Monthly Archives: sierpień 2026


  1. Soundrebels.com
  2. >

O ile w butikowym, wyrosłym z DIY segmencie niemalże jednostkowych wypustów customizacja jest niejako tak oczywista jak szycie na miarę w dobrym domu mody, to w przypadku produkcji masowej na ewentualne zmiany i modyfikacje zazwyczaj, o ile sprawa nie dotyczy błędu konstrukcyjnego, czeka się przynajmniej do kolejnej inkarnacji danego modelu. Oczywiście historia zna przypadki umożliwiające komponowanie może nie tyle konkretnego urządzenia, co zestawu dostępnych we/wyjść niczym z klocków znanej duńskiej marki (vide Trigon Epilog), ale śmiało możemy uznać, iż jest to swoisty wyjątek potwierdzający regułę. Nieco inaczej sprawy mają się z reprezentantami domeny cyfrowej, czyli wszelakiej maści transportami i plikograjami, gdzie zmian dokonuje się w warstwie programowej a nie sprzętowej, więc o ile tylko producent raczył był wypracować sobie sprawny kanał komunikacji z odbiorcami i słucha spływającego do niego feedbacku (jak daleko nie szukając czyni to Lumin), to stosowne usprawnienia mogą być wdrażane w ramach kolejnych upgrade’ów firmware’u. Jak jednak nadmieniłem owa elastyczność dotyczy przede wszystkim oprogramowania a tymczasem w ramach dzisiejszego spotkania zmierzymy się z przypadkiem niemalże błyskawicznej reakcji producenta nie dość, że sprzętowego, co „globalnego”. Mowa bowiem o japońskim Furutechu, który praktycznie dopiero co zdążył pochwalić się swoją flagową łączówką Project V1-LAN a właśnie otrzymaliśmy na testy jej prototypową, w dodatku przez nas „sugerowaną” wersję, w której firmowe, acz o „cywilnej” funkcjonalności RJ-ki zastąpiono profesjonalnymi, zdecydowanie bardziej wytrzymałymi mechanicznie wtykami Telegärtner-a. I o ile dla twardogłowych wyznawców datasheetów w tym momencie część merytoryczna dobiega końca, to dla nas dopiero zabawa się zaczyna. Jeśli zatem macie Państwo na ową zabawę chęć, to nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić Was do lektury moich obserwacji z następstw dokonanej przez Furutecha zmian konfekcji.

Jeśli chodzi o aparycję, to jak doskonale na zdjęciach widać oprócz wspomnianych Telegärtner-ów (MFP8 T568B kat. 8.1?), które zastąpiły firmowe stalowo-carbonowo-NCF-owe wtyki nic się nie zmieniło. Dlatego też zainteresowanych anatomicznymi szczegółami odsyłam do naszych wcześniejszych wynurzeń a pozostałej części czytelników jedynie nadmienię, iż tytułowe przewody pokrywa czarna polipropylenowa plecionka spod której przeziera miedziany ekran. Ponadto na V1-kę nanizano dwie baryłkowate aluminiowo-NCFowo-carbonowe mufy z logotypem producenta oraz oznaczeniem kierunkowości.

No dobrze, kwestie aparycyjne mamy za sobą, więc sprawdźmy jak prototypowa wersja radzi sobie z prozą życia. I tak o poprawie ergonomii, jak i komforcie pracy (podczas wielokrotnego wpinania/wypinania) nawet nie ma co wspominać, bo wreszcie nie trzeba martwić się ryzykiem wyłamania zatrzasku, jak i dostępem do niego, gdy w spinanym nim urządzeniu dostęp do portu Ethernet jest utrudniony.
To jednak jedynie niewinna przystawka do części odsłuchowej, bowiem nie da się ukryć, iż wymiana wtyków nader wyraźnie wpłynęła również na … brzmienie V1-ki. W dodatku owa zmiana bynajmniej nie nosiła znamion spodziewane ewolucji w stosunku do wersji bazowej, lecz śmiało zasługiwała na miano … transformacji. O ile bowiem protoplasta stawiał na, jak to wcześniej ująłem „bezpardonowość i brak zahamowań przed pokazywaniem „szorstkiej” prawdy zawartej w materiale źródłowym”, to tytułowy prototyp nawet nie tyle dodał do powyższego pakietu solidną dawkę wyrafinowania, co niejako na nowo zdefiniował oferowane walory soniczne. Walory, w których pierwsze skrzypce grały onieśmielająca rozdzielczość i otwartość dźwięku a pozostałe składowe nie mając zbytnio wyjścia zostały im podporządkowane. Nie oznacza to bynajmniej, że Furutech Project V1-LAN popadł w bezduszną analityczność i prosektoryjny chłód bestialsko sypiąc wokół żyletkami, co po prostu wspinając się na wyżyny wspomnianej rozdzielczości oferuje taki ogrom (co de facto możemy utożsamiać z pełnią) informacji, że pierwotna inkarnacja może jawić się przy nim jako li tylko … detaliczna i wręcz nieco „kwadratowa”. Mam tylko cichą nadzieję, że rozumiecie państwo skalę zastosowanej przed chwilą hiperboli, gdyż protoplasta niniejszego prototypu nadal w pełni zasługuje na miano konstrukcji wybitnej, co wcale nie oznacza, że nie można było i koniec końców zostało to zarobione, go poprawić żeby zagrał jeszcze lepiej. I właśnie ucieleśnieniem owego „lepiej” jest jego wersja z wtykami Telegärtner-a.
Nie chcę w tym momencie popadać w jakąś pensjonarską ekscytację, ale mówiąc zupełnie serio skala zmian wynikająca z wymiany konfekcji z powodzeniem dorównywała tym swojego czasu opisywanym przez nas w ramach testu topowych zasilających 50-ek. Przypadek? Nie sądzę. Skoro bowiem odsłuch „Bad Blood” SETYØURSAILS niebezpiecznie zbliżał się dynamiką, ekspresją i „fizycznością” do ich styczniowego występu w Proximie, to trudno było uznać to tylko za chwilowe zauroczenie i przejaw myślenia życzeniowego, tym bardziej, że z tego co mi wiadomo zmiany wtyków nie powinny wpłynąć na cenę końcową przewodu, więc argument o tym, że skoro coś jest droższe, to musi być lepsze śmiało możemy uznać za nietrafiony. Idąc za ciosem sięgnąłem po jeszcze pachnący studiem i tłocznią album „Witch” autorstwa operującej w klimatach podobnych w ww. kapeli, pochodzącej z „miasta aniołów” formacji In This Moment. Chodziło bowiem o to, by mieć pewność, że wspomniane wszelakiej maści szorstkości i bezpardonowość przypadkiem nie szły w kierunku męczącej na dłuższą metę ofensywności, co przy zaledwie półgodzinnej nasiadówce z „Bad Blood” mogłoby nie wyjść „w praniu”. I … całe szczęście żadnych anomalii nie odnotowałem, za to utwierdziłem się we wcześniejszych wnioskach dotyczących ponadprzeciętnego realizmu japońskiej łączówki.
Zmiana repertuaru na oparty na naturalnym instrumentarium „Michael Daugherty: Harp of Ages” w wykonaniu Courtney Hershey Bress / Andrew Litton / Colorado Symphony okazała się istną wodą na młyn Furutecha, który nie tylko z dziecinną łatwością oddawał złożoność aparatu wykonawczego, lecz również z nie mniejszym pietyzmem skupiał się na barwie, strukturze dźwięków i zarazem mechanice każdego z instrumentów, a zamiast atakować słuchacza bezlikiem pojedynczych, niekoniecznie powiązanych z sobą detali spajał je w logiczną i niezwykle koherentną, homogeniczną całość. Jest to o tyle karkołomne wyzwanie, że zazwyczaj homogeniczna gładkość wyklucza zdolność budowania misternych struktur przestrzennych a tymczasem V1-ka oba powyższe aspekty traktowała jako równorzędne, dzięki czemu poczynania Colorado Symphony jawiły się niczym utkany ze stali szkła wieżowiec Leeza Soho autorstwa Zahy Hadid, w którym przez mierzące 194 m wysokości skręcone atrium dostępny jest nie tylko przepiękny widok na okolice, lecz przede wszystkim wpada dzienne światło za którego synonim można ująć partie harfy Courtney Hershey Bress.

Reasumując powyższe, wybitnie subiektywne, wynurzenia śmiem twierdzić, iż prototypowy egzemplarz interkonektu Furutech Project V1-LAN z wtykami Telegärtner-a jest bezdyskusyjnie namacalnym dowodem na to, że w High-Endzie każdy, nawet pozornie błahy detal ma znaczenie i tak naprawdę to właśnie w owych szczegółach tkwi przysłowiowy diabeł. Okazało się bowiem, że z założenia mająca poprawić jedynie funkcjonalność i żywotność przewodu zmiana konfekcji pociągnęła za sobą wręcz dramatyczną poprawę jego brzmienia, co z jednej strony jest w pełni zgodne z naszymi doświadczeniami z domeny analogowej, lecz z drugiej rzuca nowe światło na świat cyfrowy, gdzie po dziś dzień pokutują tezy jakoby bitperfekcyjność, zgodność sum kontrolnych i generalnie mechanizm przesyłu danych w sieci Ethernet uniezależniały ową transmisję od wpływu „wyrafinowania” przewodnika, czy konektorów. A jak widać i przede wszystkim słychać na powyższym przykładzie suche książkowe teorie niekoniecznie mają odzwierciedlenie w praktyce. Dlatego też mając świadomość technicznych podstaw, dzięki którym sam streaming audio się odbywa, warto na fakcie jego zadziania nie poprzestawać, lecz nawet z czystej ciekawości sprawdzić, czy pozornie kosmetyczno-użytkowe zmiany nie mają następstw brzmieniowych, jak to miało miejsce w V1-ce.

Marcin Olszewski

System wykorzystany podczas testu
– CD/DAC: Vitus Audio SCD-025 Mk.II + 2 x bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Blue
– Odtwarzacz plików: Lumïn U2 Mini + Farad Super3 + Farad DC Level 2 copper cable; I-O Data Soundgenic HDL-RA4TB
– Gramofon: Denon DP-3000NE + Denon DL-103R + docisk Omicron Decoupler Clamp
– Przedwzmacniacz gramofonowy: Tellurium Q Iridium MM/MC Phono Pre Amp
– Selektor źródeł cyfrowych: Audio Authority 1177
– Wzmacniacz zintegrowany: Vitus Audio RI-101 MkII + bezpiecznik Quantum Science Audio (QSA) Violet
– Kolumny: AudioSolutions Figaro L2 + Solid Tech Feet of Balance + zwory ZenSati Angel
– IC RCA: Furutech FA-13S; phono NEO d+ RCA Class B Stereo + Ground (1m)
– IC XLR: VLAD Audio Epitome XLR; Furutech DAS-4.1; WK Audio TheRed XLR
– IC cyfrowe: Fadel art DigiLitz; Harmonic Technology Cyberlink Copper; Apogee Wyde Eye; Monster Cable Interlink LightSpeed 200
– Kable USB: Wireworld Starlight; Vermöuth Audio Reference USB; ZenSati Zorro
– Kable głośnikowe: WK Audio TheRed Speakers mkII + SHUBI Custom Acoustic Stands MMS-1
– Kable zasilające: Esprit Audio Alpha; Furutech FP-3TS762 / FI-28R / FI-E38R; Organic Audio Power + Furutech CF-080 Damping Ring; Furutech Evolution II Power; 3 x WK Audio TheRed Power
– Listwa zasilająca: Furutech e-TP60ER + Furutech FP-3TS762 / Fi-50 NCF(R) /FI-50M NCF(R)
– Gniazdo zasilające ścienne: Furutech FT-SWS-D (R) NCF
– Switch: QSA Red + nóżki Silent Angel S28 + zasilacz Farad Super6 + Farad DC Level 2 copper cable
– Przewody Ethernet: In-akustik CAT6 Premium II; Audiomica Laboratory Anort Consequence, Artoc Ultra Reference, Arago Excellence; Furutech LAN-8 NCF; Next Level Tech NxLT Lan Flame; TIGLON TPL-3000L-WT (White Tiger)
– Akcesoria: Omicron X1 Top Harmonix Stabilizer
– Platforma antywibracyjna: Franc Audio Accessories Wood Block Slim Platform
– Stolik: Solid Tech Radius Duo 3
– Panele akustyczne: Vicoustic Flat Panel VMT

Dystrybucja: RCM
Producent: Furutech
Cena: 17 800 PLN / 1,2m

  1. Soundrebels.com
  2. >

Warszawski Hi-Fi Club dołączył do swojej oferty urządzenia amerykańskiej firmy Playback Designs, która należy do najściślejszej czołówki producentów źródeł cyfrowych.

Założycielem firmy jest Andreas Koch, który wniósł ogromny wkład w rozwój cyfrowego audio. Jego zawodowa kariera zaczęła się w 1982 roku w firmie Studer Revox w Szwajcarii, gdzie zaprojektował pierwszy na świecie w pełni asynchroniczny konwerter częstotliwości próbkowania opatentowany w 1984. Następnie projektował też filtry cyfrowe, a opracowane przy tej okazji rozwiązania wykorzystano później w algorytmach kompresji takich jak MP3, AC-3 i inne. Kolejny etap kariery to praca dla Dolby Labs w San Francisco, gdzie Koch zaprojektował system cyfrowego przetwarzania dla profesjonalnego enkodera/dekodera AC-1 i sprzęt do kompresji AC-3. W 1987 Andreas wrócił do Studer Revox i zajął się projektowaniem cyfrowego magnetofonu DASH oraz technologią zapisu audio na dyskach w zastosowaniach profesjonalnych, nawiązując przy okazji wiele kontaktów z czołowymi studiami nagrań. Kolejna przeprowadza miała miejsce w 1989 i była związana z pracą dla Studer Editech w Kalifornii. Koch kierował zespołem, który stworzył zaawansowany, profesjonalny system zapisu na twardych dyskach – Dyaxis. Od 1993 pracował dla Sony na Florydzie i nadzorował projektowanie produktów pro-audio. Firma Sony doceniła jego umiejętności i skierowała w 1997 do San Francisco do projektu pierwszego na świecie 8-kanałowego systemu nagrywania, montażu i miksowania DSD o nazwie Sonoma. Andreas zaprojektował też wszystkie cyfrowe części konwerterów C/A i A/C. Jego praca była kluczowa dla jakości dźwięku formatu SACD. Andreas uczestniczył we wszystkich komisjach standaryzacyjnych SACD razem z Philipsem. Od 2003 Andreas rozpoczął pracę na własny rachunek jako niezależny projektant. Przez cztery lata projektował urządzenia i algorytmy dla EMM Labs, zarówno na rynek pro jak i domowego audio. Powstały wówczas rewolucyjne algorytmy konwersji częstotliwości próbkowania, dyskretny konwerter CA i unikalny system zarządzania sygnałem zegara. W 2008 Andreas Koch założył Playback Designs i wprowadził na rynek odtwarzacz SACD/CD z wejściami cyfrowymi wykorzystując całą swoją wiedzę zdobytą przez wcześniejsze 25 lat.

Projektowaniem układów analogowych Playback Designs zajmuje się Bert Vogt, inżynier, a także audiofil i muzyk, z bogatym doświadczeniem w odsłuchach w studiach nagraniowych. Vogt ukończył studia medyczne i elektryczno-inżynierskie co zapewnia mu zarówno znajomość funkcjonowania narządu słuchu jak i układów elektronicznych. Z Andreasem Kochem pierwszy raz pracował jeszcze w 2004 roku jako praktykant w czasie studiów. Po ukończeniu studiów zaczął projektować własne urządzenia audio, jak przedwzmacniacz Puralio zaprezentowany w 2007 na High-End w Monachium. Andreas Koch także odwiedził wystawę i był pod wrażeniem Puralio. Kiedy zapadła decyzja o założeniu Playback Designs, Andreas wciągnął do współpracy Berta, który projektował stopnie wyjściowe i udoskonalał wyjściowe układy konwerterów C/A. Projektowane przez Berta układy dyskretne pozwalają na pełną kontrolę wszystkich parametrów. Oprócz tego od 2005 roku Bert Vogt pracuje też jako szef projektowania elektronicznego w firmie ILA w Jülich, gdzie powstają optyczne mierniki przepływu wymagające zaawansowanych, analogowych układów elektronicznych.

Urządzenia Playback Designs wykorzystują autorskie technologie do obróbki cyfrowej i konwersji. Opracowana przez Andreasa Kocha technologia PDFAS (Playback Designs Frequency Arrival System) eliminuje stosowane do redukcji jittera pętle PLL. Technologia ta pozwala całkowicie wyeliminować powstały w transmisji jitter. Zamiast układów scalonych od zewnętrznych dostawców do konwersji stosowane są własnego projektu układy dyskretne. Wykorzystywane są też programowalne układy bramek logicznych (FPGA) działające pod kontrolą samodzielnie opracowanych algorytmów. Dzięki temu firma udostępnia aktualizacje wewnętrznego oprogramowania.

Główna część oferty Playback Designs jest podzielona na dwie rodziny. Flagowa seria Dream Series zawiera:
MPD-8 DAC – konwerter C/A z wbudowaną regulacją głośności
MPD-8 AI DAC – konwerter C/A z wbudowaną regulacją głośności i wejściami analogowymi
MPT-8 Transport – transport CD/SACD z opcją streamera
MPS-8 Integrated Player – odtwarzacz CD/SACD z opcją streamera
Do Dream Series należy też dostępny na specjalne zamówienie gigantyczny wzmacniacz mocy SPA-8.

Przystępniejsza seria Edelweiss Series zawiera:
MPD-6 DAC – konwerter C/A z wbudowaną regulacją głośności
MPS-6 Integrated Player – odtwarzacz CD/SACD z opcją streamera
MPS-X Streaming Interface – streamer z wejściami cyfrowymi

Ofertę uzupełniają jeszcze dwa modele:
Stream -X2 – opcjonalny moduł streamera dla MPS/T-8, MPD/S-6
USB-X4 – cyfrowy interfejs anty-jitterowy.

  1. Soundrebels.com
  2. >

Link do zapowiedzi: Usher SD-502

Opinia 1

Choć to w naszym kraju bardzo dobrze znana i bez większych problemów radząca sobie na trudnym rynku marka, w swej wieloletniej zabawie w opisywanie brzmienia konstrukcji związanych z naszym hobby jeszcze nie mieliśmy okazji się jej przyjrzeć. Powód jest banalny. Najzwyczajniej w świecie dystrybutor nie zaproponował, my mając ręce pełne ciekawej pracy nie zapytaliśmy i takim to sposobem nasze drogi nie miały okazji się skrzyżować. Na szczęście do czasu. Dlaczego na szczęście zdradzę w dalszej części testu, bowiem wstępniak jest miejscem poinformowania Was, z czym będziemy mieli przyjemność się spotkać. Otóż będą to dostarczone przez łódzki Audiofast nieduże kolumny podłogowe dobrze znanej u nas dalekowschodniej marki Usher, z portfolio której opiekun tego podmiotu na dobry początek zaproponował nam ciekawy model z diamentowym przetwornikiem wysokotonowym SD-502.

Azjatyckie panienki są z puli małych podłogówek. Ale nie w rodzaju monitorów z dwoma głośnikami w dużej obudowie, tylko zostały zaprojektowane jako pełnoprawne kolumny 3-drożne. A owe drogi obsługuje świetnie wypadający diamentowy przetwornik wysokich tonów, poniżej niej średniak, zaś na samym dole dwa basowce. Co dla wielu z potencjalnych użytkowników może być istotne, to fakt strojenia dolnego zakresu dmuchającym w podstawę kolumny bas-refleksem. To często jest ratunek w przypadku braku możliwości odstawienia kolumny od ściany, która zazwyczaj podbija bas regulowany portem skierowanym do tyłu. Idąc dalej tropem technikaliów warto wspomnieć jeszcze, iż kolumny w celu wyrównania czasowego propagacji każdego z podzakresów zostały pochylone ku tyłowi. Tak prezentujące się Ushery obsługuje zwrotnica zapewniająca pokrycie pasma w zakresie 42 Hz – 40 kHz z poziomem skuteczności 89 dB przy obciążeniu 4 Ω. Wieńcząc opis budowy dodam, że każda z nich osiąga wysokość 122 cm, wazy 25.5 kilograma i występuje w dwóch wykończeniach Walnut oraz High Glos Walnut.

Jak wypadły te niepozorne kolumienki? Powiem szczerze, że od pierwszego taktu muzyki biorąc pod uwagę cenę, rozmiar i ofertę soniczną w dobrym znaczeniu słowa zwaliły mnie z nóg. Jak to możliwe? Już tłumaczę. Powodem było unikanie pogoni za wyczynowością prezentacji, w zamian za to umiejętne dozowanie każdego z podzakresów w służbie uzyskania przyjemnej w odbiorze muzykalności z efektem fajnej swobody wypełniania pomieszczenia. A co najważniejsze, w żaden aspekt całości nie chodził swoimi drogami ani nie nosił oznak przekroczenia dobrego smaku. Nie wiem, jak na bazie tak niedużych konstrukcji inżynierowie to zrobili, ale mimo wszystko był dobrze osadzony w masie i ilości bas, nasycona średnica oraz dzięki diamentowemu przetwornikowi dźwięczna góra. Do tego każdy sąsiadujący ze sobą zakres częstotliwości działał w pełnej spójności z sąsiednim, co pozwalało uzyskać muzyce efekt świetnej spójności i przez to płynności. I chyba to połączenie nienachalności podania ulubionej muzy w służbie przyjemności odbioru z oddechem jej wizualizowania były największymi zaletami tych kolumn. Naturalnie w ten sposób podawana muzyka oczywiście nie szczędziła mi dodatkowo dobrze rozbudowanej, głebokiej i szerokiej wirtualnej sceny budowanej przez znikające z pomieszczenia zespoły głośnikowe.
Efekt obcowania z Usherami SD-502 był bardzo uniwersalny, gdyż patrząc na testowany zestaw przez free-jazzowe szaleństwo spod znaku Johna Zorna „Masada Live in Sevilla 2000” nie miałem problemów odebraniem tego szalonego koncertu z najważniejszymi dla niego kwestiami. Mowa oczywiście o szybkości narastania sygnału, czytelności rozlokowania źródeł pozornych, ich wagi oraz wielobarwności. Bez tego ta energetyczna muzyka nie miałaby szans na wprowadzenie mnie w trans spowodowany choćby charyzmatyczną rozmową saksofonu z trąbką na tle wtórującego im reszty składu o szalonym timingu popisów każdego z muzyków nie wspominając. Na szczęście tytułowe kolumny dzięki swobodzie i rozmachowi prezentacji poradziły sobie z tym materiałem bardzo dobrze. Wypadł z fajną jak na takie maluchy ekspresją, co dało mi szansę na pełne wejście w nagranie.
Równie ciekawie, bo z wielkim szacunkiem do utrzymania konwencji realiów muzycznych wpadła także twórczość choćby Claudio Monteverdiego w interpretacji Jordi Savalla „El Cant De La Sibil-La: Mallorca / València, 1400-1560” . To bardzo uduchowione zapisy sakralne, do tego zarejestrowane w wielkich kubaturach kościelnych, co wbrew pozorom stawia systemowi spore wyzwania. Pierwszym jest oczywiście utrzymanie odpowiedniego poziomu bazujących na muzykalności przekazu emocji, drugim zapewnienie źródłom pozornym stosownej dźwięczności, a trzecim oddanie realiów gabarytów goszczącej muzyków budowli. I wiecie co, te niewielkie kolumienki także z tym nie miały problemu. Powiem więcej, z uwagi na unikanie pogoni za nadmiernym cyzelowaniem każdej aspektu prezentacji zabrzmiały bardzo płynnie, co ciekawie wypadającą wodą na młyn tej płyty. Na tym poziomie cenowym szukanie wyczynowości zapewne skończyłoby się zbytnim akcentowaniem jakiegoś wycinka pasma, a to zaburzeniem tak ważnej dla zapisów barokowych płynności. Dlatego dobrze, że konstruktorzy poszli droga ogólnego spokoju prezentacji z dużym nastawieniem na jej spójność. Dzięki temu omawiana płyta zabrzmiała bardzo prawdziwie.

Komu dedykowałbym tytułowe kolumny? To chyba oczywiste, że wszystkim poszukującym muzyki przez duże „M”. Dostajemy swobodne, bardzo dźwięczne i soczyste granie, które spodoba się znakomitej większości melomanów. Czy rozkocha ich w sobie do cna, naturalnie będzie zależeć od ich bardzo osobistych potrzeb. Ale nie ma się co oszukiwać, w wartościach bezwzględnych za żądane pieniądze to znakomita oferta brzmieniowa. Na tyle, że wszystkich poszukujących fajnej prezentacji każdego rodzaju muzyki bez najmniejszych problemów zachęcam do prób z nimi we własnym środowisku sprzętowym. Zapewniam, nie będzie to zmarnowany czas.

Jacek Pazio

Opinia 2

Choć od blisko osiemdziesięciu lat panuje powszechne przekonanie, iż „najlepszymi przyjaciółmi kobiet są diamenty”, co swojego czasu raczyła była uroczo wyśpiewać pewna platynowa blondynka, to zazwyczaj na drodze takowej przyjaźni zainteresowanym stawał pewien dość przyziemny szkopuł. Mowa oczywiście o cenie, gdyż nie da się ukryć, iż owe diamenty do najtańszych błyskotek nigdy nie należały, nie należą i należeć raczej nie będą. Chociaż … w ramach dzisiejszego spotkania autorytatywność powyższego stwierdzenia z niewyjaśnionych, przynajmniej pod względem marketingu, względów może ulec pewnej dezaktualizacji, bowiem stanowiące przedmiot naszego zainteresowania azjatyckie gościnie nie dość, że w diamenty odziano, to wyceniono na tyle rozsądnie, że z powodzeniem można w ich przypadku mówić o ogólnodostępnej budżetowości. Nad czym zatem będziemy się dzisiaj pastwić? Nad wielce urodziwymi, podłogowymi kolumnami Usher SD-502, których wizytę zawdzięczamy łódzkiemu Audiofastowi.

Jak na powyższych zdjęciach widać Ushery SD-502 to uroczo kompaktowe, mierzące zaledwie 122 cm podłogówki o wielce urodziwej aparycji i ciekawej, lekko odchylonej ku tyłowi bryle. Ich wykonane z 21mm MDF-u korpusy pokrywa satynowy bądź lakierowany na wysoki połysk (opcje do wyboru) naturalny orzechowy fornir a fronty dodatkowo wzmacnia dyskretnie zaoblona na krawędziach kolejna, tym razem polakierowana na fortepianową czerń, płyta z MDF-u stanowiąca bazę dla baterii firmowych przetworników. I to nie byle jakich, gdyż patrząc od góry napotkamy „gwóźdź programu”, czyli firmową „diamentową” kopułkę 9980-20 z membraną DMD (diament-metal-diament), której metalowy rdzeń z obu stron otrzymał napyloną warstwę diamentu. Poniżej tweetera za oko łapie uzbrojony w metalowy korektor fazy zgrabny kanapkowy (celuloza wzmacniana rdzeniem z włókna szklanego) 11,5-cm średniotonowiec a listę zamyka duet 14 cm basowców 0535K ze wzmacnianymi włóknem szklanym celulozowymi membranami. Oględziny pleców przynoszą jedynie widok podwójnych terminali głośnikowych umieszczonych na eleganckiej złotej płytce znamionowej. Ujście układu bas-refleks umieszczono w podcięciu podstawy, dzięki czemu opuszczające obudowę powietrze „dmucha” w uzbrojoną w mosiężne kolce płytę cokołu. W zestawie znajdziemy montowane magnetycznie tekstylne maskownice, lecz jeśli tylko po naszym lokum nie kręcą się małoletnie „bąbelki”, czy też inna wścibska zwierzyna, to spokojnie można owe osłony pozostawić w kartonach, gdyż przykrywają one jedynie czarną płytę nośną z przetwornikami a tym samym ich obecność bądź jej brak nie będą wpływały na równomierność wybarwiania się pod wpływem światła ściany przedniej kolumn.
Pod względem elektrycznym mamy do czynienia z konstrukcjami trójdrożnymi o częstotliwościach podziału ustawionych na 420 Hz i 2,4 kHz. Z kolei, zgodnie z danymi producenta ów układ może pochwalić się skutecznością na poziomie 89 dB i 4 Ω impedancją, co może nie wskazuje na jakąś problematyczną trudność wysterowania, lecz odsłuchy proponowałbym rozpocząć od mocnych lamp i nie mniej umięśnionych konstrukcji tranzystorowych/d-klasowych.

Przechodząc do opisu walorów sonicznych naszych dzisiejszych bohaterek od razu się przyznam, że przynajmniej do tej pory portfolio Tajwańczyków eksplorowałem tyleż okazjonalnie, co nad wyraz wybiórczo, gdyż choć po wielokroć miałem okazję słuchać, czy też konfigurować systemy oparte zarówno na kompaktowych S-520, jak i potężnych Dancer-ach, to tzw. oferta środka niespecjalnie przykuwała moją uwagę. Krótko mówiąc tytułowe SD-502 stanowiły dla mnie ewidentną niewiadomą, co miało swoje dobre strony, gdyż brak jakichkolwiek skojarzeń i oczekiwań dawał im praktycznie wolną rękę co do sposobu i pomysłu na własne brzmienie. A to okazało się nad wyraz atrakcyjne i patrząc na widniejącą w cenniku kwotę wręcz zaskakująco wysokich lotów. Ushery pokazały bowiem, że nawet na tym pułapie finansowym da się zaoferować iście zjawiskową rozdzielczość, nie mylić z detalicznością, swobodę prezentacji, gładkość i wysycenie barw, a jakby tego było mało również zaraźliwą motorykę i budzący respekt, jak na mało imponujące gabaryty zejście basu. I bynajmniej nie chodzi tu o niezobowiązujące stukanie w tamburyn bądź werbel, lecz operowanie pełnią skali syntetycznych tąpnięć, jak daleko nie szukając na mrocznym i szorstkim „She Reaches Out to She Reaches Out to She” Chelsea Wolfe. Jak łatwo się domyślić nie jest to najłatwiejszy repertuar a 502-ki nic nie robiąc sobie ze złożoności i „gęstości” reprodukowanych kompozycji z wrodzonym wdziękiem i wyrafinowaniem budowały obszerną i koronkowo utkaną scenę, gdzie każdy z zawieszonych w przestrzeni dźwięków cechowała wzorowa definicja i perfekcyjne ogniskowanie. Uwagę zwracała również zdolność połączenia natywnego nagraniom mroku z niezwykłą rozdzielczością a tym samym wglądem nie tylko w pierwszy, ale i dalsze plany. Do tego dochodziła iście zjawiskowa czystość najwyższych składowych, które nawet operując na granicy komfortu ani razu nie dały się przyłapać na najmniejszych oznakach ziarnistości, czy też szklistości, co przy twórczości Wolfe wcale nie jest takie oczywiste.
Zmiana repertuaru na minimalistyczny „La finestra di Puccini” Michela Godarda i Danilo Rea unauszniła, że Ushery równie dobrze co z mroczną i surową elektroniką radzą sobie z naturalnym instrumentarium, oraz z grą … ciszą. Malując czarne tło skupiają się na pojedynczych dźwiękach oraz otaczającej je aurze pogłosowej same usuwając się przy tym w cień i znikając ze sceny niczym rasowe monitory. Oczywiście warto odpowiednio dogiąć je do zajmowanego miejsca i poeksperymentować z odległością od ścian, ale z tego co dane nam było usłyszeć w redakcyjnym OPOS-ie tytułowym kolumnom bliskość ścian do szczęścia zupełnie nie jest do szczęścia potrzebna, gdyż nijakiego wspomagania z ich strony nie wymagają. Całe szczęście dolne wyprowadzenie bas-refleksów sprawia, że najniższe tony w większości przypadków dalekie są od życia własnym życiem i zbytniej dominacji nad resztą pasma, choć trudno uznać je za nazbyt chrupkie, czy też odchudzone. O nie, jeśli tylko wymaga tego materiał źródłowy woofery dziarsko biorą się do roboty i pomimo mało imponujących średnic pompują powietrze aż miło, więc o ile tylko nie przesadzimy z metrażem, to w 20-25 metrach kwadratowych nie powinniśmy czuć niedosytu zarówno, jeśli chodzi o wolumen, jak i zejście basu. Podobnie sprawy mają się z dynamiką, która przy odpowiednio wydajnym napędzie pokazuje, że Ushery mają wielkie serce do grania praktycznie dowolnego gatunku muzycznego od wysublimowanej klasyki poprzez elektronikę i ciężkiego rocka.

Coś czuję w kościach, że jeśli tak dalej pójdzie i świadomość istnienia Usherów SD-502 dotrze do szerszego grona odbiorców, to z tajwańskimi kolumnami może być jak z azjatyckimi markami motoryzacyjnymi, które po początkowym, nieśmiałym badaniu europejskich rynków powoli pokazują swój prawdziwy potencjał i może jeszcze nie dyktują warunków, lecz z pewnością ciężko pracują nad urealnieniem cen. A502-ki są niezaprzeczalnym dowodem na to, że na świetnie wykonane i jeszcze lepiej grające kolumny uzbrojone w zaawansowane („diamentowe”!) przetworniki wcale nie trzeba wydawać równowartości kawalerki w centrum W-wy.

Marcin Olszewski

System wykorzystywany w teście:
– odtwarzacz CD: Gryphon Ethos
– streamer: Lumin U2 Mini + switch QSA Red-Silver
– przedwzmacniacz liniowy: Gryphon Audio Commander
– końcówka mocy: Gryphon Audio APEX Stereo
– kolumny: Gauder Akustik Berlina RC-11 Black Edition
– kable głośnikowe: Furutech Nanoflux-NCF Speaker Cable
– IC RCA: Hijiri Million „Kiwami”, Vermouth Audio Reference
– XLR: Hijiri Milion „Kiwami”, Furutech DAS-4.1, Furutech Project V1
– IC cyfrowy: Furutech Project V1 D XLR
– kabel LAN: NxLT LAN FLAME, Dyrholm Audio Nexus
– kabel USB: ZenSati Silenzio, Dyrholm Audio Nexus
– kable zasilające: Hijiri Takumi Maestro, Furutech Project-V1, Furutech DPS-4.1 + FI-E50 NCF(R)/ FI-50(R), Furutech Evolution II, Hijiri Nagomi, Vermouth Audio Reference Power Cord, Acrolink 8N-PC8100 Performante, ZenSati Angel
Stolik: BASE AUDIO 2
Akcesoria:
– bezpieczniki: Quantum Science Audio Red, QSA Silver, Synergistic Research Orange
– platforma antywibracyjna: Solid Tech
– zasilające: Harmonix AC Enacom Improved for 100-240V
– listwa sieciowa: Power Base High End, Furutech NCF Power Vault-E
– panele akustyczne: Artnovion
Tor analogowy:
– gramofon: SME 60
– wkładka: My Sonic Lab Signature Diamond
– przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio The Big Phono
– docisk płyty: Omicron Luxury Clamp
– przyrząd do centrowania płyty: DS Audio ES-001
– magnetofon szpulowy: Studer A80

Dystrybucja: Audiofast
Producent: Usher
Cena: 23 460 PLN (Mat Walnut); 25 620 PLN (Glossy Walnut)

Dane techniczne
Konstrukcja: Podłogowa, wentylowana, trójdrożna
Zastosowane przetworniki
– wysokotonowy: 1,25″ membrana DMD (diamond-dome)
– średniotonowy: 4.5″ membrana kompozytowa z włókna papierowego
– niskotonowy: 2 x 5,5″ membrana kompozytowa z włókna papierowego
Skuteczność: 89 dB/w/m
Impedancja: 4 Ω
Pasmo przenoszenia: 42 Hz-40 kHz
Moc: 100W (ciągła)
Częstotliwość podziału zwrotnicy: 420 Hz / 2,4 kHz
Wymiary (S x W x G): 23,5 x 122 x 38,0 cm
Waga: 25,5 kg/szt.

  1. Soundrebels.com
  2. >

artykuł opublikowany / article published in Polish

Jeszcze dobrze nie opadł kurz po premierowym teście przewodu Furutech Project V1-LAN a ekipa z Tokyo, po wysłuchaniu naszych uwag postanowiła podesłać nam do weryfikacji prototypowy egzemplarz ww. łączówki wyposażony w … nieśmiało sugerowane w ww. recenzji wtyki Telegärtnera. Krótko mówiąc mamy za swoje, więc nie pozostaje nam nic innego jak brać się za porównania czy, a jeśli tak, to co i jak zmieniło pojawienie się alternatywnej konfekcji.

Cdn. …

  1. Soundrebels.com
  2. >

Opinia 1

Kiedy ponad siedem lat temu gościliśmy u siebie poprzednią odsłonę naszego dzisiejszego gościa, było to dla nas doświadczenie tyleż ekscytujące, co potwierdzające możliwości produkcyjne i know-how stojącego za nim wytwórcy. Wbrew bowiem pozornemu alokowaniu przedmiotowej marki w „marketowym” segmencie rynku audio nie były to „zwykłe” pardon my French budżetowe „druty”, lecz misterne pajęczo-podobne high-endowe instalacje o skomplikowaniu budowy nie tylko onieśmielającym swym zaawansowaniem, co budzącym zaufanie niezwykle logicznym wyjaśnieniem co i po co w nich się znajduje, czyli raczej przejaw inżynierskiej wiedzy a nie kreatywności działu marketingu, co mówiąc szczerze na stricte high-endowych pułapach nie zdarza się zbyt często. Ponadto, jeśli pamięć mnie nie myli miały one wtenczas również status flagowców, więc niejako dostąpiliśmy zaszczytu obcowania z prawdziwym opus magnum niemieckiej myśli technicznej. Czas jednak w miejscu stać nie chce, co wbrew pozorom ma też swoje dobre strony, gdyż wraz z jego upływem można zdobywać kolejne doświadczenia a tym samym wykorzystywać je nie tylko do tworzenia rzeczy nowych, co i poprawiania wcześniejszych dokonań. I tak też zrobił in-akustik wprowadzając na rynek piątą generację swojego referencyjnego okablowania, z której to puli, dzięki uprzejmości Stratos International trafiły w nasze skromne progi przewody głośnikowe in-akustik Reference LS-4005 AIR Pure Silver.