Na rynek trafia Dual CS 718Q — gramofon rozwijany w niemieckim centrum konstrukcyjnym marki, kontynuujący tradycję kultowej serii 7. Model łączy napęd bezpośredni z bezżelaznymi cewkami, ramię typu carbon-aluminium sandwich z regulacją wysokości oraz mechanizm masowo niezależnego docisku, oferując referencyjne osiągi w klasycznej, sprawdzonej konstrukcji. Seria 7 marki Dual przez dekady wyznaczała standard jakości i niezawodności w świecie gramofonów analogowych, zdobywając status ikony w historii hi-fi. CS 718Q kontynuuje tę tradycję, łącząc rozpoznawalną estetykę z aktualną technologią i precyzyjnym wykonaniem podzespołów.
Gramofon powstał w niemieckim centrum projektowym Dual, gdzie każdy egzemplarz przechodzi kontrolę na precyzyjnej aparaturze pomiarowej. Konstruktorzy postawili na sprawdzone rozwiązania mechaniczne — beznapięciowy docisk igły, podwójne łożysko gimbalowe ramienia oraz cichy silnik bez części ulegających zużyciu.
TECHNOLOGIA I KONSTRUKCJA
NAPĘD BEZPOŚREDNI
Cichy silnik bezszczotkowy z bezżelaznymi cewkami eliminuje efekt cogging i drgania, nie przenosząc żadnych wibracji na talerz ani ramię. Konstrukcja pozbawiona pasków, szczotek i innych elementów eksploatacyjnych zapewnia długoletnią, niezawodną pracę.
DYNAMICZNY DOCISK IGŁY
Podczas poziomego ruchu ramienia sprężyna utrzymuje niemal stały docisk igły, niezależnie od siły grawitacji. Dzięki temudocisk pozostaje stabilny nawet przy nierówno ustawionym gramofonie, poprawiając odczyt zniekształconych płyt. Precyzyjna sprężyna spiralna produkowana jest w Niemczech, z gwarantowaną grubością materiału i zaawansowaną obróbką cieplną.
ANTISKATING NA SPRĘŻYNIE
Bezstopniowa regulacja pokrętłem, bez wcześniej ustalonych skoków, pozwala na precyzyjne dostrojenie kompensacji siły skoszenia w całym zakresie odtwarzania płyty.
KLASYCZNE RAMIĘ DUAL
Podwójne łożysko gimbalowe rozmieszczone wokół rury ramienia minimalizuje momenty przechyłu. Precyzyjne łożyska igiełkowe w połączeniu z dokładnie obrobionym czopem osi obrotu zapewniają niemal bezoporową pracę i wysoką stabilność dźwięku.
WYMIENNA GŁOWICA
Mechanizm śrubowy umożliwia wymianę głowicy w niecałą minutę, bez konieczności ponownej regulacji docisku i antiskatingu — raz ustawiony wkładek pozostaje poprawnie skalibrowany przy kolejnych zmianach.
MATERIAŁY I WYKONANIE
OBUDOWA
Korpus z płyty MDF, w wykończeniu satynowej czerni lub naturalnego forniru orzecha włoskiego. Wysokość nóżek jest regulowana, a wbudowane elementy elastomerowe tłumią rezonanse.
TALERZ
Precyzyjny odlew aluminiowy o wadze 2200 g (z matą), z gumowym pokryciem na spodzie oraz ciężką matą Dual tłumiącą rezonanse. Łożysko oparte na hartowanym stalowym trzpieniu z tuleją mosiężną.
RAMIĘ
Rura ramienia w konstrukcji kanapkowej aluminium-carbon, z precyzyjnie frezowaną głowicą z zaciskiem azymutu.
Gramofon wyposażono w gniazda RCA oraz XLR z wyjściem do wejścia phono. Funkcja auto-stop z automatycznym unoszeniem ramienia po zakończeniu odtwarzania płyty ułatwia codzienną eksploatację. Wymiary przy zamkniętej pokrywie wynoszą 435 x 367 x 155 mm, a całkowita waga urządzenia to 10 kg.
Dual CS 718Q adresowany jest do miłośników analogowego brzmienia, którzy cenią sobie klasyczną, sprawdzoną konstrukcję połączoną z aktualną technologią napędu i precyzją regulacji. Gramofon jest już dostępny w sprzedaży i nie jest fabrycznie wyposażony we wkładkę gramofonową — użytkownik dobiera ją samodzielnie, zgodnie z własnymi preferencjami dźwiękowymi. Dzięki wymiennej głowicy z regulacją azymutu ramię przyjmuje wkładki o wadze od 3 g do 13 g, przy zakresie regulacji docisku igły od 0 g do 3 g, co pozwala na dopasowanie szerokiej gamy dostępnych na rynku wkładek o odpowiedniej masie.
Cena rynkowa: 11 499 zł
Hegel rozszerza ofertę wzmacniaczy zintegrowanych o dwa nowe modele – H200 i A200. Nowości zostały zaprojektowane z myślą o różnych sposobach budowania systemu stereo: od nowoczesnych konfiguracji sieciowych po klasyczne zestawy analogowe.
Dwa spojrzenia na hi-fi
Nowe modele pokazują dwa różne kierunki rozwoju współczesnych systemów stereo. Hegel H200 powstał z myślą o użytkownikach, którzy oczekują kompletnego centrum audio, integrującego wzmacniacz, odtwarzacz sieciowy, przetwornik cyfrowo-analogowy (DAC) oraz przedwzmacniacz gramofonowy MM w jednym urządzeniu.
Model A200 kierowany jest natomiast do osób preferujących klasyczną konfigurację hi-fi. Wzmacniacz nie posiada wbudowanego streamera ani sekcji cyfrowej, pozostawiając pełną swobodę wyboru zewnętrznych źródeł sygnału, takich jak odtwarzacz sieciowy, DAC czy odtwarzacz CD.
Wspólna platforma wzmacniająca
Oba urządzenia wykorzystują tę samą konstrukcję wzmacniającą, oferując moc 2 × 150 W przy 8 Ω oraz autorską technologię SoundEngine2, opracowaną przez Hegla w celu redukcji zniekształceń sygnału w czasie rzeczywistym.
Zarówno H200, jak i A200 charakteryzują się stabilną pracą z obciążeniem do 2 Ω oraz współczynnikiem tłumienia przekraczającym 4000, co przekłada się na skuteczną kontrolę kolumn głośnikowych, także bardziej wymagających konstrukcji.
Oba modele wyposażono również we wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy MM wykorzystujący rozwiązania opracowane dla referencyjnego modelu Hegel V10.
Hegel H200 – nowoczesne centrum systemu stereo
H200 został wyposażony w rozbudowaną platformę sieciową obsługującą m.in. Spotify Connect Lossless, TIDAL Connect, Qobuz Connect, Apple AirPlay, Google Cast oraz Roon Ready. Wzmacniacz posiada także wysokiej klasy przetwornik cyfrowo-analogowy, szeroki zestaw wejść cyfrowych i analogowych oraz funkcje ułatwiające integrację z nowoczesnymi systemami audio i inteligentnym domem.
To propozycja dla użytkowników poszukujących jednego urządzenia, które stanie się centrum domowego systemu stereo.
Hegel A200 – klasyczne stereo bez kompromisów
A200 pozostaje wierny tradycyjnej koncepcji wzmacniacza zintegrowanego. Koncentruje się wyłącznie na analogowym torze sygnałowym, oferując bogaty zestaw wejść analogowych, w tym zbalansowane XLR, oraz przedwzmacniacz gramofonowy MM.
Brak wbudowanych funkcji cyfrowych jest świadomym założeniem konstrukcyjnym, skierowanym do użytkowników, którzy chcą samodzielnie dobierać poszczególne elementy swojego systemu hi-fi.
Dostępność
Nowe wzmacniacze Hegel H200 i Hegel A200 pojawią się w ofercie naszych autoryzowanych partnerów na przełomie sierpnia i września br.
Opinia 1
Jak z pewnością nasi wierni Czytelnicy zdążyli zauważyć dziwnym zbiegiem okoliczności choć to zazwyczaj pokaźnej postury urządzenia i kolumny są motywem przewodnim naszych niezobowiązujących i wybitnie subiektywnych refleksji a wszelakiej maści okablowanie i audio-akcesoria pełnią rolę swoistych przerywników dających wytchnienie naszym plecom, to popularność postów z linkami do naszych wynurzeń wydaje się ową prawidłowość odwracać. Okazuje się bowiem, że zdecydowanie więcej do powiedzenia nt. takowych akcesoriów i okablowania mają jednostki nimi zupełnie niezainteresowane, aniżeli stanowiące grupę docelową – obeznane, osłuchane z wielkogabarytowymi i górnopółkowymi komponentami w stylu high-endowych źródeł, przetworników, wzmacniaczy, czy wspominanych kolumn. Pomijając jednak modelowy wręcz przykład efektu Dunninga-Krugera, gdzie tego typu publikacje ściągają niczym płomień świecy ćmy jednostki wychodzące z założenia, że skoro się nie znają – nie miały obiektu dyskusji w ręku, o „przesłuchaniu” nawet nie wspominając, to się wypowiedzą, zastanawiający jest brak choćby śladowego pragnienia organoleptycznego – nausznego potwierdzenia głoszonych przez nich negacji wpływu „bibelotów” na cokolwiek z dźwiękiem związanym. Rozumielibyśmy, że nikt przy zdrowych zmysłach nie porywałby się na szarpanie się z ćwierćtonowymi kolumnami, bądź 150 kg wzmacniaczem, ale czemuż nie zbudować odpowiedniej narracji na własnych doświadczeniach z niepozornym, mieszczącym się w pudełku po małej pizzie kabelkiem. Najwidoczniej wystarczy im wiara, która podobnie jak cena podobno czyni cuda. My jednak do wszelakich zjawisk nadprzyrodzonych podchodzimy z daleko idącym sceptycyzmem i nawet jeśli ktoś takowe prawdy objawione nam oznajmia kurtuazyjnie kiwamy głową a następnie, jeśli nadarza się ku temu okazja owemu czemuś uważnie przysłuchujemy. I właśnie z takim przypadkiem przyszło nam się zmierzyć, bowiem dzięki uprzejmości łódzkiego Audiofastu dotarł do nas przewód … Ethernet Stealth Audio Black Magic Ultra T-Select, na którego test serdecznie zapraszamy.
Choć zarówno dostępne na stronie producenta oraz dystrybutora zdjęcia a poniekąd i sama nazwa mogą sugerować, iż tytułowy przewód jest, bądź przynajmniej powinien być czarny, to jak unaocznia powyższa galeria Stealth Audio Black Magic w swej topowej inkarnacji Ultra T-Select jest … biały. W dodatku o domniemanej „magiczności” świadczyć może jedynie charakterystyczna ruchoma carbonowa tuleja nanizana na jego przebieg, bo i samą średnicą, jak i bizantyjskością aparycji pochwalić się nie może. Ot tytułowy Stealth ma w pełni akceptowalną grubość, białą plecionką koszulki ochronnej niczym specjalnym się nie wyróżnia a pod względem podatności na zginanie i układanie mamy do czynienia z w pełni ergonomiczną wiotkością. A właśnie, skoro o ergonomii mowa to nie sposób nie wspomnieć, iż zastosowane przez Serguei’a Timacheva RJ-ki mają praktycznie całkowicie chowające się w gniazdach „zatrzaski”, więc wypinanie przewodu w sytuacji, gdy dostęp do gniazda jest utrudniony, jak chociażby w Lumïnach z racji „cofnięcia” ściany tylnej względem nawisu płyty górnej może wymagać nieco wprawy.
Pod względem budowy nasz dzisiejszy gość składa się z czterech skręconych ze sobą przewodów koncentrycznych w izolacji teflonowej. Ponadto zamiast ogólnodostępnego asortymentu producent zdecydował się na opatentowane własne złącza RJ45 w powłoce z włókna węglowego.
Dla jednych stety, dla innych niestety, ale inaczej wyjść mi nie chciało i nie dało się ukryć, iż apllikacja Stealth Audio Black Magic Ultra T-Select była … zauważalna. Znaczy po przesiadce z własnego punktu odniesienia coś się zmieniło. Co? Otóż amerykański interkonekt „gra” niezwykle płynnie, koherentnie i niemalże krągło, lecz bez wyraźnej utraty rozdzielczości, gdyż zarówno definicja planów, ich gradacja oraz rozlokowanie źródeł pozornych są na bardzo wysokim poziomie. Jednak od pierwszych taktów „Eternal Blue” Spiritbox wyraźnie słychać, iż w porównaniu z moim dyżurnym TIGLON-em TPL-3000L-WT (White Tiger) amerykańska łączówka nieco inaczej rozkłada akcenty, czyli w tym wypadku przesuwa je w kierunku spójności i soczystości tkanek wypełniających bryły, czy też kluczowości harmonii w przekazie. W rezultacie początkowo można odnieść wrażenie delikatnego spowolnienia przekazu i złagodzenia ataku. Jakby natychmiastowość zmian ewoluowała w kierunku płynności ich następowania niczym przy przesiadce z Vitus Audio SCD-025 Mk.II na któryś ze starszych modeli C.E.C-a. Jednak bardzo szybko okazuje się, że wszystko przebiega z właściwym sobie timingiem a jedynie wspomniane koherencja i gładkość a tym samym brak ostrości, szorstkości i podskórnej nerwowości powodują pozorne uspokojenie. A to z kolei bynajmniej nie objawia się niczym następstwa przyjęcia pavulonu a brakiem zazwyczaj zupełnie niepotrzebnej ofensywności, jak przykładowo nazbyt szorstkich górnych rejestrów w „Negative Spaces” Poppy. W rezultacie drącej się wokalistki można było słuchać nie tylko głośniej, co przede wszystkim dłużej bez wyraźnego zmęczenia. Całe szczęście amerykańska łączówka nie próbowała w ten sam sposób „uszlachetniać” dołu reprodukowanego pasma, więc tutaj różnicowanie konsystencji, faktur było pełne, praktycznie nienaruszone. Jedynie wspomnianą wcześniej „krągłość” śmiało można było uznać za „znak firmowy”, więc jeśli ktoś lubi być „golony” w trakcie odsłuchu niczym podczas wizyty w profesjonalnym barber shopie, to sygnatura Stealtha może wydać się mu nazbyt uładzona. Jednak jak to mówią de gustibus …, więc generalnie nie ma co gdybać, tylko wypożyczyć i posłuchać we własnym przewodzie
Nijakich uwag nie powinno być za to na leniwie sączącym się repertuarze w stylu „Diavola” Gabrielle Cavassa’y, gdzie blisko „ujęta” mikrofonem artystka jedynie roztacza wokół siebie aurę zmysłowego seksapilu i pewnej tajemniczości a Stealth jedynie pozwala sobie ów nastrój intensyfikować. Nie podaje wszystkiego na srebrnej tacy i nie dokonuje beznamiętnej analizy, lecz budując scenę nieco dalej niż mam na co dzień pozostawia miejsce na pewne niedopowiedzenie i własną, znaczy się słuchacza, interpretację.
Jak na high-endowe standardy Stealth Audio Black Magic Ultra T-Select jest niezwykle dyskretną, żeby nie powiedzieć „skromną” wizualnie propozycją. Jednak jego siła nie tkwi w iście bizantyjskim przepychu opakowania a wyrafinowanym i niezwykle zrównoważonym brzmieniu, które ani się nie narzuca, ani nie próbuje niejako na nowo zdefiniować naszych ulubionych i niemalże znanych na pamięć nagrań. Po prostu sprawia, że brzmią one nieco dojrzalej i atrakcyjniej, co szczególnie w przypadku ciężkiego rocka wydaje się wielce pożądaną cechą.
Marcin Olszewski
System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT
Opinia 2
Z uwagi na fakt braku akceptacji pewnych aspektów w naszej zabawie przez wielu moich pobratymców powiem wprost, temat tego spotkania jest bardzo gorący. Chodzi oczywiście o będące zarzewiem wielu sporów pośród audio-freaków okablowanie cyfrowe. Okablowanie, które w rozumieniu oponentów z racji przesyłania uporządkowanych pakietów zer i jedynek ma być wolne od jakiegokolwiek wpływu na brzmienie wykorzystującej je elektroniki. Niestety z doświadczeń nie tylko moich, ale zapewne także wielu z Was wynika, iż kolokwialnie mówiąc ta teoria nie trzyma się kupy, bo zamiany znakomicie słychać. Z jakich powodów to nie miejsce do rozkminiania tak polaryzującej kwestii, jednak nie mogę nie wspomnieć, iż nie raz i nie dwa gościłem u siebie zatwardziałego piewcę braku takiej możliwości, któremu po usłyszeniu różnic dotychczasowy techniczny świat wykonywał przysłowiowego fikołka. Ale zostawmy niewierzących w spokoju i przyjrzyjmy się tematowi tej epistoły. A będzie nim próba określenia cech brzmienia kabla zza wielkiej wody w postaci dostarczonego przez łódzkiego dystrybutora Audiofast Stealth Audio Black Magic Ethernet.
Jeśli chodzi o garść informacji na temat rzeczonego przewodu, w pierwszej kolejności spieszę donieść, że jak to u inżynierów tego podmiotu jest standardem, wszystko jest albo opatentowane, albo co najmniej firmowym pomysłem. Idąc za danymi ze strony Stealth Audio konstrukcja opiera się o firmowy splot 4 teflonowych przewodów koncentrycznych tworzących jedną zwartą wiązkę. Tę zaś wieńczą opatentowane przez Amerykanów wtyki RJ45 na bazie obrabianego maszynowo włókna węglowego. Ostatnią istotną informacją – przynajmniej dla sporej grupy z nas, jest zapewniający najwyższą jakość produktu ręczny proces produkcyjny każdej sztuki i przed spakowaniem w estetyczne opakowanie poddanie procesowi testowemu na specjalnie zaprojektowanej do tego celu maszynie. Jak widać, informacje, mimo że jest ich kilka, są jednak bardzo zdawkowe, jednak tak naprawdę najważniejszy jest efekt soniczny oferowany przez naszego bohatera, o czym skreślę kilka zdań w kolejnym akapicie.
Co mogę powiedzieć o tytułowej cyfrówce spod znaku Stealth Audio? Otóż najważniejszą jej cechą jest bardzo lubiana przez wielu melomanów muzykalność. Bez poszukiwania nadmiernej ekspresji, jednak z zachowaniem pełnej palety informacji, co wespół ze świetną barwą i esencjonalnością słuchanej muzyki podnosi namacalność jej odbioru. Naturalnie efektem jest minimalne ugładzenie krawędzi dźwięku i agresji ataku, ale myli się ten, kto sądzi, że muzyka jakoś dramatycznie zwolniła tempo. Co to, to nie, gdyż konsekwentnie serwowała mi ofensywne basowe impulsy, ciekawie rozwibrowaną średnicę – mimo sporej soczystości i co prawda ocieplone, ale nadal dźwięczne wysokie tony. Po prostu po kablowej roszadzie z mojego codziennego kabla LAN duńskiej marki Dyrholm na Amerykanina zmianie uległy tylko priorytety brzmienia systemu, a nie jakość prezentacji. Przekaz wzmocnił się w domenie masy i płynności, co spowodowało przyjemne w odbiorze ukulturalnienie słuchanej muzyki. Nadal oferującej odpowiedni pakiet ekspresji, jednak tym razem z wyczuwalnie większą nutą gładkości oraz przyjemnej w odbiorze, bo dobrze rozumianej krągłości. A co w tym wszystkim było najistotniejsze, to fakt, że gdy twórczość ukierunkowana na docieranie do głębi duszy melomana romantyka zjawiskowo na tym w zrozumiały sposób tylko zyskiwała, to ta z puli buntu mimo lekkiego utemperowania bezpośredniości specjalnie niczego nie traciła, a jedynie przyjemniej wybrzmiewała. Efektu działań kabla Black Magic na polu jazzu ze zrozumiałych względów nie będę przywoływał, bo szczypta płynności przy dobrym pakiecie informacji zawsze jest mile widziana. Warto natomiast nieco przyjrzeć się przykładowym rozszalałym pasażom rockowym. Chodzi o to, że w pierwszym momencie wyczuwalne minimalne uspokojenie prezentacji natychmiast z wielką przyjemnością kompensowałem głośnością słuchania. Kocham ten rodzaj muzyki i bez problemu biorę na przysłowiową klatę słabą jakość realizacji. Jeśli jednak podczas podobnego do testowego odsłuchu wirtualny świat pomiędzy kolumnami jest udanie pokolorowany, natychmiast łapię za pilota i podnoszę dawkę wypełniających mój pokój decybeli. Chyba nikogo nie muszę przekonywać, że wówczas rockowe popisy odbiera się inaczej. Naturalnie w tym przypadku tylko i wyłącznie lepiej.
Gdzie sytuowałbym punkt zapalny naszego spotkania? Ze zrozumiałych względów w pierwszej kolejności w systemach cierpiących na zbytnią oschłość, chłód oraz niedowagę projekcji muzyki. Stealth Audio Black Magic jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sprawi, że muzyka nabierze odpowiednich proporcji w domenie wagi i gładkości, a przez to muzykalności. Ale tak naprawdę bez problemu spróbowałbym również zastosować go w zestawach neutralnych. Wiem, że teoretycznie dają Wam wszystko. Jednak czasem może okazać się, że nie do końca lub najzwyczajniej w świecie zmieniły się Wasze preferencje i doprawienie brzmienia posiadanej układanki audio dobrze rozumianą muzykalnością będzie trafieniem w nowy punkt oczekiwań znudzonej starym brzmieniem duszy. Czy tak finalnie będzie, nie wiem. Wiem jednak, że w obu przypadkach warto podnieść testową rękawicę.
Jacek Pazio
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Audiofast
Producent: Stealth Audio Cables
Cena: 16 360 PLN / 1m + 2 340 PLN / 0,5m
Opinia 1
Gdy spojrzymy na serię fotografii, od pierwszego kontaktu wzrokowego widać, iż ta marka to typowy przedstawiciel tak zwanego nurtu Hi-Tech. A to zazwyczaj oznacza nowoczesny trend gwarantujący wysoką jakość wykonania, zaawansowanie techniczne użytych komponentów, często kojarzoną z tego typu produktami pewnego rodzaju smukłość konstrukcji, a także bardzo często – z czego notabene po trosze nasz bohater się lekko wymyka o czym za chwilę – dobrze rozumianą żywiołowość prezentacji. Kojarzycie już z czym mamy do czynienia? Tak tak, to mający już swoje dwukrotne pięć minut na naszym portalu z modelami MB5B oraz MB8B rasowy Scansonic HD. Co tym razem z portfolio tego producenta nas odwiedziło? Otóż za sprawą działań logistycznych warszawskiego Hi-Fi Systemu w moich skromnych progach pojawił się już pokaźny gabarytowo model Q10. Jak widać, jest co postawić w pokoju i przed czym zasiąść do słuchania ulubionej muzyki, zatem nie pozostaje mi nic innego, jak opisać, co tak naprawdę czeka nas po jego aplikacji z posiadany tor audio.
Jak wspominałem, nasze bohaterki są wzorowym przedstawicielem nurtu Hi-Tech, dlatego w pierwszej kolejności są bardzo smukłe, w drugiej w tym przypadku stosunkowo wysokie, zaś w trzeciej wykorzystują nowoczesne węglowe przetworniki. Ale to nie wszystkie ciekawe aspekty tej konstrukcji. Otóż jako efekt walki ze szkodliwymi falami stojącymi wewnątrz obudowy jedynymi równoległymi i z tego względu płaskimi płaszczyznami są w niej podstawa i górna połać kolumny. Reszta w postaci zbiegających się ku bardzo wąskiemu tyłowi boków, frontu i rewersu są łukowate lub lekko zaoblone. To natomiast sprawia, że bryła jest nie tylko nowoczesna, ale także bardzo przyjazna dla oka. Jeśli chodzi o ich wyposażenie, w przypadku zastosowanych przetworników, mamy do czynienia z zagłębioną w lekkim falowodzie wstęgową wysokotonówką, jednym węglowym średniakiem i dwoma także na bazie węgla basowcami, w temacie strojenia dolnego zakresu pięć portów bas-refleks, w kwestii stabilizacji jednak narażonych na łatwe przewrócenie konstrukcji dwoma aluminiowymi poprzeczkami z regulowanymi stopami, zaś w zagadnieniu podłączenia do zastanego systemu pojedynczym zestawem zacisków. Tak prezentujący się zestaw smukłych panien obsługuje zwrotnica zapewniająca 3-drożność konstrukcji, która przy obciążeniu 4 Ohmów i skuteczności 88 dB pozwala im pokryć pasmo w zakresie 41 Hz – 20 kHz. Jeśli chodzi o podstawowe informacje w rozumieniu gabarytów, ich szerokość to 240 mm, wysokość 1395 mm, głębokość 500 mm, a waga jednej sztuki osiąga wartość 37.5 kg.
Jak brzmią Q10-ki? Już we wstępniaku wspominałem, iż nie powielają typowych standardów brzmienia kolumn z puli Hi-Tech, czyli nie stawiają na bezkompromisową szybkość narastania sygnału, często kosztem wagi i odpowiedniej kolorystyki kreowanego przez siebie dźwięku. Otóż będące punktem dzisiejszego zainteresowania konstrukcje w głównej mierze skupiają się na docieraniu do sedna muzykalności prezentacji. To zaś gwarantuje mocne osadzenie w masie, odpowiednie nasycenie środka pasma i unikanie nadmiernej ekspresji w jego górnych partiach. Czy to oznacza utratę witalności i radości słuchanej muzyki? Naturalnie nie. Owszem, dla typowych poszukiwaczy doznań w rodzaju zarzucania słuchacza efektami kojarzonymi z syndromem ADHD, czyli szybko i wyraziście ponad wszystko, tytułowe Scansonici mogą wydać się nieco wolniejsze. Jednak nie będzie to żaden problem, tylko efekt wyborów sekcji inżynierskiej podczas ich projektowania, gdyż naturalnym feedbackiem zwiększania masy i lekkiego uplastyczniania brzmienia najwyższych rejestrów jest pojawienie się w przekazie większej nutki spokoju, co przecież jest swoistym antonimem szaleństwa. Tylko żebyśmy się dobrze zrozumieli, to nadal jest wyraziste granie, jednakże z mocniejszym naciskiem na soczystość, a przez to większą namacalność rozgrywanych w naszych domostwach popisów scenicznych. Dzięki temu dostajemy bardziej dosadny w ilość kontrolowanej energii bas, kolorowy środek i dźwięczne, jednak bez prób samodzielnego brylowania w eterze wysokie tony, jednym słowem muzykę przez duże „M”, co notabene uwielbia znakomita większość z nas.
Dzięki takiemu postawieniu sprawy świetnie wypadł choćby krążek naszych jazzowych tuzów w postaci duetu Adama Bałdycha wespół z Leszkiem Możdżerem na płycie „Passacaglia”. To tak naprawdę dość trudny materiał, gdyż w przypadku choćby delikatnego przekroczenia przez system odpowiedniego poziomu nasycenia i ukulturalnienia dźwięku oba wykorzystywane w materiale instrumenty najzwyczajniej w świecie w swej ekspresji zgasną. Skrzypce mają być nośne i dźwięczne, a fortepian dostojny i lotny, co przy optowaniu systemu raczej za płynnością nie jest tak łatwe do wykreowania. Na szczęście kolumny dzięki pracy w układzie trójdrożnym, mimo jak wspominałem grania bardziej barwą i soczystością, aniżeli rozmachem, bez problemu zadbały o rozdzielczość każdego zakresu, co pokazało raz intymność, a raz werwę zawartą w każdym z zarejestrowanych utworów. Dzięki temu dostałem wszelkie odmiany zawartego w tej muzie piękna.
A co wydarzyło się na drugim biegunie wyrazistości sonicznej? Tutaj nie będę oryginalny i kolejny raz podeprę się uwielbianym AC/DC z materiałem pod nazwą „Power Up”. O dziwo mimo nieco większego pakietu wagi i nasycenia dźwięku panowie nadal emanowali odpowiedną dawką elektryczności. Naturalnie teraz z nutą mocniejszego udziału energii gitar i mocniejszej w tej samej domenie wokalizy, ale mimo delikatnego utemperowania agresji ataku i wyrazistości przekazu cały czas bez problemu bawiłem się ma maxa, a czasem nawet bardziej. Co mam na myśli? Oczywiście fakt możliwości mocniejszego podkręcenia gałki wzmocnienia jako efekt uboczny nadania przekazowi większej nutki kultury. Po takim działaniu przekaz zyskał na intensywności wpływania na moje emocje, a zawarte w muzyce przekaz bez problemu dotarł w głębsze pokłady zawsze wściekłej wewnątrz mnie duszy.
Gdzie widziałbym testowane kolumny spod znaku Scansonic HD Q10? Naturalnie wszędzie tam, gdzie potencjalny nabywca nie wymaga od dźwięku co prawda czasem lubianej, ale w wartościach bezwzględnych męczącej większość populacji melomanów nachalności projekcji słuchanej muzyki. W tym aspekcie nasze bohaterki są bezwzględne i pokażą muzykę z jej bardziej ludzkiej strony. Czy swoją ofertą zadowolą każdego? Naturalnie z przyczyn różnego wpływu każdego ze współpracujących z nimi komponentu w danym torze audio nie ma na to szans. Jednak, jeśli nie szukacie ekstremów w prezentacji, tylko możliwości łatwego zatopienia się w ulubionym materiale muzycznym, będące tematem tej epistoły konstrukcje to bardzo dobry trop do prób na własnych warunkach. Kolejny raz dodam, że trop muzykalny.
Jacek Pazio
Opinia 2
O tym, że „skojarzenia to przekleństwo” wspominaliśmy nie raz i to głównie w formie przestrogi przed zbyt bezrefleksyjnym przypinaniem łatek bazując li tylko na pozorach i właśnie skojarzeniach. Jak się jednak okazało zgodnie z klasycznym „niech pierwszy rzuci kamieniem …” (wiadoma scena ukamienowania z „Żywota Briana” jest do nieodzobaczenia) okazało się, że i sam dałem się takowym mechanizmom zwieść. Na swoją obronę mam jedynie to, że winę za ów stan ponosi poniekąd wytwórca dzisiejszego obiektu naszego zainteresowania, bowiem rekomenduje swoje kolumny jasko „szczególnie dobrze nadające się do dużych pomieszczeń, lub kina domowego”. O ile bowiem pierwszą część rekomendacji bez popijania jestem w stanie strawić, bo w końcu mamy do czynienia z pokaźnymi podłogówkami, więc nikt przy zdrowych zmysłach do 20-metrowego nano-apartamentu raczej nie powinien próbować ich wstawiać, o tyle będąca niemalże audiofilskim oksymoronem „kinodomowa rekomendacja” na poziomie blisko 65 kPLN wydaje się przysłowiowym strzałem nie tyle w stopę, co przynajmniej w kolano. To tak jakby w salonie BMW doradca klienta o 530 konnym M4 Competition w ramach zachęty potencjalnym nabywcom niezobowiązująco wspomniał, że jest to propozycja idealna dla pardon my French „bezkarkiego dresa” wrzucającego swoje drogowe ekscesy na Tik-Toka. O czym mowa? O kolejnym przejawie duńskiej myśli technicznej, czyli podłogowych kolumnach Scansonic HD Q10, którymi raczył był uszczęśliwić nas stołeczny Hi-Fi System perfidnie nic a nic o powyższych rekomendacjach nie wspominając. Skoro jednak nasze dotychczasowe kontakty w ww. marką nijakich problemów nie rodziły, to i tym razem pomimo początkowego „zdziwienia” wskazaną grupą odbiorców postanowiliśmy wziąć je na redakcyjny tapet.
Pomijając wstępniakowe dywagacje o zalecanej konfiguracji patrząc na tytułowe gościnie śmiało można uznać, że jeśli dla kogoś opisywana przez nas wcześniej propozycja w postaci majestatycznych MB8B wydawała się nazbyt przytłaczająca gabarytowo, to w firmowym portfolio Duńczyków znajdą wielce intrygującą i wyraźnie lżejszą optycznie alternatywę. 10-ki są bowiem nie tylko wyraźnie smuklejsze od swoich poprzedniczek, co właśnie dzięki „wrzecionowatej” bryle o wiele bardziej „zwiewne”. Ich zwężające się ku dołowi, górze i tyłowi korpusy z powodzeniem znikają nawet w dalekich od „halowych” metrażach a czarne umaszczenie dostarczonej na testy parki dodatkowo je „wyszczupla”. Patrząc od góry pozbawione, nawet w formie płatnej opcji, maskownic fronty mieszczą schowane w niewielkim falowodzie firmowe wstęgowy wysokotonowiec z zabezpieczoną metalową siateczką kaptonową membraną. Pod nim znajdziemy 5,25″ (15 cm) przetwornik średniotonowy a następnie duet 8″ (20cm) basowców, których membrany wykonano z włókna węglowego. Na będącej w zaniku ścianie tylnej tuż przy podstawie umieszczono w pionie klasyczne, pojedyncze terminale głośnikowe a nieco poniżej połowy wysokości imponującą baterię pięciu (!!) ujść kanałów bas-refleks o średnicy 4cm i długości 15cm każdy. Dla poprawy stabilności blisko 140 cm kolumn, które u swej podstawy mają zaledwie 19 cm wyposażono w wykonane z aluminium poprzeczki zakończone antywibracyjnymi stopami.
Pod względem elektrycznym mamy do czynienia z układem trójdrożnym o skuteczności 88 dB, 4 Ω impedancji oraz częstotliwościach podziału ustawionych na 400 Hz i 2800 Hz. Czyli na upartego można próbować napędzić je lampą, ale raczej, zgodnie z zaleceniami producenta o mocy przynajmniej 50W.
Jak już podczas wcześniejszych spotkań ze Scansonicami nadmieniałem, choć Duńczycy nader odważnie eksperymentują zarówno z formą, jak i nomenklaturą swoich kolumn, to praktycznie niezależnie od serii (może poza budżetowymi L-kami) konsekwentnie trzymają się wypracowanego, firmowego brzmieniowego wzorca. I taką też szkołę reprezentują Q10-ki nader udanie łącząc obszerność i swobodę prezentacji z koherencja przekazu i nienachalnym wyrafinowaniem. Mamy zatem do czynienia z dźwiękiem nie tylko mówiąc lapidarnie „dużym”, ale i przy zachowaniu świetnej rozdzielczości kojącym. Jednak pierwszą cechą 10-ek, która niejako na starcie ustawia ich postrzeganie jest pokłosie usytuowania przetworników wysokotonowych na wysokości 130 cm i średniotonowców na 115 cm, przez co, przynajmniej na początku, trzeba przyzwyczaić się do wyraźnie … podniesionej sceny. Nie jest to jednak jakaś kuriozalna aberracja a jedynie efekt porównywalny do zajmowania miejsc w pierwszych rzędach widowni, przez co zarówno „aparaty paszczowe”, jak i dzierżone w dłoniach instrumentarium pojawiających się na scenie artystów znajdować się będzie ponad linią naszych uszu. Jak łatwo się domyślić taki sposób narracji jest niczym woda na młyn wszelakich nagrań koncertowych i operowych. Dlatego odsłuch czy to „Il Trovatore” Verdiego , czy „Symphonica” George’a Michaela na Scansonicach niebezpiecznie zbliża się do poziomu realizmu godnego, jeśli nie osobistego uczestnictwa w ww. rejestracji, to przynajmniej seansu w IMAX-ie. Dostajemy bowiem iście „kinowy” rozmach, swobodę i co charakterystyczne niezwykle intensywną prezentację wymiaru wysokości. Jak łatwo się domyślić oczywistymi beneficjentami są również nagrania dokonane w przestrzeniach sakralnych i charakteryzujących się wysokimi sklepieniami, jak daleko nie szukając „In My Solitude: Live at Grace Cathedral” Branforda Marsalisa.
Całe szczęście również i normalnym realizacjom ze Scansonicami, bądź w zależności od punktu widzenia, Scansonicom z takowym repertuarem po drodze, gdyż duńskie podłogówki z wyraźną radością lubią robić użytek z posiadanego potencjału dynamicznego, więc bujający latynoskimi rytmami „Dios Bendiga” Cypress Hill niejako z automatu powodował zwiększenie poziomu głośności do poziomów pozwalających dokładnie poznać nasze gusta okolicznym mieszkańcom. Co ciekawe nawet przy operujących tuż przy granicy komfortu dawkach decybeli ani razu nie udało mi się przyłapać Q10-ek zarówno na kompresji, jak i przede wszystkim ofensywności góry pasma. Wręcz przeciwnie, najwyższe składowe cały czas pozostawały gładkie, lekko dosłodzone i niezwykle wyrafinowane, kojące. Nie oznacza to bynajmniej braku rozdzielczości, gdyż ta była wyborna (vide Marsalis), lecz brak jakichkolwiek oznak szklistości czy ziarnistości sprawiał, że dostarczając pełen pakiet informacji nie raniły naszych zszarpanych codziennymi zmaganiami nerwów.
Na sam koniec, z kronikarskiego obowiązku, wspomnę jedynie o cesze niejako oczywistej dla Scansoniców, czyli zdolności całkowitego znikania ze sceny wzorem klasycznych monitorów, więc jeśli ktoś chciałby zostać sam na sam z Carlą Bruni i jej gitarą na „Quelqu’un m’a dit”, to tytułowe kolumny nie będą stały mu na drodze, dyskretnie usuwając się w cień i dokonując wielce skutecznej dematerializacji.
W ramach podsumowania pozwolę sobie określić Scansonici HD Q10 mianem niezwykle elegancko i przyjemnie grających kolumn, które nie wykazując ambicji operowania w ekstremach tak dynamiki, jak i wyrazistości, przedkładają nad nie komfort odsłuchu i swobodę prezentacji. Ponadto z racji swoich gabarytów a przede wszystkim wysokości na jakiej zamontowano w nich wysokotonówki warto zapewnić nie tyle im, co sobie odpowiedni dystans do miejsca odsłuchowego, żeby nie musieć przy każdym odsłuchu zbytnio zadzierać głowy.
Marcin Olszewski
System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80
Dystrybucja: Hi-Fi System
Producent: Scansonic HD
Cena: 64 500 PLN (Black); 73 100 PLN (Walnut)
Dane techniczne
Konstrukcja: 3-drożna, podłogowa, wentylowana
Pasmo przenoszenia (-6 dB): 41 Hz – 20 kHz
Impedancja: 4 Ω
Skuteczność: 88 dB
Częstotliwości podziału zwrotnicy: 400 Hz, 2800 Hz
Zastosowane przetworniki:
– wysokotonowy: wstęgowy
– średniotonowy: 5,25″
– basowy: 2 x 8″
Zalecana moc wzmacniacza: min. 50 W
Wymiary (S x W x G): 240 x 1395 x 500 mm
Waga: 37,50 kg
Dekada innowacji w pełnej krasie
W sierpniu 2026 roku, po dziesięciu latach żmudnych prac badawczo-rozwojowych trafi do sprzedaży rewolucyjny przedwzmacniacz EC-5 norweskiej firmy Electrocompaniet. To technologiczne arcydzieło, które na nowo definiuje integralność sygnału dźwiękowego dzięki przełomowej, autorskiej technologii, jednocześnie zachowując klasyczną estetykę marki i wprowadzając znaczące ulepszenia.
Sercem urządzenia jest wyjątkowy system regulacji głośności zastosowany w EC 5. Jest to czysto elektroniczna konstrukcja bez użycia mechanicznych komponentów lub przekaźników, które mogłyby negatywnie wpłynąć na jakość dźwięku.
Ten cud inżynierii utrzymuje stałą długość ścieżki sygnału niezależnie od ustawienia natężenia głośności, zapewniając bezprecedensową przejrzystość dźwięku w 1000 krokach regulacji głośności. Superprecyzyjna regulacja odbywa się co 0,1 dB.
W pełni dyskretna konstrukcja dual-mono pracuje w czystej klasie A, z układami zasilania dedykowanymi dla każdego kanału oraz z wieloma stopniami regulacji pracy i tłumienia szumów. Dwa dedykowane transformatory toroidalne o mocy 80 VA i pojemność kondensatorów wynosząca 15 000 μF na kanał zapewniają bezkompromisową wydajność w każdych warunkach.
Dzięki zadziwiającym parametrom technicznym, obejmującym pasmo przenoszenia 0,5 Hz–450 kHz i znikomo niskiemu poziomowi zniekształceń THD+N (Całkowitych zniekształceń harmonicznych plus szum) wynoszącemu 0,0002%, EC 5 reprezentuje szczyt możliwości analogowego przedwzmacniacza, w którym wpływ na dźwięk elektroniki zanika, a liczy się tylko muzyką.
Triumfalny powrót pokrętła głośności, teraz płynnie zintegrowanego z akrylowym panelem przednim, zapewnia zarówno satysfakcjonujące doznania w trakcie użytkowania urządzenia, jak i precyzyjną kontrolę. Za eleganckim 7-calowym kolorowym wyświetlaczem kryje się przedwzmacniacz zaprojektowany jako centrum sterowania wielokrotnie nagradzanymi wzmacniaczami mocy AW300M i AW800M.
Cena detaliczna 88 500 zł
Specyfikacja i dane techniczne EC 5
Wejścia
• 4 zbalansowane wejścia XLR na kanał
• 2 niezbalansowane wejścia RCA na kanał
• 2 wejścia Trigger 12V
• Możliwość wyboru: wewnętrznego, zewnętrznego lub nieaktywnego czujnika podczerwieni
• Port Ethernet do sterowania aplikacją i aktualizacji oprogramowania sprzętowego
Wyjścia
• 2 wyjścia zbalansowane XLR na kanał
• 1 wyjście niezbalansowane RCA na kanał
• 1 zbalansowane XLR wyjście tape/record na kanał
• 1 wyjście taśmowe/nagrywania single-ended RCA na kanał
• 3 x wyjścia Trigger 12 V
• 1 x wyjście IR
Regulacja głośności
• Opracowana przez Electrocompaniet superprecyzyjna regulacja głośności
• 10 lat prac badawczo-rozwojowych
• Brak mechanicznych przełączników lub przekaźników
• Czysto elektroniczna konstrukcja z opracowanymi we własnym zakresie elektronicznymi przełącznikami
• Zestaw rezystorów równoległych ustawia poziom głośności, przy całkowitym braku degradacji jakości sygnału
• Ścieżka sygnału ma zawsze stałą długość poprzez regulację głośności – jeden rezystor
• Brak szumów i zniekształceń w trakcie regulacji głośności
• 1000 stopni regulacji głośności
• Zakres regulacji od -100dB do +20dB
• Regulacja głośności odbywa się co 0,1 dB, w zakresie od -73dB do +20 dB
Wybór wejścia
• Opracowany przez firmę Electrocompaniet selektor wejść
• Wyposażony w firmowe przełączniki elektroniczne
• W pełni zbalansowana konstrukcja
• Brak przełączników mechanicznych lub przekaźników
• Absolutnie brak generowanych szumów lub zniekształceń
• Ochrona przed ESD (wyładowaniami elektrostatycznymi) i przeciążeniem wejściowym bez wpływu na jakość sygnału
Zasilanie
• Dwa transformatory toroidalne 80VA zasilające obwody audio
• Łączna pojemność magazynowania kondensatorów – 15000uF na kanał
• W pełni niezależne zasilacze dla każdego kanału
• Każdy kanał ma trzy stopnie filtrowania szumów i regulacji
Obwody wzmacniacza
• W pełni dyskretny układ o bardzo wysokiej przepustowości/obwody o wysokiej szybkości narastania
• Konstrukcja typu dual mono
• Obwody pracujące w czystej klasie A od wejścia do wyjścia
• Wszystkie tranzystory obsługujące sygnał pracują bez wahań napięcia, co zapewnia wyjątkowo niski poziom zniekształceń.
• Bezpośrednie sprzężenie – brak kondensatorów w ścieżce sygnału
• Wysoka szerokość pasma otwartej pętli Electrocompaniet
Topologia AmpliWire z niskim ujemnym sprzężeniem zwrotnym
• Wysokoodporny stopień wyjściowy z łatwością radzi sobie z obciążeniami rzędu 600 Ohm i długimi przewodami sygnałowymi
• Wyjście jest włączane/wyłączane za pomocą firmowo opracowanych przełączników elektronicznych
• Wewnętrzne zabezpieczenie przed przegrzaniem
• Zabezpieczenie przed zwarciem DC na wyjściu
Ogólne
• 7-calowy kolorowy wyświetlacz IPS umieszczony za akrylowym frontem
• Duże łożyskowane pokrętło regulacji głośności zintegrowane z akrylowym frontem
• Automatyczny wybór napięcia sieciowego 115V AC / 230V AC
• Pilot zdalnego sterowania na podczerwień
• Brak przekaźników, przełączników lub złączy w ścieżce sygnału od wejścia do wyjścia
• Wewnętrzne usztywnienia / radiatory tworzą bardzo stabilną obudowę
• Obudowa podzielona na ekranowane części – górną i dolną
• Wszystkie obwody analogowe w górnej oddzielnej komorze
• Transformatory zasilające i obwody sterujące w oddzielnej dolnej komorze
• Złącze uziemienia dla zewnętrznego uziemienia systemu
• Kontrola balansu
• Dopasowanie nazw i poziomów głośności różnych źródeł sygnału
• Wizualizacja napięcia sieciowego na wyświetlaczu
• Pobór mocy w trybie czuwania < 0,5 W
Dane techniczne
• Impedancja wejściowa: 47 kΩ
• Impedancja wyjściowa: 22 Ω
• Pasmo przenoszenia: 0,5 – 450 kHz
• Maksymalne wzmocnienie napięciowe: 20 dB
• SNR (ref. 1 V, 20–20 kHz, A-wht): 113 dB
• Separacja kanałów: >120 dB
• Maksymalne napięcie wejściowe: 10 Vrms
• Maksymalne napięcie wyjściowe: 10 Vrms
• Napięcie wyjściowe DC: < 1 mV
• THD+N: 0,0002 %
• Pobór mocy w trybie czuwania: < 0,5 W
• Pobór mocy w stanie spoczynku: 80 W
• Waga: 36 kg
• Wymiary:
Wysokość: 190 mm*
Szerokość: 470 mm
Głębokość: 420 mm**
*z uwzględnieniem nóżek przedwzmacniacza
**z uwzględnieniem pokrętła głośności i gniazda uziemienia
Po wielce udanym kondycjonerze Ad 1 przyszła pora na przyjrzenie i przysłuchanie się oczko wyżej usytuowanemu rodzeństwu – Acoustic Dream Ad 2.
Cdn. …
Najnowsze komentarze