Opinia 1
Hasło „system marzeń” jest bardzo częstym tematem wielu niezobowiązujących rozmów ze znajomymi, parającymi się podobnym do naszego hobby. Każdy ma jakiś wyimaginowany przez zwoje mózgowe punkt maksymalnego zadowolenia, do którego stara się dążyć. Ów punkt jest oczywiście zależny od statusu życiowego, jaki akurat posiadamy – niestety możliwości wygospodarowania odpowiedniej ilości środków płatniczych są podstawowym elementem postrzegania naszych maksymalnych potrzeb. Ale jak to często bywa, są również marzenia od „czapy”,o których jednak lepiej nie wspominać, gdyż bujna wyobraźnia człowieka jest w stanie wygenerować rzeczy, które cytując za Ferdynandem Kiepskim „nie śniły się nawet fizjonomom”. Dlatego schodząc na „ziemię” pomówmy o urządzeniach audio, oscylujących swoimi cenami w okolicach 50tys. PLN za komponent. To nadal utopia dla wielu audiofilów, ale wiedząc jak obrotnym narodem jesteśmy, wieżę, że jest spora grupa swobodnie żonglująca urządzeniami z tego pułapu cenowego. Mimo to oczywiście zdaję sobie sprawę, iż niezaprzeczalnie wkraczamy w wysoki poziom marzeń.
Ja już jakiś czas temu przekroczyłem ten punkt i proszę mi wierzyć, dalsze wydatki na tę zabawę, pociągają za sobą zdecydowanie zbyt duże środki, w porównaniu do zysków i tylko naprawdę luźnie zasoby pieniężne, lub obsesja na punkcie pogoni za króliczkiem, może usprawiedliwić poniesione koszty. Osobiście na chwilę obecną zakończyłem poszukiwania i czerpię przyjemność z tego co udało mi się skompletować, a przy okazji wielu przeprowadzonych testów utwierdzam się w słuszności dokonanego wyboru. Być może posiadanie obecnego zestawu pozwala dystrybutorom widzieć we mnie człowieka, niemuszącego nic nikomu udowadniać i co jakiś czas w moich skromnych czterech ścianach pojawiają się tytułowe systemy marzeń.
W ramach tytułowego serialu ostatnio opisywanym na łamach Soundrebels systemem był jubileuszowy set Accuphase, który ze względu na ograniczenia lokalowe nie został uzupełniony o idealnie dobrane przez dystrybutora kolumny – i zmuszeni byliśmy korzystać z moich Bravo’ Consequence. Na szczęście te nie wyróżniające się niczym szczególnym kolumny oprócz wspaniałego wywiązywania się z najważniejszego zadania do jakiego zostały stworzone – dźwięku, pokazują wszystko co najlepsze w podpiętych do nich zestawach, dlatego nikt z dystrybutorów nie neguje ich bytu w nawet najbardziej wysublimowanych kombinacjach. Dopiero dzisiejszy test jest opisem pełnego kompletu skomponowanego przez krakowski Eter Audio. Pretekstem było ukończenie odpowiednio dużego pomieszczenia (ok. 35 mkw. i wysokości 330 cm), z delikatną, niezbyt inwazyjną adaptacją akustyczną, predestynujące ww. lokum do roli audiofilskiej samotni. Cały czas uczę się nowych warunków i mimo kilkutygodniowego pobytu w nowym „rumie” cały czas odkrywam drzemiący w nim potencjał. Niemniej jednak kilku zestawień już słuchałem i wydaje mi się, że mam pewne prawo zabrać głos w ocenie dostarczonej elektroniki. Może wyciągnięte wnioski za kilka miesięcy byłyby nieco inne, ale zawsze przypominam, iż wszystko co napisze jakikolwiek recenzent, należy samemu skonfrontować we własnym pomieszczeniu, gdyż nie ma dwóch miejsc odsłuchowych o takich samych warunkach akustycznych. A że wstawiono mi całkowicie nieznany z bliższego kontaktu set, który mam ocenić w jeszcze dość świeżym pokoju, postaram się opisać, jak ów zestaw gra w wartościach bezwzględnych, mając jako wzorzec moją referencję. Aby zakończyć ten przydługi, ale według mnie niezbędny wstęp, wymienię wygrzewane przez dobry tydzień non stop dzieła niemiecko-austriacko-włoskiej inżynierii. Jako źródło wystąpił austriacki Ayon CD3SX, wzmocnieniem zajęła się niemiecka manufaktura Octave w postaci dzielonej amplifikacji: monobloki RE 220 i preamp liniowy z oddzielnym zasilaniem HP 500, a modułowe kolumny SOVRAN ACADEMY zaprezentował włoski CHARIO. Większość okablowania, pochodziła od holenderskiego Siltecha.
Z uwagi na mnogość urządzeń (elektronika z kolumnami to osiem sporej wielości kartonów) i celu, dla jakiego ten zestaw dotarł do stolicy – jest to test całego systemu, a nie pojedynczych urządzeń, dlatego opis natury wizualnej ograniczę do kilku niezbędnych zdań, rzucających lekkie światło na projekty plastyczne.
AYON-a CD-3SX chyba nikomu, choć trochę zorientowanemu w polskim rynku audio, nie muszę przedstawiać. Konstrukcja obudowy jest tak zunifikowana tak, że większość oferty tej marki korzysta z jednej formatki (poza monstrualnymi monoblokami). Jest to swego rodzaju obniżenie kosztów, które może być spożytkowane w konstrukcji wewnętrznej, ale również nader udany zabieg ugruntowujący rozpoznawalność producenta, co również ma niebagatelne znaczenie marketingowe. Ale z grubsza: trzynastocentymetrowa, prostokątna z mocno zaokrąglonymi narożnikami, wykonana z drapanego aluminium obudowa skrywa odtwarzacz kompaktowy w wersji top loader, oparty o technikę lampową. Front w swej prostocie otrzymał jedynie centralnie umieszczony, pokazujący wszystkie dotyczące odtwarzanego materiału informacje ciemnoczerwony wyświetlacz. Górna płaszczyzna oprócz umieszczonego na środku napędu skrywającego się pod wielkim przykrywającym płytę Cd krążkiem, posiada cztery ażurowe odprowadzające ciepło lamp otwory wentylacyjne. Tylny panel jest konstruktorskim szałem przyłączeniowym. Mnogość wejść i wyjść sprawia, że ten odtwarzacz staje się centrum dowodzenia wszelkimi formatami odczytu danych cyfrowych, czy to ze srebrnego krążka, czy plików. Ja wykorzystałem go wyłącznie jako czytnik kompaktów.
Monobloki Octave RE 220, jak na niemiecką skłonność do techniczności wyglądu, są bardzo stonowane wizualnie. Po zdjęciu kratek zabezpieczających użytkownika przed niebezpiecznymi (według UE) lampami, widzimy typową konstrukcję płaskiej i dość niskiej, w większości aluminiowej obudowy, dźwigającej w przedniej części zestaw lamp, a na tyle skryte pod prostokątną szeroką puszką transformatory. Na górnej płaszczyźnie znajdziemy jeszcze zestaw diod, które są panelem kontrolnym, podczas ustawiania biasu baniek próżniowych i przy zewnętrznych krawędziach ułatwiające życie podczas przenoszenia sprzętu uchwyty. Przedni panel podzielony na trzy płaty, zgrabnie przełamuje monotonię, jednak uciekając od zbędnego przeładowania dodatkami, otrzymał na zewnętrznych flankach dwie duże gałki: lewa selektor wejść, a prawa selektor regulacji prądu do lamp i dwie niebieskie diody: MUTE, POWER. Tył typowo dla monobloków jest siedzibą wejść w dwóch formatach: RCA i XLR, pojedynczych terminali głośnikowych, gniazda IEC, gniazda umożliwiającego podłączenie akumulatorów BLACK BOX, hebelkowy przełącznik fazy i przełącznik oddawanej mocy 140/220W. Włącznik główny znajduje się na lewej ściance bocznej.
Przedwzmacniacz liniowy HP 500, jest dwu-skrzynkowym urządzeniem z wyodrębnionym zasilaczem. Obudowa dość ascetyczna, gdzie płaski i wysoki front zdobi usytuowany w dolnej jego części rząd czterech mniejszych gałek, umożliwiających odpowiednie ustawienia pracy urządzenia i jedno duże, centralnie umieszczone pokrętło głośności. Do kontroli wybranych funkcji, mamy jeszcze obfitą ilość diod informacyjnych. Górna część obudowy w postaci kratki ażurowej zapewnia wentylację zastosowanych wewnątrz lamp i w podobnie do końcówek mocy, na bokach znajdziemy przydatne w procesie logistycznym rączki. Tylny panel obsłuży chyba wszystko, co jest związane z reprodukcją dźwięku, z phonastage’m MM i MC włącznie. Zestaw wejść i wyjść jest bardzo czytelnie rozmieszczony, że nawet laik poradzi sobie z tym bez problemów. Oprócz baterii terminali przyłączeniowych mamy jeszcze wielopinowe łączące z zasilaniem gniazdo, hebelkowy przełącznik filtru subsonicznego, odwracacz fazy i zaciski uziemienia.
Kolumny Chario Sovran Academy są dowodem na nieczęsto ostatnio spotykany kunszt wykonującego je stolarza. Znam człowieka, który co prawda niższy model, ale zakupił podobne kolumny tylko z powodu jakości wykonania obudowy. Ciągłość słojów pomiędzy górnym i dolnym modułem wymaga wielkiej staranności w pracy, a widoczne perfekcyjne łączenia drewnianych klepek w matowym wykończeniu zastosowanego drewna, utwierdza nabywcę w przekonaniu, iż zakupione kolumny spokojnie można zaliczyć do dzieł sztuki stolarskiej. To bardzo duży plus podczas procesu decyzyjnego w negocjacjach z żoną. Lekkie odchylenie bryły kolumn ku tyłowi wskazuje na troskę o spójność w domenie czasu użytych przetworników. Dolna część zajmuje się częstotliwościami niskotonowymi, które swoje ujście mają tuż nad podłogą pod okalającą całość do koła czarną „pończocho-podobną” tkaniną, a górna obsługuje środkowe i wysokie dźwięki. Dolny moduł posiada podwójne terminale podłączeniowe, które spinamy dostarczonymi w komplecie zworami. Niestety jak to bywa w takich jak moje Brav’o kolumnach (monitor z modułem basowym), do zasilenia całości potrzebujemy podwójnego okablowania (dwie skrzynki to dwa głośnikowce), co delikatnie zwiększa koszty rozruchowe zestawu, ale uzyskane dzięki takiej budowie efekty końcowe, najczęściej warte są poniesionych wydatków. Jak wspominałem, obudowy są ucieleśnieniem piękna, jednak dla podniesienia wartości wizualnych, artysta z półwyspu apenińskiego powlekł dodatkowo przednią i tylną ściankę tworzywem w czarnym macie, nadając dodatkowego szyku tym konstrukcjom. Podczas gdy przetwornik niskotonowy jest ukryty, to już średniotonowy i kopułka z powodzeniem swoją aplikacją – midwoofer nad tweeterem – dystyngowanie zdobią przód konstrukcji. Kończąc ten opis wspomnę jeszcze, że na tylnej ściance górnej skrzynki znajdziemy prostokątny wypełniony czymś w rodzaju gąbki bass-refleks. Tak po krótce wyglądają te owoce pracy ludzkich rąk i aby nie zanudzić czytelników drobiazgowymi detalami, nie będę dalej się rozwodził nad resztą smaczków wizualnych. Przypominam, że to jest próba opisania całego zestawu, a nie poszczególnych jego elementów, dlatego wzmianki o komponentach lekko skróciłem z prozaicznego powodu – jeszcze nie doszedłem do opisu dźwięku, a prawdopodobnie wielu potencjalnych czytelników już odczuwa lekkie znużenie niezbyt istotnymi w tym tekście informacjami. Dlatego z czystym sumieniem przechodzę do najważniejszego punktu programu, czyli odsłuchu.
Mnogość urządzeń wchodzących w skład systemu sprawiła, że podczas procesu logistycznego proponowany zestaw dojechał niekompletny tj. bez napędu (CD) i zasilacza do przedwzmacniacza liniowego. To nie stanowiło problemu rozruchowego, gdyż zastosowałem swoje komponenty, ale w kwestii wiarygodności wartości sonicznych proponowanego zestawienia, zaburzało cały projekt. Jednak profesjonalizm dystrybutora zaowocował dostarczeniem brakujących ogniw w ciągu dwóch dni i już spokojnie mogłem przystąpić do wnikliwej analizy, próby zaczarowania mnie generowanym spektaklem muzycznym.
Ocena w wartościach bezwzględnych.
Aby w miarę dokładnie oswoić się z nowym pomieszczeniem i dostarczonym zestawem, zanim zacząłem formować jakieś wnioski, spędziłem z elektroniką ładnych kilkanaście dni, zmieniając odtwarzany repertuar muzyczny. W międzyczasie poznawałem możliwości wpływu wielu ustawień, jakie oferuje ten zestaw – od wzmocnienia sygnału wychodzącego z kompaktu i przedwzmacniacza, przez użycie filtra obrabiającego sygnał w cedeku, po zmniejszenie oddawanej mocy samych końcówek z 220 na 140 Watt. Ta mnogość kalibracji stawia bohaterów na bardzo uprzywilejowanej pozycji, gdyż będąc kameleonem, jest w stanie sprostać bardzo wielu potrzebom potencjalnego nabywcy, co postaram się wyłożyć w dalszej części tekstu. Zacznę jednak od samej, na szczęście trafionej przez dystrybutora synergicznej konfiguracji, co mogłem zaobserwować dzięki chwilowym występom części mojej elektroniki – dzielony odtwarzacz kompaktowy i przedwzmacniacz liniowy. To doświadczenie pokazało, że nawet na tak wysokich pułapach cenowych odpowiednie zgranie komponentów jest niezwykle istotne. Nie da się iść na skróty twierdząc – jak drogie to musi zagrać ze sobą od pierwszego „strzału”, tylko podlega standardowym zasadom. Zestaw Reimyo mimo nastawienia na lekko podkolorowane granie jest bardzo rozdzielczy i stoi raczej po neutralnej stronie, co później powinno zostać uzupełnione firmowym okablowaniem i kolumnami. Niestety w połączeniu z setem testowym mimo zastosowania kilku kabli ze stajni Harmonix’a, wyczuwalne było zdecydowane odchudzenie przekazu muzycznego. Lampowe monobloki Octave, wbrew przyjętym stereotypom związanym ze szklanymi bańkami, to żywo i dynamicznie grające bestie. Do tego dość frywolnie obsługiwane przez kolumny Chario wysokie tony, bez niezbędnego wypełnienia potrafiły czasem zasygnalizować mnogość sybilantów w słuchanej realizacji. Na szczęście dostarczony odtwarzacz Ayon’a sprostał zapotrzebowaniu na masę i dopiero wówczas zacząłem cieszyć się dobiegającą z kolumn muzyką. A jakie atuty pokazał tytułowy zestaw marzeń? Otóż było to tak.
Wciśnięcie przycisku „Play” na pilocie zaprasza słuchacza na bardzo ciekawy spektakl muzyczny. Docelowe, prawie nieograniczone warunkami lokalowymi ustawienie kolumn (odległości od ścian bocznych i tylnej) pozwoliło na wygenerowanie obszernej, zarezerwowanej tylko dla bardzo dobrych konstrukcji wirtualnej rzeczywistości. Napowietrzenie, głębokość i szerokość to górna półka tego aspektu. Oczywiście musiałem powalczyć z dogięciem, co również zaleca producent, ale proces ten nie był szczególnie uciążliwy. Reszta należała do elektroniki. A ta pokazywała, że dobrze dogaduje się z przetwornikami. Próbując opisać poszczególne pasma, to według moich kryteriów bas swą twardością i konturem był niezagrożonym punktem przetargowym. Średnica i góra w wartościach ogólnych również pokazywała, że aspiruje do żądanej półki cenowej. Nic tylko zasiąść w fotelu i słuchać. Każda płyta dawała wiele pozytywnych wrażeń, ale niosła ze sobą również jakieś drobne „piki” o „niedociągnięciach” – przynajmniej w moim odczuciu – pamiętajcie, że jestem fanem barwy. Nie były to bardzo inwazyjne braki, gdyż dobrze zrealizowane płyty takie jak „Monteverdi” w wykonaniu Michela Godarda, czy małe składy jazzowe z wytwórni ECM, bezproblemowo angażowały mnie swymi walorami realizacyjnymi. Płyta Godarda to kwintesencja audiofilskiego postrzegania muzyki. Zgrana na setkę w warunkach klasztornych, czerpała pełnymi garściami z tamtejszej akustyki, precyzyjnie rozplanowując muzyków na prawdziwej podczas rejestracji scenie, co idealnie usłyszałem pomiędzy stojącymi w moim domu kolumnami. Jazz również wypadał bardzo spektakularnie – przypominam o walorach budowania głębi, ale tutaj czasami dawało się wychwycić lekką zwiewność instrumentów opartych o pudło rezonansowe – kontrabas, skrzypce. Niestety krążki z masowych – niezauważających potrzeb audiofila – tłoczni, pokazywały to jeszcze bardziej i wtedy zastosowałem dostępny w menu odtwarzacza filtr obrabiający sygnał. Po zaprzęgnięciu do pracy wspomnianego filtra, ponowna dawka materiału płytowego przebiegała w zdecydowanie lepszej barwie, nawet gdy w napędzie lądowały wymagające podbudowy średnich częstotliwości płyty z wokalistyką. Joun Sun Nah czy Cassandra Wilson. Obie panie bez problemu czarowały swoimi zniewalającymi balladami, nawet, gdy ze względu na bliskość mikrofonu od ust, prezentowały szlachetne migdałki. Przesłuchując kolejne partie srebrnych krążków, próbowałem przywołać uzyskane z referencyjnym Reimyo wzorce i moja niespokojna, ale również marudna dusza nadal miała pewne zarzuty natury barwowej. Jest bardzo dobrze, ale pewnie da się lepiej – myślałem w duchu. Wiedząc o dodatkowych możliwościach wzmocnienia Octave – zmniejszenie oddawanej mocy, spróbowałem zmusić ją do cięższej pracy. Utrata 80 Watt powinna jakoś wpłynąć na synergię wzmacniacz- kolumny, a przekonawszy się w swej drodze audiofila, że spadek mocy skutkuje zwiększeniem nasycenia, spróbowałem tego „myku”. Nie był to pokaz ogólnodostępny dla szerokiego grona marudnych audiofilów, tylko próba znalezienia najlepszych walorów zestawu, więc nic nie traciłem. Muszę się przyznać, że ten ruch podyktowany był reakcją na lekko skrzywioną minę Marcina, podczas jego pierwszego podejścia do odsłuchów. Wcześniej nie wpadłem na ten pomysł, ale człowiek stojąc w obliczu nagłej potrzeby, jest w stanie uczynić niemożliwe. To był rzut na taśmę, ale udało się i tak ustawiony zestaw zostawiłem do końca wizyty u mnie. Tutaj muszę wspomnieć, że wszystkie manewry w kierunku naprężenia muskułów w kierunku nasycenia dźwięku, lekko ingerowały w rysunek źródeł pozornych, zmieniając przybór z dobrze zatemperowanego ołówka na cienki pędzelek, na szczęście bez popadania w nieczytelne plamy, czy rozlanie się basu niczym gorąca lawa wulkaniczna. Było grubiej, ale mieściło się w ogólnie przyjętych normach. Nie wiem czy jeszcze pamiętacie – to koszt przydługiego wstępu, wspominałem o drobnej nonszalancji w traktowaniu górnego zakresu przez kolumny, co na początku zbyt często dawało o sobie znać. Jednak każdorazowe dotknięcie średnicy zmieniało postrzeganie wysokich tonów równoważąc tym korelację wszystkich zakresów. Nie odbywało się to kosztem otwarcia i swobody, tylko ukulturalniało ich jakość, wprowadzając większy spokój w reprodukcji. Na koniec tego fajnego, bo okraszonego kilkoma wcieleniami zestawu z Krakowa wspólnie spędzonego czasu, na czytnik laserowy położyłem kompilację nieżyjącej już niestety Mercedes Sossy z jej „Mszą Kreolską”. Maksymalnie wyżyłowany barwowo austriacko – niemiecko – włoski komplet, dał pełen realizmu koncert. Gradacja planów, wyrazisty głos artystki i świetnie współbrzmiący, stojący sporo za nią chór, pokazały największe zalety testowanej elektroniki. Mimo całkowicie różnych rodowodów, zaproponowany komplet bardzo dobrze współgrał ze sobą, dając wiele radości. Według mnie warto spróbować takiej kombinacji z bardzo prostego powodu. Jakiego? Przecież cały czas starałem się to pokazać, ale jeśli ktoś potrzebuje przypomnienia, to służę. Od pierwszego momentu – pomijając gościnne występy moich urządzeń, dźwięk był wysokiej próby i tylko fakt mojego codziennego obycia z wyższą półką pozwalał na próbę odkrycia większych pokładów jakości. Nabywca dopiero kroczący ku nirwanie nie będzie miał opisanych problemów, traktując wszystkie dodatkowe funkcje, jako wartość dodaną. Dostarczony zestaw to bardzo ciekawie dobrany, mogący zadowolić wielu melomanów zestaw audio. Dlatego jeśli ktoś jest na etapie wymiany całości toru audio, powinien zakosztować takiego mariażu i jeśli nawet nie nawiąże się pomiędzy Wami nić porozumienia, będziecie tak jak ja bogatsi o nowe doświadczenia.
Spojrzenie subiektywne.
Zdecydowałem się na oddzielenie swoich preferencji od usłyszanego opisu osobnymi akapitami, gdyż już na wstępie wspominałem o sporych kosztach, przy uzyskiwaniu lepszej jakości. A czy można lepiej? Jasne, że można. W jakich dziedzinach? Proszę bardzo. Pierwszym, będącym moim konikiem aspektem są wysokie tony. Tutaj od początku miałem do nich lekkie „ale”, jednak w kontekście jakości do moich Brav’o, gdzie nawet niechcące muśnięcie talerzy mieni się milionem iskierek, czego kopułka Chario nie była w stanie zapewnić – przynajmniej w tej aplikacji. Innym tematem, gdzie widzę odejście od moich oczekiwań, jest konturowość grania przy odpowiednim nasyceniu i dociążeniu średnicy. Solowe popisy kontrabasisty powinny być pełną paletą informacji o zaangażowaniu puda rezonansowego jak i poszczególnych strun w feerię wydawałoby się chaotycznych, ale posiadających swój początek i koniec szarpnięć. To wyższa szkoła jazdy, ale możliwa do osiągnięcia. Myślę, że wystarczy tych przykładów na podniesienie realizmu podczas słuchania muzyki. Czasem jest to przerysowane w stosunku do rzeczywistości, ale we wstępie pisałem o naszych często bardzo wyimaginowanych poziomach jakości, a mój wygląda właśnie tak. Myślę, że zdroworozsądkowo podchodzący do mojego testu dystrybutor przyzna mi rację i nie będzie to ostatni zestaw, jaki zaproponuje, gdyż zapowiedziałem, iż wiąże się to ze sporym przyrostem ceny. Wiem również, że takie spełniające moje oczekiwania perełki posiada w dystrybucji. Choćby zestaw Ayon’a grający na jesiennej wystawie Audio Show. Dlatego może kiedyś i ten wpadnie do mnie na małe co nie co. Kto wie?
Ps. Życie jest jednak przewrotnie, a właściciele salonów audio bardzo dbający o wizerunek swojej marki, dlatego, gdy już wszystko teoretycznie dobiegło końca, zapadła decyzja o uzupełnieniu systemu o źródło pod postacią gramofonu Transrotor ZET 3 z dwoma ramionami SME 9 i 12 cali uzbrojonymi we wkładki Zyxa, oraz ujednoliceniu okablowania, które w pierwszych dniach słuchania było lekkim misz-maszem. Wyliczankę z dużą dozą pewności zrobi Marcin, dlatego ja skupię się tylko na wspomnieniu zmian na plus, po zastosowaniu ZET – trójki, topowych sieciówek Acrolinka, dodatkowej wysokiej głośnikówki Siltecha, listwy zasilającej i firmowego stolika, docelowo zalewanego u klienta olejem. Oczywiście nie były to zmiany w stylu walec drogowy, ale czuć było w całości przekazu zwiększenie namacalności poprzez dociążenie źródeł pozornych i ich gładkości, o które cały czas się czepiałem. Tak tak, czepiałem, gdyż idąc drogą poszukiwacza nirwany do góry, przeskok z dolnego szczebelka, nie pozwoli na jakiekolwiek marudzenie, gdzie tymczasem ja musiałem o ten rzeczony szczebelek zejść niżej. Niemniej jednak, jak to zwykle bywa, drapak bardzo często determinuje postrzeganie całości kompletu grającego, co stało się i tym razem. Doszło do tego, że gdy Marcin pojechał do domu, ja zwiększyłem wzmocnienie do początkowego, gdyż gładkość dźwięku, źródła analogowego, bezproblemowo pozwalała na taki ruch. Tak prawdę powiedziawszy, dzięki tym ostatnim doszlifowującym całość zmianom dostarczone klocki zaprezentowały zdecydowanie inny poziom grania. A może, to tylko moje sfiksowanie na punkcie winylu, tak ukierunkowało postrzeganie drugiego podejścia. Niemniej jednak start od początku ze szlifierką, prawdopodobnie nie pozwoliłby na pokazanie tylu możliwości dopasowywania dźwięku do swoich preferencji, co mogłoby umonotonnić cały test. A tak mamy rasowego wilka w owczej skórze, który dopiero podczas osobistego kontaktu wyłoży kawę na ławę.
Epilog.
Zawsze wspominam o bardzo dużym czynniku ludzkim w postrzeganiu jakości dźwięku. Dlatego na koniec przytoczę anegdotę, będącą faktem autentycznym, a która usprawiedliwi moje notoryczne przypominanie o podstawowych zasadach ograniczonego zaufania do recenzentów. Gdy przez cały czas odsłuchu, razem z Marcinem szukaliśmy złotego środka do uzyskania synergii pomiędzy ilością informacji dobiegających z kolumn, a ich ciężarem barwowym i cały czas coś nam doskwierało, przypomniałem sobie wizytę mojego znajomego, rozpoczynającą cały proces oceny wartości sonicznych. Wizytujący, jako pierwszy moje progi kolega, próbując zebrać w całość swoje myśli po kilkupłytowej serii, stwierdził, że dla niego zbyt mało dzieje się w górze pasma. Ja teoretycznie też stawiam na ilość informacji, jednak nasze całkowicie różne postrzeganie ich natężenia i jakości, starałem się wytłumaczyć poziomem wtajemniczenia, które jest pochodną obcowania na co dzień z odpowiednim zestawem referencyjnym. Jednak przez szacunek dla ludzi, nie negowałem całkowicie jego punktu widzenia, tylko starałem się przedstawić mój sposób postrzegania tego aspektu. Czy skorzystał, zapytam przy najbliższej okazji, ale z takim przekonaniem opowiadał o swoich wrażeniach, że chyba nie. Nic to, mówi się trudno.
Jacek Pazio
Opinia 2
Z pomysłem testu kompletnego systemu skonfigurowanego wyłącznie, bądź w znacznej części z urządzeń i akcesoriów dostępnych w ofercie danego dystrybutora nosiliśmy się już od dawna. Pierwszym impulsem do tego typu odsłuchów był moment dostarczenia jubileuszowego systemu Accuphase, jednak ze względu na dość ograniczone wtenczas warunki lokalowe nie zdecydowaliśmy się do topowej japońskiej elektroniki dobierać odpowiednich kolumn. Całe szczęście będąc osobnikami nad wyraz upartymi cały czas szukaliśmy dróg rozwoju pozwalających osiągnąć wyznaczony cel, co w rezultacie zaowocowało … nowym, dedykowanym wyłącznie celom odsłuchowym pomieszczeniem o powierzchni ok. 35 m2 i wysokości 3,30 m. Gdy tylko uzyskaliśmy zgodę Najwyższej Instancji (gorące podziękowania dla Małżonki Jacka, która do tego lokum miała całkowicie inne plany) reszta poszła niemalże jak z płatka. Skuteczna, acz nieinwazyjna pod względem wizualnym adaptacja akustyczna, poprowadzona prosto z tablicy linia zasilająca i … mogliśmy zaczynać.
Oczywiście, jak to w fazie startowej bywa niektóre „drobiazgi” wychodzą dopiero podczas prozy codziennych obowiązków. Pierwszą rzeczą, której zawczasu nie przygotowaliśmy, był adekwatny do profilu pomieszczenia mebel, co spowodowało, iż pierwsze, wyznaczające dalsze kierunki rozwoju odsłuchy prowadziliśmy na stoliku pochodzącym z dość popularnej (skandynawskiej) sieci. Całe szczęście cały czas prowadziliśmy rozmowy z firmą Audio Philar, która była gotowa potraktować nasze pomieszczenie, jako swoisty poligon doświadczalny dla swoich wyrobów. Tym oto sposobem już kilka dni po pojawieniu się u nas oficjalnie inaugurującego rozpoczęcie działalności OPOSa (Oficjalnego Pokoju Odsłuchowego Soundrebels) systemu dostarczonego przez krakowski Eter Audio mogliśmy całość ustawić na cieszącym oczy i uszy czarno – białym audio-mebelku.
Od razu na początku chciałbym nadmienić, iż jest to jak na razie największy i najpoważniejszy projekt, z jakim przyszło nam się zmierzyć. Nie chodzi jednak o tak prozaiczne aspekty, jak wagę, czy też cenę, lecz o czasochłonność, ilość kombinacji, prób i pewnie też sprawdzenie własnych, oraz dystrybutora granic wytrzymałości nerwowej. Aby przybliżyć Państwu złożoność tematu napiszę tylko, że wszelkiego rodzaju zmiany konfiguracji, ustawień i finalnej kalibracji całości zajęły nam lekko licząc … blisko dwa miesiące. Przez ten okres system ewoluował na tyle znacząco, że pierwsze, poczynione przez nas obserwacje z perspektywy czasu mogłyby wydawać się mocno nieaktualne, gdyby nie to, iż to właśnie one wyznaczały poziom startowy, od którego cała ta szalona zabawa się zaczęła. W telegraficznym skrócie, dla osób zainteresowanych głównie aspektem czysto sprzętowym a nie brzmieniowym wyglądało to następująco. W pierwszej transzy dotarły do nas:
– lampowy przedwzmacniacz liniowy Octave HP 500SE Limited Edition
– lampowe monobloki Octave MRE 220
– kolumny Chario Academy Sovran
– okablowanie: przewody głośnikowe Siltech 25th Classic Anniversary 770L G7, interkonekt Siltech 25th Classic Anniversary 770i G7, dwa przewody zasilające Siltech 25th Classic Anniversary SPX-800
O walorach natury estetycznej zdążył wypowiedzieć się już całkiem obszernie Jacek, więc ja Państwa tymi detalami zamęczać nie będę nadmieniając tylko, iż kunszt stolarki kolumn Chario w bezpośrednim kontakcie organoleptycznym był po prostu porażający. Nawet gdyby te kolumny, oczywiście czysto hipotetycznie, zagrały jak ostatnie nieszczęście byłbym w stanie zrozumieć osoby, które kupiłyby je wyłącznie ze względu na wygląd.
Jak sami Państwo widzą w powyższym zestawieniu brakowało nie tylko firmowego źródła, ale również paru kabelków, dzięki którym można byłoby to wszystko sensownie spiąć w wydającą jakiekolwiek dźwięki całość. Sięgnęliśmy zatem do naszych zasobów i do sekcji średnio – wysokotonowej Chario poprowadziliśmy sygnał włoskimi przewodami Shinpy Big Bang, jako źródło wykorzystaliśmy dzielony CD Reimyo a brakujące zasilanie i połączenia sygnałowe zapewniły dyżurne Harmonixy. O tymczasowym szwedzkim stoliku wspominałem już wcześniej. Zanim jednak zdążyliśmy wszystko na spokojnie porozstawiać i rozpocząć żmudny proces wygrzewania dotarł do nas Nad wyraz bogato wyposażony we wszelakiej maści wejścia Ayon CD-3SX.
Osiągnięty efekt soniczny niespecjalnie nas porwał, gdyż pierwszy kontakt z poleconym przez krakowskich specjalistów systemem można było określić mianem chłodnej uprzejmości. Niby wszystko było OK, ale umówmy się – na tym poziomie cenowym OK, nie jest powodem do dumy. Dźwięk był zdecydowanie zbyt analityczny i zbyt szorstki jak na moje ucho. Poza tym sporo zastrzeżeń miałem do kultury najwyższych składowych, które zdecydowanie odbiegały od obłędnej szaty wzorniczej Chario. Nasuwało się zatem pytanie gdzie leży problem, bądź jak kto woli gdzie należy szukać winowajcy. Całe szczęście sytuacja wyjaśniła się sama i po kilku godzinach od włączenia urządzeń całość nabrała zdecydowanie bardziej wysublimowanej formy. Dodatkowo swoje trzy grosze dorzucił wybór filtra w Ayonie. Zmiana z defaultowej 1-ki na 2-kę zaowocowała zdecydowaną poprawą barwy, nasycenia i tzw. krągłości. O ile wcześniej przekaz był ukierunkowany na detal i niuanse, to po wygrzaniu i dopieszczeniu systemu nie tylko na Soyce („W Hołdzie Mistrzowi”), ale i mocno osadzonej w rockowych klimatach ścieżce dźwiękowej z pierwszych czterech sezonów „Sons of Anarchy”, zabrzmiał nad wyraz angażująco. Może w najbardziej surowych fragmentach („Slip Kid”) można było jeszcze trochę podciągnąć klimat lampowym dopaleniem średnicy, ale Octave zawsze stawiało na transparentność czarowanie barwą pozostawiając reszcie toru i … Konkurencji. Kolejnym krokiem było zmniejszenie mocy oddawanej przez końcówki. Sovran w końcu nie są aż tak trudne do napędzenia, więc „zaledwie” 140W z kwadry KT120 na kanał okazało się w zupełności wystarczające a dźwięk stracił trochę z ofensywności na rzecz barwy i wypełnienia. Sęk w tym, że my nastawiliśmy się na system marzeń a nie osiąganie akceptowalnych, jak na nasze (wyżyłowane) standardy poziomów jakości.
Podczas przeprowadzonej błyskawicznej burzy mózgów (wbrew panującym opiniom recenzenci audio w takowe narządy są wyposażeni) uznaliśmy z Jackiem, że „koszerność” dystrybucyjna dostarczonego systemu to jedno a zdrowy rozsądek i chęć wyciśnięcia z dostarczonej elektroniki całego, drzemiącego w niej potencjału to drugie. W związku z powyższym głośnikowe Siltechy i Shinpy wróciły do pudełek a ich miejsce zajęły monstrualne Acoustic Zen Double Barrel. Dodatkowo do końcówek prąd poprowadziły Acoustic Zen Gargantua II a ze źródła sygnał przesyłał Acoustic Zen Absolute Copper. W międzyczasie pojawił się również stylowy stolik audio Philar, który z pewnością poprawił nam samopoczucie (o komforcie psychicznym elektroniki nie wspominając), lecz o ile wystarczyłby większości użytkowników, to u nas CD Ayona finalnie wylądował na dodatkowej platformie Audio Philar Double Mode.
W efekcie powyższych zmian dźwięk systemu nabrał rozmachu i wypełnienia nie tracąc zbyt wiele ze wspominanej konturowości oraz selektywności. Wystarczyło posłuchać „Bird on Wire”(„ Songs of Anarchy: Music from Sons of Anarchy Seasons 1–4”), gdzie precyzja zdjęcia perkusji, delikatne „mlaśnięcia” Katey Sagal i łkająca w tle gitara zapewniały równie audiofilskie a przy tym o niebo przyjemniejsze doznania, aniżeli na prosektoryjnie wycyzelowanych realizacjach np. Anny Marii Jopek. Oczywiście uzyskany efekt miał też swoje zdecydowanie mniej łaskawe oblicze i jeśli tylko materiał źródłowy cierpiał na podkreślone sybilanty to słuchacz cierpiał co najmniej tak samo jakby siedział na fotelu dentystycznym a korzystając z pakietu NFZ nie mógł liczyć na znieczulenie. Cudów nie ma – na tym pułapie każde niedociągnięcie, również te popełnione po stronie realizatora, jest słyszalne i już.
Prezentowany system miał ponadto jedną, ponadprzeciętną cechę – porażał przestrzenią. Pogłos, niesamowicie naturalna propagacja dźwięków w pomieszczeniach, w których dokonano nagrań była oddawania z niezwykłą wiernością i jeśli tylko realizator miał taki zamysł potrafiła wysuwać się na pierwszy plan. Dzięki temu precyzja w kreśleniu źródeł pozornych, stabilność sceny i gradacja planów zasługiwały tylko i wyłącznie na superlatywy. Dodając do tego oczywistą wierność w pozycjonowaniu źródeł pod względem ich wysokości temat trójwymiarowości i holografii możemy uznać za kompletny.
Obserwacje dotyczące fenomenalnej ekstrakcji umykających do tej pory detali potwierdził odsłuch „… tales” Jorgosa Skoliasa i Bogdana Hołowni. Na „Little Wing” oprócz niezwykle dokładnego oddania artykulacji fortepianu z łatwością można było usłyszeć ruch samych muzyków i związane z tym szmery, szelest materiału i wszelkiej maści tzw. plankton, którego nie odfiltrowano podczas postprocesu. W porównaniu do wcześniejszej propozycji Etera system brzmiał zdecydowanie bliżej prawdy, nie czarował tak, jak Accuphase’y operując w zupełnie innej estetyce dźwięku.
Zadziwiająco sympatycznie wypadła, nieszczędząca przecież sybilantów Hanna Banaszak („Live – w Studiu Koncertowym im. W. Lutosławskiego”). System oddał realizm koncertowego nagrania na szczęście powstrzymując się od podkreślania wszelkiego rodzaju syknięć i szeleszczeń. Na „The Children of Sanchez” z łatwością można było podziwiać skalę głosu i mistrzostwo w jej posługiwaniu się wokalistki. Za to z natury ciemne „Adagio” Karajana, którego przekaz w pierwszej inkarnacji z elektroniką Octave w roli głównej wypadł zaskakująco zwiewnie i eterycznie, po naszych roszadach kablowych wrócił do normy oferując gęste i homogeniczne niczym wyborny mascarpone cechy. Podobnie było na Griegu – „Aase’s Death”, gdzie wcześniej akcent został położony na wyższe partie smyczków, przez co całość zabrzmiała bardziej płaczliwie a po zmianach minorowy nastrój utworu podkreślała gęsta i niemalże duszna atmosfera średnicy opartej na solidnych basowych fundamentach.
O swojej samowoli i osiągniętym w ten sposób bezdyskusyjnym progresie w stosunku do wersji pierwotnej nie omieszkaliśmy oczywiście poinformować dystrybutora, który naszą (mamy nadzieję) konstruktywną krytykę przyjął z uwagą i stoickim spokojem, po czym poprosił o kilka dni cierpliwości, które zostały nagrodzone dostawą ….:
– phonostage’a Octave Phono Module
– kabli głośnikowych Siltech Royal Signature King
– trzech przewodów zasilających Acrolink 7N-PC9500
– listwy Acoustic Revive RTP-4EU z tzw. “grzechotką”, czyli filtrem Acoustic Revive AC RAS-14 i przewodem Acoustic Revive Power Reference
– stolika Base Audio Base VI.
– podstawek pod kable Acoustic Revive RCI-3H
Prawdę powiedziawszy takiego obrotu sprawy się nie spodziewaliśmy, jednak gdy tylko ochłonęliśmy po pierwszym szoku, wzięliśmy się ostro do roboty a mając na stanie, pochodzący również z krakowskiej dystrybucji i od dłuższego czasu równolegle przeze mnie testowany, dwusilnikowy gramofon Transrotor Zet-3 z dwoma ramionami uzbrojonymi w rewelacyjne wkładki Zyxa (mono i stereo) pożegnaliśmy cyfrowe źródło Ayona zastępując je wspomnianym akrylowym monstrum. Kingi „poszły” na średnicę i górę pasma w Chario, Acrolinki odpowiednio dopieściły dzieloną amplifikację Octave a „budżetowe” Siltechy zatroszczyły się o sekcję basową włoskich kolumn, oraz zasilanie phonostage’a i gramofonu.
Kilkanaście godzin przeznaczonych na „ułożenie się” całości, akomodację dopiero co przybyłych elementów było konieczne, choć muszę przyznać, że szczerze zazdrościłem Jackowi możliwości zaglądania od czasu do czasu do OPOSa. Jednak co się odwlecze to nie uciecze. Kiedy dotarłem do Jacka już po jego minie widziałem, że wreszcie odpuścił mu stres związany z nie do końca spełniającym jego (moje z resztą też) kanony piękna dźwiękiem recenzowanego zestawu, co dobrze wróżyło na najbliższą przyszłość i nie myliłem się. Już pierwsze takty wskazywały na daleko idące ucywilizowanie przekazu. Całość nabrała nieobecnej do tej pory soczystości barw, których głębia po prostu musiała się podobać. Delikatne odstępstwo od laserowej precyzji, z jaką wcześniej rysowane były źródła pozorne zrekompensowane zostało homogenicznością i gładkością całego pasma. To, co poprzednio mogło wydawać się zbyt wyostrzone, czy nawet w pewnym sensie kanciaste stawało się bardziej ludzkie, organiczne. Chłodna analityczność, uzupełniona krwistą, żywą tkanką dała adekwatny do oczekiwanej za testowany system ceny iście high – endowy dźwięk. Dźwięk na tyle szlachetny, że można go było jedynie rozpatrywać w kategorii podoba się / nie podoba a nie lepszy / gorszy, gdyż wyciągane wnioski opierały się głównie na naszych osobistych preferencjach i przyzwyczajeniach a nie ewentualnych mankamentach omawianego przedmiotu dyskusji. Gradacja, różnicowanie jakości słuchanych nagrań było na bezdyskusyjnie wysokim poziomie, jednak nawet starsze, również monofoniczne albumy czarowały autentycznością i wielopoziomowością zapisanych na nich emocji. Powiem więcej. Dopiero z Kingami wpiętymi w sekcję średnio – wysokotonową Chario mogłem zgodzić się z Carlo Vicenzetto, z którym dane mi było podczas ostatniego High Endu w Monachium rozmawiać ponad godzinę, że zaimplementowany w Sovranach tweeter może pochwalić się ponadprzeciętną detalicznością przy zachowaniu wręcz wzorcowej, krystalicznej czystości. Problem w tym, że aby wspomniany efekt osiągnąć należy wyzbyć się wszelakich myśli o zaoszczędzeniu paru złotych na „prawie” tak dobry przewód jak ten, który może pozwolić przetwornikowi „zabłysnąć”. Po prostu w tym przypadku „prawie” oznacza różnicę w efekcie końcowym podobną do różnicy (sięgając do klasyki rocka) pomiędzy destynacją „Highway to Hell” AC/DC a „Stairway To Heaven” Led Zeppelin.
O ile niejako rozpoczynający serię systemów marzeń set Accuphase zaczarował nas swoją niesamowitą muzykalnością i nieprzyzwoicie przesaturowaną barwą, o tyle niniejszy zestaw pokazał zdecydowanie bardziej wyważone oblicze High-Endu. Oblicze, które poprzez bezkompromisowy dobór okablowania, czy dodatkowych akcesoriów można w całkiem sporym zakresie kształtować, lecz efekt finalny będzie zależał wyłącznie od naszego uporu, posiadanej wiedzy i … zasobności portfela. Dobrą stroną takiej bezkompromisowości jest niezwykła prawdomówność i bezpośredniość, z jaką elektronika Octave potrafi nam zasygnalizować, czy z danej mąki będzie chleb, czy lepiej się nie męczyć i skierować poszukiwania upragnionej audiofilskiej nirwany w innym kierunku. Jeśli tylko jesteście Państwo w stanie podjąć takie wyzwanie nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć szczęścia w cichości serca licząc, że choć część opisanych powyżej (subiektywnych) obserwacji okaże się pomocna i skróci drogę ku upragnionej nirwanie.
Marcin Olszewski
Dystrybucja: Nautilus
Ceny:
Ayon CD-3SX: 26 900 PLN; 29 900 PLN – Edycja specjalna na lampach 6H30DR NOS
Octave HP 500SE Limited Edition: 29 900 PLN
Octave MRE 220: 69 000 PLN (para)
Octave Phono Module: 15 900 PLN
Transrotor Zet3: ok. 56 000 PLN (dwa silniki, dwa ramiona, Konstant M2 Reference, etc.)
Chario Academy Sovran: 49 900 PLN
Siltech 25th Classic Anniversary 770 i: 1m – 6 890 PLN; 1,5m – 9 490 PLN; 2m – 12 090 PLN
Siltech 25th Classic Anniversary 770 L: 2m – 15 490 PLN; 2,5m – 18 190 PLN; 3m – 20 790 PLN
Siltech 25th Classic Anniversary SPX-800: 1,5m – 2 890 PLN; 2m – 3 590 zł
Siltech Royal Signature King: 2m – 10 669 €; 2,5m – 13 089 €; 3m – 15 289 €
Listwa Acoustic Revive RTP-4EU – 14 900 PLN
Podstawki pod kable głośnikowe oraz zasilające Acoustic Revive RCI-3H: 790 PLN/szt
Przewód zasilający Acoustic Revive Power Reference: 1,5m – 3 590 PLN; 2m – 4 390 PLN
Filtr sieciowy Acoustic Revive AC RAS-14: 3 490 PLN
Przewód zasilający Acrolink 7N-PC9500: 1,5m – 19 900 PLN
System wykorzystywany w teście, to kompletny zestaw firmy Combak Corporation
Elektronika Reimyo:
– dzielony odtwarzacz Cd: CDT – 777 + DAP – 999 EX
– przedwzmacniacz lampowy: CAT – 777 MK II
– tranzystorowa końcówka mocy: KAP – 777
Kolumny: Bravo Consequence+
Kable zasilające: Harmonix X-DC 350M2R Improved Version
Kable głośnikowe: Harmonix HS 101-EXQ (sekcja średnio-wysokotonowa), Harmonix HS 101-SLC (sek
cja niskotonowa)
IC RCA: Harmonix HS 101-GP
IC cyfrowy: Harmonix HS 102
Stolik: Rogoz Audio
Akcesoria:
– antywibracyjne: stopy pod końcówkę mocy Harmonix TU 505EX, platforma antywibracyjna Acoustic Revive RST-38H, Audio Philar Double Mode
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– akustyczne: Harmonix Room Tuning Mini Disk RFA-80i
Tor analogowy:
– gramofon:
napęd: Dr. Feickert Analogue „Twin”
ramię: SME V
wkładka: Dynavector XX-2 MKII
– przedwzmacniacz gramofonowy RCM „THERIAA”
Witamy. Będąc starymi i zmanierowanymi audiofilami (niczym Statler and Waldorf z „The Muppet Show”) ukrywamy się za fasadą młodego audiofilskiego portalu / magazynu internetowego. Oczywiście nie jesteśmy aż tak wredni, gdyż muzykę kochamy zdecydowanie mocniej, aniżeli posiadane „zabawki” Hi-Fi i dzięki uprzejmości Naimlabel.pl mamy możliwość zadania Tobie kilku pytań. Zaczynajmy zatem.
M.O: Zostałeś okrzyknięty „Jimim Hendrixem gitary akustycznej”, co jest niewątpliwie bardzo miłe, lecz … ciągle żyjesz. Jak to jest być chodzącą legendą?
Antonio Forcione: Nie chciałbym uchodzić za bezczelnego określając się mianem „żywej legendy”, ale bardzo mi to schlebia. Do tego, co robię podchodzę z pasją, co publiczność jest w stanie docenić a dziennikarze opisać! Wszelkie skojarzenia z Jimmym Hendrixem to dla mnie oczywisty zaszczyt.
JP: Moja fascynacja muzyką, a zwłaszcza jakością jej reprodukcji w systemach Hi-Fi rozpoczęła się bardzo wcześnie, lecz dopiero spotkanie z Naimem, który nie tylko produkuje sprzęt audio, ale również zajmuje się produkcją muzyczną, zaowocowało w pełni świadomym podejściem do tego tematu. Proszę nam opowiedzieć o swoich początkach z Naim Label.
AF: Paul Stephenson usłyszał moją płytę CD „Acoustic Revenge” nagraną na taśmie analogowej (pod marką Inspiration) i razem z Julianem Vereker’em skontaktowali się ze mną, gdyż byli bardzo zainteresowani pozyskaniem mnie do swojej „stajni”. Spotkaliśmy się, z łatwością znaleźliśmy wspólny język i tak zrodziło się zarówno „Dedicato”, jak i wiele innych projektów, włączając w to reedycję „Acoustic Revenge”.
MO: Od 1993r. („Acoustic Revenge”) nagrywasz wyłącznie dla Naima, choć oczywiście grywasz z muzykami wydającymi dla największych wydawnictw. Zauważyłeś może jakieś różnice pomiędzy ich, a swoim punktem widzenia efektu finalnego? Mówię o Twojej nad wyraz komfortowej sytuacji, gdyż masz świadomość, iż „docelowa grupa odbiorców” Naim Label jest w większości przypadków nie tylko lepiej wyedukowana muzycznie, lecz również lepiej wyposażona w systemy klasy Hi-fi i High-End, aniżeli przeciętny słuchacz.
AF: Można powiedzieć, że „zrealizowałem/wyprodukowałem” niemalże wszystkie swoje albumy, włącznie z tymi, na których gościłem wielu wspaniałych artystów. Jestem bardzo drobiazgowy, jeśli chodzi o jakość dźwięku a dodając do tego zrozumienie mojego sposobu tworzenia przez ekipę z Naima pozwala nam osiągnąć jakość dźwięku, do której z założenia dążymy.
JP: A jak wygląda kwestia uzgodnień repertuarowych, masz wolna rękę, czy też jest to kompromis pomiędzy Twoją artystyczną wizją i komercyjnym punktem widzenia Naim Label?
AF: Najwspanialsze w Naimie było to, że dali mi praktycznie wolną rękę rozumiejąc, jak ważna jest dla mnie uczciwość/autentyczność artystyczna i konsekwentnie przy mnie trwali. Nie nagrywałbym u nikogo, kto nie dałby mi takiej artystycznej swobody. Sądzę, że po moim pierwszym albumie – „Dedicato”, który świetnie się sprzedawał ludzie z Naima mogli mi zaufać, co zaowocowało świetnymi relacjami między nami.
JP: Śledząc Twoją dyskografię, daje się zauważyć, zarówno wyciąganie pomocnej dłoni do młodych artystów (np. Sabina Sciubba – „Meet Me in London”), jak i swobodę we współpracy z największymi gwiazdami (Charlie Haden – „Heartplay”). Jak wygląda strona techniczna takich projektów, jakie są różnice przy próbach nawiązania odpowiedniego porozumienia- feelingu?
AF: Przede wszystkim chodzi o pewne „pokrewieństwo dusz” pomiędzy artystami, którzy decydują się wspólnie pracować, zasugerowałem, więc Sabinę Sciubbę Naimowi, gdyż jest wielką artystka i wspaniałą osoba. Charlie Haden był za to artystą, którego zawsze szanowałem i kiedy amerykański dystrybutor Naima – Ken Christianson, zaproponował naszą wspólny projekt poczułem się niezwykle zaszczycony.
JP: Z uwagi na profil portalu Soundrebels, staramy się promować wysoką jakość realizacji i w związku z powyższym chcielibyśmy spytać o Twój wpływ na finalna wersję swoich albumów. Chodzi konkretnie o to, czy ludzie za konsoletą mają wiedzę i świadomość wszystkich niuansów i emocji, które starasz się przekazywać słuchaczom? Musisz zwracać im uwagę na tego typu detale, czy może wystarczy jedno spojrzenie przez szybę Was oddzielającą?
AF: Prawdę powiedziawszy wchodząc do studia mam już na tyle jasno skrystalizowaną wizję tego, co chcę osiągnąć i na tyle blisko jestem realizatorów dźwięku, że czasami doprowadzam ich do szału dążeniem do osiągnięcia obranego celu.
JP: Poprzednie pytanie dotyczyło realizacji studyjnych, ale osobiście uważam, że Twoim najlepszym albumem wydanym dla Naim Label był „Antonio Forcione Quartet In Concert”. Opisz proszę w pokrótce przygotowania do tej sesji.
AF: Album „Antonio Forcione Quartet In Concert” został nagrany i sfilmowany na żywo. Realizatorem dźwięku był poważany Martin Levan a cała sesja odbyła się w Trinity Theatre w Tunbridge Wells, Kent. Bardzo się cieszę, że to wydawnictwo przypadło Ci do gustu, gdyż wszyscy ciężko nad nim pracowaliśmy.
MO: Zauważasz jakieś różnice pomiędzy „normalną” a „audiofilską” publicznością? Przykładowo w rodzaju odzewu na imprezach w stylu Festiwalu Edynburskiego a kameralnymi, krótkimi występami podczas np. wystaw audio (Antonio Forcione wystąpił podczas warszawskiego Audio Show w 2011r). Zdajesz sobie sprawę, że miłośnicy muzyki oczekują pasji, emocji, bezpośredniego kontaktu z artystą, a niektórzy audiofile niuansów, mikrodetali zapamiętanych z Twoich płyt CD/LP. Patrzą na Ciebie przez pryzmat własnych przyzwyczajeń.
AF: W równym stopniu zależy mi zarówno na emocjonalnym kontakcie charakterystycznym dla występów na żywo, jak i intensywności i detaliczności osiąganych podczas sesji studyjnych. Mam nadzieje, iż moja publiczność noszą „dobre szkła” nie tylko na swoich uszach, ale i sercach.
MO: Skoro już mówimy o dźwięku, to jest to bardzo dobry moment, by wspomnieć o Twojej gitarze będącej „wariacją” inspirowaną Oud, którą nazwałeś OudAn. Jest to Twój autorski, całkowicie indywidualny, ręcznie wykonany projekt o niezwykle charakterystycznym brzmieniu. Jesteś zadowolony z osiągniętego rezultatu, czy też nadal poszukujesz, rozglądasz się za nowymi brzmieniami, inspiracjami – jak np. fascynacją The Beatles sitarem?
AF: Ciągle poszukuję nowych brzmień i jestem niezwykłym szczęściarzem, mogąc podczas moich podróży być blisko najprzeróżniejszych kultur i związanych z nimi instrumentów, których w żaden inny sposób nie mógłbym poznać i żyłbym w całkowitej nieświadomości faktu ich istnienia. Zazwyczaj używam gitar Yamahy, ale OudAn jest szczególną, wykonaną na indywidualne zamówienie gitarą, którą zaprojektowałem będąc zafascynowany bliskowschodnimi brzmieniami. Będąc bardzo wybrednym i krytycznym, jeśli chodzi o moje własne brzmienie projektuję obecnie, we współpracy z firma ACUS, autorski lampowy przedwzmacniacz gitarowy dedykowany gitarom akustycznym.
JP: Muszę się przyznać, że będąc zagorzałym fanem Twoich produkcji, posiadam tylko jedną płytę na nośniku CD („Meet Me in London”). Jako ortodoksyjny wyznawca analogu, jeśli tylko mogę, nabywam wydania winylowe. Czy decyzja o finalnie dostępnych formatach w jakich ukazują się Twoje albumy zależy od Ciebie, czy od wydawcy?
AF: „Meet Me in London” została zmiksowana i zmasterowana w wysokiej rozdzielczości 24bit/192kHz. Jej jakość dźwięku jest niesamowita I szczerze ją polecam.
JP: Skoro poruszyliśmy temat winyli… Jakie masz zdanie na temat obecnie dostępnych formatów audio. Mamy płyty CD, winylowe, badziewne mp3, bezstratne i wysokiej rozdzielczości pliki. Jakie są Twoje osobiste preferencje, który z formatów jest najbliższy Twojemu sercu?
AF: Osobiście uważam, że najlepszą jakość dźwięku oferują winyle, które szczerze kocham. Niestety ze względu na specyfikę mojej pracy nie mam zbyt wiele czasu na relaks w domu. W związku z powyższym używam plików WAV zapisanych na moim komputerze – podróżując niestety nie mogę zabierać ze sobą swoich winyli. Oczywiście możliwość pobierania plików 192kHz jest świetnym rozwiązaniem … jeśli tylko masz odpowiednio duży twardy dysk ;-)
MO: Wielu muzyków uważa, że nie potrzebują wysokiej klasy systemów audio by poczuć siłę muzyki i czuć przyjemność podczas odsłuchu, gdyż doskonale wiedzą co zostało zapisane w nutach. Jaka jest Twoja opinia i jeśli nie jest to tajemnica jakiego systemu używasz na co dzień?
AF: Odkąd posiadam system Naim muzyka nabrała dla mnie całkowicie nowego znaczenia.
MO: Po premierze „Sketches of Africa” dużo mówiłeś o swoich afrykańskich inspiracjach, twoim hołdzie złożonym Nelsonowi Mandeli. Pytanie jak postrzegasz przyszłość tego regionu po Jego śmierci. Co stanie się z jego dziedzictwem? Nachodzą Cię czasem jakieś refleksje na ten temat?
AF: Mandela niezaprzeczalnie pozostawił po sobie wspaniałą spuściznę a jedyne co możemy zrobić to mieć nadzieję, że jego misja będzie kontynuowana poprzez inspirację zarówno dla polityków, jak I zwykłych ludzi, by czynili dobro i potrafili rozwiązywać istniejące między nimi konflikty. Oczywiście posiadam swoje własne obawy, lecz jeśli wykorzystamy choć ułamek dobra, które pozostawił po sobie Mandela będzie to dobra inspiracja dla przyszłych pokoleń.
JP: Na koniec chciałbym opowiedzieć ciekawą anegdotę. Kilkukrotnie podczas warszawskich wystaw Audio Show polski dystrybutor Linna (a wiemy, że Linn i Naim nie są zbyt bliskimi „przyjaciółmi”) pożyczał ode mnie LP „Antonio Forcione Quartet in Concert”
(Naim Label) ze względu na wirtuozerię dwóch pierwszych utworów, które odtwarzał bardzo, bardzo często. W rezultacie początek płyty stał się praktycznie bezużyteczny, lecz warto było ponieść takie poświęcenie by zredukować „złe fluidy” pomiędzy tymi dwiema markami. Jest to też wspaniały przykład na to jak muzyka (Twoja muzyka) potrafi łagodzić obyczaje.
Bardzo dziękujemy za wywiad i mamy nadzieję na rychłe spotkanie w Polsce.
AF: Cóż za wspaniała historia. Jestem dumny, z faktu, że moja muzyka przyczyniła się do usunięcia istniejących podziałów. Mam nadzieję, że uda mi się w najbliższym czasie odwiedzić Polskę i spotkać się z wami osobiście.
Rozmawiali: Jacek Pazio (JP) i Marcin Olszewski (MO).
Od kilku lat obserwuje się wzrost zainteresowania strumieniowaniem muzyki, czyli odtwarzaniem z plików składowanych w domowej bibliotece na dyskach lub w chmurze internetowej, skąd muzyka dociera do nas przez Internet z przeróżnych źródeł, jak radia czy serwisy typu WiMP, Spotify, Deezer. Nie dziwi więc fakt, że na rynku pojawia się coraz więcej odtwarzaczy strumieniowych. Producenci wypuszczają nowe modele, a sprzedawcy poszerzają swoje oferty. Jedną z firm doskonale wpisujących się w ten nurt ze swoimi bardzo dobrymi urządzeniami jest AVM (Audio Video Manufaktur) z Niemiec. Ich krótkim hasłem przewodnim jest „Streaming in bestform”. W katalogu produktów posiadają odtwarzacze strumieniowe, odtwarzacze CD + DAC, wzmacniacze, amplitunery czy przedwzmacniacze w tym także urządzenia hybrydowe z sekcjami lampowymi.
W chwili obecnej na polskim rynku następuje ustabilizowanie sytuacji związanej z dystrybucją produktów AVM. Oficjalnym dystrybutorem jest Grzegorz Pardubicki (ul. Graniczna 26, 44-341 Gołkowice, woj. śląskie), który jest również wyłącznym przedstawicielem na Polskę i Czechy francuskich kolumn Davis Acoustics. Wkrótce pojawi się strona internetowa dedykowana produktom AVM, ale także szeroko pojętemu tematowi strumieniowania muzyki HD. Oprócz prezentacji sprzętu będzie to miejsce z kopalnią wiedzy na temat streamingu muzyki w wysokiej rozdzielczości. W obecnej chwili dystrybutor zaprasza na stronę http://davis-acoustics.pl/ i zachęca do współpracy właścicieli salonów audio z całej Polski.
Reedycja każdego z tzw. „kamieni milowych” światowego rocka zawsze cieszy nieprzebrane rzesze fanów, więc nawet nie trzeba zbytnio interesować się muzyką, by wyobrazić sobie, jaką euforię wywołało zapowiedziane przez Jimmy’ego Page’a wznowienie wszystkich albumów Led Zeppelin. W dodatku mieliśmy dostąpić zaszczytu pewnego rodzaju kumulacji i od 2 czerwca 2014 mieć możliwość nabycia pierwszych trzech nowo zremasterowanych płyt „Led Zeppelin”, „II” i „III”. Nie uprzedzajmy jednak faktów.
Choć od pewnego czasu napływały do mnie sygnały o dość niezwykłej oprawie, jaka była przygotowywana na tę okazję, jednak traktowałem je jako swojego rodzaju działania czysto marketingowe mające na celu jedynie zwiększenie popytu na krążki, które i tak większość zainteresowanych posiadała w swoich kolekcjach i nierzadko znała na pamięć. Dodatkowe, wcześniej niepublikowane „odpady” z sesji nagraniowych, alternatywne wersje i kilka innych „gratisów” to standard przy tego typu okazjach. Uznałem więc, że poczekam aż cały medialny szum przycichnie, pojawią się opinie osób, które nie wytrzymały ciśnienia i pierwszego dnia dokonały zakupu a sam zamówienia dokonam później. Los jednak chciał inaczej i na ok. tydzień przed „godziną zero” otrzymałem z zaproszenie do … Muzycznego Studia Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej mieszczącego się na ul. Myśliwieckiej 3/5/7 w Warszawie na premierę ww. wydawnictw w ramach „Narodowego dnia z Led Zeppelin w radiowej Trójce”. Co ważne prezentacja miała mieć charakter wybitnie audiofilski, gdyż Pan Piotr Metz zaprosił do współpracy polskich producentów audio, których pozwolę sobie wymienić w porządku alfabetycznym – Ardento (kolumny), Linnart (phonostage), SoundBox (ustroje akustyczne, stolik, platformy antywibracyjne) i Zontek (gramofon).
Chcąc zdążyć przed (słusznie) zakładaną liczną rzeszą miłośników klasycznego rocka przybyłem na Myśliwiecką z niemalże godzinnym wyprzedzeniem. Liczyłem na to, że będę miał możliwość spokojnego wykonania pierwszej serii zdjęć jeszcze przy praktycznie pustej sali by potem, podczas odsłuchu, nie przeszkadzać zgromadzonym – do minimum ograniczając kłapanie migawką. Okazało się jednak, że budynek PR strzeżony jest lepiej niż Pałac Prezydencki podczas wizyty Prezydenta U.S.A i zanim wszystkich formalności stało się za dość pierwsi goście zdążyli zasiąść na swoich miejscach.
W przystosowanym do 150 osobowej publiczności studiu o powierzchni 256 m2 ledwo mieszczące się w konwencjonalnych pokojach Ardento Alter 2 po prostu znikały. Wspomniane odgrody miał napędzać bardzo poważnie modyfikowany lampowy wzmacniacz Copland CTA 402 a firmowy Dual stanowił jedynie niemą ozdobę stolika. W roli głównego źródła przewidziano gramofon Zontek wyposażony we wkładkę Miyajima Shilabe współpracujący z phonostagem Linnart a jako cyfrowy backup wykorzystać miano firmowy (również lampowy) Ardento Perfect DAC uszlachetniający sygnał z Linna Ikemi. Oczywiście doskonale zdawałem sobie sprawę, iż na osobie niezorientowanej w temacie powyższy zestaw z pewnością mógł wywrzeć i patrząc po późniejszych reakcjach publiczności z pewnością wywarł niezwykle silne wrażenie, lecz u nas wywołał głównie obawy. Znając możliwości Alterów z odsłuchów u Marka i ostatniej prezentacji w atelier Architektury mieliśmy poważne wątpliwości, czy przy jakby nie było niezwykle dynamicznej muzyce rockowej jest choćby cień szansy na poprawne nagłośnienie 1500 m3.
Całe szczęście zarówno sami konstruktorzy, jak i gospodarz całego zamieszania – Pan Piotr Metz podeszli do tematu z godnym podziwu wyczuciem i optymizmem szczerze informując, że nie będą próbowali uzyskać koncertowych poziomów głośności i zamiast na ilość decybeli nacisk zostanie położony na ich jakość. Tak też się stało i dostarczone niemalże w ostatniej chwili, jeszcze pachnące tłocznią, winyle przeniosły zgromadzonych w przełom lat 60-ych i 70-ych minionego stulecia.
Ponad trzy godziny muzyki przeplatały się z krótkimi, przybliżającymi realia powstania poszczególnych albumów informacjami, autoprezentacjami producentów wykorzystywanej „aparatury” i przede wszystkim fragmentami wywiadu, jakiego Panu Metzowi udzielił sam … Jimmy Page!
Jeśli zaś chodzi o wrażenia czysto nauszne, to zaprezentowany zestaw wypadł nadspodziewanie dobrze, szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę warunki, w jakich przyszło mu grać. Bez jakiegokolwiek wspomagania, bez dodatkowych subwooferów polskie odgrody całkiem nieźle sobie radziły z oddaniem pełnego pasma, a osoby siedzące w pierwszych rzędach z pewnością nie mogły mówić o zbyt cichym i zachowawczym graniu a okupując przez całą prezentację stanowisko realizatora dźwięku miałem czas by docenić umiejętność kreowania sceny i … nie tylko optycznego, znikania Alterów. Oczywiście poznanie, doświadczenie pełnego potencjału drzemiącego w nagłaśniającym w ostatni poniedziałek koncertową salę nie wchodziło w grę i z pewnością nie taki był zamysł organizatorów spotkania, lecz możliwość zaprezentowania szerszemu gronu, jak niezwykłe konstrukcje powstają w naszym kraju wydaje się być wystarczającą zachętą na przyszłość.
I jeszcze jedna wzmianka o charakterze czysto informacyjnym. Krótkie, bezpośrednie porównanie „równolegle” wydanej wersji CD pozwolę sobie litościwie przemilczeć, gdyż najoględniej rzecz ujmując nie kopie się leżącego. Podobnego zdania byli również nie tylko zgromadzeni słuchacze, ale również i Jimmy Page, który wiedząc o całej „trójkowej” imprezie kilkukrotnie powtarzał „grajcie z winyli”, a kimże my jesteśmy, by sprzeciwić się Mistrzowi ;-)
Serdecznie dziękując Organizatorom za zaproszenie zapraszam na fotorelację.
Marcin Olszewski
Devialet 120, Devialet 200, Devialet 250 oraz Devialet 800 to nowe konstrukcje wyróżniające się podwyższoną w stosunku do poprzedników mocą, a także zwiększoną funkcjonalnością. Wszystkie nowe urządzenia można wyposażyć w najnowszą autorską technologię SAM, która pozwala wykorzystać maksimum możliwości podłączonych do wzmacniacza kolumn głośnikowych i jednocześnie zabezpiecza przetworniki przed zniszczeniem
Po ponad 12 miesiącach badań rozwojowych inżynierowie Devialet znacząco udoskonalili całą gamę oferowanych urządzeń. Chociaż wzornictwo i budowa nie zmieniły się, to wprowadzone w oprogramowaniu modyfikacje pozwalają mówić o całkowicie nowych konstrukcjach i w pełni uzasadniają zmianę nazw poszczególnych modeli. Następcami Devialet 110, Devialet 170, Devialet 240 i Devialet 500 będą odpowiednio Devialet 120, Devialet 200, Devialet 400 oraz Devialet 800. Jakie zmiany wprowadzono w najnowszych Devialetach?
Devialet 120, 200, 250, 400 i 800
Nową linię wzmacniaczy francuskiego producenta otwiera Devialet 120. Dzięki opracowaniu nowej wersji oprogramowania, które można bezpłatnie pobrać ze strony producenta, moc urządzenia wzrosła do 120 W na kanał przy obciążeniu 6 Ω. Ponadto urządzenie można wyposażyć w opcjonalny moduł pre out/sub, pozwalający podłączyć do systemu słuchawki lub subwoofer.
W Devialet 200 moc wzrosła o 30 W na kanał i wynosi 200 W/kanał. Urządzenie może teraz pracować w także w konfiguracji dual-mono, wtedy każda jednostka będzie pełniła rolę mono-bloku o mocy 400 W/kanał Najbardziej wymagający użytkownicy mogą również wybrać opcję pracy w konfiguracji quad-mono, a nawet połączyć razem do 8 urządzeń, co pozwala stworzyć np. niezwykle rozbudowany system kina domowego. Efektem połączenia dwóch urządzeń Devialet 200 w konfiguracji dual mono, z których jeden pełni rolę urządzenia głównego (master), a drugi podrzędnego (slave), jest model Devialet 400. Różnica pomiędzy zastosowaniem dwóch konstrukcji Devialet 200 sprowadza się do ograniczenia funkcjonalności modelu podrzędnego, dzięki czemu całość jest znacznie tańsza. Devialet 200 slave nie ma układu umożliwiającego strumieniowanie sygnału, a także zdalnego sterowania, natomiast wyposażony jest w cyfrowy przewód służący do połączenia obu urządzeń.
Następcą modelu Devialet 240 jest Devialet 250. Urządzenie wykorzystuje te same rozwiązania technologiczne co poprzednik i gwarantuje te same możliwości, ale dostarcza większą moc. Połączenie dwóch Devialetów 250, z których jeden, podobnie jak w Devialet 400, pełni rolę urządzenia głównego (master), drugi podrzędnego (slave), tworzy topową konstrukcję – Devialet 800. W przypadku tego modelu główną zmianą jest zwiększenie mocy, która przy obciążeniu 6 Ω jest wyższa o 125 W na kanał w porównaniu z Devialet 500 i teraz sięga 800 W/kanał. Ponadto udoskonalone oprogramowanie, podobnie jak w pozostałych urządzeniach Devialet, wprowadza nową grafikę i układ wyświetlacza. Teraz całkowicie przeprojektowany interfejs jest jeszcze nowocześniejszy i wyróżnia się większą przejrzystością. Dwukierunkowy port USB umożliwia wygodną digitalizację płyt winylowych, a nowa aplikacja obsługująca urządzenia z systemami iOS oraz Android pozwala włączać/wyłączać wzmacniacze Devialet z poziomu smartfonu.
Technologia SAM – maksymalne wykorzystanie potencjału głośników
Wszystkie nowe urządzenia można doposażyć w najnowszą autorską technologię Devialet – SAM (Speaker Active Matching). Sygnał muzyczny obrabiany jest w czasie rzeczywistym i adaptowany jest do charakterystyki głośników, dzięki czemu ciśnienie dźwięku odtwarzanego przez przetworniki odpowiada dokładnie temu, co zostało zarejestrowane przez mikrofon. Do obróbki sygnału system wykorzystuje niezwykle mocny cyfrowy procesor dźwięku, który m.in. wykorzystując maksimum potencjału mechanicznego głośników rozszerza odpowiedź niskich częstotliwości (aż do 25 Hz) oraz zapewnia efektywną ochronę przetworników, eliminując możliwość zniszczenia ich podczas słuchania przy wysokim poziomie głośności.
Kolejną zaletą SAM jest brak konieczności wprowadzania jakichkolwiek modyfikacji sprzętowych. Wystarczy w konfiguratorze online wybrać z listy model używanych głośników i aktywować SAM, a urządzenie Devialet automatycznie rozpozna profil głośników i będzie gotowe do tego, aby w kilka sekund przesłać perfekcyjnie dopasowany sygnał. Baza głośników jest wciąż rozszerzana, a użytkownicy mają wpływ na to, które kolumny zostaną przebadane w pierwszej kolejności.
Korzyści płynące z SAM to m.in. brak zniekształceń, brak opóźnienia i brak sprzężenia zwrotnego oraz maksymalne wykorzystanie potencjału mechanicznego głośników. Poprzez uwzględnienie charakterystyki podłączonych przetworników układ zapewnia bardzo precyzyjny i kontrolowany ruch membran, tak aby uzyskać dokładne wyrównanie pomiędzy sygnałem nagranej muzyki i ciśnieniem fali, która dociera do uszu słuchacza. Technologia SAM kompatybilna jest ze wszystkimi przebadanymi przez Devialet głośnikami, co wynika z faktu, że nie wymaga stosowania zewnętrznych akcesoriów, np. mikrofonu, ani też kalibracji głośników – wystarczy wybrać odpowiedni model kolumn głośnikowych w konfiguratorze online w trakcie konfiguracji urządzenia.
Niezmiennie wszystkie nowe konstrukcje Devialet wyposażone są w nowatorską hybrydową technologię ADH (Analog-Digital Hybrid), która łączy zalety wzmocnienia analogowego i cyfrowego, dzięki czemu zapewniają najlepsze parametry pracy i najwyższej jakości dźwięk – ADH łączy wierność brzmienia wzmacniacza klasy A z mocą wzmacniacza klasy D. Ponadto urządzenia wykorzystują bezprzewodową technologię AIR, dzięki której użytkownik może m.in. odtwarzać w jakości HD muzykę zgromadzoną w komputerze, tablecie i smartfonie.
Najnowsze urządzenia Devialet już są w sprzedaży. Poglądowa cena detaliczna Devialet 120 wynosi 21 999 zł, Devialet 200 kosztuje 29 999 zł, a Devialet 400 i Devialet 800 odpowiednio 54 999 zł i 97 999 zł. Taką samą cenę jak Devialet 400, tj. 54 999 zł, ma model Devialet 250. Ponadto francuscy inżynierowie przygotowali zestaw złożony z modelu Devialet 120 oraz współpracującej z nim pary kolumn głośnikowych Atohm GT1. Cena zestawu z kompletnym okablowaniem wynosi 32 999 zł.
Dane techniczne
Devialet 120
Moc maksymalna: 2 x 120 W (6 Ω)
Zniekształcenia THD + N: 0,001%
Impedancja wyjściowa: < 0,001 Ω
Zniekształcenia intermodulacyjne: 0,001%
Stosunek sygnał/szum: 130 dB
Przetwornik C/A: TI PCM4202, 192 kHz/24 bity
Przepustowość, wejścia cyfrowe (2 – 8 Ω): DC-87 kHz (-3 dB); DC-60 kHz (-1 dB); DC-30 kHz (-0,1 dB)
Wymiary (S x W x G): 383 x 40 x 383 mm
Waga:5,6 kg
Devialet 200
Moc maksymalna: 2 x 200 W (6 Ω)
Zniekształcenia THD + N:0,001%
Impedancja wyjściowa: < 0,001 Ω
Zniekształcenia intermodulacyjne: 0,001%
Stosunek sygnał/szum: 130 dB
Przetwornik C/A: TI PCM4202, 192 kHz/24 bity
Przepustowość, wejścia cyfrowe (2 – 8 Ω): DC-87 kHz (-3 dB); DC-60 kHz (-1 dB); DC-30 kHz (-0,1 dB)
Wymiary (S x W x G): 383 x 40 x 383 mm
Waga: 5,9 kg
Devialet 400
Moc maksymalna: 2 x 400 W (6 Ω)
Zniekształcenia THD + N: 0,00025%
Impedancja wyjściowa: < 0,001 Ω
Zniekształcenia intermodulacyjne: 0,00025%
Stosunek sygnał/szum: 133 dB
Przetwornik C/A: TI PCM4202, 192 kHz/24 bity
Przepustowość, wejścia cyfrowe (2 – 8 Ω): DC-87 kHz (-3 dB); DC-60 kHz (-1 dB); DC-30 kHz (-0,1 dB)
Wymiary (S x W x G): 383 x 40 x 383 mm
Waga:5,9 kg
Devialet 800
Moc maksymalna: 2 x 800 W (6 Ω)
Zniekształcenia THD + N: 0,00025%
Impedancja wyjściowa: < 0,001 Ω
Zniekształcenia intermodulacyjne: 0,00025%
Stosunek sygnał/szum: 133 dB
Przetwornik C/A: TI PCM4202, 192 kHz/24 bity
Przepustowość, wejścia cyfrowe (2 – 8 Ω): DC-87 kHz (-3 dB); DC-60 kHz (-1 dB); DC-30 kHz (-0,1 dB)
Wymiary (S x W x G): 400 x 40,5 x 400 mm
Waga: 7,0 kg
W dniach 13-14 czerwca odbędą się premierowe pokazy kolumn głośnikowych Albedo w Polsce. Po raz pierwszy w naszym kraju te niezwykłe kolumny głośnikowe zostaną zaprezentowane we wrocławskim salonie audio FUSIC – firmowym sklepie dystrybutora włoskiej marki Albedo. Premiera Albedo zostanie okraszona dodatkowymi nowościami w Fusic: gramofonem Funk Firm LSD oraz wzmacniaczem Crayon Audio CFA-1.2. Właściciele Fusic i Moje Audio – Daniel Duda i Krzysztof Owczarek – nie wykluczają prezentacji innych kompilacji elektroniki z kolumnami Albedo Audio, modelami HL 2.2 oraz Aptica.
Ze względu na chęć pokazania możliwie najszerszej rzeszy zainteresowanych oraz możliwość zmian konfiguracji systemu przewidziane są 4 sesje pokazowe. Sesje odbędą się w piątek oraz sobotę o godz. 16:00 i 17:30.
Prezentacje odbędą się na podstawie wcześniej nadesłanych zgłoszeń na adres dd@fusic.pl W zgłoszeniu należy podac imię i nazwisko oraz dzień i godzinę prezentacji, którą zgłaszający jest zainteresowany. Organizatorzy będą zwrotnie potwierdzali udział w pokazie.
Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszamy.
Hi. We’re old and mannered audiophiles (almost like Statler and Waldorf from „The Muppet Show”) hidden behind young audiophile portal / Internet magazine SoundRebels.com. Of course we’re not so bad, we love music much more than our Hi-Fi toys, and thanks Naimlabel.pl courtesy we’ve got great opportunity to ask You a few question. So, lets start.
MO: You’re hailed as the 'Jimi Hendrix of the acoustic guitar’, what is very nice, but … You’re still alive. How is to be a living legend?
Antonio Forcione: I would not be so presumptuous as to call myself a living legend but it is very flattering indeed! I am passionate about what I do and the audience pick up on it and respond and journalists write about it! Any association with Jimmy Hendrix is an honour indeed.
JP: My fascination of music and especially the quality of reproduction on Hi-Fi systems starts very early, but only fully aware of the approach to the subject initiated a meeting with the Naim which not only produces Hi-Fi gears, but also makes music releases. Please tell Us about Your beginnings with Naim Label.
AF: Paul Stephenson heard my CD Acoustic Revenge recorded on analogue tape (under the Inspiration Label) and he contacted me (with Julian Vereker) as they were keen to have me on their label. We met and got on very well and so Dedicato was born and many other projects followed from there, including a re-release of Acoustic Revenge.
MO: Since 1993 („Acoustic Revenge”) You’re still recording only for Naim, but You played also with Musicians from „majors”. Have You noticed any differences between their and Your point of view about final effect? I mean, that You’re in very comfortable situation, because You know, that „target” of Naim Label is sometimes better „educated” and better equipped with Hi-Fi, High-End audio systems than common customer.
AF: I have produced almost all of my own work even when I have major artists guesting on my albums. I am very particular about sound quality and Naim have respected my way of making music and provided me with the sound quality that I aspire to.
JP: What about the repertoire arrangements, do You have a free hand, or however it’s a compromise between Your artistic vision and commercial Naim Label point of view?
AF: Naim have been great in that they have given me mostly a free hand and understood that my artistic integrity is important to me, and they have consequently worked closely with me. I would not have recorded with a label that would not give me a free artistic hand. I think that after the first album, Dedicato, sold so well, Naim trusted me enough and a great relationship ensued.
JP: Following your discography, can be seen extend a helping hand to young artists, like on „Meet Me in London” with Sabina Sciubba and also easy and natural collaboration with big stars like Charlie Haden on „Heartplay”. Could You tell Us something about technical aspects of such projects, are there any differences between finding the way of artistic agreement – feeling?
AF: Obviously there is already an affinity between the artists when they chose to work together so I suggested Sabina Sciubba to Naim carefully, as a great artist and a great person. And Charlie Haden was an artist I have always respected so when Naim’s American distributor, Ken Christianson, suggested putting us together I was very honoured.
JP: Because of Soundrebels.com profile we’re trying to promote high quality recordings, so we want to ask You about Your impact on final versions of Your albums. It means, that people responsible for recording and mastering have the knowledge and consciousness to show all emotions and nuances which You’re trying to give Your listeners? Have You to show them these details, or one look through studio glass is enough?
AF: To be honest, I have a strong vision before recording my tunes so I know what I want and I work very closely with the sound engineers to achieve my vision. I drive them mad sometimes!!
JP: Previous question was about Your studio recordings, but I think that Your best album released with Naim Label ever was – „Antonio Forcione Quartet In Concert”. Please describe in few words the process which prelude this session.
AF: The 'Antonio Forcione Quartet in Concert’ album was recorded (and filmed) live, not in a studio! The sound engineer was the much respected Martin Levan, and it was recorded at the Trinity Theatre in Tunbridge Wells, Kent. I am glad you enjoyed it, we all worked hard.
MO: Ok. So, have You see any differences between „normal” and ”audiophile” audience? For example what type of feedback is on Edinburgh Festival and on small, short hotel lives during Audio Shows (You were on Warsaw Audio Show 2011). You know, music lovers expect passion, emotions and direct contact with performer, but some part of audiophiles expect nuanses, microdetails which they remember and very well know from Your CD/LP releases. They look at You through the lens of theirs habits.
AF: I care about the excitement of a live performance as much as I do about the intensity and details of a studio recording. I just hope my audiences wear good lenses on their ears and on their hearts too!
MO: If We’re talking about sound it’s good moment to mention about Your guitar, inspired by Oud (OudAn). It’s Your project, professional, custom handwork with very characteristic sound. Are You happy with the effect, or You still searching, looking for new sounds, inspirations – like The Beatles fascination of sitar sound.
AF: I am always looking for new sounds and I feel lucky because during my travels as I work I get to hear and to get close to other cultures and their instruments which I would otherwise never have known existed. I mostly perform on Yamaha guitars but the Uddan is a particular, custom-made guitar which I designed because I am fascinated by middle eastern sounds. As I am very particular about my sounds, I am currently designing a custom 'signature’ pre-amp valve for acoustic guitars with a company called ACUS.
JP: You should know, that I’m a big fan of Your music, but I’ve got only one album on CD („Meet Me in London”). As an orthodox vinyl believer I’m trying to buy only LPs, not CDs. Decisions about available formats of Your albums depends on You, or publisher?
AF: Meet me in London was remixed into a first Super Hi Def 24bit 192kHz download and remastered at 192kHz. The sound is amazing and I highly recommend it.
JP: So, if We’re start talking about vinyl. What is Your opinion about nowadays available audio formats. We’ve got CD, LPs, (shitty) mp3, lossless and high resolution files. What You prefer personally, which format is closest to Your heart?
AF: For me the best sound is undoubtedly on vinyl which I love. Unfortunately because of my line of work I don’t have a lot of time to relax at home so I tend to listen to WAV format on my computer as I travel a lot and I cannot take my vinyls with me! Downloading on 192kHz is a good solution if you have enough memory :)
MO: Many musicians thought, that They don’t need any good Hi-Fi to feel the power of music, and feel the pleasure during the listening, because they know what is in score. What is Your opinion about it, and if it isn’t a secret what is Your present Hi-Fi system?
AF: I own a Naim hi-fi system and since then music has a different meaning for me.
MO: After „Sketches of Africa” You’re talking a lot about Your Africa’s inspirations, about Your own tribute to Nelson Mandela. But what You think about future now, after His death ….What’s about his legacy? Have You got some reflections?
AF: Mandela definitely left a legacy and all we can do is hope that this legacy will continue to affect the politics of the area and inspire people to do good and solve their conflicts. I have my fears but I think if we even spread a percentage of that good that Mandela left to us that would be a good inspiration to future generations.
JP: And for the end We’ve got small anecdote. Several times, during Warsaw Audio Shows Polish Linn dealer (as we know Linn and Naim aren’t big friends ;- ) borrow my LP , Antonio Forcione Quartet in Concert” (Naim Label) because of virtuosity and first two track were played very, very often. So now they are almost unusable, but this sacrifice is worth to reduce bad fluids between two audio competitors. This is great exaple that the music (Your music) tenders custom ;-) Thank You very much for interview, and we hope see You soon in Poland. Best regards. Soundrebels crew.
AF: What a lovely story. I am proud to feel that my music can bring people together! Thank you for that. I hope to come back to Poland again soon and meet you personally.
JP – Jacek Pazio
MO – Marcin Olszewski
Revel Performa3 to linia głośników, która pojawiła się na polskim rynku w zeszłym roku. Została ona bardzo dobrze przyjęta zarówno przez audiofilów, jak i przez aranżerów wnętrz. Aktualnie do sprzedaży wchodzi biała wersja kolorystyczna, która doskonale sprawdzi się w nowoczesnych przestrzeniach.
Revel to marka znana tym, którzy kochają doskonałe brzmienie muzyki i filmów, a ponadto cenią sobie luksus. Bo sprzęt z tej półki musi kosztować. I choć nie jest to cena wygórowana, to taki wydatek trzeba zaplanować w swoim domowym budżecie. Proponowana jakość pozwala jednak szybko zapomnieć o kosztach – cieszy ucho i oko, a dodatkowo wciąż pozostaje marką dla wysmakowanych odbiorców. Nie ma tu mowy o atakujących nas zewsząd reklamach produktów. Głośniki łączą audiofilską jakość ze wspaniałym wykonaniem i bronią się same. Ich kosze wykonano z aluminium, a wewnętrznie użebrowane obudowy z wygiętymi ściankami bocznymi minimalizują potencjalne podbarwienia i są wykończone w na wysoki połysk. W ramach serii dostępne są kolumny podłogowe, podstawkowe, głośnik centralny oraz subwoofer.
Seria Revel Performa3 cechuje się szybkością, precyzją i neutralnością brzmienia. Nie ma tu żadnego efekciarstwa. Kolumny grają po prostu wyśmienicie przy wszystkich poziomach głośności, a ścieżka sygnału pozostaje krystalicznie czysta. Doskonale brzmią tu instrumenty dęte i smyczkowe. To nie lada gratka dla miłośników jazzu czy muzyki klasycznej, choć ciężkie brzmienie wcale nie wypada gorzej. Te zaawansowane technicznie głośniki czarują i dostarczają niepowtarzalnych wrażeń. Jak potwierdzają specjaliści, to jedne z najlepszych kolumn obecnych na rynku, których można słuchać godzinami.
Revel to firma, która może się pochwalić imponującym zapleczem badawczym. Jako „dziecko” Harmana– jednego z największych na świecie koncernów związanych z audio, posiada odpowiednie fundusze i stale inwestuje w rozwój. Stać ją, by zatrudniać świetnych inżynierów, którzy są zaangażowani w to co robią. Wszystko to widać i słychać w sprzęcie, który trafia do rąk odbiorców. Rezultaty doceniają szczęśliwi posiadacze tych luksusowych kolumn.
Dane techniczne:
F208 – kolumna podłogowa, 3-drożna, dwa ośmiocalowe przetworniki, cena 9900 zł/szt.
F206 – kolumna podłogowa, 3-drożna, dwa przetworniki 6.5 cala, cena 6990 zł/szt.
M106 – kolumna podstawkowa, 2-drożna, przetwornik 6.5 cala, cena 3990 zł/szt.
M105 – kolumna podstawkowa, 2-drożna, przetwornik 5.25 cala, cena 2990 zł/szt.
C208 – głośnik centralny, 3-drożny, dwa ośmiocalowe przetworniki, cena 8990 zł/szt.
C205 – głośnik centralny, 2-droożny, dwa przetworniki 5.25 cala, cena 3990 zł/szt.
B112 – subwoofer, przetwornik 12 cali, moc 1000 W, cena 11900 zł/szt.
B110 – subwoofer, przetwornik 10 cali, moc 1000 W, cena 8990 zł/szt.
Opinia 1
O tym, że audiofile bardzo często przypominają małe dzieci wiemy aż nadto dobrze. W końcu sami czasem ulegamy irracjonalnym pokusom nabycia czegoś wyłącznie z powodu tzw. „bo ja chcę”. O ile jest to pomijalny dla domowego budżetu drobiazg, to jeszcze pół biedy, jednak, jeśli zwykła zachcianka przybiera postać zdecydowanie poważniejszą mamy do czynienia z audiophilią nervosą, która jak każde uzależnienie wymaga grupy wsparcia. Podobnie jak w zeszłym roku (i latach minionych) z pomocą potrzebującym przyszła popularna pabianicka „lecznica” Q21, która w przeddzień Dnia Dziecka, 31 maja zorganizowała całodniowe sesje terapeutyczne dla mniej i bardziej skażonych audiofilizmem przypadków. Oprócz wykwalifikowanej kadry medycznej z klinik Audio-Center, Audiomagic i Moje Audio zadbano również o światowej sławy specjalistów jak Geoff Merrigan z Tellurium Q i Paul D Thomas z The Funk Firm. W ramach wzmocnienia działania antydepresantów i pokazania gościom przybyłym z „Krainy Deszczowców” znanej szerszemu gronu jako U.K., wręcz legendarnego poziomu usług świadczonych w tego typu placówkach opieki zdrowotnej obsługa Q21 postarała się nie tylko o tzw. „namiot kulinarny”, ale również o zaskakującą, jak na ostatnio panujące warunki, pogodę.
Na parterze przygotowano dwa systemy z elektroniką Naim’a w roli głównej. Jeden z nich ustawiony w niewielkiej wnęce, pełniący głównie rolę statycznej dekoracji prezentował modną ostatnio uniwersalność zaklętą w niewielkiej, przyjemnej oku formie maluchów z serii Uniti i Classic.
Za to zestaw jak najbardziej grający i cieszący się sporym zainteresowaniem przybyłych miłośników dobrego dźwięku składał się z elektroniki Naim i włoskich kolumn Diapason. Nie zabrakło też polskiego akcentu w postaci bydgoskich srebrnych kabli głośnikowych Albedo. A oto szczegóły:
– Naim CD5XS / Nait XS-2 / Flatcap XS
– Naim UnitiLite / NAP 155-EX
– kolumny: Diapason Neos (podłogowe) / Karis II (podstawkowe)
– okablowanie: Albedo Monolith (głośnikowe), Naim
– sieć: Gigawatt PF-1 / Cardas Quadlink
Obecność w tymże pomieszczeniu zalecałbym wszystkim tym, którzy uważają, że nie mają w domu miejsca na kolumny podłogowe. Ponadto trudno byłoby znaleźć nie tylko wśród przybyłych na majówkę przedstawicielek płci pięknej, ale nawet patrząc na ogół populacji osób, którym te urocze podłogówki nie przypadłyby do gustu.
Górną kondygnację we władanie przejęły również dwa systemy, z czego pierwszy dedykowano miłośnikom słuchawek marki Audeze LC-2 / LC-3 / LC-X / LC- XC. Całość nausznikową koordynował zgrany duet z Audiomagic’a a biorąc pod uwagę, że jednocześnie uruchomione były cztery stanowiska odsłuchowe panowie z trudem znajdowali czas na chwilę wytchnienia.
Jednak największe, a przy tym permanentne oblężenie przeżywała główna sala odsłuchowa, w której odbywały się nie tylko prelekcje prowadzone przez zaproszonych znamienitych gości, ale przede wszystkim odsłuchy nad wyraz oryginalnie skonfigurowanego (i to nie tylko pod względem designu) systemu. Rola moderatorów, nieodzowna przy tego typu prezentacjach przypadła ekipie wrocławskiego Moje Audio. Za źródło posłużył gramofon The Funk Firm LSD (Little Super Deck) uzbrojony w ramię F5 z wkładką Ortofon MC Vivo. Po drodze do pracującej tym razem w roli przedwzmacniacza integry Crayon CFA 1.2 znalazło się jeszcze miejsce na phonostage’a Bakoon Phono MC. Kolumy Trenner & Friedl Pharoah dzielnie napędzała stereofoniczna końcówka mocy Tellurium Q Iridium 20 II, która ze względu na swoja budowę i panującą w sobotę temperaturę, co 2-2,5h musiała chwilkę przestygnąć. Całość okablowano przewodami Tellurium Q Ultra Black / Blue i … Ultra Silver. Za krystaliczną czystość dostarczanego do systemu prądu odpowiadał Gigawatt PC-3 EVO SE.
Gdybym miał swoje wrażenia opierać jedynie na tym, co mogłem usłyszeć w godzinach po oficjalnym otwarciu, to … wolałbym nie napisać nawet słowa. Popularność majówki przyciągnęła na tyle liczne grono, że przez większą część imprezy we wszystkich pomieszczeniach, gdzie grała muzyka panował ścisk niczym w pierwszych wakacyjnych pociągach nad morze. Proszę mi wierzyć – w takich warunkach nie sposób ocenić cokolwiek poza designem prezentowanego systemu i erudycją osoby odsłuch prowadzącej. Nawet podczas oficjalnego losowania atrakcyjnych nagród (m.in. kolumn Monitor Audio MR-6, bezprzewodowego głośnika Cambridge Audio Minx-Go, czy DACa Fiio D-07) ufundowanych przez nader szczodrych w tym roku sponsorów, trudno było znaleźć miejsce na ustawionej w sweet spocie kanapie.
Całe szczęście a przede wszystkim dzięki uprzejmości organizatorów mieliśmy możliwość przez blisko godzinę na spokojnie zaznajomić się zarówno z akustyką pomieszczenia, w którym byliśmy po raz pierwszy, jak i z przygotowywanym do prezentacji systemem. Proszę się zatem nie dziwić, że na pierwszych zdjęciach plintę LSD pokrywa folia ochronna, która oczywiście tuż przed „godz. zero” została usunięta. Przy niemalże zerowym szumie tła (salon Q21 leży w nad wyraz spokojnej okolicy) i odpowiednim doborze repertuaru (Iron Maiden niezbyt wpasowywał się w powyższą definicje) potencjał systemu sugerował zasadność przyjrzenia, a raczej przysłuchania się jego poszczególnym elementom w naszych redakcyjnych systemach.
Podobne obserwacje poczyniliśmy w sali odsłuchowej zlokalizowanej na poziomie „0” a kuluarowe rozmowy z wystawcami powinny zaowocować nader ciekawymi tematami przyszłych recenzji.
Serdecznie dziękując za zaproszenie po cichu liczymy, że tego typu imprezy coraz częściej zaczną pojawiać się w naszym audio – kalendarzu. Jak widać, zarówno na niniejszym przykładzie, jak i na kolejny rok odbywającym się cyklu spotkań w ramach wrocławskiego Audiofila chęć wspólnych dyskusji i spotkań przy dobrej muzyce reprodukowanej na ciekawych urządzeniach w środowisku nie słabnie. Warto wykorzystać ten trend i w coraz szerszym gronie spędzać czas pokazując, że audiofile może czasem i są dziwakami, ale jakże sympatyczne to dziwactwo.
Marcin Olszewski
Opinia 2
Nie wiem gdzie interweniowali właściciele pabianickiego salonu audio – Q21, by zaklepać tak piękną wiosenną pogodę, ale na pewno zrobili to skutecznie. Wcześniejszy kilkudniowy okres całodziennych opadów deszczu nie napawał optymizmem przed wyjazdem na szumnie zapowiadaną i obsadzoną nietuzinkowym sprzętem audiofilskim majówkę. Zostawmy jednak w spokoju ich powiązania z siłami nieczystymi, aby skreślić kilka wersów na temat tej odbywającej się w ostatni weekend maja imprezy. Nasza wizyta z Marcinem była owocem zaproszenia przez wrocławskiego dystrybutora kilku prezentowanych tam marek – Moje Audio, które miały mieć swoje pierwsze pięć minut pośród potencjalnych nabywców, dlatego ciekawi ich reakcji, chętnie przystaliśmy na tę propozycję. Na szczęście dzięki Euro 2012 mamy z Warszawy prawie idealne połączenie, więc wyprawa nie generowała urywania cennych minut porannego snu, a i tak postanowiliśmy zjawić się przed gośćmi. Dzięki takiemu zabiegowi mieliśmy szansę na spokojne obfotografowanie interesujących nas statycznych obiektów wystawowych i poszczególnych sal odsłuchowych.
Gospodarze przygotowali trzy propozycje sprzętowe, z czego jedna opierała się o cieszące się sporym zainteresowaniem zestawy słuchawkowe. Oprócz testowania nauszników, zaoferowano jeszcze dwa sety audio: zestaw Naim’a napędzający ciekawe kolumny Diapason z okablowaniem znanej chyba wszystkim bydgoskiej manufaktury Albedo, a drugi, jako punkt zapalny sobotniego wydarzenia był kompilacją kilku znamienitych marek jak: Trenner & Friedl – kolumny, Crayon – elektronika, Tellurium Q – elektronika i okablowanie, The Funk Firm – gramofony, Bakoon – elektronika. Jako wisienka na torcie wystąpili goście specjalni: Geolf Merrigan – Tellurium Q i Paul D Thomas – The Funk Firm. Panowie w czasie kliku-minutowych przerw obszernie opowiadali o swoich projektach i próbując zaspokoić wszelką ciekawość przybyłych słuchaczy, chętnie odpowiadali na często bardzo wnikliwe pytania. Te prelekcje były tak mocno oblegane, że niestety nie udało mi się zająć strategicznie dobrego miejsca i byłem zmuszony przyczaić się w progu drwi wejściowych pokoju odsłuchowego. Ale nic to, przecież liczni goście byli najważniejsi i to oni mieli pierwszeństwo w takich sytuacjach. A żeby nikt nie pomyślał, że to były jedyne momenty przepełnienia owej sali dodam, iż podczas całego dnia kilkukrotnie próbując sforsować próg drzwi, spektakularnie odbijałem się od ściany pleców zasłuchanych osobników. Na szczęście miałem okazję posłuchać tego systemu podczas sesji zdjęciowej, dlatego ze stoickim spokojem udawałem się w inne rejony salonu Q21. Widząc zainteresowanie tego obsługiwanego przez przedstawicieli z zagranicy pokazu, kilkukrotnie rzucałem uchem na set Naim – Diapason usytuowany na dole i muszę stwierdzić, że te niepozorne głośniki mają w sobie coś na tyle interesującego, że prawdopodobnie jedna z ich konstrukcji zagości w naszych progach.
Niestety warunki wystawowe nie pozwalają na głębsze oceny jakiegokolwiek zestawienia, ale z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że dźwięk był co najmniej na dobrym, a sądząc po tłoku bardzo dobrym poziomie. Dlaczego wspomniany tłok uważam za wiarygodny argument jakości prezentacji? To jest bardzo proste. Całe przedsięwzięcie pod tytułem „Audiofilska Majówka w Q 21” było od początku do końca perfekcyjnie zaplanowanym i zrealizowanym wydarzeniem, gdzie oprócz uczty dla zmysłów, mogliśmy zaspokoić bardziej przyziemne sprawy natury egzystencjalnej w postaci smakowitego poczęstunku z grilla. Intensywny, unoszący się wokół zapach skwierczącego mięsiwa na ruszcie powinien zwabić nawet w pełni sytego osobnika, tymczasem jak pisałem kilka wersów wcześniej, sale prezentujące systemy audio, nawet na moment nie pustoszały, z czego bezpardonowo korzystałem. Ale proszę się nie przejmować, jadła wystarczyło dla wszystkich. Gdy zbliżała się godzina „zero” – moment losowania cennych nagród, wszyscy czekali na rozwój wypadków, jednak najbardziej zasłuchanych nadal nie udawało się wyciągnąć na zewnątrz. Niestety ten punkt tradycyjnie musiał się odbyć i przystąpiono do loterii. Dwie wytypowane bezstronne sierotki, konsekwentnie wyciągały karty zgłoszeniowe z przygotowanej do tego celu urny, a tłum spontanicznie reagował brawami, nagradzając zwycięzców. Trwało to kilkanaście minut i gdy zbliżaliśmy się do meritum tej procedury –nagrody głównej, stopniowo rosnące napięcie tak szargało nerwami organizatora, że bezwiednie sam zapragnął ciągnąć losy. Uspokajam od razu, to był tylko efekt ogólnie panującej luźniej atmosfery i wszystko zakończyło się salwą śmiechu. Końcowe odliczanie dobiegło końca, laureaci z prezentami pod pachą – no może bez głównych nagród – udali się z powrotem na salony z muzyką, a my z Marcinem podliczaliśmy zyski tej wyprawy.
Jakie? Nie – nie, nie materialne, tylko czysto merytoryczne – do naszych przyszłych recenzji. To, co zaprezentowano w salonie w Pabianicach, było na tyle intrygujące, że chętnie przystaliśmy na propozycje testowe, które pozwolą zweryfikować przyczyny oblężenia pomieszczeń wystawowych. Ze wstępnych ustaleń wynika, że prawie ze stuprocentową pewnością otrzymamy wzmocnienie marki Crayon i wysoki model kolumn Diapason. Co z tych testów wyniknie zobaczymy, ale takie oblężenie Pabianic pokazuje, że istnieje w narodzie potrzeba wspólnych odsłuchów, które na miejscu prosto w oczy z konstruktorem pozwalają zweryfikować dumne zapowiedzi o wspaniałości brzmienia z ich bytem w realnym świecie.
Wszystkim, którzy byli dziękuję za miłą atmosferę, a nieobecni powinni zadbać o to, by w przyszłym roku pojawić się w salonie Q 21. Naprawdę warto.
Jacek Pazio
Najnowsze komentarze