynku słuchawek. Wyjście słuchawkowe posiada gniazdo jack 6,3 mm i jest przystosowane do słuchawek o impedancji 20Ω-600Ω.

Funkcja Home Theater Pass Thru oznacza tryb pracy wzmacniacza, w którym regulacja głośności przestaje działać, a wzmacniacz staje się wówczas końcówką mocy. Dzięki temu istnieje możliwość idealnego zintegrowania wzmacniacza z posiadanym systemem kina domowego.
MA9000 wyposażono w nowe mikroprocesory odpowiedzialne za kluczowe funkcje sterujące pracą urządzenia. Dokonano również wielu innych ulepszeń mających na celu uzyskanie jak najlepszego brzmienia.
Zastosowano zaawansowane, wysokoprądowe tranzystory wyjściowe które zapewniają eliminację opóźnienia w uzyskaniu równowagi termicznej, czyli wzmacniacz brzmi dobrze zaraz po uruchomieniu, bez konieczności dłuższego rozgrzewania.

Przy 300W na kanał wzmacniacz dysponuje dostateczną mocą, aby poprawnie wysterować praktycznie każde kolumny. Zastosowanie światowej sławy technologii McIntosh Output Autoformer®, zapewnia głośnikom zawsze pełne 300W mocy, niezależnie od ich impedancji.
Technologia Power Guard® uniemożliwia przesterowanie głośników tym samym chroniąc kolumny przed przesterowaniem lub uszkodzeniem. Nowy, wbudowany wzmacniacz słuchawkowy High Drive, oferuje wyższy poziom wzmocnienia. Został on zoptymalizowany do pracy z praktycznie wszystkimi dostępnymi na rynku słuchawkami, czego efektem stało się uzyskanie najwyższej jakości wrażeń odsłuchowych.

Nowością jest zastosowanie radiatorów McIntosh Monogrammed Heatsinks™ charakteryzujących się umieszczonym na nich monogramem „Mc”. Dzięki użyciu materiałów o najwyższej jakości, zwiększono efektywność odprowadzania ciepła ze wzmacniacza.
Część obudowy MA9000 wykonano z pięknie wypolerowanej stali nierdzewnej, która idealnie współgra z klasycznym szklanym panel przednim, niebieskimi wskaźnikami wychyłowymi i podświetlanymi na zielono napisami. Dzięki temu MA9000 stanowi ozdobę każdego salonu lub pokoju odsłuchowego.

• 300W przy 8/4/2 Ohma.
• Autoformery – najsłynniejsze transformatory firmy McIntosh.
• Układ Power Guard® – chroni przed przesterowaniem.
• Podświetlane wskaźniki mocy wyjściowej.
• Przetwornik cyfrowo-analogowy (DAC) obsługujący na wejściu USB sygnał PCM do 32 Bit/384 kHz i DXD 384kHz oraz sygnał DSD aż do DSD256.
• Przetwornik cyfrowo-analogowy (DAC) obsługujący częstotliwość próbkowania do 24 Bit/192 kHz na wejściach cyfrowych: koncentrycznym i optycznym.
• Firmowe wejście MCT (DIN) umożliwiające podłączenie transportu CD/SACD MCT-450.
• Liczne wejścia cyfrowe: asynchroniczne USB, 2 koaksjalne, 2 optyczne i MCT (DIN).
• Wzmacniacz gramofonowy MC/MM z regulacją ustawień
• Wzmacniacz słuchawkowy High Drive z układem HXD® (Headphone Crossfeed Director).
• Ośmiozakresowa regulacja barwy dźwięku.
• Poziom zniekształceń harmonicznych: 0.005%
Wymiary: (SxWxG) 445 x 240 x 559 mm (łącznie z wystającymi elementami)
Waga: 45,8 kg

Dystrybucja: Hi-Fi Club
Cena: 49 500 PLN

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Co prawda cały czas staramy się pamiętać, że amerykańska „rozmiarówka” nieco różni się od tej u nas, o Azji nie wspominając, obowiązującej, ale dawno nie mieliśmy tak „małej” integry na testach. W przypadku Pass Labs INT-60 „mały” oznacza bowiem wagę 43 kg i wymiary 19/48/53 cm (W/S/G), czyli niewiele mniej od „dużej” 250-ki, którą bardzo mile wspominamy.

cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Firma Black Rhodium ogłasza wprowadzenie do oferty nowej wersji stereofonicznego kabla sygnałowego Overture.
Szczególne cechy nowego kabla:
• Przewód ze srebra o wysokiej czystości
• Izolacja powietrzna i z użyciem materiału PTFE (polytetrafluoroetylen) o niskiej stratności dla zapewnienia znikomej absorpcji dielektrycznej
• Użycie materiałów tłumiących drgania mechaniczne
• Przewody poprowadzone w przeciwnych kierunkach w celu obniżenia poziomu szumów
• Skręcanie przewodów zapewniające niskie RFI i zastosowane dodatkowe tłumienie RFI (eliminacji niepożądanych efektów sprzężeń /interferencji elektromagnetycznej)
• Zaawansowany oplot ekranujący
• Wysokiej jakości rodowane złącza
• Ręczna produkcja w fabryce Black Rhodium w Derby (UK)
Przewody ze srebra o wysokiej czystości
Overture jest wykonany ze srebra czystości 99,99%. Wybór srebra wynika z faktu, że jest to metal zapewniający doskonałą jakość dźwięku, spośród wszystkich mniej kosztownych metali, a ponadto cechuje się wysokim przewodnictwem.

Niskostratna silikonowa izolacja redukująca „rozmycia” dźwięku
Przewody w kablu Overture są izolowane tworzywem silikonowym PTFE, ponieważ charakteryzuje się ono dobrymi właściwościami dielektrycznymi, co zapewnia bardzo niskie zniekształcenia. Bez tego typu izolacji energia dźwiękowa jest pochłaniana przez izolację, odkładana i chwilę przechowywana, a następnie po krótkim czasie zwracana do przewodu, co powoduje wysoce słyszalne zniekształcenia objawiające się swoistym „rozmyciem” dźwięku.

Estetyczny oplot ekranujący o właściwościach anty-RFI
Przewody z czystego srebra w kablu Overture są pokryte plecionym ekranem w celu ochrony rdzenia kabla przed zakłóceniami i sprzężeniami powstającymi w wyniku interferencji elektromagnetycznej, które są dodatkowo redukowane skręcaniem przewodów. Uzupełnieniem zabezpieczenia jest użycie kolejnych technik, które w bardzo efektywny sposób neutralizują wszelkie interferencje, jakie penetrują kable. Wszystkie te zabiegi mają na celu zmniejszenie ilości słyszalnych zniekształceń, pozwalając na czystsze i wyraźniejsze odtwarzanie muzyki ze sprzętu audio.

Overture RCA – dla wyjątkowej jakości dźwięku i łatwości obsługi wybrano specjalne rodowane wtyki RCA (Graham Nalty GN-4)

Overture XLR – w wyniku firmowych testów, które pokazały doskonałą jakość dźwięku w porównaniu z pozłacanymi wtykami, wybrano złącza rodowane.

Przewody Overture są ręcznie produkowane w fabryce w Derby z wyselekcjonowanych materiałów i komponentów o udowodnionej reputacji w odniesieniu do jakości dźwięku, dzięki czemu firma Black Rhodium może się szczycić ofertą kabli na poziomie high-end.

Specyfikacja kabla Overture
• Srebrne przewody (99,99 %)
• Izolacja silikonowa (PTFE) dla zapewnienia niskiej absorpcji elektrycznej i czystszego dźwięku
• Posrebrzany miedziany ekran redukujący sprzężenia i interferencje elektromagnetyczne
• Rodowane wtyki dla zapewnienia długiej żywotności i zabezpieczenia przed korozją
• Atrakcyjny niebieski oplot zewnętrzny
• Możliwość zaopatrzenia we wtyczki RCA lub XLR
• Zewnętrzna średnica 10 mm
• Pojemność przewodu RCA długości 1 m – 44 pF
• Pojemność przewodu XLR długości 1 m – 50 pF
• Pojemność przewodu XLR długości 1 m do uziemienia – 90 pF

Ceny detaliczne w Wielkie Brytanii
• Para długości 1 m (RCA lub XLR) – 1.200 GBP
• Para długości 1,5 m (RCA lub XLR) – 1.500 GBP
• Maksymalna długość kabla – 2 m
• Kabel wkrótce dostępny w Polsce

Dystrybucja w Polsce: Hi-Fi Studio Karol Zieleźnik

  1. Soundrebels.com
  2. >

Opinia 1

Co jakiś czas, z reguły przy okazji testowania jakiegoś wysoce wysublimowanego odtwarzacza CD i niejako przy okazji wspominamy szkockiego Linna, który ładnych parę lat temu, wyłącznie na własne życzenie, odciął się od formatu, który dziwnym zbiegiem okoliczności jakoś niespecjalnie spieszy się z dodaniem ostatniego tchnienia. Całe szczęście na wyspach działają marki mające zdecydowanie bardziej racjonalne podejście do rynku na którym egzystują i potrafiące tak od strony biznesowej, jak i technologicznej wdrażać w życie regułę mówiącą, iż „pokorne cielę dwie matki ssie”. Do tego grona spokojnie możemy zaliczyć jedną z najlepiej rozpoznawalnych audiofilskich wizytówek Zjednoczonego Królestwa – Naima, który choć od momentu pojawienia się na rynku plików nader dziarsko sobie na tym polu radzi nie zapomniał o posiadaczach obszernych płytotek i ani myśli wycofywać ze swojej oferty aż trzy modele odtwarzaczy CD. Tym razem jednak, zamiast skupiać się na wspomnianych srebrnych krążkach sięgniemy nieco z przekory po … plikograja, lecz żeby za jednym zamachem zaprezentować to, z czego Naim zrobił swoisty znak firmowy pozwoliliśmy sobie od razu dokooptować do niego dedykowany, zewnętrzny zasilacz. I tym oto sposobem doszliśmy do puenty niniejszego wstępniaka, czyli duetu, któremu poświęcimy poniższą epistołę. Panie i Panowie, oto Naim ND5 XS & XPS DR.

Mody i trendy się zmieniają, przemysłowi designerzy coraz bardziej odlatują na kolejne orbity swych nieraz mocno narkotycznych wizji a urządzenia Naima nadal wyglądają tak, jakby czas zatrzymał się gdzieś w połowie lat siedemdziesiątych. Oczywiście powyższe zdanie jest daleko posuniętym uproszczeniem, ale proszę tylko przyjrzeć się ewolucji projektów plastycznych sygnowanych zielonkawym logotypem. Tu coś zostało zaokrąglone, tu złagodzone, jednak z kilometra widać, że to stary dobry Naim i nawet skierowana do młodych, przebojowych i wymagających oszałamiającej multimedialności nabywców seria Uniti choćby chciała nie wyprze się swojego rodowodu.
ND5 XS podobnie jak całe jego rodzeństwo przyobleczony został w iście pancerny, składający się z idealnie spasowanych grubych płyt, solidny korpus pokryty charakterystycznym chropawym lakierem. Patrząc od lewej, na trzysegmentowy front składa się moduł z nieopisanym gniazdem USB (Typ A) ułatwiającym podłączenie pamięci masowych i tabletów/smartfonów Apple’a, środkowa – nieco cofnięta płytka z centralnie umieszczonym, oczywiście podświetlonym, firmowym logotypem i skrajnie prawa będąca swoistym centrum zarządzania. Mamy na niej archaicznie, przynajmniej jak na dzisiejsze standardy i o zgrozo monochromatyczny, zielony wyświetlacz OLED zbliżony przekątną do pudełka zapałek, oraz matrycę sześciu przycisków zapewniających pełna obsługę i konfigurację urządzenia. Skromnie? Być może, ale właśnie dzięki wyznawanemu minimalizmowi 5-ka urzeka intuicyjnością i prostotą obsługi a rezygnacja z wyświetlania mikroskopijnych okładek na rzecz nieco topornej, lecz przez to nad wyraz czytelnej czcionki pojawiających się na zielonym displayu informacji sprawiły, że nawet z kilku metrów można odczytać co w danej chwili jest na tapecie. Oczywiście sama metodyka opierania się na frontowym wyświetlaczu w sytuacji, gdy całością i tak i tak zawiadujemy z poziomu firmowej i co warto podkreślić niezwykle płynnie a przy tym stabilnie działającej appki wydaje się dość kuriozalnym pomysłem, ale osobiście wolę taki sposób komunikacji niż dziwnego rodzaju animacje i innego typu wodotryski.

Ściana tylna prezentuje się za to zdecydowanie mniej minimalistycznie, choć czarno-biała estetyka nadaje całości swoistego spokoju. Oprócz włącznika głównego, oraz standardowego, zintegrowanego z bezpiecznikiem gniazda zasilającego IEC znajdziemy tam gniazdo Ethernet, trzy złącza antenowe (Wi-Fi, Bluetooth i DAB/FM) oraz szereg dziurek umożliwiających spięcie 5-ki z pozostałymi elementami firmowego systemu (remote in/out) plus gniazdo serwisowe USB. Sekcja we/wyjść cyfrowych ograniczona została do trzech wejść (BNC, RCA, Toslink), z których jedynie optyczne kończy swoją działalność na 96 kHz a pozostała parka spokojnie jest w stanie obsłużyć 24bit/192kHz i pojedynczego wyjścia BNC (stosowna przejściówka na nieco popularniejszego coaxiala jest na wyposażeniu). Wyjścia analogowe to oczywisty dla Naima DIN i para RCA a wyliczankę zamyka wielopinowe, zakręcane gniazdo dla zewnętrznego zasilacza, w naszym przypadku XPS DR.
O nim samej elektrowni, czyli XPS-sie można powiedzieć jedynie tyle, że wygląda jak pozbawiona wszelkich, poza firmowym, podświetlonym logotypem i przyciskiem włącznika obudowa, na której plecach znajdziemy jedynie gniazdo zasilające i wielopinowe wyjście energetyczne dla zewnętrznych odbiorników.
Zagłębiając się nieco bardziej w trzewia warto wspomnieć, iż w ND5-ce za obróbkę reprodukowanych sygnałów odpowiada układ DSP Sharc (Analog Devices) współpracujący z kością przetwornika Texas Instruments Burr Brown PCM1791 a w sekcji zasilania króluje mogący wprawić w konsternację niejedną integrę solidny toroid, oraz dwa wybijające się ponad otoczenie kondensatory.
W komplecie jest oczywiście stosowny, dość konwencjonalny, plastikowy pilot a jeśli kogoś najdzie taka ochota może rozważyć opcję doposażenia ND5-ki w opcjonalny moduł FM/DAB.

Przechodząc do części poświęconej doznaniom nausznym nadmienię tylko, że spięcie ze sobą obu Naimów i wpięcie ich w mój tor audio przebiegło bez najmniejszych problemów a i dogadanie się z lokalną siecią plus odnalezienie ND5 XS przez firmową appkę nie zajęło więcej niż przysłowiowe oka mgnienie. Skoro goszczący wraz z dedykowanym zasilaczem streamer rozświetlił się na zielono, zarówno NAS, jak i redakcyjne konto TIDALa stały przede mną otworem nie pozostało nic innego jak tylko wcisnąć play i oddać się odsłuchom. Tak też uczyniłem i … ponieważ w pokoju nadal panowała nieprzyjemna cisza wdusiłem Play ponownie, i jeszcze raz. Ki czort? Zmiana źródeł (NAS, Tidal, kolejne cyfrowe) też nie pomogła więc chciał, nie chciał uznałem, że może warto jednak przeklikać się przez menu odtwarzacza i zobaczyć co w trawie piszczy. Okazało się, że był to całkiem niegłupi pomysł, gdyż o ile dla 99,9% użytkowników oczywistą magistralą komunikacyjną są konwencjonalne gniazda RCA (lub XLR, jeśli takowe występują), to w Naimie nadal obowiązującym standardem są złącza DIN i właśnie ono było ustawione jako jedyne wyjście sygnału.
Całe szczęście po tym małym faux pas więcej niespodzianek nie miałem a muzyka z Naima płynęła nieprzerwanym strumieniem co dnia i to w dodatku bynajmniej nie z recenzenckiego obowiązku a dla czystej przyjemności, gdyż to co ma do zaoferowania Naim wymyka się większości obowiązujących zaszufladkowań i kategoryzacji. Mamy bowiem do czynienia z dźwiękiem gęstym, niezwykle energetycznym i w dodatku na wskroś … analogowym. Tak, tak drodzy Państwo. Zarówno w ślepym odsłuchu, jak i wpatrując się w ND5 XS, jak nie przymierzając wół w malowane wrota konia z rzędem temu, kto uzna dobiegające jego uszu dźwięki jako pochodne bezosobowej i sterylnej cyfry. Śmiem wręcz twierdzić, że tytułowy streamer gra dokładnie w tej samej estetyce co oferowane przez brytyjskiego wytwórcę odtwarzacze srebrnych krążków. Całość była prezentowana na takim poziomie wewnętrznego spokoju i saturacji, że nie mogłem się oprzeć, by po kilkudniowym okresie akomodacji z użyciem internetowych rozgłośni radiowych nie sięgnąć po zremasterowanego debeściaka „The Unforgettable Nat King Cole” Nat King Cole’a oraz „If I Can Dream: Elvis Presley with the Royal Philharmonic Orchestra” Elvisa Presleya. Może i są to starocie, ale starocie udowadniające, że w czasach, gdy liczył się przede wszystkim talent a nie wyłącznie wygląd, jak to ma miejsce obecnie, wokaliści mieli nie tylko charyzmę, co głos i to właśnie ich umiejętności wokalne grały pierwsze skrzypce. I Naim tę oczywistość po prostu chwyta w lot sprawiając, że stojący przy mikrofonie jegomoście rządzą zarówno na scenie, jak i w naszych pokojach odsłuchowych. Ich głosy są mocne, męskie (bo niby jakie by miały być) i na tyle sugestywnie podane, że nie wypada goszczących w naszych skromnych progach gości nie poczęstować czymś zacnym, np. ponad 64% Blanton’sem Straight from the Barrel. Oczywiście nawet bez polepszaczy percepcji namacalność źródeł pozornych i własne uczestnictwo w spektaklu też są bezdyskusyjne a my sami zamiast analizować poszczególne składowe przechodzimy czy to do rozleniwiającej percepcji, czy właśnie wspomnianego uczestnictwa włączając się nieśmiało w co bardziej znane fragmenty. Wyraźnie słyszalna lekka górka, czyli podbicie na przełomie dolnej średnicy i basu nadają męskim wokalom odpowiedniej powagi i estymy, przez co większość z nich (z niechlubnym wyjątkiem np. Artura Rojka) spokojnie spełniała kryteria określającego rasowego samca alfa po zapachu dobrych cygar i jeszcze lepszej whisky.
Całe szczęście obecny w brzmieniu Naima testosteron nie powoduje, że tytułowy duet sprawdza się jedynie w mało skomplikowanym graniu na przysłowiowe dwa, gdyż oprócz pulsującego rytmu i wspomnianego podkręcenia samczych odgłosów i nie piję w tym momencie do dwóch wcześniej wymienionych klasyków, lecz np. do nieco ostrzejszych klimatów w stylu „Immortalized” Disturbed, czy nawet „Defying Gravity” Mr. Big, bez najmniejszego problemu sprawdzi się również w zdecydowanie bardziej wysublimowanych aranżacjach, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by gdy tylko najdzie nas ochota sięgać po Niną Simone, lub Cecilię Bartoli. A skoro już jesteśmy przy klasyce to fenomenalny skądinąd album „Opera Proibita” ukazał bardziej liryczne i skupione na możliwie wiernym oddaniem gradacji planów oblicze angielskiej elektroniki. Co prawda nadal staliśmy po bardziej soczystej i nasyconej stronie muzykalności, której nad wyraz daleko do sterylnej rozdzielczości co poniektórych plikowych konkurentów, ale tak jak już zdążyłem wspomnieć na wstępie cały czas mamy do czynienia z bardziej organiczną aniżeli analityczną odmianą reprodukcji. Aspekt umiejscowienia źródeł pozornych w przestrzeni też nie pozostawiał niedosytu a jedyne do czego mógłbym się na siłę przyczepić to nieco bardziej oszczędne, aniżeli np. w równolegle testowanym AVM-ie OVATION MP 6.2, lub dyżurnym Ayonie CD-35 odwzorowanie niuansów pogłosowych na obfitujących w tego typu atrybuty nagraniach (np. „Graduał Wiślicki”). Choć uczciwie trzeba przyznać, iż nie mając możliwości bezpośredniego porównania większość z nas i tak nie zwróciłaby na te szczegół uwagi.
Na koniec zostawiłem dość drażliwą kwestię sensowności inwestycji w dodatkowy, opcjonalny zasilacz w postaci XPS DR. O ile jednak na papierze takowy zakup, przynajmniej w stosunku do ceny samego, i tak szczodrze obdarzonego przez producenta w sekcję zasilającą, streamera wydaje się cokolwiek kontrowersyjny, to po odsłuchu ND5 XS z i bez wspomagania sytuacja już na tak irracjonalną nie wygląda. Aby lepiej Państwu zobrazować różnice proszę sobie wyobrazić, że np. na jazdę testową otrzymujecie Aston Martina DB11 z 5.2 l, 12 cylindrowym układem napędowym, jednak po dopełnieniu wszelkich formalności pod Waszą rezydencję podstawiana jest, oczywiście znacząco tańsza, … 4-cylindrowa, „eco” (całe szczęście nieistniejąca w znanej mi rzeczywistości) wersja. Niby nadal jest to Aston, ale gdzieś, nie wiadomo gdzie, uleciał cały „fun” wynikający z jazdy. To samo dzieje się z Naimem. Osłabieniu ulega motoryka, scena spłyceniu a bas traci na sprężystości. Powiem więcej. O ile w moim prywatnym systemie odsłuch ND5 XS wespół z XPS DR sprawiał prawdziwie dziką frajdę i ani przez myśl nie przeszło mi kombinowanie co by tu w źródle zmienić, czy poprawić, to już ND5 XS solo koniec końców wylądował jako li tylko transport plików wspomagany sekcja przetwornika dyżurnej 35-ki Ayona. Wnioski z takiej kolei rzeczy proszę zatem wysnuć samemu.

Może i Naim każe sobie słono płacić za dodatkowe zasilanie, ale nie od dziś wiadomo, że akurat w tym przypadku wydatek każdej złotówki ewidentnie się opłaci a niniejszy test jest tego namacalnym dowodem. Streamer ND5 XS z opcjonalnym XPS DR jest bowiem źródłem tyleż wyrafinowanym, co po prostu skończonym i po kilku godzinach spędzonych w jego towarzystwie wszelakiej maści wątpliwości dotyczące tego, co by tu jeszcze zmienić odchodzą w niepamięć. Wystarczy tylko zbudować odpowiednio obszerną playlistę, rozsiąść się wygodnie w fotelu, wcisnąć play i zapomnieć o codziennych troskach dając się ponieść ulubionej muzyce. W dodatku Naim zapewnia nam wcale nie tak oczywisty na tych pułapach cenowych komfort. Komfort obcowania z muzyką jako taką a nie nerwówkę wsłuchiwania się w ewentualne wady i zalety sprzętu ją reprodukującego.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu:
– CD/DAC: Ayon CD-35; Audionet Planck; AVM Ovation MP 6.2
– Odtwarzacz plików: laptop Lenovo Z70-80 i7/16GB RAM/240GB SSD + JRiver Media Center 22 + TIDAL HiFi + JPLAY; Yamaha WXAD-10
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Gramofon: Kuzma Stabi S + Kuzma Stogi + Shelter 201
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Wzmacniacz zintegrowany: Electrocompaniet ECI5; Audionet Watt; Pass Int-60
– Kolumny: Gauder Akustik Arcona 80 + spike extenders
– IC RCA: Tellurium Q Silver Diamond
– IC XLR: LessLoss Anchorwave; Organic Audio; Amare Musica
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Goldenote Firenze Silver
– Kable głośnikowe: Organic Audio; Signal Projects Hydra
– Kable zasilające: Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power; Acoustic Zen Gargantua II
– Listwa: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS(R)
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Przewody ethernet: Neyton CAT7+
– Stolik: Rogoz Audio 4SM3
– Akcesoria: Sevenrods Dust-caps; Furutech CF-080 Damping Ring; Albat Revolution Loudspeaker Chips

Opinia 2

Spotkanie z bohaterem dzisiejszego testu, czyli pochodzącą z Wysp Brytyjskich, produkującą komponenty audio marką Naim jest dla mnie pewnego rodzaju przywołującym na myśl wiele pozytywnych wspomnień powrotem do przeszłości. Dlaczego? Otóż w swej drodze do obecnie posiadanego zaawansowanego systemu generującego dźwięk miałem przyjemność kilka lat obcować z co prawda rozpoczynającymi ofertę, ale pochodzącymi już z odświeżonej wizerunkowo linii komponentami NAIT 5i. I wiecie co? Nie oglądając się na liczbę nie tylko potencjalnych zwolenników, ale i ewentualnych jej przeciwników stwierdzam, iż te dwa lub trzy lata były fantastycznie spędzonym czasem przy bardzo energetycznie (słynny zwrot PRAT) prezentowanej muzyce. Tak tak, czego jak czego, ale z propagacji energii i rytmu w muzyce nie można Anglikom odmówić. Naturalnie będąc zagorzałym przeciwnikiem można ponarzekać na brak wysublimowania, czy zbyt dosłowne traktowanie zapisanego w partyturach przekazu nutowego, ale jednego, czyli radości grania nie można Naimowi odmówić. Panowie konstruktorzy bez mamienia całego spektrum klientów postawili na drive, co z jednej strony trochę zniechęca melomanów poszukujących dźwięku eufonicznego, ale za to z drugiej dożywotnio rozkochuje w sobie fanów dobrego timingu. Do której grupy należycie Wy, musicie zdecydować sami, jednak bez naciągania faktów powiem Wam, te kilkanaście dni z testowanym NAIM MEDIA PLAYER ND5XS wspomaganym zasilaczem PSU XPS-DR przypomniało mi, jak zapisane w kodzie DNA tego brandu pokłady rytmiki i energii ze zwykłego słuchania muzyki w domu potrafią wykreować spektakl, na ile jest to możliwe na miarę koncertu na żywo. Nie da się? Nawet nie wiecie, jak się mylicie, dlatego proszę, rzućcie okiem na dalszą część testu, którego możliwość przeprowadzenia po oficjalnym ogłoszeniu kooperacji marek FOCAL i NAIM zawdzięczamy nowemu dystrybutorowi FNCE.

Jak wyglądają komponenty angielskiego NAIM-a? Cóż, ta linia od lat oferując dość proste, ale za to bardzo dobrze wpisujące się w nawet najbardziej wykwintne kreacje lokalowe, wykonane z aluminium stosunkowo płaskie skrzynki. Ale to nie koniec znaków szczególnych tej serii, gdyż jakby w kontrze do ascetyzmu obudów przychodzi mieniący się zieloną poświatą swoisty neon z logo marki. Fronty opisywanych produktów zawsze podzielone są na trzy części, z czego środkowa dzierżąc wspomniany firmowy emblemat w stosunku do zewnętrznych jest lekko zagłębiona. Gdy dokładniej prześledzimy aparycję przedniego panelu, okaże się, że oprócz opisywanego znaku rozpoznawczego w jego centrum na lewej flance znajdziemy jedynie gniazdo wejściowe w standardzie USB, a na prawej wydawałoby się, że niewielki, ale za to bardzo czytelny wyświetlacz i tuż obok niego dziewięć umożliwiających bezpilotową nawigację po MENU guzików funkcyjnych. Przerzucenie wzroku na tylną ściankę skutkuje przekonaniem się, iż mamy do czynienia z bardzo dobrze wyposażonym w możliwość pracy z różnymi sygnałami cyfrowymi centrum dowodzenia. Patrząc od lewej znajdziemy na niej: włącznik główny, gniazdo zasilające, wejścia LAN, USB, WIFI, COAXIAL, OPTICAL, wielopinowe złącze dla zewnętrznego zasilacza, jedno wyjście cyfrowe COAXIAL i dwa wyjścia analogowe -RCA i typowy dla Naim’a pięcio-pinowy DIN. Jak widać po akapicie wizualizacyjnym może w sferze designu brytyjski „plikograj” nie jest szczytem marzeń często kochającego błyskotki audiofila, ale już od strony przyłączeniowej i obsługi wielorakich formatów został obdarowany jak przystało na aspirujący do segmentu High End produkt. Gdy temat odtwarzacza ND5 XS mamy już za sobą, celem uzupełnienia informacji o zestawie testowym wspomnę o dostarczonym wraz z nim firmowym zewnętrznym zasilaczu PSU XPS-DR. Ten będąc przedstawicielem tej samej formacji co PLAYER wykorzystuje identyczną obudowę, w której zaaplikowano zdecydowanie bardziej rozbudowane, znacznie zwiększające jakość dostarczanego do źródła prądu moduły zasilania. Przybliżając zaś temat przyłączy i manipulatorów PSU jestem zobligowany poinformować, iż na froncie oferuje jedynie podświetlone logo marki i włącznik główny, a na plecach terminal zasilający IEC i podobną do znajdującego się w urządzeniu Media Player wielopinową złączkę.

Zanim przejdę do konkretów sonicznych, rozpocznę od małej pochwały. Produkt Naim’a ND5 XS biorąc pod uwagę mój analfabetyzm pod względem konfiguracji podobnych komponentów okazał się być „idioto-odtpornym”, gdyż temat aplikacji trwał dosłownie kilka minut. I nie chodzi tutaj o jakieś szczególne procedury, tylko zwykłe wpięcie w tor audio i podłączenie twardego dysku. Po włączeniu i wybraniu odpowiedniego wejścia system sam znalazł pamięć masową, potem się z nią połączył i zaproponował pierwszy zapisany na niej alfabetycznie projekt muzyczny. Jednym słowem, odpalenie było proste jak konstrukcja cepa. Niestety, z racji mojego mentalnego nieprzygotowania do podobnych ekwilibrystyk plikowych w życiu codziennym innych funkcji angielskiego odtwarzacza nie jestem w stanie Wam przybliżyć, ale spokojnie, właśnie po to każde urządzenie zalicza dwóch recenzentów, aby w miarę możliwości nawzajem się uzupełniać i inne bardzo ważne dla potencjalnych użytkowników informacje z pewnością pojawią się w jego artykule.

Rozpoczynając temat przybliżania wynotowanych podczas testu spostrzeżeń na najważniejszy dla nas temat, czyli dźwięku nie mogę nie potwierdzić faktu konsekwentnego grania Player’a Naima w domenie rytmu i energii. Słuchanie tak solidnie kreślącego rzeczywistość muzyczną urządzenia jest radością w najczystszej postaci, gdyż nawet pozornie dla mnie nudne, a przez to na ile to możliwe unikane ciężkie brzmienia wręcz zmuszały moje kończyny do wybijania rytmu. Niemożliwe? Bynajmniej. Sam nie wiem, jak to się stało, ale jednym z dość przypadkowych tworów nutowych na dość skromnie zapełnionym dysku był materiał grupy Mastodon „The Hunter”. Gdy zapadała decyzja o próbie z tą sesją nagraniową, nic nie sugerowało, że będę w stanie coś pozytywnego z tego wynotować, a to właśnie przy tej grupie po raz pierwszy przekonałem się, iż nie ma złej muzy, tylko każdy jej rodzaj preferuje trochę inne podejście do prezentacji, co w jej przypadku opiniowany set Naima spełniał w stu procentach. Energia gitarowych riffów, bębnów i wokalizy nie pozwalały na najmniejsze wytchnienie, tylko sprawiając wrażenie bycia tam i wtedy przykuwały do siebie od początku do końca płyty. Szczerze? Dawno nie zaliczyłem podobnego mitingu z takim nurtem od dechy do dechy. To było na tyle znamienne w skutkach zderzenie z umiejętnościami angielskiej myśli technicznej, że po drodze na tapecie pojawił się jeszcze folk-metalowy Percival Svansevit i kilka innych rujnujących moje narządy słuchu grup buntu przeciwko światu. Kolejnym ciekawym spojrzeniem na walory soniczne ND5 XS’a była próba z również momentami ciężką, ale już mocno zelektryzowaną muzą spod znaku YELLO „TOUCH”. I wiecie co? Zdecydowana większość odczuć pokrywała się z typowym rockiem. Dlaczego napisałem „większość”? Nie, nie mam nic złego na myśli, a nawet sądzę, że jest to pewnego rodzaju zasługująca na pochwałę konstruktorska konsekwencja. O co kaman? Recenzowany zestaw w całej swej rewelacyjności prezentacji stawiał na oddającą ducha muzyki, ale bardzo dobrze kontrolowaną masę i barwę dźwięku. Jednak bardzo ważnym w tym wszystkim było również to, że nawet najbardziej rozbudowanych pod względem ilości instrumentów i zawartości w nich wysokich tonów partiach przez cały czas górny zakres potrafił utrzymać na wodzy. Wszystko podane było z dobrym naświetleniem, ale nigdy nie powodowało przenikliwego ataku moich uszu i chyba dlatego tak bezproblemowo łykałem nawet najcięższe pod względem decybeli kawałki. I właśnie ta powiedziałbym nawet dla mnie bardzo pozytywna cecha przyczyniła się do delikatnego utemperowania przenikliwych sztucznych elektronicznych dźwięków panów z grupy Yello. Oczywiście na potrzeby testu trochę przejaskrawiam istotność tego sznytu grania, ale w stosunku do wielokrotnych odsłuchów tego krążka, od strony energii muzyki to podejście odsłuchowe bardzo zyskiwało, ale z drugiej strony czuć było mogącą być różnie odbieraną przez fanów grupy kulturę angielskiej szkoły grania. Ale ostateczną decyzję, czy to jest Wasza bajka pozostawiam od osobistej weryfikacji. Dla mnie było bardzo dobrze. Czyli co, mamy do czynienia z ideałem? Naturalnie, jak to zwykle bywa nie do końca. Powodem do takiej tezy była muzyka dawna. Owszem, wszelkie instrumentarium ze sznytu grania Naima czerpało pełnymi garściami, ale patrząc na to od strony uduchowienia przecież kościelnej muzyki brakowało nieco delikatności i zwiewności. To zaś powodowało, że wszystko dostawałem co prawda bardzo konkretnie, ale nie było już miejsca na popuszczenie wodzy fantazji, którą ten rodzaj muzyki ma wspierać. Nie wiem, może jestem zbyt romantyczny, albo najzwyczajniej w świecie stary, ale tak to odebrałem. Ogólnie bardzo dobrze z malutkim wskazaniem na zbyt oficjalną prezentację.

Jak wynika z powyższego tekstu, prezentowana angielska elektronika w większości przypadków zbierała same pochwały. I powiem Wam, w takiej domenie całościowo odbieram moją opinię. Jeśli zaś chodzi o wytknięte gdzieś po drodze niuanse, nie przejmujcie się nimi zbytnio, gdyż raz, zauważałem to z racji częstego słuchania tych pozycji w różnych konfiguracjach, a dwa po chwili usłyszaną prezentację mogłem skonfrontować ze stałym punktem odniesienia. Wy zaś dokonując zmian w systemie z racji nastawienia na coś innego niż macie na co dzień, prawdopodobnie nie zwrócicie na to uwagi, nawet tego oczekując. Gdybym miał typować grupę docelową, w pierwszym strzale stawiałbym na melomanów zakochanych w mocnej muzie. Jako drugą z racji nieposkromienie przekazywanej energii nie wykluczałbym również wyznawców elektroniki. Jedyni, którzy powinni bliżej się przyjrzeć, to delikatni romantycy, ale i oni nie powinni skreślać opisywanego zestawu z listy, gdyż co system, to inne oczekiwania i może okazać się, że MEDIA PLAYER wespół z PSU ze stajni NAIM trafią w ich punkt „G”. Kto wie?

Jacek Pazio

Dystrybucja: FNCE S.A.
Ceny:
Naim ND5 XS: 12 999 PLN
Naim XPS DR: 20 999 PLN

Naim ND5 XS
• Zgodność z UPnP – streaming plików audio z twardych dysków I serwerów (takich jak HDX lub UnitiServe), dysków NAS i komputerów poprzez sieć lokalną
• Łączność: Ethernet (RJ245), Wi-Fi (802.11 g, n @ 2.4GHz), USB (Typ A na froncie)
• Radio internetowe vTuner 5
• Opcjonalny moduł tunera FM/DAB
• Wejścia cyfrowe: BNC (24bit/192kHz), RCA (24bit/192kHz), Toslink (24bit/96kHz)
• Streaming/odtwarzanie plików: WAV, FLAC, AIFF, AAC, WMA, ALAC (z iPoda), Ogg Vorbis i MP3 z odpowiedniego urządzenia UPnP lub pamięci USB, DSD (DSF64 & DFF64)
• Pasmo przenoszenia: 10Hz – 20kHz, +0.1/−0.5dB
• Zniekształcenia THD + N: <0.02%, 10Hz – 20kHz
• Impedancja wyjściowa: 22Ω (max.)
• Wyjścia analogowe: DIN, RCA
• Wyjścia cyfrowe: BNC (75Ω)
• Pobór mocy: 60VA (max.)
• Wymiary (W x S x G): 87 x 432 x 314 mm
• Waga: 6,5 kg
• Wykończenie: front i obudowa – czarny lakier proszkowy

Naim XPS DR
• Zasilacz, kompatybilność: CDX2, DAC, HDX, NDX, ND5 XS (zawiera interkonekt)
• Zasilanie: 100V, 115V, 230V; 50 or 60Hz, Naim Discrete Regulator
• Wymiary (W x S x G): 87 x 432 x 314 mm
• Waga: 12,4 kg
• Wykończenie: front czarny szczotkowany anodyzowany
• Obudowa: czarny lakier proszkowy

 

System wykorzystywany w teście:
– źródło: Reimyo CDT – 777 + DAP – 999 EX Limited TOKU
– przedwzmacniacz liniowy: Robert Koda Takumi K-15
– końcówka mocy: Reimyo KAP – 777
Kolumny: Trenner & Friedl “ISIS”
Kable głośnikowe: Tellurium Q Silver Diamond
IC RCA: Hijri „Milon”,
XLR: Tellurium Q Silver Diamond
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version, Furutech NanoFlux NCF Furutech DPS-4 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Hijiri Nagomi
Stolik: SOLID BASE VI
Akcesoria:
– antywibracyjne: Harmonix TU 505EX MK II, Stillpoints ULTRA SS, Stillpoints ULTRA MINI
– platforma antywibracyjna SOLID TECH
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
– listwa sieciowa: POWER BASE HIGH END
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: SME 30/2
ramię: SME V
wkładka: MIYAJIMA MADAKE
przedwzmacniacz gramofonowy: RCM THERIAA

  1. Soundrebels.com
  2. >

JBL E65 BT NC to bezprzewodowe słuchawki z redukcją szumów. Możliwość odcięcia się od świata zewnętrznego i zanurzenia w ulubionej muzyce. Zupełnie nowy model w ramach sprawdzonej i doskonale sprzedającej się serii JBL E.

JBL E65 BT NC to połączenie przykuwającego uwagę designu z najwyższej klasy materiałami oraz sławnym i rozpoznawalnym brzmieniem JBL. To wygoda rozwiązania bezprzewodowego oraz aktywnego tłumienia hałasów zewnętrznych (ANC) na niezwykle wysokim poziomie. Słuchawki JBL E65 BT NC wyposażono w bardzo wygodny materiałowy pałąk, który można złożyć. Nausznice dopasowują się do kształtu ucha, co pozwala na dłuższe i bardziej wciągające słuchanie muzyki. W połączeniu z aktywną redukcją hałasów z zewnątrz (zarówno w trybie bezprzewodowym, jak i przewodowym) stawia to model JBL E65 BT NC w bardzo korzystnym położeniu na tle konkurencji.
Warto również wspomnieć, że najnowszy model słuchawek serii JBL E wyposażono w akumulator zapewniający do 24 godzin pracy w trybie bezprzewodowym (15 godzin pracy w trybie bezprzewodowym z włączoną aktywną redukcją hałasu), a jego pełne naładowanie zajmuje jedynie 2 godziny. Do słuchawek JBL E65 BT NC podłączyć można dwa źródła dźwięku, które można płynnie zmieniać między sobą. Dodatkowo ze słuchawek korzystać można w trybie pasywnym wykorzystując dołączony do zestawu nieplączący się materiałowy przewód z jednoprzyciskowym pilotem z mikrofonem. JBL E65 BT NC dostępne są w trzech wersjach kolorystycznych. Można je również składać na płasko, co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem w czasie transportu.
Wspomniana już aktywna redukcja hałasu zewnętrznego multiplikuje doznania audio i pozwala stworzyć prywatną strefę komfortu. Bezprzewodowe brzmienie Bluetooth zapewnia wygodę użytkowania bez zbędnych przewodów oraz krystalicznie czyste brzmienie do 24 godzin (do 15 godzin z włączoną funkcją ANC). To świetny wybór dla nowoczesnych użytkowników, którzy od swoich słuchawek wymagają czegoś więcej!

Specyfikacja techniczna
Przetworniki: 40 mm
Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 kHz
Czułość: 95 dB
Maksymalny SPL: 108 dB
Czułość mikrofonu @1 kHz dB v/pa: -42
Impedancja: 32 Ω
Moc transmitera Bluetooth: 0-4 dbm
Modulacja transmitera Bluetooth: GFSK, π/4 DQPSK, 8 DPSK
Częstotliwość Bluetooth: 2.402 GHz – 2.48 GHz
Profile Bluetooth: HFP v 1.6, HSP v 1.2, A2DP v 1.2, AVRCP v 1.4
Wersja Bluetooth: V 4.1
Typ akumulatora: Polimerowy Li-ion (3.7V, 610mAh)
Czas ładowania: 2 godziny
Czas pracy z włączonymi BT i ANC: do 15 godzin
Czas pracy z wyłączonym BT i włączonym ANC: do 30 godzin
Czas pracy z włączonym BT i wyłączonym ANC: do 24 godzin
Czas rozmów z włączonym BT: do 24 godzin
Waga: 258 g
Sugerowana cena detaliczna: 799

  1. Soundrebels.com
  2. >

Od premiery, jesienią 2012 roku, kolumny Alexia były nieprzerwanie jednymi z najpopularniejszych modeli w całej ofercie firmy Wilson Audio, znacznie przekraczając wszystkie prognozy sprzedaży i zdobywając uznanie audiofilów na całym świecie. Od czasu premiery jednakże, technologia firmy poszła znacznie do przodu, szczególnie w zakresie budowy głośników, działania zwrotnicy, zgodności czasowej i budowy kompozytów. Druga generacja Alexii, dzięki zastosowaniu tych technologii ma za zadanie nie tyle zmienić, co udoskonalić brzmienie swej poprzedniczki.

Obudowa kolumn Alexia Series 2 w pełni korzysta więc z najnowszego osiągnięcia Wilson Audio w zakresie technologii kompozytów: materiału W (nazwanego tak przez jego związek z rozwojem kolumn WAMM). Zastosowanie materiału W pod kolcami wspierającymi moduły znacząco zmniejsza poziom niepożądanej energii przenoszonej przez te połączenia.

Materiał X, charakteryzujący się wyjątkową sztywnością, a jednocześnie elastycznością jest strategicznie rozmieszczony w module obudowy głośnika basowego i wysokotonowego. Razem z materiałem W odpowiada za zwalczanie rezonansów w zakresie niskich częstotliwości.

W przedniej ściance obudowy głośnika średniotonowego zastosowano natomiast materiał S. Materiał ten, posiadający doskonałe właściwości tłumiące został zoptymalizowany pod kątem wymagań średniotonowego zakresu pasma, i to właśnie dzięki niemu kolumny Alexia Series 2 wyróżnia niezrównana naturalność odwzorowania głosów ludzkich i instrumentów strunowych.
Dzięki zredukowaniu liczby koniecznych połączeń elementów składowych obudowy modułów, bez zmiany rozmiarów zewnętrznych zwiększono objętość wnętrza modułów – średniotonowego o 26,4%, a niskotonowego o 10,8%.

Wewnętrzne powierzchnie ścian modułu średniotonowego pokryto skomplikowanymi geometrycznymi wyżłobieniami, poprawiającymi rozpraszanie fal akustycznych i znacząco zmniejszającymi poziom niepożądanej energii kumulowanej przez obudowę. Większa objętość modułu pozwoliła na opracowanie nowego układu wzmocnień. W efekcie można zastosować jeden otwór wentylacyjny na tylnej ściance modułu zastępujący dwa mniejsze otwory stosowane w kolumnach serii pierwszej. Podobnie, nowy rozkład wnętrza modułu niskotonowego (w tym całkowicie nowe wzmocnienia krzyżowe) redukuje rezonanse powstające wewnątrz modułu i pozwala na umieszczenie tylnego portu w centralnej części obudowy. Kolumny Alexia korzystają ze sposobu mocowania zwrotnicy niskotonowej opracowanego na potrzeby modelu Alexx, który pozwala wyeliminować potrzebę stosowania osobnej płyty na spodzie obudowy. Zwiększa to stabilność obudowy modułu niskotonowego.

W kolumnach Alexia Series 2 zastosowano głośnik wysokotonowy Convergent Synergy piątej generacji opracowany dla kolumn WAMM Master Chronosonic. Z modelu WAMM pochodzi też nowy system kolców. Postarano się także o podniesienie nominalnej impedancji, dzięki czemu kolumny są bardziej przyjazne dla wzmacniaczy.

Nowy panel ułatwia szybszy i wygodniejszy dostęp do rezystorów ochronnych i tuningujących brzmienie. Panel ten zawiera również element szklany, co przypomina o dziedzictwie kolumn Alexandria XLF i Alexx.

Daryl Wilson i zespół jego inżynierów dążył do zachowania wszystkich zalet brzmienia, które pozwoliły kolumnom Alexia pierwszej generacji osiągnąć swój status wśród audiofilów na całym świecie. Nowe kolumny dzielą z poprzednikiem niewielkie rozmiary i piękny kształt, lecz charakteryzują się większą muzykalnością, możliwością dokładniejszego odtwarzania barwy instrumentów oraz większą integralnością transjentów w całym paśmie akustycznym. Kolumny Alexia Series 2 zbliżają odtwarzanie muzyki do udziału w prawdziwym koncercie. W swojej klasie nie mają konkurencji.

Dane techniczne:
Rodzaj obudowy niskotonowej: wentylowana do tyłu
Rodzaj obudowy średniotonowej: wentylowana do tyłu
Rodzaj obudowy wysokotonowej: zamknięta
Przetworniki basowe: 8 cali (20,32 cm) pulpa papierowa, 10 cali (25,4 cm) pulpa papierowa
Przetwornik średniotonowy: 7 cali (17,78 cm) kompozyt celulozy i pulpy papierowej
Przetwornik wysokotonowy: 1 calowa (2,54 cm) kopułka jedwabna
Czułość: 89 dB @ 1 W @ 1 m @ 1 kHz
Impedancja nominalna: 4 omy / minimum 2,54 oma @ 85 Hz
Minimalna moc wzmacniacza: 20 W na kanał
Pasmo przenoszenia: 19 Hz – 32 kHz +/- 3 dB Room Average Response [RAR]
Wymiary: wysokość: 134,68 cm (bez kolców), szerokość: 38,74 cm, głębokość: 58 cm
Waga (na kanał): 117,93 kg

Dystrybucja: Audiodiofast